eloise Posted August 30, 2012 Posted August 30, 2012 a bo cena nie gra roli, jak coś jest bezcenne to koniec- musi się znaleźć :D I tak myślę, że to, że dzieci potrafią się upierać przy swoim to niekoniecznie jest rozpuszczenie. Po prostu coraz więcej ludzi traktuje dzieci jak ludzi, i nie każe siedzieć z buzią na kłódkę. A że dziecko nie potrafi po cichu wyrażać swoich emocji... Dorośli też się drą, tylko przy ludziach zachowują pozory, a dzieci są szczere. Codziennie jak idę do pracy widzę cytat z Korczaka:Nie ma dzieci- są ludzie. Ja byłam grzecznym dzieckiem, ale miałam swoje zdanie nt jedzenia. Nie cierpiałam zupy ogórkowej ( teraz uwielbiam). I nie jadłam, nikt mnie nie zmuszał w domu, za to kiedyś próbowali u koleżanki we mnie wmusić... do dziś to pamiętam!!! Dlatego ja Ani nie zmuszam do jedzenia i nie gadam jej bzdur nt tego, co się stanie jak nie zje, albo komu będzie przykro, bo naszykował a ona ma w nosie. Fakt, że mnie też trafia, jak naszykuję, bo coś tam chciała, a jej się w międzyczasie odwidzi...:) no ale przy tym swoim niejedzeniu waży już 15 kg, czyli w normie :) Quote
MagdaNS Posted August 30, 2012 Posted August 30, 2012 Eloise - zgadzam się w 100%!!! Ja jestem dzieckiem, w którego wmuszono jedzenie, koszmarrrr! Ja Marty nie zmuszam do jedzenia, bo wychodzę z założenia, że jeszcze nikt dobrowolnie nie zagłodził się na śmierć, mając pod ręką jedzenie. TZ po ponad pięciu latach jej życia też się prawie tego nauczył. A tak w ogóle wiadomość dnia jest taka: Eloise, dotrały Twoje cudne szablony, dziękujęęęęęę !!!!!!!!!!!!!!!!!! Lecę zaraz na wątek mielecki obejrzeć zdjęcia, choć - jak zwykle - nie mam czasu :) Quote
eloise Posted August 31, 2012 Posted August 31, 2012 przepraszam tylko, że tak późno! teraz już czas na zmianę dekoracji na jesienną. Ciągle nad nią myślę! Quote
eloise Posted September 2, 2012 Posted September 2, 2012 1h 20 minut w kuchni i mamy: 10 szklanek z deserem na kształt tiramisu w lodówce, karpatkę oraz bezy w piekarniku. Do tego jestem matką karmiącą, matką, pracującą i żoną swojego męża, co, jak wiecie, łatwe nie jest!!! ;) I jestem na rozdrożu-odstawienia od cyca, lub diety bez laktozy... nie wiem co robić i te desery jakoś tak samoistnie wyszły!!! Quote
eloise Posted September 2, 2012 Posted September 2, 2012 Moja ciocia powiedziała mi kilka dni temu, że wyglądam dokładnie tak jak wtedy, kiedy miałam 18 lat. Zatkało mnie ze zdziwienia, ale nie powiem- miło mi się zrobiło :D W piątek znowu przeciorałam dzieci, Jonatan zaliczył pierwszą wizytę u fryzjera- wygląda jak prawdziwy chłopak!!! :) Dzisiaj poszliśmy do Centrum Nauki Kopernik, fajnie było. Muszę Wam opowiedzieć o Anusiowych piątkowych histeriach i wymysłach :) aha- Ofik wstaje ostatni i prosto z łózka toczy się na kocyk odpocząć!!! To taki styrany pies!!!! Mówię Wam- aż żal patrzeć!!!! Quote
eloise Posted September 5, 2012 Posted September 5, 2012 mówię Wam... nie wiem co to nuda!!! Dzisiaj byłam z Anią u pediatry, potem u laryngologa, potem na zakupach i na frytkach. Ania frytki jadła i się nimi bawiła. Nagle do mnie powiedziała: Tatuś mi się ciągle psuje!!! Patrzę na nią pytająco,a Ania: ten frytkowy tatuś... ułożyła sobie frytkową rodzinę :D Aniu, chcesz pączka? Taaak!!! A gdzie go kupimy? W pączarni??? Jonek się przesikał w nocy ( tak robi, jak mu się chce kupę) i budzę Pawła i mówię: przynieś mi pieluchę. Nie wracał, nie wracał,w końcu wrócił. Podał mi pieluchę... Paweł!!!! Czy ty mi przyniosłeś Ani kostium ze swinką Peppą????? A co miałem przynieść??? PIELUCHĘ dla Jonka!!! A... chyba coś mi się przyśniło.... Ania: A ty jesteś głupi ptasi móżdżek!! I kapusta (zgniła)!! I.... I ogórkiem!!!! :D Z ust ani to mega obelga :D Ona nienawidzi ogórków :D Kiedyś mi powiedziała: dałabym ci buziaka, gdybyś nie śmierdziała ogórkiem!!!! Paweł wchodząc do szefowej: Przepraszam, że przepraszam... Ja: Jest coś, czego chcę sie nauczyć- szynie na maszynie, szycie na maszycie. Chyba muszę iść spać!!!! :D byłam tak zmęczona, ze nie mogłam powiedzieć- szycie na maszynie ;) A wczoraj jeden klient mnie rozbawił do łez, przyszedł, nie majac pojęcia, co ma kupić, zadzwonił do żony: ajk? jak? napi SRESZ??? a chodziło o nappy FResh :D Quote
eloise Posted September 6, 2012 Posted September 6, 2012 Opowiedziałam Ani, jak to tatuś mi przyniósł kostium zamiast pieluchy, a Ania zmartwiona: i zasikał mój kostium?? No nie Aniu, przecież mu go nie założyłam!!! :D szykuję kolejne szablony- tym razem jesienne. Magda, czekaj na list :) A teraz powiem Wam, jak mierzę poziom Ani zmęczenia- na podstawie tematu, na jaki urządza histerię :D Jakiś czas temu, nie chciała umyć wieczorem zębów. Paweł je powiedział, że jak nie umyje, to jej wypadną jak dziadkowi i będzie musiała mieć sztuczne. O rety!!!! Jak wyła! Jak płakała!!! Jak przeżywał dziadka zęby. Zrobiłam jej wykład nt wyższości zębów sztucznych nad brakiem uzębienia. Paweł zrobił wykład, zadzwonił do dziadka,. żeby ten osobiście jej powiedział, że żałuje, żę nie mył zębów, ale że ze sztucznymi jest ok ;) Nic nie pomagało :D w końcu moja mama jej zrobiła wykład i dopiero się uspokoiła... Quote
eloise Posted September 6, 2012 Posted September 6, 2012 W piątek miałam "wolny" dzień. Zaczęliśmy więc o 8 wizytą w przychodni (jakżeby inaczej!!). Później spakowaliśmy niezbędne sprzęty i pociągiem do centrum. Mój szef się zdziwił jak przyszłam do Pieluszkarni na zakupy :D Głównym celem naszej wycieczki był fryzjer- Jonek wygląda teraz tak dorośle!! Nie ten sam chłopak, ale nadal straszny łobuziak ;) Potem karmiliśmy gołębie na Chmielnej i pojechaliśmy dać buziaka tatusiowi. Jakoś sprawnie nam to szło, bo tuż po 14 byliśmy już w domu. Dzieci oszalały z radości- każde usiadło w swoim kątku i bawiły się w ciszy i spokoju- jak nie moje dzieci!!!! ;) Całę popołudnie było przed nami, zarządziłam więc ( i tak niezbędne) zakupy w markecie. Powiedziałam: jedziemy na karuzelę! a tu... entuzjazmu brak! Oni się bawią. Zebrałam mimo to towarzystwo do kupy i do samochodu i ruszyłam. Ruszyłam pustymi niemal drogami. Po godzinie wyszliśmy ze sklepu a tam... koniec świata!!! Korki takie, że jak nic czekała nas godzina stania ( zamiast 10 minut drogi). Nie zastanawiając się wcale ruszyłam w przeciwnym kierunku, nie wiedząc, gdzie jechać :) Po chwili wpadłam na genialny pomysł- ogromny plac zabaw w ślicznym parku. Dojechaliśmy migiem i fikaliśmy dobrze ponad godzinę, do czasu, kiedy Jonatan powiedział, ze chce iść spać. Bidulek zdrzemnął się tylko 15 minut w ciągu dnia, a normalnie to śpi 2 razy, po godzinie lub nawet po 2! Jonuś szybko się w aucie ululał a Ania nadawał i nadawała, zadawała milion pytań... W końcu doszła do smutnego wniosku, że ona nie ma w domu, ŻADNEGO małego zwierzątka!!!! Ona w ryk a ja w śmiech!!! No naprawdę!!! Żadnego! Bo ona chciałaby mieć świnkę morską, albo chomika, albo "scurka". Tłumaczyłam, dlaczego nie możemy mieć takich zwierząt w domu, że Amelia poluje, że Dżek ( czyli JRT rodziców) też poluje, że odgryzł mojemu szczurowi palca, a jak zamieszkała z nami Amelia to szczur jakiś czas mieszkał u mojej siostry... W końcu opowiedziałam jej o Apollo- to był kanarek, oczko w głowie mojego taty. Apolla kupiliśmy tacie na urodziny, wybór prezentu uargumentowałam zdaniem: Tata zawsze chciał mieć ptaka, czym wywołałam atak niesamowitej radości u mojego męża i brata ;) Apollo był tak rozpieszczony, że z lenistwa nic nie śpiewał :) Tata bardzo o niego dbał, a że Apollo kochał kąpiele, tata mu często mocował basenik. Pewnego razu po kąpieli, nie zamknął klatki, Apollo wyskoczył, a Dżek... go udusił. Rozpacz byłą w całej rodzinie i jednogłośna decyzja, że żadnych ptaków i gryzoni, póki mamy ten zestaw kocio-psi. O matko i córko!!!! 15 minut drogi wyła i zanosiła się i pytała, a dlaczego Dżek go udusił? A dlaczego dziadek o niego dbał a nie zamknął klatki?? Ja już nie lubię Dżeka! Ja chcę kanarka! Ja chcę chomika! Ja chce świnkę morską!!! :D Jak dojechałyśmy do domu, rodzice zapytali przejęci, czemu Ania taka zapłakana, powiedziałam, ze to dlatego, że nie mamy żadnego małego zwierzątka, to Ania miała oczy zapłakane z żalu a my ze śmiechu :) Quote
eloise Posted September 14, 2012 Posted September 14, 2012 Zapomniałam, że zanim ANia zrobiła cyrk o małe zwierzątko, piła napój i mówi tak: udaję, że piję wódkę!!! E: Dziecko! co ty gadasz? A: udaję, ze piję wódkę!!! E: Ania, co ty gadasz!! Skad ci sie ta wódka wzięła? W życiu wódki nie widziałąś!!! ( i pewnie w domu tego słowa nie usłyszała! ) A: A ja wiem, ze ty pijesz wódkę! I tata też!! E:co???????? oszalałaś! A: A tatuś pije paliwo! E: Tak, czasem pije piwo, ale nie pije wódki! A: A ja i tak wiem, ze pijecie wódkę! I jak bedę dorosła to TEŻ będe pić wódkę! E: Jak będziesz dorosła, to będziesz robić to, co uznasz za stosowne i pewnie wcale picie wódki ci się podobać nie będzie. A: A ja i tak będę pić wódkę... Przestałam komentować, ale cycki i tak mi opadły!!!! Jak to opowiedziałam w domu, to wszystkim cycki opadły :D jestem z Jonatanem na diecie bez mleka. da się żyć, ale co to za życie bez cukierków i kawy z normalnym mlekiem!!! no i udzielił mi się tzw "syndrom Pawła" W wtorek to na maksa dałam popis- włączyłam do kontaktu środek p.komarom i wywołałam duszność u Jonatana i w środku nocy robiliśmy inhalacje, żeby mógł oddychać a nie kaszleć... oczywiście trzeba było dowalić mu potężną dawkę sterydu... moja wina!!! A dziś... pojechałam samochodem na stację, żeby zdążyć na pociąg do centrum. Jak wracałam, sprawdziłam w telefonie, o której mam autobus ze stacji pod dom... rety! dobrze, że mało samochodów stało pod stacją, bo bym wsiadła w ten autobus, ale sie zdziwiłam widząc swoje auto przed sobą!!! Mogłabym sie starć i planować takie rzeczy, ale Pawła nie pobiję!!! :D Wieczór, dzieci po kąpieli E: Paweł, pamiętałeś o siusiaku Jonka w kąpieli? P: Nie. E: Paweł, wiesz jakie to ważne! Ile razy ci mówiłam... P: Będę pamiętał. (akurat!!) E:A smarowałeś go potem? P: Nie. Trzymam Jonatan na rekach, daję mu tubkę z maścią i mówię na cały głos- weż tą maść i daj tatusiowi, niech ci posmaruje siurka ( bujamy się ze sklejonym napletkiem). Jonek to rozumne dziecko, podszedł do tatusia, który stał obok, dlatego dałam dziecku maść do ręki, podał maść tatusiowi, tatuś maść wziął, wziął dziecko, ja się odwróciłam do nich plecami i słyszę: Ania: nie!!!!! NIE buzię!!! Siurka mama mówiła!!!!! E: PAWEŁ!!!! co ty robisz???? P: A co miałem mu posmarować???? E: PENISA!!!!!! A co mu smarujesz? P: Policzko E: DObrze, że nie migdałki!!!! Wszystko słyszeli: Milena, moja mama i tata Pawła, który stał na drabinie i niemal z niej spadł z wrażenia :D a moja mama nie mogła przestaćsię śmiać :D Quote
Ulka18 Posted September 15, 2012 Posted September 15, 2012 Matko, Eloise ja Ty to wytrzymujesz :crazyeye: Ale sie w Pawla nie zamieniaj ;-) Quote
eloise Posted September 16, 2012 Posted September 16, 2012 nie wiem, sama się dziwię jak to znoszę :) wczoraj był dzień jak co dzień ;) czyli Paweł w akcji Quote
eloise Posted September 27, 2012 Posted September 27, 2012 niemal 2 tygodnie!! i taka cisza!!! nikt nie pyta, co u nas! to ja na złość właśnie napiszę!!!! :) Jonatan chory, czyli norma. Z niczego dostał kataru a katar natychmiast rzucił się na oskrzela, jeszcze nie dostał antybiotyku, ale ciągnie się to już tydzień, więc nie wiem czy się antybiotykiem nie skończy. Zbieramy opinie o lekarzach medycyny chińskiej w Wawie i wkrótce się do kogoś wybierzemy. Poszłam dzisiaj bardzo wcześnie do pracy i nie przejrzałam zawartości swojej torby przed wyjściem. Jak dotarłam, szukałam kluczy i znalazłam kilka bardzo ciekawych rzeczy... Oto zawartość mojej torby: Portfel wypchany po brzegi paragonami i kartkami najwyższej wagi Termos z herbatą- litrowy różowy jednorazowy kubeczek- zgnieciony (zabrałam wczoraj Jonatanowi i z braku kosza, wrzuciłam sobie do torebki) kanapki okulary w etui ( nie wiem po co mi to etui, okulary i tak są już zniszczone, bo nosiłam w torbie też pilniczek...) paczka słonych paluszków krem do rąk krem nawilżający dla dzieci moje 2 pomadki ochronne pomadka Ani plastikowa miseczka poradnik nt laktatorów 2 gazety kilka paczek chusteczek żel odkażający do rąk kilka plastikowych nakrętek- zbieram i oddaję gumy Ani tik taki zegarek Ani- szajs z gazety, który sie rozpadł i z braku kosza trafił do mojej torebki gumka do włosów lusterko cukierki- też Ani naklejka dzielny pacjent- smok Bodo i na koniec najlepsze: wiertełko- grzebadełko do ciastoliny, takie na baterie, Jonuś mi podrzucił, jak na nie trafiłam to się nieźle zdziwiłam... Jak wróciłam, wyjęłam i dałam mu- dziabnął mnie pod okiem, typowe! A Paweł poszedł niedawno na konferencję, która miała się odbyć... następnego dnia :D i sam się z siebie uśmiał jak norka :D Pozdrawiamy Was serdecznie :) p.s. moja torba nie była ciężka!!! i dlatego nie zorientowałam się, że mam tam takie dodatkowe sprzęty ;) Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted September 27, 2012 Posted September 27, 2012 Może i nie była ciężka, ale wielka to ona musi być na cały powiat! :D Ja w torbie zbieram głównie stare bilety i wydruki z bankomatu. Ostatnio wzięłam się za siebie i systematycznie staram się ograniczać ilość rzeczy w niej noszonych. Zgodnie z zasadą, że jak coś noszę dłużej niż miesiąc i się nie przydaje, to powinnam to wyrzucić. Doszłam już do naprawdę niedużej ilości rzeczy. eloise, za dwa tygodnie wychodzę za mąż i jak przeżyję jakoś ten cały kocioł, to będę przez trzy dni spać! Dzisiaj pokłóciłam się ze świadkową, bo nie mogła zrozumieć, że tydzień przed ślubem wolę sobie posiedzieć w domu, z tz-etem i z psem, a nie jechać do Lublina na nacierania i smarowania do jakiegoś SPA i ogólnie to mam w głębokim poważaniu obowiązek posiadania wspomnień z wieczoru panieńskiego. Ech... Zmieńmy lepiej temat! Jak Twój mąż w ogóle funkcjonuje? Muszą mieć w pracy z niego niezły ubaw! :) Quote
eloise Posted September 29, 2012 Posted September 29, 2012 mój mąż zanim udał sie na ową konferencję pytał o pozwolenie i kierowniczkę i vice-kierownika, a jak wrócił, to powiedział, ze miał pomroczność jasną i zapytał, czy na następny dzień może iść, bo jest ciekawy tej konferencji... :D ubaw z niego muszą mieć taki jak my tutaj :D tydzień temu zabrałam Anię na wizytę u okulisty, wracając weszłyśmy do maca na frytki. Ania była szczerze zdziwiona, że obok maca był subway, była przekonana, że jest tylko jeden subway, na Nowym Świecie,w którym czasem kupujemy ciasteczka :D dzień później zabrałam ją ze sobą do pracy. po pracy pojechałyśmy szukać Ani butów na zimę. Ania: Mamo, a pójdziemy do mc donalda? E: Możemy iść, a co byś chciała? A: Chomika. E: Do jedzenia??? A: Nie no, taką zabawkę, jak wczoraj. E: A jeść ci się nie chce? A: Chce, ale najbardziej chcę chomika. Typowe!!! Chomiki leżą ciepnięte w kąt... A dzisiaj dzień jak co dzień... No mówię Wam! Milena rechotała jak dzika jak jej opowiadaliśmy :) Zmusić to trio do wyjścia z domu- masakra!!! Mam na myśli Pawła, Jonka i ANię. Wyszliśmy, pojechaliśmy, dojechaliśmy na Powiśle i się zaczęło... Poszliśmy do rossmanna, i wyszliśmy z... rzeczami za które nie zapłaciliśmy, bo je położyłam na wózek, a nie do koszyka. Paweł wrócił, żeby zapłacić. Ale kicha, no! Wszystkie drogi prowadzą do Pieluszkarni, przynajmniej nasze ;) W sklepie akurat był szef, więc mówię, że przyszłam po olejek migdałowy (świetnie nawilża skórę!!) i zapłacić za rzeczy, które wzięłam wczoraj ale za nie nie zapłaciłam... Paweł miał niezły ubaw i zapytał, czy ze wszystkich sklepów tak coś wynoszę ;) Poszliśmy potem na targi Kobiety-pistolety, ale o dziwo, nie kupiłam nic nowego! Tylko Ania wyszła bogatsza o jedną spinkę do włosów. Postanowiliśmy iść do centrum na pierogi. ALe to pod górę a Ania cały czas jęczała: na barana, do wózeczka, na rączki, boją mnie nóżki... No to wsiedliśmy w autobus... A dziś pół Warszawy wycięte z ruchu, bo i PIS coś tworzył i Run Warsaw sie odbywał... i utkwiliśmy w autobusie w korku... Ania miała w ręce liście zebrane po drodze i nie chciała dać Jonatanowi nawet jednego, a on się darł- kto tego nie słyszał, to nie ma pojecia o czym piszę- on nie płacze, nei jęczy,No to Paweł dał mu resztkę tiktaków on krzyczy tak, że szok! I tak już jest lepiej i ciszej i spokojniej... ale i tak wszyscy się na nas gapili! No to Paweł dał mu resztkę tiktaków. Ania: Masz Jonuś, proszę, chcesz liscie? Dam ci wszytskie, proszę, trzymaj, możesz się bawić, to będą nasze wspólne tiktaki... no padliśmy!!!! i ludzie dookoła też! a to dopiero wstęp!!! jutro opiszę wszystko ze szczegółami Quote
kaskadaffik Posted October 7, 2012 Posted October 7, 2012 Ja sobie poczytałam, jak zawsze się uśmiałąm !!!! Pozdrawiam !!!! Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted October 8, 2012 Posted October 8, 2012 A ja czekam na resztę relacji, bo obiecała, że wrzuci, a tu nic, cisza! :D Quote
Ulka18 Posted October 8, 2012 Posted October 8, 2012 Ja nie mogę, masz Eloise cierpliwosc niesamowita :fadein: Nie wiem czy bym dala rade tak jak Ty ze spokojem szczegolnie w autobusie, gdy wszyscy patrza... Quote
eloise Posted October 10, 2012 Posted October 10, 2012 opowiem do końca, jak kiedyś znajdę czas!!!! :D Quote
eloise Posted October 14, 2012 Posted October 14, 2012 P: Widziałaś mój aparat na zęby? E:???? Chcesz powiedzieć, ze go zgubiłeś??? P: Nie, ale nie wiem, gdzie go położyłem. E: Nie widziałam... Dzień później. Aparat leży tam, gdzie zawsze leżał. E: Szukałeś i znalazłeś? P: Nie,leżał tam, ale jakoś go nie widziałem... Poranne zamieszanie, jedno się nie chce ubrać, drugie ucieka przed syropem, Ofik rozważa podanie o to, żeby łaskawie wystawić swoje duże 4 litery na dwór... Fox skacze wokół mnie, bo już chce wyjść, Amelia się wydziera z parapetu, bo ma ochotę na mokre żarcie z lodówki... A Ania nagle wypala do mnie: A:Mamusiu, a wiesz, kogo najmocniej kocham? E: Kogo? ( spodziewam się wielu odpowiedzi: ciebie, tatusia, Ofika, Pana Jezusa, dziadka... myślałam, ze spodziewam się wszystkiego) A: Cygusia... ( Pies naszych znajomych spod Lublina, którego Ania poznała i pokochała w lipcu) I takiej odpowiedzi się nie spodziewałam :D P:Ania!!! NIe dłub w nosie! I nie jedz tego!!! ANKA!!!! A: TATO!!! To nie z nosa, to z oka!!! Quote
eloise Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 dałam Pawłowi kał Jonatana, miał oddać do analizy- nie oddał. czy muszę cokolwiek dodawać???? Quote
eloise Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 wrócę do naszej niedokończonej opowiastki o wycieczce autobusem... Wsiedliśmy a autobus zamiast jechać- stał. Korek nieziemski, Ania z Jonkiem dochodzą się o liście, w końcu Ania pragnąca usiąść... Ktoś ustąpił Ani miejsca, Paweł z nią usiadł, ale Ani stwierdziła, że wolałaby przy oknie, więc ktoś zwolnił także miejsce przy oknie... Jonatan dość grzecznie siedział w wózku, ale... ile można???? Postanowił iść do Ani i Pawła, a że siedzieli na kole, że tak powiem, to naprzeciwko nich były też 2 siedzenia, przodem do nich, oczywiście zajęte, bo autobus był wyładowany po brzegi. Pani z córką siedzące naprzeciw nich były zauroczone Jonatanem, nawet... jak Jonek zaczął je spychać z siedzeń, bo też chciał być przy oknie, a Ania nie chciałą mu ustąpić swojego miejsca :D po kilku minutach... obie panie zeszły a ja usiadłam, bo Paweł sam nie dawał rady rozdzielać naparzających się dzieci ;) tak więc nasze "maleństwa" załatwiły nam siedzące miejscówki ;) Na szczęście w opisie wygląda to gorzej niż było w rzeczywistości- wszytsko odbyło się z uśmiechami na twarzach ( innych, bo ja byłam spięta. Jak Jonatan zaczął wspinać się na oparcia i je lizać, Paweł zarządził odwrót, bo autobus dotoczył się do przystanku i można było wysiąść. Wysiedliśmy, poubierałam towarzystwo, wsadziłam Jonatana do wózka ( kto nie próbował, ten się nie dowie!! Wsadzanie go do wózka to coś wiecej niż sport ekstremalny!!!) Umyłam wszystkim ręce, i wolniutko ruszyliśmy dalej. A Autobus stał... toczył się strasznie wolno, a my odbiliśmy w bok, żeby zobaczyc budynek Sejmu, podjęłam nawet próbę wytłumaczenia ANi co to jest rząd ;) Jonek wylazł z wózka, sprawdzał wszystkie dziury i śmieci po drodze, odbiliśmy jeszcze trochę w bok na spacerową alejkę, powoli dotoczyliśmy się znowu do głównej drogi i... zobaczyliśmy, że wyprzedziliśmy autobus z którego wysiedliśmy :D mieliśmy krótkie wizje tego, co by się działo, gdybyśmy z niego nie wysiedli- w mojej wizji z autobusu uciekł nawet kierowca :D Celem naszej wycieczki była pierogarnia. Ale droga do niej była bardzo daleka, a Jonatan zrobił się strasznie marudny. Kiedy już zamierzaliśmy zarzucić nasze plany, oczom naszym ukazała się... pierogeria :) weszłam nieśmiało do restauracji, rozejrzałam się na boki... podszedł do mnie Kelner. K: zapraszamy serdecznie!! E: Dziękuję, ale ja się tak rozglądam i zastanawiam, gdzie usiąść, bo wie pan.. jesteśmy z bardzo krzykliwym dzieckiem... K: To żaden problem!!! Zapraszamy do głównej sali! ( MOja mina na bank mówiła: Nie wiesz, o czym mówisz chłopcze!) E: A może jednak skorzystamyz pustej bocznej sali? K:Oczywiscie! Jeśli Państwo sobie życzą! (Straszny z niego był optymista) E: Tak, myślę, że tak będzie lepiej... dla wszystkich! cdn ;) Quote
Ulka18 Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 no i co w tej pierogarni? my z Halcia,Kasia i Michalem bylismy w Mielcu cos zjesc, to nie slyszelismy sie,tak sie dwoje dzieci darlo... :D Nawet nie pamietam co jadlam, to bylo gorzej niz w przedszkolu. Quote
eloise Posted October 16, 2012 Posted October 16, 2012 weszliśmy do tej bocznej sali a Jonek w krzyk, bo chciał być na zewnątrz i siedzieć na motorze, który stał przed restauracją. Paweł z nim wyszedł, a ja usiadłam i próbowałam odsapnąć, bo przez 15 minut zabawiałam Jonatana pchając wózek pod górę i cały czas musiałam gadać. Ale nie dane było mi odetchnąć, bo na stołach i parapetach poustawiane były ceramiczne gołębie, czy kury i zające i mnóstwo jabłek- super ta dekoracja wyglądała, ale Ania chciałą mieć kilka ptaków obok siebie, więc pomagałam jej ustawiać towarzystwo... A jak Jonatan wrócił i zobaczył... to się dopiero zaczęło!!! A kelner przyszedł z uśmiechem na twarzy i przyniósł karty. Quote
eloise Posted October 23, 2012 Posted October 23, 2012 dzisiaj rano, moje dzieci tylko raz pokłóciły się i pobiły do łez. tylko raz musiałam ryknąć, żeby do Ani dotarło. tylko raz karmiłam Jonka. Ofik dość chętnie stoczył się ze schodów. Bez problemu dały się ubrać i wyprowadzić. Jonek tylko raz z premedytacją zlał się siedząc na krześle. ale za to tak konkretnie, że nawet bluzę obsiurał. Ofik nie warczał na Foxa. Fox nie wypluł tabletki. Ofik nie gryzł Amelii. Amelia nie protestowała jak ją w 4 poddawaliśmy grupowym pieszczotom-4: ja, Ania, Jonatan, Ofik. Nie musiałam puszczać w myślach żadnej wiązanki, bo mój mąż wsadził kubek po kawie do zmywarki!!! Dzieci sprawnie połknęły syropy, wypiły herbatki i nawet coś zjadły. u nas w domu, było dziś rano- NORMALNIE!!!! czy Waszym zdaniem zbliża się koniec świata???? Quote
eloise Posted October 23, 2012 Posted October 23, 2012 jak zwykle opowiadam od tyłu, ale trudno. W niedzielę też było w miarę normalnie. Paweł był w pracy, od rana do nocy, dzieci o dziwo jakieś takieś ugrzecznione. Jonek NIE JĘCZAŁ, choć spał tylko pół godziny, Ania sprzątała ochoczo swój pokój, bo czekała na koleżanki, ciasto się robiło, obiad był, normalnie, można by pomyśleć- normalna rodzina! chociaż nie było rosołu na stole... Sprzątałam w najlepsze, dokładniej odkurzałam w dużym pokoju, próbując wydobyć kłaki spod zabawek, kiedy coś mi się przypomniało i ruszyłam w stronę łazienki. Wychodzę zza rogu, dokładniej zza lodówki na korytarz i mnie zatkało, ma podłodze, wśród wielu kropel krwi leży wygięty we wszystkie strony naraz Fox i próbuje do mnie pełznąć. Złapałam bidoka na ręce- nic nie ważył w tym poskręcaniu! Drę się: MAMO!!! TATO!!! ale nikt mnie nie słyszy, co mnie nie zdziwiło, ale zawsze trzeba mieć nadzieję. No to z tą bidą na rękach-do kuchni, po krzesło, na krzesło i na najwyższą półkę, bo tam stoi Foxowy doraźny lek- we wlewkach doodbytniczych, otwieram opakowanie w biegu i lecę otworzyć bramkę, wysyłam Anię biegiem po dziadka, a Ania o dziwo załapała powagę sytuacji, bo dziadek zjawił się w 10 sekund, zajął się Jonatanem, który na szczęście nie zajarzył powagi sytuacji. Ania za mną do łazienki, a ja do łazienki, bo krew nadal się lała, nie miałam oczywiście pojęcia skąd... i musiałam się Foxowi do odbytu dobrać. Pierwszy raz mu to podawałam i oczywiście, nie wlałam leku w całości,w sumie robiłam 3 podejścia, a on coraz bardziej zaciskał... Ania była obok i zadziwiła mnie trzeźwością umysłu, bo jak stwierdziłam, ze nie ma kocyka, na który mogę go położyć, bo kocyki są na balkonie, to pobiegła i przyniosła mi pontonik, o którym zupełnie zapomniałam, na leżąco podałam mu lek do końca i po 2 minutach było po ataku. Namierzyłam źródło krwawienia- wyrwany pazur-kciuk!!! Ania podała mi waciki i wodę utlenioną- wszystko wiedziała mądrala, gdzie leży. Fox poszedł, wzięłam się za wycieranie krwi z podłogi i szukanie pazura i miejsca, o które niby zahaczył i go wyrwał. Nie znalazłam! Łaziłam po domu, szukałam, aż w końcu namierzyłam pazura w kuchni, obok możliwości do zahaczenia brak!!! I wtedy 3 raz ujawniła się trzeźwość umysłu mojej córki, " a może zahaczył o kabel od odkurzacza?" I powiem Wam- jest to jedyna możliwość!!!! Coś go zainteresowało, więc z salonu biegł na korytarz, po drodze fatalnie zaczepił łapą o kabel, jak się szarpał, to wyrwał pazura i z bólu i strachu dostał ataku. Innej możliwości nie widzę!!!! Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.