Jump to content
Dogomania

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 05/11/2014 in all areas

  1. 14 points
    I. Sabinka Arlekinka w typie doga. Ma około 6 lat. Została adoptowana 20.03.2011 od FRD. Miała bardzo trudne szczenięctwo i młodość. Do Fundacji trafiła w bardzo ciężkim stanie, z przetoką po porodzie, w której mieściły się 2 ludzkie pięści. Właściciel chciał ją uśpić, bo nie miał za co jej leczyć. Dzieci Sabisi żyją, też zostały adoptowane i mają się nieźle.  Opiekun Małgorzata Gołko  
  2. 11 points
  3. 10 points
    U Abi coraz lepiej. Chodzi z Panią na spacery, choć niechętnie opuszcza teren działki. Dużo bawi się zabawkami i już niewiele niszczy. Zawołana do domku wraca galopem. Śpi dużo dłużej, bo wstaje dopiero o 7.00. Przedtem budziła Panią o 3-ciej, później o 5-tej rano. Pozwala się głaskać i liże Panią po palcach (oczywiście posmarowanych masłem:):):) W odwiedziny chodzą do zaprzyjaźnionej suczki sąsiadów, ale Abi nie zaprasza do zabawy i raczej się dystansuje. Pani się cieszy, bo Abi już zaczyna szczekać na psy za płotem. Ostatnio wystawiła jeża na działce, była bardzo zainteresowana, a jeż się zwinął w kłębek i sobie poszedł, jak Pani zabrała Abi do domu. Kochane ciocie Jola, Sowa i Wiosna nadal czuwają nad Abi i wspierają Panią radami. Serdecznie im dziękuję. Niestety Abi nie lubi skierowanego w siebie aparatu i zdjęcie nie oddaje, że ma bardzo ładnie wyczesaną sierść i została podcięta.
  4. 10 points
  5. 10 points
    I jeszcze trochu Abi :) Dzielnej Abi :) Wreszcie odważnie patrzę na tego dużego :) I te piękne bursztyynowe ślepka :)
  6. 9 points
    Za miesiąc minie rok, od kiedy Bajka została członkiem naszej rodziny; zyskała nie tylko wolność, dach nad głową, ale również kolegów z sąsiedniego gospodarstwa do zabawy; uciążliwą sąsiadkę, owczarkę z ADHD skaczącą jej na głowę i wiecznie w ruchu oraz przyjaciółkę Amber na wspólne podróżena działkę. Może położyć się na trawie lub uprawiać ulubiony sport, kopanie dołów na łące sąsiada. Mam nadzieję, że to dobre życie.
  7. 9 points
    Dziękuję Wam za słowa pocieszenia. Od ostatniego postu nie mogłam wejść, ani tu, ani w ogóle usiąść do kompa. Bardzo, bardzo mocno przeżywam to, co się stało. Ale nie będę załamywać rąk, nie zaprzepaszczę tego, co udało się zorganizować. Już kilka godzin temu postanowiłam, że skorzysta z tego jakiś inny psiak. Widzę, że też macie podobne zdanie i cieszę się, bo miałam obawy, że będziecie mnie uważały za potwora, że tak prędko zapomniałam o Iwo i jego nieszczęściu :( Nie. Historia Iwo na zawsze pozostanie w mojej głowie. Nigdy nie zapomnę widoku jego smutnych oczu, ani słów, jakimi opisywały go wolontariuszki i jeszcze pewnie nie raz zapłaczę nad tym co się stało. Ale właśnie dlatego, żeby śmierć Iwo nie poszła na marne, muszę to jego miejsce podarować innemu psiakowi. Też z Radys. Jakiemuś współtowarzyszowi jego niedoli.
  8. 9 points
        tak naprawdę to nie wiem co jada Tyczunia, czy jest na suchej karmie, czy ma gotowane, nie pamiętam czy było pisane na wątku . Nie wiem, czy założycielka wątku szukają domu tymczasowego brała pod uwagę to jakiej firmy karma jest kupowana.   To prawda, że wolę, że stara, ślepa Tyczunia mieszka w domu bo ona lubi w tym domu przebywać, a na tarasie jak pisali nie chce leżeć.   Wiesz, ja przyznaję że nie jestem doskonała i może  domki i Tyczuni i Tyffany też nie są doskonałe, ale byłabym ostrożna w tej ocenie.   Jestem od 10 lat na dog, czasami mam przerwę.  Nie raz czytałam o podobnym domku jak Tyffany. Pamiętam, ze kiedyś czytałam o dziewczynie, która wzięła pieska ze schroniska. Pamiętam jak pisała o swoich kłopotach, o tym jakie miała problemy ze swoim Tata, który na psa się zgodził, ale nie tolerował go w domu.  Wówczas nikt nie pomyślał, żeby obrażać Ojca tej dziewczyny, każdy starał się  ją wspierać, jednocześnie szanując wolę ojca.  Czytałam jak oszczędzała na budę a później na kojec dla tego  psa. Obserwowałam jak świadomość tej dziewczyn się rozwijała,  Dziś to już jest kobieta i chyba nieźle działa na dogo :)   Więc może życzliwe rady i dyplomacja więcej mogłyby zadziałać.   Ale mleko już się rozlało, Gdyby Nowy Dom Tiifany, zanim cokolwiek napisał tu na dogo,  nie został oceniony negatywnie, być może mielibyśmy na bieżąco informacje, takie normalne, codzienne, anegdoty z życia,  z których można byłoby wywnioskować  o życiu Tiffany Wiesz, jeżeli domek Tiffany nie napisze więcej, jeżeli nie wstawi zdjęć, to mnie to nie zdziwi. Ja bym chyba już tu więcej nie weszła do ludzi, którzy oceniają ludzi po statucie społecznym.   I tak naprawdę to myślę, że jesteście źli na schronisko i całą tą złość kierujecie na Nowy Domek Tiffany.
  9. 8 points
    Lakcky ,pozdrawia :) widać ,że jest trochę spięty ale .... pychol uśmięchnięty :)) Pierwszy dzień ,czyli 'Poznajemy się' Gizmo na przywitanie oczywiście obszczekał Lakusia, który go kompletnie zignorował, gdzieś od wczoraj, 'poznikały' koty ale poza tym, wszystko OK :) I ... dzisiaj był już pierwszy spacer po lesie, Lacky spokojnie chodził z Małgosią nie było to długo ale spisał się na medal, po drodze obszczekały go psy sąsiadów co zupełnie zignorował :))
  10. 8 points
    Jesteśmy po pierwszej nocy :-). Na razie wszystko ok :-). Gdzie Figo spał nie mam pojęcia bo długo spacerował po mieszkaniu i wszyscy usnęliśmy zanim on padł. A rano chyba pierwszy był na łapkach. Jak na razie wszystkie potrzeby załatwiamy na dworze. Dziś rano było kooo i to takie eleganckie. Mam nadzieję, że w tej kwestii nic się nie zmieni :-). W domu bardzo trudno mu zrobić jakieś fotki bo on jak widzi, że człowiek się nim interesuje to od razu przychodzi żeby go głaskać :-)))) Jednak coś tam się udało...
  11. 8 points
    Państwo od Lucky wyruszają po niego jutro o 8 rano :) Kciuki na pokładzie aby wszystko poszło dobrze! Rozmawiałam też z p.Wiolettą i u Atilii niestety ale bez zmian.Jest obecnie pod opieką bardzo dobrego weta,również polecanego przez p.Bogusię,która robiła wizytę p/a.Ponieważ zastosowane leczenie nie przyniosło pożądanych rezultatów,wet będzie umawiał wizytę w Warszawie na tomografię komputerową, aby dokładnie zostały zbadane przewody moczowe.Podejrzewa,że to może być wada wrodzona i będzie potrzebna operacja,ale trzeba poczekać na wyniki badania i konsultację. Dzisiaj p.Wioletta mi powiedziała tak: p.Bogusiu,zadała mi Pani w naszej pierwszej rozmowie pytanie, dlaczego właśnie Atilka? Odpowiedziałam,że zakochaliśmy się w niej od pierwszego zobaczenia,a dzisiaj jeszcze uzupełnię,że właśnie dlatego, aby jej nikt więcej nie porzucił ze względu na jej stan zdrowia.My zrobimy wszystko co w naszej mocy, aby ją wyleczyć,bez względu na koszty.I tak jak już wcześniej mąż powiedział,że nie ma takich pieniędzy,za które byśmy mogli Atilkę oddać :) Same łzy mi płynęły gdy to usłyszałam...Ta adopcja to przeznaczenie i modlę się ze wszystkich sił,aby mała wróciła do zdrowia! Ona na to zasługuje i jej wspaniała,bardzo troskliwa Rodzina!:) Napiszę,jak tylko otrzymam wiadomość o terminie badania.
  12. 8 points
    Hmmm, sama nie wiem od czego zacząć…. Tyle czasu minęło, tyle się wydarzyło. Niesłychanie długą i wyboistą drogę przeszedł nasz Dolarek. Przed Radysami najpewniej miał podłe życie, potem trzy lata w piekle w Radysach, uwolniony z Radys spędził rok w hoteliku u Murki, następnie 1.5 roku pod skrzydłami „hop!”. Dolarek bardzo się zmienił przez ten czas. W Radysach z łatką dzikusa, przerażony i upodlony, pierwszego dnia po przyjeździe do hotelu chciał rozwalić klatkę u weta, potem dał się poznać jako pies samotnik któremu człowiek do niczego nie jest potrzebny. Był czas, kiedy myślałam aby Dolarka wyadoptować nawet do budy do ogrodu , że tam będzie szczęśliwy na swój sposób. Boże, jak dobrze że tego nie zrobiłam. U hop! dał się poznać jako psiak ceniący sobie mieszkanie w domku, zaraz po spacerku tam właśnie się kierował. Tam czuł się bezpiecznie, tam miał swoje własne legowisko, swój pokój, jedzonko za które dałby się pokroić. Okazał się psiakiem grzecznym, prawie bezproblemowym, świetnie odnajdującym się w warunkach domowych , jedynie lękliwym w pewnych sytuacjach, które jednak gdy się pozna i zaakceptuje to nie są jakimś wielkim problemem. Ofert domu zbyt wiele nie było a te które były to takie byle jakie. Albo pani z gromadą wrzeszczących dzieci, albo młoda dziewczyna na utrzymaniu rodziców albo nawiedzona pani pielęgniarka która jak przyszło co do czego przestała się odzywać. Pamiętam że początkowo bardzo dużo ogłaszałam Dolarka, bardzo wiele ogłoszeń miał wyróżnionych. Potem, z biegiem czasu zaczęłam powoli tracić nadzieję. Gdzieś w podświadomości pogodziłam się już chyba z myślą, że Dolar domu nie znajdzie. Bo kto będzie chciał lekliwego, starszego już Pana, kiedy wkoło tyle młodych, pięknych psiaków do adopcji. A że u Dolara krew się nie leje, jest zaopiekowany , jest dobrze mu tam gdzie jest więc nikogo jego los nie wzruszy. Natchnienie przyszło, kiedy przeczytałam na Dogo wpis hop!, że jej „trudny” Bastuś znalazł wspaniały domek i że warto wierzyć do końca w dom nawet dla trudnego psa. I wiecie co? Tak mnie to podbudowało i uskrzydliło, że usiadłam do laptopa, pokasowałam wszystkie stare ogłoszenia Dolarka i zrobiłam nowe, zmodyfikowałam tekst, zmieniłam zdjęcia, wyróżniłam jednocześnie 5 ogłoszeń na duże miasta. I zdarzył się cud! Otrzymałam wiadomość przez olx ale nie taką „byle jaką” jakich multum –ale długą, ciepłą, serdeczną, wzruszającą, taką że serce zaczęło mocniej bić. Odpisałam a że była późno to już nie oczekiwałam odpowiedzi, jednak nie mogłam zasnąć bo wciąż myślałam czy będzie kontynuacja. I byłaaaaaa :). Pisała do mnie Pani ze swoją córką-tegoroczną maturzystką. Panie zrobiły na mnie cudowne wrażenie. Zakochały się w Dolarku od pierwszego wejrzenia i chciały jego i tylko jego. Panie bardzo dobrze przygotowały się do adopcji. Hop! wiele czasu poświęciła na rozmowach o Dolarku, o tym co lubi, czego nie lubi, czego się obawia, jak należy z nim postępować w różnych sytuacjach itd. Panie uważnie słuchały rad i wszystko co usłyszały wcielały w życie. Tu dziękuję z całego serca nieocenionej hop! za przekazanie swojej wiedzy „dolarkowej” i wspaniałe przygotowanie rodziny do tej adopcji J Tak bardzo się bałam, czy po przyjeździe z Poznania do Łodzi i poznaniu Dolarka na żywo, nadal będą go chciały adoptować, czy się im spodoba. Ale martwiłam się zupełnie bezpodstawnie :). I teraz mogę już oficjalnie ogłosić: Dolarek, po 3 latach w Radysach, po 2.5 roku w hotelikach ma cudowny DOM w Poznaniu . Dom pełen ciepła, miłości, delikatności, wyrozumiałości dla lękliwego pieska. Lepszego domu nie mogłyśmy sobie wymarzyć. Ja jeszcze bujam w obłokach, kiedy czytam czy słucham wieści z domku Dolarka, o tym jak Pani ciepło o nim opowiada, jak cieszy się z każdych jego postępów, jak go chwali jaki jest grzeczny i kochany, o tym jakie przeżył przygody. Sama nie wiem komu i jak mam podziękować aby kogoś nie pominąć. -dziękuję Wszystkim Deklarowiczom za to że trwali, że się nie wycofali z deklaracji pomimo że Dolarek tak długo czekał na dom a niektórzy jeszcze oprócz deklaracji dorzucali bonusy J . Bez Was to by się nie udało. - dziękuję Murce za to że przyjęła Dolarka do siebie, wprowadzała w „normalny” świat, oswajała, uczyła chodzić na smyczy, za wszelką pomoc udzieloną Dolarkowi. -dziękuję ogromnie hop! za tytaniczną pracę związaną z odchudzaniem Dolarka (przypomnę tylko że Dolarek z prawie 33 kg schudł do 20kg), za wspaniałą opiekę, za to że Dolarek stał się domowym bezproblemowym pieskiem, za fachowe doradztwo, za przygotowanie rodziny do adopcji Dolarka. Z całego serca dziękuję hop!. -dziękuję wszystkim kibicującym i odwiedzającym wątek i Wszystkim, którym Dolarek leżał na sercu i mu dobrze życzyli. WARTO POMAGAĆ :)
  13. 8 points
    ewu

    GUCIO - sponiewierany maluch u nas w BDT

    A tak z guciowej ale trochę innej beczki to u Madzi , która przywiozła ze mna Gucia są jego dzieci . 4 małe kulki zabrane z tego miejsca (widać je na zdjęciu...) Wczoraj byłyśmy na wizycie pa dla córeczki Gucia - Figi. Domek przesympatyczny, bardzo fajna młoda Rodzina z 9-cio letnią, ułożoną, przemiłą Dziewczynką. Zawiozłyśmy dzisiaj Figę do nowego domku. Wszystko przygotowane jak na przyjęcie małej księżniczki. Kiedy po powrocie , po dwóch godzinach Państwo zadzwonili Madzia się przestraszyła ,że coś jest "nie tak". Okazło się ,że po debacie rodzinnej Państwo uznali ,że Figa będzie szczęśliwsza jak w domu zamieszka z swoim braciszkiem( siostrzyczek nie było). I tak dwa guciowe bąble zmieszkają w jednym domu i będą bardzo kochane.Wieczorem wieziemy braciszka:). Poker przepraszam ,że to tu opisałam ale to pewnie ważna informacja dla Gucia:):):)
  14. 8 points
    Mortes

    DO ZAMKNIĘCIA

    Dla wszystkich fajowych Cioć z fanklubu Jędrzejka ślemy walentynkowe pozdrowienia ;)
  15. 8 points
    Wy róbcie tam swoje,a ja śpieszę z nowościami , Morisek WYSZEDŁ z klatki przy mnie!..co prawda stałam kilka metrów od niego,ale cieszę się jak nie wiem co. Kurczak i ciastka działają.Porozkładałam ścieżkę,najpierw w klatce i obok ,później dalej. Powolutku zaczął się wysuwać i kilka razy wyszedł calutki na metr od klatki!...zjadł i oczywiście się schował z powrotem.
  16. 8 points
    zachary

    DO ZAMKNIĘCIA

    Mortes, podziwiam Cię wspaniała kobieto. Działasz, skutecznie pomagasz, cudownie logistycznie ogarniasz Białogonkowo i jesteś przy tym zawsze merytoryczna, grzeczna, taktowna. Za każdy gest pomocy pięknie dziękujesz, uczciwie wszystko rozliczasz.O niewielu dogomaniakach mozna tyle dobrego powiedzieć...a szkoda...
  17. 8 points
    III. Alfa   Czarna sunia lat 7+. Podopieczna FRD. Adoptowana 8 lutego 2014 r. Uwielbia jeść i mordować pluszaki. Większość życia spędziła w garażu (...) Teraz jest największym skarbem swoich opiekunów.  
  18. 7 points
    Lakuś sam się bardzo pilnuje na spacerkach po lesie, które bardzo lubi :) ... bardzo też lubi zabawy, chyba te z człowiekiem , najbardziej :) ... faktycznie woli być ' w cieniu ' unika słoneczka, nawet jak są to ostatnie promienie w tym roku ;) Serce mi rośnie ,jak na niego patrzę :))
  19. 7 points
    Okruszek już w domu :-). Zapoznanie z Fuksem poszło nad wyraz dobrze. Choć Fuks nie toleruje nie kastrowanych samców to poza swoim terenem nie jest tak waleczny jak u siebie. Dlatego zapoznanie było na neutralnym gruncie i chłopaki stanęli na wysokości zadania :-). Okruszek a właściwie teraz już Figo to bardzo spokojny i grzeczny piesek. Taka poczciwa bidulka. Cichutki, nie szczeka, nie warczy. I taki przylepa. Wracając do Szczecina spod Myśliborza oba psiaki zostały wsadzone do samochodu na tylne siedzenie. Zaledwie po paru kilometrach Fuks doszedł do wniosku, że z przodu, na kolanach mojej sąsiadki będzie mu lepiej i się tam wcisnął. Zaledwie po paru minutach Figo doszedł do wniosku, że on nie chce jechać z tyłu sam skoro wszyscy są z przodu. I też się wtarabanił do sąsiadki na kolana :-). Wyglądało to przekomicznie i co najważniejsze obaj spokojnie tak dojechali do samego Szczecina. A że sąsiadce było trochę niewygodnie i za ciepło? A kto by na to zwracał uwagę :-). Chłopak został też już wykąpany żeby zapach schroniskowy nie przypomniał Fuksowi starych, złych czasów. Pewnie była to pierwsza kąpiel w życiu tego malucha... Na początku się trochę bał ale jak zobaczył, ze to nie takie straszne to wyluzował i już spokojnie dał się umyć :-). Mam naadzieję, ze tu uda mi się wstawić fotki bo na FB jakoś mi się nie udało :-(.
  20. 7 points
    Freska szykuje walizki, a Florek już w swoim domku. Na zdjęciu też drzwiczki w oknie specjalnie dla pieska :) Trafiło się Florianowi pięknie. Razem z Florkiem pojechały szelki, smycz, obroża, ok. 1 kg karmy, książeczka i z umową ulotka Fundacji ZEA.
  21. 7 points
    Wczoraj dzwoniła pańcia Nany. Zachwytom nie było końca. Sunia jest naj, naj, naj na świecie. Mądra, posłuszna , pieszczoch. Zawojowała domek całkowicie. Z Pablo i kotem , który wrócił po 10 dniach !!! zero problemów. Jak było do przewidzenia owinęła sobie Pablo dookoła łapki. Jeżdżą na łąkę wybiegać się. Pablo luzem , a Nana na długiej lince. Ona sama wskakuje do bagażnika vana zanim Pablo się ruszy. Pani mówi ,że nie przypuszczali ,że Nana tak szybko się zaaklimatyzuje . Kolejny raz wyraziła swoją wdzięczność za to ,że daliśmy im Nanę, że spotkało ich takie szczęście. I jak tu się nie cieszyć ?
  22. 7 points
    Maluszki wyciągnęłam do przedsionka budki, Maminka bardzo je ogarniała, lizała, była niespokojna. Ale szybko zrobiłam zdjęcia i wsadziłam z powrotem w głąb budki. Małe są wielkie! i takie kluchy z nich :) Najmniejsza jest sunia, taka ślicznie ruda, jak matka, ale też największa z niej krzykaczka! Chłopaki są podobni do siebie, jeden ciemniejszy, ale nie czarny, jak na początku się wydawało. Posapywały tylko i spokojnie poddały się zdjęciom i dłoniom Tomka :)
  23. 7 points
    Dziewczynki u Kapselka wszystko w porządku :) zresztą same zobaczcie ;)
  24. 7 points
    Może rzeczywiście zmienić plany i zrobić wątek tylko dla tych dwóch suczek lub nawet dla jednej z nich? Ich los stale komuś nie dawał spokoju na zamojskim wątku. Gdyby dla jednej były deklaracje, to mozna uratować od schroniska i szukać domu, a tak, jak pisze rozi, jesli psów będzie więcej, to kazdy może chcieć pomóc innemu psu, obrazi się o inną decyzję i pomoc się rozmyje, a w efekcie żaden pies nie opuści schroniska. Gdyby nazbierały się nawet 5 czy 10 zł deklaracje stałe od osób, którym nieobojętny jest los zamojskich schroniskowych psów, to można choć jedną zabrać. Ja niestety mogę tylko zaoferować miejsce hotelowe u nas w domu. Mam adoptowane swoje psy i koty i nie jestem w stanie inaczej pomóc. Niedawno pojechałam po Nelę, która w schronisku żyła 8 lat, czyli była w podobnej sytuacji do tych suniek, które pokazała Tola. Mam nadzieję, że nie pogniewacie się za prywatę, że Wam pokażę moją nową przyjaciółkę. Bardzo się cieszę, że ją zobaczylam w ogłoszeniu i adoptowałam. Mam nadzieję, że na te dwie sunie też gdzieś czekają domy.
  25. 7 points
  26. 7 points
    Witamy. U nas ok . Mia nadal nieufna . Ma chwile, że podchodzi i momenty strachu. Ale jest dobrze.Nadal odkrywa co chwile coś nowego. Ostatnio odkryła uszczelkę w drzwiach:) Efekt dla domyślnych wiadomy. No , ale to tylko kawał gumy. nie ma tragedii. Wychodzi na spacer już ulicą, nie trzeba jej podwozić jej do lasu. Dokazuje już psim braciom co szczekają, Wygadana jest jak trzeba. Jednak zatrzymuje się jak ktoś nadchodzi i czeka ,aż przejdzie obok. Nie patrzy nawet na osobę. Do nikogo nie podchodzi sama. Domownicy ok,ale ktokolwiek nie przyjedzie...niewidoczny psiak. No cóż, my się przyzwyczajamy do tych zachowań. No nie wszyscy lubimy być dotykani i miziania;) Na podwórku wymiata . No normalnie kiler!!!. jest ,mimo swoich problemików , kochana i śliczna. Pomaga w zbieraniu orzechów i jabłek w sposówb znany Wam z przesadzania roślinek. No,ale podobno orzechy dodają rozumku...także niechaj zbiera i wydłubuje.Szama za 10 , ale przy jej temperamencie spala kalorie w trymiga. W przeciwieństwie do Boksi i do nas;) Pozdrawiamy
  27. 7 points
    Majeczce jakoś nie udaje się wpisać na dogo...może za jakiś czas się "przełamie". Lika miewa się dobrze.Z Rikusiem dogadała się świetnie w domku,chodzi za nim wszędzie i próbuje naśladować.Uskuteczniają wspólne fikanie i przeróżne zabawy,a Maja lubi obserwować jak "dzieciaczki" się bawią i cieszy się wtedy -tak mówi.Na podwórku Lika jeszcze onieśmielona i z Rikusiem nie hasa,ale teraz jest ciepło więc myślę,że to kwestia czasu. Lika była dwa razy na króciutkim spacerku poza posesją (przy garażach-niektórzy z Was wiedzą),ale nic ją nie interesowało i ciągnęła z powrotem na podwórko.Przymierzają się niedługo zacząć już wspólne spacerki razem z kolegą po osiedlu. Lika "zjadła" już 3 pary szelek, kupione zostały czwarte i będą zakładane do wyjścia na spacer.Na podwórku chodzi tylko w obroży. Zabezpieczone są wszystkie szczelinki, ale nie próbuje szukać dziury, najbardziej interesuje ją Dom. Wychodzi zawsze z kimś, sama na posesji nie zostaje. Przytulakiem Likunia oczywiście nie jest,ale malutkie postępy robi w stosunku do ludzi.Nie ucieka z kanapy jak Zbyszek siedzi (a robiła to wcześniej),podchodzi odważniej do Pana,szczeka razem z Rikusiem na gości wchodzących do domu.Śpi w nocy razem ze wszystkimi w pokoju na posłanku-wcześniej ulatniała się często do kuchni albo pokoju Cioci.Zbyszek z Majeczką obchodzą się z Likunią jak z "jajkiem"-delikatnie,powoli,na wszystko dają jej czasu,żeby się nie zraziła,nie przestraszyła,dogadzają jej. I choć chciałoby się przytulić do maluszka jak do normalnego pieska ( póki co nierealne) ,to i tak ją kochamy bardzo,taką jaka jest - mówi Pani. Dzisiejsze zdjęcia...poranne wylegiwanie blisko Pana... Odpoczynek po zabawach z Rikusiem...
  28. 7 points
    Boni po długiej podróży już w swoim domu. Żal było nas się żegnac, ale dojechała szczęśliwie bez przygód po drodze. Jestem w stałym kontakcie z ds. Ma dwie dziewczynki pod opieką.
  29. 7 points
    Wreszcie i psiaki dostały jeść, każde w innym kątku. Karusek w kuchni. Swoje chrupki zjadł z szybkością błyskawicy, po czym ruszył jak torpeda do misek kolegów. Laska była totalnie skonsternowana, a Pikuś uciekł na swoje posłanie, kiedy dosłownie wydzierałam małemu kolejne miski z kołnierza, bo wciągnąłby wszystko. "Walka" była tak - nomen omen :) -"zażarta", że wyszłam z nim na podwórko, żeby reszta towarzystwa mogła spokojnie się najeść. Były w szoku, więc tylko dziabnęły i po powrocie małemu znów trzeba było łapać miski sprzed pyska. Podwórko mu się spodobało, tylko małe było, więc próbował kołnierzem stratować płoty odgradzające ogródek od części wolnej (Laska i Pikuś to kopary przemysłowe, ich doły sięgają do pasa dorosłemu mężczyźnie, więc musiałam wygrodzić ogród od reszty i niewiele psom zostało). Po podwórku znów było pićku, próba znaczenia, którą od razu skrzyczałam tak, że psiak uciekł na półpiętro (chciał wyżej, tylko chyba bał się ciemnych schodów). Ale zaraz zszedł i poszedł na posłanie obok Pikusia (Karusek jest w kołnierzu, na dalszym planie). Nota bene, było to akurat posłanie Pikusia, ale ten zwyczajowo i po psiemu zamienia się z kolegami legowiskiem i uwalił się w koszyku podróżnym imigranta, żeby mu pokazać, kto tu rządzi. Co w niczym nie przeszkodziło w krótkiej drzemce, po której Karusek z łomotem rzucił ciałkiem o podłogę i rozwalił się - już u siebie! Teraz śpi jeszcze kawałek dalej, pod moim krzesłem. Musiałam zmienić Karusiowi kołnierz na większy, bo ten jego był jednak za krótki i pies bez problemu wylizywał sobie szwy i co tylko chciał. Na razie mu to nie przeszkadza, ale na spacer może będziemy mu zmieniać, żeby nie zaczepiał o wszystko po drodze, bo uwielbia wtykać nos, gdzie tylko się da. Na dziś tyle. Zdjęcia wieczorne u mnie w domu kiepsko wychodzą, bo światła mało i aparat jest, jaki jest. Ale widać chyba wszystko, co trzeba. Dobrej nocy!
  30. 7 points
    Kochani Astra zostawiła po sobie wiele pięknych wspomnień i uwrazliwila mnie na inne pieski jeszcze bardziej niż było to kiedyś. Podjelysmy decyzję, że brak Astry nie wpłynie na to co obiecalysmy sobie gdy jeszcze żyła. Mianowicie, że jak odejdzie weźmiemy nastepnego psiaczka że schroniska. Od środy do naszej rodziny dolaczyla Zoja. Jest inna niż Astra i choć trochę wypełniła puste to jednak strasznie tęsknię za naszą Gwiazdeczką. Zoja jest młodą suczka około 2 letnią. Wyglądem nie przypomina Astry. Astra była wyjątkowa. Dodatkowo Astra nauczyła mnie pomagać spontanicznie i nie zastanawiać się co będzie dalej. Najważniejszą jest pomoc. Dlatego wczoraj spotkajac na wieczornym spacerze samotnego starszego labladora postanowiłam mu pomóc i odnaleźć jego domek. Już dziś rano odnaleźli się właściciele i wrócił do swoich ukochanych a ja to co mogłam mu dac to bezpieczne schronienie- spałam z nim by się nie bał i nie tęsknił. Astra nauczyła mnie wiele, a te przypadki to tylko mała kropla w morzu miłości. Mon
  31. 7 points
    anecik , kichaj na trole. Jesteśmy tu dla psów i one są dla nas najważniejsze. Nie znikaj z dogo , bo dasz satysfakcję trolom ,że Cię wykończyły. Spotkałam się kiedyś, moim zdaniem z bardzo mądrą myślą,że należy się liczyć z opinią osób ,na których nam zależy i są autorytetami.
  32. 7 points
    To najlepszy sposób na wciąż pojawiające się na pewnych wątkach posty, krytykujące pomoc psom ze schronisk, krytykujące zbieranie pieniędzy na pomoc konkretnemu psu; krytykujące, krytykujące, krytykujące. Anecik - pomagasz bezdomniakom, dajesz im szansę na rozpoczęcie nowego życia i to jest najważniejsze - dla ludzi, którzy znają schroniskową beznadzieję i dla tych wyczekujących, udręczonych psów. Cieszmy się razem, ze ta mała sunieczka jest już bezpieczna; dla niej i dla nas tylko to się liczy!
  33. 7 points
    Trochę wieści od Pani Axelka, która dopiero wróciła z urlopu i od razu przesłała informacje co słychać u przystojniaka. "Aksiunio bardzo się ucieszył, jak wróciłam. Szlał w kółko, aż bałam się że zakręci mu się w głowie. Dostał tez prezencik – jedzeniowy. Przesyłam pani kilka fotek zrobionych jeszcze przed wyjazdem. Najlepsze jest to, jak Axel ogląda programy o zwierzętach. Mamy taki ubaw, że hej. Nie odrywa wzroku od TV. Teraz jest już ciepło i psiunia cały dzien przebywa na powietrzu. Bardzo lubi taras, bo ma blisko do domu i jednoczesnie widzi wszystko dookoła. Już lepiej chodzi na smyczy, ale zrywa się do ptaków albo innych psów. Aksio robi się coraz bardziej wybredny. Nie bardzo odpowiada mu już sucha karma, woli cos gotowanego specjalnie dla niego. Totez gotujemy dwa obiady dziennie. Jeden dla ludzi, drugi dla psa. Wesolutko, prawda? Ale psiunia jest bardzo kochany i on to wie i oczywiście wykorzystuje. Ale niech ma:)"
  34. 7 points
    Kochani! BARDZO BARDZO WSZYSTKICH WAS MOCNO PRZEPRASZAM!,że musiałam posunąć się Aż do kłamstwa, ale sytuacja w pewnym momencie do tego zmusiła! Jednak po dzisiejszym dniu, dzięki dyplomacji i darze przekonywania cioci elficzkowej z wielką ulgą mogę Wam napisać na czym stoimy...dla mnie okropne to było ,że nie mogłam z Wami wszystkim tutaj się dzielić. Nie mam superowych Wam wiadomości,po części tylko......Tinka i Lisek bezpieczne, Rudy niestety jest wciąż na wolności. Nie umiem ,i zresztą nie mogę w dwóch słowach napisać,bo sytuacja była skomplikowana i problemy złożone,no i dotyczy dużych finansów,dla trzech psiaków na życie. Dziewczyny pewnie od siebie coś jeszcze napiszą i długie czytanie Was czeka. Jamor nie odwołał pierwszego terminu z 14.12. Akcje dwie mieliśmy. Wczoraj i dziś była druga,ale pomimo ogromnych wysiłków Jamora niestety bez powodzenia. Z pierwszej można by film sensacyjny nakręcić. Nie mam lekkiego pióra więc choć skrótowo i co najważniejsze opiszę. 1. Zaczęły się schody jak elficzkowa powiedziała dla starszej Pani dokarmiającej,żeby psom jeść we środę nie dawała i do nich nie przychodziła,bo będziemy je łapać....Na tę wieść Pani ogromnie się wzburzyła i słyszeć nie chciała o żadnym łapaniu...nie pozwoli i koniec!..ani jej córka nie pozwoli!..wręcz z awanturą do elficzkowej!...wątek był czytany,bo Panie wiedziały o naszych ruchach i Ta pędem roztrzęsiona do mnie dzwoni...na tym temat Pań już zakończę i więcej nie wrócę..i wszystko jest na dobrej drodze dzięki elficzkowej. Nogi mi się ugięły....telefon do Jamora o całej sprawie ,że może być jazda,no i że psów już w niedzielę nie było widać...uzgadniamy późną nocą z Jamorem ,że wyruszy we wtorek na wieczór (w dzień nie mógł)...zaklepujemy z nim hotel żeby choć trochę mógł kimnąć...w międzyczasie setki telefonów do dziewczyn na miejscu...shoto w pogotowiu ma być od chwili wjazdu Jamora do miasta...Murka z Mężem w najwyższej gotowości! - Wam za te akcje,za Waszą Dobroć,będę wdzięczna dozgonnie! Na wątku w niedzielę piszę,co piszę...muszę,bo jak wyżej......dni są wiecznością! Wtorek wieczór Jamor przyjeżdża na miejsce,shoto w pogotowiu...ale Jamor od razu sam namierza psiaki i shoto nie musi przyjeżdżać...widzi Rudego w budzie (później się okazuje,że spał tam na 5cm sterczących! gwoździach/wkrętach) Tinka i Rudy idą jednak sobie na spacer...łapie więc najmniejszego Liska...jest po pierwszej w nocy...i nie ma kto przejąć liska!..Jamor mówi mi szukać kogoś...ostatecznie,że weźmie do hotelu,gdzie sam spać będzie i kocem klatkę nakryje,. niektórzy z Was znają "gadki" Jamora...lipa jak diabli myślę, Dzwonię w środku nocy do Murki,wiem,że nie śpią,czekają ...nie ma sprawy,mąż się szykuje....kurcze,trochę długo to potrwa zanim dojedzie,a Jamor zmęczony i czekać trzeba....budzę elficzkową i ratuj kobieto!..ratuje,Jamor sam kilka km wiezie liska do Jej garażu...uff..w międzyczasie odwołuję przyjazd Męża Murki....Jamor idzie odpocząć,ale nie pośpi,..bo shoto myślała,że on poluje i 5 rano go budzi...,no więc wcześnie znowu startuje...rozkłada sieci i stawia klatkę ....już prawie ma Tinkę,ale buch, wpada tam jej adorator!...kurcze,zawadza jak diabli Jamorowi,sadzi na niego....ale to pikuś!,..bo kolejny sms Jamora zwalił mnie z nóg....9 rano, biały dzień,na 10 min odszedł w inną stronę za psami...i w międzyczasie Ukrainiec zakosił Jamorowi ogromne sieci!!!.....makabra!!! Jamor gna na granicę,po trasie list gończy za ukraińcem wysyła do policji, i czeka na mecie na złodzieja!....policja w stan najwyższej gotowości postawiona!..chwała policjantom!,złodziej namierzony!!,.ma sam odwieźć co ukradł na miejsce!!...Jamor wraca z granicy na miejsce psów i czeka,aż złodziej odwiezie te siatki...w międzyczasie łapie Tinkę i też zawozi do elficzkowej...ufff-jest już dwójka...Rudy sam krąży,jest głodny,i Jamor capnął by go już ze dwa razy,są szanse,ale nie ma czym,..klatka wciąż stoi i Rudy prawie wszedł do niej,ale nie całkiem,bo brzdęk go wypłoszył....Jamor czeka...ściągam już męża Murki,jedzie,jest ślisko...z siebie wychodzę,dla mnie minuty jak godziny,ale ja się nie liczę....dzwonię do shoto,może już coś wiadomo,nic...czekają i siedzą już żartują z Jamorem -shoto mówi,że przeprowadzać się będzie do Warki..hihi...ważne,że złodziej wiezie siatki!,....wszyscy czekamy,..oni widzą biednego Rudzika,a złodziej się wlecze i wlecze!,.daleko już widać dał dyla!...oby szybciej,oby choć dowiózł!...no chyba wiezie do licha we właściwą stronę?,myśl mi przychodzi...ale tu też była jazda i szerszy temat...łeb pęka,bo to Rudzik i jego oczy właśnie mnie tu ściągnęły...koszmar!..Jamor ma sytuacje do złapania,ale bezradny..strzelanie przecież odpada....uff,są siatki!....ale jest po 15, pora późna i Rudy już se gdzieś poszedł...Jamor jednak rusza do akcji...Boże dopomóż nam!...mój telefon czerwony......nie jest łatwo z Rudziem,bo skąd biedak ma wiedzieć,że to przyjaciele,a nie oprawcy są za nim....godziny lecą,noc ciemna,a mi zawał już grozi...Jamor pewnie wypruty,-myśli o Nim przychodzą....złodziej namieszał,czas cenny i okazje na Rudego nam zabrał,złość bierze wszystkich...shoto zziębnięta już jedzie do domu po ciężkim dniu... przekazuje mi info,że Jamor już szans nie widzi,ale jeszcze się trochę przyczai...mąż Murki pół dnia w Tomaszowie i z dwójką również jedzie do domu zahaczając o weta po drodze,bo czekał na nasze psiaki....Jamor zostaje na placu boju,ale na pusto...okolice 23 jedzie zmęczony okropnie do domu..Rudzik zostaje samiutki...serce na milion kawałków mi pęka...przez złodzieja tyle godzin stracone i pies niezłapany przez niego! Nie zostawię Rudziczka na pastwę,to już postanowiłam sobie jak tylko go zobaczyłam...tak strasznie szkoda mi jego. cdn.
  35. 7 points
    Mortes

    DO ZAMKNIĘCIA

    Ciocie Drogie :) Jest coraz lepiej :) Jędruś już prawie w ogóle nie chowa głowy w kącik . No może po naszym pierwszym spacerze trochę sie obraził i schował pyszczek . Najbezpieczniej czuje się w posłanku ktore zrobiłam mu obok budy i tam prawie cały czas leży . Ze spaceru ( choć to może na wyrost powiedziane) gnał do kojca tylko się kurzyło ;) " Spacer" to raczej nie był :( Nie dosyć że padało i było błoto to Jędruś nieszczesliwy bo na dwóch smyczach :( Widac że nie zna smyczy i nigdy nie miał z nia styczności choć myslę że jak na pierwszy raz to i tak nie było dramatu . Mamy tu w Białogonkowie taką artystkę co po dwóch latach cięzko założyć jej smycz. Jędruś na początku trochę panikował i próbował się wyrywać , nawet wpadł za palety i nie mogliśmy go wyciągnąc , potem przycupnął pod ogrodzeniem a potem powoli przeszedł całe podwórko ale widziałam że bardzo się stresuje . Ale na prawdę jak na pierwszy raz to było ok :) Będą z niego " ludzie" ;)
  36. 7 points
    Wygląda na to, że guzki na śledzionie się zmniejszyły:) Potem wrzucę wyniki i rachunek. Do Dr Gawora już wysłałam USG.
  37. 7 points
    To jest niesłychane..Żeby na forum przyjaciół psów używano wobec psa zwrotu -cyt-,,zdechł,,.. .Napiszę  milionowy raz: pies nie zdycha-pies odchodzi,umiera,zasypia,przechodzi na drugą stronę..Na Boga!nawet jeśli ktoś uważa,że,,zdechł,,czy nie można do jasnej  ciasnej liczyć się z faktem,że kogoś innego takie określenie może dotknąć?zaboleć?że takim określeniem można komuś zrobić przykrość?Naprawdę trochę delikatności to jest tak dużo?Tak napisze przyjaciel psów?obrońca zwierząt?To ja już wolę zwykłego Kowalskiego,bo od obrońcy zwierząt można by oczekiwać trochę wrażliwości....Przeciętny Kowalski nie wie i niczego nie chce wiedzieć,to prostak i gbur.. I żeby nie było,że czekam na jakąkolwiek ripostę na jakimkolwiek poziomie-jesteś Ciekawa 1992  na mojej liście ignorowanych. Elżbieta
  38. 7 points
    Maszeńko [*]  :(   Wróciłam po chorobie i to co tu zobaczyłam przerosło moje najsmielsze oczekiwania :( Nie, nie przeczytalam do końca tych pyskówek. Tego się nie da czytać, bo od razu widać iż to są porachunki międzyludzkie. Chciałam tylko grzecznie przypomnieć iż jest to wątek Maszy i do tego, że Masza jest już za TM W związku z tym tu powinna panować spokojna atmosfera. Proponuję wszelkie kłótnie przenieść na nowy wątek. Maszy należy się spokój i szacunek.
  39. 7 points
    100 procentowa transparentność dotyczy nie tylko finansów, ale również ( a kto wie czy nie przede wszystkim) intencji, a te ostatnie w przypadku osób, które robią zamieszanie na wątku transparentne nie są...Są raczej ciemne... W hotelu Makili byłam wielokrotnie. Czasem sama, czasem z którąś z Ciotek. Czasem bez zapowiedzi, czasem umówiona. Byłam i w środku, i na zewnątrz. Są/były tam psy, w których utrzymaniu uczestniczę finansowo. Wiem ile serca, czasu i własnych pieniędzy dokłada Aneta, by psy miały opiekę. Ogromną niesprawiedliwością wobec Anety, a krzywdą dla psów jest sugerowanie, że hotelik nie jest godny zaufania. Wiele osób ( ja również) narzeka na nowy interfejs dogo i twierdzi, że odstrasza użytkowników, ale to nie nowy interfejs zabija dogo. Dogomania zabija samą siebie. Bo sączy jad
  40. 6 points
    Myszka w DT u Rity. Leżą sobie z Kulfonem :) Z tyłu widać posłanie Myszki, ale z Kulfonem jest zdecydowanie ciekawiej. Zdj. Rita
  41. 6 points
  42. 6 points
    Gosiu, tak jest w dużych miastach, bo "modnie" jest mieć kundelka ze schroniska lub fundacji. Jak opiekun sobie nie radzi (bo pies np ma lęk separacyjny), wraca skąd przyszedł :(. Czasem kilkukrotnie :((. A wieś i małe miasta, cały czas produkują bezdomność. U nas, Przystanek przepełniony i stale pojawiają się nowe psy. W domu, w którym mieszkam, na naszej klatce, psy mamy tylko my. Jak się sprowadzaliśmy, były jeszcze w dwóch mieszkaniach. Właścicielskie psy w moim mieście, te, które widuję na ulicy, to głównie yorki, maltańczyki, shih-tzu i biewiery, mniej lub bardziej w typie rasy. Pojawiły się też buldożki. Kundelki są z tyłu na posesjach i..... produkują kolejne bezdomniaki. Na wsiach, podobnie, tylko rasowców, trzymanych na pokojach, mniej. Widać i wśród psów, jest lepszy i gorszy sort......
  43. 6 points
    Teo nie rozjeżdża się na kafelkach, tylko jak nie zna terenu, to przyjmuje pozycję bezpieczną, dobrze elik zrozumiała. Dziadzio merda ogonkiem jak jesteśmy z nim, wciska pyszczek, chce nacieszyć się kontaktem z człowiekiem, głaskaniem, dotykiem. Utrzymuje czystość, załatwia potrzeby na dworze. Dostał tabletkę na odrobaczenie, bo kupy rozchodzą się na boki. Teo słyszy, ale słabo. Je chętnie suche zmieszane z mokrym, ze smakiem, nie sprawia mu to trudności. Jutro postaramy się zrobić jak najwięcej badań, aby nie męczyć go wielokrotnie. Założyłam Teolkowi sweterek, który nosiła wcześniej Holi.
  44. 6 points
    no i zaraz będą. normalnie mnie śledzisz :)
  45. 6 points
    Właśnie kolejny raz rozmawiałam z pańcią Żabki. Państwo ą w niej zakochani. Sunia śpi z nimi , wyleguje się na kanapie. Jest bardzo grzeczna i słodka. Pani powiedziała ,że ideał. Płakała i szczekała przez 5 minut jak wyszli z domu. Jak wrócili , szalała z radości, skakała prawie pod sufit. Dziś po koo cieszyła się , kręciła kółka. Nie oddaliby jej za nic w świecie. Mam obiecane zdjęcia.
  46. 6 points
    Niedawno wróciłam, wpadam tylko na chwilkę, to był trudny dla mnie dzień. Neska przekazana, Pani Zosia potwierdziła, że imię zostaje:) Przez cały czas pobytu w Warszawie byłam w kontakcie z Jo37 i p.Zosią - były łzy, ale informacje, że jest wszystko ok i Neska zajęła właśnie fotel pańci trochę mnie uspokoiły. Neska ma nowy dom, taki na zawsze i to jest najważniejsze, z tęsknotą muszę sobie poradzić. Z tych nerwów nie zrobiłam nawet zdjęć, ale Jo37 obiecała to naprawić.
  47. 6 points
    Dziewczyny, tutaj ONek o którym pisałam. W chwili znalezienia (z przegryzionym sznurem, tym niebieskim, na szyi) i w nowym domu
  48. 6 points
    Mortes

    DO ZAMKNIĘCIA

    Dziś równie szczęśliwy Jędruś, a może i jeszcze bardziej bo na Mortesowym łożu i jeszcze zaliczył przytulanko i mizianko ;) ;) ;)
  49. 6 points
    Tak, bardzo cieszy. Ja jestem z Zuleczki szalenie dumna. MUSI BYĆ DOBRZE, nie ma innej opcji Zuleczka chyba już trochę mniej przerażona, zjadła nawet szynkę z ręki
  50. 6 points
    cancer43

    Tomi z chorobą Cushinga prosi o pomoc

    A teraz niespodzianka - chyba Tomi wygląda lepiej ,albo to moje pobożne życzenie

Announcements

  • Newsletter

    Want to keep up to date with all our latest news and information?
    Sign Up
×
×
  • Create New...