Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Jonek też sikał po nogach, po czym sygnalizował, ze ma mokro ;) a ja biegałam i szukałam kałuży :) nie trzymał, a teraz trzyma, nawet 6 godzin!!! :)
Gratulacje dla teścia :D włączyłam rano tv i widzę, że niemal koniec swiata był w nocy a u nas tylko deszcz...
żłobek prywatny, więc nie było problemu

Posted

No, u nas też była niezła nawałnica, od 3 rano nie spałam. W ogóle ostatnio mało sypiam, wakacje miało tylko moje dziecko, bo ja nie mam kiedy...
Eloise, gratuluję pracy!!! Najważniejsze to wyjść do ludzi.
Co do sikania u dzieci to jest rożnie i niekoniecznie winne są temu pampersy... po prostu u małego człowieczka zwieracze muszą się wzmacniać, żeby były w stanie dłużej cokolwiek wytrzymać... Widzę po moim dziecku, że jest w stanie coraz dłużej wytrzymać, na początku - choć się bardzo starała, jak tylko chciała siku, natychmiast trzeba było sikać, po inaczej za chwilę leciało po nogach... Czasem - jak u Marty - jest podłoże psychiczne - pięknie sikała, nawet noce były bez pieluch, aż Andrzej ciężko zachorował i tłukł się od domu do szpitala i z powrotem... Marta mając 4 lata zaczęła z powrotem się moczyć... Stan bez pieluch osiągnęliśmy z powrotem ... po 8 miesiącach.
dzieci świat postrzegają i przeżywają inaczej.
Ostatnio moja sąsiadka jechała z mężem i córką do swojej mamy, w korku mąż się zagapił i w kogoś uderzył. Wiecie, jakie to mogło być uderzenie, skoro był korek, w aucie tylko zderzak się wygiął i lampa stłukła. Gdy Karolina tydzień później wsiadła do auta, całą drogę się dopytywała bez przerwy, czy nie będzie korka, a jak tylko w zasięgu wzroku pojawiał się z przodu inny samochód, to Karolina się darła, żeby natychmiast hamował.
Ja, przy trzech etatach i dziecku zakuwam po nocach do kolejnego "egzaminu życia", trzymajcie za mnie kciuki, bo ledwie żyję i szukam jakiejś legalnej amfy :)

Posted

Magda, ściągnęłam Cię myślami :)
Jeśli potrzebujesz legalnej amfy, to ja Ci pożyczę mojego męża, bo mnie jak wkurzy to robię tyle, co normalnie w 3 dni, żeby ze mnie nerw zszedł!!! ;)
kciuki trzymamy! A kiedy dokładnie ten egzamin?
Jonek w żłobku... a ja w stresie!!!!

Posted

Oj, mój też potrafi mi tak podnieść ciśnienie, że ganiam jak pershing :) Najgorzej jak człowiek siedzi na d... i czyta, czyta, czyta, wtedy mu się oczy zamykają, bo póki biegam po domu i ogrodzie, to jakoś się trzymam, ale jak usiądę, to koniec :diabloti:

Pierwsze dni dziecka pod obcą opieką zawsze wpędzają w stres. W ogóle ja się łapie na tym, że sama byłam bardzo samodzielnym dzieckiem, ale w stosunku do Marty jestem nadopiekuńcza i muszę się z tym hamować. Trudno, nie da się przejść przez życie bez stłuczonych kolan :) Dasz radę - jak tyle z nimi wytrzymałaś i przeżyłaś w domu :evil_lol:

Egzamin mam 29 września, do zakucia jakieś 5 tysięcy stron aktów prawnych i materiałów dodatkowych + do przerobienia 1300 stron testów.

Jak już będę "po" to chętnie rzucę się w wir np. wycinanek dla Marty - dyskretnie się przypominam z szablonami dla nas :)

Posted

o szablonach pamiętam, mea culpa!!!

ja też tak mam- jak siadam, to padam ;)
Jonatan dzisiaj nie płakał :) był grzeczny, jadł, spał i siusiał do nocnika. Ale jak mama na gigancie, a dzieci z tatą, to musi byc wesoło! :) Paweł zabrał dzieci na spacer, bez jakiegokolwiek zaplecza, a Jonek był łaskaw się zesrać w majtki :D daleko od domu...

Posted

to jeszcze nic!
dla spragnionych historyjek z Pawłem w roli głównej, ciąg dalszy sprawy ;)

Wróciłam, nakarmiłam Jonka, bo on jak mnie widzi to mówi jedno słowo-CYCCCCCCCCCCCCCCC!!!! i mówię: przynieś wszystkie rzeczy spod wózka, w szczególności jego brudne ubranka. Przyniósł i stwierdził, że ubranek brak. A gdzie są??? Hm... chyba wypadły spod wózka. Mówię więc: chłopie!!! Jak będziesz gubił 2 pary majtek i jedne spodenki dziennie, to kiepsko to widzę!
Po jakimś czasie wypakowuję rzeczy z Ani torebki, a oczom mym ukazują się brudne ubranka Jonka!!! A szukałam butelki na napój... Pytam więc: czy to są te zagubione ubranka??? Tak. ( Parsknęłam.) O co ci chodzi????? Musiałem je tam wsadzić i o tym zapomniałem!!!! Ja: Dokładnie o to mi chodzi oraz o twoją minę, kiedy próbujesz sobie coś przypomnieć, bezcenne!!!A wszytsko przyniosłeś? Tak. No to gdzie jest Ani butelka? Zostawiłem w wózku, brakło mi rąk...

Mam nadzieję, że jest Wam wesoło :)

Posted

Mnie by było bardziej, gdybym czytała o cudzym mężu, a nie pisała o swoim :D

A Ofik to jest trąba-bomba! Paweł zabrał dzisiaj całą bandę na spacer, spotkaliśmy sie jak wracałam z pracy, wołam, gwiżdżę, cmokam a te ciamajdy i Fox i Ofik stoją i się gapią zamiast do mnie przybiec. Jakw końcu załapały, to Ofik z radości oślinił mi pół spodni, a potem... wracaliśmy obok zarośniętej łąki i Fox poszedł dookoła,a ten dureń Ofik tego nei zauważył i stał i czekał, i czekał, i czekał... bo chciał biegać z Foxem. Wołamy go, mówimy, że Fox poszedł, tłumaczymy jak krowie na rowie, a ten nic! Czeka!!! Fox już wylazł, czeka za plecami Ofika, znowu go wołamy, ten sie obraca i nic! nie zauważył!!! Jak już dotarło, co mówimy, to leciał z taką radością na pysku, że mieliśmy polewkę na całego :D

Posted

A Jonek w porząsiu :) w pierwszy dzień nie uronił nawet jednej łzy :)
Wczoraj płakał, bo wiedział, że go zostawię, ale jak wychodziłam za ogrodzenie to już nie płakał, więc rozpacz trwała jakieś 90 sekund ;) Zaczął jeść słoiki!!! SZok! Bo do tej pory, każdy słoiczek, który kupiłam lądował w psich miskach.
Wczoraj rano Jonatanek był łaskaw zrobić kupkę w nogawkę od piżamki. A jak wieczorem mu mówiłam, żeby się do końca załatwił to wielce się buntował i twierdził, ze już skończył.
Wczoraj się tak ładnie ubrałam do pracy, ze aż szefowie zaniemówili :D a ja na to, że miło mi w końcu wyciągnąć z szafy coś innego niż tshirt i dżinsy i że cieszy mnie świadomość, że nikt na mnie nie narzyga, ani nie ubrudzi tłustymi łapkami :)

Posted

najnowsze: :)
E: Aniu, zjesz jajecznicę na kolację?
A: Nie.... Kabanoska.
E: Dobra, to na śniadanie zrobimy jajecznicę.
A: Nie... to ja poliżę cytrynkę na śniadanie.
:D :D :D :D

Opowiadam to Pawłowi, śmieje się do rozpuku, a Ania na to: Ja tylko tak żartowałam z tą cytryną, zjem jajecznicę :D

Posted

Wczoraj rano, jak szykowałam dzieci do wyjścia z domu, coś mnie tknęło i zapytałam Pawła: Czy Ania wzięła z przedszkola swoje buty?
P:Tak
E: A dlaczego? Ich miejsce jest w przedszkolu.
P: Bo się uparła i płakała.
E: WIęcej ich nie zabieraj i koniec. Ania zna zasady. A gdzie te buty są?
P: Nie wiem...
E: Tzn?
P: No nie wiem.
E: To jak mam je zabrać do przedszkola???

Poszukał, poszukał i krzyczy: Stoją na dole na grzejniku! I Jonatan buty też!!
A po chwili...: Stoi tylko jeden!!!
E: Jak to jeden????
P: Nie wiem gdzie jest drugi!!!
E: A ja skąd mam wiedzieć????
P: JEst gdzieś w domu!!!!

W końcu przestał krzyczeć z dołu i przyszedł szukać... Pod kanapą, na kanapie... Wszędzie szuka, parska, sapie... Tylko mysia dziura i fortepian nie zostały przeszukane, bo ich nie mamy... Kosz na śmieci, kosz na pranie, kosze z zabawkami, szafki w kuchni, za sedesem... Szukaliśmy w 4 osoby... W końcu Paweł wyszedł a ja zaczęłam wątpić w obecność buta w domu.
Zrezygnowana usiadłam z jeczącym Jonatanem, zeby go nakarmić, spojrzałam na szafkę z telewizorem... a za dekoderem, zakamuflowany, stoi sobie but.

A teraz powiem Wam dlaczego jeden but był na dole, a jeden na górze...
W poniedziałek Paweł miał za zadanie zabrać Jonatana do lekarza. Ani wytłumaczyłam, że odbierze ją dziadek i że zostanie w domu,a tatuś pójdzie z Jonkiem do lekarza, bo jak dzieci idą razem, to nie da się porozmawiać... Ania się zgodziła, zrozumiała, a tu niespodzianka- tatuś po nią przyszedł. Ania zrobiła histerię, no i uparła się na zabranie swoich butów. A że Paweł się śpieszył do przychodni, to uległ. Zostawił ANię, Jonka zapakował w samochód i pojechali. Jak wracali, Jonatan zdjął jednego buta. Paweł zabrał go wychodząc z samochodu. I zostawił na dole, a do domu przyprowadził Jonka w jednym bucie. W tym samym czasie Ania fikała na schodach i ugryzła się w język i wargę, polała się krew, był płacz, a Jonek poszedł w tym nieszczęsnym bucie, musiał mu przeszkadzać, więc go zdjął i ostawił na półkę,a że nie na tą co trzeba...

Dzisiaj znalazłam bidon Jonatana, którego miejsce jest... w żłobku. Paweł nie wie, kiedy i dlaczego go przyniósł. I nie wie, czemu nie przyniósł pojemników na jedzenie, chyba Panie mu nie dały, a jeśli dały to on ich nie widział...

Jak ja mam to wszystko ogarnąć i tolerować??????

Posted

dokładnie!!! tak jak życie ze mną!!! ;)
jutro jest wielki dzień! Ania do przedszkola, Jonatan do żłobka, Paweł do pracy a ja zostaję w domu!!!! :) jupiiiiiiiiiiiii!!!!!!!!!!!!!! pierwszy dzień dla siebie od miliona lat!!!! Zamierzam się relaksować od samego rana!!! Czyli- urządzam jutro generalne porządki!!!!!!!!!!!! :) Jaka ja będę szybka i szczęśliwa!!! :D

Posted

A: MAMO!!!!!!!!!!!!
E: Tak?
A: Tam widać PAŁAC KULkTURY!!!!!!
E:Kultury.
A:KULKTURY!!!!!

Wczoraj, wieczór. Wracamy do domu, czekamy na pociąg.
A: SIKU!!!!!!!!!!!!!
E: Siadaj na nocnik.
Siadła, środek stacji, ludzi zero, kilka osób siedzi na peronie po 2 stronie torów, musieli mieć niezły ubaw :) Ania siedzi i ciśnie.
E: Już?
A:Nie, kupę robię.
SIedzi i siedzi, idzie 2 sok-istów, śmieją się pod nosem.
A: Już.
Wstała...
E: Paweł, spójrz, bo nie uwierzysz...
I oboje ryknęliśmy śmiechem :D
E: ANiu, przez 5 minut stękałaś i wystękałaś kupkę wielkości chomiczego bobka???
A: Bo tylko małą kupkę mi się chciało!

W piątek zrobiłam ANi naszyjnik z ręcznie robionych kwiatków. Oczywiście różowy. Poszłam ją odebrać z przedszkola, specjalnie, żeby jej jak najszybciej pokazać, ze jest gotowy, ale... Ania nie mogła się cieszyć z prezentu, bo... ciocia Milenka miała ją sama "odbrać" a nie ze mną i Jonatanem...
Ale dostałam nagrodę za trud wsadzony w zrobienie naszyjnika, w piątek o 18.55 dzieci spały i cały wieczór miałam dla siebie!!! Ja zmywałam i sprzątałam w kuchni, a Milena prasowała- no luz-blues, prawda? :) potem uszyłam 3 kwiatki :) kiedyś w końcu pokażę Wam ich zdjęcia, obiecuję!
A MagdzieNS wyślę szablony- są w kopercie, tylko na pocztę mi nie po drodze!

Dzisiaj cudem uniknęliśmy... sama nie chcę wiedzieć czego, na naszych oczach autobus wjechał w zaparkowane auto, obok którego ja przechodziłam z Anią 6 sekund wczesniej,a Paweł z Jonkiem... 3 sekundy przed kolizją!!!! Nie wiem jak ten... kierowca to zrobił, stało auto, pół na chodniku, pół na ulicy a ten palant w nie wjechał centralnie całym przodem, nie zahaczył lampą, wjechał całym przodem autobusu, auto też fatalnie rozbite, zmieniło pozycję o 90 stopni... koszmar jakiś!!!!!!!!!!! A my przyśpieszyliśmy, bo chcieliśmy zdążyć na ten piep...ony autobus!!! A gdybyśmy szli powoli, to, no nie wiem no!!!!!! Telepało nas w środku dobre pół godziny!!!!!

Jonek w żłobku zachowuje się super, bawi się, tańczy, nie płacze, uczestniczy w zabawach, ładnie śpi, pięknie je, zaczął jeść kaszki i obiadki ze słoiczków, wszystkie ciocie bardzo go chwalą, że się tak ładnie wpasował w towarzystwo. Niestety stał się bardzo agresywny wobec Ani i w żłobku leje w majty na potęgę :( W domu jest luzik- sika tylko do kibelka, pięknie trzyma a tam... siku za siku... :( Musimy mu założyć pieluchy do czasu, aż sobie główka wszystko poukłada i przestanie lać. Bardzo mi przykro, ze dostanie znowu pieluchę :(

Mam Wam jeszcze do opowiedzenia bardzo zaległą historię pt.: A dzie mój piścionek z konikiem????? :) W najbliższym czasie!!! :)

Ofik zdrajca znowu czasem z nami sypia- pod warunkiem, ze Jonek z nami śpi :) Za co on go tak kocha?????
Dzisiaj byliśmy nad Wisłą, w barze/clubie Cud nad Wisłą- ogrodzony teren z kilkoma atrakcjami, min. żółtym piaseczkiem, na którym mozna się i opalać i pograć w piłkę i posypać sobie głowę (JOnek) i były tam 2 cudowne blabladory, właściwie jeden i jeden prawie ;) Ania je chyba zagłaskała, nie chciała się od nich odkleić, a Jonek się z jednym całował :) Moje dzieci na widok psa zachowują się tak, jak moje psy na widok smyczy :D wariactwo :)

A Kapsel, jeden z czubków moich rodziców pożera na spacerach żołędzie, normalnie wtranżala, jak wiewiórka!!!! A potem w nocy zwraca... I po co mu to??? A u nas dużo dookoła dębów, więc czasem trudno wariata upilnować.

Posted

nie :) moja praca to mój relaks i oddech :) jakie to miłe uczucie wrócić do stęsknionych dzieci :D
ale... miniona niedziela była taka miła, że chyba mi coś na mózg padło i idąc w poniedziałek do pracy...zadzwoniłam do teściów i zaprosiłam ich na weekend!!! :D no i musiałam się na ten przyjazd przygotować.
Dodatkowo wpadł mi dzisiaj dyżur w pracy, więc fruwałam cały tydzień, zeby jakoś i dom wyglądał i żeby w lodówce coś było...

Pawła mama uparła się, że przywiezie Babcię.Babcia ma 91 lat i w głębokim poważaniu fakt, że nei byłą nigdy w Warszawie.Na dodatek Mama uparła się, żeby Babci kawałek Warszawy pokazać. Próbowała Babci opowiadać co mijamy, ale Babcia wszystko kwitowała wściekłym: daj mi spokój Maryśka! Biodro mnie boli! Plecy mnie bolą! Daj mi spokój! :D
Paweł ma dziś urodziny i poszliśmy na deser do pijalni czekolady Wedla. Babcia powiedziała: ja znam tego Wedla! Ja u niego nic nie kupię! TU jest pewnie bardzo drogo! :D Zjadła lody, które jej zamówiliśmy, ale dopiero jak ją zapewniliśmy, ze nie musi za nie płacić :)
Za to nasze psy i kot się Babci podobają. Aha, mojej siostrze w 7 miesiącu ciąży powiedziała, żeby uważała i więcej dzieci nie rodziła, bo kobieta się robi brzydka i mąż ją zaczyna ignorować :D bo dzieci postarzają :D
NO i nie można zapomnieć, że po porodzie to maż nie powinien do żony 3 miesiące przystępować- Babcia to kilka razy powtarzała Pawłowi jak urodziłam Anię :D

Mój tata zabrał ostatecznie Babcię do domu, a my całą bandą ruszyliśmy na dalszy spacer. Zmierzaliśmy na plac zabaw, ale dotarliśmy na placyk trawy z leżakami. Dzieci miały raj- biegały po trawie, uciekały, ruch tam żaden, więc duża swoboda. Jonek od razu wypatrzył sobie kolegę- kilkumiesięcznego Bolka, biegał do niego, przytulał i całował. A Bolek przyszedł ze swoim kolegą... rocznym buldogiem Ryszardem :) Anka go niemal zagłaskała! Potem przydybała kolejnego blabladora a na koniec chyba akitę. Jaka miła i grzeczna ona jest przy innych psach!!! A nasze tak prowokuje, że dzisiaj Ofik nie wyrobił i ją ugryzł! DOskonale wiedziała, że zasłużyła i podobno poszła pojęczeć z bólu do kąta, ale nie płakała.
Ryszard skoczył na Jonatana, wylizał mu ucho a Jonek piszczał z zachwytu :)

Jutro mam nadzieję wrócę do was z historią piścionka z konikiem :)

Posted

dokładnie! U nas wszystko w normie! Paweł kolejny raz zapomniał o terminie egzaminu. o 15.40 dostał telefon z pytaniem co sie dzieje, bo studenci czekają. Na co Paweł: nic się nie stało, spóźnię się, ale będę i wypruł z domu jak torpeda, zostawiając mi na głowie temat odwiezienia Rodziców i Babci na dworzec. Babcia zaczęła panikować, ktoi ich odwiezie,w końcu jej zięć powiedział, że polecą helikopterem :D Babcia jakiś milion razy kazała sobie zapakować ciasto, którego nie zjadła, ale chciała zjeść w podróży... Ania histeryzowała, że tatuś wychodzi do pracy, w końcu Jonek zaczął wyć razem z nią, Ofikowi ryjek się nie zamyka i szczeka jak potrzaskany, Jonek dokarmia psy czym sie da i próbuje tym, czym się nie da... i zaczął chyba ćwiczyć jogę, nie wiem tylko, gdzie pobiera lekcje. Jonatan kocha tańczyć, ciągle się gnie , jak tylko usłyszy jakąkolwiek melodię :) I powtarza po nas każde dosłownie słowo :) po swojemu, ale wykazuje wolę, Ania miała nas w nosie :)

Posted

Kiedyś pojechaliśmy kupić Ani podnóżek, żeby miała w łazience. Paweł wziął ten podnóżek i założył sobie na głowę- Ania krzyknęła: Duch! I już tak zostało, u nas podnóżek to duch.
Co wchodzimy do jakiejś łazienki to Ania mówi: mamo, tu nie ma ducha, albo: O!Tutaj jest duch! :D

Jonatan dostał dzisiaj mleko w butelce. Na to Ania: ja też chcę mleczko, ale nie pijące, tylko jedzące. Po chwili poprawiła się: Chcę suche mleczko do jedzenia :) ale co się pośmiałam, to moje :)

I obiecana historia zagubionego piścionka z konikiem.

Pierścionek z konikiem Ania dostała kiedyś od dziadka.
Na początku maja, tuż po kilku wolnych dniach, jak wyjechała od nas ciocia Ada a moje dzieci kończyły chorować i powoli odbijała im korba, nadeszła baaardzo miła sobota, nie było upału, ale było cieplutko i tak zachęcająco do wycieczki. Paweł był w pracy, a ja potrzebowałam coś z Pieluszkarni, więc wsadziłam dzieci w pociąg i wio do Warszawy. Ania uparła się założyć na palec pierścionek z konikiem. Tłumaczyłam, że może się zgubić, że będzie smutna... no wiecie, ale sie uparła. Powiedziałam więc: Jak zgubisz, to będzie Ci smutno, a ja nie będę w stanie kupić Ci takiego pierścionka.
Zapowiedziałam rodzicom, ze wrócimy za 2 godziny. Po szybkich zakupach i ciastkach z Subwaya, plątałam się z Anią bez sensu bocznymi uliczkami, w nadziei, że Jonatan zaśnie. I zasnął. Kierowałyśmy się już w stronę stacji, kiedy zauważyłyśmy wielką paradę samochodów i zespołów straży pożarnej. Parada byłą cudowna, wozy od takich 150-letnich po najnowsze. Jonek spał, Ania zapatrzona, a z megafonów zapraszali na piknik na Placu Piłsudskiego. Pomyślałam sobie,a co mi tam i wsadziłam Ankę do wózka ( co jest możliwe tylko jak Jonek śpi, bo jak nie śpi to ją zwyczajnie z tego wózka wykopuje ;) i to jak skutecznie!!! ) i pobiegłyśmy za wozami. Jak dotarłyśmy, wszytskie samochody stały w rządku i można było na nie wejść. Ania poskakała zadowolona, a ja obdzwoniłam kilka osób i zarządziłam spotkanie :) Poszłyśmy z Anią do kawiarni przy takiej ekstra fontannie, miałam nadzieję, że Ania coś zje, ale jak zwykle się przeliczyłam, Ania tylko wybrała mi spienione mleko z kawy. Dołączyła do nas jedna ciocia, potem druga z Niną, Jonek się obudził, łaził wtedy jeszcze na czworaka, wiec pobrudził spodnie masakrycznie :) Było fajowo. Czekaliśmy na Pawła. Przyszedł a Ani biegała rozbawiona, Paweł wyciągnął ręce w jej stronę i przyśpieszył kroku,a Ania... przeraziła się, zaczęła uciekać w moją stronę i schowała się miedzy moimi nogami. Wszyscy krzyczeliśmy ANiu, ANiu, to tatuś!! Ale nie docierało do niej ;)
Poszliśmy na spacer- znowu oglądaliśmy wozy, przymierzaliśmy hełmy, Paweł nawet załapał sie na grochówkę, choć była ona przeznaczona tylko dla Strażaków ;) nie pytajcie jak to zrobił, pewnie on sam nie wie ;)
Trafiliśmy na pokaz psów- ratowników, psy były cudowne, łagodne, wytrwale pozwalały się głaskać całej chmarze dzieciaków, ale każdy, absolutnie każdy na widok czy zapach Jonatana dostawały szału radości i wylizały go od stóp do głów :) Jonek też był oszalały z radości :D
Postanowiliśmy iść dalej w świat, kiedy nagle rozległ się krzyk: A DZIE JEST MÓJ PIŚCIONEK Z KONIEKIEM???? O NIEEEE!!!!!!

Wszystko mi opadło, no wszystko. Zapytałam ANi, gdzie go zostawiła: nie wieeem!!!! No to ANIu, raczej go nie znajdziemy. O NIE!!!! Mój piścionek!!! Dizdek mi go podarował!!! O nie!!!
I dzika rozpacz. NIe chciało mi się dyskutować, powiedziałam krótko, że ostrzegałam ją, ze tak moze się stać i że musi się ze stratą pogodzić.
Ania oprzytomniała i przypomniała sobie, że zdjęła pierścionek do mycia rąk. Na szczęśćie bylismy obok i poszłyśmy do tej toalety. Powiedziałam jej po drodze, ze może zdarzyć się tak, ze ktoś już ten pierścionek zabrał. A ANia się uspokoiła, pewna tego, ze pierścionek czeka na umywalce i że będzie po problemie. A pierścionka nie było, więc histeria na całego od nowa. A kto zabrał mój pierścionek? A dlaczego? A on był mój itd...
Coś mnie tknęło, zobaczyła ochroniarza i zapytałam, czy ktoś nie znalazł pierścionka z konikiem i nie zostawił u nich, na co gość wstał, zajrzał na zaplecze i krzyknął: Rysiek! Daj ten pierścionek!!
ALe mi ulżyło!!!! Przecież ona by do tej pory o tym pierścionku gadała!!!

Nasza planowana 2-godzinna wycieczka trwała godzin 10 :)

Każda taka historia z udziałem Ani utwierdza mnie w przekonaniu, że jest nieodrodną córeczką tatusia, i ze oboje mają więcej szczęścia niż rozumu!!! :D

Wczoraj wieczorem Jonatan wyciągnął ANI przytulankę- żółwia. Żółw leżał od dawna, zapomniany. Jonek go wyjął, Ania go przyuważyła, ale nie zabrała, przynajmniej nie od razu. Przyszła do nas nad ranem, pewnie koło 4, zapytała, gdzie jest jej żółw, wygrzebałam go spod kołdry, wyciągnęła rękę, zabrała, odwróciła się i poszła z powrotem do swojego łóżka :D

Posted

Eloise..... odpadam jak to czytam :) Chociaż moja Marta tak samo uparta, jak sobie coś ubzdura to koniec.... Czuję się jak na niekończącym się poligonie!

Posted

rety... weszłam najpierw na wątek mielecki a tam takie jaja! Halcia niemal bez gaci i kaskadaffik leżąca u stóp potencjalnego adoptującego... śmiać będę się do wieczora :D

Jestem w pracy ale musiałam tu wejść, bo czemu tylko mnie ma byc wesoło? :D
Wieczorem Milena zrobiła herbatę dla mnie, dla Ani i miętę dla Pawła. Przyszłam, biorę Ani herbatkę do ręki... a tam mięta. Pytam: Milena? w jakim kubku robiłaś Ani herbatkę?
M: W takim samym.
Wracam do kuchni, biorę do ręki pusty kubek. Idę do Mileny.
E: W tym?
Milena spojrzała, buchnęłyśmy śmiechem...
M: I wszystko jasne!!!
E: Aniu, napij się miętki, bo tatuś wypił twoją herbatkę.

Rano.
E: Kochanie, jak ci smakowała wczoraj mięta?
P: No właśnie, taka słabo zaparzona była...
E: Nic dziwnego, bo to herbata z kwiatu lipy i maliny...

A jak ja to opowiadam, to on się indyczy!!! :D

Posted

Moj Tata byl na wycieczke w Gorach Stolowych, zwiedzanie rozne po drodze, zamki, jaskinie, cuda. Byla dziewczynka, ktora kupila na straganie jakiegos konika za 8 zl. I zostawila tego konika gdzies pozniej po drodze. Zorientowala sie jednak dopiero w autobusie, jak juz wracali do hotelu. Tata mowi, ze takiego wrzaaasku nigdy nie slyszal. Przewodnik obdzwonil wszystkie miejsca i konik sie znalazl. Za 8 zl konik.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...