Leaderboard
Popular Content
Showing content with the highest reputation on 12/11/14 in all areas
-
Bezdomny Frodo znalazł dom...niestety tylko na dwa tygodnie. Oddany do schroniska z łatką 'pies agresywny' Frodo został uznany za psa nieadopcyjnego, którego los został już właściwie przypieczętowany....Nie było innego wyjścia, chciałam, aby żył, musiałam wyciągnąć go ze schroniska. Akcja się powiodła choć nie było łatwo...Okazało się, że ten 'potwór' to normalny, trochę wystraszony sytuacją pies. Frodo przebywa w hoteliku...W chwili, gdy go zabierałam nie zastanawiałam się jak sobie ze wszystkim poradzę. Zawsze w takich chwilach myślę, że przecież są też inni, którzy także chcieliby uratować psa...więc może ja i Frodo nie jesteśmy tak zupełnie sami...? To wszystko tak w skrócie, poniżej możecie przeczytać całą historię. Dziękuję za zaglądanie, komentarze, uwagi, oczywiście pomoc w ogłaszaniu też mile widziana :) Frodo poznałam, gdy błąkał się samotnie po jednej z podkieleckich miejscowości. Było to w lipcu 2014 r. Z braku innych opcji, zgłosiłam psiaka do gminy i tak 4.08.2014 r. Frodo trafił do przytuliska w Nowinach k/Kielc. Pomagałam w ogłaszaniu Frodo. Wydawało się, że w końcu trafił się odpowiedni dom, po rozmowie z panią zainteresowaną Frodo, przekierowałam ją do opiekunki Frodo z przytuliska. I tak 12.10.2014 psiak trafił do swojego nowego domu w Katowicach. Szczęście psa nie trwało jednak długo bo tylko dwa tygodnie. Na początku wszystko układało się, według zapewnień nowej opiekunki, jak najlepiej. Niestety po dwóch tygodniach otrzymałam telefon z informacją, że Frodo zrobił się agresywny. Kobieta dzwoniła też do przytuliska. Pani stwierdziła, że ona i dzieci boją się Frodo - po tym jak pies ponoć ugryzł syna (14 lat) pani zdecydowała się oddać psiaka. Niestety przytulisko w Nowinach nie przyjęło Frodo. Pani zaprowadziła więc psiaka do schroniska w Katowicach mówiąc o tym, że Frodo kilka razy (!!!) pogryzł dziecko, że jest bardzo agresywny. Pomyślała pewnie, że musi przedstawić psa w jak najgorszym świetle, aby nie odmówiono przyjęcia (przecież 2 tygodnie wcześniej został wyadoptowany z innego schroniska). O tym, że pies trafił do schroniska w Katowicach dowiedziałam się kilka dni po fakcie. Wcześniej otrzymałam informację ze schroniska w Nowinach, ze jeśli zajdzie taka potrzeba to Frodo do nich wróci. Niestety stało się inaczej i Frodo przyjęto do schroniska w Katowicach z adnotacją, że to pies agresywny a jak można się domyślić to tylko pogorszyło sytuację psa. Frodo trafił na kwarantannę i przez 2 tygodnie był obserwowany w kierunku wścieklizny. W tym czasie nie mogłam się niczego dowiedzieć, na stronie schroniska nie było też informacji o przyjęciu takiego psa i o tym, że przebywa on na kwarantannie.CDN.1 point
-
Łezka - wyrzucona suczka , skrajnie zaniedbana , wychudzona , prawie łysa, kulejąca. Miasteczko na podlasiu -Bielsk Podlaski - a w tym mieście rozgrywał sie dramat małej Łezki. Suczka została wyrzucona na jedno z osiedli ( według mieszkańców w długi majowy weekend) . Ja zauważam sunię około dwa tygodnie temu. Uwagę zwraca jej widoczna choroba, prawie łysa, pomarszczona skóra, zaskorupiona, pełna łupeżu. Jakieś dzieci próbują się z nią bawić, ale rodzice odpędzają suczkę, rzucają w nia kamykami i patykami. Boją się że suczka zarazi chorbą ich dzieci. Tłumacza dzieciom, ze pies smierdzi i ma parchy, że nie wolno go dotykac. Przegoniona suczka znika tego dnia zanim zdążę zareagować. Nastepnego dnia spaceruję ze swoimi psami, rozgladam sie za psinką i ona sie pojawia. Wychodzi z krzaków, radośnie do mnie podbiega. Pochylam sie nad nia , dotykam, jest cuchnąca, chuda i łysa. Jej małe ciałko przedstawia straszny widok, same łysiny, strupy i pełno łupieżu. Ale wystawia brzuszek do głaskania, zachęca moje psy do zabawy, jest miła, biega, poszczekuje. Zachowuje sie tak jakby nic jej nie było, tylko ta potwornie chora skóra. Zauważam, ze utyka na jedną łapkę. Tego dnia płyną moje łzy, łomocze serce i w głowie mam tylko jedną myśl - jak tej małej pomóc. Nie mam pomysłu co z nią zrobić, zabrać do domu nie mogę, nie mam śmiałości prosić kogokolwiek aby przytulił suczkę, bo podejrzewam, ze jej choroba to nużyca i to w bardzo zaawansowanym stadium, że leczenie będzie trudne, żmudne a przede wszystkim kosztowne i nie daje żadnej szansy na wyleczenie. Kalkuluję ze nawet z pomocą przyjaciół nie poradzę sobie finansowo a przede wszystkim nie mam dla niej żadnego lokum. Rozważam eutanazję, ale widzę że ona jest pełna życia i wiem, ze każdy wet tego odmówi. Upływają dni a mała zdobywa moje serce coraz bardziej. Zadręczam znajomych i przyjaciół opowieściami o niej, o tym że muszę jej pomóc , że nie wiem jak. Proszę o pomoc urzędników. Odmawiają. Jedyne co mogą zaoferować to jej odłowienie, ale ona nie przeżyje nawet transportu do Radys, a tam nikt jej nie bedzie leczył tylko od razu uśpi. Nie zdradzam urzędnikom miejsca pobytu suni. Zamieszczam apel na jednym z wątków, na dogomanii z prośbą o poradę co można zrobic, kogo prosić o pomoc, chodzi mi tez o wsparcie psychiczne, bo czuje że sie załamuje. Ktoś pisze aby oddać ja do schroniska ( odpada bo w moim miasteczku schroniska nie ma ) inny radzi aby poprosić o pomoc Fundację. Tak trafiam na stronę Fundacji dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych "EMIR", pisze pierwszego mejla. Czekam i otrzymuje odpowiedź od Pani Krystyny Sroczynskiej , że Fundacja od dawna jest po "kreską" oraz wyjaśnienie, że leczenie małej będzie bardzo, bardzo kosztowne. Ciężko zdobyć taką ilość pieniędzy. Ale pani Krystyna nie odgania mnie jak natręta, stara sie pomóc i tak zaczyna sie nasza długa korespondencja mejlowa. Piszemy, wyjaśniamy sobie wszystko, myślimy intensywnie. Jest późny wieczór kiedy Pani Krystyna decyduje, ze Fundacja może pokryc koszty diagnostyki i badania Łezki. Prosi o nadesłanie zdjęć suczki. Dzwonię do weta, umawiam sie na następny dzień, dogomaniaczkę Buniaagę proszę o pomoc w transporcie do weta i o zdjęcia ( ma dobry aparat ). Jak zwykle mogę liczyć na jej zaangażowanie, nie odmawia. Modle sie aby przestało padać i abym następnego dnia mogła Łezkę odnaleźć na osiedlu. Biorę swoje psy jak przynętę ( one zawsze sprowadzają do mnie bezdomniaki ) i ruszamy. Znajdujemy Łezkę, boimy się aby sie czegoś nie przestraszyła i znów nie zniknęła, Buniaaga niesie ją na rekach do samochodu, ja prowadzę psy. Pakujemy małą do samochodu, siedzi grzecznie obok moich kolan i jedziemy do weta. Tam Łezka ma zrobione badania, zeskrobiny, morfologię , usg. Ma podaną kroplówkę z witaminami. Diagnoza - zaawansowana nużyca, ale wyniki niezłe, stare zarośniete złamanie kończyny tylniej, mała nie zgina nogi . Dostaje lek od nużycy na skóre. Z lecznicy dzwonię do Pani Krystyny Sroczyńskiej - Szefowej EMIRA , opowiadam wszystko, rozmawia z nią tez nasz weterynarz ( który zachował sie wspaniale i któremu jestem ogromnie wdzieczna ). I wtedy w słuchawce słyszę słowa, które były najbardziej budującymi słowami jakie usłyszałam od dawna, to słowa Pani Krystyny cyt. " pójdę z torbami albo spalą mnie na stosie ale bierzemy tę suczkę pod opiekę Fundacji, prosimy jednocześnie o wsparcie". To były słowa, które dały Łezce szansę na drugie życie, szansę na wyleczenie, szansę na dom. Organizujemy transport do Fundacji. Obdzwaniam znajomych, proszę o pomoc. W tym czasie Pani Krystyna załatwia samochód , który przyjedzie po Łezkę do Białegostoku. Ja mam dostarczyć Łezkę w to miejsce. Z pomocą przychodzą dwie osoby, wzruszone losem suczki. Aby z lecznicy mała nie wróciła na ulicę, udaje nam się cudem ja ulokować, na dwa dni na posesji pewnych ludzi. Nic wielkiego zwykła szopa ale mała juz nie bedzie spała na ulicy. Jutro rano dostanie kolejną wzmacniająca kroplówkę i przed południem wyruszamy do Białegostoku gdzie będzie na nas czekała Pani Marysia i samochód z FUNDACJI EMIR. Malutka Łezka pojedzie do Fundacji na leczenie. Kochani ponieważ leczenie Łezki pochłonie ogromne kwoty ( liczone w tysiącach złotych ), i nie wiadomo czy i kiedy sie zakończy zakładam ten watek z prośbą o wsparcie finasowe na leczenie Łezki. Fundacja robi co może, ale w ogromie potrzeb każdy grosz jest na wagę życia , zdrowia jakiegoś zwierzaka. Proszę o choćby niewielkie wpłaty na leczenie Łezki na konto FUNACJI EMIR z dopiskiem w tytule wpłaty " dla Łezki" Fundacja dla Ratowania Zwierząt Bezdomnych EMIR Bank Śląski O/Grodzisk Maz. 88 1050 1924 1000 0022 6878 6056 Przelewy zagraniczne: ING Bank Śląski S.A. Kod SWIFT: ING Banku: INGBPLPW IBAN: PL 88 1050 1924 1000 0022 6878 6056 w tytule wpłaty „dla Łezki” Dane kontaktowe: Oddział, ul. Słoneczna 4, 96-321 Żabia Wola tel. 601 300 726 i 46 857 88 27 [email protected]<script cf-hash='f9e31' type="text/javascript"> /* */</script>1 point
-
Foch jak złoto ;). A co Ganga ma dzwonki (nabiał) , żeby za mikołaja robić ? :evil_lol: , to już prędzej za śnieżynkę dało by radę :eviltong: :megagrin:. Pięknie wyglądają oboje , w życiu nikt by nie dał im tyle latek co mają :) :loveu: :wub:1 point
-
tak mi się wydawało, że współpraca nie wchodziła w grę .... jamnior, to jamnior, nawet przebrany i oświetlony na chwilową potrzebę atelier Dużej, nic nie traci z charakteru, a ty się człeku bujaj :megagrin: G. Rambo, jak Ty ze swoimi Babami wytrzymujesz ? Ovo baba, ciekawska babską ciekawością, ale z charakterem zdecydowanie męskim ;) Ps Sraki nie ma, spokój jest i luz ..... o nie! luzu nie ma ! i klawo :)1 point
-
:loveu: :loveu: :loveu: zwariować można z radochy Twoje zdjęcia, Dorotko, urzekają, a fotogeniczność Twoich Miłości w metrach mierzonych powala :loveu: Ganga ma cudowną minę "nooooooo doooooooooobra, lansuj, lansuj, a ja i tak pierniczki opierniczę " :diabloti: a propos - sraka przeszła? ;)1 point
-
Zagladam do Frodziaczka :calus: :calus: o matko ile ta psinka przezyla ... :lookarou: :lookarou: serduszko jego skrzywdzone ...ale zapomni może kiedyś , co tam przeszedł w tym całym ,,domku ,, ech .... piesku kochany -obys już mail tylko dobre spokojne zycie i serce i rece kochające , tylko dla ciebie piesku będę zagladac i na bazareczku bylam i czekam na fanciki Frodunkowe1 point
-
Spokojnie, niektóre psy na początku są wystraszone - na takiego wygląda Wafel. A że go pilnują to dobrze - bo ktoś na naszym osiedlu robi sobie żarty, otwierając nad ranem furtki - i ktoś dzisiaj wykradł mojemu miskę z karmą, bo jej nigdzie nie ma, a wieczorem dawałam... Ma szczęście, że mój pies jest łagodny i w nocy śpi jak zabity, inaczej wróciłby bez palców... Tak czy inaczej u nas psy są wabione z podwórek (poprzez otwieranie furtek i rozkładanie żarcia wkoło nich) albo trute - był spokój przez jakiś rok, teraz "dowcipinisie" wrócili, dlatego koniecznie trzeba pilnować psy. To, że ucieka, gdzie mu chłodniej - żadna nowość, ma bujną sierść, mój też ucieka na dwór, bo mu gorąco w domu... Szkoda, że trzymają go w piwnicy, ale być może sam to wybiera i jest na pewno bezpieczniej niż na podwórku - choć lepsze byłoby oddzielenie placu/wybiegu dla psa... Dobrze, że nie izolują go od córki. Co do chęci zabawy - rozkręcą się ;)1 point
-
Dziękuję, cieszę się,że wszystko się wyjaśniło i bardzo nam miło ,że jesteś tu z nami i Toto:) Zawsze będzie mi miło pogadać i już się cieszę na piękne fotki naszego bohatera:)1 point
-
no i d..a :( dzisiaj niestety pani Izie wypadła jakaś sprawa rodzinna w BB. ech...jak jednej pasowało, to drugiej nie bardzo i tak ciągle :( Pani Iza mówi, ze Karo wygląda jak milion dolarów, ze przytył na zimę i że ...kradnie :) chyba jedzenie doszlam do wniosku poniewaz się spieszyła i nie dane mi było dłużej pogadać :(1 point
-
Z tych dwóch rzeczy co Ola napisała, to chyba lepiej żeby to była tchawica niż serce. A najlepiej żeby to było zupełnie coś innego! ;)1 point
-
Miło mi,że nie jestem tu intruzem.Bardzo mnie zmartwiły wieści o Toto.Mam szczególny sentyment do psiaków z bezwładnymi nóżkami.Sama mam w tej chwili 2 suczki,które szczęśliwie udało się wyprowadzić na "prostą".Oczywiście nigdy już nie będa w pełni sprawne,ale biegają,są szczęśliwe.Niestety w przypadku takich psów schorzenia dróg moczowych i pęcherza są bardzo częste.Konsekwencją urazu kręgosłupa jest zaburzona mikcja,no i wiadomo że z tego powodu namnażają się różne bakterie w układzie moczowym.Z tego, co również zauważyłam u psów schroniskowych (dotyczy to pewnie również psów na łańcuchu i żyjących na zewnątrz) bardzo często dochodzi do chorób układu moczowego.Biedaki siedzą na zimnie i się przeziębiają, a stąd prosta droga do przewlekłej niewydolności nerek itp.Wózeczek będzie wskazany po wyleczeniu,choćby dlatego,żeby ustabiliwać właściwą pozycję psiaka.Spróbujcie siedzieć w jednej pozycji bez możliwości jej zmiany.Po czasie zacznie się dysfunkcja innych partii mięsni i organów.Trzymam za Toto,niech ten pęcherz będzie już dobry.1 point
-
I to jest kwintesencja "Nigdy nie zapomnimy naszych Skarbów, które są po drugiej stronie Tęczy, ale zawsze możemy wypełnić Ich testament - dać Dom, Miłość i Serce innym!!!"1 point
-
Och, ja tak kocham zasypiac z psem przytulonym do boku i ksiazka w rece:) cudna fota!1 point
-
Piękne zdjecia Gangi i Rambo :)1 point
-
.. podoba mi się :klacz: Ganga, zawsze dama! ... i poduchy też... zamawiam;)1 point
-
"Śpioszki" po wybudzeniu, jeszcze w klinice. Rozczulające :bigcry: Jak bardzo by cierpieli, gdyby nie Twoja pomoc Aga. Nie znajduję słów uznania. Kocham Cię za to co robisz dla tych biednych staruszków :iloveyou: Śliczny ten Łatek. Faktycznie łatek :)1 point
-
Agunia,... :kiss_2: Jakiej kurteczki, jakiej kurteczki nie da sobie Karolek założyc? :smile: ;-) Karol jest młodym, dużym, zdrowym i silnym psem... Dobrze karmionym. Zahartowanym, bo nigdy w domu nie zimował. Lekko da radę. Nawet jak prawdziwa zima przyjdzie. Co innego Twoje Kochane, schorowane Staruszki... :roll:1 point
-
Biedny Fifolek,takie noce zimne,gdzie ta bieda jest,pewnie do nikogo po pomoc nie podejdzie...biedulka maleńka...ech...niech sie znajdzie,śiwęty Franciszku miej ją w swojej opiece,niech ją jakaś dobra dusza przygarnie....1 point
-
Chcemy, chcemy i Homisia i Łatunia. Po sanacji powinno po dniu, dwóch byc już dobrze. Mówilam Ci, że moja Kasia miala. Usunięte chyba z 5 ząbków i czyszczenia. I ropkę miała. Po zabiegu, po dwóch dniach już zapomniała. Normalnie je suche. No mokre i mięsko :) też oczywiście, ale z suchym nie ma problemu. Trzymam mocno kciuki, żeby jak najszybciej starulinki doszły do siebie. Ściskam.1 point
-
Obesrana czy nie, Ganga jest zawsze dama. A poduchy bardzo eleganckie.1 point
-
tu jest parę psów w typie rasy, którymi mogłyby zainteresować się dziewczyny. Jest jamnikowaty, coś z asta, pszeniczny, śliczny kudłaty, spanielek. dlaczego te psiaki są tak słabo rozreklamowane?1 point
-
[url=http://www.fotosik.pl][/URL] [url=http://www.fotosik.pl][/URL] Wpłynęły deklaracje od yucca i milagros :) Dziękuję! Przelałam też 300 zł wetom1 point
-
A po wizycie w schronisku zainteresowanej rodziny KUKI POJECHAŁ WCZORAJ DO DOMU!!! więcej tu; http://www.dogomania.com/forum/topic/144038-kukis%C5%82odki-m%C5%82odziak-ju%C5%BC-w-swoim-domu/?p=15906486 Powodzenia maluchu...1 point
-
Dziękuję ,Berni :calus: zawsze można na Ciebie liczyć to jest ... bardzo budujące co napisałaś! ,,, nie mogę się pozbierać! ... sama siebie nie poznaję... może naprawdę u nas za dużo było smutku... rozpaczy... żałoby :-( ! Berni to chyba u Ciebie przeczytałam... że jeśli odchodzi od nas ktoś, kogo bardzo kochamy to zabiera ze sobą kawałek naszej duszy! i ten ból to rana ,która musi się zabliźnić... bardzo mi to utkwiło! bo tak to jest naprawdę!... byłam u Saruni[*] jakby spoglądała z Ogrodu Wiecznej Szczęśliwości...1 point
-
07.12.2014 - wyprowadzam Frania co się nieco słania. Dzień nawet niezbyt zimny, choć wilgotny. Na rtęciometrze kilka schodków ponad zerem. Powietrze trwa w bezruchu. Pogoda całkiem znośna, gdyby nie ..... No właśnie! Mój poczciwiec Franciszek chory. Ponoć dokucza staruszkowi prostata, więc dostaje na to lekarstwa. Teraz przeniesiono go do boksu z ogrzewanym pomieszczeniem. Tam ma swoje osobne łóżeczko w postaci oddzielnej klatki ze słomą. A wokół grasują same młode paszczaki - dokazują w najlepsze. Te łapserdaki nie uszanują nawet dostojnej siwizny! Więc jaki jest teraz Franio? Stosując przymiotnik odzwierzęcy, można powiedzieć że „osowiały”. Wprawdzie wyszedł na spacer i co nieco sobie pochodził ale widać było, że coś go trapi. Przysiadał na łączce i czekał na dalszy rozwój wypadków - właściwie nie bardzo wiadomo na co. Był jakby nieobecny. Przysypiał tylko na chwilę, mimo zapewnienia mu całkiem dogodnych warunków. W końcu trzeba go było zabrać z powrotem. Noszenie na rękach tak mu przypadło do gustu, że zaraz „uderzył w kimono”, a zwisająca, „lejąca się” główka i plaskate uszy majtały się na boki niczym wahadło starego zegara. A „odleciawszy” chyba przybrał na wadze, bo momentalnie to odczułem. Tak błogi sen chyba był mu tego dnia bardzo potrzebny. Przeniesiony do ciepłej dyżurki, niebawem znów smacznie przysnął. Spał na tyle długo, że w tym czasie zdążyłem jeszcze „wyrwać” na spacer dwóch kumpli z jego wcześniejszej zagródki. Był to ponownie nieco oporny „kwiat niezwykłej przymilności” czyli tzw. Lwia Paszcza, a potem szary, nieduży ale mocno roztrzepany futrzak - po mojemu Puchacz, bardzo ochoczy na „te rzeczy” (wyjęty po raz pierwszy). Po każdym naszym powrocie z przechadzki, Franio uparcie kontynuował drzemkę. Oby ten sen okazał się lekarstwem! Gdy już opuszczałem schronisko, to jak zwykle jeszcze „rzuciłem okiem” na Kanał Domowy. I proszę! Kolejny niesamowity szczegół! Z rury odwadniającej wystającej ze skarpy, spływają efektowne girlandy lodowych warkoczy. Niczym słup soli podtrzymują końcówkę tej rury. Woda zatrzymana w kadrze - tylko aparatu brak! Istne dzieło sztuki! Niespodziewane a jak miłe dla oka zjawisko.1 point
-
Hektorka , jak i jeszcze 5 innych psiakow , nie oddalam do schroniska. Zostal u nas. Proszę o pomoc dla staruszeczka ....1 point
-
Dziękuję za wyczerpujące informacje :) chętnie poczytam i dowiem się więcej bo szczerze powiedziawszy to tego rodzaju metoda leczenia zaburzeń agresywnych/ depresyjnych u psów jest dla mnie nowością. Co do Frodo, to racja, on jest wciąż trochę wystraszony, po prostu dużo przeszedł i czuje się niepewnie, ale w hoteliku ma dobrą opiekę. Ludzie, którzy prowadzą hotelik pracują z psami, na szczęście opieka nie ogranicza się tylko do podania jedzenia, wyprowadzenia i posprzątania po psie, bo do takiego hoteliku psam bym nie oddała. Frodo jest obserwowany, jeśli zajdzie taka potrzeba i wterynarz uzna, że to konieczne to zostanie zrobione prześwietlenie. Na razie poznajemy Frodo, przyglądamy się mu i wyciągamy wnioski. Zaczęłam go już ogłaszać, bo mam nadzieję, że mimo wszystko za jakiś czas znajdzie się odpowiedni domek dla psiaka. Chciałabym, aby Frodo poczuł się w końcu bezpiecznie i u siebie, a w hoteliku nawet najlepszym nigdy nie jest się tym wyjątkowym, jedynym psiakiem. Poza tym, wiadomo każdy kolejny miesiąc to opłata za hotelik. Już teraz martwię się jak to będzie jeśli Frodzio będzie musiał dłużej poczekać na dom, bo jestem jedyną osobą, na którą psiak może liczyć a ja mogę liczyć tylko na siebie :( ale może jakoś damy radę, może jakiś bazarek zrobię. Tak czy inaczej, powtórzę do znudzenia, dla mnie najważniejsze jest, że Frodzio jest już bezpieczny :)1 point
-
Dziś, 07/12/14, odwiedziliśmy Reksa i Pana Mariana. Już spieszę z informacjami. Pana Mariana zastaliśmy, dumał na ganku. Reks poznał nas, ogonem, dupką machał, spuściliśmy go, by pobiegał. Oczywiście zaraz wziął piłkę w pysk i przyniósł, by mu rzucać. W miskach miał chrupki i wodę. Zawieźliśmy jeden worek Brita ( zakupiony z funduszy bazarowych. Drugi worek czeka u Tosia&Lesio na dostawę do chłopaków w styczniu, Foto ). Oraz 2 paletki puszek Rocco, które nabyła dla Reksa lilka105 (pozostałe dwie paletki czekają u Tosia&Lesio, przed świętami pojadą kolejne). Z bazarowych funduszy, wraz z karmą za punkty wzięłam gumowy handelek z piszczałką. Zobaczycie na filmikach jaką miał z niego radochę. Hantel duży, piszczy, pies cały szczęśliwy. :) Z poprzedniego worka karmy było jeszcze na jakiś tydzień. Psisko linieje na potęgę. Wyczesaliśmy go kilka razy i już później wyglądał jak przystało. Pan Marian powiedział, że będzie go przeczesywał. Rękawice do czesania zawiozłam kiedyś wiosną jak zimowe odzienie zrzucał, ale liczył, że Reks będzie cierpliwie i grzecznie dawał się czesać. Ale to wulkan energii przecież. Trzeba go po prostu chwilę przetrzymać, wyczesać ile się da, dać mu pobiegać i tak kilka razy powtórzyć czynność. Po wyczesaniu z grubsza, zakropiłam chłopaka Sabunolem. Ugotowałam mu żołądki z marchewką i soczewicą. Trochę zjadł, reszta została na dzień kolejny. Za to wciągał jedno po drugim ciastka z mego wypieku (KrysynaS, to te nabyte przez Ciebie cegiełkowe ciasteczka). Jako, że znalazłam wielką radochę w pieczeniu ciastek dla psa/kota, pomału się „rozwijam”. :) I Reks dostał ciastka z serduszek, rosołu, siemienia lnianego, ziół prowansalskich, koperku i mąki żytniej. I musiały mu bardzo smakować, bo jadł jedno za drugim. Ledwo kilka zostało na później. Pan Marian się trzyma. Z wizyty się ucieszył. Już nie wiedział jak za piec dziękować. :) Piec i rury zainstalował sam. I wygląda, że zrobił to dobrze, bo wygląda lepiej niż poprzednia instalacja. Cegły szamotowe ciepło trzymają (w tym poprzednim już były całkiem wypalone). Udało się Panu Marianowi otrzymać trochę opału od gminy. Uff.. :) Nie jest to jakaś duża ilośc, ile to było Pan Marian nie wie, a opis przyczepki jaka przyjechała też nic nam nie mówił. Jest taka usypana górka drzewa, trochę brzozy, trochę dębu, trochę sosny. Gałęziówka, taka na grubość ramienia (część damskiego, część męskiego). Ale dla Pana Mariana to ok., bo mniej wówczas musi się namachać siekierą by pociąć, by zmieściły się do kozy. To drzewo co otrzymał, plus trochę tego ekogroszku co planujemy kupić dzięki Waszej pomocy, pozwoli Mu przetrwać zimę. (teraz zawieźliśmy dwa worki ekogroszku 2x25kg, a większą ilość Tosia&Lesio pokombinuje z transportem). W styczniu zwróci się z prośbą raz jeszcze, może akurat przyznają. Gazu w butli jeszcze odrobina chlupie. Bardzo oszczędnie używa tego gazu. Powiedział, że jak pali w piecu to wodę zagotować, coś podgrzać ma na czym. Żeby zrobić zdjęcie kozie wzięłam aparat z lampą, bo o 1530, to u Pana Mariana w domu szarawo, a po 16 to wogle ciemno. Stad zdjęcia udało się zrobić, choć nie są ostre, ale aparat nie miał na co ostrości ustawić, za ciemno mu było i tak pstrykał po ciemku. Zakupy Panu Marianowi zrobilam: trochę żywnościowe (puszki mięsne, rybne, chleb, 6 kg ziemniaków, olej, cebulę smalec, kiełbasę, kostki rosołowe, napoje do picia, kawę, herbatę, kisiel, margarynę, chleb, barszcz, słoninę) trochę chemii (proszek do prania, płyn uniwersalny, płyn do toalet, mydła, szczoteczkę do zębów i pastę, papier toaletowy), podgrzewacze teelight, świeczkę, Ibuprom . To takie zakupy pierwszej potrzeby, nieświąteczne. Ze świątecznymi Tosia&Lesio podjedzie przed świętami. Grazia_1979 kupiła Panu Marianowi fajowe spodnie. Nie przymierzał ich pan Marian przy nas, bo już ciemno było. Miejmy nadzieję, że będą pasować. :) (spodnie, kalesony i majtochy dostał w torebkach prezentowych, na Mikołaja :) ). W Urzędzie Pracy był Pan Marian pod koniec listopada podpisać się. Dobrze, że choć ubezpieczony jest. Poduchę co uszyłam dla Rexa zawiozłam. Ściągnęłam mojemu piesowi poszewkę z posłania. Mocna poszewka, jeans z alcantarą. Mam nadzieję Reks da jej pobyć trochę w całości. Do budy, to tylko słoma. Ale poduchę będzie miał ( o ile będzie ją używał) w domu. Gdy byliśmy na ganku i rozmawialiśmy, Reks był z nami ze swoim nowym hantelkiem i w pewnym momencie – hyc. I wskoczył na ławeczkę i się rozłożył zadowolony. Za pierwszym razem zszedł grzecznie, za drugim już niechętnie. A za 3 i 4 musiałam się z nim siłować, bo się usztywnił, łapami zaparł i zejść nie chciał. :) A na ławce akurat jasna kapa leżała. Pan Marian ucieszył się bardzo z baterii, bo się Mu już skończyły, a jak nic nie brzęczy z radia to cicho, głucho, pusto, a wieczory długie, bo o 16 się zaczynają. Pan Marian ma cale pudełeczko baterii, ogrzewa je trochę (bo w zimnym baterie szybko padają), pochodzą 20-30 min i padają. To radyjko co ma, widać na zdjęciu gdzie Reks leży na ławce. Takie większe baterie są podłączone kabelkami do radyjka. Może te kabelki „zjadają” szybciej tą energię ? Może kupimy Panu radyjko ? Co Wy na to ? Czy to byłaby rozpusta ? Tyle innych potrzeb.. Przeglądałam wczoraj co jest i znalazłam ciekawe, np takie. I tylko na baterie 2xAA (zwykłe paluszki) (to istotne, bo paluszki tanie są, baterie AAA, R14 i inne już są zawsze droższe). A może ma ktoś zbędne ? Ale najchętniej na "paluszki" AA, bo taniej potem w eksploatacji. Przydałaby się Panu latarka. Pan Marian ma taką malusieńką, diodową. Ale zapalniczka daje więcej światła, niż ta latarenka. Wyszperałam taką na 2xAA. Pan Marian prosił by raz jeszcze Wam podziękować za pamięć o nich, za wszelką pomoc. Przesyła pozdrowienia i składa świąteczne życzenia. :) https://www.youtube.com/watch?v=E7-sFlY14pw&feature=youtu.be (ciemno, bo telefon w tej szarudze nic nie widział) Filmy : 1. https://www.youtube.com/watch?v=F31aWCyxWy8&feature=youtu.be 2. https://www.youtube.com/watch?v=mOXVLYC_9GU&feature=youtu.be 3. https://www.youtube.com/watch?v=Fjb54Bva5UY Foto: 1. Koza kupiona dzięki Waszej pomocy 2. Koza, 2 worki ekogroszku ; Paragon 3. Paragony z zakupów (z paragonu na 141,10 zl, tylko 108,64 to zakupy Pana Mariana) ; Zakupy 4. Reks + zabawka = szczęśliwy pies 5. Reksiu 6. Reks z apetytem zajada ciasteczka "home made" 7. Oto prawdziwy REX nie REKS. :) 8. Tutaj widać, że jednak chłopak swoje lata ma. Mimo, że z zabawką szaleje jak szczeniak.1 point