Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 06/26/20 in all areas
-
3 points
-
Byłam w pracy, nie miałam czasu rozmawiać z Agą, dostałam zdjęcia i wstawiłam je, to był ułamek prawie całego dnia, bo państwo przyjechali o 10.00 rano. Nie spodziewałam się, że tak od razu skrytykujecie sytuację. Ale po kolei. Państwo przyjechali i pan pojechał do Warszawy załatwiac swoje sprawy, a pani została. Jest bardzo spokojną osobą, Szanta nie bała się jej, nawet podchodziła i zaczepiała noskiem do głaskania. Potem poszły z Agą i resztą psów na spacer. Aga specjalnie wybrała drogę przy ulicy, żeby zobaczyć jak Szanta będzie reagować na samochody i inne psy. Wszystko było w porządku. Nie była jakoś specjalnie zalękniona. Aga sporo z panią rozmawiała, pani wspominała sunię, którą Szanta jej przypomina. Bardzo przeżyła jej chorobę. Po spacerze przyjechał pan i on z kolei jest bardzo towarzyską i wylewną osobą. Pani go strofowała i prosiła, żeby spokojnie i bardzo delikatnie przywitał się z Szantą. I on buchnął na podłogę. Szanta na początku tylko trochę się przestraszyła, ale niedługo potem podeszła. Przez jakiś czas sami byli z Szantą, Aga prosiła, żeby Szanty nie głaskać po głowie, ale pan taki odruch miał co chwilę, więc Aga tylko z daleka obserwowała czy Szanta nie daje jakichś nerwowych sygnałów. Ale Szanta zachowywała się spokojnie, dała się nawet panu pomasować po grzbiecie i brzuszku. Potem doszedł TZ Agi i się przysiadł i Aga zrobiła zdjęcia. Państwo pojechali ok. 15.00. Rozmawiałam przed chwilą z Agą, bo niedawno wróciłam. Aga ocenia panstwa bardzo dobrze. Pani jest spokojna i zrównoważona, pan jest gaduła i dusza towarzystwa, ale bardzo pozytywny i ciepły. Prosiła ich o spokojne zastanowienie się i decyzję bez pośpiechu. Jak się zastanowią mają zadzwonić do mnie.3 points
-
może trzeba się dowiedzieć gdzie dokładnie mieszkają na tych Jeżycach, nie raz niby centrum a blisko jakis fajny park, gdzies można podjechać. Z wcześniejszą sunią przeciez tez gdzies spacerowali :) Byle na spokojnie- dajcie sobie wszyscy teraz czas. Tutaj by wszyscy chcieli wszystko od razu wiedzieć, a przeciez dla każdego z Was i dla Szanty to był bardzo intensywny dzień...trzeba wsłuchać się w swoje serca :) Cudna jest ta Szanta naprawde, kibicuje z całych sił2 points
-
Od Tajemniczego Wojciecha dostałam e-mail z tytułem "Burek", a w nim dwa zdjęcia :)2 points
-
Ta suka jest święta, naprawde psy nie lubią ani głaskania po głowie, ani dotykania paluchów przednich łap!!!! Proszę, zajrzyjcie na tekst "Paskudnie dokuczam psu" - tekst i filmik - na portalu www.nosem.pl Jest też na facebooku. Proszę, pokażcie ten tekst z filmikiem tym Państwu i kolejnym chętnym do adopcji - obejrzenie i przeczytanie to minuta-dwie, nie kosztuje nic, a może się przydać. .2 points
-
Słuchajcie, jestem w szoku. Nie dam już rady teraz wstawić zdjęć, padam na pysk, ale muszę choć Wam napisać! Do hotelu przyszedł teść Agi, razem z TZ pracowali w garażu, był hałas, pracowała szlifierka, a Szanta bez problemu tam była blisko nich. Nie bała się. Do dzieci sama podeszła i zaczepiała je przyjaźnie. Na wieczorny spacer poszła z całą gromadą, synek Agi prowadził ją na smyczy bez żadnego problemu! Do Agi też już podchodzi, daje się głaskać. Kurde to jest normalny pies, żaden straszny lękliwiec. Boi się jedynie gwałtownych gestów ludzkich, podniesienia czegoś z ziemi, pilnie patrzy, czy to nie będzie wymierzone przeciwko niej.. Niestety te obserwacje świadczą jednak o tym, że była bita. O tym wspominał na samym początku adopcji też poprzedni pan Szanty, że widzi takie symptomy w jej zachowaniu. Może przypominał jej kogoś, kto ją uderzył lub bił i dlatego bała się go czasami. Posikiwała ze strachu jak ją zapinał na smycz na spacer.. W każdym razie sunia zachowuje się już tak normalnie i przyjaźnie, że serce rośnie :D2 points
-
No to zaglądam i dodaję :) Dom pro-zwierzęcy. Panie obie na wyścigi pokazywały mi zdjęcia poprzedniej suni, która w zeszłym roku odeszła na raka, i różnych kotów, które mieszkały i wciąż mieszkają z nimi. O sunię walczyły długo, leczyły ją, aż wet stwierdził, że nie należy już męczyć jej dłużej. Po sposobie opowiadania o zwierzętach od razu można wyczuć, czy były i są traktowane jak członkowie rodziny, czy jak maskotki. Tutaj zdecydowanie ta pierwsza opcja :) Uważnie słuchały o możliwych problemach w czasie aklimatyzacji psa w nowym środowisku. Ale pani Małgosia zdecydowanie nie robi wrażenia osoby, dla której na przykład nasikanie przez psa w domu czy zniszczenie czegoś może stanowić problem. Tęskni za spacerami z psem i spaniem z nim w łóżku. :)1 point
-
Garść wieści od pani :) "teraz to torpeda, to jeszcze bylo nic, jak ja stoje na górze to przeskakuje po dwa stopnie, cwaniakuje tak ze masakra, po mokrym nie bedzie chodził - ide z nim rano na pole , ja zasuwam po mikrej trawie, nogi do olana ublocone mokre, a on ucieka i idzie elegancko sobie chodniczkiem.. rano szybki skok na lóżeczko do panci, żeby troche dupke pogrzac na mieciutkim. Do samochodu wsiada nieproszony :D Zna jedna sztuczke: ja mówię bang , a on sie przewraca na plecy. Ale uwaga poniewaz to leniuszek, to robi ja tylko raz a potem mozna się skichac i nie powtorzy :D - co sie bedzie przewracał na zawołanie.. jak chce smaczka to zrobi :) ale jeden smaczek mu wystarczy, po co sie przemeczac :) jeszcze by mu kazali za kazdym razem sztuczki pokazywac.. !" Aparat, co? :D : D1 point
-
Jest już po wizycie p/a za którą bardzo dziękuję agat21 Pani Małgosia i córka są bardzo związane ze sobą emocjonalnie i dużo czasu spędzają razem.Decyzja o adopcji była więc podjęta też wspólnie i nie wyobrażają sobie aby z jakiegoś powodu miały Mukiego gdzieś oddać.Ponieważ Pani Małgosia jest osobą aktywną, zapewni mu sporo spacerów i wybiegania się na terenach do tego przeznaczonych.Poprzednią sunię zawsze zabierali ze sobą więc nie widzą innej opcji,jak robić tak samo z Mukim.Obie są bardzo ułożone i odpowiedzialnie odpowiadały na zadawane pytania.Mukiemu w tym domu nie powinno niczego zabraknąć a na pewno poczucia bezpieczeństwa i miłości.Agata odniosła bardzo pozytywne wrażenia i daje zielone światło na tą adopcję.Może tu zaglądnie i zechce coś jeszcze od siebie dodać. Ponieważ od początku moja intuicja podpowiadała mi,że to jest dobry dom dla Mukiego,więc decyzja zapadła i może chłopak pakować walizkę :) Rozmawiałam już z Murką i oczywiście z p.Małgosią, powiadamiając o niej.O ile zapowiadane burze z ulewami nie pokrzyżują planów, to obie Panie chcą jutro jechać i zabrać Mukiego.1 point
-
Lilka daje się głaskać, rano prosi o wypuszczenie na zewnątrz celem załatwienia się na poważnie. Niestety sika w domu. Macie pomysł jak ją oduczyć ? https://youtu.be/oYb2vLl6-S01 point
-
Nadziejko, slicznie dziękuję. Koce, legowiska, poduszki mamy. Natomiast za bazarek będę bardzo wdzięczna, jak przyjadą, bo nie mają nic. Dostałam filmiki z podrózy, dobrze widziec, że chłopcy jakoś sobie radzą i jadą. Czekamy na nich. Młodego będę chciała wykastrowac przed szukaniem nowego domu, ale musze sama sprawdzić, ile on ma miesięcy. No i muszą odsapnąć, nabrac kondycji. Bardziej obawiam się przyjęcia Barytona przez moje stado, bo to starszy, wiekszy i kiepsko poruszający sie pies. mam nadzieję, że jest wykastrowany, bo jesli nie, to mogą być spięcia.1 point
-
Nawiązując do mojego postu z 18.06. chciałabym dokonać podziału reszty majątku Binia. Ponieważ nie ma sprzeciwu, całą nie wykorzystaną kwotę mogłabym przekazać Kacperkowi. Postanowiłam jednak podzielić tę kasę pomiędzy Kacperka, i zwierzaczki, którymi opiekuje się Fundacja ZEA. Ta Fundacja ze wszech miar zasługuje na pomoc. Jej Członkowie całym sercem oddani są skrzywdzonym, porzuconym zwierzętom i wszystkie posiadane fundusze przeznaczają na leczenie,, sterylizację, pomoc w utrzymaniu uratowanych z bezdomności zwierząt. 260,00 zł przekazuję na kontro Kacperka, a pozostałą kwotę tj. 261,50 na konto Fundacji ZEA.1 point
-
Z calej duszy trzymamy sciskamy z Nadziejkowem Calunim za nowe zycie za podroz za wszystko czekamy z modlitwa za te wszystkie istotki bardzo sie ciesze ze kolejne psie serce jedzie ku Wam Jaguniu czy potrzeba zabaweczek , moze jakies podusie , moze jakies piszczalki ,moze kocys ? pisz serce a przy okazji moze adres dostane Dobraduszko? Przyszykujemy cos dla tego biedunia kolejnego Najpiekniejszego Wszelkiego Zaczarowanego Wam Jaguniu1 point
-
1 point
-
na tronie fb fit matka wariatka jest nagranie z odwiedzin u psów zabranych z Radys1 point
-
Na razie zdjęcia zbiorcze, żeby kociaków nie stresować, informacyjne - do ogłoszeń zrobię na dniach. 4 kocurki aczkolwiek jeszcze sprawdzę, dwa w porządku (czarny i biało-bury większy). Dwa miały zaklejone oczka, jeden całkowicie (cały bury), drugi jedno (biało-bury mniejszy). Po przemyciu widać, że oczka są, ale wymagają zakrapiania. Kichania nie zauważyłam. Na razie dostały gentamycynę. Apetyt dopisuje, mokra i sucha wchodzi. Biało-bury mniejszy najbardziej biedny z gromadki, jest trochę przysiadający i chyba najbardziej się boi, bo trochę mi latał po pokoju, a po zamknięciu w klatce rzucał się na kraty. Zapchlone i pewnie zarobaczone, więc jutro pędem do weta ;)1 point
-
Otrzymałem odpowiedź, że gdzieś w domu :D Deszcz pada już od jakiegoś czasu, niebieskich szelek brak, to chociaż wrzucę uśmiechniętego pychola z zeszłego tygodnia:)1 point
-
1 point
-
Też zachwycam się zdjęciami i wiadomościami z życia Nussi:)1 point
-
Weekend był pełen wrażeń. Dla nas i dla Gajulca. Dla nas, bo od piątku wieczór, do 20 w sobotę nie mieliśmy prądu na działce (dzięki burzy). Nawet na Dogo nie dało się zajrzeć;) Dla Gajki weekend oznaczał pozytywne wrażenia. Po pierwsze mała mordka wpadła na pomysł, że skoro z tarasu jest zbyt małe pole widzenia, to można wskoczyć na stolik. Gajce bardzo się to spodobało i powtarzała zabieg kilkukrotnie:) Po drugie, pierwszy raz w tym sezonie Gajka miała okazję popływać. Pływania co prawda nie uchwyciłem, ale mokrego Gajulca jak najbardziej.1 point
-
Dziękuję Elu za udostepnienie tutaj. Wiecie, ze mnie niesamowicie wzmacniacie? Wybrałam Lindę z filmiku schroniskowego, bo siedziała jako jedyna w kącie boksu i nie bardzo reagowała na cokolwiek . Inne, bez łapek bawiły się, szalały, a ona raz się poruszyła, wlekąc ten swój cały tył za sobą, jak nadmierny bagaż. Chciałam dac szansę takiemu w najgorszej sytuacji i chyba udało mi się. Myslałam wtedy, przetrawiałam swoją sytuację i mozliwości. Niby lepsza byłaby wersja soft, czyli pies bez łapek i juz zdiagnozowany i zabezpieczony. W sam raz przy psach, kotach i dzieciach. Jednak człowiek może czasem więcej, niż mu sie wydaje. Wychodze z załozenia, że jak musi, to potrafi. I stąd w głowie została mi tylko Linda. Wczoraj widziałam z okna, jak Linda wręcz zapierdziela w tempie wyscigówki po ogrodzie goniąc Kaja. Nie to co na moich filmikach, ona po prostu szalała. Od roku staram się zapewnić jej największy komfort zycia w jej sytuacji. Czasem ręce mi opadały i nie miałam motywacji. Wtedy mi bardzo pomagacie. Pierwszy wózek, z Admirała, był wielkim rozczarowaniem. Ciężki, Linda spłoszona, nawet nie próbowała sie w nim poruszać. Potem dałam sobie spokój i chodziła jedynie w nosidełku Trixie. Gdziś w głowie miałam Malawaszkę z jej sznaucerkowymi smigającymi wózeczkami. W koncu udało się i my mam. To była najlepsza decyzja. Linda ożywa. 3 razy dziennie zmienia sie z Kopciuszka w królewnę. Niestety, wózek u dużego psa ma ograniczenia i nie nadaje sie na normalnie zameblowanych pomieszczeń domowych. Jest super tylko w opcji wyjść na zewnątrz. Jednak to duzy postep. Wołam tylko: "Linduś, księżniczko moja" i już jest gotowa. Od "czasu wózka" zaczęłyśmy też spacery zewnętrze. Linda płoszy się spacerowiczami, rowerzystami, autami. Jednak wtedy ją uspokajam, trzymam wózek, żeby nie zjechała do rowu i mam nadzieję, że przywyknie do normalnego życia. Plusem tych wypadów jest tez uświadamianie ludzi. Mieszkamy teraz na totalnej wsi. W wiekszosci miejscowych domostw są kojce z budą, nierzadko tez w tych wypasionych, nowych, wybudowanych przez miastowych. tyle,że zrobione przez firmę, z lepszymi budami. Typowa opcja alarmow zamiast firmy ochroniarskiej. My przełamujemy stereotyp psa na wsi. ludzie jadą na rowerach, przechodza i komentują: "o, popatrz pies na wózku", " chyba nie chodzi", " ten pies jest kaleką",. Linda jest więc jakby ambasadorem psiej sprawy na wsi. Daje do myslenia. Ludzie ją widzą i zastanawiają sie, ze pies ma swoje potrzeby, może żyć inaczej, nie trzeba poddac eutanazji chorego psa, może żyć w miarę swoich potrzeb. Linda wiec motywuje ludzi do myslenia i reakcji, wyrywa ze stereotypów. To jest też ważne. Minał własnie pełny rok. Dla mnie nadal niewyobrażalny jest stopień jej skrzywdzenia. Przez rok w miłości i normalnych warunkach osiągnelismy : pełną akceptację mnie i mojej młodszej córki, wzgędną akceptacje starszej i mojego męża w domu. Na zewnątrz Linda mnie obserwuje i odbiera moje sygnały, jesli chodzi o innych ludzi, akcepuje Paulę, natomiast co do pozostałych osób, jakby wyłącza się i reaguje instynktownie lękiem i ucieczką. Andrzej wykazuje się ogromna cierpliwością, jednak kiedy ma ją sam wyciągac z wózka, to musi ją przytrzymać za wózek, żeby uniemozliwic ucieczkę, Linda wtedy sika ze strachu, jemu jest przykro. Słysze czasem, jak mówi do niej, czemu się go boi, bo on jej nic nie zrobi. Ja się ciesze z kazdego jej sukcesu, reszcie rodziny trudno jest to dostrzec. Jak widac na filmikach, wsparciem dla Lindy jest Kaj. przyjechał do nas na DT, ale więź w czasie tej koszmarnej, 11 dniowej podrózy, jaka między nimi powstała, spowodowała że zdecydowaliśmy się go zostawić. był trudnym szczeniakiem, z dziko zyjącego, odłowionego miotu. Odprężał się tylko przy innych psach. Dla nich obojga opcja bycia razem była chyba najlepsza. Dziś, po roku, kaj jest nadal związany z Lindą, traktuje ją jak swoją matkę, mimo ze jest dorosły. Dziękuję Wam wszystkim, zaglądającym na wątek, piszącym, wspierającym, doradzającym. Dzięki Wam dajemy razem radę. Od 24 lat zajmuje się pomocą zwierzakom w potrzebie i to, co najbardziej jest dla mnie widoczne to fakt, że najłatwiej pomaga sie wspólnie. Wtedy wszystko sie układa i sie po prostu da. Nie kazdy może wziać zwierzę do siebie, nie każdy może je wesprzeć finansowo, ale najlepsze efekty są, jak robi sie to wspólnie, w miare swoich mozliwości. Jak wiecie, czekam, aż przyjedzie do mnie kolejny ukraiński młodzik lub dwa psiaki. To zalezy od możliwego transportu w dobie wirusa. Bardzo prosze, bądźcie ze mną wtedy razem. Jestem silna dla nich, wiem, że jak coś umysle sobie, to dam radę. Jednak samemu czasem jest trudno, razem bywa łatwiej. tym bardziej, ze drugi z psiaków ma uszkodzony kręgosłup.Na razie porusza się samodzielnie, ale z czasem nie mozna wykluczyc opcji, że siły miną i zostanie wózek. Wizja drugiego duzego psa na wózku działa studząco, ale naprawdę, uwierzcie, że nie mogłam podjać innej decyzji. Gdyby umarł w schronisku, jak jego kojcowy kolega husky, to miałabym wyrzuty sumienia cały czas. Tak naprawde, to jego jedyna szansa na normalne zycie i wyjście z kojca niepełnosprawnych psiaków. Dziękuję bardzo serdecznie każdemu za czas czy środki poświęcone dla Lindy. Powiem, że było warto. Każdy jej postep, uśmiech w oczach, wywalony radośnie jęzor jest nagrodą za zaangażowanie. Staram się tym dzielić z Wami w miare mozliwości. jednak chyba i tak widac róznice między sparaliżowanym strachem psem, jaki do nas przyjechał, a prawie normalną Lindą dziś.1 point
-
Dzisiaj specjalnie dla TZmestudio, Gajulka bez smyczy:) W weekend Gajka odpoczywała od Igusia. Musiałem pojechać na działkę zrobić masę pożytecznych rzeczy. Lepsza Połowa zaproponowała, żeby pojechał z Igusiem. Gajulec został, żeby chwilę funkcjonować w spokoju. Asia wędrowała z małą mordką bez smyczy i nawet uwieczniła to na zdjęciu.1 point