Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • 3 weeks later...
  • Replies 641
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Kochany Mocusiu trafiłeś do nas za późno, byłeś u nas za krótko, odszedłeś za szybko, jesteś pierwszym psem, z którym musieliśmy się pożegnać. Tak bardzo żałujemy, że nigdy nie mogłeś zamachać do nas ogonkiem, że nigdy nie byliśmy na wspólnym spacerze w lesie.
Ale otworzyłeś nasze serca dla psich staruszków i może to już pora żeby przygarnąć następne biedactwo?
Pamiętamy o tobie zawsze...

Posted

Nie ma już Mozarta, a ja ciągle tu "do niego" zaglądam i za każdym razem tak samo porusza mnie coś w środku... Gdzieś w nas Mozart ciągle jest i już zawsze pozostanie - bo to był jego prawdziwy dom.

Posted

ladyiga napisał(a):
Nie ma już Mozarta, a ja ciągle tu "do niego" zaglądam i za każdym razem tak samo porusza mnie coś w środku... Gdzieś w nas Mozart ciągle jest i już zawsze pozostanie - bo to był jego prawdziwy dom.

Tak...to prawda....to nie był...myśle, ze to ciągle jest prawdziwy dom Mozarta....i On o tym wie...i pewnie kiedys powita Was najserdeczniej jak umie w swoim teraźniejszym domku....liźnie w nos i wystawi głóowke do miziania....bo ciepło Twoich rak było z Nim do konca....i na pewno ciągle w Nim jest.....

  • 3 weeks later...
  • 9 months later...
Posted

"Śpij piesku, śpij...
już odpocząć trzeba
Może będziesz miał
swój kawałek nieba
Może będzie tam
piękniej niż tu teraz
Może spotkasz tych, których tu już nie ma...
Śnij, piesku śnij...
w snach jest zawsze pięknie
Ciepły dom, miejsca dość
na twe wierne serce
Przyjdzie czas spotkać się
potarmosić uszy
lub razem na spacer znowu gdzieś wyruszyć
Lecz dziś sobie śnij
a czas łzy osuszy"

  • 4 weeks later...
Posted

Właśnie poczułam w ganku Mozarta - powiedziała niespodziewanie dziś wieczorem moja żona, wchodząc do kuchni, gdzie przygotowywałem kolację. Mozart to wielkie, stare wilczysko, które adoptowaliśmy rok temu ze schroniska, gdzie spędził był całe życie. Na starość był już zbyt słaby, żeby mieć tam właściwą opiekę. Po przybyciu do nas, żył jeszcze tylko dwa tygodnie, ale przez ten czas staliśmy się prawdziwą rodziną. Pożegnanie z nim było doświadczeniem nie z tego świata...

- Poczułam - właśnie tak powiedziała - Poczułam nawet ten jego zapach.

Dopiero wtedy zrozumiałem, że mówi poważnie. Spojrzałem na nią i bez słowa poszedłem do ganku, gdzie Mozart rok temu spędził ostatnie tygodnie swego życia. Wsunąłem głowę do ciemnego pomieszczenia trochę z ciekawością, a trochę z jakąś zapamiętaną z dzieciństwa ekscytacją, kiedy poznawało się jakieś nieznane zakamarki. Oczywiście w życiu nie oczekiwałem że też “poczuję Mozarta”. A jednak, kiedy zajrzałem do środka, ni stąd ni zowąd zrobiło mi się w środku ciepło nie wiem dlaczego sam do siebie szeroko się uśmiechnąłem. To oczywiście bez sensu, ale... cały ganek był po prostu uśmiechem Mozarta... był wszędzie... Pomału zamknąłem drzwi i wróciłem do kuchni.

- A to nie było właśnie tak z rok temu, jak on do nas przyjechał? - zapytała Agnieszka. Szybko poszperaliśmy w pamięci... - no tak, jakoś tak z miesiąc przed Świętami, na pewno - czekaj, sprawdzę w kompie, mam tam historię Mozarta (taki miniblog, który pisaliśmy na bieżąco, kiedy do nas trafił). Chwila szukania wśród starych plików - jest... na moment zaniemówiłem...:

“Mocuś odszedł w południe 27 listopada 2009, w ciepły, słoneczny dzień, otoczony przyjaciółmi i mnóstwem dobrych życzeń wszystkich, którzy towarzyszyli mu swoimi myślami w jego ostatnich dniach”

Bywaj zdrów, Mocusiu, gdziekolwiek dziś jesteś...

  • 4 months later...

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...