Jelena Muklanowiczówna Posted November 7, 2010 Posted November 7, 2010 Oboje miewamy się całkiem nieźle, ale Jarcio chyba lepiej, bo cieszy go byle co. Szczególnie jak może sobie wleźć w środek kupy liści i zrobić tam siusiu! ;-) Tymczasem mnie w takiej sytuacji cieszy tylko to, że nikt nas nie zobaczył... ;-) Szczególnie nikt z sąsiadów! Quote
Ra_dunia Posted November 7, 2010 Posted November 7, 2010 Jasne, że takie nasikanie na samą górę liści to jest coś! W końcu w danym momencie to Jarcia zapach jest na wierzchu ;) Jest najważniejszy na dzielni :D Dzieci jeszcze Cię nie wykończyły? ;) Quote
Luna123 Posted November 7, 2010 Posted November 7, 2010 a Fryzia lubi spać w zagrabionych liściach:roll: mam nadzieję, że nie robi wcześniej tego co Jarcio?:oops:;) Quote
eloise Posted November 7, 2010 Posted November 7, 2010 ja osobiście uwielbiam suche liście leżące na chodnikach ( o ile są suche ;) ) uwielbiam je kopać :D chyba nauczyłam tego swoje dziecko ;) w ogóle lubię zapach jesieni. Nie lubie natomiast psich kup ukrytych w tych liściach! czy nasz naród kiedyś dorośnie do sprzatania psich odchodów z chodników chociażby??? Quote
Luna123 Posted November 7, 2010 Posted November 7, 2010 moi znajomi z liceum czy ze studiów maja dwa podejścia 1. udają, że to nie ich pies 2. są z siebie bardzo dumni, że sprzątają:roll: ja mówię, że mieszkajac na wsi sprzątam po psie min raz w tygodniu, w sezonie przede wszystkim przed koszeniem, tym bardziej, żeby jakies robaki się nie rozpełzy. To się bardzo dziwią... poprzedniczka Fryzi miała ograniczone terytorium, załatwiałą się w ogródku a Fryzi szukam po całej działce z tyłu ( a tego jest ponad 50 arów:roll: ) Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted November 8, 2010 Posted November 8, 2010 Ra_dunia napisał(a):Dzieci jeszcze Cię nie wykończyły? ;) Dzieci działają według zasady "Po troszku Bartoszku". Trochę wykańczają, ale trochę osładzają! ;-) A tak poważnie, to z dziećmi to takiego dużego problemu nie ma, gorzej jest z młodzieżą, która przychodzi popołudniami. Mam 3 takich typów, że tylko ich gazem pieprzowym potraktować. Po dwutygodniowym okresie kwarantanny mają dzisiaj wrócić i już mi się niedobrze robi na samą myśl o tym...:watpliwy::chainsaw::2gunfire: Quote
Luna123 Posted November 8, 2010 Posted November 8, 2010 Jelena Muklanowiczówna napisał(a):Dzieci działają według zasady "Po troszku Bartoszku". Trochę wykańczają, ale trochę osładzają! ;-) moja ciocia pracowała w przedszkolu. z jednej strony dzieci rysowały jej laurki, przytulały się, a z drugiej jak mieli np. rytmikę,albo inne zabawy ruchowe, to było" jescse raz pani Irenko, jesce raz i jesce raz....;) Quote
Ulka18 Posted November 8, 2010 Posted November 8, 2010 Do dzieci trzeba miec cierpliwosc. Nie kazdy ją ma, ja np. nie mam. Poza tym obecne dzieci to nie te dzieci sprzed 20-30 lat. Dlatego tez do sklepu chodze tylko 1 raz w tygodniu, bo nie cierpie wierzgajaco-awanturujacych sie bachorow i ich rodzicow spelniajacych najdrobniejsze zyczenia krolewicza lub krolewny. A jak tam Jaroslaw puchaty? Nie zbiera lisci na podwozie? Bo chyba mu juz futerko odrasta, widzialam na zdjeciach,ze mial troche podciete. Quote
Reno2001 Posted November 8, 2010 Posted November 8, 2010 Ja cierpliwości do dzieci nie mam za grosz. Chyba się z tym urodziłam. Dzieci mnie po prostu irytują. A już te rycząco-wierzgająco-piszczące w kosmos bym wysłała :roll:. Dlatego dzieci nie mam i miec nie zamierzam. Nie będę ani siebie ani młodego człowieka katowac. Ostatni raz małym dzieckiem opiekowałam się kilka lat temu-zarzygało mi całą tylną kanapę w samochodzie. To utwierdziło mnie w moim przekonaniach. Nie nadaję się do dzieci i już. Mam cierpliwośc do psów i kotów, do dzieci za grosz. W końcu, od "gatunku alfa" na tym świecie mam prawo miec dużo większe wymagania niż do pozostałych :diabloti:. Moje dziewczyny też uwielbają tarzac się i brykac w suchych liściach. Podczas tegorocznych, jesienych porządków na wsi miały ku temu wiele sposobności ;) Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted November 8, 2010 Posted November 8, 2010 Może was to zdziwi, ale ja też nie mam cierpliwości do dzieci, także zawsze oddycham z ulgą, jak tych najmłodsze rodzice zabierają już do domu. Aczkolwiek muszę przyznać, że nie ma z nimi takiego wielkiego problemu, bo da się grę, to siedzą i grają. Jest jeden taki przypadek - dziewczynka, która ciągle płacze, ale jak się ją ignoruje, to przestaje. Wolałabym jednak pracować z psami, niż z dziećmi! ;-) A co do Jarcia, to on szoruje brzuchem po liściach, bo ma go dość nisko, więc nawet jak mu podetnę włosy na klacie, to i tak coś tam jeszcze nimi zamiata. Ale najczęściej łapie liście podkulonym ogonem albo... zakręconym! Spadają mu na tyłek, a on je przykrywa tym swoim pióropuszem i potem odkrywam w domu niespodzianki. Quote
halcia Posted November 8, 2010 Posted November 8, 2010 To i ja sie dopisze.Pracowałam w przedszkolu.:shake:Kiedys dzieci były inne.Teraz dwójka rozwydrzonych zepsuje cała prace z grupą.Na nich trzeba skupiac uwage,bo przeszkadzaja,dokuczaja itp.Całe szczecie mam to za soba i nie wróciłabym do tej pracy nawet na dzien.Moja cierpliwosc,której i tak niewiele zawsze miałam wykonczyła sie.:diabloti:Do zwierzat mam cierpliwosc niewyczerpaną:lol: Quote
Ulka18 Posted November 8, 2010 Posted November 8, 2010 Ja tez wole zwierzaki, nie wiem, moze to z wiekiem sie traci cierpliwosc, a i te dzieci teraz kompletnie niewychowane, wszystko im wolno. Moja corka ma juz 18 lat i zaczyna miec dorosle problemy. Halcia ma ogromna cierpliwosc do zwierzakow, kazdego dzwignie, podniesie, zacheci, do wszystkich sie pcha, bez zadnego strachu. I strachliwe 'jarusie' i trzesace sie 'terrunie' wysciska, wycaluje, zdjecia porobimy. Halcia, dobrze, ze w przedszkolu nie robimy zdjec :eviltong: Quote
eloise Posted November 8, 2010 Posted November 8, 2010 ja nigdy nie lubiłam dzieci, obcych ;) nadal niewiele lubię ;) moja Ania nie jest chyba rozwydrzona, za to bardzo aktywna :) mój brat był taki sam, albo jeszcze bardziej, dlatego cierpliwie czekam aż Ania z tego wyrośnie :) i nie mogę wyjść z podziwu jak moja mama sobie poradziła z naszą trójką... bo tata pracował i rzadko mamie pomagał ;) Dzieci sa teraz inne- miesiąc praktyk w gimnazjum starczy mi na zawsze! ale to wina rodziców- to co oni tym gimnazjalistom wkładają do głów-że mają prawa i mają z nich korzystać, o obowiązkach jakoś zapomnieli... porażka! Quote
halcia Posted November 9, 2010 Posted November 9, 2010 Dziewczyny -pisarki...wołaja Was na watek Żabki:lol:Oj z przedszkola mam tez duzo zdjęc,ale nigdy nie przytulałam z takim zapałem i całowałam sporadycznie.A tu w schronie chyba kazdego psiaka z prawdziwą przyjemnością:evil_lol:a one jakby wiedziały,ze to cos wiecej niz tulenie i oddają mi z języczkiem:eviltong: Quote
Ra_dunia Posted November 10, 2010 Posted November 10, 2010 Hahaha - to mnie pocieszyłyście, bo już myślałam, że to ze mną coś nie tak. Mogę się obiema rękami pod postem Reno podpisać :) Coś mi się wydaje,że większość tu na dogo ma takie podejście. Pewnie dlatego tu jesteśmy i tak angażujemy się w pomoc. Kiedyś przyjaciółka mi tłumaczyła, że do swoich dzieci podchodzi się inaczej. Stwierdziła, że ona nawet nie słyszy, że chłopaki wrzeszczą (a ma dwóch urwisów 6 i 8 lat). A Jaruś to po prostu kolekcjoner :) Przynosi listki, żeby pięknie dom przystroić. Tylko Wy się nie znacie i co on przyniesie, to wywalacie ;) Quote
MagdaNS Posted November 10, 2010 Posted November 10, 2010 Jako mama malucha tez dodam trzy grosze do dyskusji... Osobiście nie lubię dzieci... obcych. Miałam krótkie epizody pracy jako opiekunka do dzieci na studiach, ale zawsze oddychałam z ulgą, jak już mogłam iść do domu. Ja po prostu w ogóle nie mam serca do obcych dzieci, do przedszkola się nie nadaje na pewno, do szkoły tym bardziej :). Z Martą daję sobie radę, ale tylko dlatego, że kocham ją mądrze, nie pozwalam jej wyrosnąć na rozwrzeszczanego bachora. Niestety, jej tatuś wydatnie mi w tym przeszkadza. Na każdy jej krzyk albo płacz reaguje spełnieniem tego, czego chciała. Ale raz na jakiś czas go wkurza, że młoda krzyczy, więc wtedy się na nią drze. Kupiłby jej najchętniej wszystko, co ona chce, no bo kupić coś to najłatwiej. Trudno mu przetłumaczyć, że po pierwsze dzieci miewają 'chwilowe zachcianki" i to, że w danym momencie mówi, że chce niebieskiego konika nie znaczy, że za godzinę czy jutro nadal będzie go chciała. A poza tym dzieci, które nie mają o czym marzyć i na co czekać są po prostu nieszczęśliwe. Tak więc nie dość, że muszę wychowywać dziecko, to jeszcze tatusia :diabloti::diabloti::diabloti: W związku z czym nieustająco podziwiam Jelenę i mam nadzieję, że szybko znajdzie mniej stresującą pracę... albo dostanie gaz pieprzowy :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted November 10, 2010 Posted November 10, 2010 Ra_dunia napisał(a):A Jaruś to po prostu kolekcjoner :) Przynosi listki, żeby pięknie dom przystroić. Tylko Wy się nie znacie i co on przyniesie, to wywalacie ;) Kto wywala? Ja zbieram i zanoszę na świetlicę! :D Jasna sprawa, że dzieciaki są wkurzające, szczególnie obce. Ale ja bym chciał mieć swojego brzdąca. Bratowa mojego TZ-ta jest teraz w ciąży i już kocham tego bąbla, jak swojego, choć na razie widziałam go tylko na zdjęciach usg. Quote
Luna123 Posted November 10, 2010 Posted November 10, 2010 [quote name='Jelena Muklanowiczówna']Ale ja bym chciał mieć swojego brzdąca. Bratowa mojego TZ-ta jest teraz w ciąży i już kocham tego bąbla, jak swojego, choć na razie widziałam go tylko na zdjęciach usg. Jelena, chcieć to móc i ..... Urodę się dziedziczy po ojcu a inteligencję po mamusi:eviltong:;) Quote
Reno2001 Posted November 10, 2010 Posted November 10, 2010 Podobno tak jest, że swoje dziecko traktuje się inaczej. Testowała nie będę ;). Wierzę na słowo. Mnie podoba się rola fajnej ciotki, z którą można na rajd konny bryknąc :), która zawsze jest w odwodzie, gdy trzeba gdzieś autem pojechac. To mi w zupełności wystarcza. Najważniejsze, by wiedziec czego się chce ;) Dziś umówiłam Maszę do fryzjera. Mamy już dośc jej futra i ciągłego sprzątania piachu po całym mieszkaniu. Zaczęła wygladac jak mały yeti :) Czas wyciągnąc z szafy kubraczek. Quote
Luna123 Posted November 10, 2010 Posted November 10, 2010 no... ja też mówię, ze jak się nie przekonam to co...:roll:. Nie zapieram się, na razie odkładam:roll: zresztą mam starszą siostrę, to mi nie wypada;) a mama mówi do Onki mojej siostry: myszeczko malutka:eviltong: do nas tak nie mówi;) no czas na wnuki czy co...? a mój kolega, który jest neonatologiem robi dodatkową specjalizację, bo mówi, że to jak weterynaria hihi Quote
eloise Posted November 10, 2010 Posted November 10, 2010 moja mama też słodzi psom jak nie wiem co! syneczku to, syneczku tamto... mój brat przestał się już przejmować jak mama do niego mówi Kapsel,a do Kapsla Radzio :D :D :D jak przychodzi do nas, to mówi do moich psów o sobie... babcia ;) Quote
Ra_dunia Posted November 10, 2010 Posted November 10, 2010 U mnie to samo, rodzice też do psów mówią jak do dzieci. Ba, nawet się oburzają, jak przyjeżdżam bez mojego futrzaka :) Zamiast "kochana córeczko jak się cieszymy, że przyjechałaś" słyszę "a gdzie Melek".... :D Moi biedni rodzice nie mieli innego wyjścia i musieli się przyzwyczaić, że wnucząt nie będzie. Pod pewnymi względami jestem stanowcza ;) Quote
MagdaNS Posted November 10, 2010 Posted November 10, 2010 [quote name='Luna123']Jelena, chcieć to móc i ..... Urodę się dziedziczy po ojcu a inteligencję po mamusi:eviltong:;) Podpisuję się pod tym rękami i nogami, poważnie!!!! Moje dziecko z wyglądu to 100% tatuś, ale inteligencja (nie kadząc sobie :) ) 100% po mamusi :diabloti: Na szczęście :diabloti:. Jelenko, do swoich dzieci na pewno podchodzi się inaczej i inaczej je kocha. Ja to jestem nieco zbyt "zadaniowa", a za mało kreatywna, w zabawie z Martusią najlepiej mi wychodzi... sprzątanie :evil_lol::evil_lol::evil_lol: Quote
Luna123 Posted November 10, 2010 Posted November 10, 2010 eloise napisał(a):moja mama ... mówi do moich psów o sobie... babcia ;) kurczę, a moja się obraziła, bo mi się raz wyrwało. Każe mówić pańcia, a Pańcia to przecież JA;) chociaż moja siostra mówi do swojej Onki, że Ciocia przyjedzie, znaczy ja. I piesa czeka przy bramie:cool3:. chociaż to jest pies zaczepno - obronny;) raz padało, a ona mnie z daleka nie poznała i zaczęła szczekać delikatnie się zblizając. Jak lunęło mocniej, to ja na podwórku zaczęłam biec a Nitka ogon pod siebie i ucieka pod dom:eviltong: Quote
eloise Posted November 10, 2010 Posted November 10, 2010 hahaha :) moja córka to mała kopia mnie... czy to oznacza, ze jestem nieinteligentna? :evil_lol: w sumie nie miałabym nic przeciwko temu, żeby po tatusiu odziedziczyła umiejętność czytania map i smykałkę do cyferek :) nie wiem po kim ma zamiłowanie do koloru różowego- dzisiaj w przedszkolu wymalowała lwa na taaaaki róż, jakby lew rok na solarium leżał :D i twierdzi, że widziała różowego lwa :D Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.