Ulka18 Posted February 24, 2013 Posted February 24, 2013 Racja, byl dluugi post Eloise. Nie wiadomo dlaczego zniknal. Moze przekroczylas jakis limic :???: Quote
eloise Posted February 26, 2013 Posted February 26, 2013 W poście, który ostatnio wcięło rozpisałam się na temat tego, jakim jęczydłem jest Jonatan. On jęczy non stop. O wszystko. I o nic. Jęczy jak mu myję zęby, jak go wycieram, jak mu susze włosy, obcinanie paznokci to jakaś masakra, wtedy wyje i się wije. Jęczy jak chce na ręce, jęczy jak chce na podłogę, jęczy jak robimy inhalacje, jęczy jak się inhalacja kończy... Jęczy, jęczy i jęczy. Nic tak mnie nie wykańcza jak to jego jęczenie. I dlatego musiałam uciec z domu do pracy. Bo 18 miesięcy znoszenia tych jęków i stęków to już było dość, nawet jak dla mnie. Tydzień temu w środę, Jonek był w żłobku, ale krótko, a Ania była taka sobie- nie zasnęła w ciągu dnia, nie chciała się bawić, snuła się i ogladała bajki, a jak jej wyłączałam to jęczała... Jak dołączył do tego Jonek... myślałam, ze oszaleję!!! Cały dzień robota mi z rąk leciała, nic nie zrobiłam konkretnego... a ci jęczeli i jęczeli. Jakimś cudem poszli spać tuż po 19, zadzwoniłam do przyjaciółki, wyżaliłam się i... nic mi to nie dało!!! Wrócił Paweł, po 20, wyżaliłam się ponownie i nadal było mi źle!! Nawet sporo posprzątałam w domu, i też mi to nie pomogło! W czwartek wcale lepiej nie było. domowe obowiązki jakoś chętniej kleiły się moich rąk, ale Ania była jakaś nabuzowana i zła, jeszcze jej powiedziałam, że zaraz przyjedzie ciocia Milenka i jej odbiło na całego... Była tak wredna i złośliwa, że nawet jak na nią, to za dużo! W piątek poczuła się lepiej, przestała gorączkować, szału nie było, ale obie z panią doktor uznałyśmy, ze jest dobrze i chyba od poniedziałku wracamy do świata... O jakże się myliłyśmy!!! W sobotę o 6 rano Ania wstała, podeszła do stołu, usiadła na krześle i... opadła głową na stół, parząc go swoją temperaturą jedynych 39 stopni... Quote
eloise Posted February 26, 2013 Posted February 26, 2013 o psach i kocie w sumie zapomniałam na ten czas, tylko noce zostały nam dla nas. Fox kocha Jonatana, specjalnie do niego podchodzi, pozwala się głaskać i dotykać, trochę przy tym powarkuje, ale widać jak bardzo chciałby sie już nie bać! Od Anki stroni jak od ognia, a Jonatana kocha :) Anka jest fiśnięta totalnie, dzisiaj skakała... nad ogonem Ofika. Roztoczyłam przed nią najgorszą z wizji- o złamanym ogonie i częściowej amputacji, niestety- nie przestraszyłam jej i nie zrobiło jej się ani głupio, ani przykro. Wyjątkowo jest odporna i kurczę, nie wiem jak sobie z nią radzić! Jak juz mi wszelkich argumentów brakuje, starsze ją, ze ją dotknę ogórkiem, a tego boi się bardziej niż wszystkiego, ale muszę tego ogórka oszczędzać, bo jak już jej się osłucha, to nic mi nie zostanie... Wracając do soboty- już o 7 byłyśmy na dyżurze po antybiotyk, bo Paweł miał na 8 do pracy. Czekał mnie kolejny samotny dzieńw towarzystwie moich uroczych dzieci. Wróciłam do domu a tu suprajs!!! Jonatan na stan podgorączkowy! Normalnie-spełnienie marzeń!!! Oczywiście gorączkował cały weekend, Ania w sobotę leżała nieprzytomna, 39 stopni jej nie odpuszczało, wypociła się, obejrzała znowu 1896 bajek ... Miała jeden lepszy moment, jakoś do południa, jak się wyspała i na chwilę miała 38, nawet zaprosiła Jonatan do wspólnej zabawy, więc niby było lepiej,a jednak- totalny odjazd od normy ;) :D Paweł wrócił po 20... Niby jest,a ciągle go nie ma. Quote
eloise Posted February 26, 2013 Posted February 26, 2013 Zanim zapomnę- Nina, moja siostrzenica, w końcu wczoraj wyszła ze szpitala, po 12 koszmarnych dobach. Jutro niestety musza wrócić na jakieś jeszcze jedno badanie, nie sądzę, żeby Nina zachwyciła się na widok oddziału, ale podobno tak trzeba. Nasza Ania nigdy fanką coli nie była, w przeciwieństwie do swojej mamusi ;) Uwielbiam colę i tyle. Jakoś tak wyszło, że nagadałam jej, że ice tea, którą ANia lubiła, jest niezdrowa, bo to sam cukier i aromat i ona pewnie zapytała, czy cola też, więc uczciwie przyznałam, że też... i się zaczęło :) Mamo, nie pij coli, jest niezdrowa! Na zakupach: NIe! Nie kupuj coli, nie mozesz jej pić! W domu: Skąd ta cola! NIe można jej pić! Ania ice tea ani sprite! I alkoholu tez nie można! Powiedz tatusiowi! ( bo wiecie, jak Paweł już dotrze do domu, wypoczęty i świeżutki po całym dniu harówy, to cały żal i zmęczenie zalewa alkoholem ;) ) No i w końcu pomyślałam, że kurczę, rzeczywiście nie mogę tej coli pic w domu, bo jaki ja jej przykład daję??? I nie było coli w domu, do czasu jak nie zostałam tutaj uwięziona ;) Kupiłam sobie litr coli i przemyciłam w torbie do domu :D Ukryłam w szafce z talerzami- Ania tam nigdy nie zagląda, talerzy używają ludzie, którzy jedzą, a to Ani nie dotyczy, więc się nie bałam, że znajdzie :D Jonatan mnie raz przyłapał na podpijaniu coli w ukryciu, ale on jeszcze nie mówi na tyle, żeby jej wygadać :D Najlepsze było, ostatnio u lekarza, rozmawiamy i słyszę- te krople producent zaleca od 6 r.ż. bo zawierają alkohol, ale spokojnie może je pani podawać dziecku...Ania ciągnie mnie za rękę- mamo, ale alkohol jest niezdrowy!!! :D Rozmawiałam ostatnio ze znajomą, która nie mogła sie nadziwić, ze do Ani trafił argument- jest niezdrowa. Bo jak jej dzieci słyszą, że nie wolno, to proszą o dokładkę, a Ania wprowadziła zakaz i koniec :D Jonatan to jest cudowne dziecko- na widok jedzenia automatycznie robi się głodny i wcina aż mu się uszy trzęsą!! To taka nagroda po Ani, że nie macie pocięcia :D On zje wszytsko, uwielbia surową cebulę, cytrynę, pomidory, owsiankę, na widok której Ania ucieka od stołu, brokuły, placki z dyni, wszystko, po prostu wszystko :) Jonuś przerzucił się teraz w żłobku z tych ohydnych słoiczków, którymi niestety się zajadał na normalne obiady, bo gotują dla niego specjalnie bez tych produktów, których nei może i zajada aż miło :) nawet zupę szczawiową- pełną michę :) A z Anią to jedna wielka niewiadoma... Wczoraj chciała makaron z sosem pomidorowym ALE sos miał być bez ziół i bez... pomidorów :D oczywiste dość, prawda??? Mój tata specjalnie wczoraj wieczorem robił sos z mięsem, żeby Ania miała dzisiaj na obiad, bo wyraziła chęć i dzisiaj rzeczywiście jadła i to kilka razy- ziemniaki z sosikiem i mięsko. Zostało jeszcze na jutro- ciekawe czy jutro w ogóle to tknie, nie mogę się doczekać tego jutra, żeby to sprawdzić :D Często gotuję rosół, ale zdarza się, że Ania chce rosół, czyli... same kluseczki :D najchętniej z cukrem :D też oczywiste, prawda??? :) Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted February 27, 2013 Posted February 27, 2013 Nie martw się eloise! Moja mama wspomina, że jak byłam dzieckiem to nic nie jadłam. Słownie: nic! A podobno jak już coś zjadłam to i tak się tym zatrułam i wymiotowałam. Wyrosła ze mnie całkiem zdrowa dziewczyna i całkiem chętnie jedząca, choć przyznam, że mam jakieś tam swoje upodobania i są rzeczy, które nie wejdą mi do przełyku. Tak jest np. z zupą kalafiorową i kotletami mielonymi. Choć raz do roku łapie mnie chętka na mielone i wtedy TZ-et robi. Prorokuję, że po tym okresie niejedzenia Ani się odmieni! :) Quote
eloise Posted February 27, 2013 Posted February 27, 2013 wcale sie nie martwię :) O dziwo- dzisiaj Ania- sosik też zjadła. Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted February 27, 2013 Posted February 27, 2013 Ja w okresie dziecięctwa potrafiłam się żywić głównie serem żółtym gouda i po smaku poznawałam z jakiej jest firmy. I jajka na twardo mi jeszcze wchodziły. Ale przyznam szczerze, że jak się nauczyłam gotować i dotarło do mnie jak różnie można przygotować tę samą potrawę, to zrozumiałam dlaczego w dzieciństwie byłam niejadkiem - kuchnia mojej mamy to prawdziwe wyzwanie. Myślę, że dzięki niej wyrobiła mi się odporność na obrzydlistwa i gdybym musiała, zjadłabym absolutnie wszystko. Ale nie muszę, więc wybrzydzam, co przyprawia moją teściową o palpitacje serca. Szczególnie obca jest jej moja filozofia, że zupa to nie obiad, tylko popitka do obiadu. Quote
eloise Posted February 28, 2013 Posted February 28, 2013 ja prawie wcale zup nie gotuję- bo to dla mnie nie obiad :) tylko ten nieszczęsny rosół... gotuję smacznie, żeby nie było ;) wczoraj na zamówienie Pawła była zalewajka :) wiecie, co to takiego? :) Quote
Murka Posted February 28, 2013 Author Posted February 28, 2013 Ja wiem co to jest zalewajka :) Tzn. u nas się mówi na taką zupkę na mleku albo na rosole (raczej to drugie), gdzie wlewa się ciasto z mąki i jajek - wtedy się takie nieregularne kluseczki robią. Quote
Reno2001 Posted February 28, 2013 Posted February 28, 2013 Ja za to w dzieciństwie jadłam praktycznie wszystko i w każdych ilościach :). Znam z opowieści mojej rodziny :diabloti:. Widac to po mnie, nie? Odmieniło sie całkowicie w okolicach pełnoletności. Teraz jem tak specyficznie, że zdecydowanie łatwiej mnie ubierac niż trafic w mój gust żywieniowy. Ale z TZ jakis kompromis wypracowaliśmy. A zupa teraz to dla mnie podstawa. I też mi sie to zmieniło w sumie nie tak dawno, bo kiedyś to danie obiadowe mogło dla mnie nie istniec. Jedynie rosół dla mnie jest nie do wkoszenia :eviltong:. Quote
eloise Posted February 28, 2013 Posted February 28, 2013 u nas na te mączne kluski mówi się lane kluski na rosole- nienawidzę ich :) a zalewajka to żurek :D z kiełbaską,boczkiem, cebulką, pieczarkami, i przede wszystkim ziemniakami :) Quote
Murka Posted February 28, 2013 Author Posted February 28, 2013 W moim rodzinnym mieście też mówiło się "lane kluski", a tutaj w Janowskim mówi się zalewajka ;) Quote
eloise Posted February 28, 2013 Posted February 28, 2013 18.45, wychodzę z sypialni, uśpiłam Jonatana, patrzę i co? Ania też śpi :D aleeee prezent!!! :) jutro pobudka o 6, to pewne, ale i tak miałam to w planach :) Ania miała dzisiaj w przedszkolu występ z okazji dnia babci i dziadka. Wcześniej nie mógł się odbyć, bo dzieci chorowały. Ale dali czadu! :) Spiewali, tańczyli, mówili wierszyki! w końcu! i byli przebrani za lekarzy :) Ani w połowie występu fartuch się znudził, więc zrobiła striptease :D ale było śmiechu :) A teraz nie wiem, co robić najpierw- zmywać,prasować, czy sprzątać łazienkę :D nie ma to jak wolny wieczór!!! ;) o mężu nie wspominam ostatnio, bo nie ma o czym- nie widujemy się :) Paweł ma tak napięty grafik ostatnimi tygodniami, że to przechodzi wszelkie pojęcie! Quote
eloise Posted February 28, 2013 Posted February 28, 2013 Tydzień temu Paweł miał w piątek zajęcia do 20, a pogoda była do bani, więc pomyślałam, że jeżeli dzieci szybko pójdą spać, to zostanie z nimi moja mama, a ja po niego pojadę. Tym bardziej, ze to blisko, ale wiecie, późno, zimno, śnieg, na pociąg trzeba dojść, poczekać na zewnątrz, potem dojśc do domu... 40 minut minimum. Udało się- dzieci padły, mama została, pobiegłam jak na skrzydłach do samochodu. Ale wiecie- to mój mąż, więc nauczona doświadczeniami poprzednich przejażdżek po pracusia, zaczęłam dzwonić już 5 minut wcześniej z zamiarem powiedzenia, ze stoję pod szkołą, choć nie stałam ;) Ale było zajęte. Dzwonię i dzwonię i nic. Linia zajęta. Podjechałam pod szkołę, dzwonię i dalej nic. Po 5 minutach byłam nie na żarty wściekła, ale nie odjechałam, Wyszedł w końcu, dalej z słuchawką przy uchu. Wsiadł i dalej gadał. Jak już skończył, nie dałam mu dojść do słowa, tylko lojalnie uprzedziłam, ze więcej czekać nie będę, bo nawet taksówkarz by tyle czasu nie stał jak ten kołek i nie czekał. I powiedziałam, że w sumie, mnie nie obchodzi jakie sprawy załatwia, wiedział, ze po niego jadę, ze zaangażowana jestem ja, mama, Jonek moze sie obudzić i wyć, albo sie rozbudzi i nie będzie chciał iść spać... i że powinien czekać koło drzwi i wyglądać, czy nie podjeżdżam, skoro musiał gadać. grrrrr!!!!! Quote
eloise Posted March 1, 2013 Posted March 1, 2013 Od rana zastanawiam się, czym sobie zasłuzyłam na taki dzień i wychodzi mi, że tym, że w nocy nawarczałam na Pawła, bo próbował się do mnie przytulić!!! A ja mu kazałam spadać, bo karmiłam Jonatana, 5 razy wyganiałam psy z łóżka a one wracały jak bumerangi i bolała mnie każda najmniejsza nawet część ciała :( i wyładowałam sie na niczemu niewinnym mężu :( Dzieci dokładnie mi dzisiaj przypomniały, dlaczego chodzą do przedszkola i żłobka a ja uciekam odpocząć do pracy!!! W przychodni dały czadu, w domu tłukły się od 7 rano, a wstały za dwie siódma... Jonek ma podrapaną twarz a Ania wyrwane dziesiątki włosów :( Na obiad zażyczyły sobie naleśniki, ale Ania zjadła kawełek, po czym wykrzyczała mi, że moje naleśniki są obrzydliwe i że moge nimi nakarmić psy :((((((( Naleśniki były pyszne, ale nie przesłodzone i chyba to jej tak doskwierało. Do teraz jestem w szoku, bo taki tekst, takim tonem, w naszym domu sie nie pojawia!! Nie wiem, czy zaciągnęła to z jakiejś bajki, czy sama wymyśliła, ale tak czy siak- w szoku jestem!!! Dowiedziałam sie jeszcze, że tatuś jest okropny, bo "jak on mógł iść do pracy i zostawic mnie z toba na cały dzień????" Siedzę i nic nie robię, ryczeć mi sie chce, ale nie ryczę, bo nie umiem, a doskonale wiem, ze jutro czeka mnie to samo :( bo Paweł idzie do pracy już na 8 rano :( rodziców nie będzie, Milena pracuje... Napiszcie coś optymistycznego, bo ja dziś tylko pesymizm siać mogę! :( Quote
Ulka18 Posted March 1, 2013 Posted March 1, 2013 Eloise, ale my wszyscy w dołach jestesmy. U mnie nie lepiej, z tym, ze nie mam dwojki malych dzieci. Za to mam jedno dorosle i 2 psy i 3 koty plus robote stresujaca i mase urlopu zaleglego, ktorego nie moge wykorzystac. Mam momenty zawieszenia, ze NIC mi sie nie chce, tylko siasc i siedziec i zeby mnie NIKT nie ruszał. Także nie wiem jak Cię pocieszyć :glaszcze: Quote
Ulka18 Posted March 1, 2013 Posted March 1, 2013 [quote name='Reno2001']Ja za to w dzieciństwie jadłam praktycznie wszystko i w każdych ilościach :). Znam z opowieści mojej rodziny :diabloti:. Widac to po mnie, nie? Odmieniło sie całkowicie w okolicach pełnoletności. Teraz jem tak specyficznie, że zdecydowanie łatwiej mnie ubierac niż trafic w mój gust żywieniowy. Ale z TZ jakis kompromis wypracowaliśmy. A zupa teraz to dla mnie podstawa. I też mi sie to zmieniło w sumie nie tak dawno, bo kiedyś to danie obiadowe mogło dla mnie nie istniec. Jedynie rosół dla mnie jest nie do wkoszenia :eviltong:.[/QUOTE] Oj widac Ewcia, widac ;-) U mnie w domu każdy ma inny gust żywieniowy. Moja Mloda calkowita wegetarianka, od 8 lat nie je mięsa, ja z kolei jem średnio, nie jem mięsa, za to ew. zjem rybę jesli musze, uwielbiam zupy i własciwie na nich konczy sie moj obiad. Niestety mam silna niedoczynnosc tarczycy i co zjem to ląduje w tluszcz zamienione. Moje psy schudly dzięki dlugim marszom, ja stoje w miejscu. Mama tak jak ja,a ojciec mięsożer nam się troche udal, ale wolowiny,cięleciny nie je, tylko drób i ryby. HA! moje akcje z ubojem rytualnym, zabijaniem koni przyniosly efekt. Zwracamy też uwage, zeby produkty byly dobrej jakosci, a kosmetyki bez skladnikow zwierzecych i nietestowane na zwierzetach. Oj, zebyscie zobaczyly mine mojej Mamy, gdy pani w kosmetycznym zapronowala Jej krem z norek odpowiedni dla dojrzalego wieku :crazyeye: Quote
eloise Posted March 2, 2013 Posted March 2, 2013 hahaha, mina Mamy musiała być bezcenna! :) Myślę, że pani z drogerii do dziś ją wspomina :D Ja mam bardzo wrażliwą skórę, więc bardzo starannie dobieram kosmetyki, przerzuciłam sie na naturalne, znalazłam super pastę do zębów z naturalnym fluorem, nawet tabletki do zmywarki bez fosforanów. Zastanawiałam sie też wiele razy, czy to ja mam pecha, ze moja skóra jest taka wrażliwa, czy to reszta społeczeństwa ma problem, że bez problemu przyjmuje chemię, którą nam oferują wszędzie i we wszystkim :) Quote
eloise Posted March 2, 2013 Posted March 2, 2013 a po Reno rzeczywiście widać, że dużo jadła ;) Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted March 2, 2013 Posted March 2, 2013 A ja Reno nigdy nie widziałam, to nie wiem o czym mowa! :) Wiecie co, obawiam się, że ten krem miał z norkami wspólną tylko nazwę. Niestety teraz jeśli chodzi i kosmetyki i jedzenie, to oszust siedzi na oszuście. Ja też staram się dokładnie dobierać kosmetyki, a nie testowanych na zwierzętach używam już od bardzo, bardzo dawna. Teraz udało mi się znaleźć w Kielcach kosmetyczkę, która używa ziołowych maseczek, a nie tych gotowych paciaji, które pięknie pachną, a ma się po nich meeeeega wysypkę. Quote
Ulka18 Posted March 2, 2013 Posted March 2, 2013 [quote name='eloise'] przerzuciłam sie na naturalne, znalazłam super pastę do zębów z naturalnym fluorem, nawet tabletki do zmywarki bez fosforanów. Zastanawiałam sie też wiele razy, czy to ja mam pecha, ze moja skóra jest taka wrażliwa, czy to reszta społeczeństwa ma problem, że bez problemu przyjmuje chemię, którą nam oferują wszędzie i we wszystkim :)[/QUOTE] Ja sie przerzucilam na indyjskie pasty do zębow : DABUR, Meshwaak, Neem. Genialne pasty nie majace nic wspolnego z chemia. Polecam szystkim mającym np. problemy z krwawiącymi dziaslami. Szampony tak samo kupuje w Indiach, olejki, oliwki, olejek neem dla Kostaryki tez mam (ma czasami łupiez). Kremy kupuje ekologiczne np. Ava polska, Bialy Jelen, czytam wczesniej fora internetowe, szukam opinii. Do prania używam ekokule, zmywarka ma sol ekologiczna i tabletki takowe. Karme dla psow szukam eko np. Apple Paws. Nie mam skorzanych butow, torebki. Mozna fajne rzeczy kupic z nubuku, goretexu, sztucznej skory. A Nasz Ewa Reno to tak XXS bedzie w przeciwienstwie do mnie XXL, ehhh. Kazdy ma jak ma. Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted March 2, 2013 Posted March 2, 2013 Nubuk! To jest dla mnie hit! Gros ze swoich butów mam właśnie z nubuku. Torebki nigdy nie zdarzyło mi się kupić ze skóry i to właściwie nie głównie ze względów ideologiczny, tylko dlatego, że żal mi jest na nią tyle kasy. Niektórzy mówią, że torebka czy buty z prawdziwej skóry są takie super-trwałe, tylko, że widzę ludzi, którzy noszą takie rzeczy i jakoś nie wydaje mi się, żeby naturalność skóry była wyznacznikiem ich trwałości. Quote
eloise Posted March 2, 2013 Posted March 2, 2013 dla mnie hitem jest właśnie pasta do zębów Himalaya i kosmetyki szwedzkiej firmy Wise, dostępne na wisepolska.pl genialny peeling, świetny krem do rąk a największe i najmilsze zaskoczenie- olejek do ciała- wielozadaniowy :) korzystamy z wersji kids, z wiadomych powodów :) "chemię" zastapiliśmy produktami Sodasan- zbawienie dla moich rąk!!! Ekokule niestety u nas nie zdały egzaminu- mamy zbyt dużo żelaza w wodzie i musimy prać w zwykłym proszku. Może kiedyś doczekam się porządnego filtru do wody, ale nie zanosi się na to zbyt szybko... A teraz słuchajcie, a raczej czytajcie- moja ukochana torba jest w całości wykonana z... przerobionych butelek PET :D to torba moich marzeń, miała pozostać marzeniem, bo cena jest powalająca- 500 zł. A w necie nawet powyżej 600. Ale marzenia sie spełniają i dostałam ją od mojego szefostwa jako świąteczny bonus :D http://www.kidykid.pl/images/bottom-gallery-horizontal/lnb601.jpg ta torba ma milion kieszonek, pierwszy raz w życiu mam wszystko na swoim miejscu, niczego nie musze szukać :) to jest teoretycznie torba dla młodych matek- z termo-pojemnikiem na butelkę i matą do przewijania, ale sprawdza sie też doskonale dla mam większych pociech ;) Quote
Ulka18 Posted March 2, 2013 Posted March 2, 2013 Fajne masz szefostwo Eloise, pozazdroscic ;-) Ja to juz nie pamietam kiedy mialam premie, mimo,ze firma ma zyski. Taka torba to swietny pomysl, szkoda ze nie wymyslili takich toreb dla psiarzy. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.