eloise Posted March 6, 2013 Posted March 6, 2013 moje kochane dzieciaki sprzedały mi wszystko, co miały najgorszego- po kilku dniach bezowocnej walki, dzisiaj ja trafiłam do lekarza- stan zapalny górnych dróg oddechowych- antybiotyk i takie tam... Kaszel mam taki, że w trakcie ataku ledwo trzymam sie na nogach, bolą mnie wszystkie mięśnie brzucha. Kosmos! Zabrałam dzisiaj psy na szczepienie i czyszczenie gruczołów- tych z tym przemiłym zapaszkiem :diabloti: Fox sie tak spiął, że pani doktor ledwo uwolniła palca spod jego ogona, za to Ofik trzymał ogon wysoko w górze, bo za cel obrał sobie wypchnięcie jej palca jak najszybciej :D Jak piszczały, ziajały i domagały się wyjścia!!! Myślałby kto, ze oni tacy strachliwi! ;) Quote
Reno2001 Posted March 6, 2013 Posted March 6, 2013 Ja mam jutro dzień szczepienno-gruczołowy :cool3:. I jadę z 4 psami za jednym zamachem. Będzie wesoło :diabloti: Quote
eloise Posted March 7, 2013 Posted March 7, 2013 po 2 tygodniach z moimi dziećmi stwierdziłam, że nie wezmę ze sobą i psów i kota, bo kot też się już do szczepienia nadaje, bo moja psychika mogłaby tego nie znieść... dzisiaj pełen relaks- wróciłam do pracy! :) Quote
Ulka18 Posted March 7, 2013 Posted March 7, 2013 Eee tam kobity, szczepienie psow to pikus w porownaniu z kotami ;-) Stalowe rekawice do lokci mam gdy jade z Ryskiem do szczepienia :D A co sie umialczy cala droge, jak nigdy nie miauczy, nawet jak jest glodny, to w drodze do weta non stop. I to takie glosno-pretensjonalne MIAU! krotkie u na koncu :D Quote
eloise Posted March 8, 2013 Posted March 8, 2013 znam to miauczenie z jazdy samochodem! Mieliśmy kiedyś takiego miauczka niezłego :) Bardzo lubił głupek latem spać w samochodzie, właził przez otwarte okno i się nagrzewał. Kiedys tata ruszył w trasę do Wrocławia- na szczęście kot obudził sie po 10 minutach na obrzeżach Częstochowy. Tata odstawił go do domu naprawdę wściekły :D Mieliśmy za to innego kota-rudego cudownego Gingera, który kochał jazdę samochodem i codziennie jeździł z rodzicami do pracy :) Czemu te koty to takie łazęgi?? Oba tragicznie zginęły :( Quote
Murka Posted March 8, 2013 Author Posted March 8, 2013 No właśnie nasz Scherman też skończył tragicznie :( dlatego Merka nie wychodzi z domu i mamy plan nie wypuszczać jej w ogóle (kici bez łapki też). Dom duży, może jeszcze uda nam się jeden balkon okracić, więc myślę, że krzywda im się nie będzie działa. Scherman to był kot mieszkający w mieście, na osiedlu, jego się nie dało utrzymać w domu, beczał tak, że uszy puchły, żeby go wypuścić. To był jego świat i wiem, że był szczęśliwy, ale nie mogę znieść myśli, że prawdopodobnie dwa dni leżał nieprzytomny na zimnie i my o tym nie wiedzieliśmy :( Opowiem Wam przy okazji ciekawostkę: u moich rodziców jest od tygodnia nadprogramowa kotka (rodzice mają dwie kotki, w tym jedna to nastoletnia Murka ze schroniska w Rzeszowie, od której wziął się mój nick ;) ). Nadprogramowa kotka przyjechała z rodzicami z miasta oddalonego kilka kilometrów... pod maską samochodu! Musiała wejść, żeby się zagrzać, a po podjechaniu pod dom rodzice usłyszeli ciche miauczenie... No i znaleźli pasażera na gapę ;) Kotka cudowna, przymilna okropnie, cała ruda, niestety na pewno bezdomna, bo chudziutka, w uszkach świerzb, jakiś wypadek na koncie chyba ma, bo ogonek ma widoczne stare złamanie, bioderka też jakieś lekko skoszone i ogromna przepuklina wielkości jajka kurzego. Kicia zadomowiła się u rodziców od razu i bez problemu. Musiała się nieźle wymarznąć, bo nie lubi oddalać się od domu i w ogóle opuszczać swojego legowiska. Mama niby chciałaby jej szukać domu (że niby pozostałe kotki są bardzo obrażone na nowego lokatora), ale jakoś tak mało przekonywująco. Nawet mój tata, który udaje, że jest antykoci i zawsze podkreślał, że nie lubi rudych psów i kotów, to już nawet po cichu nazywa kicię Karotka ;) Quote
Reno2001 Posted March 9, 2013 Posted March 9, 2013 Nasi rodzicie jednak dają się przerabiac w dobra stronę ;) Kot który przyłaził do nas w zeszłym roku to też typowy podwórkowiec. Podobno jakiś czas temu ktoś z letników próbował go wziąc do domu do miasta, ale orzekł, że ten kot do domu sie po prostu nie nadaje. Ja potrafię sobie to wyobrazic. Garfield okropnie znaczy teren, potrafił nam narobic w domu, a podczas jazdy samochodem (wiozłam go raz do weta) tak przepotwornie miałczał i zawodził, że uszy puchły. To leciwy już kot z własna historią i przyzwyczajeniami. On tam na wsi jest najszczęśliwszy - jest wolny i panem swojego czasu. Fakt, że kiedy do nas przyszedł był w fatalnym stanie- chody, brudny i męczony przez kleszcze. Kilka miesięcy doprowadzałam go do ładu. Wyobrazicie sobie, że ja robiłam mu sama zastrzyki? Nawet nikt mi nie musiał go przytrzymywac. Zaraz kiedy się pojawił kleszcze wyrywaliśmy mu tabunami, a on cierpliwie znosił te zabiegi. Ja mu nawet uszy czyściłam, bo miał w nich prawdziwą kopalnię i też nawet specjalnie nie jęknął. U weta miał pobieraną krew a ja go tylko lekko przytrzymywałam. Kot siedział sobie spokojnie i jednego pazura nie wystawił. Garfield zmienił nieco mój pogląd na koty, bo do tej pory miałam je za istoty na tyle niezależne, że nie nadające się specjalnie do bliższych kontaktów z człowiekiem. Cóż, takie miałam z kotami wcześniejsze doświadczenie. Ciekawe czy pojawi się u nas w tym roku? Ostatni raz widziałam go w grudniu. Wyglądał wtedy po prostu pięknie. Quote
eloise Posted March 9, 2013 Posted March 9, 2013 aaaale kocur :) Nasza Amelia nie wychodzi od czasu, jak wróciła do domu ze złamaną miednicą, to było jakieś 4 lata temu. Teraz zadowala się buszowaniem po strychu. Rok temu wyszła na dwór i Paweł nikomu o tym nie powiedział, nie wpuścił jej i wróciła do domu dopiero po 14. Brudna jakby jej tydzień nie było. Rety! Ale byłam wściekła na Pawła! Byłam pewna, że Amelia juz nie wróci :( Jak mieszkaliśmy w Częstochowie, to żadnego kota nie udawało się w domu utrzymać, wszystkie łaziły i to najchętniej na 2 stronę ruchliwej ulicy, zamiast w bok :( Raz zostaliśmy z kociętami, które jeszcze nie jadły samodzielnie, nie myły się... moja mama i babcia w nocy wstawały podgrzewać im mleko i je karmić! Maleństwa musiały same nauczyc się o siebie dbać, chyba pomogła im w tym kapielw szamponie z jojobą :D były nieźle puchate i pachniały cudownie, ale im ten zapach mógł mniej odpowiadać- nagle same zaczęły dbac o swoją higienę :D Ania skakała dzisiaj z pudełka na podłogę- jakieś 30 cm i się wygrzmociła, a ona ma dośc specyficzny sposób upadania- nie na kolana, nie na ręce, nie na czoło- na nos. Wstała, zawyła, złapała sie za nos i zalała krwią, jak ja zobaczyłą to zawyła- ja nie lubię krwi!!!!! Nic jej nie obchodził ból, opuchlizna, tylko to, że ona nie lubi krwi :D Szybko przestało lecieć, ale nos jest 2 razy wiekszy. Myślę, że jutro bedzie fioletowo-siny Quote
Reno2001 Posted March 9, 2013 Posted March 9, 2013 Moja siostrzenica mniej więcej z takim nosem szła do komunii, bo wygrzmociła się na kilka dni przed na rowerze :diabloti: Quote
halcia Posted March 13, 2013 Posted March 13, 2013 Koty to pikus w porównaniu z moją papugą,ani to utrzymac ani ścisnąc na placek....ostatnio sama sobie zrobiła taką gilotynke -dyby,bo wiozłam ją w pudełku z otworkami,ale ze to ją wkurzało/klata za duza do auta/to dziubała wiekszą dziure,az w koncu łeb został na zewnątrz.Tak ja zawiozłam,a Komorowski zaczął sie śmiac i mówi,nawet dobrze,bo przytniemy od razu dziób.Potem z pazurami były jaja Ewa trzymała w takich zajb..ch rękawicach.Ale Pusia 2 x jeszcze wtedy wracała do weta,bo złosnica waliła dziobem i krwawiło.A jak lała sie krew to Pusia sie cichutko pytała"siczna pusia?Siczna"/tak o sobie mówi ze śliczna/a ja zapłakana jechałam ledwo droge widziałam,bo normalnie ryja drze,a wtedy tak cichutko... Quote
eloise Posted March 14, 2013 Posted March 14, 2013 o rety :) biedna Pusia :) śliczna :) skubana :D Mam wam mnóstwo do opowiedzenia!!! Od wczoraj sie zbieram, ale ciężko mi idzie. Moze dzisiaj po pracy mi sie uda w końcu. Padniecie jak wszytsko napiszę :) Ze śmiechu oczywiscie :) Quote
eloise Posted March 23, 2013 Posted March 23, 2013 ja to mam tempo... nie ma co! Jonatan coraz wiecej mówi, proste słowa jak pies czy kot zupełnie go nie kręcą, zaczął od żyrafy i pingwina, przez naleśnika, bałagan, banana, barana i Jońcia do zdań typu: Nie gra, nie chcę tego, chcę to, do najnowszego: nie mogę :) 3 tygodnie temu w niedzielę, czekaliśmy na powrót Pawła z pracy,a on nie wracał i nie wracał... zadzwoniłam w końcu a on mówi- bede niedługo, jestem blisko, ale z tymi złodziejami była akcja... Jakimi złodziejami??????????? Jak wrócę to Ci opowiem. No więc: jechał Paweł główną ulicą Rembertowa i zobaczył jak obok kościoła osiłek szarpie się ze starszą babką o jej torebkę. Zaczął trąbić, podjechał, a gość przewrócił kobiecinę, przeciągnął po chodniku i zwiał w boczną uliczke z torebką. A Paweł... pojechał za nim. Nie znalazł go, bezczelny typ musiał wrócić na teren kościoła, bo innych krzaków w uliczce nie ma, tylko prywatne posesje, chyba ze wskoczył przez płot na czyjś plac. Paweł wrócił do kobiety, juz sie zbiegowisko zrobiło, a Paweł zabrał kobietę i zawiózł do domu. Jak wracał na miejscu była już policja, zatrzymał się, powiedział co widział i jak wyglądał napastnik, zostawił do siebie numer i pojechał do domu. Zapytałam go w domu, po co jechał za tym zodziejem i co zamierzał, gdyby go złapał, a Paweł: poprosiłbym grzecznie o zwrot torebki. No, jasne, nie? Telefon z policji był zanim skończył opowiadać o całym zajsciu- złapali 3 kolesi i zaprosili Pawła, żeby rozpoznał sprawcę. Złapali właściwego. Oficjalne zeznania pojechał składać nastepnego dnia, okazało się, że złodziej jest Bułgarem i że miał pecha, bo kobiecina w torebce miałą jedynie klucze od domu, dokumenty, 10 czy 15 zł i ... 150 koron szwedzkich, które głupek z torebki zwinął i nie miał jak sie wykręcić od tej kradzieży :D Zresztą, przyznał się w końcu i grozi mu 3 miesięczna odsiadka. Na drugo dzień przed pracą, przed przedszkolem poszłam z Anią i psami na spacer. E: Uważaj, szkło. A: A kto to tak rozbił tą butelkę? E: Nie wiem, jakiś łobuz, to pewne. A: To pewnie złodziej z Bułgari!!! No, i wszystko jasne :D Quote
eloise Posted March 23, 2013 Posted March 23, 2013 Ze 2 dni temu przy zmywaniu makijażu spięłam grzywkę Ani spinką. I zapomniałam o tym. Mama przyprowadziła Anię do domu z przedszkola, spojrzała na mnie ta mała małpa i mówi: a to moja spinka. E: Twoja, ale chyba mogę ją pożyczyć?Spojrzała na mnie, zastanowiła się i wypaliła: A: A czy ty byś chciała, żebym brała wszystkie twoje rzeczy i je sobie nosiła, he?? Ze śmiechu dostałam ataku kaszlu :D Quote
eloise Posted March 25, 2013 Posted March 25, 2013 Wczoraj była niedziela. Mój mąż nie pracował, cały dzień spędził w domu. Mieliśmy taaaakie plany! Tym bardziej, że rodzice zabrali Anie na cały dzień- wróciła o 21, już spała. Myśleliśmy- z jednym Jonkiem, damy radę, popracujemy, posprzątamy, ugotujemy, spędzimy razem cały dzień! ALE. Pierwsze ale to pobudka o 5 rano. Jonek wstał iniby o 6 zasnął, ale za to wstała Ania, wiec spania to nie było... Jonek od 10 smęcił, wiec Paweł zaczął go usypiać. Zasnął dopiero o 12.20!!! WYmęczył nas okrutnie i... wstał o 13! Quote
eloise Posted March 29, 2013 Posted March 29, 2013 Dziś rano. Czeszę Ani włosy. A: Mamo, masz zielone oko. E: Wiem. A: I trochę żółte. E: Dziękuję ci córeczko, że mi przypominasz o tej śliwie pod okiem, to urocze. W końcu napiszę jak do tego doszło ;) Wesołych Świąt Kochani! :) Quote
eloise Posted March 29, 2013 Posted March 29, 2013 tak jak pisałam, w ostatnią niedzielę Jończysław dał czadu i tak jęczał mi za uchem, ze zachowałam siętak, jak na matkę polkę nie przystało i... dałam mu całą miskę chipsów, zeby usiadł, zapchał się i dał mi chwilę spokoju. Zadziałało! :D POtem nawet mu się humor poprawił, bawił się ze mną, wygłupiał i w trakcie tych przytulankowych wygłupów... walnął mnie czołem w kość policzkową. Zabolało jak jasna cholera! Od razu sięgnęłam po magiczny flakonik z tajemną miksturą, czyli Badaboum, który rewelacyjnie likwiduje guzy i nieźle zapobiega sińcom. WYsmarowałam i Jonka i siebie. Po kilku godzinach, jak dzieci juz spały, poszłam do łazienki, spojrzałam w lustro i... oczom moim ukazał się piękny sino-granatowy cień na CAŁEJ dolnej powiece. Obok kości, w którą dostałam i którą solidnie wysmarowałam! Jonekśladu po zderzeniu nie ma, a ja do dziś chodzę z podbitym okiem! Jeszczew makijażu jako tako się prezentuję, ale bez... Paweł ma ubaw po pachy za każdym razem, kiedy na mnie spojrzy :) Od środy pracuję ciurkiem, bo wczesniej byłam chora i nikt mnie nie zapytał wprost co mi sie stało :) ale wątpie, że nie zauważyli :D Quote
eloise Posted March 29, 2013 Posted March 29, 2013 cały poprzedni tydzień i pół tego , który włąśnie sie kończy Jonuś siedział w domu z gorączką. Dopiero po 5 dniach takiej męczarni dostał antybiotyk. W sumie nie wiemy, o co chodziło, ale nacierpiał się bardzo :( Ja też się pochorowałam, ale chciałam jakoś dopracować do czwartku. Miałam okrutny kaszel, byłam pewna, że to "tylko" astma, czy cokolwiek to jest co mi dolega, ale moim większym problemem był... ból miedzy zebrami. Bolało, mocno, ale jakos dawałam radę, bo musiałam. ALe w czwartek rano, miałam problem z ubraniem siebie. Później z wyjechaniem samochodem z podwórka. Jeszcze później z pomocą Ani przy rozbieraniu w przedszkolu. A jak wsiadłam do samochodu, zeby dojechać do pracy... Poryczałam sie jak nigdy i pojechałam do lekarza. Mimo kolejki, pani doktor przyjęła mnie od razu, nawet nikt na poczekalni nie protestował ;) Diagnoza- nerwoból, nie ból z nerwów a ból nerwa. Co miało mi po prostu samo przejść. Czwartek i piątek to był istny hardcore, serio. Milena, Paweł, moja mama, tata. A ja leżałam albo siedziałam imyślałam, ze zniosę kilka jaj z bólu, akurat na Wielkanoc, prawda? :) W srodę poczułam dopiero, ze ból odpuscił, żebra i tak sa wrażliwe w tamtym miejscu, ale to nic w porównaniu z tym, co było! A teraz pozwólcie, wrócę to tygodnia 11-16 marca. To dość istotny czas był. Raz mnie wzięło i ugotowałam barszcz z pierogami. Barszcz uwielbiam, ale buraków nie, więc jak juz zjedlismy zupkę, psiaki miały wyżerkę. Dostały marchewkę, pietruszkę i buraczki. Jeśli wiecie, ze psom nie wolno pietruszek lub burakó to mnie oświećcie, bo ja nie wiem, ale mam poważne wątpliwości gdyż... w nocy z poniedziałku na wtorek, jakoś koło 3 psy zaczęły rzygać. A że to są mocno związane z nami psy, zaczęły w łóżku. WYobraźcie sobie tą scenę: środek nocy, ciężkiej jak zawsze, boz jęczącym dzieckiem pod pachą, przy piersi. Słyszę, ze któyś zaczyna, próbuję wygonić z łóżka, bezskutecznie, przy okazji budząc Pawła, zeby coś z tym zrobił. A dokładniej sprzatnął. Zmiana pościeli w środku nocy to marzenie każdego faceta! Po chwili była 2 seria, potem 3. W końcu wstalismy oboje, ja czysciłam sofę, Paweł podłogę w salonie, w korytarzu, schody, obudziłą sie do kompletu Ania, która sie nigdy nie budzi. Na szczęście Ania poszła spać, a my pozamykaliśmy co się tylko dało i zostawilismy psy, zeby rzygały tylko na podłogę i swoje poduszki, ewentualnie, ale jakoś małpy na swoje legowiska to nie, na nasze łóżko- i owszem. Rano dzieci były takie sobie- musiałam ostro gonić, żeby z domu wygonić :) Jak juz mi się udało, to poszłamz psami na spacer, byłook, więc myślałam, że mamy juz za sobą buraczaną przygodę. Pojechałam do sklepu i... trafiłam na kolejkę, bo akurat rekolekcje się skończyły i wszystkie starsze Panie z Rembertowa poszły kupować wędliny i mięcho. Dojechałam do domu, miałam TYLE planów, ale nic mi z nich nie wyszło, bo musiałam napisać bardzo ważną wiadomosć i... co chwilę sprzatać po Foxie, bo o ile Ofik wykorzystał limit w nocy, Fox zaczął z rana. Wstawiłam 2 czy nawet 3 prania, a potem biegiem do pracy. Jak wychodziłam, zalałam sie kawą z kubka termicznego, plecy sobie zalałam, bo kubek byłw torbie, torba na rameiniu, a ja sie schyliłam... a kawa była gorąca. Spóźniłam sie napociąg, spóźniłam sie do pracy... a to jeszcze nie koniec :) Quote
eloise Posted March 31, 2013 Posted March 31, 2013 A:Jutro polewamy się wodą. E: A kto kogo ma polewać? A: No wszyscy. W poniedziałek. Oblana dziewczyna wyjdzie za mąż! Aha. No tak. Dobra. O rety! A kiedy???? Quote
eloise Posted March 31, 2013 Posted March 31, 2013 A: Mamo, czy zając wielkanocny przyniesie nam prezenty? E: Jest ktoś taki? A: Tak! przynosi prezenty jak św. Mikołaj! E: Serio? A: Pewnie! E: On chyba przynosi tylko drobiazgi i słodyczaki. A: Nie wiem, moze... Wczoraj ANia była ze mną w pracy i zachwyciła się maskotką kota w pasiastym kapeluszu- to Kot Prot, który na każde pytanie odpowie w lot. To nowa bajka na minimini... Ania ją uwielbia. Więc koty niepostrzeżenie, dla Ani ;) , wróciły do domu z nami. Dzisiaj rano dzieci piszczały z radości na widok kotów :) Ania od razu załapała, że to koty ze sklepu. Bardzo sie dziwiła, że zajac je stamtąd wziął. Cały dzień o tym myślała. Zastanawia ją też taka sprawa: czy azjąc wielkanocny pracuje ze św. Mikołajem :D Ani wieczorny wniosek: Mamo! Rozwiązałam tajemnicę! Zając wielkanocny ma kryjówkę w Pieluszkarni! On nie był tam na zakupach! On tam mieszka! :D Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted April 2, 2013 Posted April 2, 2013 eloise, możesz powtórzyć babci, że kartka do mnie dotarła i że dziękuję! Podpisała się "babcia Basia"! :) Quote
eloise Posted April 5, 2013 Posted April 5, 2013 Babci przekażę Dlaczegomój mąż nosi w kieszeni swoją skarpetkę??? Cieszę się, ze swoją a nie cudzą, ale... mozecie mi pomóc w rozwiazaniu tej zagadki?? Skarpeta wygląda na czystą, spodnie były do prania... Pawła nie pytam, bo i po co. Paweł znowu zapomniał o terminie poprawki. We wtorek. Zadzwonił do mnie i powiedział: zapomniałem o egzaminie. Ja: A kiedy go masz? P: dzisiaj. Ja: A o której: P: Od 15 minut. JA: a nadal jesteś w pracy? P: Tak, już biegnę na tramwaj. Quote
eloise Posted April 5, 2013 Posted April 5, 2013 jechałam wczoraj z tatą samochodem i zauważyłam JRT na spacerze. Ja: Tato, teraz te Dżeki są szczuplejsze i na wyższych nogach, zauważyłeś? T: Tak, wyglądaja zupełnie inaczej niż nasz. Ja: dużą różnicę tobi też niecięty ogon. T: Te psy są takie szerokie w barach jak nasz Dżekuś. Ja: No, i przez to nie mają wyglądu psa mordercy jak nasz. Którym zresztą jest. :D Nie wiem, czy oprócz wyglądu zmienili JRT charaktery, ale nasz Dżek pasukje w 110% do opisu rasy :) a wygląd tylko to potwierdza :) Quote
eloise Posted April 7, 2013 Posted April 7, 2013 jaki Ania głupi etap przechodzi! I pewnie będzie coraz gorzej a nie lepiej... Kiedyś przyniosła rysunek, i jak coś wspomniałam o palcach, to powiedziała, ze to nie paluszki a sisiorki. Dzisiaj powiedziała, że te sisirki to tam obok nózek ( rysunek jest na wierzchu) a tych ... obok nóżek jest... 4 sztuki!!! Dowiedziałam sie, ze to jest Jasiek... Z braku laku i pomysłów po całym dniu z dziećmi, sam na sam, zaproponowałam wspólny prysznic, ja też musiałam w nim uczestniczyć. No więc najpierw Ania analizowała nasze pępki, potem komentowała wielkosć siusiaja Jonatana, potem przyszedł czas na piersi... Mało tego, ciągle wypina kuper i na nas pruka, o jaką radość jej to sprawia, to pojecia nie macie! Na Ofika też sie wypina, na Foxa sie boi, ze pośladek straci, więc tylko on ma spokój... ahahahahahahahahahahahaha :D ale sie właśnie uśmiałam!!!! Dzieci jadły razem bezę z jednego talerza :) I po kilku minutach ANia sobie uświadomiła, że... Jonatan nie mył rąk po zjedzeniu ogórka :D więc poszła się umyć do łazienki i usiadła na 2 końcu kanapy, bezy juz nie chce :D Quote
eloise Posted April 7, 2013 Posted April 7, 2013 a, i jeszcze, pod prysznicem dzieci polewały się wodą z misek, w pewnym momencie Ania do swojej miski zaczęła pluc i twierdziła, ze robi "konfiturę". Zapytałam, czy nei chce jeszcze nasikać do tej miseczki, zeby mieć full opcję, na co Ania: już sie wysikałam przed chwilą :D Quote
eloise Posted April 14, 2013 Posted April 14, 2013 przed chwilą, Ania: jak jeszcze raz położycie na kiblu tą deskę ( nakładkę Jonkową), to nie wiem, co wam zrobię!!!! już się boimy :D Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.