Morgan:-) Posted May 22, 2007 Posted May 22, 2007 basiagk napisał(a):Jak się Asta czuje w nowym miejscu? Jest w niebowzięta. Główne centrum zainteresowania to oczywiście Asta. Rano - Krysia (mama Morgan) robi śniadanko i podpycha Astusi smaczności pod nos, czyli jakiś chlebek z pasztecikiem albo inną wędlinką. Kroi na drobne kawałeczki i niewiele brakuje, żeby odkrajała skórki jak małemu dziecku. Następnie Asta idzie z pancią na spacerek - łąki i pola za osiedlem i tam biega na razie na wyciąganej smyczy - dopóki nie pozna dobrze terenu. Potem Krysia jedzie do pracy i Asta zalega w pościeli, która zostaje w sypialni "do wywietrzenia" i tak leniu****e do wczesnego popołudnia, a pancia w tym czasie załatwia swoje sprawy. Po labie - następny spacerek taki trochę dłuższy i dalsze lenienie się na wszelkich możliwych fotelach i wersalkach. Pod wieczór Krysia przyjeżdża z pracy, więc radości nie ma końca, bo w tym momencie wiadome jest, że nadchodzi porcja miziania, drapkania i innych przyjemności. Wieczorem kolacyjka, spacerek i nocne pościelowanie się "kołami do góry". Oczywiście przed zgaszeniem światła trzeba się trochę poprzekomarzać, bo miejsce Krysi jest przecież najlepszym możliwym miejscem do układania się do snu. Więc jest "zejdź" z brakiem reakcji, ale za to z jakże głębokim i błagalnym spojrzeniem mówiącym jedno : "Are You talking to me??". Potem jest następne "zejdź" i równie głębokie spojrzenie pełne niedowierzania: " Może jednak się zastanowisz? Mogę zostać? Pleeeeeeaaaaaaase" Ale po czasie - z racji faktu, że przecież panna dobrze wychowana jest - Krysia zostaje wpuszczona do łóżka, gaśnie światło i.... po jakichś 15 minutach słychać tylko.... głośne chrapanie Asty, ewentualnie bardzo głośnie wzdychanie podczas przewracania się z boku na bok. Tak więc Drogie Cioteczki - same widzicie, że sławetny biedny Sucharek ma się świetnie, jest w centrum życiowej uwagi i wykorzystuje to jak tylko może. I za to wszyscy ją bardzo kochamy. Królik został całkowicie zaakceptowany, spokojnie biega po mieszkaniu, Asta nie robi mu nic - tylko obserwuje, czasami powącha i poliże po łebku. Również reakcja królika jest zadziwiająca, ponieważ do tej pory bał się wszystkich zbliżających się psów, a na Astę reagujr obojętnie, skacze koło niej, czasami przebiegnie pod nią, albo stanie na 2 łapach i obwą****e jej pysk. Pełna komitywa. Oczywiście jeżeli za bardzo się z królikiem spouchwalam - zazdrość kwitnie, ale na szczęście objawia się ona tylko i wyłącznie wciskaniem łba pomiędzy mnie i królika, ewentualnie kładzeniem się łapami do góry pomiędzy mną i królikiem - no bo przecież Asta jest najważniejsza i najistotniejsza i trzeba jej to pokazać. Nie reaguje agresją - co bardzo mnie cieszy. Co do innych psów - tak jak już wcześniej pisałam - toleruje tylko i wyłącznie psy duże i włochate, natomiast wszystko inne (psy i suki) jest zajadliwie obszczekiwane z ogromnym jeżem na karku i koło ogona. Jeszcze psy stare (typowe starowinki) są dla Asty kolegami(również stare suczki). Tak więc żyjemy sobie spokojnie i na razie (odpukać) wszystko jest super. Pozdrawiamy :loveu: Quote
Morgan:-) Posted May 22, 2007 Posted May 22, 2007 masienka napisał(a):Morgan... adoptujcie mnieeeeeeeee! ;) :megagrin: :megagrin: :megagrin: :megagrin: :megagrin: :megagrin: Quote
basiagk Posted May 22, 2007 Posted May 22, 2007 Asta trafiła do raju!!!!! Cieszę się ze rozklejałam ogłoszenia na darmo:multi: Quote
Morgan:-) Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 Dzisiaj Asta jest podpadnięta. Tzn właściwie to co się stało - nie stało się stricte z jej winy, ale ona jest w całym tym wydarzeniu główną bohaterką. Pojechałyśmy rano z mamą do miasta - Asta została z moim ojcem. Mama przed wyjściem wystawiła śmieci do przedpokoju (czego nie zauważyłam, bo wyszłam z domu kilka minut wcześniej). Oczywiście worek był nie zawiązany. No i oczywiście jak przyjechałyśmy - ojciec zaczął zdawać relację z tego, jak to Asta wyniosła na środek dywanu resztki z kurczaka (szyje, żebra - czyli wszystko to, co jej wczoraj przebrałam i odrzuciłam jako niejadalne) - no bo przecież w śmieciach są zawsze największe rarytasy co nie? Biedny tato machał rękami, krzyczał, a ta małpa jadła na wyścigi i miała wszystko i wszystkich gdzieś. Ojciec bał się jej wyrwać cokolwiek z pyska - obawiał się ugryzienia. No więc z niemocą patrzył jak pies na bezczela wcina to coś na środku dywanu w salonie. Ponieważ przyjechałyśmy długo po fakcie - nie było sensu stosowania jakichkolwiek "kar". Pokazałam tylko na worek ze śmieciami, powiedziałam FE, ale panna udawała, że nie orientuje się o co chodzi i machała ogonem jak szalona (a wiem, że udawała, bo jak pokazałam worek, to się oblizywać zaczęła). Mama - z racji nie posiadania psa - nie pomyślała, że do niewinnie stojącego worka może dostać się wyżerca śmieciowy. Na razie młoda śpi - jakby coś zaczęło być nie tak - dajemy do weta. Pozdrawiamy:loveu: Quote
sugarr Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 Ależ nie jej wina! Jak leży mięsko pod nosem, to jak tu nie zjeść? :D Quote
Morgan:-) Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 sugarr napisał(a):Ależ nie jej wina! Jak leży mięsko pod nosem, to jak tu nie zjeść? :D No toż mówię, że nie jej wina! :evil_lol: Quote
Morgan:-) Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 Dzisiejsze lenistwo :cool3: Pancia patrzy, czy nie? Hmmm... chyba można się już wyłożyć :razz: No to się kładziemy i poudajemy, że nie wiadomo o co chodzi Jaki interesujący może być paproch... Baaardzo interesujący :lol: Quote
Morgan:-) Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 Dal też jest fantastyczna... A jakie ciekawości za oknem można zaobserwować ... Podyszę trochę - może pancia się zlituje i podrapie tu i ówdzie :evil_lol: Quote
Morgan:-) Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 Pancia - ja dyszę.... ... i dyszę... ... I DYSZĘ!!! Quote
Morgan:-) Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 A ona znowu o tym kurczaku ze śmietnika.... Było w zasięgu, to się poczęstowałam... A co... No dobrze. OBIECUJĘ UROCZYŚCIE, ŻE JUŻ NIGDY NIC NIE UKRADNĘ ZE ŚMIETNIKA!! No nie gniewaj się już... Zgoda?? Quote
Morgan:-) Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 No - już się nie gniewa. Można się spokojnie zdrzemnąć :razz: I pospać w najlepsze :cool3: Naprawdę w najlepsze :loveu: Quote
Morgan:-) Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 Ale nawet spanie w najlepsze należy przerwać w momencie, gdy z kuchni unoszą się zapachy dobrego jedzonka :evil_lol: :lol: :eviltong: Quote
Morgan:-) Posted May 23, 2007 Posted May 23, 2007 To poczekam sobie na obiadek i popatrzę jeszcze na tego paprocha :loveu: Pozdrawiamy :loveu: :loveu: :loveu: Quote
Morgan:-) Posted May 24, 2007 Posted May 24, 2007 sugarr napisał(a):A co to za bulwiak na nóżce? Z bulwiakiem właśnie się wybieramy do weta. Ona go miala od zawsze (odkąd ją mam), jest miękki i niebolesny. Tzn ten bulwiak pojawił się w momencie, gdy Asta wróciła z Krakowa do Pana Adama. O ile sobie dobrze przypominam, to rottka pana Adama dziabnęła Astę i ten bulwiak na początku wyglądał jak ranka po ugryzieniu, więc stwierdziłam, że z czasem się zagoi. Łysy placek pozostał i dodatkowo zauważyłam, że gdy Asta sobie zdrowo pobiega - na jakiś czas bulwiak się powiększa, a potem maleje. Na razie badamy - do której lecznicy w Cieszynie możnaby się udać. A tak nawiasem mówiąc - ceny sterylki w Cieszynie są wręcz kosmiczne. Koleżanka sterylizowała swoją suczkę (ok 6-7kg wagi) i zapłaciła 200zł z adnotacją od pana weta, że to no i tak z przymrużeniem oka i po zniżce - cena wg weta była bardzo atrakcyjna. Mnie się gęba otworzyła, bo ceny z kosmosu. Popytam w pozostałych przychodniach wet. Quote
Asior Posted May 24, 2007 Posted May 24, 2007 no coty ... mnie za sterylkę ok 4-5 kg suki powiedzieli w arce , ze po znajomości 450 zł :o Quote
Morgan:-) Posted May 25, 2007 Posted May 25, 2007 Asior napisał(a):no coty ... mnie za sterylkę ok 4-5 kg suki powiedzieli w arce , ze po znajomości 450 zł :o No to nie wiem, jak to jest, bo w Tarnowie pan wet zaśpiewał za ewentualną sterylkę Asty (14kg) góra 200zł. Mówił, że może to być 170 - 200zł. Pogięło czy co? Quote
Morgan:-) Posted May 25, 2007 Posted May 25, 2007 Mam pytanie. Aście wbił się kleszcz w brew. Na razie jest mały - jeszcze nie "najedzony". Próbowałam jej go wyrwać pęsetą, ale się nie da. Wszystkie nogi z dvpy mu powyrywałam, a reszta tego ścierwa dalej tkwi. Ktoś ma jakiś pomysł? Quote
andzia69 Posted May 25, 2007 Posted May 25, 2007 Zdjęcia jak zwykle boskie!!!! A co do kleszcza - ja nigdy pęsętką nie wyrywam bo sie właśnie urywa!:eviltong: Biorę to paskudztwo w palce za odwłoczek, kręcę w kierunku lewym, miazdżę z satysfakcja i wrzucam do kibla!!!! Taka jestem morderczyni:evil_lol: urwałaś mu odwłoczek a główka została w brwi (we brwi???) - chyba musisz pokazac wetowi moze wie jak wyjąć to co zostało - mojemu Frodowi tak kiedyś urwałam w pachwinie kleszcza i główka została - ale nic sie nie działo i zostawiłam Quote
sugarr Posted May 25, 2007 Posted May 25, 2007 Nauczono mnie, że kleszcze pensetą trzeba jak najbliżej "wgryzienia" złapać i kręcić w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Nie wolno wyrywać, bo cząstki kleszcza mogą zostać w psie, a to źle, chociaż nie wiem dokładnie dlaczego :D Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.