Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

JUtro poproszę mojego doktora aby do niej zadzwonił i skonsultował wyniki. Być może uda się leczyć Go w Chorzowie a ja zapłacę za konsultację telefoniczną. Jeśli tak by sie dało.... to będzie rewelacja. Jeśli się nie da....pojadę po dializach. On w takim stanie jak jest teraz...nie nadaje się na podróż.

  • Replies 1.6k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Te zdjęcia z pierwszej strony.... matko, nie wiadomo, gdzie ogon, gdzie nóżka....
Faktycznie wyglądał strasznie, biedny psinek, oby dane mu było pożyć jeszcze choć parę miesięcy, wygrzać pupkę w łóżeczku....

Posted

nescca napisał(a):
JUtro poproszę mojego doktora aby do niej zadzwonił i skonsultował wyniki. Być może uda się leczyć Go w Chorzowie a ja zapłacę za konsultację telefoniczną. Jeśli tak by sie dało.... to będzie rewelacja. Jeśli się nie da....pojadę po dializach. On w takim stanie jak jest teraz...nie nadaje się na podróż.
No tak, rozumiem.Ja to się mało znam na tej medycznej stronie. Pamętam watek jednego psiaka, staruszka, chyba Miętusek się nazywa. Też miał dializy i płukanie, bo mocznik był bardzo wysoki. Były z tego co pamietam małe szanse. Chcieliśmy aby wyszedł ze schroniska i odszedł tulony i kochany, chociaż w DT. Wyszedł ze schroniska, zamieszkał w cudownym DT a potem wyszedł z choroby, choc wygladało to wszystko bardzo kiepsko. Dziś ma cudowny domek i cieszy się życiem. Z Duszkiem też tak będzie. Nie dopuszczam nawet myśli, że moze być inaczej.

Posted

Nie chcę nikomu odbierać nadziei i wiem, że u kota nerki to o wiele mniej rokująca historia ale wiara i nadzieja to jedno a tutaj niestety jest życie. Pies z niewiadomą przeszłością, wyniszczony, zaniedbany organizm. Tego się nie da nadrobić w szybkim tempie, nawet z najlepszą opieką. Niestety ta opieka nadeszła zbyt późno i jest zbyt dużo spustoszeń.
Miałam ukochaną koteczkę u której także stanęły nerki. I też walczyłam, wbrew lekarzowi, który lojalnie uprzedzał, że nie widzi szans i nie ma sensu kota męczyć. I miał rację...
Nescca, będziesz widziała, że już nic więcej zrobić nie możesz i nic, co robisz nie przynosić żadnych efektów. Nie pozwól Mu cierpieć. To najlepsze, co możesz dla Niego zrobić. Walcz, dopóki jest sens ale nie przedłużaj cierpienia. Wiem, że chcesz przychylić Mu nieba i wynagrodzić całe zło ale zrobiłaś dla Niego już tyle ile nikt do tej pory nie zrobił. Za późno Go spotkałaś. I sama do końca wierzyłam w cud, wbrew rozsądkowi i temu co widziałam. Cud nie nastapił. I niestety mam wrażenie, ze tutaj poprawy są chwilowe (już nawet nie okresowe) i nic więcej zrobić się nie da.
Daj Mu jeść to, co sprawi Mu radość, utul, ucałuj, ukochaj z wszystkich sił....i nie pozwól zeby cierpiał.
Ja się przygotowywałam do odejścia mojego Słońca..., miałam umówioną wetkę....a dzień wcześniej niemal na sygnale zawiozłam ją weta, uśpiłam w lecznicy. Pędziłam, żeby uśpić moje Serduszko, bo nie wiedziałam co przyniesie kolejny dzień a ten już nie dawał nadziei na nic dobrego...

Posted

Nescca pamiętaj że nie jesteś zupełnie sama. Nie możemy pomóc Ci fizycznie w realu, ale jesteśmy z Tobą i Duszkiem. Dopóki nie ma pogorszenia to wszystko dobrze to że miał odruch wymiotny, ale nie doszło do wymiotów to już jakiś plus. Bądź cierpliwa i pamiętaj my tutaj jesteśmy.
Niewiem co będzie dalej nie znam przyszłości, ale jedno wiem że Duszek nigdy już nie będzie sam, nie będzie w schronisku, a to najważniejsze, bez względu na to co życie przyniesie.
Trzymaj się Nescca i Ty Duszku.
Spokojnej wspaniałej nocy Wam życzę.

Posted

Iljova napisał(a):
Nescca pamiętaj że nie jesteś zupełnie sama. Nie możemy pomóc Ci fizycznie w realu, ale jesteśmy z Tobą i Duszkiem. Dopóki nie ma pogorszenia to wszystko dobrze to że miał odruch wymiotny, ale nie doszło do wymiotów to już jakiś plus. Bądź cierpliwa i pamiętaj my tutaj jesteśmy.
Niewiem co będzie dalej nie znam przyszłości, ale jedno wiem że Duszek nigdy już nie będzie sam, nie będzie w schronisku, a to najważniejsze, bez względu na to co życie przyniesie.
Trzymaj się Nescca i Ty Duszku.
Spokojnej wspaniałej nocy Wam życzę.


Przyłączam się do tych słów !!!
Trzymam kciuki za spokojną noc dla Duszka i nescci :modla:
Oby jutrzejszy dzień przyniósł Wam nadzieję i siłę do dalszej walki :modla:

Posted

Nie wolno rezygnować. Ja miałam 2 sunie , bardzo chore staruszki. Złe wyniki, wymioty, kroplówki. Pomimo tego stawały na łapki i miały długie, dobre okresy bez problemów. To trwało 2- 3 lata. W końcu odeszły ale w wieku 18 i 17 lat. Wielokrotnie słyszałam- uśpij. Walczyłam i wiem ,że było warto. Kiedy bywało gorzej to i tak wiedziałam,że są szczęśliwe, świadome mojej miłości. Leżały jak Dusio pod kocykami a ja je tuliłam . Każdy dodatkowy dzień był ważny. Dusio też tak czuje i dlatego bezcenny jest każdy dzień, póki on ma wolę życia.Nescca jesteś dla Dusia najlepszą Osobą na świecie. Pozdrawiam serdecznie i jestem myślami obok Was.

Posted

Ludwa, ale tu nerki jeszcze na szczęście nie stanęły. Przerabiałam to i przypominam sobie, że taki moment, kiedy wiadomo, że już nic się nie da zrobić to kiedy nie siusia.
Chociaż nie ma co mieć zbyt wielkich nadziei, bo faktycznie psiak wycieńczony mocno, stary i zabiedzony. Może jednak jeszcze troszkę mu jest darowane. Dokąd nie widać cierpienia, dokąd nie widać kompletnej obojętności na bodźce, ta nadzieja się tli.
Nescca wiem, że zrobisz co trzeba, cokolwiek to będzie.
Wiem też, że taka walka jest potwornie wyczerpująca psychicznie, bo człowiek ma raz nadzieję, a za chwilę już myśli, że koniec. To jest najgorsze.
Chyba większość z nas to przeszła i teraz stają przed oczami te wspomnienia....

Posted

Ale jednocześnie czuje się pewnego rodzaju radość że takiemu zwierzęciu darowało się jeszcze trochę wspaniałego życia z dobrym człowiekiem, dlatego trzeba robić wszystko co tylko można tak długo jak się da.
Nie wolno tracić jeszcze nadzieji.
Nadzieja umiera ostatnia !

Posted

Ale nie można też psiaka męczyć, jeśli będzie mu bardzo źle.
Wszyscy chcemy, żeby żył, ale... On to "powie". Możliwe też, że bardzo się stara, bo widzi, że komuś zależy na nim.

Dobrej nocy, piesku.

Posted

Iljova napisał(a):
Ale jednocześnie czuje się pewnego rodzaju radość że takiemu zwierzęciu darowało się jeszcze trochę wspaniałego życia z dobrym człowiekiem, dlatego trzeba robić wszystko co tylko można tak długo jak się da.
Nie wolno tracić jeszcze nadzieji.
Nadzieja umiera ostatnia !
Nie będę kometowała wpisu ludwy, bo mam świadomośc, że ja naparwdę w tych sprawach laik jestem i zupełnie bakuje mi doświadczenia. Trzymam sie jednak kurczowo słow nesci, że wie, że Dusio nie cierpi póki co. Jestem też pewna, że nesca bedzie wiedziała, kiedy zacznie sie cierpienie, jesli w ogole sie zacznie i bedzie widziała, kiedy Duszek chce odejść. jestem tez pewna, że nie pozwoli, aby psiunio cierpiał. Zrobi na pewno wszystko, co trzeba. Ale teraz, póki jeszcze mozna, to trzeba walczyć i robić co tylko można i jak długo się da. Ja naprawdę przepełniona jestem ogromną nadzieją, że jednak nie jest za późno. Boję się, jest mi smutno, przychodza mi czarne myśli, ale wierze, że może się udać. I własnie nadziei nie tracę. I błagam, tej nadziei mi nie odbierajcie.

Posted

Oczywiście że będzie wiedziała, jak się z psiakiem ciągle przebywa, widzi codziennie w czasie choroby to rozpoznaje się ten moment kiedy trzeba podjąć bolesna ale zbawienną dla psiaka decyzję. To poprostu widać w oczach psa.

Posted

Duszku, odpoczywaj, nabieraj sił do życia. Nesca i cioteczki czuwające na wątku: dobranoc.
Niech ranek przyniesie nam tylko dobre wiadomości. Tak musi być. Trzymamy za Duszka i jego wspaniałą opiekunkę.

Posted

Duszeńku o tobie myślę od rana :) Zdrowiej chłopaczku, niech te rosołki Nescci i miłość jaką masz wokół siebie postawią cię mocno na łapkach - na ziemi. Pomachaj ogonkiem duszkom i siedź tu z nami :))

Posted

ewu napisał(a):
Duszeńku o tobie myślę od rana :) Zdrowiej chłopaczku, niech te rosołki Nescci i miłość jaką masz wokół siebie postawią cię mocno na łapkach - na ziemi. Pomachaj ogonkiem duszkom i siedź tu z nami :))
Podpisuję się. Weszłam tu na chwilkę tylko po to, żeby sprawdzic, co u ciebie Dusiu. Brak wiadomości traktuję jako dobrą wiadomość. Zaciskam więc kciuki, śle dobre i ciepłe myśli oraz nieustająca nadzieję w Waszą stronę.

Posted

mmd napisał(a):
Ludwa, ale tu nerki jeszcze na szczęście nie stanęły. Przerabiałam to i przypominam sobie, że taki moment, kiedy wiadomo, że już nic się nie da zrobić to kiedy nie siusia.
Chociaż nie ma co mieć zbyt wielkich nadziei, bo faktycznie psiak wycieńczony mocno, stary i zabiedzony. Może jednak jeszcze troszkę mu jest darowane. Dokąd nie widać cierpienia, dokąd nie widać kompletnej obojętności na bodźce, ta nadzieja się tli.
Nescca wiem, że zrobisz co trzeba, cokolwiek to będzie.
Wiem też, że taka walka jest potwornie wyczerpująca psychicznie, bo człowiek ma raz nadzieję, a za chwilę już myśli, że koniec. To jest najgorsze.
Chyba większość z nas to przeszła i teraz stają przed oczami te wspomnienia....


Niestety właśnie najbardziej obawiam się tego wyniszczenia organizmu. Inaczej jest w przypadku zadbanego psa. Są bez porównania większe szanse. Próbować trzeba;) Tylko nie za wszelką cenę, dopóki on chce wlczyć. Jak przestanie, to trzeba pozwolić mu spokojnie i godnie odejść.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...