Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Gusiaczek napisał(a):
Dzieci nie zupa pomidorowa - nie ma obowiązku lubić ;)


Kocham Cię Gusiaczku:-)

Mazowszanka2 napisał(a):
A Ciapek to chyba krewny mojej Fiony. Tez taki gumiasty.


Gumiasty jest niesamowicie. A wczoraj nie mógł się doczekać i doszczekać mojego wyjścia z przyczepy, więc wskoczył jednym susem do mnie do łóżka:-) Ja spałam, więc pobudkę miałam gwałtowną:-) Będzie mi brakowało tego malucha...

Nutusia napisał(a):
I jak tu nie kochać Cioci Ewy? :)
Z urody Ciapencjusz troszkę podobny do "naszego" Filonka... Przystojniak tricolor! :)


Jakiego Filonka Nutusiu? Pogubiłam się już:-)

Posted (edited)

Dzień przed naszym wyjazdem z Maszoperii mój Jacek na spacerze z psami znalazł maleńką jaskółeczkę nie mogącą latać. Wyraźnie miała niesprawne jedno skrzydełko. Leżało biedactwo bezradnie koło bramy, a ludzie przechodzili i kiwali głowami, że taka biedna... Jacek jako jedyny schylił się i delikatnie ją podniósł. Przybiegł do przyczepy i z pomoca Ellig namierzyliśmy weta, który ma podpisana umowę z ptasim azylem. Problem jednak był taki, że nikt nie chciał po jaskółeczkę przyjechać. Po sprawdzeniu, czy przypadkiem nie uruchomi skrzydełka jeśli się ją delikatnie i blisko trawy podrzuci, Jacek zdecydowal się zawieźć ptaszynkę prawie 70 km do Gdyni.
U weta maleńka ptaszynka miała zrobiony RTG. Okazało się niestety, że ma paskudne złamanie i nie ma dla niej szansy. Została poddana eutanazji, żeby dalej nie cierpieć. Bardzo to przykre, ale lepsze niż pozostawienie jej na powolne umieranie albo zjedzenie przez kota, czy męczenie przez jakiegoś psiaka.
To, co było dla mnie niesamowite, to mimo przeniesienia jej kilkadziesiąt metrów od miejsca znalezienia na jej wołanie zleciały się w krótkim czasie jaskółeczki. Najpierw dwie, a potem zrobiło się ich sporo. Ludzie chodzili nie zwracając uwagi na to, prosiłam i pilnowałam, żeby obchodzili ją z pewnym marginesem. A jaskółeczki latały tuż koło niej, chciały lądować i wyraźnie pokazywały jej, jak ma odlecieć. Jedna próbowała nawet zrzucić jej jedzonko z pyszczka. Prawdopodobnie muchę, szukałam, ale nie mogłam znaleźć. Wielu ludzi mogłoby sie uczyc od tych ptaszków miłości do członka rodziny...
Chciałabym pokazać Wam ptaszynkę, która żyła krótko, ale była częścią kochającego się stada...



Tu staram się namówić ją do lotu


Edited by Ewa Marta
Posted (edited)

No niestety... Najgorsze, że potem dopytywali z troską co z jaskółeczką. Ale żeby ruszyc pewną część ciała i pomóc jej, chętnych nie było:-(


Chciałabym wrzucić jeszcze troszkę zdjęć Peruszki. Wiem, że dużo, ale zrobiliśmy w sumie 1200 sztuk i znaczna część to zdjęcia naszych psiaków;-)
Mogłabym się chwalić nimi bez końca...

Perusz z Jackiem czekają na wiatr pod latawcem


Tak podsypiała na naszym łóżku w ciągu dnia. Najpierw zsunęła narzutę z połowy łóżka, żeby wylegiwać się na naszej kołdrze;-)


Pańcio siedzi, trzeba skorzystać z miejscówki;-)


Na imprezie znowu na kolankach;-)

Edited by Ewa Marta
Posted

Bardzo kocham Semika i Barsę, mam z nimi równie dużo zdjęć, ale one są za duże na takie przytulanki, poza tym nie przepadają za nimi tak, jak Peruszek, Semik lubi tarmoszenie, głaskanie, ale na kolana nie mam go jak zaprosić;-)




Nasze pozostałe dwa psiaki mają za to więcej zdjęć portretowych:-)

Semik - moja miłość.... Nie wygląda na prawie 11 lat i postępującą spondylozę, prawda?


Po kąpieli...



Mistrzyni pierwszego planu Barsunia:-)

Posted

Cudne te Twoje Psiaki. A jaskółeczka przypomniała mi mojego Ćwirusia. Odchowałam takie cudo w 1979 r., z nieopierzonego pisklęcia - z późnego, sierpniowego lęgu (nie wiedziałam, co karmię. Dopiero jak zaczął tracić puch i obrastać w piórka - okazał się być jaskółką). Pięknie wyrósł, ale nie wrócił już na wolność. Żył kilka lat u prekursorów warszawskiego Ptasiego Azylu, prof. prof. Desselbergerów, którzy - nota bene - na info od mojego Taty, że córka wychowała jaskółkę, stwierdzili, że to niemożliwe, że od żółtego pisklaka się nie da. Uwierzyli dopiero, jak ją do nich zawiozłam. Twoja jaskółeczka była identyczna, jak Ćwirek, gdy go im oddawałam.

Posted

Beta&Czata napisał(a):
Cudne te Twoje Psiaki. A jaskółeczka przypomniała mi mojego Ćwirusia. Odchowałam takie cudo w 1979 r., z nieopierzonego pisklęcia - z późnego, sierpniowego lęgu (nie wiedziałam, co karmię. Dopiero jak zaczął tracić puch i obrastać w piórka - okazał się być jaskółką). Pięknie wyrósł, ale nie wrócił już na wolność. Żył kilka lat u prekursorów warszawskiego Ptasiego Azylu, prof. prof. Desselbergerów, którzy - nota bene - na info od mojego Taty, że córka wychowała jaskółkę, stwierdzili, że to niemożliwe, że od żółtego pisklaka się nie da. Uwierzyli dopiero, jak ją do nich zawiozłam. Twoja jaskółeczka była identyczna, jak Ćwirek, gdy go im oddawałam.


Byłaś bardzo dzielna, bo to nie lada wyzwanie uratować takiego pisklaka:-) Ta nasza miała niestety mniej szczęścia, ale przynajmniej nie cierpiała dłużej:-(


Chciałam się jeszcze pochwalić, że zbieraliśmy same pochwały naszych psów:-) Wszyscy mówili, że grzeczne, miłe, że to niesamowite, że trzy psiaki robią mniej zamieszania, niż u niektórych jeden:-) Ja powtarzałam niezmiennie, że to dlatego, że chodzą na długie spacery każdego dnia i to kilkakrotnie. Wiele osób uważało, że skoro psiak jest na campingu, to nie potrzebuje wyjścia na regularny spacer. Moim zdaniem spacer jest pewnym rytuałem, czymś bardzo ważnym. Psiaki maszerują wtedy, wąchają sobie nowe zapachy, zwiedzają okolice, ganiają za kijkami i piłeczkami, kąpią się... a potem po powrocie na camping są super grzeczne i bawią się w pobliżu przyczepy przyjmując kolegów i koleżanki, bo są po prostu wybiegane:-)

Posted (edited)

Mam kolejnych bezdomnych obok siebie:-( Zamieszkali z betonowym kręgu zamkniętym z obu stron prowizorycznymi drzwiczkami:-( Kiedyś mieszkała tam Pani Cecylia, która obecnie po poważnym poparzeniu leży w szpitalu we Włocławku. Dzięki temu po raz pierwszy od lat ma codziennie podane jedzenie i doskonała opiekę, ale poleży tam jeszcze kilka miesięcy, bo przeszczepy się nie przyjmują. Jestem z nią w stałym kontakcie.

Nowi ludzie, to para. Mężczyzna ma cukrzycę, a kobieta guza w mózgu. Są wyjątkowi w tej grupie ludzi, bo nie piją i bardzo dbaja o czystość. Pani bardzo długo sprzątała nowe "lokum", żeby było czysto. Zostali eksmitowani z jakiegoś mieszkania na Pradze i kiedy zaczęła sie zima, zamieszkali w jakimś śmietniku. Tam spotkał ich poseł z Ursynowa, załatwił insulinę dla mężczyzny. Jak znaleźli się w tej "beczce" nie wiem. Widuję ich codziennie, ona targa wózek ze znalezionymi puszkami, papierami i odwozi to do skupu. On najczęściej siedzi przy tym kręgu, bo nie ma siły chodzić... Pani skradziono dowód osobisty. Obiecałam jej, że pojadę z nią na policję, żeby to zgłosić i pomogę w wyrobieniu nowego. Obiecałyśmy też z Ritą wesprzeć ich w trudniejszych momentach. Pani się popłakała...
Nie chcą iść do przytuliska bo albo chcą ich rozdzielić albo w tych miejscach jest wszawica i inne syfy. Twardo twierdzą, że będą tu zimować, choć to nie jest kompletnie miejsce na zimę.
Wpadłam na pomysł, żeby kupić im choćby przyczepkę campingową po sezonie, taką zapiekankę, w której mieliby choć oslonięcie od wiatru i możliwość postawienia piecyka. Będziemy myśleć co z nimi zrobić.
Moje psy pędzą do tej kobiety i ufnie dają się głaskać. Ona bardzo kocha zwierzęta, zawsze je pieści i mowi do nich. Straszne, że tak im się życie poplątało:-(

Kula była z nami wczoraj na spacerze. Dostała w niedzielę nowy worek karmy od Ellig, która stała w piwnicy i czekała aż się skończy poprzednia:-)

Edited by Ewa Marta
  • 2 weeks later...
Posted

[quote name='Ewa Marta']Mam kolejnych bezdomnych obok siebie:-( Zamieszkali z betonowym kręgu zamkniętym z obu stron prowizorycznymi drzwiczkami:-( Kiedyś mieszkała tam Pani Cecylia, która obecnie po poważnym poparzeniu leży w szpitalu we Włocławku. Dzięki temu po raz pierwszy od lat ma codziennie podane jedzenie i doskonała opiekę, ale poleży tam jeszcze kilka miesięcy, bo przeszczepy się nie przyjmują. Jestem z nią w stałym kontakcie.

Nowi ludzie, to para. Mężczyzna ma cukrzycę, a kobieta guza w mózgu. Są wyjątkowi w tej grupie ludzi, bo nie piją i bardzo dbaja o czystość. Pani bardzo długo sprzątała nowe "lokum", żeby było czysto. Zostali eksmitowani z jakiegoś mieszkania na Pradze i kiedy zaczęła sie zima, zamieszkali w jakimś śmietniku. Tam spotkał ich poseł z Ursynowa, załatwił insulinę dla mężczyzny. Jak znaleźli się w tej "beczce" nie wiem. Widuję ich codziennie, ona targa wózek ze znalezionymi puszkami, papierami i odwozi to do skupu. On najczęściej siedzi przy tym kręgu, bo nie ma siły chodzić... Pani skradziono dowód osobisty. Obiecałam jej, że pojadę z nią na policję, żeby to zgłosić i pomogę w wyrobieniu nowego. Obiecałyśmy też z Ritą wesprzeć ich w trudniejszych momentach. Pani się popłakała...
Nie chcą iść do przytuliska bo albo chcą ich rozdzielić albo w tych miejscach jest wszawica i inne syfy. Twardo twierdzą, że będą tu zimować, choć to nie jest kompletnie miejsce na zimę.
Wpadłam na pomysł, żeby kupić im choćby przyczepkę campingową po sezonie, taką zapiekankę, w której mieliby choć oslonięcie od wiatru i możliwość postawienia piecyka. Będziemy myśleć co z nimi zrobić.
Moje psy pędzą do tej kobiety i ufnie dają się głaskać. Ona bardzo kocha zwierzęta, zawsze je pieści i mowi do nich. Straszne, że tak im się życie poplątało:-(

Kula była z nami wczoraj na spacerze. Dostała w niedzielę nowy worek karmy od Ellig, która stała w piwnicy i czekała aż się skończy poprzednia:-)[/QUOTE]

Czy to jest kobieta, którą syn okradł ? Nie ma dowodu itd..?

Posted

Kochani przepraszam za spam, ale zapraszam serdecznie na bazarek dla Adusi
[url]http://www.dogomania.pl/forum/threads/245897-Jedziemy-na-wakacje-ksi%C4%85%C5%BCki-ciuszki-torebka-bi%C5%BCuteria-do-7-08-g-22[/url]

Posted

[quote name='anhata']Czy to jest kobieta, którą syn okradł ? Nie ma dowodu itd..?[/QUOTE]

Nie, to nie ta kobieta. Dowodu nie miała co druga osoba tutaj. Jedna Pani Celina leży w te chwili w szpitalu we Włocławku i mam z nia kontakt telefoniczny. Tej na szczście ludzie z Carritasu pomogli dowód wyrobić. Druga - Małgosia - też już wyrobiła dowód, bo zapłaciłam jej za zdjęcia i poszła do urzędu. ta Pani to ktoś nowy. Znam ją od miesiąca może. Już się martwuię jak zimę przetrwają ale jakoś pomożemy im z Ritą, moją sąsiadką.

Posted

Ewa, jak można pomóc tym ludziom? Może podasz mi rozmiary ubrań, przejrzę ciuszki na jesien i zimę.Co by jeszcze oprócz ubrań im się przydało najbardziej?Ile kosztuje taka przyczepa?

  • 2 weeks later...
Posted

Ania-tygrysiczka napisał(a):
Ewa, jak można pomóc tym ludziom? Może podasz mi rozmiary ubrań, przejrzę ciuszki na jesien i zimę.Co by jeszcze oprócz ubrań im się przydało najbardziej?Ile kosztuje taka przyczepa?



Aniu, Pani jest maleńka, zasuszona. Nosi pewnie rozmiar 36. Pan wysoki i bardzo szczupły.

Najgorsze, że oni nie są nigdzie zarejestrowani i nie dostają żadnego zasiłku, a Pani potrzebuje receptę na jakiś lek, który ze względu na guz w mózgu musi brać stale, bo na stany depresyjno-lękowe i potrafi zgubić drogę do tego kontenera. Koniecznie muszę ją zawieźć do jakiegoś ośrodka pomocy społecznej, ale coraz trudniej mi się wyrwać z pracy ostatnio i tak przekładam tę sprawę:-(

Z przyczepą moje zapały ostudził jacek. Powiedział (słusznie zresztą), że jak kupię niezarejestrowaną, to straż może kazać ją usunąć i ludzie mogą mieć kłopoty. Warto najpierw zapytać ich jak się na ten pomysł zapatrują... Zarejestrowana kosztuje dużo drożej i warto kupić ją na któreś z nich. Problem jednak w tym, że Pani nie ma nadal dowodu.
Być może wezmę któregopś dnia urlop na 1 dzień i pojeżdżę z nią po urzędach. Inaczej nie dam rady tego załatwić. Niestety urlop mogę wziąć we wrześniu, bo teraz 3 pracowników mam na urlopie i pracy dużo:-(

  • 1 month later...
Posted

Przeżyłam dzisiaj szok... Poszłam jak każdego dnia do Kuli, a tu obok Kuli biega duży rotweiler... Kula go bardzo przegania, a on grzecznie usuwa jej się z drogi:-( Okazuje się, że to pies brata Sylwka. Najpierw oboje kręcili, że pies jest na przechowanie, a jak zaczęłam cisnąć, to okazało się, że brat trzymal go na działkach, ale całe dnie pies siedział tam sam i postanowil oddać go do schroniska. W związku z tym Małgośka i Sylwek postanowili go zabrać do siebie. Psiak jest łagodny, spokojny. Wziął ode mnie smaczka. Ma prawdopodobnie 14 lat i nie jest to miejsce dla niego:-( Narazie na pytanie, czy nie oddaliby go usłyszałam, że absolutnie nie i że będzie mu u nich dobrze. Kazałam zapytac brata, czy Roko ma jakąś książeczkę i czy jest zaszczepiony. Mają się zapytać. Myślę, że go nie oddadzą, bo chcieli miec drugiego psa. Muszę dopilnować, żeby go nie zostawiali w budzie, bo tylko buda Kuli jest ciepła. Pozostałe są w bardzo kiepskim stanie:-( Załamka normalnie:-(

Posted

Ano załamka. Z takimi ludźmi nie można się na nic umawiać, ani być pewnym, że zrobią tak jak się powinno. Jola_li to "przerabia" u siebie na Mazurach, gdzie baba już sto razy obiecywała, że nie weźmie psa, a już z pewnością nie suczkę. I co?... I pstro :(
Żeby tam jeszcze nie doszło do żadnej jatki, bo Kulka nie jest aniołeczkiem, a i z rottkiem różnie może być, jak się pewniej poczuje...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...