Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 641
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

“Don’t die with your music still inside you” - “nie umieraj, kiedy jeszcze w Tobie gra muzyka”... powiedział ktoś. W życiu Mozarta, chociaż miał takie piękne, muzyczne imię, tę muzykę chyba już całkiem zagłuszył ból powykręcanego krzyża i wysiłek, jaki musiał wkładać w każdy ruch swojego ogromnego ciała i w każdy świszczący oddech...

Mimo moich zachęt postanowił nie chodzić dzisiaj po ogródku, chociaż była ładna pogoda. Rano z trawniczka od razu skierował się do domu. Jak zawsze wiedział dokładnie, czego chce. No to poszliśmy sobie razem do jego ganku, jak zawsze zaczekał aż go dźwignę na jego posłanko i tam sobie obaj siedliśmy na resztę poranka. Myślałem, że będę mu coś opowiadał, ale się nie dało... Po prostu się nie dało... Nagłaskałem za to jego wielkie łbisko pewnie za całe jego życie... aż mrużył oczy i prawie zasypiał ze szczęścia...Co jakiś czas podnosił głowę i wpatrywał się we mnie swoimi niedowidzącymi oczami bardzo intensywnie, chuchając na mnie potężnie tym swoim potwornym oddechem. Mówiłem do niego, że jego oddech zabija, ale miał to gdzieś, stary łobuz...

W pewnej chwili spojrzał mi prosto w oczy i na długą chwilę nasz wzrok się spotkał... on przecież niby nie widział, ale w tej jednej chwili zdałem sobie sprawę, że on mnie widzi, do samego środka, i ja go widziałem - spotkaliśmy się na moment tam gdzieś w samym środku - nie człowiek i pies, tylko dwa życia... nie zapomnę tego spojrzenia. I bardzo mu za nie jestem wdzięczny... to musiał być Mozart prawdziwy, jakim się czuł naprawdę. Nie ta umęczona istota, którą się stał z czasem, ale dumny, piękny, prawdziwy, królewski wilczur... To spojrzenie było bardzo ciepłe i pogodne, i mówiło “ja wszystko wiem... wszystko jest dobrze”... Zaraz potem znowu patrzył na mnie niewidzącymi oczami starca i tak sobie czekaliśmy obok siebie...

Niedługo później przyjechał lekarz a zaraz potem pani Agnieszka. I Mocuś zasnął sobie wreszcie spokojnie, z głową w moich rękach, głaskany przez nas oboje, w swoim własnym posłanku, w swoim własnym domu, w spokoju i czułości obok ludzi, którzy go kochali. Kiedy pomału zamykały mu się oczy, myślałem tylko o tym, że już nie będzie musiał więcej walczyć ze swoim bólem, zmagać się z każdym kolejnym krokiem, skarżyć się w przestrzeń... bać się, kiedy czasem nagle zaczyna brakować mu oddechu... Wypogodził się, zasypiając, uspokoił i tak już pozostał.

Pani Agnieszka powiedziała o nim, że przez większość życia nie miał szczęścia... to musiała być jednak niezwykła istota, bo potrafił w mnóstwie ludzi obudzić najlepsze uczucia... wystarczy poczytać posty na tym forum, ogłoszenie, które sprawiło, że zamiast małego, zdrowego staruszka, wzięliśmy do domu ciężko schorowanego olbrzyma... Mozart pokazał mi we mnie pokłady opiekuńczości, której nigdy bym w sobie nie podejrzewał... Teraz płynie sobie ku swojemu nowemu przeznaczeniu po drugiej stronie tęczy... a każda Wasza dobra myśl o nim, będzie dla niego promykiem słońca... Bywaj zdrów Mocusiu.

Posted

Trafiłam na to forum kilka dni temu.. Jeszcze nie wiem co i jak.. Jestem przerażona ogromem psiego nieszczęścia i właśnie się popłakałam, czytając ten wątek.. ;(

Posted

ladyiga napisał(a):
“Don’t die with your music still inside you” - “nie umieraj, kiedy jeszcze w Tobie gra muzyka”... powiedział ktoś. W życiu Mozarta, chociaż miał takie piękne, muzyczne imię, tę muzykę chyba już całkiem zagłuszył ból powykręcanego krzyża i wysiłek, jaki musiał wkładać w każdy ruch swojego ogromnego ciała i w każdy świszczący oddech...

Mimo moich zachęt postanowił nie chodzić dzisiaj po ogródku, chociaż była ładna pogoda. Rano z trawniczka od razu skierował się do domu. Jak zawsze wiedział dokładnie, czego chce. No to poszliśmy sobie razem do jego ganku, jak zawsze zaczekał aż go dźwignę na jego posłanko i tam sobie obaj siedliśmy na resztę poranka. Myślałem, że będę mu coś opowiadał, ale się nie dało... Po prostu się nie dało... Nagłaskałem za to jego wielkie łbisko pewnie za całe jego życie... aż mrużył oczy i prawie zasypiał ze szczęścia...Co jakiś czas podnosił głowę i wpatrywał się we mnie swoimi niedowidzącymi oczami bardzo intensywnie, chuchając na mnie potężnie tym swoim potwornym oddechem. Mówiłem do niego, że jego oddech zabija, ale miał to gdzieś, stary łobuz...

W pewnej chwili spojrzał mi prosto w oczy i na długą chwilę nasz wzrok się spotkał... on przecież niby nie widział, ale w tej jednej chwili zdałem sobie sprawę, że on mnie widzi, do samego środka, i ja go widziałem - spotkaliśmy się na moment tam gdzieś w samym środku - nie człowiek i pies, tylko dwa życia... nie zapomnę tego spojrzenia. I bardzo mu za nie jestem wdzięczny... to musiał być Mozart prawdziwy, jakim się czuł naprawdę. Nie ta umęczona istota, którą się stał z czasem, ale dumny, piękny, prawdziwy, królewski wilczur... To spojrzenie było bardzo ciepłe i pogodne, i mówiło “ja wszystko wiem... wszystko jest dobrze”... Zaraz potem znowu patrzył na mnie niewidzącymi oczami starca i tak sobie czekaliśmy obok siebie...

Niedługo później przyjechał lekarz a zaraz potem pani Agnieszka. I Mocuś zasnął sobie wreszcie spokojnie, z głową w moich rękach, głaskany przez nas oboje, w swoim własnym posłanku, w swoim własnym domu, w spokoju i czułości obok ludzi, którzy go kochali. Kiedy pomału zamykały mu się oczy, myślałem tylko o tym, że już nie będzie musiał więcej walczyć ze swoim bólem, zmagać się z każdym kolejnym krokiem, skarżyć się w przestrzeń... bać się, kiedy czasem nagle zaczyna brakować mu oddechu... Wypogodził się, zasypiając, uspokoił i tak już pozostał.

Pani Agnieszka powiedziała o nim, że przez większość życia nie miał szczęścia... to musiała być jednak niezwykła istota, bo potrafił w mnóstwie ludzi obudzić najlepsze uczucia... wystarczy poczytać posty na tym forum, ogłoszenie, które sprawiło, że zamiast małego, zdrowego staruszka, wzięliśmy do domu ciężko schorowanego olbrzyma... Mozart pokazał mi we mnie pokłady opiekuńczości, której nigdy bym w sobie nie podejrzewał... Teraz płynie sobie ku swojemu nowemu przeznaczeniu po drugiej stronie tęczy... a każda Wasza dobra myśl o nim, będzie dla niego promykiem słońca... Bywaj zdrów Mocusiu.


Długo się zbierałam, żeby tu zajrzeć.... A teraz siedzę i ryczę jak głupia a moje futrzaki nie wiedzą co się dzieje......Ja się chyba do tego wszystkiego nie nadaję. Wiem, że teraz jest mu lepiej, że nic go nie boli, że się nie męczy - jednak i tak nie potrafię przestać płakać :(:(:(
Mocusiu kochany! Śpij spokojnie.... Przynajmniej nie zasnąłeś w samotności...... Będę o Tobie pamiętać staruszku!!

Posted

Ta chwila musiała kiedyś nadejść ale jednak nadal ciężko jest mi w to uwierzyć.:placz: Dobrze, że on już nie musi cierpieć. Żałuje, że nie mogłam się z nim pożegnać.

Bardzo dziękuję obu tymczasom Mozarta, jesteście wspaniałymi ludźmi. Dzięki Wam Mozarcik po 9 latach spędzonych w schronisku chociaż przez ostatnie miesiące swojego życia mógł być szczęśliwy i nie odchodził samotnie.

Ostatnio sobie uświadomiłam, że w dużym stopniu właśnie dzięki Mozartowi tak bardzo pokochałam starsze psy. On był i zawsze będzie jednym z najwspanialszych psów jakie poznałam. Pamiętam nasze spacery i to jak ta kochana mordeczka zawsze się do mnie tuliła. :( Nie wiem jak to możliwe, że przez 9 lat nikt nie chciał przygarnąć tak cudownego psa.

Miałam odpisać na posty goni ale jednak tego nie zrobię. Nie chce na tym wątku kolejnych kłótni, zresztą teraz gdy już Mozarcika z nami nie ma to już nie jest ważne.
Żeby nie było nieporozumień napiszę jeszcze, że nikt z dogo nie wpłacał pieniędzy na Mozarta. Zaraz napiszę do moda by zmienił tytuł. :(

Posted

Przyjechalam i pierwsze kroki zrobilam tu....juz wiedzialam..juz dostalam smsa z potwierdzeniem...ale przybieglam tu..jeszcze raz powiedzieć...żegnaj Kochany Nasz Mocusiu....biegaj zdrowy po zielonych łakach i czekaj tam na nas....RZeczywiście..nie miałeś latwego ani dobrego życia...miałeś za to dobrą i godną śmierć...na taka właśnie zasłużyłeś..a w naszych sercach pozostaniesz na zawsze....:(:(:(

Posted

Wiedziałem, że zajrzę do Mozarta jako jednego z pierwszych. Nie mogłem wcześniej.

Mozart poznał miłość i co to znaczy być kochanym. To co dla psa najważniejsze. Nie pełna miska i ciepły kąt, ale tą miłość człowieka. Dłoń i ciepłe słowa opiekuna. Nie ma nic cenniejszego nad to.

Może i to nie miejsce i pora, ale dostałem dziś coś od znajomej. Tak na ukojenie.

http://www.youtube.com/watch?v=nsamLdVIp04&feature=related

Posted

Byłam caly czas, od dawna na wątku Mozarta. Jakiś czas wstecz miał u mnie pakiet aukcji. Czytałam zawsze.... słów za mało aby napisać. Tym bardziej ostatnio po śmierci zakatowanego jamnisia.... myślałam że wypłakałam wszystkie łzy... a one jednak są i nieprzerwanie niemal płyną z moich oczu... Żegnaj Mozarcie zaprzyjaźnij się proszę z Donisiem, a mój Edi na pewno tez do Was dołączy...

Posted

Pomału wraca nam oddech po odejściu Mocusia... ciągle o nim myślimy, chociaż teraz coraz bardziej pogodnie, bo nawet kiedy czytamy jego historię na tym forum, widać, że już bardzo potrzebował odpocząć.

Napisałem tu wcześniej, że Mocuś był niezwykłym psem, skoro tylu ludzi dzięki niemu znalazło w sobie wszystko, co w nich jest najlepszego... Nie myśleliśmy nawet, że życie samo tak szybko dopisze dalszy ciąg tej historii, a Mocuś stanie się nieśmiertelny :) Odezwała się do nas jedna z forumowiczek, która wydaje w grudniu książkę o psich losach. Poprosiła o zgodę na zamieszczenie w tej książce naszego pożegnania z Mocusiem, które tu zamieściliśmy w piątek. Oczywiście zgodziliśmy się bez wahania. W ten sposób, historia Mocusia pozostanie w ludzkiej pamięci i może jeszcze nie raz komuś na chwilę zadrży serce, kiedy będzie o nim czytał, a może i pomyśli o tym, żeby samemu - w możliwy dla siebie sposób - dać coś z siebie jakiemuś psu. No i jak tu nie uznać Mocusia za Psiego Anioła?

Posted

Kochany Mozart...najważniejsze, że już nie cierpi...i że nie musiał odchodzić w schronie...

Ladyiga i Kala ogromne podziękowania dla Was za to, co zrobiliście dla Niego.

Mam nadzieję, że to co zostało napisane na tym wątku nie zraziło Cię Kala i być może za jakiś czas, zresztą za wcześnie o tym pisać..., w każdym razie uważam, że dawanie psom tymczasów, zwłaszcza będącym w takim stanie jak Mozart, to bezcenna pomoc i mam wielki szacunek dla wszystkich, którzy to robią.

Posted

[quote name='bumel']Kochany Mozart...najważniejsze, że już nie cierpi...i że nie musiał odchodzić w schronie...

Ladyiga i Kala ogromne podziękowania dla Was za to, co zrobiliście dla Niego.

Mam nadzieję, że to co zostało napisane na tym wątku nie zraziło Cię Kala i być może za jakiś czas, zresztą za wcześnie o tym pisać..., w każdym razie uważam, że dawanie psom tymczasów, zwłaszcza będącym w takim stanie jak Mozart, to bezcenna pomoc i mam wielki szacunek dla wszystkich, którzy to robią.


Cieszę się, że zdecydowałam się wziąć Mozarta, bo coś zaczęło się dziać w jego smutnym psim życiu. Może to kogoś zachęciło do pomocy, jak kto może. Ladyiga - trzymajcie się, zrobiliście coś b.dobrego :)

Posted

Kochani może ktoś wie, jak umieścić zdjęcia na tym forum. Mamy trochę ostatnich zdjęc Mocusia, ale nijak nie idzie ich załadować tutaj do forum, nawet bardzo zmniejszonych.

Posted

ladyiga napisał(a):
Kochani może ktoś wie, jak umieścić zdjęcia na tym forum. Mamy trochę ostatnich zdjęc Mocusia, ale nijak nie idzie ich załadować tutaj do forum, nawet bardzo zmniejszonych.


Ja chętnie wstawię proszę przesłać mi na maila.

Posted

Ja myślę, że zamiast się smucić powinniśmy cieszyć się, że ostatnie miesiące Mozart spędził w domu, że był otoczony kochającymi ludźmi. Że nie umierał samotnie, w schronisku, jak wiele innych staruszków...

Poza tym jestem pełna podziwu i dla pierwszego, i dla drugiego tymczasu - to, co zrobiliście, wymagało ogromnej siły ducha i wielkiego serca. Jesteście wspaniali :smile:



Ladyiga
, musisz wrzucić zdjęcia n. p. na imageshack, skopiować link do wstawionego zdjęcia i pisząc posta wstawić link między .

Posted

[FONT=Century Gothic]Drugi dzień w nowym, już ostatnim, domu...


Może jestem stary, ale wiem, że najlepiej ułożyć się blisko bani z psim jedzeniem tamtych dwóch...


Mozart w pampersie na swoim posłanku


ostatni spacerek...


Ostatnie zdjęcie z moim własnym człowiekiem

[/FONT]

Posted

[quote name='Isadora7']

Ostatnie zdjęcie z moim własnym człowiekiem

[/FONT]
No i to zdjęcie mnie rozwaliło całkowicie:(:(:(:(.....To spojrzenie psa..na swojego..kochanego człowieka...to pozegnanie....należało sie to naszemu Mozartowi..i dostał godna śmierć....Dziękuję za wszystko.....

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...