Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Ej, z tym spier***** to jest coś na rzeczy, jak na nas leci Omar, wielki żółty postschroniskowy kundel, to moja siostra zawsze mu wysyczy to słowo klucz i pies robi w tył zwrot. No czary normalnie :]

A nasz bardzo głośny i upierdliwy sąsiad Urwis chyba choruje - coś nie szczeka, spowolniał. Może to kwestia wieku, bo ma kilkanaście lat, ale tak od trzech tygodni jest po prostu cisza, nie ma ciągłego ujadania i ryku jego pańci "Urwis do cholery", na który zresztą pies nie reaguje kompletnie. Żal mi go, że chyba chory, ale taka bloga cisza...

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Nie każdy może sobie pozwolić na nierobienie z psa cioty.
Gdybym chciała żeby moje psy sobie same radziły to kundelek na wsi ciągnąłby za ogon moją sukę po niedowładzie, inne większe psy by je deptały, bo niektóre za grosz wyczucia nie mają, oczy bym mogła im zbierać z ziemi, bo wbrew pozorom nie jest to taki mit z wypadaniem oczu.
Jeśli psy są pokojowo nastawione, mają wyczucie, bawią się w miarę delikatnie to ok. Ale jeśli jeden jest kilka czy kilkanaście razy cięższy i leci jak czołg to można nie mieć co zbierać.

Posted

Jasne, wiadomo, każdy pies jest inny, każdy ma inne możliwości i potrzeby i nie zawsze można pozwolić na dzikie swawole. Moja suka, jak miala 13 lat i była po udarze, też była w strefie chronionej, bo po prostu się szybko męczyła, stresowała, była słabiutka. Tak samo Fel, jak był po operacji składania miednicy i nóżki, choć moja suka, trzy razy od niego większa, usiłowała wtedy używać go do froterowania podłogi - rozpędzała się, wskakiwala na niego i radosnie się na nim ślizgała. No i trzeba bylo chłoptasia bronić. Nawet myśleliśmy o wózeczku dla niego, bo nie było wiadomo, czy będzie chodził, ale taryfa ulgowa zniknęła w chwili, gdy zastaliśmy go na wysokim stole wpierdzielającego wielki sernik. Teraz nasz pan kaleka wskakuje np. na wysokie biurko, jeśli stoją na nim szczury w kontenerku...

Posted

Moja kaleka też sobie pozwala na wskakiwanie, biega, bawi się, ale nie pozwolę żeby kundelek z którym się zna od kiedy jest u teraźniejszych właścicieli ciągał ją po podwórku za ogon.
Oszczędzam jej schodów itd, więc gdybym pozwoliła na dogadywanie się to mogłaby być już na wózku. Tym bardziej, że w razie czego potrafi stanąć do walki z 60kg bernardynką, a ja muszę interweniować.
Zniknęłaby w paszczy bena w kilka minut...

Posted

ja np. wiem, ze moja starsza suka poradzi sobie w zabawie-umie powiedziec "w tej chwili przestan" bardzo przekonujaco.
wiem tez, ze poradzi sobie z odgonieniem natarczywego samca.

ale jednoczesnie wiem, ze nie ma szans w starciu z owczarkiem niemieckim, ktory leci na nia z chcecia przeciagniecia jej po glebie. nie poradzi sobie tez z malym kyndlem, ktory chce ja pogryzc.

z prostej przyczyny-w niej nie ma cienia instynktu obronnego (wyjatek-kiedy ten kundel leci na mnie...) ani agresji. ja ja musze bronic. i jak slysze, ze nie powinnam jej zapinac na smycz i ze powinna radzic sobie sama, to mam ochote odpowiedziec tak jak moj facet tej owczarzycy.

nie chce mi sie tlumaczyc debilom pewnych rzeczy, wiec sobie po prostu ide:)))

Posted

Ja się dużo naczytałam o tym, że psu może się spodobać bronienie, walka i to, że jest silny. Bałam się tego i dalej się boję.
Najgorzej było, jak Iwan się skumał już trochę czasu temu dobrze z Toriką i zaczął jej bronić. To nie było tak, że ona stwierdziła, że z jakimś psem koniecznie trzeba się rozprawić (miała do tego predyspozycje, ale z pomocą z Dogo dałyśmy sobie z tymi zapędami świetnie radę), to Iwan już od razu na tego psa razem z nią. On reaguje zawsze tylko wtedy, kiedy trzeba. Na szczęście kundel jeden ma typowo molosi charakter.
Kilka razy już przekonałam się, że w obliczu prawdziwego zagrożenia mogę coś zrobić, ale raczej niewiele. Jeśli agresor postanowi się rozprawić z jakims psem, a już w ogóle jeśli jest to mały pies, to człowiekowi zatrzymać go będzie trudno. Iwanowi zawsze się udawało i wszyscy wychodzili z tego w 100% zdrowi. I tu sama mam dylemat, bo z jednej strony wiem, że to ja powinnam bronić moich psów i że to ja jestem za nie odpowiedzialna no i boję się, że mimo tego, że na razie nic a nic na to nie wskazuje, to w końcu to, że jest silny i psy czują przed nim respekt gdy się wkurzy mu się spodoba, ale jednocześnie wiem, że swoją ingerencją (co najważniejsze zawsze prawidłową) już kilka razy bardzo nam pomógł.
Co ciekawe gdy my mieliśmy nieciekawą sytuację z bandą rozwydrzonych bachorów, to nawet się całą sprawą nie zainteresował. Stał sobie z boczku i tyle. Tak samo, jeśli jakiś pies atakuje jego - odpędza i przybiega do nas, nie zamierza walczyć. Natomiast jeśli wcześniej Tori, a teraz już Avril jest w realnym niebezpieczeństwie, to się nie waha i atakuje.

Posted (edited)

słówko na s.. bardzo skutkuje (może to tembr głosu? bo jednak jak sie to wypowiada to brzmi ostro) jeszcze lepsze jest że skutkuje nie tylko na psy ale i na właścicieli nie dość że pies sam się wycofuje to nagle pojawia się właściciel który nagle nauczył się reagować... cuda jakieś...

ostatnio wypróbowałam ze znajomym on chodzi z CAO i niedaleko biega zawsze w otwartek bramie taki kundelek i to od razu podlatuje do łap z zamiarem gryzienia. Więc idziemy wieczorem kundelek nagle wyleciał CAO kłapną mordą tuż przed nim ale tamto szybsze jak dość głośno powiedziałam s...i pokazałam na bramę nie dość że pies zwiewał do domu to z bramy wyszedł właściciel i go zawołał :multi: kumpel sie śmiał, że on już miał zamiar pozwolić zjeść tego psa a tu taki sposób.

Ja Bemolowi nie bardzo niestety daje się bawić 99% psów przez nas spotykanych jest sporo mniejsza i ja sie o nie boje bo tak jakbym nie chciała żeby moim psem coś poniewierało tak nie chce zeby mój sie nauczył poniewierać innymi a delikatny niestety nie jest. Pomijając już fakt że większość psiaków się go boi. Chociaż ja chyba przewrażliwiona jestem

Edited by PaulinaBemol
Posted (edited)

a_niusia napisał(a):


i dal mi istrukcje-normalnie wypinasz klate ja cezar i mowisz, ze ma wypier..., one wszystkie na to reaguja.





Gdyby wszystkie na to reagowały, nie nosiłabym gazu. Psy, które już sie nakręciły i toczą pianę z pyska, niestety nieczęsto reagują. Albo reagują ale po chwili wracają i atakują od tyłu. Reagują psy, które jeszcze nie są w cezarowej 'red zone' i te, które szczekają ze strachu (bo one się już boją i tak).

Co do walki, to nigdy nie pozwalam swoim się bronić. Nie chcę, żeby w tym posmakowały, bo potem takie psy same zamieniają sie w agresorów i szukają zaczepki. Wygrana walka dla psa to potężny zastrzyk adrenaliny i pozytywne wzmocnienie, więc jeśli trafi na psa, który ma instynkt terytorialny i obronny (jak mój ONek) to problemy gotowe.

Edited by strix
Posted

pomijając fakt że mężczyźni w jakiś naturalny samczy sposób mają większy "szacun" który ja np. musiałam znacznie dłużej wypracowywać z Bemolem bo on lubi sprawdzać czy ktoś się będzie bał ale na mężczyznach zdecydowanie szybciej się wycofuje (niby nowych mężczyzn też sprawdza ale jakoś tak mniej)

Posted

mysle, ze to przede wszystkim kwestia podejscia.
np. moja siora jest niska i mala, ale potrafi to, co moj facet:)))

po prostu jedni maja napine, machaja nogami, inni gazem.
a inni radza sobie sila spokoju. i to jest chyba lepsze, tylko nie kazdy to potrafi.

ja jestem zdecydowanie w grupie pierwszej, czyli przyjmuje postawe "zaraz zasadze ci kopa", ale mam inne idealy:)))

Posted

ja też niby tak robię i działa i u nas na szczęście zawsze do tej pory spier... działało ale fakt że nie spotkałam jeszcze psa na maksa nakręconego na mord.
Tylko że ja np. Bemolowi musiałam udowadniać bardziej niż mój tata jego wypróbował może ze dwa razy czy trzy a w moim przypadku kombinował jak nie tędy to inną drogą. Jak warczenie nie skutkuje to się podliże etc. :P
Ale faktem też jest że mi bardziej na psie zależy :p

Posted

evel napisał(a):
Zadziwia mnie ludzki debilizm. Nieustannie. Zbieram psią kupę, a kątem oka widzę, że po drugiej stronie ulicy idą dwie laski z goldenem. Nagle czuję, że Zu się spina, odwracam się, a dziewczęta co robią? Przechodzą na naszą stronę, przeciągając goldena tak, że muszę porzucić kupę, złapać własnego psa, opier... go za głupi pomysł wpieprzenia goldenowi i usadzić na zadzie, poczekać, aż łaskawie niunie przejdą krokiem emeryta i zebrać kupę. A to był dopiero początek, bo laseczki później, idąc przed nami, wlazły prosto w kotłowaninę jakichś psów pod blokiem. Jakieś dziwne zwyczaje panują na tym osiedlu chyba, mózg zostawia się w domu? :roll:


nie rozumiem, masz pretensje do dziewczyn przechodzacych z psem na druga strone ulicy?

Posted

jaszcz napisał(a):
nie rozumiem, masz pretensje do dziewczyn przechodzacych z psem na druga strone ulicy?


Mam pretensje do dziewczyn przyłażących specjalnie do mnie, nie wiem po kiego grzyba. Mogły spokojnie sobie iść drugą stroną ulicy, a akurat dziwnym trafem musiały wleźć prosto na mnie (zbierającą kupę, gdybym sobie stała, paliła papieroska i czekała na nich to sytuacja wyglądałaby lekko inaczej, nie sądzisz?) i moją sukę na mikro chodniczek? Ja się nie wpycham do innych psów ze swoim i uważam, że to taka podstawowa doza kultury psiarskiej w stosunku do nieznanych psów. Zawsze można zapytać, czy psy mogą się poznać. Bo mogą istnieć powody, dla których to nie jest dobry pomysł. Nie wiem, co w tym dziwnego.

Posted

sadzilam, ze przeszly po prostu na druga strone, nie zwracajac na was wiekszej uwagi, bo np. tak im pasowalo przejsc. pretensje o cos takiego brzmia dla mnie dziwnie. no ale skoro przeszly tylko po to, zeby ich pies mogl sie poznac z twoim, tym bardziej w sytuacji, kiedy sprzatasz po nim to faktycznie niezbyt madre ;)

Posted

PaulinaBemol napisał(a):
pomijając fakt że mężczyźni w jakiś naturalny samczy sposób mają większy "szacun" który ja np. musiałam znacznie dłużej wypracowywać z Bemolem bo on lubi sprawdzać czy ktoś się będzie bał ale na mężczyznach zdecydowanie szybciej się wycofuje (niby nowych mężczyzn też sprawdza ale jakoś tak mniej)


Dużo zależy od psa. Ja mam na smyczy dorastającego ONka, który dosłownie kłuje inne psy w nos testosteronem (określenie mojej wetki). Wetka sama kazała uważać na ataki psów, bo też wie o molosach latających bez smyczy, oczywiscie niekastrowanych, bo to w Norwegii jest be.

Zdaniem naszej wetki (i nie tylko) nic tak nie wkurza niekastrowanego samca jak dojrzewajacy i buchający testosteronem samiec w pobliżu (a dorastające szczyle potrafią mieć i 7 razy więcej tego hormonu we krwi niż dorosłe psy). Stąd atak niekastrowanego psa zwłaszcza rasy bojowej lub mocno terytorialnego będzie bardziej zacięty jeśli chodzi o wyeliminowanie z terytorium potencjalnego rywala. Co innego ustalanie hierarchii a co innego atak z zamiarem eliminacji. Na przykłąd ten wielki lab (jakiś mix chyba bo z wyglądu lab ale waga jakieś 50-60kg, zaciętość też raczej nie labka), którego ostatnio spotkaliśmy tak sie nakręcił na Bruna, że pogryzł swojego właściciela, kiedy ten go w końcu złapał :P Totalna red zone.

Posted

Mój dalmat na początku tak miał, że wpadał w amok na widok innych psów i wtedy gryzł, co popadnie. Masakra totalna, ale po kastracji mu to przeszło, facet był hiper naładowany testosteronem, wiecznie by żarł, rżnął i zagryzał, ze tak to ujmę, na dodatek nie miał żadnych podstaw wychowawczych - z naszych obserwacji wynikało, że pierwszy rok spędził w klatce, bo miał zerowe umiejętności socjalne, o życiu w domu czy na łące nie miał bladego pojecia - po pierwszym całodniowym szaleństwie na działce zasnął w autobusie tak mocno, ze dopiero, jak nasza suka na niego zeskoczyła, odzyskał przytomność, a potem spał jak kamień całą noc. Wychowanie takiego gościa bez odjajczenia dla mnie osobiście jest niemożliwe, nie jestem specjalistką, więc może są jakieś tam metody, ale zdecydowanie kastracja uratowała chłopakowi życie, bo bylo tak źle, że rozważaliśmy uśpienie z powodu agresji, a pies skończył jako wspaniały przyjaciel.

Co do facetów, to są dwie skrajne postawy, które zauważyłam u moich psów. Większość dała by się np. za mojego męża pokroić, uwielbiają go, jest ich szefem, obrońcą i idolem. Z drugiej strony był u nas pies, który na widok faceta dostawał zajoba, bo został kiedyś zamknięty przez dwóch takich w garażu i przez dobę lub dwie był katowany (nie wiem, jak przeżył). Do końca życia usiłował atakować mężczyzn, którzy np. nieśli dzieci lub małe psy - próbował ratować te słabe stworzenia. Wydaje mi się, że agresja tego typu częściej występuje wobec mężczyzn, niż kobiet, ale pewnie akurat z takimi psami się stykałam.

Posted

Z tym ratowaniem psów trzymanych na rękach to coś w tym jest. Na naszej psiej łące ostrzegamy właścicieli małych psów żeby nie brali ich na ręce, bo wszystkie inne będą go chciały ratować. Postawione na ziemi mają spokój.

Posted

A teraz będzie o chamstwie policji. Nie wiem, czy to jest pocieszające czy nie, ale nie tylko w Polsce policja ma w d*pie prawa zwierząt. Dziś podczas wieczornego wypadu na peryferie znaleźliśmy psa, który albo był ranny albo do czegoś przywiązany, bo nie mógł się ruszać. Strasznie wył i szczekał, już się robiło ciemno. Poszliśmy za jego szczekaniem do lasu ale już miedzy drzwami nic nie było widać i nie mogliśmy go dojrzeć, a latarek nie mieliśmy. Niby psy by go wywąchały, ale ten pies szczekał tak agresywnie, że nie chcieliśmy ryzykować. Zadzwoniliśmy na polcję w sumie dwa razy i dwa razy kazano nam spadać. Mimo, że w Norwegii nie ma straży miejskiej, nie ma TOZów ani niczego takiego i to policja ma reagować w takich przypadkach. Nawet udało się nam dodzwonić bezpośrednio do firmy, która na zlecenie policji normalnie takie psy zabiera (ichnego hycla) ale nam powiedzieli, że oni moga reagować tylko na wezwanie policji, inaczej złamią prawo. No i nic, d*pa, zero, musieliśmy jechać do domu a pies tam umiera sam w lesie, w bólu... . Jedziemy rano jeszcze go szukać, ale nie wiem, jak do niego podejdziemy bo jest agresywny (pewnie z bólu) a my nie mamy żadnego sprzętu.

Posted

[quote name='jaszcz']sadzilam, ze przeszly po prostu na druga strone, nie zwracajac na was wiekszej uwagi, bo np. tak im pasowalo przejsc. pretensje o cos takiego brzmia dla mnie dziwnie. no ale skoro przeszly tylko po to, zeby ich pies mogl sie poznac z twoim, tym bardziej w sytuacji, kiedy sprzatasz po nim to faktycznie niezbyt madre ;)

Nie jestem jakąś psychopatką, że nie toleruję ludzi z psami na tym samym chodniku :evil_lol: Na dzień dzisiejszy mogę się z Zu spokojnie minąć z jakimś psem, o ile to nie owczarek niemiecki albo sapiący ttb ;)

Jak ktoś ma bezproblemowego psa, to mu pewnie wszystko jedno ;) Ale moja suka jest taka a nie inna, i mimo mojej wielkiej pracy w nią wkładanej, pewnie już zawsze będzie próbować robić zadymę, gdy ktoś prowadzi prosto na nią wielkiego (w jej oczach, bo golden nie jest przecież jakimś olbrzymem, ale jak się ledwo od trawnika odrosło, to perspektywa się zmienia ;)), obcego dla niej psa. To było głupie, zwłaszcza, że ja zauważyłam ich manewr w ostatniej chwili, więc gdyby nie udało mi się mojej usadzić to mogłaby być chryja. A nie widzę sensu wywoływania spięć między psami, bo "muszą się zapoznać". Moja się nie musi zapoznawać wcale, a jeśli już, to na moich zasadach, i na pewno nie znienacka po ciemku ;)

Nawet czasem jak jest spina, to różnie to można rozwiązać. Ostatnio spotkałam w wąskim przejściu panią z cockero-jamniczką, suki się wypruły do siebie, ale po opanowaniu sytuacji stałyśmy z panią i pogadałyśmy sobie przez chwilę na różne psiarskie tematy. Więc wystarczyłaby odrobina dobrej woli, jeśli Zu mogłaby sama zdecydować, czy ma podejść do goldena, czy nie, byłoby zapewne zupełnie inaczej. Ale przepadło ;)

Posted

chamstwo na spacerach niestety widac i wobec psiarzy i innych ludzi, jednak jesli sie mieszka w blokach, jest sie bardziej narazonym na zaczepki, pretensje bo Pana pies wyje... i ogólnie nieprzyjemności. Tak to już jest trzeba z tym jakoś żyć , w razie czego nie spuszczac psa ze smyczy bo nie raz nie dwa widzialem łagodne pieski w jatce z kundelkami bezdomnymi i na prawde nie raz jest to widok makabryczny, lepiej tego unikac a wtedy nie narazimy sie na chamstwo innych psiarzy, jak nasz pies jest słabo zsocjalizowany z innnymi nie ma sensu latac za innym psem i na siłe sie zaponawac bo tylko psy maja traumę jeden bo sie boi, a drugi bo nie wie dlaczego taki ładny piesiu nie chce sie z nim obwąchac ... najwazniejszy jest rozsadek obydwu stron...

Posted

evel napisał(a):
Nie jestem jakąś psychopatką, że nie toleruję ludzi z psami na tym samym chodniku :evil_lol: Na dzień dzisiejszy mogę się z Zu spokojnie minąć z jakimś psem, o ile to nie owczarek niemiecki albo sapiący ttb ;)

ja Ci mówie nasze psy muszą być rodziną , nie ma innej opcji .;)



dzisiaj idę z suczą na rynek po jakieś zakupy na obiad, oczywiście suka na smyczy , idziemy spokojnie, mijamy spokojnie 2 psy , z naprzeciwka widzę idzie pies bullowaty , bez smyczy , właścielka kawałek dalej i pokazuję ręką na mojego psa mówiąc coś do swojego :roll: pierwsze co pomyślałam że może go napuszcza by podszedł , nie wiem co mówiła bo byłam zbyt daleko ale pies oczywiście ruszył w nasza strone .
pies okazał się suką , pseudo amstafka na oko 25kg , schowałam moją za nogi bo oczywiście widząc taką postawe innego psa też zaczęła cyrki , tamta zaczęła krążyć w koło nas , ja się obracałam ciągle tak by moja suka była ciągle za nogami , a właścielka oczywiście wszystko miała w dupie i chyba dobrze się bawiła patrząc na to .
była za daleko by mnie usłyszeć bo bym jej piękną wiązanke chyba puściła .
krzyknęłam pare razy do tej suki "spierdal**" i próbowałam trafić ją nogą , bo nic innego nie działało zresztą nie miałam zbyt dużego wyboru.
w końcu ta suka odpuściła i wróciła do właścicielki , właścicielka od razu poszła gdzieś szybko , nie mogłam ich gonić bo by znowu naszczuła na mnie tego psa , znam ich z widzenia , na pewno jej tego nie odpuszczę jak ją zobaczę po raz kolejny , jak tylko nie będę miała psa ze sobą .
od razu będę dzwonić na policję , teraz tego nie zrobiłam bo wiedziałam że nie ma szans by zdążyli dojechać , dziwczyna mieszka gdzieś blisko .
bardzo sie wystraszyłam bo wiem że moja suka raczej by zginęła w takim starciu i nie wiem czy następnym razem też nam dopisze szczęście i tamta odpuści , obstawiam że właścielka ma coś nie tak w głowie skoro szczuję swojego psa i pozwala się gryźć .
powiedziałam o tym bratu i będzie miał to na uwadze także, jeśli ją spotka to do niej podejdzie i zwróci uwagę (obawiam się że ja nic nie zdziałam) .
oczywiście żadnego gazu ani nic nie miałam i bardzo żałuję .

Posted

witam , tak to jest że nie każdy pies musi lubiec drugiego psa, wtedy zaczyna sie problem i inny włąściciel może miec pretensje, tak było ze mna kiedy na spacerze mój pies za bardzo sie zbilizył do yorka, włąścicielka jorka że jak ja mogę z psem dużym do małego podchodzić... nie wiedziałem co odpowiedziec ...jak mozna byc takim podłym człowiekiem , dodam ze mój piesek jest szczepiony, zadbany nie wiem o co tej babie chodzilo... szkoda ze nie pozwala podchodzic swemu psa do innch nawet małych... abiera go na ręce i wraca do domu....;///

Posted

Borys, a nie wpadłeś na to, że może tamten pies się dużych boi, może kiedyś pies go pogryzł, a może po prostu pani ma takie, a nie inne widzimisię i ma do tego prawo? Uprzejmość nakazuje najpierw zapytać, czy można podejść, a nie się pchać jak krowa w szkodę, bo można np. popsuć komuś trening, zestresować psa po przejściach. Co w niej podłego? To, ze sobie po prostu nie życzy pewnych zachowań? Czy ona ma być wróżką i zgadywac, który pies jest szczepiony i łagodny, a który nie? Róznie bywa.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...