Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

eloise napisał(a):
Ostatnio musiałam tłumaczyć zdziwionej Ani, że Jonatan też ma pęcherz. Była baaardzo zdziwiona.


Ja kiedyś tłumaczyłam dziewczynkom, że chłopcy mają 2 dziurki, a dziewczynki 3: do sikania, do robienia kupy i do rodzenia dzieci.

- Jak to? To dziecko nie wychodzi tą dziurką, co się sika?
- Nie, bo ona jest za mała i się nie rozciąga.
- Fu, nie będziemy mieć dzieci!

Ja od jakiegoś czasu przerzuciłam się na pościel z poliestru. Żadnej bawełny, kory (to też w sumie bawełna) itp., tylko 100% poliester, bo mnie trafia jak widzę, jak pościel bawełniana wciąga wilgoć. Wystarczy położyć się na poduszce z wilgotnymi włosami i już cała jest mokra, jakbym ją zamoczyła w wodzie. Masakra. Koce też kupiliśmy z TZ-etem poliestrowe i jesteśmy zadowoleni, bo są bardzo ciepłe. Teściowa mi zmniejszała poszewki na poduszki i pół dnia marudziła, że "kto to widział taką pościel, będziemy się pocić" itd itd! A my jesteśmy bardzo zadowoleni i dużo lepiej się zachowuje w praniu. Przy okazji, powiem Ci, eloise, że dowiedziałam się strasznej prawdy, jak zaczęłam ostatnio robić na drutach i kupowałam parę razy wełnę: nie ma czegoś takiego jak 100% wełna. Każda jest z większą lub mniejszą domieszką akrylu. Najwięcej wełny w wełnie to 70%. Zresztą ja nie mogę wełny, bo mnie wszystko swędzi.

Posted

nie mam pojęcia jak to jest z wełną do robienia na drutach, bo szybciej bym sie takim drutem na wylot przebiła niż coś udziergała :D ale ubrania moich dzieci to 100 % merino z owiec strzyżonych w sposób bezbolesny i tylko wtedy, kiedy owca jest na to gotowa, a nie kiedy producent ma potrzebę ;)

Mój cudny sweter ma rzeczywiście "tylko" 80 % wełny, reszta to akryl, ale te 80% grzeje jak trzeba :)

Ania jest teraz na etapie odkrywania różnic między chłopcami a dziewczynkami :D i przejawia wzmożone zainteresowanie narządami płciowymi. Wiemy już, który chłopiec w przedszkolu wyciera siusiaka po siusianiu,a który nie :D bo Ani z Julitą wszystko podejrzały.

Ania niestety nie miała po kim odziedziczyć zdolności malarskich i ostatnio marudziła, ze nie potrafi malować paluszków. Powiedziałam, żeby się tym zupełnie nie przejmowała, bo jej mamusia, czyli ja :D do dziś nie potrafi narysować paluszków. Wróciłam do tematu, jak Ania przyniosła z przedszkola tysięczną pomalowaną karteczkę a na niej całkiem fajna postać, tylko z rączek sterczały patyczki. Ale Ania nam powiedziała, że to nie są paluszki, tylko... sisiorki :D
Ostatnio powiedziała mi też, ze lubi głośno bekać i puszczać głośne bąki :) so sweet :D

Wczoraj byłam z Anią na rewii "Disney on ice". Faaaaajnie było :)
A najlepszy moment był , kiedy wróżka z Kopciuszka zapytała, czy dzieci pamiętają jej zaklęcie, bo ona znowu zapomniała, dzieci powiedziały, że pamiętają, więc wróżka mówi: powiedzcie proszę, te 3 magiczne słowa ( czyli jakieś bibibi babibi bum) a dziewczynka za nami: proszę, przepraszam, dziękuję :D i cały sektor padł ze śmiechu :D

Posted




Nina, nasza gwiazda :)


confetti :)


to confetti to był genialny pomysł :)

po wystrzale dzieci przez pół godziny zbierały bibułkii do koszyczków, puszek, misek i kubeczków- a rodzice mogli siedzieć i gadać :D
w planach miałam konkursy, zabawy, malowanie... a wystarczyło confetti :D

Posted

Jońcio i jego prezenty: drewniany pociąg


oraz tekturowy zamek- Ania dostała zamek pod choinkę, ale taki dziewczyński, księżniczkowy- Jonatan uparcie przerabia go na garaż samochodowy, dlatego dostał swój...


nadaje się :D


radosna twórczość poniosła Anię...




transakcja łączona: dzieci wywaliły moje swetry z szafy, bo bawiły się w chowanego, kot wykorzystał sytuację, że coś miękkiego leżało na wierzchu i przy okazji bałaganu wyspał się w miękkim, zacisznym kątku... bo wiecie, normalnie to nasz kot nie ma na czym spać :D

Posted

Tydzień temu w piątek byłą u nas fatalna pogoda. Padało strasznie, zacinało prosto w twarz, wróciłam do domu, odebrałam dzieci i zakomunikowałam: szykujemy sie i jedziemy po tatusia do pracy. Ania się początkowo ucieszyła: super! Zrobimy sobie piknik!
Oznacza to, ze zabieramy do samochodu napoje, kabanosy, ciasteczka, paluszki, tik taki, i jedziemy.
Ale jak przyszło do wychodzenia z domu... urządziła taką histerię, ze moi rodzice, wbrew sobie- jestem pewna, zaproponowali, żeby Ani została z nimi. Wiem, że to zwykle tak funkcjonuje, że dzieci uwielbiają zostawać z dziadkami, ale Ania lubi tylko do momentu, w którym wychodzę z domu,a potem wyje, że za mną tęskni. Rodzice juz nie raz z nią to przerabiali, a jednak podjęli ryzyko ;)
Zapakowałam Jonka i pojechaliśmy... Nie ujechaliśmy jednak daleko, bo zatrzymała nas do kontroli policja. Śmiałam się i kiwałam głową całe 7 minut, na jakie pan funkcjonariusz zniknął z moimi dokumentami- to był 2 raz w moim życiu, kiedy zatrzymała mnie policja- i to był 2 raz na tej samej ulicy :D Jak opowiedziałam Pawłowi to też miał ubaw po pachy. Kiedy zatrzymali mnie 1 raz, to pan mi powiedział, ze... niestabilnie jechałam :D zapytałam go, czy jego zdaniem da sie stabilnie po drodze, którą jechałam. Bo to jest tak fatalnie wyprofilowana ulica, że to się w głowie nie mieści :)

Posted

Tak wyglądał mój poranek:
5.00 zadzwonił budzik. Wyłączyłam, delikatnie wstałam, pomiziałam Foxa i wyszłam z sypialni. Wstawiłam wodę na kawę, a kiedy woda się gotowała, sprzątałam blat w kuchni, żeby mieć gdzie postawić kubek... Sprawdziłam też, gdzie jest Ofik- najwyraźniej przeprosił się z Anią, bo spod kołdry wystawał tylko ogon. Wstał do mnie na chwilę, pozwolił się podrapać po brzuchu, nakichał na mnie i poszedł dalej spać. Szybki makijaż a potem kawa, herbata, kanapka i 10 minut dla mnie i telewizora. Obejrzałam nawet kawałek Kropki nad I. Nie szukałam dalej, bo i tak chyba wszędzie mówią o abdykacji Papieża.
Naszykowałam dla siebie jedzenie do pracy i obudziłam Anię. Ania idzie dzisiaj do teatru i obiecałam jej piękną suknie i wystrzałową fryzurę. Ale żeby założyć jej suknie, trzeba było spełnić kilka warunków: zjedzone śniadanie, umyte zęby, umyte ręce, wypity syrop, bo inaczej suknia nadawałaby się co najwyżej do prania a nie do założenia. W między czasie wstał Jonek, który nie chciał sikać, nie chciał iść, nie chciał nic, tylko siedzieć i jeść. Zrobiłam mu kaszkę, wysadziłam na siłę, oczywiście się wysikał, kaszki nie zjadł a na inhalacje też zezem patrzył. Do inhalacji obudziłam Pawła, bo musiałam jeszcze uczesać Anię. Fryzura była dużo wcześniej wybrana i nawet nie bardzo skomplikowana, ale czasochłonna, 10 minut jak nic. Potem musiałam biegać i szykować towarzystwo do wyjścia z domu. Kurtki, czapki, spodnie, buty, majtki, rajtki, napoje, ręczniczki- sama nie wiem, skąd we mnie tyle siły, żeby o tym wszystkim pamiętać. Choć właśnie uświadomiłam sobie, że Jonek na bank wyszedł z domu z nie umytymi zębami- ja mu nie myłam, a Paweł bez personalnej instrukcji tego nie zrobi.
O 7.32 wsiedliśmy do samochodu, zawiozłam Anię, zawiozłam Jonka, po drodze wpadając do domu po jego papcie, bo zostały w mojej torbie, machnęłam Pawłowi papa, odmawiając podwózki na stację i pognałam do domu, nakarmić psy, dać Foxowi tabletki, posprzątać następną partię naczyń i włączyć zmywarkę, po czym biegusiem leciałam na przystanek, żeby zdążyć na pociąg, bo o 9 musiałam być w pracy.

Posted

a tak, moim zdaniem, wyglądał nasz poranek z perspektywy Pawła ;)

Dzwoni budzik. Ludzie! środek nocy, dopiero się położyłem a tu budzik dzwoni?! ufff... dobrze, ze go wyłączyła i wstała, a nie uruchomiła drzemkę... te drzemki to potrafią człowieka dobić!
Rety... dopiero co budzik dzwonił, a tu już Jonek wstaje... Dobra, dobra, otworzę ci te drzwi! Idę jeszcze spać! Nadal środek nocy!!!
Nie no... człowiek chce chwilę się jeszcze zdrzemnąć, a ta krzyczy i krzyczy: wstawaj!!! 6.40!!! Czas na inhalację z Jonkiem! Czy nigdy jej nie mówiłem, że nie musi 3 razy krzyczeć tego samego? I czemu za każdym razem krzyczy głośniej???
EHHHH, Pfffff, yyyyyy. I o co te pretensje znowu? Że jęczę??? Tylko wzdycham przy przeciąganiu!
Znowu to samo! Że za wolno chodzę! Budzę się dopiero kobieto!!! Nie będę zasuwał jak motorówka o tej porze!
Czy to dziecko musi się tak wić przy tej inhalacji? Nie może spokojnie usiać i poczekać aż para przestanie lecieć??? On się wierci, a ja dostaję po głowie, że zamiast na nosie ma inhalator na policzku. I dlaczego nie mogę przymknąć oczu, kiedy Jonek ogląda filmik? Zwariować można!
Chwila dla siebie,w końcu, ubiorę się, pójdę do łazienki i może jeszcze sprawdzę co nowego w grze, ale to w sypialni, bo jak w kuchni wyciągnę telefon to mnie znowu zgnębi jednym spojrzeniem.
Jonatan, czemu znowu wlazłeś mi do łazienki??? Co? Co ona znowu mówi? A, że moja wina, bo drzwi nigdy nie zamykam i wszyscy muszą słyszeć, że akurat sikam. A kto im każe słuchać???
Jeszcze sobie spakuję torbę, dobra jestem gotowy. O nie, jeszcze kawa.
Nie wytrzymam. Ile można??? Co rano to samo!! Wieczne pretensje o nie zamknięte drzwi od szafki z kawą albo z kubkami. Tekst mogłaby zmienić, naprawdę- mam rozbić o te drzwiczki czoło, czy oko stracić??? Zero inwencji! i jeszcze ten ton. I foch. I co rano to samo- serio, dzień w dzień. Czy jej się to nigdy nie znudzi???
Co? Co mam zrobić? Aaaaa, tak. Tak Aniu, ślicznie wyglądasz. Co znowu? Że za mało pochwaliłem? , mówię przecież, ze ślicznie! Mam komplementować wszystko osobno? Fryzurę, ubranie i jeszcze paznokcie??? Przez te paznokcie musiałem wczoraj pól godziny zajmować się Jonatanem. Musiałem w tym czasie 5 razy wstawać z kanapy,a to nie takie proste podnieść się z pozycji leżącej! I jeszcze wysłuchiwać tych komentarzy: zajmij się nim, czemu się nie zajmujesz? czemu mu nie czytasz? daj mu auto, załóż pieluchę, umyj zęby, no zajmij się nim... przeszkadza, weź go jeszcze na chwilę... A do tego Ania będzie taka sama: mamo, tata się gapi w telewizor, gapi się i gapi... A może ja się nie gapię, tylko po ludzku oglądam?!?! Od najmłodszych lat ta popaprana solidarność jajników.
Wezmę dzieci na dół, przecież ona się tak miota po całym domu, że zaraz zaczniemy wirować od tego wiatru, który wytwarza.
Dobra, jest babcia i dziadek, to ja zmykam. O, zniosła ubrania, będzie ubierać dzieci, to idę sobie naszykować śniadanie. Wezmę może sałatkę do pracy, bo potem znowu się nasłucham: ja się napracowałam a ty wolisz kupić kanapkę niż wziąć moją pyszną sałatkę. Pyszna- fakt, ale nie zapominam przecież złośliwie- zwyczajnie zapominam! Dzieci ubrane, to mogę schodzić.
Ania odwieziona, teraz Jonek a potem podwózka pod stację. Nie?? Nie zawiezie mnie? Pewnie by zdążyła, ale jej się nie chce. Zawsze sieje panikę, ze się spóźni,a nigdy się nie spóźnia. To nic, spacer z rana jak śmietana. W końcu jestem sam, jadę do pracy- trochę odpocznę!

Posted

Eloise, zajrzyj na bazarek kaskadaffik z mojego podpisu, może znajdziesz coś dla Ani i Jonka. Bajki są nowiutkie, w idealnym stanie, Martusia nie chciała ani oglądać, ani słuchać...

Posted

Ania ogląda tylko kucyki pony a Jonatan... nie ogląda wcale!! Słychać też nie chcą... Jonek tylko tańczyć lubi :) Zwykle rodzice narzekają, że ich dzieci za dużo bajek oglądają, a ja mam odwrotny problem z Jonkiem- chciałabym go czasem posadzić na 10 minut i mieć pewność, że siedzi w miejscu, a on nic nie ogląda... Milena niedawno go przyłapała jak oglądał Cejrowskiego ;) ale to był tylko jeden jedyny raz :)

Posted

moja siostrzenica Nina trafila do szpitala- prawdopodobnie ma zakazenie ukladu moczowego. W szpitalu dziedzi z nia tata, bo Ola karmi piersia malego Jozia. Ola pojechala teraz ich odwiedzic a mnie przypadlow udziale zostacz Joziem :) juz zapomnialam jak o jest z takim maluchem!!! co za slodziak :) choc dzisiaj akurat ma kolke bidulek i czeka na mnie niespodzianka w pieluszce ;)

Posted

Cześć Kochani. Nie odzywam się od kilku dni, nie dlatego, ze powiało u nas nudą, tylko wręcz przeciwnie-oszaleć można z nadmiaru wrażeń!
Umówiłam się z moim szefostwem, ze będę pracować w tym tygodniu na poranne zmiany, żeby popołudniu jeździć do mojej siostry, zająć sie Józiem, żeby Ola mogła jechać do szpitala do Niny.Paweł miał odbierać dzieci popołudniu... wszystko zapięte na ostatni guzik.
I guzik z tego wyszło.
W poniedziałek o 6.01 zadzwoniła Ola z informacją, że Nina calutką noc wymiotowała, zabrudziła wszystkie ubrania, kołdrę, wszystkie ubrania Michała i że to pewnie rotawirus, wiec ona jako matka karmiąca nie może już tam jechać,a ktoś musi Michałowi zawieźć ubrania, jedzenie, pieniądze...
Więc ekspresowo naszykowałam dzieci, spakowałam jedzenie dla siebie, kosmetyczkę, kawę w kubek, podałam leki komu trzeba i jeszcze umówiłam Jonatana do lekarza na popołudnie, bo Jonek kaszlał caaaałą noc. Wyekspediowałam dzieci, zrobiłam zakupy dla Niny i Michała i pojechałam do mojej siostry po toboły. Długo jechałam, więc kawa mi jakos z kubka wyparowała, zadzwoniłam do Oli,zeby zrobiła mi mały zapasik, wbiegłam na 3 piętro ( nie było łatwo!!!) Zabrałam kawę, pomiziałam Józia po brzuszku, wziełam wielkie torby i pobiegłam do samochodu, żeby ... utkwić w korku. Wiedziałam, że tak będzie, więc spokojnie wyjęłam kosmetyki i zrobiłam makijaż :) Jedynie rzęsy tuszowałam dopiero po zaparkowaniu :)
Dojechałam do szpitala, cudem znalazłam miejsce parkingowe w pobliżu wejścia, pobiegłam na oddział, przed drzwiami wymieniłam się z Michałem torbami i pobiegłam do samochodu, żeby zobaczyć, ze jest 9.50 a ja o 10 miałam zacząć pracę. Do przejechania miałam niewiele, ale ruch spory, świateł dużo... Podjechałam pod sklep o 10.01!!!

Posted

Ale piękne zdjęcia !!!! jesooo jakie Dzieciaki dużeeee!!!!!

Mnie to zdjęcie powaliło, mistrzyni 2go planu :) imprezka :) jakby powalczyła ;)

[IMG]http://i1249.photobucket.com/albums/hh520/ewafigat/DSC_0156_zps81a0515c.jpg[/IMG]

Posted

hahaha :) mistrzyni 2 planu jest w 7 miesiącu ciąży, a impreza była bezalkoholowa :)

Nie dokończyłam jeszcze o poniedziałku... :)
Wyszłam z pracy, pojechałam do domu, a dokładniej po Jonatana i do lekarza, bo dla urozmaicenia mojego nudnego życia, Jonatan zaczął kasłać, a że z jego kaszlem nie ma żartów... No. W każdym razie, Jonatan kaszlący ale zdrowy się okazał. O 17.30 poszłam po Anię, a opiekunka mi mówi: właśnie szukałam do was numeru, bo Ania ma gorączkę, a w ogóle to dzisiaj było tylko 4 dzici z jej grupy, z czego jedna dziewczynka juz przed południem dostała gorączki i babcia ja zabrała...
Przyprowadziłam, napoiłam, nasmarowałam i dziecko ożyło, aż za bardzo ;) nawet :)
We wtorek wstałam o 5.30 bo miałam jeszcze coś do zrobienia, naszykowałam się do pracy, pomalowałam jednym ciągiem ( rzadkość!!! ) o 7 wstało towarzystwo i okazało się, że Ania znowu goraczkuje i że boli ją gardło... Pojechałam z nia do lekarza, pani doktor trochę się zdziwiła na mój widok, bo nie minęło nawet 20 godzin od naszego ostatniego spotkania :D
Ania okazała sie przeziębiona, osłabiona, ale nie nadajaca się do drastycznego leczenia. Zostałyśmy w domu, z nadzieją, że w czwartek wrócimy do świata. Miło nam minął ten wtorek. Grałyśmy w gry, Ania nawet zasnęła i porzadnie odpoczęła w łóżku. Gorzej zrobiło się, jak wrócił Jonatan. Choćbym nie wiem jak sie starała, jak równo ich traktowała i tak sie tłuką,ciągną, drapią, gryzą... potem wyją, smarkają, przytulają się, i mnie przytulają... a potem znowu się tłuką, szarpią... aż w końcu idą spać.

Posted

pisałam pisałam, i pisałam... i wszystko znikło!!! Trudno :( może jutro zbiorę siły, żeby znowu to wszystko napisać :(

tekst tygodnia : Mamo, chciałabym pofiglować na waszym łóżku! :D

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...