Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 08/02/19 in all areas
-
Aż przyjemnie jest wchodzić na wątki, gdzie bezdomne psy, przechodzą taką metamorfozę, powracają do zdrowia i są kochane przez swoich właścicieli. Los jednak nie jest slepy. Tak kierował życiem suczki, by Anula z Bogusią wzięły ją pod swoje skrzydła, by przyszła rodzina wypatrzyła ją w ogłoszeniu i tak mocno pokochała.3 points
-
To prawda,że Kessi jest wyluzowana i nie widać zbyt dużego stresu:) W podróży była naprawdę bardzo grzeczna i albo leżała sobie w legowisku albo u p.Basi na kolanach.Ciągle szuka bliskiego kontaktu, bo tak się układała aby jakąś częścią swojego ciałka dotykała swojej Pani :) W domu z ciekawością pozwiedzała i obwąchała wszystkie kąty,zjadła ze smakiem trochę animondy zakupionej przez p.Stanisława,a suche chrupki sobie sama dozuje i podjada.Na spacerze bardzo ładnie chodzi na smyczy i nie ciągnie.Napotkane po drodze 2 psiaki przywitała merdającym ogonkiem i z chęcią się zapoznała.Oboje Państwo twierdzą,że czuje się u nich jak by była od zawsze :) Sama znalazła koszyczek z zabawkami i co ciekawe,wybrała właśnie tą samą zabawkę,która była ulubioną boksika.Kessi Jest ogromną pieszczochą, zresztą ku radości swoich nowych opiekunów, bo właśnie o takim piesku marzyli.Oboje są tak szczęśliwi,że nawet brak mi słów aby to opisać! Rozmawiałam z obojgiem i tyle radości w głosie już dawno nie słyszałam :) Wspaniali naprawdę ludzie i wierzę w to,że Kessi niczego nie zabraknie :) Lek na lamblie podadzą do końca a po powrocie z urlopu zrobią badanie kału i krwi.Została też zakupiona obroża Foresto aby zabezpieczyć ją przed kleszczami.Czip również już jest zarejestrowany w SafeAnimal.Jeżeli chodzi o smycz automatyczną,którą używają, to na moją prośbę został, już do uchwytu zamocowany dodatkowo pasek,który będą zakładać na przegub dłoni.Tym sposobem gdyby nawet rączka wypsnęła się z ręki,to nie ma szans aby upadła na ziemię,a tylko zawiśnie na dodatkowym mocowaniu.Jutro będę dzwonić po kolejne wiadomości. Kanapowa dziewczynka :)2 points
-
Wspaniałe wieści. Teraz już nic małej i jej rodzinie nie przeszkadza w pełni żyć szczęśliwie :D2 points
-
Jak chodzi o jedzenie, to nie wyobrażam sobie, bym mogła jeść trzy posiłki dziennie, a pies by tylko patrzył, bo miskę miałby dostać, powiedzmy, tylko raz dziennie, po ostatnim spacerze. Choć na początku, Laki był niejadkiem i nie byłaby to wielka krzywda. Teraz jednak, na szczescie, ma juz normalny apetyt.2 points
-
Wybieram się do lecznicy w niedzielę, bo jadę po Napoleonkę i Omlecika - wybywają do własnych domów, ale nie wiem, czy wetka znajdzie czas, aby wyprowadzić Małego; na pewno poproszę o pokazanie chłopaka, muszę mu przecież szepnąć do ucha, że ma tutaj tylu przyjaciół i musi szybko wracać do zdrowia:)2 points
-
Przynoszę bardzo dobre wiadomości :) W nerkach wszystko czysto i rana pięknie się goi.We wtorek będą ściągane szwy.Podkłady są już nie potrzebne bo mocz nie wypływa samowolnie :) Potrzeba ok 3 m-cy na całkowitą regenerację. Mam zdjęcie Atilki ale oczywiście znowu dogomania utrudnia....2 points
-
Pamiętacie Baldo, który zamieszkał w Złotowie:) Baldo ze swoją rodziną spędza urlop w Zakopanem i cieplutko pozdrawia:) A tak cieszy się z wyjazdu;)2 points
-
2 points
-
I tak będzie, w końcu Dusia to terier! Nie da się! Straszne, jak niewiele trzeba do nieszczęścia...1 point
-
Trochę uspokojenia - usg jamy brzusznej bez zmian patologicznych. Teraz tydzień diety gastro intestinal mokrej i miejmy nadzieję powrót do formy.1 point
-
1 point
-
1 point
-
1 point
-
Ewo, wiesz ż decyzja o nich była dla każdej z nas szalona ;) Jednak tak widocznie miało być, bo dziewczynki bardzo szybko od rozpoczęcia ogłaszania znalazły wspólny doskonały dom. Dzięki Tobie Nadia nie wegetuje zdziczała w schronisku, bo Florkę pewnie ktoś adoptowałby i zostałaby sama. Też cieszę się bardzo z ich wspólnego domu. Pańcie przy spotkaniu okazały się tak samo rewelacyjne, jak w rozmowie.1 point
-
Elik - przystopuj trochę. Ze względu na własne zdrowie. Akumulator będzie pracował długo ,ale musi być doładowywany. Inaczej padnie na amen. A pisać zawsze warto, to już nie jest tak wielki wysiłek. Może na FB znalazłabyś ludzi, którzy są w podobnej sytuacji? Razem łatwiej. A odpuszczanie jedynie utwierdza ich w tym, że jest to odpowiednia droga do wyciągania pieniędzy zwłaszcza od starszych ludzi. Za późno na zerwanie umowy. Więc zaczęłam jej załatwiać wizyty u kolejnych lekarzy. Trochę ich było, to prawda. Ale zaczęła tracić siły, a wizyty w różnych miejscach Warszawy. Było jej coraz trudniej, a w końcu powiedziałam,że mam jej dać spokój. Pieniądze wyrzucone w błoto, umarła przed upływem końca umowy. a wystarczyło wspomnieć choć słowem, że wybiera się na takie spotkanie. Ale po co - ona przecież wszystko wie. Tak samo załatwiła mnie ze zmianą operatora telefonu. I też siedziała cicho dopóki nie dostałam do ręki rachunku do zapłacenia. Nie wiem co jej nawciskali, ale zapłaciła ponad 200 zł za zerwanie umowy. Ta sama firma próbowała i ze mną swoich sztuczek. Przy okazji usłyszeli co myślę o ich metodach. Nic z tego nie wyszło, ale przynajmniej mnie ulżyło. A już wcześniej miałam u niej problem z abonamentem na echo serca przez telefon. Wcisnęli jej takie cudo z Zabrza. na szczęście w tym przypadku sama to powiedziała jeszcze nim odebrała urządzenie. A taka usługę znalazłam jej w Warszawie, za dużo niższą cenę. Zadzwoniłam do Zabrza z informacją o odstąpieniu od ustnej umowy (na szczęście nic jeszcze nie było podpisane) i prośbą o mnie wysyłanie umowy i urządzenia. Nie powiem - nie była to przyjemna rozmowa. Pani była niezbyt uprzejma, zwłaszcza kiedy jej powiedziałam, że takie usługi w innych firmach są o połowę tańsze. No, ale udało się. Ale doskonale wiem, że starszym ludziom wciska się taki kit, że włosy stają dęba na głowie. A przy okazji - czy oglądacie pieśni śpiewane na rocznice Powstania Warszawskiego? Zawsze na to czekam, Teraz nic takiego nie ma, dzieci i młodzież nic takiego nie interesuje. Bardzo to bolesne. Dobrze chociaż, że raz w roku są takie spotkania. I są tam dzieci, młodzież. Oj, rozpisałam się jak diabli. Czas dać jedzenie psiakom. Trzymajcie się zdrowo i pomyślcie o wypoczynku.1 point
-
I to są właśnie te najpiękniejsze chwile dla wszystkich, którzy angażują się w pomoc bezdomniakom - nie ma ma większej radości niż informacja, że jeszcze niedawno skrzywdzony, poniewierany zwierzak teraz jest dla kogoś całym światem. Rosną nam wtedy skrzydła, prawda, i chce się pomagać kolejnym;)1 point
-
To Cię pocieszę, że nam z dziewczynami udało się dwóch takich "kierowców" namierzyć. Obie sprawy poszły na policję, a nasza wytrwałość spowodowała, że teraz obaj panowie mają prokuratora na karku i czekają na wymiar sprawiedliwości. Ale jeden tak się wystraszył, że 2 dni po wyrzuceniu szczeniaka (a znaliśmy jego całą rejestrację: świadek zrobił zdjęcie) napisał do znalazcy że on chce adoptować tego szczeniaka... Jak wyczuł, że wiemy kim on jest to nasłał kolegę, że jego córka chce tego szczeniaka. Jak dalej psa nie dostał to się wpienił, a potem prosił, żeby oddać psa, że on zapłaci, ale żeby nie zgłosić sprawy policji. Była już zgłoszona (to raz), dwa - dowiedziałyśmy się, gdzie ten koleś mieszka i okazało się, że ona jeszcze kilka w strasznym stanie psów... na sznurkach, bez bud, bez jedzenia, za to w kupie gnoju... a sąsiedzi znają go ze zlej strony: że ciągle bierze szczeniaki, ma ich sporo, a potem wyrzuca. Mam nadzieję, że koleś sam wpadnie i się wystraszy. Nagonka medialna jest dość skuteczna - ale nie popuszczajcie, niech znalazca zgłosi sprawę na policję, a dobrze byłoby, aby pies miał opiekuna prawnego, takiego poważnego (fundacja albo miasto jak na stołkach macie wrażliwych ludzi). Wtedy sprawa nabierze rozpędu... Trzymam kciuki.1 point
-
Oj tam, zaraz "wspaniała"... no, nie wiem... ;) Każdego tymczaska traktuję, jak własnego psa, nie wiem, jak możnaby inaczej. To tak niesamowite, niezwykle istoty...czasem jestem bardzo już zmęczona, ale przyjdzie taki, popatrzy, machnie ogonem, przytuli się, i już to co złe, mija... A co do tej suni, to tez mam nadzieje, ze uda sie jej pomoc. Ale badania to podstawa, oby do opiekunki to dotarło...1 point
-
1 point
-
Fotosik: Dodaj zdjęcie>wybierz plik ze swojego komputera>klikasz na zdjęcie>otwórz>wraca fotosik>klikasz na bez ograniczeń wiekowych>zapisz zdjęcie>pobierz kody zdjęcia>rodzaj kodów:wybierasz:bezpośredni adres do zdjęcia.Pod spodem masz link do zdjęcia. Jeżeli chcesz mieć zdjęcie i wstawić na dogo to Aukcje internetowe...pod spodem w ramce jest pierwszy link https.kopiujesz i wstawiasz w odpowiedzi u góry w spinacz.1 point
-
Odważne słowa. Fanki jamora Cię znienawidzą. ;-) Facet ma plusy i minusy, jak każdy. W niektórych działaniach psich jest dobry i przydatny. Sprawdza się jako opiekun aktywnych, pewnych siebie psów. Potrafi "złamać" i podporządkować te agresywne. Z lękliwymi idzie mu trochę gorzej. Jako były policjant - szkoleniowiec psów do pracy w policji stosuje specyficzne metody. Nie widzę Fado u jamora na dłuższą metę, ale o tym decydują osoby odpowiedzialne za niego. Nie psa, a opiekuna i miejsce. ;-)1 point
-
Witaj, Figuniu :) Niunia robi się coraz fajniejsza - ogonek się merda na mój widok, już nie ucieka przed dotykiem ręki, choć siedzi skulona, jak ją głaszczę. Ale jak cofam rękę, wyciąga łepek po jeszcze :) Postaram się umówić sterylizację nawet w tym tygodniu, i nie prosiłabym gminy, by pracownik zawiózł, tylko my z Tomkiem (wczoraj zostawiliśmy Tatę w szpitalu w Makowie i codziennie będziemy odwiedzać Go, psa zabierzemy przy okazji). Zawsze to mniejszy stres dla suni, pojedzie na moich kolanach, a nie w klatce z obcym człowiekiem. Wczoraj założyłam Szysi obróżkę. Nie miała nic przeciwko, dziś przypnę smycz i zobaczymy, jak zareaguje.1 point
-
A ja tylko dodam, że BC obecnie są tak zniszczoną rasą, że ciężko znaleźć psa mało obciążonego chorobami: padaczka, nowotwory, psychozy (przy jednoczesnej nadwrażliwości na sporą liczbę leków, które wykluczają leczenie) to typowe obecnie problemy, na które możesz wydać sporo pieniędzy (Twoich rodziców, nie swoich) - i uwierz mi, że rodzice mogą Ci to wypominać. Znalezienie hodowli naprawdę dobrej zajmie Ci pewnie z 2lata, bo najpierw trzeba poznać środowisko od środka, wszyscy na wstepie na pewno zjeżą się na Twoje wiadomości i nie udzielą Ci wszystkich informacji nt na przykład chorób w konkretnej linii - musisz zapracować na zaufanie (o chorobach w danej linii czy konkretniej: w danej hodowli dowiesz się jedynie pocztą pantoflową). Polecam w tym czasie pojeździć po zawodach i seminariach jako wolny słuchacz, rozmawiać z hodowcami i właścicielami, uczęszczać na borderowe spotkania w okolicy - jak będziesz w pełni zaangażowana, hodowcy będą patrzeć przychylniejszym okiem na Ciebie i wiek nie byłby barierą - tyle że... na psa po dobrym skojarzeniu czeka się czasem i z kolejne 2lata, a i to koszt 3,5-5tysięcy złotych, czasem opłaca się bardziej import. Jeżeli jednak kolejne lata poczekasz, zdobędziesz wiedzę, pobędziesz z borderowcami i świadomie wybierzesz psa (odradzam zakup psa po pół roku, bo możesz się nadziać) to ok, w porządku. I taka prywata ode mnie. I jednocześnie chyba mój najszczerszy post na tym Forum. Osobiście, nie brałabym psa na Twoim miejscu, nie teraz. Nie mam nic do młodych, ale sama obecnie studiuję i od paru lat nie mam możliwości być ze swoim psem. A też miałam plany i wydawało mi się, że jak się chce to można pogodzić. No nie można zawsze, realia są czasem przykre. Moj pies dodatkowo zaczął teraz chorować, a rodzice nie zawsze chętnie stosują się do moich zaleceń. Nie zapewniają psu też tyle atrakcji, co ja kiedyś. A widziałaś kiedyś psa nieszczęśliwego? Przez pierwsze pół roku, mimo starań moich rodziców, pies popadł w apatię, zaczął zajadać nudę. Nagle stracił wszystko co ze mną miał: sporty, zajęcie, spacery. Posiwiał bardzo. Widać, że mu brakuje tych wszystkich zajęć, które mial, a spacery serwowane przez rodzicow są niewystarczające. I ja nie obwiniam rodziców, pies był moją zachcianką, oni robią co mogą (wcześniej sami mieli psy w budzie), ale nie mają ochoty, czasu i sił tak stawać na rzęsach i na przykład z psem kształtować różne rzeczy. Taka sytuacja jest frustrująca dla każdego, uwierz. I dla mnie, i dla psa, i dla rodziców - ale przez najbliższe 1,5roku dalej nie ma szans, aby pies zamieszkał ze mną. Wiem też, że w teorii wszystko jest super-pięknie :) A potem okazuje się, że do BARFa źródeł nie masz, że trzeba zakupić dużą zamrażarkę, na którą rodzice się nie zgadzają, że psi klub sportowy jest za daleko i za drogi, a na seminaria i szkolenia musisz sama zbierać pieniądze... ale nie masz z czego. Kieszonkowe + praca dorywcza wystarczają jedynie na bieżące potrzeby. A, i jeszcze są takie rzeczy, których człowiek nie bierze na poważnie: czyli kwestia imprez u znajomych, nawet w kameralnym gronie; spontaniczne wyjazdy czy wypady ze znajomymichłopakiem; wycieczki szkolne; wakacje - uwierz, przetasują Ci się znajomi. Będziesz dla nich dziwakiem, bo nie pójdziesz na imprezę, bo pies chory; nie pojedziesz z nimi gdzieś, bo musisz z psem zostać (bo nie, nie wszędzie weźmiesz psa). Albo (co u mnei było problemem): czas maturalny. Dojeżdżadnie do szkoły, powrót i robienie obiad u mnie kończylo się tym, że byłam "wolna" po godzinie 19stej, a pobudkę miałam o 5tej ;) Między 19 a 5 musiałam znaleźć czas na powtórki do matury, ćwiczenia maturalne, naukę i pracę domową na bieżące lekcje + zajęcia z psem. Dzięki Bogu, mój kundliszon byl już dorosły, ukształtowany czyli po 5roku życia to wiele mi wybaczał i nie był tak absorbujący (a ja czasem mogłam go spuścić ze smyczy, wołając go co jakiś czas aby coś powtórzyć, ale moglam i odpocząc, bez ciągłej czujności - ufałam mu). W weekend nie miałam jak nadrobić, bo w sobotę również chodziłam do szkoły i więcej czytałam do matury (+ wychowywalam dzieciaki w harcerstwie)... i wiem, że w teorii zawsze wybierzesz psa w swoich decyzjach, ale kiedy naprawdę masz do wyboru własną przyszłość (słabą szkołę a ambitną umożliwiającą spełnić Twoje marzenia), która wplynie na Twoje życie (zarobki i jakość zycia) a psa, własnego ukochanego psa to... jakoś czasem musisz... wybrać... siebie. Zwłaszcza, że rodzice nie będą zachwyceni, że psa stawiasz wyżej niż siebie i własną przyszłość, dla nich jesteś najważniejsza Ty, a nie pies. Co do wyborów, daleko szukać nie muszę, bo teraz mam tak - pies mi zachorował, w tym samym czasie co miałam pracować i zdobywać doświadczenie do pracy (co pomogloby mi też w znalezieniu stałej pracy, w nowym mieście bo się właśnie przeprowadziłam, a na kasie nie śpię obecnie) - i co? Musiałam zrezygnować z pracy na rzecz psa. Wydaję oszczędności na psa (te same co ciułam na własne mieszkanie i ślub), licząc że w tym samym czasie co inni studenci będą szukać prace, ja znajdę taką, która mi da nie tylko możliwość utrzymania się w dużym mieście, ale da podstawy do dobrej pracy stałej... Ot, liczę na łut szczęscia. Oczywiście swojego psa nie żałuję i nie narzekam, ale teraz odradzam osobom niesamodzielnym życiowo do brania psa. Rodzice się zgadzają często dla świętego spokoju, a potem można wiele usłyszeć... ileż razy ja się pożarłam ze swoimi nt psa i jego potrzeb... Jeżeli cała rodzina chce równie mocno psa i to tej samej rasy, świadoma potrzeb jakie ten pies ma, i w pełni wszyscy się zaangażują w wychowanie (jednomyślnie stosując te same metody) to TAK. Ale jezeli to niepełnoletni namawia i rolą rodziców ma być zgodzenie się to jestem przeciwna. A wiesz, te pare lat temu byłam jak Ty. Ideolożka :) że dam radę, że wszystko wiem, że wszystko mam zaplanowane. :) Ale człowiek planuje, Pan Bóg się śmieje. Jeszcze raz to przemyśl i pokaż ten wątek rodzicom - w ogole zaproś ich do poszukiwań psa, do zawodów, spacerów z borderowcami, to poznawania tego świata. Jak będą tak samo nakręceni pozytywnie na to wszystko, dopiero wtedy zdecydujcie się na psa.1 point
-
1 point
-
1 point