Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

No mi się Lucasowy "arab" nie podoba ,bo ON z ogonem jak sierp wygląda dennie:lol:Ale mamy to samo "jestem kozakiem i wp.... jak się zbliżysz".Tylko trzeba mieć najpierw psa dekla ,a potem szczekać.

Posted

Aleks, ty masz relanium co nie? Podrzuć mi, to Jari będzie mniej reaktywny, to znaczy lepszy, bo reaktywność u psa jest czymś z czym należy walczyć :eviltong:

Już się nie dziwie, że co drugi pozytywista ma labka i jak widzi psa, który jest jak labek tylko w ciągu amfetaminowym (+ paranoje :evil_lol:) to od razu chce go zmieniać, bo wydaje mu się, że to złe :diabloti:

Nie lubię psów zamulaczy, nie wytrzymałabym z takim psem sekundy i zawsze to podkreślam.

Posted

Wiecie jak wygląda zryw u Rota? To nie jest coś czego można się spodziewać, bo on zachowuje spokój i opanowanie do ostatniej sekundy. Tego wymagała jego "praca" jako psa rzeźnickiego. Musiał się zachowywać spokojnie i bez zbędnych sygnalów i dopiero w odpowiednim momencie włożyć w to cała swoją "moc". Ten pies idzie przy nodze w pełnym skupieniu, na cudownym kontakcie, i jest ułamek sekundy pies robi skok w bok i sru, w pysku ma inne futerko :loveu:
Jak na tak "topornie" zbudowanego psa, to ma zarówno sile jak i energię niesamowitą i myślę, że Amber pod tym względem ma bardzo podobną sytuację.
I ktoś kto nie poczuł jak 40-50 kg w sekundę działa cała swoją masą, nie wie o czym mówi. I oczywiście, że można do tego etapu dojsc pozytywnie, ale tu już nie chodzi o to w co, kto wierzy. Tu idzie o bezpieczeństwo własne i innych. I gdyby przyszło nam się spotkać z Jarkiem na ulicy wolę go w kolcach, kagańcu i najlepiej na dwóch smyczach. Bo ja tam lubię swoje pieski. I w imię pozytywnego szkolenia nie chciałabym ich szyć, bo kolce są "bebe" i pieska "bolą"


btw włożył ktoś kiedyś sobie kolczatkę na kark? To nie jest jakies takie super, mega, koszmarne uczucie, dużo "przyjemniejsze" niż łańcuszek. ;)

Posted

[quote name='Aleks89']Cekin to jest aniołek :loveu:[/QUOTE]
Aniolek z rozkami diabelka?;p Rozpedzic na flexi sie potrafi, flexi ma 8m, a on ma miekka obroze. Zawsze stoje na nogach. Znam swojego psa i nie musze uzywac duzo sily do jego utrzymania, wystarczy dobra technnika.

Bu Monikowego tez prowadzilam na luzie. Chociaz poczatkowo mial Cekinowe kolce i swoj felerny kantarek;p

Rozumiem, ze ktos lepiej sie czuje jak pies ma kolce, sama zakladam. Ale nie zawsze, nie codziennie, nie wszedzie. Chociaz to "wszedzie" zmienia sie kiedy moje kolano kwalifikuje sie do wsadzenia je w gips ;/


Aaaa, ja nie potepiam kolcow i kagancow. Po nie polskiemu napisalam;p Wkurzam sie jak ktos zaklada luzna wiszaca kolie i nie potrafi tego uzyc. Sama ostatnio na "konwoj" trzymalam Cekina na kolcach i go blokowalam nimi zamiast zrobic korekte;p Bo korekte w zyciu codzienniem to ja rzadko kiedy robie;p Wystarczy mi "przytrzymanie psa". I zjebke dostalam od pozoranta, ze mam mu dac korekte hahaha.

Kolce lubie, dobre kagance tez. Czy dobrym dowodem na to bedzie niespelna roczny malamut ubrany w kolce, ktore mu dopasowalam, plus kaganiec i korekta taka, ze cale glwiice go slyszaly kiedy chcial wpierdo..c moja Alfe? :D Jego wlascicielka a moja kolezanka to widziala. I mimo tego zostawila tego psa u mnie na 2 dni i jeszcze podziwiala mnie, ze ide z tym psem na wprost yorcka czy innego malego i sie nie schizuje. A mamut pojal lekcje. Kolezanka po powrocie do domu z psem zadzwonila do mnie i powiedziala, ze psa jej podmienilam:D


Eee, Olek, chyda to ja bylam. Spaslam sie teraz okrutnie i dupe i uda mam niewyobrazalnie wielkie. Z reszta kiedys bylam jeszcze wieksza nic teraz;p 52kg to juz max mojej wagi;/ Bo za chwile bede sie toczyc!

A Cekin jest ciagnikiem plus ma zrywy:D Tak, bark raz mnie zabolal jak wybiegl na flexi a ja stalam bokiem i zorientowalam sie w sytuacji jak mna szarpnelo;p A tak zawsze widze, ze Cek rusza i mam czas na reakcje. = nie mam wyrwanego barku za kazdym razem. Gdzies nawet w psiej gazecie z 10 lat temu pisali jak nalezy psa duzego wyprowadzac zeby go ladnie utrzymac :D Wtedy mialam male psy i nie skupilam sie na temacie. U mnie technika przyszla sama;p


Cekin moze mi sie "sadzic" do psa nawet na luznej smyczy, ktorej dlugosc ja wydziele. Skacze, wyrywa sie, a smycz luzna:D To dopiero fajnie wyglada:D

Ale tak tak, Cekin to zly agresor ktorego w ogole nie mam pod kontrola ;)

Szkoda tylko, ze wszystkie "swietne"pieseczki krytykow nie sa juz tak mile i fajne w zyciu codziennym jak moj.

Nawet pani doktor po raz kolejny w pt sie dziwila, ze pies w lecznicy siada jak ma to zrobic, wchodzi na wage, nie wszczyna awantru w poczekalni chociaz chce.. I kladzie sie na podlodze a ja go trzymac nie musze zeby mu krew pobrali..

A najbardziej chce mi sie smiac jak 3-4 letnie psy PO SZKOLENIU z zawodnikiem IPO pokazuja swoje pieski chodzace na kontakcie. Ku.wa! Cekin mial 14 mc a ja bylam glupia i szkoleniowca na oczy nie widzialam a Cekin popierdalal na kontakcie przy nodze i inne komendy tez robil na kontakcie.. a nagrode dla niego mialam w rece za plecami albo w kieszeni z boku.. A nie nad jego nosem;p


Apropo jeszcze techniki panowania nad psem. Babka niecale 160cm wzrostu i szczupla jak ja. Miala samca leonbergera. Do pdst wtedy chodzilam. Ale babka miala sposob na unieruchomienie swojego psa na miekkiej obrozy kiedy ten chcial dokonac mordu ;)

I ja nie uciekam z psami na widok innych.. Pomijajac jednego czernysza. Ostatnio gosc lazil z nim luzem po parku. Spieprzalam naokolo zbey pies nie zobaczyl Cekina. Bo oni majac smycz przypieta do psa nie sa w stanie nad nim zapanowac;/

Posted

Ja tam jestem dość zadowolona z tego jak się Jari zachowuje. Po pierwsze nigdy nie okazał agresji w stosunku do domowników, a ten problem się u dobermanów pojawia nie rzadko. Nie kocha wszystkich psów, ale nie jest psychopatą rzucającym się na wszystko co się rusza. Poza tym jak się wkręci w zabawę, to psy mogą mu po głowie chodzić, a on ich nie widzi.

Jest agresywny do obcych na swoim terenie. Ale potrafię bardzo szybko tę agresję okiełznać i po 5 min. gość i pies są najlepszymi kumplami. Jak już ktoś obłaskawi Jariego to to jest największa przytulanka świata.

U weta zachowuje się perfekcyjnie, co jest mi bardzo na rękę bo często go odwiedzamy :lol:

I trochę mnie śmieszy ta demonizacja. Ja wzięłam taką, a nie inną rasę i nie płaczę po nocach, że Jari nie lubi obcych piesków, ani ludzi na swoim terenie. Że jest impulsywny i reaktywny. W sumie to taki miał być. Swoje stado kocha, nie ma żadnych krzywych akcji do mnie czy do jamnic... To jest najważniejsze.

Posted

AMEN :grins:

Asiak, to prawda co piszesz o rottku. Dawno temu znałam takiego jednego, swoją drogą Kolt się zwał :lol: Był to piesek który pilnował nam koni na obozie pod prowizorycznymi wiatami. Właściciel opowiadał mi jak Kolcik robił se jajka z nieproszonymi ludźmi gdy chcieli w nocy podejść do koni czy wejść na teren obozu :lol: Właśnie tak się zachowywał jak piszesz. Piesek uradowany z gości, ogon latał na wsie strony, uśmiech od ucha to ucha a jak już goście byli na tyle blisko to...:diabloti:

Posted

[quote name='Amber']
U weta zachowuje się perfekcyjnie, co jest mi bardzo na rękę bo często go odwiedzamy :lol:
[/QUOTE]

Potwierdzam :loveu:

Posted

[quote name='anetta']AMEN :grins:

Asiak, to prawda co piszesz o rottku. Dawno temu znałam takiego jednego, swoją drogą Kolt się zwał :lol: Był to piesek który pilnował nam koni na obozie pod prowizorycznymi wiatami. Właściciel opowiadał mi jak Kolcik robił se jajka z nieproszonymi ludźmi gdy chcieli w nocy podejść do koni czy wejść na teren obozu :lol: Właśnie tak się zachowywał jak piszesz. Piesek uradowany z gości, ogon latał na wsie strony, uśmiech od ucha to ucha a jak już goście byli na tyle blisko to...:diabloti:

Miałam okazje sie o tym przekonać na własnej skórze i z własnym psem, i kila razy miałam takie WTF? Serio jak nie znałam jeszcze wszystkich możliwości swojego kundla, to nie potrafiłam wychwycić tego sekundowego sygnału, że będzie atak. On mi się nigdy nie rzucał na smyczy, nie japał ryjem, on po prostu atakował. Był luz-a potem już były zęby w użyciu.
I ja bardzo chciałam pozytywnie, byłam z nim na szkoleniu grupowym, byłam na indywidualnym, wszędzie na miękkiej obroży/szelkach z zabawką i smakołykami. I no niestety podlegli szkoleniowcy nawet ze stażem w policji :roll:
Dopiero jak trafiłam na człowieka, który mnie o*******ił z góry na dół, za bezmyślność i ryzykowanie zdrowia swojego i innych, pokazał jak POPRAWNIE się korzysta z kolców, spotykał się z nami w każdych możliwych warunkach-dopiero wtedy mój piesek zaczął się zachowywać. Bo ja wiedziałam, jak go skorygować i jak wskazać poprawne zachowanie. Z czasem to kolce były tylko w razie gdyby, coś może. Natomiast mi dawały tą pewność, że jak taka sytuacja będzie miała miejsce, to mam WSZYSTKIE możliwe opcje w ręce, a nie wątpliwą pewność, że tym razem piesek posłucha.
I ja chciałam obronę, odradzono mi, właśnie ze względu na to, że Rot musiał być wyciszany, stopowany, i nie miał mieć w sobie cienia agresji. Usłyszałam, że może za 4-5 lat, jak się się ogarnie. BARDZO może...Niestety się nie udało :-(

Dlatego ja rozumiem Amber, bo wiem co znaczy mieć psa nieastabilnego i agresywnego. Wiem, co znaczy iść na spacer mając oczy dookoła głowy, plus do tego myśleć za siebie i innych. I serio Rot to i tak był pikuś bo jednak i szybkość reakcji i poziom pobudzenia z zasady ma mniejszy niż dobek.

I po raz kolejny dogo mnie zachwyca, bo tutaj zawsze się znajdzie ktoś kto wie lepiej, kto ma złotą receptę na czyjegoś psa, wie co i jak trzeba robić. Szkoda tylko, że z tym psem nie mieszka i nie żyje na co dzień:roll:
Uwielbiam wszechwiedzących, dla których jedna metoda jest idealna dla każdego psa, i każdy jeden piesek powinien robić to albo tamto, bo inaczej nieszczęśliwy. (i żeby nie było, nie pije tu do nikogo personalnie, bardziej o taki całokształt mi chodzi)

Ja byłam zadowolona z Rota, bo mogłam iść na miasto i miałam psa na luźnej smyczy, jeżeli nikt do niego nie wypyszczył to i on zachowywał spokój. Miałam anioła w domu, psa wykonującego każda moją komendę, psa w pełni odwoływalnego, super nakręconego na zabawę. I to mi wystarczyło. Nie potrzebowałam gazyliarda sztuczek, i "medali" za zawody. Ja byłam dumna, że mój pies nie próbuje nikogo zeżreć na co dzień. I to był mój sukces najwiekszy.
I jestem zadowolona z moich suk, pomimo tego, że wiele kwestii mamy nie zrobionych, i jeszcze więcej pewnie skopanych, ale mi nie wstyd się przyznać do błędu. Tylko dopóki mi się żyje dobrze z moimi psami, dopóty nic nikomu do tego. Wychodząc poza moją posesję mam psy pod pełną kontrolą, a jak to robię to moja sprawa.
Dlatego powiem szczerze rzygać mi się chce jak czytam recepty "co to ja bym nie zrobił/zrobiła z Twoim psem i czego on potrzebuje do szczęścia"
Na moje oko to Jari ma całkiem dobre życie, i przynajmniej ma pewność, że nie pofrunie z kanapy bo "zabija pasję w swoim właścicielu"

I wybaczcie przydługi post, ale musiałam gdzieś się w końcu "wyrzygać". Jakoś kolejna bida i kolejny ryj do wykarmienia mnie nie nastraja zbyt pozytywnie, szczególnie, że to nie jest papiś, tylko kot. Kolejny... :roll:

Posted

Wszystko zalezy od danego osobnika, moja sasiadka w kawalerce miala samca rottka z rodowodem pies nie dosc ze byl pielny, to po PT i nigdy w kolcach nie szedl ;) zawsze mial piekna szeroka skorzana obroze, wiecznie na luznej smyczy, tylko na polach biegal luzem ... Nie rzucal sie na psy mimo ze duzo biegalo luzem jak to na osiedlu ... :) i jak piszecie o niestabilnie psychicznie psach to mnie to przeraza :))) owszem tez bym takiego na kolcach trzymala ale ja tego rottka kojarzylam z taka sila spoloju mijalam go milion razy na schodach z swoim wariatem a on mial to gdzies ;) a kochal wszystkich ludzi.. Wiec mam nadzieje ze sa gdzies takie rottki ktore sa gotowe do obrony ale nie ze na codzien nie wiem co psu odwali ;)

Posted

[quote name='zaba14']Wszystko zalezy od danego osobnika, moja sasiadka w kawalerce miala samca rottka z rodowodem pies nie dosc ze byl pielny, to po PT i nigdy w kolcach nie szedl ;) zawsze mial piekna szeroka skorzana obroze, wiecznie na luznej smyczy, tylko na polach biegal luzem ... Nie rzucal sie na psy mimo ze duzo biegalo luzem jak to na osiedlu ... :) i jak piszecie o niestabilnie psychicznie psach to mnie to przeraza :))) owszem tez bym takiego na kolcach trzymala ale ja tego rottka kojarzylam z taka sila spoloju mijalam go milion razy na schodach z swoim wariatem a on mial to gdzies ;) a kochal wszystkich ludzi.. Wiec mam nadzieje ze sa gdzies takie rottki ktore sa gotowe do obrony ale nie ze na codzien nie wiem co psu odwali ;)[/QUOTE]

Ja nie miałam rota od małego, ja dostałam go po schronie i po właścicielach idiotach, którzy psa traktowali jak zabawkę, i lali regularnie. W schronie wylądował, bo pogryzł dziecko i właściciela. I wierze w to. Miał być uśpiony, ale podbił serducho moje i Tzta. Stwierdziliśmy, że spróbujemy go wyprowadzić "na ludzi". To był to szczyl z takimi problemami, że dużo czasu nam zajęło zdobycie jego zaufania.
Dobrze prowadzony rotek taki włąsnie jest, rot po stabilnych rodzicach jest dokładnie taki jak opisałas. Spokojny, zrównoważony, opanowany. Siła spokoju, chociaż w potrzebie reagujący. Dlatego też tak bardzo ważne są pierwsze miesiące i lata zycia takiego psa. Jeżeli ktoś uwali socjal, a dodatkowo pies sam z siebie jest dominant, to jest efekt taki jak miałam. No i Rot wiedział do czego służą zęby. Potrafił wymusić w ten sposób to czego chciał zarówno na człowieku, jak i na innych psach.
Na dokładke dowiedziałam, się, że podobno matka mojego gnojka brała udział w jakiś osiedlowych "walkach" psów. Mega agresywna suka, która żarcie dostawała podawane przez kojec. I w takich warunkach się wychowywał mój pies.

Dla mnie ogromnym osiągnięciem było to co nam się udało. I jeżeli w końcu trafi do mnie szczyl rotkowy, to z całą pewnością nie bede sięgac po kolce, bo z rotem dużo bardziej opłaca się współpraca niż jakakolwiek awersja. Natomiast w sytuacji kiedy ma się do czynienia z psem tak szurniętym, nie ma miejsca na błąd ze strony właściciela. Dodatkowo u nas się to ogromnie wzmogło jak pies zaczął dorastać. Jajek się pozbył w wieku 3lat, ale to nic nie zmieniło w jego temperamencie i zachowaniu. Przestał tylko obsikiwać każdy krzaczek.

Także owszem są stabilne i zrównoważone psy, są psy, które beda bez problemu egzystować z innymi i beda rewelacyjne. Natomiast nawet w najlepszej hodowli może się pojawić taki egzemplarz, który ma fisia pod kopułką. I bez względu na to co by się nie zrobiło, on nadal bedzie miał dużo wieksze predyspozycje niż inne psiaki z tej hodowli. Z resztą każdy kto brał psa od hodowcy może posluchać o każdym szczeniaki, o jego indywidualnych cechach, o tym, że każdy ma inny temperament. I tu można stawać na rzesach, psu się nie wgra lepszego oprogramowania i trzeba pracować na tym co jest.


sory Amber ze takie poematy Ci w fotoblożku tworze, ale jakoś wybitnie mi się pitbull uruchomił od wczoraj :diabloti:

Posted

No to mnie uspokoilas jakos tak rottki kojarza mi sie wlasnie z bardzo stabilnymi psami. Co innego pies po przejsciach, chociaz ja swoja suke mam od szczeniaki i gdyby np wazyla 40 kg to dla swojego spokoju i bezpieczenstwa ( bo w tej calej dyskusji chodzi nie o psa a otoczenie) tez chadzalaby w kolcach...

Posted

bo roty to są zarąbiste psy, ona z natury mają być właśnie stabilne i zrównoważone, w końcu pracowały jako psy rzeźnickie, nie było miejsca na pomyłkę, musiały byc skupione i uważne. Nawet najlepszy pies w starciu z kilkuset kg bykiem ma marne szanse, jak nie umie się zachować. Potem to były psy podwórkowe-pilnujące, a prawda jest taka, że nikt nie cenił japaczy. Pies miał alarmowac tylko jeżeli była taka potrzeba, wiec one z natury powinny byc własnie takie.


I naprawdę wiele się w myśleniu człowieka zmienia, jak ma na końcu smyczy psa nawet tylko potencjalnie niebezpiecznego.

Posted

oj Kasiu Kasiu, w dyskusji nie było o jedynie słusznej metodzie ani nic z tych rzeczy. ja po prostu nie rozumiem, jak można uznać, że pies jest jaki jest i nic nie można z tym robić, pozwalając, by był sfrustrowany, czy zestresowany. przecież przepracowałaś problemy ze swoim psem. ok, nadal miał kolce, ale po prostu na wszelki wypadek, tak? dla mnie istotne w tym jest to, że się starałaś, szukałaś rozwiązań, a nie po prostu przyjęłaś stan rzeczy jako normalny.

Posted

Ale nie jest jaki jest ,bo ja wiele wiele wypracowałem i Luc jest prawie idealny.Ale kolce mamy dla bezpieczeństwa jego ,mojego i innych piesków samobójców.Bo on sam nie zaczepi ,ale jak pod nogi podlatuje mu z ryjem Kajtek to dostaje szału i nie wytrzyma siedząc na dupie i patrząc jak tamten skacze po nim z zębami.I łatwiej mi wtedy nad nim zapanować i odciągnąć go dalej.Debil waży prawie 40kg jak się zaprze to ciężko go ruszyć.
Ew.mogę chodzić z nim na spacery z laską (jak mój dziadek:lol:) i wtedy może chodzić i na tasiemce:diabloti:
I są psy ,które na pewne bodźce ZAWSZE będą reagować mocno/ostro/agresywnie.

Suka moich dziadków gryzie ludzi ,nie daje kompletnie znaku że planuje hapsnąć w łydkę.Nie mam pomysłu jakby to można odpracować ,bo ona idzie sobie nawet na smyczy koło nogi i potrafi kogoś w sekunde palnąć obecnie już kagańcem.Nie wiem nawet na jakim to jest tle czy lękowym ,czy terytorialnym czy broni dziadków kij wie ,bo jej postawa itd się nie zmienia.Podeszłabyś do mnie np. z Piotrem i Lil będzie sie cieszyć ,my rozmawiać i w pewnym momencie podejdzie i zrobi JEB za łydkę:diabloti:I tym sposobem do końca życia będzie chodzić w kagańcu ze względów bezpieczeństwa innych ludzi ,no i obserwacja 60zł kosztuje a już jedną miała:lol:

Posted

[quote name='motyleqq']oj Kasiu Kasiu, w dyskusji nie było o jedynie słusznej metodzie ani nic z tych rzeczy. ja po prostu nie rozumiem, jak można uznać, że pies jest jaki jest i nic nie można z tym robić, pozwalając, by był sfrustrowany, czy zestresowany. przecież przepracowałaś problemy ze swoim psem. ok, nadal miał kolce, ale po prostu na wszelki wypadek, tak? dla mnie istotne w tym jest to, że się starałaś, szukałaś rozwiązań, a nie po prostu przyjęłaś stan rzeczy jako normalny.[/QUOTE]

no ale ja nie jestem adwokatem Amber i mi prawdę mówiąc wisi jak ona "pracuje" z psem(bo tu o Jarka chodzi, z tym "nic nie robieniem".) Po prostu jestem w stanie zrozumieć potrzebę założenia kolców, jak i potrzebę tego, żeby pies w nich był w razie czego. I mam jakieś takie mgliste przekonanie, że Amber nie zakłada psu kolców jako remedium na całe zło, tylko właśnie w roli takiej prewencyjnej, a co gdyby...
Ja nawet połowy problemów z Rotem nie przepracowałam, my byliśmy dopiero na początku prostej, na która chciałam z nim wyjść. Nie dane mi było. Dlatego nie wiem jaki byłby ostateczny efekt, może i by kolczatka wylądowała w szafie?
Natomiast na tym na czym my skończyliśmy, była potrzebna. I o to mi chodzi. Problem agresji to nie jest coś co da się przepracować w miesiąc, dwa. To są LATA, a czasami i całe życie psie. I do psa z takim problemem NIGDY nie można miec 100% zaufania. Szczególnie jeżeli do tego dochodzi pies o gorącym temperamencie. I powtarzam, nie wiem jak wygladają spacery Amber, wiec mi zasadniczo lotto co ona robi. Ja zawsze pisze za siebie i od siebie ;)

A co do tej jednej słusznej metody, tak jak napisałam, nie chodziło mi tu o tą konkretna dyskusję, tylko taki całokształt, chociażby ten wątek o szarpnieciu szczeniakiem. Tez wszyscy wiedzieli lepiej jak to było :eviltong:

Posted

Cześć dziubaski :loveu: Miło widzieć, że wszyscy na miejscach od rana :eviltong: Dziś specjalnie wstałam godzinę wcześniej, żeby pozałatwiać sprawy ale okazało się, że nic nie załatwię, a dodatkowo będę siedzieć do 16 jak źle pójdzie :p Dobrze, że mam net i dobry komp... coś się wymyśli na nudę :lol:

Ja "pracując" stosuję korekty i pochwały, natomiast pochwały tylko słowne, gdyż nie mogę pracować z psem na smaki przez żołądek, a na zabawki przez kaganiec. Jari poza tym ma skłonności do resetowania się co spacer toteż niedługo kupuję klatkę na kółkach :eviltong:

Posted (edited)

Olek, tak jak słusznie zauważyła Kasia, mi chodziło o Jariego, a nie o Lucasa, no bo nawet nie wiem jak z Lucasem jest ;) za to Amber pisała, że Jari jest taki, jaki dobek powinien być i że nie da się tego i tamtego odkręcić. i z tego co mi wiadomo, kolce nie są tu używane jak narzędzie szkoleniowe prowadzące do poprawy u psa. Amber pisze, że jej odpowiada obecny stan rzeczy. dla mnie to nie jest w porządku po prostu wobec psa.

edit: Amber, jak dla mnie to: kto chce, szuka sposobu, kto nie chce, szuka powodu ;)

Edited by motyleqq
Posted

Zacznijmy od tego, że gdyby Jari do mnie nie trafił to by prawdopodobnie już nie żył (przypominam kto chciał go kupić) ale spoko, jest u mnie nieszczęśliwy bo chodzi w kolcach.

Sorry motyleqq ale puknij się w łeb, bo to mnie wkurzyło :p Znasz mnie, widziałaś nas razem, wiesz co ten pies dla mnie znaczy, więc daruj sobie te gadki...

Posted

ojej, a gdybym ja nie wzięła Etny, to może nadal byłaby kopana w ciemnym garażu? co to w ogóle za argument? po prostu nie rozumiem Twojej postawy i tyle. nie samego faktu noszenia kolców

Posted

Aga, ale cała ta dyskusja to wynik tego, że nie rozumiesz postawy takiej czy śmakiej. Nie każdego pieska się da pozytywnie i nie każdy może byc klikany. Są psy, które wymagają innego traktowania, i jeżeli dla ich bezpieczeństwa i dla spokoju wszystkich dookoła są to kolce, to niech beda i do usranej smierci. Dla mnie to tak proste. Wiec, serio nie rozumiem tego waszego oburzenia, pies jest w odpowiednich rękach, nikogo nie zeżarł, jest zadbany, ma opiekę, i póki co nie widze, żeby wygladał na nieszczesliwego. A ze nie lata na sznurowce i nie gania za rekawem, wcale nie jest wyznacznikiem tego czy mu dobrze.

I serio nie życzę Ci psa, który będzie wymagał kolców, a Ty będziesz z nim jechać pozytywnie, bo skończycie u weta na szyciu jego bądź innego psa.

Posted

Taki to argument, że wiele dla tego psa poświęciłam, staram się jak mogę żeby żył normalnie, ale zaraz pojawiają się głosy, że krzywo rzucam kółeczko, a teraz, że chodzi w kolcach. Naprawdę to nie jest dla mnie za duży problem, cieszę się, że on po prostu jest, bo jutro może go już nie być.

A wmawianie mi, że się źle opiekuje swoim psem naprawdę zacznij mówić komuś innemu. Bo gówno rozumiesz. A nie życzę ci, żebyś kiedyś dowiedziała się o co mi chodzi.

Posted

Boże, Kasia, weź przeczytaj może jeszcze raz co napisałam, bo już sto razy zaznaczyłam, że nie chodzi mi o sam fakt takiej czy siakiej metody pracy z psem.

Amber, ja też mogę mówić, ile poświęciłam dla Etny, jakimi awanturami to przypłaciłam itp itd, ale to nie ma nic do rzeczy. chociaż może w pewnym sensie ma, bo z racji tego, ile dla mnie znaczy, ważny jest dla mnie jej stan psychiczny i praca nad tym, by umiała się względnie uspokoić. tylko że nie mogę zasłonić się rasą.

Posted

Ja nie piszę w tym momencie o awanturach, bo to jest świat ludzki, a nie psi.

Nie za bardzo mnie obchodzi co jest ważne dla ciebie, mnie obchodzi co jest ważne dla mnie :p

Posted

chyba nie chcesz się licytować, kto więcej zrobił dla swojego psa? albo spierać się co oznacza poświęcić się dla psa?

nie potrafię zrozumieć, jak może nie być ważny stan psychiczny psa dla właściciela, dla którego ten pies dużo znaczy. chyba najwyższy czas na koniec dyskusji, bo nie ma ona sensu, może różnimy się po prostu wartościami.

Rinuś, foteczka była, ale niewiele ma do rzeczy :eviltong: a przeczytać trzeba aż dwa wątki, ten i mój

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...