Jump to content
Dogomania

Zagłodzona sunia, Ma wspaniały domek u Morgan, Dziękujemy :))))))))


Recommended Posts

Posted

basiagk napisał(a):
Jak się Asta czuje w nowym miejscu?


Jest w niebowzięta. Główne centrum zainteresowania to oczywiście Asta. Rano - Krysia (mama Morgan) robi śniadanko i podpycha Astusi smaczności pod nos, czyli jakiś chlebek z pasztecikiem albo inną wędlinką. Kroi na drobne kawałeczki i niewiele brakuje, żeby odkrajała skórki jak małemu dziecku. Następnie Asta idzie z pancią na spacerek - łąki i pola za osiedlem i tam biega na razie na wyciąganej smyczy - dopóki nie pozna dobrze terenu. Potem Krysia jedzie do pracy i Asta zalega w pościeli, która zostaje w sypialni "do wywietrzenia" i tak leniu****e do wczesnego popołudnia, a pancia w tym czasie załatwia swoje sprawy. Po labie - następny spacerek taki trochę dłuższy i dalsze lenienie się na wszelkich możliwych fotelach i wersalkach. Pod wieczór Krysia przyjeżdża z pracy, więc radości nie ma końca, bo w tym momencie wiadome jest, że nadchodzi porcja miziania, drapkania i innych przyjemności. Wieczorem kolacyjka, spacerek i nocne pościelowanie się "kołami do góry". Oczywiście przed zgaszeniem światła trzeba się trochę poprzekomarzać, bo miejsce Krysi jest przecież najlepszym możliwym miejscem do układania się do snu. Więc jest "zejdź" z brakiem reakcji, ale za to z jakże głębokim i błagalnym spojrzeniem mówiącym jedno : "Are You talking to me??". Potem jest następne "zejdź" i równie głębokie spojrzenie pełne niedowierzania: " Może jednak się zastanowisz? Mogę zostać? Pleeeeeeaaaaaaase" Ale po czasie - z racji faktu, że przecież panna dobrze wychowana jest - Krysia zostaje wpuszczona do łóżka, gaśnie światło i.... po jakichś 15 minutach słychać tylko.... głośne chrapanie Asty, ewentualnie bardzo głośnie wzdychanie podczas przewracania się z boku na bok.
Tak więc Drogie Cioteczki - same widzicie, że sławetny biedny Sucharek ma się świetnie, jest w centrum życiowej uwagi i wykorzystuje to jak tylko może. I za to wszyscy ją bardzo kochamy.
Królik został całkowicie zaakceptowany, spokojnie biega po mieszkaniu, Asta nie robi mu nic - tylko obserwuje, czasami powącha i poliże po łebku. Również reakcja królika jest zadziwiająca, ponieważ do tej pory bał się wszystkich zbliżających się psów, a na Astę reagujr obojętnie, skacze koło niej, czasami przebiegnie pod nią, albo stanie na 2 łapach i obwą****e jej pysk. Pełna komitywa. Oczywiście jeżeli za bardzo się z królikiem spouchwalam - zazdrość kwitnie, ale na szczęście objawia się ona tylko i wyłącznie wciskaniem łba pomiędzy mnie i królika, ewentualnie kładzeniem się łapami do góry pomiędzy mną i królikiem - no bo przecież Asta jest najważniejsza i najistotniejsza i trzeba jej to pokazać. Nie reaguje agresją - co bardzo mnie cieszy.
Co do innych psów - tak jak już wcześniej pisałam - toleruje tylko i wyłącznie psy duże i włochate, natomiast wszystko inne (psy i suki) jest zajadliwie obszczekiwane z ogromnym jeżem na karku i koło ogona. Jeszcze psy stare (typowe starowinki) są dla Asty kolegami(również stare suczki).
Tak więc żyjemy sobie spokojnie i na razie (odpukać) wszystko jest super.

Pozdrawiamy :loveu:

Posted

Dzisiaj Asta jest podpadnięta. Tzn właściwie to co się stało - nie stało się stricte z jej winy, ale ona jest w całym tym wydarzeniu główną bohaterką. Pojechałyśmy rano z mamą do miasta - Asta została z moim ojcem. Mama przed wyjściem wystawiła śmieci do przedpokoju (czego nie zauważyłam, bo wyszłam z domu kilka minut wcześniej). Oczywiście worek był nie zawiązany. No i oczywiście jak przyjechałyśmy - ojciec zaczął zdawać relację z tego, jak to Asta wyniosła na środek dywanu resztki z kurczaka (szyje, żebra - czyli wszystko to, co jej wczoraj przebrałam i odrzuciłam jako niejadalne) - no bo przecież w śmieciach są zawsze największe rarytasy co nie? Biedny tato machał rękami, krzyczał, a ta małpa jadła na wyścigi i miała wszystko i wszystkich gdzieś. Ojciec bał się jej wyrwać cokolwiek z pyska - obawiał się ugryzienia. No więc z niemocą patrzył jak pies na bezczela wcina to coś na środku dywanu w salonie. Ponieważ przyjechałyśmy długo po fakcie - nie było sensu stosowania jakichkolwiek "kar". Pokazałam tylko na worek ze śmieciami, powiedziałam FE, ale panna udawała, że nie orientuje się o co chodzi i machała ogonem jak szalona (a wiem, że udawała, bo jak pokazałam worek, to się oblizywać zaczęła). Mama - z racji nie posiadania psa - nie pomyślała, że do niewinnie stojącego worka może dostać się wyżerca śmieciowy. Na razie młoda śpi - jakby coś zaczęło być nie tak - dajemy do weta.

Pozdrawiamy:loveu:

Posted

Dzisiejsze lenistwo :cool3:

Pancia patrzy, czy nie? Hmmm... chyba można się już wyłożyć :razz:


No to się kładziemy i poudajemy, że nie wiadomo o co chodzi


Jaki interesujący może być paproch... Baaardzo interesujący :lol:

Posted

A ona znowu o tym kurczaku ze śmietnika....


Było w zasięgu, to się poczęstowałam... A co...


No dobrze. OBIECUJĘ UROCZYŚCIE, ŻE JUŻ NIGDY NIC NIE UKRADNĘ ZE ŚMIETNIKA!! No nie gniewaj się już... Zgoda??

Posted

sugarr napisał(a):
A co to za bulwiak na nóżce?


Z bulwiakiem właśnie się wybieramy do weta. Ona go miala od zawsze (odkąd ją mam), jest miękki i niebolesny. Tzn ten bulwiak pojawił się w momencie, gdy Asta wróciła z Krakowa do Pana Adama. O ile sobie dobrze przypominam, to rottka pana Adama dziabnęła Astę i ten bulwiak na początku wyglądał jak ranka po ugryzieniu, więc stwierdziłam, że z czasem się zagoi. Łysy placek pozostał i dodatkowo zauważyłam, że gdy Asta sobie zdrowo pobiega - na jakiś czas bulwiak się powiększa, a potem maleje. Na razie badamy - do której lecznicy w Cieszynie możnaby się udać.

A tak nawiasem mówiąc - ceny sterylki w Cieszynie są wręcz kosmiczne. Koleżanka sterylizowała swoją suczkę (ok 6-7kg wagi) i zapłaciła 200zł z adnotacją od pana weta, że to no i tak z przymrużeniem oka i po zniżce - cena wg weta była bardzo atrakcyjna. Mnie się gęba otworzyła, bo ceny z kosmosu. Popytam w pozostałych przychodniach wet.

Posted

Asior napisał(a):
no coty ... mnie za sterylkę ok 4-5 kg suki powiedzieli w arce , ze po znajomości 450 zł :o


No to nie wiem, jak to jest, bo w Tarnowie pan wet zaśpiewał za ewentualną sterylkę Asty (14kg) góra 200zł. Mówił, że może to być 170 - 200zł. Pogięło czy co?

Posted

Mam pytanie. Aście wbił się kleszcz w brew. Na razie jest mały - jeszcze nie "najedzony". Próbowałam jej go wyrwać pęsetą, ale się nie da. Wszystkie nogi z dvpy mu powyrywałam, a reszta tego ścierwa dalej tkwi. Ktoś ma jakiś pomysł?

Posted

Zdjęcia jak zwykle boskie!!!!

A co do kleszcza - ja nigdy pęsętką nie wyrywam bo sie właśnie urywa!:eviltong: Biorę to paskudztwo w palce za odwłoczek, kręcę w kierunku lewym, miazdżę z satysfakcja i wrzucam do kibla!!!! Taka jestem morderczyni:evil_lol:

urwałaś mu odwłoczek a główka została w brwi (we brwi???) - chyba musisz pokazac wetowi moze wie jak wyjąć to co zostało - mojemu Frodowi tak kiedyś urwałam w pachwinie kleszcza i główka została - ale nic sie nie działo i zostawiłam

Posted

Nauczono mnie, że kleszcze pensetą trzeba jak najbliżej "wgryzienia" złapać i kręcić w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Nie wolno wyrywać, bo cząstki kleszcza mogą zostać w psie, a to źle, chociaż nie wiem dokładnie dlaczego :D

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...