Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

eee, to tu nie ma podobieństwa ;) tata potrafi usnąć siedząc na stołku :eviltong:

a słynny tekst nr. 1 " a przeszkadza ci to?"

tylko jest uparty z rzeczami technicznymi np. telewizor trzeba mu włączyć, odpalić odpowiedni palnik i otworzyć bramę. Z tym ostatnim to wolę już sama zrobić, bo jest nerwowe wołanie psa. Tata otwiera bramę ( i często nie zamyka :roll: ), a my mówimy " tylko weź Fryzię do domu " a on na to, że to jest cycek i nie ucieknie. Jakoś nie można przetłumaczyć, że uliczka spokojna, ale auta jeżdżą:roll:.

szczerze, to naprawdę nie wiem, jak to będzie, jak wróci ( podobno za ok 2 lata ) na emeryturę . Jest jeszcze trochę czasu, to może się coś zmieni np. w kwestii mieszkaniowej.

A dzisiaj byłam na pierwszym szkoleniu, bo będę spisywać na straty :eviltong: będę rachmistrzem ;)

Posted

Luna-powodzenia na szkoleniu i w rachowaniu ;) u nas też będzie spis i Milena się załapała na rachmistrza, z tym, ze jakoś tak wyszło, ze na listę rezerwowych, mam nadzieję, ze jednak wskoczy na główną!

To zdjęcie zrobione na dzień po porodzie- jest podrasowane przez fotografkę, ale i tak muszę przyznać, że Jonatan nie wyglądał na dziecko umęczone porodem, a pamiętamy, że Ania była zmęczona. Wiele osób zwróciło na to uwagę-dzielny chłopak :) spisaliśmy się oboje :)



tutaj z wczoraj- muszę w końcu zrobić jakieś normalne zdjęcie a nie tak od tyłu głowy, nie wiem czemu akurat tak zrobiłam, ale innych nie mam ;)


muszę też posiąść tajniki obsługi chłopca, bo choć pieluchę zasikuje tylko z przodu, to jak mu przecieka- to leci tyłem po plecach ;)

tutaj księżna- tuż po powrocie do domu w niedzielę


mamy na strychu mysz i Amelia za punkt honoru przyjęła ją złowić, co nie jest proste, bo na strychu nie ma gdzie nogi postawić. Co chwilę łazi na strych i wraca niemożliwie napuszona :)
coraz ciekawsze miejsca znajduje sobie na odpoczynek

Posted

Kopciuszek przepiękny :cool3: widzę, że już płeć przeciwna zerka ;)

Oczywiście Jonatanem zachwycam się nieustająco :cool3:

eloise, załóż może Ofikowi np. czapkę baseball'ówkę, bo w koronie to się chłopak pogubi mentalnie ;).

Posted

[quote name='Luna123']eloise, załóż może Ofikowi np. czapkę baseball'ówkę, bo w koronie to się chłopak pogubi mentalnie ;).
Prędzej seksualnie! :D :D :D

Piękny Kopciuszek! Najśliczniejsze dziecko w całym przedszkolu! Jonatan ma wysokie czoło - będzie profesorem! ;-)

Mówię wam, znowu zaczęłam grać na gitarze...

Posted

kurczę, ja strasznie żałuje, że nie umiem grać :-( a podobno mam talenta ;)

jeszcze w saloonku stoi fortepian ( podobno z największych ), bo mój tata jest z wykształcenia organistą. Też nie umiem, kilka kolęd jedną ręką :oops:

Posted

muzyczne talenty, jak i plastyczne, nie zostały mi dane ;)
za to nieźle gotuję oraz urządzam przyjęcia niespodzianki :)

Ania pojechała dziś na tyntemp miki, czyli występ Miki ;) czyli rewię Disneya na lodzie. Ale szał! Wróciła w takim stanie, że ciągle płakała i zakładała kurtkę i szalik, bo ona jedzie jeszcze raz :D umęczyła nas tym, ale podobało jej się baaaaaaaaaaaaaardzo- szczególnie- KOPCIUSZEK :)

Jonatanek nadal spokojnie, dużo śpi, dużo kupek ( jedną strzelił dziś w tatusia), ładnie je, a jak nie śpi to chce być ciągle u mamusi na rękach. cóż robić ;)

Opowiem Wam trochę o porodówce :) Rodziłam w tym szpitalu już 2 raz, tam jest coraz weselej i coraz luźniej :)
Jak rodziłam Anię, to leżałam, na sali przejściowej- na końcu był pokój położnych, więc mąż rodzącej w sali obok łaził koło mnie jakbym rodziła na korytarzu ;) szczerze mówiąc i tak było mi wszystko jedno, ale czułam się jak w czeskim filmie :)

Tym razem leżałam w pojedynczej sali, ale... miałam widownię jak w teatrze! Trafiłam na zmianę personelu, więc najpierw lekarz i położna z nocnej zmiany, potem przyszła położna, która odbierała poród i prawie ode mnie nie wychodziła, oprócz niej przyszły jeszcze 2 inne położne, 3 lekarzy, co chwilę zaglądał ordynator i jeszcze byli na obchodzie studenci! w pewnym momencie na sali było około 10 osób!!!! a w sumie przewinęło się około 15.
Jonatan długo nie mógł się ułożyć odpowiednio do porodu a miałam bóle parte, tylko że przeć mi nie było wolno- musiałam to przetrwać. I wtedy było ze mną stale 4 osoby z personelu. Co chwilę słyszałam- proszę wstać, chodzić, kucać, klęczeć, dobrze, jesteś dzielna, połóż się, złap tu, niech mąż pomoże, a może chcesz wody.... itd itp... Byłam w szoku! nie wiem, czy byłam jedyną osobą rodzącą w tamtym momencie i nie mieli co robić i dlatego ze mną siedzieli, ale i ja i Paweł byliśmy totalnie zszokowani. jedna położna ciągle trzymała mnie za rękę i głaskała po głowie ;)
a jeden z lekarzy, jedyny mężczyzna, przypominał mi trochę Tomasza Jachimka, szczególnie z głosu i bardzo mnie w końcówce zachęcał do parcia- na które akurat ja nie miałam już siły. Mówił do mnie- a może by pani tak trochę poparła, co?Lżej by pani było. ja na to, ze przecież prę. A on, że nie-nie prze pani, tylko krzyczy, może ja pani pomogę? gardło pani sobie zedrze. A ja na to- popchnie mi pan doktor brzuch od góry? :D bo nie umiałam sobie wyobrazić jak inaczej mógłby mi pomóc :D no ale rzeczywiście, stał koło mnie i wydawał instrukcje i razem nam jakoś szybko poszło :D na koniec chciałam być aż za szybka i wszyscy hurtem krzyczeli- nie przyj, nie przyj!!!! :)

Po porodzie o dziwo zostawili nas w spokoju na całe 2 godziny! zaglądali co prawda co chwilę, ale tylko pytali, czy wszystko ok i wychodzili.

Nie mam pojęcia, czy taka opieka jest w każdym szpitalu, przypuszczam, ze nie. Ja nie mogę złego słowa powiedzieć. Zresztą zauważyłam mnóstwo osób z personelu, które pamiętałam sprzed 2,5 roku. Musi im się tam dobrze pracować. Pielęgniarki i położne zaglądały do pokoi pytając czy wszystko ok. Lekarze chodzili, nie tylko na obchodzie.
Jedyny mankament tamtego oddziału to totalne rozluźnienie, jeśli chodzi o ilości odwiedzających- zero limitów co do ilości i do czasu, dopiero koło 21 wypraszali maruderów- nie ma możliwości tam odpocząć nawet chwili! no i w puszczają już od samego rana.

Posted

No to miałaś szczęście... Ja co prawda nie rodziłam na porodówce, ale spędziłam tam dwie doby. Nie chciałabym tam rodzić... Nigdy nie zapomnę tych kobiet co rodziły na stanowiskach, krzyczały mając skurcze, wołały, a położne czy pielęgniarki sobie bimbały, nawet dobrego słowa nie powiedziały, często nawet nie zajrzały na stanowisko co się dzieje. Dopiero jak zaczynała się akcja to się zbierało towarzystwo, czyli 2-3 osoby.
Widać było wielkimi literami wypisane RUTYNA. A te kobiety na porodówce jak na taśmociągu.

Podobnie się czułam po cesarce, 8 nas było na sali, przywozili nas po kolei po operacji, jak na taśmie.
Pielęgniarki strasznie oschłe, zero zrozumienia dla kobiet, dla których to pierwszy raz.

W odwiedzinach straszny rygor, zero wejścia na salę, trzeba było zaiwaniać po operacji z bolącym brzuchem z dzieckiem w wózku na sam kraniec oddziału, gdzie była niewielka salka dla odwiedzających. Przeważnie tam był tłok, ścisk, często przeciąg...

No super wspomnienia mam z kliniki.
Ale najważniejsze, że Hania zdrowa, bo była opętlona pępowiną, więc różnie by mogło być w normalnym porodzie.

Posted

zapomniałam ;)
po tych 2 godzinach, Paweł poszedł z Jonatanem na mierzenie i ważenie, a ja pod prysznic- w pokoju była wanna!!! :) położna mnie pilnowała, co chwilę pytając czy mi nie słabo, czy nie kręci mi się w głowie, na co wchodzi sobie jakiś lekarz i jakby mnie tam nie było, zaczyna z nią rozmawiać...

A że w kiblach i prysznicach nie ma zamków w drzwiach, to standardem jest, ze ktoś włazi jak inny korzysta, bo po co pukać, a jeśli ktoś przechodzi akurat korytarzem to ma widok prosto na osobę na sedesie lub pod prysznicem. Oczywiscie odwiedzający nie są łąskawi poszukać kibla dla odwiedzających tylko korzystają z oddziałowych. A to akurat mnie bardzo wkurzało.

co by nie mówić o porodach naturalnych, czy trudne, bolesne... to jeśli tylko nie ma przeciwwskazań- polecam wszystkim! jak się pojawia Maleństwo, to człowiek zapomina co przed chwilą przeszedł. A jednak po naturalnym porodzie szybko odzyskuje się siły i można spokojnie zająć się dzieckiem i sobą. Pamiętam dziewczyny po cesarkach, jak rodziłam Anię- wszytskie mi zazdrościły tego, ze nic mnie nie ciągnie, nie boli, że nie mam szwów i że nie chodzę zgięta w pół-jednak operacja to operacja.

najświeższe fotki
Ofik czekający na otwarcie drzwi do sypialni- nigdy tak wcześniej nie robił ;)







i małe mistrzostwo świata :D o 23 Ania pięknie leżała w łóżku, przykryta, z żółwiem pod kołdrą, a o 1 Paweł zastał taki widok:

Posted

Ło, Murka, jakie makabryczne opowieści!

Na szczęście bratowa mojego TZ-ta nie skarżyła się ostatnio na takie zachowania, chociaż wszyscy jej odradzali rodzenie w szpitalu, w którym rodziła. A tu po wszystkim opowiadała mniej więcej takie historie, jak eloise. Ale ona sobie bardzo ładnie poradziła. Poród przeszedł szybko i sprawnie, dzieciątko od razu się pięknie ułożyło. No chciałabym wam wrzucić zdjęcie malutkiej, ale nie mogę się dogadać z imageshackiem. Może TZ-et coś pomoże.

Ja to się pewnie będę darła, jak oparzona, bo ja to darciuch jestem. Jeszcze im zemdleję dodatkowo.

A w ogóle, to Ania ma fantastyczny pokój. Te kolorowe krzesełka, biurko, kołderki. Super to wszystko wygląda. Teraz to jest normalnie taka mnogość fajnych rzeczy dla dzieci, że tylko mieć pieniądze i kupować.

Posted

nie zemdlejesz ;) nie ma szans :)
A Murce nie zazdroszczę takich wspomnień!!!

Pokój Ani to taka składanka różnych pomysłów i zakupów ;)
Zielona podłoga to mój pomysł, Paweł malował ją jak dostała skurczy przed pierwszym porodem ;)
łóżko ze świnką pokazała nam moja siostra i juz nie było odwrotu. Niebieski stolik był już wcześniej, na różowe krzesełko Ania uparła się w Ikei i nie chciała bez niego iść ;)
Pościel z 2 ręki, trafiona w Ani gust na 1000 % :D
o zabawkach nie będę mówić... my jej mało zabawek kupujemy, ale babcia z dziadkiem ciągle coś przynoszą :)
Kupiliśmy niedawno półeczkę na książki- tylko tatuś coś zwleka z montażem...
a różowe ściany- nie było wyjścia, tylko takie pasowały i do mebli i do samej Ani :D

Posted

Fajna ta mala Lenka, a jaka mocna z niej baba :D
Ja wole dziewczynki, ciesze sie, ze mam corke, bo z chlopakiem to tak mi jakos nie po drodze w sensie dogadania sie. Latwiej zlapac wspolny język.

Ania jest boska z tym spaniem i w ogole w calosci. No a Jonatan, to nie powiem, nie powiem, ale cala MAMA :fadein:

Posted

Zaglądam wreszcie do Was i chcę tyle napisać, że nie wiem, od czego zacząć :)
Kopciuszek z tym swoim słodkim spojrzeniem "rozwala" mnie, ilekroć wrzucasz zdjęcia, ale tym razem to już w ogóle odlot :). Cudna słodzizna!!!
Jonatana - oczu nie mogę oderwać taki fajny, faktycznie nie widać po nim zmęczenia porodowego. Oby był zdrowy i pogodny, reszta sama przyjdzie :). Co do przewijania, to pewnie już miałaś tę "przyjemność" a jak nie to na pewno będziesz mieć wkrótce czyli sikawka strażacka w czasie przewijania pieluszki :) Dziewczynka się zesiusia i tyle. Chłopiec obsiurka wszystko, co się da :). Ileż razy moja biedna siostra została obsiurana przez swoich synków :)
Zwierzaki, jak zawsze, nie do podrobienia, zwłaszcza smażony kot i Offik w koronie :).
Ulka18 ja jakoś też się niesamowicie cieszę, że mam córkę, jak byłam w ciąży, to sobie mówiła, że najważniejsze, żeby zdrowe było... i żeby dziewczynka :) Bałam się, że chłopaka to nie umiałabym wychować, a z córką jakoś łatwiej się dogadać :)
O wygibasach Ani powiem tylko tyle, że mnie się też zdarzało sypiać w takich pozycjach, zwłaszcza jak w moim łóżku spało.... kilkanaście miśków ;).
Wtrącę też "trzy grosze" do porodów - gdybym tylko miała jakikolwiek wybór NIGDY W ŻYCIU nie chciałabym mieć cesarki. Opiekę miałam na medal, naprawdę super się nami zajmowali w Zakopanem, ale sam zabieg i to co po zabiegu wspominam jak koszmarny koszmar, jak słyszę, że dziewczyny chcą sobie załatwiać cesarki, żeby sobie "ulżyć" w porodzie, to myślę, że głupie są i tyle. Wszystko bym oddała za poród naturalny, gdyby tylko się dało, by dobiegł do szczęśliwego końca... ale nie chciał i mnie pocięli :)
Eloise, chociaż rzadko do Was zaglądam i nie odpisałam na SMSa to myślę o Was każdego dnia i jak moje zycie wreszcie jakoś się uspokoi, to dotrze do Was niespodzianka :)

ps. jednak się nie upiłam - piec zaczął mi tak rypać, że miałam sesję dymną w kotłowni :). Jak są cieplejsze dni to staram się wypalić ten badziewny miał, jaki kupiliśmy rok temu i zostało z półtorej tony. Dopiero teraz widzę, jakim g..em paliliśmy, nie umywa się do tego, który kupiliśmy w tym roku. Idę spać, bo jutro pobudka 4.30 :)

Posted

Magda, cieszę się, że TZ w lepszej formie, w końcu!
Jonatan jeszcze mi nie zrobił tej przyjemności z sikaniem do góry, ale co tam zostać obsikanym przez własne dziecko- Ofik mnie tak kiedyś obsikał!!! To dopiero było coś :D :D :D Już nie pamiętam powodu, zapewne to była jakaś radość :)

Wiadomość o Dixie rozwaliła mi dzisiaj pół dnia :(

Spędziłam 2 dni z rzędu sama z 2 dzieci w domu. I było cudownie! Ania dokazywała jak to Ania, Jonatan spał, jadł i robił kupki, Ania nie jadła, jak to Ania, ale jaka to dla mnie radość, ze mogłam z nią tańczyć, układać klocki i nie czekałam na Pawła jak na wybawienie!!! Było dużo prościej niż z 1 Anią i zagrożoną ciążą, która mnie psychicznie i fizycznie dołowała 9 miesięcy. W domu panuje względny porządek, w miarę na bieżąco idę z prasowaniem, gotowaniem. Znowu mogę normalnie żyć. To niesamowita ulga! No i nie mam zgagi... A tata upiekł najsmaczniejszy pasztet świata!
Ania została w domu, bo rano miała stan podgorączkowy i była jakaś taka niewyraźna. Jutro idzie do przedszkola, mamy nadzieję, ze się pozbiera, bo dopiero skończyła antybiotyk :(

Posted

A ja mam znowu historie z TZ-etem w roli głównej! :D Do pośmiania.

Wyjmuję wczoraj pranie z pralki i widzę, że na dnie bębna leży coś dziwnego, jakiegoś białego. Sięgam po to, a to torebka foliowa. Za chwilę pomiędzy skarpetami znajduję drugą. Znalazłam chyba pięć i doznałam olśnienia:
- Piotrek, miałeś w sztruksach zapas torebek na psie kupy?
- Aaaaaa! To tam się te torebki podziały? Szukałem dzisiaj w tych spodniach i nie mogłem znaleźć. Już myślałem, że zgubiłem!
- No ale czemu ich nie wyjąłeś, jak wrzucałeś spodnie do prania?
- No jak to? Bo myślałem, że są w drugich!

I jeszcze mi się przypomniała jedna historia z lata. Zostawiłam chłopaków samych na weekend i pojechałam do rodziców. Wracam i jakoś zerknęłam do lodówki, bo robiłam listę zakupów. Nagle widzę, że nie ma w ogóle jedzenia dla psa, którego powinno starczyć jeszcze co najmniej na 3 dni.
- Piotrek, dałeś psu w ciągu weekendu jedzenia jak na tydzień?!
-A... No bo jakoś tak zjadał szybko, to mu dokładałem...

I niech się teraz nikt nie dziwi, że pies waży 18 kilo! :D

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...