eloise Posted April 16, 2013 Posted April 16, 2013 sama sie zacytuję, a potem dodam co nieco :) [COLOR=#000000]A teraz pozwólcie, wrócę to tygodnia 11-16 marca. To dość istotny czas był. Raz mnie wzięło i ugotowałam barszcz z pierogami. Barszcz uwielbiam, ale buraków nie, więc jak juz zjedlismy zupkę, psiaki miały wyżerkę. Dostały marchewkę, pietruszkę i buraczki.[/COLOR] [COLOR=#000000]Jeśli wiecie, ze psom nie wolno pietruszek lub burakó to mnie oświećcie, bo ja nie wiem, ale mam poważne wątpliwości gdyż... w nocy z poniedziałku na wtorek, jakoś koło 3 psy zaczęły rzygać. A że to są mocno związane z nami psy, zaczęły w łóżku. [/COLOR] [COLOR=#000000]WYobraźcie sobie tą scenę: środek nocy, ciężkiej jak zawsze, boz jęczącym dzieckiem pod pachą, przy piersi. Słyszę, ze któyś zaczyna, próbuję wygonić z łóżka, bezskutecznie, przy okazji budząc Pawła, zeby coś z tym zrobił. A dokładniej sprzatnął. Zmiana pościeli w środku nocy to marzenie każdego faceta! Po chwili była 2 seria, potem 3. W końcu wstalismy oboje, ja czysciłam sofę, Paweł podłogę w salonie, w korytarzu, schody, obudziłą sie do kompletu Ania, która sie nigdy nie budzi. Na szczęście Ania poszła spać, a my pozamykaliśmy co się tylko dało i zostawilismy psy, zeby rzygały tylko na podłogę i swoje poduszki, ewentualnie, ale jakoś małpy na swoje legowiska to nie, na nasze łóżko- i owszem.[/COLOR] [COLOR=#000000]Rano dzieci były takie sobie- musiałam ostro gonić, żeby z domu wygonić [/COLOR]:smile: [COLOR=#000000]Jak juz mi się udało, to poszłamz psami na spacer, byłook, więc myślałam, że mamy juz za sobą buraczaną przygodę. Pojechałam do sklepu i... trafiłam na kolejkę, bo akurat rekolekcje się skończyły i wszystkie starsze Panie z Rembertowa poszły kupować wędliny i mięcho. [/COLOR] [COLOR=#000000]Dojechałam do domu, miałam TYLE planów, ale nic mi z nich nie wyszło, bo musiałam napisać bardzo ważną wiadomosć i... co chwilę sprzatać po Foxie, bo o ile Ofik wykorzystał limit w nocy, Fox zaczął z rana.[/COLOR] [COLOR=#000000]Wstawiłam 2 czy nawet 3 prania, a potem biegiem do pracy. Jak wychodziłam, zalałam sie kawą z kubka termicznego, plecy sobie zalałam, bo kubek byłw torbie, torba na rameiniu, a ja sie schyliłam... a kawa była gorąca. Spóźniłam sie napociąg, spóźniłam sie do pracy...[/COLOR] [COLOR=#000000]a to jeszcze nie koniec [/COLOR]:smile: Jak kończyłam pracę, zadzwonił mój brat z informacją, ze ma świeżutki chleb z częstochowy i głupio by było jkaby do srody musiał chleb czekać... wiec z pracy pojechałąm do Radka, niby nie daleko, ale to jednak dodatkowy czas poza domem, w domu na cyca czekał Jonatan... Odebrałąm chleb i obłądowana jak na targ ruszyłąm do domu, przez śnieg, deszcz i wiatr... w kurtce z popsutym zamkiem!!! Musiałąm jeszcze odwiedzic aptekę, do domu dotarłam z rękami wyciągniętymi do ziemi i od razu musiałam lecieć do łóżka, choc byłam głodna, miałam ochotę na gorącą herbatę... Strasznie się nie wyspałam, wszedł mi potworny ból w ramię i 3 kolejne dni mnie bolało :( To wszytsko razem- jęczący Jończysław, moje niewyspanie, moje fochy i alergia na jakikolwiek dotyk ( bo Jonek mnie tak meczył tym, ze ciągle na mnei wisiał, ze ja naprawdę marzyłąm tylko o tym, zeby przez chwilę nikt nic ode mnei nei chciał i Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted April 16, 2013 Posted April 16, 2013 No i co??? Bo się urwało i nie ma dalej, a ja chcę wiedzieć co...! Quote
eloise Posted April 17, 2013 Posted April 17, 2013 i mój szef przyjechał, bo już była niemal 14 i mogłam iść do domu, no i głupio było przy nim dalej siedzieć na dogo,a nie pracować ;D wiec musiałam sie nagle wylogować :D I to wszystko razem plus noc z piątku na sobotę, kiedy Jonek budził się w momencie, w którym wyciągałam mu "smoczeek" z ust, a jak wiecie moje dziecko nie używało smoczka, tylko mnie!!! i darł się pół nocy, aż wstałam, zabrałam kołdrę i koduszkę i uciekłam na kanapę do salonu,i powiedziałam: teraz to jest twój syn, radź sobie! Paweł jakoś radę dał, było ciężko, ale ja przynajmniej od 4 do 6.30 spałam. W sobotę rano dostałam dyspozycje: nie karmić glizdy piersią w ciągu dnia, a wieczorem wrócę i go uśpię,sam. Dam radę. Poczułam taką determinacę u Pawła i taką pewność powodzenia akcji, ze rzeczywiście, nie karmiłam Jonka w dzień, choć chciał, nie pozwolił się uśpić, musiał nam pomóc dziadek. A dzień był bardzo szczególny, bo moja siostra przyjechała z 2 dzieci, przyjechałą babcia Basia, mój tata miał urodziny, pełna chata i Jonek wyjący do cyca. Wieczorem pojechałąm po Pawła do pracy, bo Jonek był śpiący i wyjący, więc obecnosc Pawła była mocno wskazana, a była jeszcze szansa, że Jonek zaśnie po drodze- nie zasnął! Paweł dał radę, noc była koszmarna, Jonek wył, krzyczał, obudził wszystkich, poza Anią ;) W niedzielę rano stwierdziłam, że moze to rzeczywiście się uda.. Kolejne 2-3 noce były nadal koszmarne, ale Jonek krzyczał coraz krócej. Aż przestał!!!!!!!!!!!! A ja zostałam uwolniona!!! Przez tydzień chodziłam w totalnym szoku, otumaniona i potulna jak baranek. Szalały hormony, mój organizm i mózg musiała sobie poradzić z tym rozstaniem a ja dodatkowo musiałam poradzić sobei z tym, że... pozwoliłam Pawłowi podjąć za mnie decyzje i nawet nei zaprotestowałam!!! :D To był pierwszy raz :) A jak pewnie kiedyś pisałam, w przysiędze małżeńskiej 2 razy ślubowałam uległość, bo za pierwszym razem powiedziałam to tak cicho, ze pastor kazał mi powtórzyć, a cały kościół ryknął śmiechem :D mój mąż czekał ponad 7 lat na spełnienie tej obietnicy :) I wykazał sie takim wsparciem, takim zrozumieniem, że to dodatkowo potęgowało moje oszołomienie :) nie, żebym inaczej o nim myślała i czegoś innego się spodziewała, ale i tak zostałam powalona jego dobrocią :) Tak byłam oszołomiona, że przez tydzień, tylko raz sie naniego wkurzyłam! i to niegroźnie! A on sie nei zmienił- wzrósł mój poziom tolerancji dla jego ignorancji i roztrzepania :D Teraz moje życie wygląda zupełnie inaczej, o wiele lepiej. Jonek śpi niemal całe noce, niemal, bo czasem sie obudzi i płacze sam nie wie o co i po co. Jestem wyspana, nie padam na pysk o 21, nie wstaję wściekła rano, mogę iść spać dopiero o północy i rano sie uśmiecham, a największym przełomem jest to, że... przytulam sied o męża w nocy! Zamiast dziecka leży obok mój mąż, no chyba, ze leży tam pies ;) ale psa szybko potrafię eksmitować ;) A dziś mamy za sobą noc przespaną wspólnie z 2 dzieci, 2 psami i jednym kotem na dokładkę :D Wczoraj mielismy wszyscy słaby dzień, ale bardzo intensywny i tak padliśmy grupowo, i nikomu nie chciało się dzieci roznieść do łóżek ani zwierzów wygonić :) Quote
eloise Posted April 17, 2013 Posted April 17, 2013 i jeszcze dwa peesy ;) nie planujemy kolejnego dziecka :) o ile wcześniej na widok małych dzieci myślałam- a kiedy ja będę mieć takie maleństwo? A kiedy drugie? a tak już bym chciała... o tyle TERAZ cieszę się, że moje już trochę podrośnięte a małe chętnie oglądam i przytulam w pracy, a potem cieszę się, że są cudze ;) a drugi pees szczególnie do Jeleny :) otóż... mój biust się znacznie zmniejszył!!!! Tak znacznie, że wchodzę w sukienkę na podszewce (czyli nie rozciąga się) rozm 36, kupionej .... 10 lat temu :) jako że powinien to być wątem moich psów ;) a nie mojego biustu, chciałam powiedzieć, że Ofik wygląda koszmarnie, bo gubi sierść, jest szaro-bury i ma łupież. Wyczesałam dzisiaj pół psa i różnicy nie widać :) dzisiaj rano założyłam głupkom obroże, więc pewne było, że idziemy na spacer, ale smycze mieliśmy w samochodzie. No i się zaczęło... otworzyłam garaż, otworzyłam drzwi od auta... głupki wskoczyły i... wyjsc nie chciały!!!!!! :D Ja dostałam ataku śmiechu, Anka dostała głupawki, a te głupki siedziały z minami: proszę, nie wyrzucaj mnie, chce z tobą jechać, zabierz mnie ze sobą... i nijak nie mogłam im wytłumaczyć, że idziemy na nogach :D Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted April 17, 2013 Posted April 17, 2013 No brawo! Gratuluję sukcesu! Jeszcze krok Wam został i zaczniecie znowu spełniać "obowiązek małżeński"! :diabloti: W biust nie uwierzę, dopóki nie zobaczę! :D Pozdrów naszą wspólną babcię Basię! :D Quote
eloise Posted April 17, 2013 Posted April 17, 2013 Jelena, musiałam biegiem kupować nowy biustonosz! :D Aż się zmartwiłam, że już mi nic nie zostało :) ale nie jest tak źle ;) Obowiązek obiwiązkiem :) ale ja znowu mam ochotę się przytulać :) I jeszcze dorzucę: dla mnie karmienie piersią to najpiękniejsza rzecz między mamą a dzieckiem- niepowtarzalna więź, myślę, że taka więź jest niemożliwa do stworzenia w późniejszych relacjach z dzieckiem, więc chociaż cieszę się, ze to juz za mną, to świadomosć, ze juz nigdy nie będę karmić jest smutna,a na początku była koszmarem. Paweł powiedział, że nie rozumie jak mogłam tak przetrwać ponad 2 lata, bo on po 3 czy 4 takich nocach był nieprzytomny i nie wyobrażał sobie, ze dalej moze być podobnie :) i teraz nie wiem, czy mnie podziwia, czy myśli, ze jestem kosmitką :D Quote
eloise Posted April 19, 2013 Posted April 19, 2013 aaaa!!! jeszcze nie ma 8 a ja zostałam SAMA w domu!!!! AAA!!!! szał!!!!!!!!!!!!! :D Dzieci zażyczyły sobie, zeby dzisiaj odprowadził je tatuś :D Quote
eloise Posted April 21, 2013 Posted April 21, 2013 Paweł miał wczoraj zajecia ze studentami z zarządzania, gdzie wyjątkowo ma większośc bab w grupie. No i błysnął nieziemsko ;) Omawiał z nimi bazy danych, jakieś tabelki i chciał powiedzieć, ze trzeba poszerzyć tabelę, bo Kowalski ma 2-członowe nazwisko. A powiedział: Powiedzmy, że kowalski ma drugiego człona... :D widzicie oczami wyobraźni to poruszenie, ten śmiech i radość w całej sali? :D ja widzę :D Powiedziałam mu, ze to niezły sposób, zeby zwrócić na siebie uwagę całej grupy :) na bank do końca go uważnie słuchali :D Quote
eloise Posted April 24, 2013 Posted April 24, 2013 jakiś tydzień temu pracowałam pól dnia, do 14, szybko wróciłam do domu i pomyślałam, ze odbiorę Anię z przedszkola, bo w torbie niosłam szklane kulki i tak bardzo chciałam je jej pokazać... Poszłam, odbierama tam pretensje- a ja chciałam zostać dłuzej... a czemu odbierasz mnie z domu ( czyli ze stołówki_ a nie z sali (czyli 2 piętra)?? DObra,poszłyśly, dotarłyśmy, bawiła się kulkami, oglądała bajki, przyszedł czas na odebranie Jonatana. Zaprowadziłam Anie na dół, do mamy a Ania się darła, ze chce na górę, babcia jej trłumaczyła, ze za5 minut będzie z nią mogła iść, ale żeby chwilę posiedziała, po ciuchu, bo dziadek śpi. Darła sie i wyrywała. Wróciłam z Jonkiem, naszykowałam prowiant, podałam do dziobów, co było do podania i obwieściłąm, ze jedziemy do cioci Oli ( mojej siostry, która robi ni cudnej urody paznokcie) a w drodze powrotnej odbierzemy tatusia z pracy. Jonek zaczął sie buntować, bo chciał sie bawić kulkami, ale dał sobie przetłumaczyć, natomiast Ania zaczęła wyć i się szarpać, ze nei chce jechać, chce zostać i chce do babci. Babcia zaczęła się łamac, ale twardo obstawałam przy wspólnej wycieczce, bo wiedziałam, że będzie fajowo. Anka wyła 40 minut- od zakładania butów, do zakarkowania przed salonem... Śmiałam się z niej, włączyłam auto-olewkę na wyjce i smarkanie. W salonie, w sekundę- zmieniła front. Mówię Wam... nie wiem, skąd we mnie tyle cierpliwości ;) U Oli było super, Jonek zdemolował pokój zabaw a Ania wyszła z nowymi różowiastymi paznokciami. Był też uśmiechnięty jak zawsze Józio :) Ania nagle była zadowolona, że jednak przyjechała... Pojechaliśmy po Pawła i umęczona samą sobą ANia zasnęła, ale Jonek... ani myślał!!! o 21 zaparkowaliśmy pod marketem, gdzie miałam wyskoczyć na super szybkie i bardzo konkretne zakupy. Jończysław uparł sie iśc ze mną. I: nie zlał się w gacie, nie jęczał, nie płakał, nie próbował wyjść z wózka, przy kasie dał się szybki i skutecznie zatkać lizakiem!!! Po 20 minutach byliśmy z powrotem w samochodzie. Nie zasnął po drodze... W domu jeszcze sie bawił, kombinował aż z braku innych opcji uśpienia go... położyliśmy się do łóżka wszyscy troje... polegliśmy pierwi, Jonek był najtwardszy :) A rano pobudka o 6,a jakże ;) Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted April 25, 2013 Posted April 25, 2013 eloise napisał(a):Anka wyła 40 minut- od zakładania butów, do zakarkowania przed salonem... Wiesz ile czasu zajęło mi wyczajenie co to jest "zkarkowanie"? :D Quote
eloise Posted April 26, 2013 Posted April 26, 2013 ooo, ekstra :( napisałam wczoraj ogromnego posta i go nie opubliokowało :( no po prostu gites :( kurczę :( no :( taaaaki elaborat, o Ani, o cioci Milence, co wyjechała w daleki swiat... o literówkach i ich prawdopodobnym (wielce) powodzie... :( a dziś rano sobie szłam, szłam szłam i czytałam, czytałam, czytałam, aż minełam punt docelowy- własny dom ;) Quote
eloise Posted April 30, 2013 Posted April 30, 2013 Wiecie, moja ostatnia niedziela zaczęła się... w ostatnią środę :) taki łańcuszek zdarzeń, nierozerwalny ciąg... A wczoraj pojechałamz chłopakami do weta, bo Fox bardzo saneczkuje, okazało się, że ma zapalenie skóry przy odbycie i trzeba bedzie smarować te okolice przez kilka dni :D Paweł dostał ataku śmiechu i powtórzył za mną: trzeba będzie smarować, słyszałaś, kochanie? :D Jakoś tak mi się wydaje, ze człowiek mając psy i dzieci stwierdza, ze niewiele rzeczy jest dla niego nadal obrzydliwych :) a więc, do dzieła! :D Quote
eloise Posted April 30, 2013 Posted April 30, 2013 jakis czas temu, niestety dość niedawno, bo zima nas mocno trzymała, jak pewnie każdy pamięta ;) Paweł zgubił rękawiczkę przy okazji zakupów w markecie. Tak się złożyło, że kilka dni później jechałam po coś w to samo miejsce, więc najpierw poszłam do punktu z jakąś telewizją czy czymś takim, bo Paweł "był pewien", że tam ją zgubił. Nawet pamiętał, ze ktoś mówił, że coś upadło, ale w ogóle nei zajarzył, ze to jego rękawiczka. Jednak na stoisku byłą mało kumata dziewczynka, która nawet nie zajrzała do szafki, czy może ktoś znalazł, zostawił i... wiecie no :) Poszłam więc do ochrony zapytać, gdzie znajdę ekipę sprzątającą, pan mnie uprzejmie zaprowadził, pani uprzejmie pokazała mi wszystkie zguby, bo przechowują je, a jakże, ale rękawiczki Pawła nie znalazłam. Dziś rano, Paweł założył marynarkę, z której kieszeni wyjął... zgubioną rękawiczkę!!! Jest pewność, ze to ta druga, bo pierwsza leżała akurat na wierzchu, w naszym pokoju- magazynie, bo jakoś tak nie miałam sumienia jej wyrzucić, miałam wobec niej plan, że jak do następnej jesieni nie znajdzie się tamta zagubiona, to wywalę bez sentymentu. Jak dobrze, że ufam swojej intuicji!!! Quote
eloise Posted April 30, 2013 Posted April 30, 2013 zapomniałam wspomnieć, ze Ofik był z nami w lecznicy, bo jakbym go zostawiłą w samochodzie samego, to: piszczałby, darł mordę na całego, a na koniec próbował z zazdrości zjeść Foxa. Pani doktor na widok naszej pokraki, bez owijania w bawełnę rzuciła- on musi schudnąć! Kurczę, to niemal niemożliwe, póki Jonek nie skończy dokarmiania baryły :( Jonek prosi o ciastko, które od razu zanosi Ofikowi na posłanie, a jak mu każę jeść w krzesełku, to woła Ofika i mu rzuca, a jak mu każę jeść w krzesełku,a Ofika zamykam za bramką, to nie zje, wyjdzie i rzuci przez bramkę! Ale pisać miałam o tym, że Ofika dopadła niesamowita porcja współczucia dla Foxa, który stał na stole i piszczał pod stołem tak głośno i na takiej częstotliwości, że nie mogłyśmy rozmawiać :D Quote
eloise Posted May 2, 2013 Posted May 2, 2013 mieliśmy jutro rano jechać do Częstochowy, ale... nie jedziemy :) zaplanować coś przy dzieciach i zrealizować plan to nie lada wyczyn... Quote
eloise Posted May 3, 2013 Posted May 3, 2013 Wiecie, czego najbardziej nie lubię w wyjazdach do Częstochowy? Tego, ze wszystkie wizyty, odwiedziny, mamy wymierzone w czasie, co do minuty, że zero luzu jest w tych wyjazdach, że każdy ma pretensje, ze tak szybko wychodzimy, że w to całe szaleństwo MUSIMY wpasować drzemkę Jonatana... Wracamy po takim wyjeździe urobieni jak konie po westernie. Dlatego trochę się cieszę, że zostaliśmy w domu, choć mniej cieszy mnie, że odwołać wyjazd musieliśmy ze względu na ... katar i kaszel Jonka :) WIem, ze katar i kaszel brzmią banalnie, ale u Jonka droga d kataru do zapalanie oskrzeli jest bardziej niz krótka, więc nie podjęliśmy ryzyka. A nie wiem, czy skakaliscie kiedyś przez 3,5 godziny po kanapach w pociagu? :) Nasze dzieci skakały i ilość kurzu i brudu przeraża. Nie zaryzykowalismy narażania go na tyle obcych bakterii i innych drobnoustrojów. Zresztą, nocowanie w nie swoim łóżku też jest dużym obciążeniem dla alergika... Mieliśmy do wyboru- męczące 4 dni w gonitwie i ciągłą niepewnosć- rozchoruje sie na dobre, czy wykpi się katarem? I ewentualne wizyty na dużurze... jakoś nam ta wizja nie odpowiadała, albo... pełne 2 dni lenistwa we własnym domu :) WYpiliśmy wczoraj pół butelki wina i obejrzeliśmy wspólnie CAŁY film!!! to tzreba zapisać, co niniejszym czynię :D p.s. nie wiadomo kiedy, Jonatanowi wyrosła pierwsza piątka Quote
eloise Posted May 3, 2013 Posted May 3, 2013 nie napisałam, dlaczego ostatnia niedziela zaczęła się w środę... Otóż w srodę z rana mój mąż wydzwaniał do mnie jak szalony, bo miałam AŻ 2 nieodebrane od niego połączenia :) Okazało się, ze zapomniał o czwartkowym seminarium ze swoimi dyplomantami, a seminarium miało byc w czwartek,w czasie, kiedy ja miałam byc w pracy, moi rodzice mieli w czwartek 2 lub 3 spotkania i to popołudniu... Wkurzyłam się niemiłosiernie, bo ja mam możliwość manewrowania swoim grafikiem wedle swoich potrzeb i nie było problemem, zebymw czwartek popołudniu nie pracowała... ale nie w srodę rano! Okazuje sie jednak, ze moje koleżanki z pracy mają więcej cierpliwości i wyrozumiałosci dla mojego męża, bo niezawodna Ula zgodziła się przyjść na dodatkową zmianę... :) Mam świetne szefostwo i super koleżanki, i mogę iśc do pracy z dzieckiem w razie W :) normalnie ideał :) W czwartek więc odebrałam popołudniu dzieci i oświadczyłam, że jedziemy po tatusia, bo tatuś jest zmeczony i będzie mu miło jak po niego przyjedziemy. Pojechalismy- Ania całą drogę jęczała:kupa, kupa, kupa, kupę chcę... Dojechaliśmy, poszła z Pawłem do toalety, nie wracali a Jonek też zaczął wołąć-pupu pupu! Ostatecznie- zadne z nich nie zrobiło nic :) fajnie, co? :D Quote
eloise Posted May 4, 2013 Posted May 4, 2013 Ruszyliśmy spod uczelni i pojechalismy po moją Mamę, któa była u swoich drugich wnucząt w odwiedzinach, i tak sobie wracaliśmy wesołą gromadką, aż zrobiło się zupełnie niewesoło, bo... hamulce przestały niemal działać :( nie jechałam szybko, ale też nie byłąm jedynym pojazdem na drodze, w samochodzie miałam całą rodzinę no i nogi mi zmiękły! Wciskałam hamulec a noga leciała i leciała... na końcu delikatnie hamując :( bylismy blisko domu i dotelepałam się boczną drogą, jadąc 20 na godzinę, ale pod samym domem i tak miałam wrażenie, ze zaparkuję w aucie sąsiadki a nie za nim... Oczywiście zaraz panowie zaczęłi radzic nad samochodem i oczywiście i tata i mój mąż stwierdzili, że hamulce działają, słabo, ale działają. Jasno jednak powiedziałam, co sądzę o ich zdaniu, i nie omieszkałam dodać, ze juz kilka razy zdarzało się, że auto mi szwankowało, oni nie stwierdzali żadnych usterek,a kończyło się ściąganiem na lawecie, bo jednak to ja miałam rację... Paweł więc grzecznie zadzwonił rano do mechanika, a tata grzecznie odstawił auto do warsztatu... gdzie pan mechanik też nie stwierdził przyczyny takich objawów, powiedział jednak, że winna moze być pompa hamulcowa, o której istnieniu nie miałam pojęcia! Quote
kaskadaffik Posted May 8, 2013 Posted May 8, 2013 No to chwała Bogu, że ise nic nie stało, poczytałąm sobie :) i sie uśmiecham do poprzednich postów :) Quote
eloise Posted May 8, 2013 Posted May 8, 2013 tak wiec kontynuuję :D po czwartkowych przygodach z samochodem, musiałam zmienic piątkowe plany,a plan zakłądał wizytę u dawno nie widzianej koleżanki, a wizyta musiałą odbyc sie samochodem, bo do zabrania miałam ze sobą koszmarną ilosć tobołów. Miałam też jechać na zakupy do marketu, miałam jechać do mojej siostry... A do siostry miałam jechać malować paznokcie. Kto ma mnie wśród znajomych na facebooku, pewnie nie raz podziwiał jej dzieła :) Namaluje wszystko to, co chcę :D jak Kolorowe Kredki w piosence :D Jakiś czas temu moja sis razem z koleżanką, która maluje cudowne Lalki- też do zobaczenia na fejsie, ogłosiły konkurs, który... ja wygrałąm :D to nie byłą ustawka, po prostu inne uczestniczki nie spełniły podstawowych warunkó konkursu, na czym ja skorzystałam :) dostałam własną Lalkę, do powieszenia na scianie :) :D hasło Lalki brzmi: to nie ste chaos. to jest nieład artystyczny. i pies też sie znajdzie :) Czyli, cała prawda o naszym domu. Ania na widok Lalki: ale ładne! mogę coś domalować??? :D Byłam tak zachwycona i paznokciami i Lalką, ze bardzo chciałąm sie komus na gorąco pochwalić, padło na mojego męża ;) ale... zapomniałam wysiąść z autobusu o czasie i dojechałam na Powiśle, czyli prawie do pracy :) Quote
eloise Posted May 8, 2013 Posted May 8, 2013 A że wiedziałam, ze w pracy jeszcze jest moja szefowa, z którą i tak musiałam koniecznie porozmawiać, to poszłam do sklepu, w którym, trafiłam na prezentację hulajnóg, pani nam wszytsko o nich opowiedziała, pokazał, jedna mnie zachwyciła, pomyślałam, ze byłąby idealna dla ANi, zostałaby dla Jonka, tym bardziej, ze ma opcję domontowania niskiej rączki i siodełka dla najmłodszych i zamienia sie wtedy w jeździk, tyle że... Ania nie bardzo potrafi na czymkolwiek jeździć :( z rowerem zupełnie sobie nie radzi. W końcu się zebrałam, pojechałam do domu, po Jońcia, po ANię, wróćiliśmy i opowiadam Tacie o tych hulajnogach, a on mi na to, ze on ma dla ANi hulajnogę, ale nie wyciągał jej, bo Ania sobie kiepsko radzi na tej starej, no ale mozemy spróbować... i mi przynosi hulajnogę,tę, którą oglądałam i która mnie zachwyciła :crazyeye: Quote
eloise Posted May 8, 2013 Posted May 8, 2013 Całe popołudnie spędziliśmy na ulicy, Ania trenowała jazdę, kilka razy zahamowała dopiero w krzakach, bo patrzyła pod nogi a nie przed siebie, raz hulajnoga pojechała a Ania została :D ale ogólnie było całkiem dobrze :) Dlatego na sobotę rano zaplanowałam wycieczkę :) Oznajmiłam dzieciom, ze jedziemy do Pieluszkarni po rączkę z siodełkiem dla Jońcia, że pożyczymy nosidło, żeby zobaczyć, czy damy radę nosić Jonka na plecach jak małpkę, że moze uda nam sie odwiedzić ciocię Olę, czyli moja siostrę i że jak zwykle bedzie fajnie :) Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted May 8, 2013 Posted May 8, 2013 Rozumiem, że ciąg dalszy nastąpi? :D Ja widziałam i lalki i paznokcie - super ekstra full wypas! Nawet niektóre pomysły z paznokciami podkradam - nie potrafię sobie co prawda pomalować wzorków, ale bezczelnie kopiuję zestawy kolorystyczne. Nawet ostatnio kupiłam różowy lakier do paznokci, a za 2 dni patrzę, a eloise się zachwyca dokładnie takim samym kolorem na fejsie! :D Quote
Ulka18 Posted May 8, 2013 Posted May 8, 2013 Ehhh, zazdroszcze z tymi paznokciami, ja nie mam szans, staram sie byc 2 razy w tygodniu w schronie, gdzie po 5 minutach ma sie polamane, zdarte, bo tam wszystkie bramki jak za komuny, żelazne, solidne. Eloise, a nie masz jakiegos warsztatu sieciowego np.Dakol, Mobil, zeby odstawic auto i zeby Ci zrobili wszystko co trzeba? Taki przeglad, wymiane. Ja tak robie, bo wg mojego Taty klocki z resztka okladziny tez jeszcze sa dobre i mozna przejechac iles tam jeszcze km. Nie lubie jakis znajomych mechanikow z warsztatem w garażu. Quote
eloise Posted May 8, 2013 Posted May 8, 2013 a mechanika mamy akurat super :) przerobiliśmy już różnych "fachowców" i ten jest naprawdę w porządku facet. w sieciówce juz tez naprawialiśmy auto, liczyli jak za zboże :( a do tego mechanika mam zaufanie, tak wiecie- na babską intuicję :) no i nie traktuje mnie jak głupiej baby, co nie wiadomo po co za kierownicę wsiadła :D Z moimi paznokciami też jest kiepsko- przez ponad 2 lata nic z nimi nie robiłam, bo lakier odpada po 1 dniu, a zel odpadał jak wychodziłam z salonu- czyli jakąś godzinę po nałożeniu. Przypuszczamy, ze to sprawa hormonów. A teraz trzyma się hybryda, ale tydzień-10 dni, a u innych nawet 3-4 tygodnie :) Sobota była super- dla mnie zaczęła się pakowaniem, bo wyprawa z moimi dziećmi oznacza zabranie kanapek, kabanosów, ciasteczek upieczonych przeze mnie, biszkoptów, lizaków, gum rozpuszczalnych, tik taków, czy innych obrzydlistw :) i przede wszytskim napojów. Ania często zabiera ze sobą telefon- Barbie a Jonek jakiś nieduży samochodzik, no i oczywiście-nocnik :D Dzień zaczął się pięnym słońce, ale jak wychodziliśmy po 10 przyszło kilka chmurek, więc spod otwartej furtki cofnęłam sie po 10-tą torbę- z kurtkami, czapkami i szaliczkami, a także wzięłam płaszcz dla siebie. Obładowani do granic ruszyliśmy na stację, gdzie założyłam Jonusiowi bluzę, bo do chmur dołączył wiatr, niezbyt miły. Paweł wysiadł kilka minut przed nami, a my zaczęliśmy nasze wojaże :) Zabralismy ze sobą hulajnogę :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.