No to i ja! Dzwoniła dziś pani, nie jestem pewna, czy to nie ta pani, co miała zadzwonić o 17.00, tyle że tydzień temu. Głos podobny, a pytała o warunki adopcji. I znów, ze chciałaby wziąć psa na spacer, zobaczyć, i się zastanowi, bo te 99 km...
Nusia ma zdjęty opatrunek usztywniający, miała go 3 tygodnie. Teraz łapinka w górze, nie podpiera się nią, ale ona i tak często - jak to ratlerki - na 3 nóżkach drepcze.
A to psiątko w schronie.... Mamusiu...
Byłam, widziałam, ale wstyd przyznać - teren gospodarki komunalnej, a wylało tam szambo i Tomek z trudem się przedarł do kojca, by psu dać wodę ("miał, ale pewnie wylał, pan się nie martwi, dbamy o niego" - pracownik gospodarki komunalnej...)
Hmmm, naręczna to jest, ale ... dla tęgiego faceta. Ja ja podniosę, choć ona tego raczej nie lubi, chce na ziemię z powrotem. No i zmężniała nam, waży chyba ponad te 12 kg... Szkoda, ze to nie jest wielkość jamniczka miniaturki :(