Jump to content
Dogomania

zuziaM

Members
  • Content Count

    9,616
  • Joined

  • Last visited

About zuziaM

  • Rank
    Advanced Member

Contact Methods

  • AIM
    4066028

Profile Information

  • Gender
    Female

Converted

  • Location
    dolnoslaskie (miedzy Zgorzelcem a Lubaniem)

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Nasza Kasieńka odeszła w marcu 2017 roku ......(*)(*)(*)
  2. Pani Ania mi jakies kilka miesiecy temu napisala, ze Anis ma sie dobrze choc juz ogluchl i troche zniedoleznial. Wykryto tez u niego chorobe Cushinga. Ale zyl i trzymal sie jakos. Znalazlam ostatnio jego watek i tez tam jest jakis post chyba nie taki stary od pani Ani. Mam go w obserwowanych.
  3. Z dogomaniackich psiakow zostala mi jeszcze jedynie Kasia bez lapki, Rozalka i Sonia. One mialy swoje watki. Pozdrawiamy i mamy nadzieje, ze nadal bedziemy sie swietnie trzymac.
  4. Dziekuje za wiadomosci. Czekalam niecierpliwie. I widac, ze tak za wielkiej zmiany to nie ma. Julcia lubila ludzi, bo zawsze ja ktos chcial oblaskawiac i dostawala same lakocie. Stad ta sympatia do ludzi. Ale nakolankowym pieseczkiem to juz na pewno nie bedzie nigdy. A taka fajna mala psinka powinna cale zycie na kolankach przesiedziec .... biedne to stworzonko. I nie moge znalezc niestety watku malutkiej Myszki, mojej ponad 14/15 letniej ratlereczki ..... MYSZKA umarła w sobote wieczorem ...... odeszla cichutko i spokojnie .......(*)
  5. Pisalam do pana Norberta, u którego jest Julcia, sms, ale niestety nie odpowiedział.
  6. Tak, Julka już została zabrana do Wrocławia. Zamieszkała u Pana, który ją odbierał. Ma mieszkać w domu. Ale nic więcej nie wiem. Czy jest sama, czy są inne pieski, czy będzie ktoś z nią pracował od razu czy trochę jej dadzą ochlonac. Była przerażona sytuacją lapania na pętlę. Oczywiście szalała ze strachu, siusiala i zalatwiala się. Trudno ją było zaprowadzić na legowisko gdzie została w nim dopiero opatulona i na rękach zaniesiona do samochodu. Jechała sama luzem w bagażniku. Tez bym bardzo chciała wiedzieć, jak sobie poradziła z tym szokiem. Czy już sobie znalazła miejsce i nową przyjaciółkę. Bo Julcia zawsze miała jedna przyjaciółkę, której nawet na chwilkę nie odstepowala. Mam nadzieję, że wieści będą i ze Julcia sobie poradzi w nowym otoczeniu.
  7. Może ktoś ma telefon do demi i moglby jej chociaż sms wyslac żeby zajrzała na watek Julki ?
  8. No niestety pozostawienie Julki w innym pomieszczeniu nie wchodzi w gre. W pokojach mamy panele wiec bylaby tragedia. W lazience mam zwykle male kociaki albo szczeniaki. Poza tym odkad Julka się odwazyla wyjść z łazienki , gdzie przesiedziała przecież początkowe dwa lata, to już nie zostanie w zadnym pomieszczeniu. Mialam wtedy nadzieje, ze będzie już z gorki, kiedy zamieszka blisko nas. Oswoi się wtedy, otworzy i znormalnieje .... Zludne moje nadzieje jednak, niestety ... Do kojca nie da rady jej zapedzic. Wychodzi oczywiście na dwor ale zaraz po załatwieniu potrzeb skacze na szybe drzwi tarasowych żeby ja wpuscic. I tak będzie skakala godzinami i ujada przy tym stale. Na dworze nie mogę jej zostawiać zbyt długo , bo to jednak stara już i delikatna psina. Jeśli by mi zachorowala, to nawet do lekarza jej nie będę mogla zabrać. Kiedy tylko zobaczy uchylone choćby drzwi od domu, to natychmiast wpada z całym impetem do domu. Leci wtedy po wszystkim i po wszystkich, co jest na jej drodze. Kiedy miałam ostatnio malutkie kociaki i trzymałam je razem z nami w salonie, to po powrocie po kilkugodzinnej nieobecności w domu, zastałam kociaki wraz ze wszystkimi kocykami z ich budki powywlekane na zewnątrz i porozciągane po całym salonie. Od tej pory musze takie maluszki trzymać zamknięte osobno. I oczywiście musze wciąż pamietac żeby zamykac je kiedy wychodzimy, nawet na krotko, z domu. To jest potwornie stresujące. teraz mam od dwóch tygodni maleńkie szczeniątka, które jako 2-dniowe noworodki zostały znalezione w reklamówce. Wczesniej miałam malusie kociaczki kilka razy .... A jak kiedyś nie upilnuje ???? Naprawde nie wiem, co jej jeszcze do glowy strzeli. Regularnie wyciąga gowna z kociej kuwety i zanosi do swojego legowiska albo na kanape w salonie. Ja po prostu nie mam już tyle czasu żeby stale pamietac i uwazac na nią. Ja już nie mam cierpliwości do niej i jej zachowan. A jeśli pomysle, ze ona ma jakies około 12 lat i może pozyc jeszcze z piec ........ Uwierzcie mi, ze nie zycze jej tego .....Okrutne ??? Możliwe, ale i nieliczni by wytrzymali to co musze wytrzymywać z Julka ja. Wiekszosc by ja wywalila już dawno temu. To z jednej strony mily merdający ogonkiem i smiejacy się całym pyszczkiem psiak, zebrzacy o jedzonko, wskakujacy mi przednimi lapkami na kolana żeby cos dostać ze stolu podczas sniadania. A z drugiej to wstretna wredna i niewdzieczna suka, która jest psotna i nie dajaca się zsocjalizowac. Kocham wszystkie zwierzaki, a szczególnie te skrzywdzone najbardziej ..... ale co czuje do Julki .... możecie się domyslac..... Mam nadzieje, ze jednak znajdzie się dla Julki gdziej jakies miejsce. Ona może zamieszkac z innymi psami i suczkami. Jest bardzo tolerancyjna i zgodna. Wybierze sobie jakiegoś jednego małego, jak ona , p[rzyjaciela i będzie się go trzymala, jak przyklejona. U mnie najpierw była to Polunia, a po jej odejściu jest mala staruszeczka ratlerka Myszka. Bardzo proszę ....... szukajcie czegos dla Julki.  
  9. Julka jest u nas w DT już ponad 5 lat. Nie ma zadnej poprawy w jej zachowaniu i niestety mojej cierpliwości już nie starcza . Mam już dość ..... Julka jest coraz bardziej klopotliwa. Ja niestety nie mogę jej poswiecac więcej czasu , bo i tak ma go poswieconego bardzo dużo. Jest z nami w domu od początku, jest traktowana jak inne wszystkie psiaki, które się przez nasz dom przewinely. Ale żaden z nich nie był tak absorbujący, denerwujący i tak oporny na wychowanie, jak ona.   Ja już nie wytrzymuje jej zachowania. Nie mam czasu i glowy na ciagle pilnowanie czy Julka już nie wyjadła jedzenia kotom czy starej Myszce.Chowac to jedzenie i wystawiać kilka razy dziennie. I nawet jeśli to bym jakos była w stanie upilnować, to ....... sikania i załatwiania się w domu od 5 lat za każdym razem kiedy tylko zostaje w domu sama( pomimo wychodzenia na dwor , a latem spaedzania na dworze naprawdę większości dnia ) .... już nie dam rady znosic dluzej. Wstaje rano - nasikane i nakupane, wracam ze spacerow z psami - to samo, wracam z zakupow czy od innych obowiazkow poza domem - to samo . Chcialabym zacząć mieszkac w domu, a nie w julkowym kibelku. Chcialabym wstawac rano i zajmować się robieniem kawy i sniadania, a nie sprzątaniem julkowych siuskow i kup z kuchni i jadalni .... i na dodatek spieszyć się żeby zdazyc zanim inni domownicy wstana. Na to wszystko ida kilkometry recznikow papierowych, jej siuski rozdeptywane sa przez inne psiaki, koty i często przez nas .... Tak się nie da niestety dluzej zyc.   Dziewczyny, Julke proszę ode mnie zabrać. Mysle, ze tych ponad 5 lat dalo jej dużo. Ona przyzwyczai się szybko do nowego miejsca I już pisałam wcześniej, ze jest bardzo prawdopodobne, ze wlasnie to zmieni jej zachowanie. Może wreszcie zrozumie czego się od niej wymaga i będzie się do tego stosowala.   Bardzo proszę o zabranie jej do nowego DT oczywiście jak najszybciej. Mam nadzieje, ze najpóźniej do 10 listopada będzie już w nowym miejscu. Niestety, jeśli się tak nie stanie, to Julka zamieszka w kojcu na dworze. Będzie miała bude, ale nie będzie z tego kuojca już mogla wychodzić, bo potem będzie wielki problem żeby ja tam znow zagonić. Do domu nie będzie już miała wstępu nigdy, a nie ma zadnej innej możliwości żeby była w cieplym pomieszczeniu. Jeśli się nie uda jej zaprowadzić do kojca, to dostanie najwyżej poslanie na tarasie. Wiem, ze idzie zima. Wszystko wiem, ale mam już dość. Ja pisałam i prosiłam już dawno temu. Teraz to już ostateczna moja decyzja. Telefon do mnie 695 555 221.
  10. Na dogo praktycznie już nie bywam zupełnie, bo od bardzo dawna nie przyjmuje już psiakow z dogomanii. Jeszcze wiec tylko pare slow dotyczących Rokiego. Rokus nie bral zadnych lekow procz Sylimarolu czy innych wspomagających watrobe ( Essentiale czy podobne ). Nie miał robionych zadnych wynikow po 2012 roku. Nie wykazywal zadnych niepokojących oznak, ze cokolwiek jest nie tak.  Kamienie w zoladku z pewnoscia nie sa jakimkolwiek zagrozeniem. Wydali je sam z kalem. Mialam kiedyś nawet szesciomiesięcznego szczeniaka, który zjadal kamienie i pytałam o to lekarza. Psiak był u mnie około rok , znalazł dom i zyje nadal ( ma już prawie 3 lata ). Zupelnie nie wiadomo, co psiakami kieruje kiedy to robia.    Pierwsze czesanie Rokiego również było bardzo przyjemne. Jest również opisane na watku. Pozniej jednak było już gorzej. Roki zaczal się czuc pewnie i wybieral sobie czynności, których nie chciał przy sobie mieć robionych. I przy ostatnim czesaniu już nieodzowny był kaganiec.     Rokus u nas biegal zawsze swobodnie i zawsze były jakies stare psiaki, które nie były zamykane i cieszyly się wolnoscia. Roki je akceptowal i praktycznie nie przejawial nimi nawet zainteresowania. Lubil się bawic z małymi psiakami. Pisalam nawet dawno już temu, ze przechodzil do jego kojca sąsiad - malutki psiaczek ( jest nawet na watku ich zdjecie ). Rokus był tym bardzo zadowolony. Nigdy sam nie atakowal zadnego psa, ale odpowiadal na zaczepki innych ( glownie młodych zadziornych samcow ) również. Biegajac luzem nie podchodzil do kojców innych psów żeby je zaczepiać. Praktycznie go nie obchodzily. To raczej tchórz niż agresor. Bal się bardzo mojej malej wrednej Julki. Kiedy ona była na dworze, to nie zblizal się do domu, a ją omijal z daleka.   Roki bardzo lubi bawic się tenisowymi piłeczkami oraz lubi, jak mu się rzuca pluszaki i te piłeczki. Uwielbial ganiac się z koleżankami ( miał takie swoje dwie ulubione ).
  11.   Ja dowiedziałam się wczoraj. Ale tez uważam, ze ta informacja powinna być podana wcześniej na watku do wiadomości wszystkich zainteresowanych.             Podejrzewalam, ze to decyzja wszystkich zainteresowanych.   Kojec z wybiegiem i 3 spacery w porównaniu do otwartego kojca i całym terenem wokół naszego domu oraz wolnymi wejściami do wszystkich domowych pomieszczen i psich przyjaciółek, które znal od kilku lat....... NIE ZA WIELE. On nawet poza teren ogrodzenia sobie mogl wyjść i nie myslal o ucieczce. Naprawde spodziewałam się, ze Roki trafi do domu albo przynajmniej do DT, gdzie będzie miał wolność, jak u nas. Nie pytałam, owszem ..... i tak trzymałam się żeby się nie rozkleić, a brakowało naprawdę niewiele..... w końcu był z nami ponad 3 lata.           Napisalam po prostu kilka wiadomości o Rokim , bo mogą być pomocne nowym opiekunom.           Roki był u nas od 7 stycznia 2012 roku i za caly pobyt naleznosci zostały uregulowane.           Bardzo mi zal Rokiego. To jest dla niego na pewno wielki stres i szok. Mimo, ze to duzy i silny psiak, to jego zachowanie było bliższe niepewnemu, płochliwemu szczeniaczkowi. Kilka postow wyżej pisałam, jak się zmienial z upływem czasu.   O lekach na watrobe pisałam bardzo dawno temu i nie raz mowilam. Z badan krwi były nieco podwyższone parametry wątrobowe i dlatego dostawal te lekarstwa.           .
  12. Swieta się skonczyly. Sa dwa wolne miejsca. Kolejni urlopowi goście zaczna się od czerwca.
  13. Rokus dzisiaj ode mnie wyjezdza. Zal mi bardzo, bo nie wydaje mi się to dobre dla psa, który ma tu wolności i kontaktu z nami tyle, ile nie każdy psiak w swoim domu. Po ponad 3 latach pobytu bardzo się przyzwyczail do swojego zycia. To psiak spokojny, wesoły, przyjacielski, lagodny ( jedynie podczas czesania pokazywal się ze swej dzikiej zlej strony - i nawet jestem zadowolona, ze już mnie to wiosenne czesanie ominie, bo to było zawsze stresujące dla mnie i przede wszystkim dla Rokusia ). Mam nadzieje, ze szybko się zaaklimatyzuje w nowym srodowisku i zgodzi z innymi psami, bo pewnie trochę ich tam jest. Pa Rokusiu.
  14. Proszę o odpowiedz, czy Roki był porządnie wykastrowany w schronisku.   Jest u nas już prawie 3 lata. Wypuszczamy go luzem kiedy tylko nie mamy spacerow z innymi samcami. Rokus zawsze biegal z suczkami nawet wtedy kiedy miały cieczki ( miałam zawsze jakies starsze sunie, które nie były sterylizowane przez wlascicieli ). Minelo tyle czasu i nigdy nie dzialo się nic niepokojącego. A tu nagle kilka dni temu Roki zczepil sie z moja staruszka sunia, która nie może być sterylizowana ze względu na slabe serduszko. Zupelnie tego nie rozumiem. Pamietam przecież, ze Roki przyjechal do nas zaraz po kastracji i jezdzilam z nim na zdjecie szwów. Pytalam swojego doktora i powiedział mi, ze czasem się to zdarza u starszych psów po kastracji, jeśli miały dość burzliwe zycie w mlodosci i pokrywaly wiele suczek. Przypomina im się to na starość. I wówczas nie ma powodu do niepokoju, bo sunia w ciaze nie zaszla. Ale jest tez i inna możliwość. Możliwe, ze jedno jadro Rokiego było schowane gleboko i lekarzowi nie chciało się go wyluskiwac żeby je wyciac. I kastracja została wykonana połowicznie. Albo, ze nie został wykastrowany ale jedynie mial podwiązane nasieniowody. I cos puscilo. Jak jes,t okaze się dopiero za kilka tygodni, kiedy ciaza powinna stawac się widoczna.  Oby jednak się tak nie stało .........
  15. Paczka doszla i napisałam gdzies podziękowanie, chyba na pw. Nie dostalas ??? Bardzo dziekuje za kocyki, miseczki i karme. Wplata dla Julci na papierowe reczniki tez doszla i tez bardzo dziekuje. Julka nadal sika oczywiście i się zalatwia i to już się na pewno nie zmieni. Poker, nie zagladalas tez chyba do Lorci. Lorcia znalazła domek już kilka miesięcy temu. Ostatnio dzwoniłam i uslyszalam, ze państwo na taka sunie czekali cale zycie ... ze jest cudowna, grzeczna , pieszczocha i jej ulubione miejsce do spania to .... pod kolderka u swojej pani. To w przypadku Lorki naprawdę wspaniale wiadomości, bo to najwieksza sierotka, jaka miałam .... kupka nieszczęścia i niesamowicie dzielna dziewczynka.
×