Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

dawkuję, bo czasu mam tyle, zeby 3 zdania skrobnąć na raz :)

a teraz siadajcie i trzymajcie się krzeseł, bo spadniecie jak to przeczytacie :D
wstałam dzisiaj o 5 rano, wskoczyłąm w dres ( nawet nie wiedziałam, ze mam!), wzięłam psy i... poszliśmy biegać!!!! Ja i bieganie!!! To był mój pomysł, własny, niepodpowiedziany!!! Mina Ofika- bez cenna!!! Najpierw był zdziwiony a po chwili przerażony :D dzielnie wbiegał i zbiegał ze mna z góki :D biegaliśmy 15 minut, ale wiecie 15 minut, po 15 latach... to jak maraton prawie!!! szczególnie dla Ofika :D Fox był wniebowzięty :) a Ofik w połowie zaczął patrzeć tesknie w stronę domu :)

Nie musicie jeszcze wzywać pogotowia ani psychiatry, dopiero wtedy, gdyby przyszło mi do głowy stanąć w jakimś konkursie dla biagających ;)

Posted

dzisiaj znowu wstałam o 5 i znowu biegaliśmy. Ofik już chętniej, ale jednak 15 minut to jego max. jutro zamierzam wydłuzyc minimalnie trasę, mam nadzieję, ze Ofik dotrwa do końca ;)
Ofcio kapać się nie cierpi, ale wycierać uwielbia! Muszę po powrocie wycierać Foxa, bo on łaziwłasnymi ścieżkami i jest mokruteńki, a Ofik wyciera się dla 'fanu" ;) przy okazji :)

Posted

Jakaś masakra - ja nie pobiegnę nawet przez 5 minut. I zawsze tak było, nawet jak czynnie uprawiałam sport, bo musicie wiedzieć, że Wasza Jelena przez 6 lat uprawiała Tae Kwon Do, a przez 3 Karate Kyokushin! :)

Na wiosnę zawzięłam się, że zrzucę 5 kg, bo mam taki brzuch, że wszyscy pytają czy jestem w ciąży. Nie zrzuciłam nawet 1! Wszelkie ćwiczenia odpadały po tygodniu. W tym muszę dodać, że robiłam dwa razy podejście do 6 weidera! ;-)

Posted

truchtamy 15 minut, zmęczenie mnie nie łapie, ale serio- o Ofika się lękam :) to taka klucha jest, że trzeba powolutku :)

takie rzeczy, jakie przydarzają się mnie, to tylko: 1. przydarzają się mnie, 2. dzieją się w książkach Katarzyny Grocholi, 3. ewentualnie w amerykańskich filmach

dzisiaj utknęłam w windzie na 30 minut i zostawiłam telefon u mojej siostry, no ale przynajmniej mam nowe paznokcie!

Sztuki walki mnie nigdy nie pociągały, choć podziwiam :)
Umówiłam się na tą lekcję tańca na rurze, którą dostałam w prezencie urodzinowym :D

Posted

no i niech ktoś powie, ze nie jak u Grocholi: znalazłam w naszym łóżku kolczyk Anusi. Nie znalazłam zatyczki, strasznie mnie to zmartwiło, bo już nie mam skąd wziąć zastępstwa, musiałabym kupić, a to pewnie nie tak rach ciach, tylko dopiero w poniedziałęk, martwiłam się, że Ani będzie smutno i miałam nadzieję, ze nie zorientowała sie dzisiaj, ze nie ma kolczyka w uchu. A ANi się zorientowała i była pewna, ze zginął w przedszkolu, bo... "przed śniadankiem to sie stało-zatyczka mi upadła na podłogę, ale kolczyka nie znaleźliśmy" Czyli, rozumiecie? :) kolczyk zostałw domu a Ania z zatyczką, pewnie zaplątaną we włosy, poszła do przedszkola... :D
czy innym też sie zdarzają takie zakręcone historie?????

Posted

Ania ustawiła niezłą wystawę swoich figurek- piesków i kotków
Opowiada: to król, to królowa, to księżnizcka, to Małe, a to druchny i... druchn :D

Posted

coś na dogo chyba remontowali, bo nie mogłam sie dostać
chciałam powiedzieć, ze nadal nie musicie wzywać pogotowia, ale mozecie brać telefony w ręce- w niedzielę poszłam na basen!!! Sama! Pływać!! A że umiem tylko żabką, która nie jest wskazana dla osoób z lędźwiowymi problemami, to do dziś odczuwam skutki tego pływania :D miałam wrażenie, ze wszyscy na mnie patrzą i widzą, ze jestem na basenie pierwszy raz od 10 lat :) bo pływanie niemowląt się nie liczy :)
a jakwróciłam z basenu to się dowiedziałam, ze powinnam miec przy sobie telefon, bo Jonatan dostał duszności i nie chce pić i kaszle i płacze. Pewnie jakbym wzięła, to bym go wsadziła pod czepek na włosy i odebrała... moja mam ma super pomysły :D
Jonuś nie chodzi od poniedziałku do żłobka, jest nieźle, antybiotyku nie bierze i prawie nie kaszle, był ze mna 2 razy w pracy nawet :)

dzisiaj byliśmy na badaniu w centrum zdrowia dziecka, napisze o nim kilka słów innym razem, bo to całkiem niezła historia!

Posted

aha, ze 2 dni temu, Ofik udawał rano, ze nie widzi otwartej furtki i nie słyszy jak mu grożę, kiedy nie chciał wyjść na poranną przebieżkę :)

Posted

Wszystko ma swoje plusy i minusy: naturalny poród niektórzy przechodzą lepiej inni gorzej. Ale po wszystkim kobieta szybko dochodzi do siebie. Cesarka jest fajna, po zasypiasz i budzisz się z dzieckiem obok... ale ból pociętego brzucha trudno porównać do czegokolwiek, koszmarrrrr. Hania ma prawie 5 lat, a mnie do dzisiaj blizna pobolewa.

Ogólnie chyba naturalny poród jest bardziej ryzykowny, np. Hania, jak się okazało się, była owinięta pępowiną, więc naturalnie to różnie by to mogło być...

Posted

w temacie porodów jestem non stop :) I z mojej sondy ynika, ze jednak siłami natury jest lepiej. Rodzisz, wstajesz i funkcjonujesz. O bólu zapominasz w sekundzie, serio. Po cesarce, tak jak pisze Murka- ból straszny, w końcu to operacja, dziewczyny po cesarkach chodziły zgiete w pół i zazrościły nam ruchomości :)
Rodziłam 2 razy bez znieczulenia i nie bałabym się rodzić jeszcze raz, bo choc mogę niemal minuta po minucie opowiedzieć swój poród, a nawet oba, to te wspomnienia mnie nie przerażają, a bólu się nie pamięta- serio! :)

Ania mi powiedziała, ze robię najlepsze plackiz cukini! Sukces!!! Chociaz ostatnio zażyczyła sobie placków bez pietruszki ( dodaje natkę) i ... bez cukini :D

Posted

wiecie co, walnęłam się dzisiaj w łokcia, rozcięłam skórę, krew pociekła, a ja nie mam pocięcia, kiedy i o co to zrobiłam :) jak jechałam samochodem, poczułam, że mnie boli, dotknęłam i zdębiałam :)
dzisiaj nie biegałam, biegał Paweł, Ofik jeszcze żyje ;)

Jonek przeżywa teraz fascynację sikaniem na stojąco ( co podobno jest bardzo niewskazane i źle wpływa na męski interes, opróżnianie pęcherza itd.) oraz sikaniem w krzaczkach, czyli na trawę :) Np. jedziemy autem, centrum miasta, 3 pasy w jednym kierunku, pośrodku pasek trawy a Jonek woła: siusiu w krzaczki!

Wczoraj powiedział, że jest mężem babci, dziadek dla Jonatana jest podajnikiem do gum rozpuszcalnych, a do mnie mówi- małpa :D
Ania miałą dzisiaj jeden z tych swoich cudownych dni, gdy wyła bez sensu, bez powodu, i nie dało się z nia rozmawiać, po prostu miała dzień na wyjce.

Posted

moja siostra zafarbowała włosy na różowo- niebiesko. Nie żatuję.

Dokończę może, w końcu, wątek sobotty sprzed niemal 3 tygodni, pamiętacie- ciepły poranek, wspólne wyjście z domu, hulajnoga...
Paweł wysiadł,a my pojechaliśmy na Powiśle, z zamiarem wycieczki do Pieluszkarni po dodatkową rączkę do hulajnogi, bardziej odpowiednią dla Jonka. Ania zasuwała na hulajnodze tak, że musiałam biec z wózkiem za nią :)
W Pieluszkarni spędziliśmy niemal godzinę, nawet zdążyłam obsłużyć jakichś klientów :) Zadzwoniła moja siostra i zaprosiła nas do siebie do salonu, więc obładowani do granic podjechaliśmy autobusem na Nowy Świat, bo Ania uparła się na ciasteczka z subwaya :) muszę przyznać, że są naprawdę smaczne :) po drodze musiałam dzieciom wywiązac chuski pod szyjami, bo wiać zaczęło. W autobusie, Jonatan nareszcie zasnął, a kierowca autobusu był jakiś powalony i jechał i hamował tak gwałtownie, ze mi wózek na zaciągniętych hamulcach jechał! Jak wysiedliśmy z autobusu, to Jońcia okryłam kocem,a Ani założyłam płaszczyk. U mojej siostry przesiedzieliśmy przelotny deszcz a Ania perfidnie obudziła Jonka. Nakarmiłam towarzystwo i zaproponowałam spotkanie z wiewiórkami w Łazienkach.
Ruszyliśmy okutani po czubki głów, bo znowu kropiło i zimno sie zrobiło.
Dzieci ciągały mnie po łazienkach 2 godziny! Pod koniec myślałam, ze mi nogi do tyłka wejdą! Dzieciaki były zachwycone wiewiórkami, kaczkami i pawiami. Ledwo powstrzymałam Jonka przed nakarmieniem kaczek bułką z masłem...

Jak już je zapędziłam do wyjścia... Ania chciała iść dalej, bo pamiętała tamte okolice i ... poszliśmy...
Jak już doszliśmuy do ulicy, to było zimno, wiało, i bardzo ale to bardzo zbierało się na deszcz. Aha, chwilę wcześniej posadziłam Jonka na nocnik, na trawie w parku, nie wysikał się, ale jak jeszcze robił mi nadzieję, że się wysika, kazał mi wyzbierać wszystkie pety z trawy dookoła :D
tak opadłam z sił, że podjechaliśmy autobusem na Powiśle ( znowu :) ) i bez pardonu podeszłam do stolika, przy którym siedział grupa dziewczyn i chłopaków i poprosiłam o wniesienie wózka na peron. Dwóch nie chciało wyjść na ofermy przed dziewczynami, wiec rzucili sie na pomoc i... ledwo donieśli wózek z księciem na górę :D

Bo nie wiem, czy pisałam, na stację Warszawa Powiśle prowadza wyłącznie schody. Dużo schodów, Bardzo dużo. Do tego bardzo kiepsko wyprofilowanych, nawet jak sama tam wchodze, to mnie uda bolą a co dopiero jak niosę wózek z Jonkiem i gadżetami, czyli jakieś 30 kg...

Jak jechaliśmy pociągiem, to lało i w Rebbertowie też nas zastała ulewa.
Wymarzone zakończenie wyprawy! A że samochód był u mechanika, tata nie mógł nas odebrać, musieliśmy czekac jeszcze na autobus 15 minut.
Jak w końcu dotarliśmy do domu, to i ja i dzieci zajęliśmy się każdy swoją robotą, ja usiadłam i starałam sie przypomniec sobie, jak się nazywam a dzieci poszły się bawić, potem zjadły i poszły spać.
Czasem trochę żałuję, że potrzeba im az tylu bodźców, zeby się wyszumieć i pobawić w spokoju... :) szczególnie wtedy gdy wszytsko mnie boli ;)

Posted

U mnie jest teraz sporo matek w ciąży i utworzyły stronnictwa za i przeciw cesarce. Nie wiem co to za wysyp - może one się zarażają nawzajem! :D Całe mnóstwo. Nawet TZ-et przyszedł wczoraj do domu i oświadczył, że widział bociana - przeleciał nad nim bardzo nisko. Cytuję: "Zobaczyłem go i sobie pomyślałem... Ooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooo! Oooooooooo!" :D

eloise, zawsze jak czytam Twoje opowieści o różnych wyprawach, to myślę sobie, że Ty masz świetnie opanowany sposób poruszania się po Warszawie - autobusy, kolejki, metro! Jak Ty to ogarniasz wszystko!

Posted

łatwiej mi w Warszawie niż, na ten przykład, w Częstochowie :D
W Warszawie, wszystko jest doskonale opisane- kazdy rozkład, przystanki, gdzie i w jakim kierunku się przesiąść- wszystko oznaczone jak trzeba!
No i rozwinięta jest komunikacja miejska niesamowicie!

Jelena, czekamy na wieści, co też ten bocian przyniósł ;)

Ja nie jestem za cesarką na życzenie- chyba dlatego, ze urodziłam 2 razy sama, bo przed pierwsza ciążą nie wyobrażałam sobie, ze poród naturalny jest do przeżycia ;) to wszytsko przez te opowieści dziwnej treści na temat porodów innych osób :)

Z najnowszych mądrości panny Anny: Nie rób sobie, co tobie nie miłe.
Więc: jak kogoś najdzie ochota, zeby sobie zrobić coś przykrego- niech tego nie czyni!!! Bo i po co ;)

Inna madrość: Mamo, ale mnie boli brzuch
Mama: Najadłaś się, dużo wypiłaś, to brzuszek jest pełny. ( czy może pełen???)
ANia: Bo jak boli brzuch, to trzeba się położyć, a potem robi się niedobrze i boli głowa. No a potem się rzyga. A ja nie chcę rzygać!

:D

Posted

eloise napisał(a):
Jelena, czekamy na wieści, co też ten bocian przyniósł ;-)


Okres! Poważnie! Pierwszy raz od wielu lat poszłam na koncert (u nas właśnie są juwenalia) i akurat dziś dostałam makabrycznego okresu. Od razu z rana spacyfikowałam się ibupromem, bo powiedziałam sobie, że nic mi nie zepsuje tego koncertu. Także, bociany są przereklamowane, od jutra szukamy w kapuście! ;-)

Widzę, że Ania lubi "przysłowia". To powiedz jej jeszcze: kto rano wstaje, ten sam w nie wpada! ;-)

Posted

nie mogę w to uwierzyc- mam wolne 5 minut! :D

Paweł usypia dzieci, więc mogę podzielić się wrażeniami :)

Wróciłam z obitymi stopami, od oplatania rurki ;) i z rozciągniętymi mięśniami- wszystkimi :D
Było super, super, super! I mam nadzieję, ze uda mi się kontynuować takie zajęcia.
Potwierdziło się to, co od dawna wiedziałam- że jestem silna jak tur :D Jednak noszenie 2 dzieci, dźwiganie wózka z tymi wszystkimi tobołami pod spodem, pakowanie do samochodu, wypakowywanie po powrocie... robi swoje. Trenerka była w szoku, że przyszłam i po prostu się podciągnęłam na rurze :) Powiedziała, że większośc dziewczyn musi długo ćwiczyć zanim im się to uda. Duży wysiłek i fajna zabawa, polecam wszystkim. Ale trudne to jest jak nie wiem co!

Przed zajęciami uprzedziła mnie, ze na następny dzień wszystko będzie mnie bolało, bo poruszymy 98% mięśni, ale jak wychodziłam, powiedziałą, ze moze poza siniakami to odczuwać będę lekkie mrowienie, gdzieś, może :)

Po zajęciach spotkałam się z Pawłem i dzieciakami, i poszliśmy do Pałacu Kultury i w końcu wjechaliśmy na górę :) Fajnie było wszystko widać, nie udało nam się jednak przekonująco wyjaśnić Ani, co to jest horyzont i że nie widzi morza :D

Bardzo na spontana spotkaliśmy się z moim bratem, który mieszka w samym centrum, a mimo to widujemy sie niezwykle rzadko, okazało się, że jego współlokatorka chodzi na zajecia z pole dance i miała duże problemy z podciągnięciem się i ciągle obgaduje silniejsze dziewczyny tekstami: a ta i tamta, to takie figury robi, podciąga się i jeszcze twierdzi, ze nigdy wczesniej nie tańczyła na rurze!!! :)

Mam fajne fotki zwierzaków, ale kiedy znajdę czas na zmniejszenie i załadowanie na serwer???
Cały tydzień będę w pracy, bo kolejny szykuje mi się neiciekawy- idę z Jonkiem do szpitala, będzie miał robioną kolonoskopię :(

Posted

Reno2001 napisał(a):
Jelena, lecący bocian oznacza podróż. Musicie wypatrywać tego w gnieździe. Przynajmniej tak słyszałam


Tego w gnieździe widuję każdej wiosny i lata od trzech lat prawie codziennie, bo jak jadę do pracy, to mijam bocianie gniazdo! ;-) Piękne są te boćki - takie duże i dostojne!

eloise, a czy to badanie robią w znieczuleniu? Coś cholernie nieprzyjemnego...

Posted

zanim odpowiem na Wasze pytania, powiem Wam, ze znalazłam dzisiaj na podłodze wielkiego, zywego ochlanego kleszcza!!!! Wyglądał jak duże ziarno grochu! Zainteresowało mnie co to... bleh! aż miałam dreszcze na plecach! Od razu zrobiłam akcję kropienia wszystkich 4 psów.

Zabieg będzie w znieczuleniu ogólnym, przed zabiegiem2 dni "czyszczenia", czyli podawania leków przeczyszcających :(
Cieszy mnie tylko jedno- że CZD jest 10-15 min samochodem od naszego domu i że zawsze ktoś może przywieźć nam coś, co mogłoby być potrzebne, lub mnie zmienić, chociaz na chwilę.
A dzieje się to, ze Jonuś podkrwawia z odbytu przy okazji kupy. Najpierw miał zaparcia, nie załatwiał sie 3-4 dni,a teraz załatwia sie pięknie, regularnie, ale nadal podkrwawia. Ostatnia pani doktor z jaką rozmawiałam powiedziała, ze jej zdaniem on ma zatwardzenie, że może mieć je nawet codziennie, po prostu twardy stolec rani śluzówkę w jelitach i efekt jest taki, ze krwawi.
Oczywiście straszyli nas też okropnościami, ale ja wierzę, że to tylko słaba śluzówka i twarda kupa.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...