Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

[quote name='Kostek']gonia ja Ci proponuje zebys moze sobie wylaczyla dogo na jeden dzien...bo masz dziwne pretensje tylko nie wiem o co...

dla mnie ciagle pisanie "co z mozartem??????????????!!!!!!!!!!!!!" wybacz jest marudzeniem! tym bardziej jesli na Twoje posty ciagle odpowiadalam tym samym ze fundacja nie ma czasu wchodzic na dogo i najlatwiej skontaktowac sie z nimi telefonicznie-nie chcialas z tego skorzystac podany powod wybacz ale smieszny patrzac przez pryzmat tego co pisalas i co piszesz ze mialas darczyncow chcieli miec informacje itd... wiec zrobilam to za Ciebie, porozmawialam z fundacja o Mozarcie i napisalam to na watku wiec daruj sobie teksty ze jak o czyms wiedzialam to nie pisalam, jesli chodzi o Kale znam ja z azylu akurat m.in ja wydawalam jej Mozarta gdy zaoferowala DT i daruj sobie gonia ale nie dam na dziewczyne powiedziec zlego slowa bo to ona i jej rodzina a nie Ty wziela na glowe chorego starszego psiaka i wiesz co?nie zauwazylam w jej postach przechwalania sie czego to ona nie zrobila dla psow i jak szybko leci do komputera po pracy...wybacz ale ja nie trawie takiego postepowania!chcesz poklasku?o to Ci chodzi?wydawalo mi sie ze nie ale jak czytam Twoje ostatnie posty to tylko to nasuwa mi sie na mysl...

zbesztana?dobre...to raczej Ty zbesztalas Kali za to ze mimo obowiazkow wziela dodatkowy w postaci Mozarta i musiala sobie radzic z nim przez 24h bo co z tego ze miala leki i karme z fundacji?to ona musiala dzwigac psa, cwiczyc z nim i patrzec jak raz jest gorzej a raz lepiej...

naprawde irytuje mnie fakt ze jak ktos zalatwia kase to ma sie za pana i wladce tylko wiesz co sledze wiele watkow i jakos nikt nie ma takiej roszczeniowej postawy jak Ty...az przykreA JA ŚLEDZE WIELE WĄTKOW I NOGDZIE NIKT NIE TRAKTUJE TAK OSOB CHCA
CYCH POMOC JAK TY TRAKTUJESZ TU...
A zacytuj gdzie ja Kali zbesztalam za....za to ze mimo obowiazkow wziela dodatkowy w postaci Mozarta i musiala sobie radzic z nim przez 24h bo co z tego ze miala leki i karme z fundacji?to ona musiala dzwigac psa, cwiczyc z nim i patrzec jak raz jest gorzej a raz lepiej...
W KTORYM MIEJSCU????????prosze o cytat.......zBESZTALAM JA ZA BEZCZELNOSC I AROGANCJE....tgo nie ja uzylam slow i okreslen w stosunku do Niej....
Wybacz.....nie szukam poklasku i nie po to tu jestem i bylam....i bede.....jesli chcesz wiedziec....jesli juz czegos szukam- to szacunku w stosunku do siebie i wszystkich osobo, ktore chca pomagac i robia to najlepiej jak ptrafia i na tyle na ile maja mozliwosci- tego chce oczywiscie- a obrazac sie nie pozwole.....I TO JUZ NAPARWDE KONIEC W TYM TEMACIE...

  • Replies 641
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

powiem ci tak... wsadz sobie swoje krzyki gleboko!i moze zacznij brac jakies prochy bo widze ze swiata poza internetem nie widzisz i dalej nie docieraja do ciebie podstawowe rzeczy

Posted

Rozumiem rozgoryczenie kali z tej calej sytuacji, ktora za swoje serce i pomoc nie uslyszala w schronisku dobrego slowa, wrecz potraktowano jej rodzine jako ludzi, ktorzy dla wygody pozbywaja sie psa.
Nawet nam probowano sugerowac, ze powody dla ktorych Mozart stracil dom to czyste fanaberie. Swoja droga dopiero od rodziny kali dostalam pelne informacje o stanie zdrowia psiaka.
Tylko pobieznie czytalam cala goraca dyskusje, nie staje po zadnej stronie, ale do mnie trafiaja slowa kali, ktora na wlasnej skorze odczula opieke nad coraz bardziej chorym staruszkiem, no i kostek, ktora do wszystkiego podchodzi bardzo madrze i zdroworozsadkowo bez zbednej egzaltacji i oceniania.
Wszyscy na pewno bardzo kochamy zwierzeta, tylko jak widze kazdy te milosc pojmuje inaczej i kazdy inaczej probuje realizowac sie w jej wyrazaniu. Jeden zbiera pieniadze, inny faktycznie daje czas i opieke...

Posted

[quote name='ladyiga']Rozumiem rozgoryczenie kali z tej calej sytuacji, ktora za swoje serce i pomoc nie uslyszala w schronisku dobrego slowa, wrecz potraktowano jej rodzine jako ludzi, ktorzy dla wygody pozbywaja sie psa.
Nawet nam probowano sugerowac, ze powody dla ktorych Mozart stracil dom to czyste fanaberie. Swoja droga dopiero od rodziny kali dostalam pelne informacje o stanie zdrowia psiaka.
Tylko pobieznie czytalam cala goraca dyskusje, nie staje po zadnej stronie, ale do mnie trafiaja slowa kali, ktora na wlasnej skorze odczula opieke nad coraz bardziej chorym staruszkiem, no i kostek, ktora do wszystkiego podchodzi bardzo madrze i zdroworozsadkowo bez zbednej egzaltacji i oceniania.
Wszyscy na pewno bardzo kochamy zwierzeta, tylko jak widze kazdy te milosc pojmuje inaczej i kazdy inaczej probuje realizowac sie w jej wyrazaniu. Jeden zbiera pieniadze, inny faktycznie daje czas i opieke...
Nie...no ok....rozumiem....choc zeby "zbierac pieniądze"tez potrzebny jest czas.....dużo czasu....zrreszta nie o zbieranie tu chodzi...nie odpowiiedzialas na moją propozycje....nie znam Mozarta a o jego stanie wiem "tylko" tyle ile piszesz na wątku, choc przyznam , ze piszesz duzo wiecej niż Twoja poprzedniczka....i chyba troche nam rozjaśniłas sytuacje tego biedaka...wydawalo mi sie dziś , ze rozpaczliwie szukasz wyjscia z sytuacji i pomocy dla Mozarta..i ja sie dziś wsytraszyłam, że nie dasz rady...bo sytuacja ktora opisujesz jest bardzo trudna...zaproponowalam konkretną pomoc..taka, na jaka mnie stac...taka, jaka moge ofiarować......nie otrzymalam odpowiedzi...jest potrzebna, czy nie????

Posted

[quote name='Kostek']powiem ci tak... wsadz sobie swoje krzyki gleboko!i moze zacznij brac jakies prochy bo widze ze swiata poza internetem nie widzisz i dalej nie docieraja do ciebie podstawowe rzeczy
Jak można widziec krzyki w internecie?????Nawet wykrzyknikow nie uzywalam...chyba jednak nie ja powinnam prac prochy....i uwaząm, ze uzycie form grzecznosciowych nawet w internecie jest wysoko kulturalna forma wypowiedzi....a tekstu pogrubionego nawet nie skomentuje...wybacz..to nie moje klimaty...

Posted

Kochani: tu znowu pan Ladyiga... tak sobie śledzę tę dyskusję i jestem pod wrażeniem tego, jak wielu ludzi naprawdę przejmuje się losem Mozarta i chce mu pomóc. Decyzja o przygarnięciu starego psa była dla nas odruchem serca, ale nie nagłym impulsem. Nie czuję zniecierpliwienia, kiedy staruszek szczeka po mnie, żebym wyniósł go na trawnik na siusiu, dał jeść, albo po prostu chwilę przy nim posiedział i podrapał go po uchu.

Gdzieś w środku coś mi zatrzepocze, kiedy pochylam się nad nim z ręcznikiem, żeby pomóc mu dźwignąć bezwładne biodra, a on unosi się lekko na przednich łapach, żeby mi było łatwiej przeciągnąć ten ręcznik pod nim. Po tych kilku dniach on już wie, że ma swojego człowieka. I wie że może na mnie liczyć. I dlatego muszę się tu odezwać.

Biorąc Mozarta pod swój dach nie mieliśmy pojęcia, w jakim jest stanie, a raczej otrzymaliśmy mocno niedokładną informację, że tylko jest stary, ma kłopoty z chodzeniem, jest ślepy i ma chore serce. Poza tym, że w zasadzie wychodzi sam na dwór i w ogóle w miarę OK. Byliśmy przygotowani na to, że może przyjść dla niego bardzo trudny czas. Ale nikt nam nie powiedział, że ten czas już nadszedł. Dopiero potem inną drogą dowiedzieliśmy się, dlaczego jego poprzedni opiekunowie nie byli w stanie dłużej zapewnić mu opieki i jakie faktycznie ma problemy zdrowotne.

Mozart najczęściej nie jest w stanie sam wstać. Biodra ma praktycznie bezwładne, przednie łapy słabną mu coraz bardziej, więc chwilowy pomysł na psi wózek inwalidzki upadł - do tego pies musi mieć silny przód. Nie kontroluje moczu. Z tego powodu musieliśmy umieścić go w ganku, na posłaniu stale wymieniamy mu podkłady higieniczne jak w szpitalu, inaczej siedziałby we wlasnych sikach... zapach, jaki roznosi się na dom, zwala z nóg... praktycznie nie jest w stanie o własnych siłach zejść ani wejść na 3 schodki na ganek. Kiedy jestem w domu, biorę go na ręce i przenoszę. Kiedy mnie nie ma, jest zdany na siebie, bo waży prawie tyle, co moja żona i ona nie da rady go przenieść. Cały dom żyje w rytmie życia Mozarta. Wszędzie pampersy, podkłady, w jadalni na stole góra płaszczy, bo w cuchnącym ganku na razie nie mogą wisieć. Nasze własne dwa psy taktownie usunęły się na drugi plan, jakby rozumiejąc, że coś jest teraz inaczej.

Kochani: Mocuś NIE JEST CHORY, a raczej przede wszystkim nie jest chory tylko STARY... Starość nie jest chorobą. I nie ma na nią lekarstwa. Rozumiem Wasze szlachetne odruchy serca i czułości dla tego zwierzaka. Takie same uczucia sprawiły, że go przygarnęliśmy i pielęgnujemy. Ale niech każdy zada sobie pytanie: czy z miłości ludzi do zwierząt Mozart ma w końcu umierać całkiem sparaliżowany, trawiony zakażeniami, jakie z czasem wywoła leżenie we własnym moczu, niezdolny, aby się podnieść o własnych siłach? Czy jak przyjdzie zima i -20C, ma przymarzać tym zasiusianym brzuchem do śniegu, bo nie umie już utrzymać się na nogach? - właśnie wtedy, kiedy pod koniec życia zaznał ciepła i życzliwości człowieka i poczuł jak to jest mieć własny kąt w ludzkim domu? Czy może lepiej by było, gdyby właśnie w takich warunkach, jakie ma teraz, otoczony ciepłem, najedzony, spokojny i przytulony do swojego człowieka, mógł wreszcie zasnąć i uwolnić się z tego znękanego ciała? Jakiego końca wolelibyście dla swojego własnego psa? A dla siebie?

Bo Mozart nie nadaje sie już do domu, ani tymczasowego, ani żadnego. Najwyżej do szpitala, jeśli takie szpitale dla psów by istniały. Mozart należy do Fundacji i to ona będzie musiała zdecydować, które z tych dwóch zakończeń dla niego wybierze.

Posted

No..i teraz wiem już....wszystko..co powinnam wiedziec....do przedwczoraj wszystko to wyglądało zupełnie inaczej....chyba więc moj telefon do fundacji niczego by nie zmienił....i o to mi chodziło od początku....
TAk..masz racje...los Mozarta zapadl głeboko w nasze serca i na pewno tam zostanie na długo....ale taak, jak Wy tak i my tu na wątku bylismy niedoinformowani...a proszeni o pomoc- mieliśmy wszyscy kompletnie inny obraz sytuacji...dlatego tak jak WY- za co Wam wielka Chwala- kierowani odruchem serca- zdecydowaliscie sie przyjac Mozarta pod swoj dach- tak samo my- kierujac sie dokladnie tym samym odruchem serca chcielismy pomoc tak, jak umiemy....nie majac świadomosc ani w jakim jest tak naparwde stanie Mozarta, ani jak bedziemy potraktowani za te checi....:(:(:(
Nie wiem co mam myslec teraz....uważam, ze jako opiekunowie psa teraźniejsi wiecie najlepiej co Mu potzreba i z cala pewnościa mozecie byc pewni, ze bedziemy szanować każdą Wasza decyzje...nie wiem jak sprawy wygladaja formalnie...i co zalezy od WAs..ja w kazdym razie myslę, że rozumiem, co chciałeś przekazac nam- osobom "przyglądającym" sie z daleka.....i dalej- choc żona uważa, że to przesadna egzaltacja- mysle, że to co daliście Mozartowi juz teraz jest dla Niego wielkie i wspaniale....nie kazdego, nawet jeśli ma warunki, stac byłoby na taki gest...a jemu niczego więcej teraz już nie potrzeba tylko- tak jak napisaleś...żeby właśnie w takich warunkach, jakie ma teraz, otoczony ciepłem, najedzony, spokojny i przytulony do swojego człowieka, mógł wreszcie zasnąć i uwolnić się z tego znękanego ciała...
Dziekuję....

Posted

No właśnie....Nie miałam pojęcia, ze jest w takim stanie, bo do czasu zanim trafił do Was nikt nie raczył nas powiadomić....
Miałam nie zabierać głosu w dyskusji, ale teraz, gdy znam obraz sytuacji nie wytrzymałam!
I Wy się dziwicie, że post Kali o oddaniu psiaka wywołał takie emocje?
Ja sama myślałam, że psiak trafiając do Kali potrafi się poruszać o własnych siłach i załatwiać swoje potrzeby, bo takie były ostatnie wieści o jego stanie zdrowia. Aż tu nagle (tak! nagle dla nas, nie związanych z azylem, obcych ludzi, którzy tylko chcieli pomóc i pomagali jak mogli) okazuje się, że sprawa wygląda całkiem inaczej. Gdyby na wątku wcześniej ukazała się taka informacja, to nie byłoby wzajemnych pretensji, licytowania się kto pomaga bardziej i w jaki sposób. Nie uważam siebie za świętą, ale staram się pomagać tak jak potrafię. Niestety mam taki charakter, że szybko przywiązuje się do psiaków, nawet tych poznanych wirtualnie. Nie uważam, ze "skoro płacę to mam prawo wymagać", ale skoro ten wątek powstał i dalej istnieje, to chyba właśnie po to, żeby osoby trzymajace kciuki za Mocusia wiedziały co u niego.
Więc zamiast prowadzić tą głupią dyskusję trzeba skupić się na wspólnym podjęciu decyzji co dalej.
Ja odpuszczam - nie dam rady. Niech decyzję podejmą Ci, którzy znają sytuację najlepiej. Ja na razie muszę przetrawić informacje od męża ladyigi.

Posted

Trudno jest coś teraz napisać.

Szkoda, że być może ostatnie chwile Mozarta mijają w takiej atmosferze. Nie znam całego wątku bo jestem na nim od niedawna. Jednak Nie można nikogo oceniać nie znajać go i tego co robi. Niektóre słowa są tu niepotrzebne. gonie znam i wiem co robi. I mogę śmiało powiedzieć, że przychyli serce każdemu zwierzęciu. Jest otwarta i nie boi się pisać o swoich uczuciach. Pozostałych użytkowników nie znam, ale na pewno są tacy sami. Dlatego tu wszyscy jesteśmy. Bo mamy serca.

A domki tymczasowe to osoby które podjęły wyzwanie. Wyzwanie które nie podjął nikt inny. I czasami się udaje, a czasami nie. Nikt nie wie jak będzie dopóki sam tego nie doświadczy.
Uznanie należy się wszystkim

Jak już pisałem nie znam wątku dokładnie. Jednak ostatnie strony pokazują jak bardzo brakowało na nich informacji. Bez informacji nie można nic zrobić. Określić celów i sposobu działania.

Miałem psa. Rokiego. Był ze mną długie lata. Zaniemógł na tylne łapy. Była poprawa. Minęło pół roku. Nastąpił nawrót. Nie mógł ustać. Przednie łapy odmawiały posłuszeństwa. Jego organy odmawiały pracy. Wiem gdzie jest granica. Granica kiedy trzeba zdecydować. Co będzie dobre dla psa. Odszedł kochany z moją dłonią głaszczącą Go jak zasypiał.

Mozart

Mozart przez ostatnie miesiące zaznał miłości. Poznał jak to jest być kochanym i mieć człowieka. To moje osobiste zdanie i nie chcę aby ktoś brał je pod uwagę. Mozart jest na tej granicy. Przed Nim jest tylko powolne umieranie i nieustanne zabiegi. Powolne gaśniecie wspaniałego psa. W coraz większym cierpieniu i oszołomieniu lekami. Zmaganie się z z coraz słabszym organizmem. Przenoszenie Mozarta to tylko dodatkowe katusze dla Niego. Jak bardzo będzie wspaniała opieka On będzie gasł. Gasł z każdym dniem.

Trzeba się zastanowić czy zasłużył sobie na to. Czy takie życie to jest życie psa.

Ostateczna decyzja należny oczywiście do weta i jego najbliższych opiekunów. Wierzę, że będzie to mądra i przemyślana decyzja.

Na pewno nie może ona zapaść w takiej atmosferze.

Mozart. On jest najważniejszy. Bez zbędnych słów. Mam nadzieję, że wszyscy to zrozumiemy.

Posted

gonia66 napisał(a):
Jak można widziec krzyki w internecie?????Nawet wykrzyknikow nie uzywalam...chyba jednak nie ja powinnam prac prochy....i uwaząm, ze uzycie form grzecznosciowych nawet w internecie jest wysoko kulturalna forma wypowiedzi....a tekstu pogrubionego nawet nie skomentuje...wybacz..to nie moje klimaty...


gonia jak juz ci emocje opadna to poczytaj sobie swoje posty a propos wykrzyknikow a widocznych w internecie krzykow...i nie mow mi nic o kulturze skoro sama jestes z nia na bakier
to sa moje ostatnie slowa skierowane w tym temacie w twoja strone bo nie warto zebym tracila czas

a teraz do reszty czytajacych to forum
gdyby ktos zadzwonil do fundacji(ktora decyduje o psie i to nie ulega zadnej watpliwosci) wczesniej i zapytal co i jak nie byloby problemu-mnie interesowalo tylko to co powiedzial wet podczas wizyty uslyszalam"nie usypiamy" znajac moja wetke wiedzialam co znacza te slowa, moim bledem bylo to ze zadalam tylko jedno pytanie bo nad reszta sie nie skupialam wiedzialam ze fundacja nie odda psa byle komu wiec o co mialam pytac?o to czy ladyiga nie przerobi Mocka na sajgonki chyba;), gdyby zadzwonil ktos innny pewnie zadalby ich wiecej bo bylby "z zewnatrz" no ale wszyscy sie bronili, dlaczego?nie mam pojecia i m.in dlatego szlag mnie trafil jak tu sie jakies gromy posypaly,bo byly pretensje nawolywania do autora tematu a nikt nie raczyl sam ruszyc reka po telefon

dla mnie to ze jakas osoba zaklada watek nie rowna sie temu ze ma go codziennie prowadzic i ma jakies tam obowiazki wydaje mi sie ze czasami niektorzy nie potrafia oddzielic swiata rzeczywistego od wirtualnego i dlatego tez czesto na watkach sa spiecia....ot po prostu nie dla kazdego dogo to miejsce ktore kilka razy dziennie trzeba odwiedzic

Ladyiga po tym co napisaliscie doszlam do wniosku ze bez sensu bedzie aby ja dzwonila do pani doktor u ktorej Mozart byl ostatnio, wysylam wam nr na pw zadzwoncie powiedzcie ze jestescie domkiem tymczasowym Mozarta bedzicie mieli informacje z pierwszje reki, mysle o czym sami na pewno tez wiecie ze tel do fundacji tez powinien sie odbyc-podziwiam was naprawde za to ze wzieliscie Mozarta i za to ze mimo tylu niedomowien(ktorych byc nie powinno) macie jeszcze nadal sile na pomoc

Posted

jest tylko jeden mały drobiazg, dodzwonić się do kogokolwiek z Fundacji pod Psim Aniołem graniczy z cudem. Ja kilka tygodni temu, miałem sprawę, dzwoniłem, dzwoniłem i dzwoniłem. Pozniej miałem dosyc i zadzwoniłem do innej fundacji. Szlak mnie trafiał, rozumiem, ze w ciagu dnia, ludzie sa zajeci, ale w takim razie po co sa podawane numery telefonow?

Posted

Nie wiem kto tu kogo nie rozumie..upierając sie przy swojej wersji nie widzi sedna sprawy- ale to szczegól..nie pierwszy i nie
ostatni raz spotkałam sie z taka reakcja tego "nicka"...przed ktorym mnie ostrzegano juz duzo wczesniej....ale nie o potyczki slowne tu chodzi i brak zrozumienia- bo gdyby tak bylo- dawno by tu mnie nie bylo....ja tu jestem dla Mozarta....Ciągle trzymam za Niego kciuki, aby stało sie w Jego zyciu to, co może stać sie najlepszego...trzymam kciuki za Jego opiekunów i wierzę, że będąc z Mozartem 24 na dobe- doskonale będa wiedzieli, co jest dla Niego najlepsze...czekamy więc na wieści....

Posted

Dzwonilismy do lekarki, zgadza sie, ze jezeli chodzi o stan zdrowia Mozarta, to nic sie nie da zrobic, takiego stanu sie nie leczy.
Kiedy potwierdzila, co tak naprawde bedzie najlepszym wyjsciem dla psa, zrobilo sie jeszcze ciezej...
Moglibysmy oczywiscie podtrzymywac jego wegetacje, powoli zamieniajac jego i swoje zycie w fizyczne i emocjonalne pieklo...
Moglibysmy wykorzystac talent goni do gromadzenia funduszy i umiescic Mozarta w jakims hoteliku...
Ale ja nie wyobrazam sobie dalszej tulaczki tego umeczonego zwierzaka a tym bardziej jego dogorywania w schronisku.
Jutro maz spotka sie z p.Agnieszka, zeby dowiedziec co dalej, uslyszec decyzje.

Co do burzliwych dyskusji, to chyba wszyscy nawzajem powinnismy sie zrozumiec. Ta sytuacja jest bardzo ciezka, dotyczy waznych decyzji, budzi bardzo skrajne emocje.
A Mozart ma to gdzies jak sie tu wszyscy klocimy :) Spi juz od paru godzin i moze za jakis czas "wyjdzie na spacerek" na rekach swojego pana.

Posted

Hotelik dla Mozarta w takim stanie zdrowia absolutnie odpada....w tytule bylo podane ze zbieramy na hotelik z dramatycznymi wykrzyknikami, dlatego zaczęlam szukac pieniażkow..potem było mowione, ze stan nie jest taki zly, dlatego zaproponowalam te pieniazki na dalsze leczenie czy diagnoze....teraz, kiedy sytuacja jest jasna-kiedy wiadomo od dawna, ze hotelik- odpada..a leczenie również, wiem tez ze pieniazki nie sa Mozartwoei potzrebne...ale wiem tez, ze się nie zmarnują... na pewno przydadza sie innej biedzie..takich tu jest tysiace...o to nie ma zmartwienia....teraz pozostaje czekac nam wszystkim na decyzje Waszą i p.Agnieszki....ale to dobrze, ze Mozart ma wszystko "gdzieś" i spokojnie spi...to bardzo dobrze.....sen jest dobryy na wszystko i byc moze sa to jego ostatnie godziny- ale przezyte w spokoju i cieple...jestem pewna, ze Mozart czuje sie kochany..a przeciez o to nam wszystkim chodzi....prosze o mizianka dla Mozarta....ode mnie i od tych wszystkich, ktorym jego los jest bliski.....

Posted

To ja: człowiek, którego Mozart uważa za swojego nowego pana. Mocuś ma się dziś gorzej - od wczoraj zawodzi godzinami jakimś takim łkającym szczekaniem, albo popiskuje. Właściwie prawie cały czas. Wyraźnie coś go boli. Trochę się tylko uspokaja, kiedy siedzę obok niego. Wygląda też na to, że jest mu trudniej chodzić. Dzisiaj nie próbował wybierać się na tył ogródka, tylko robił parę kroków na trawnik, jak najbliżej, żeby się wysiusiać. Kiedy wyniosłem go przed chwilą na rękach na “spacerek”, prawie nie mógł zrobić kroku. W końcu kiedy ruszył chwiejnie przed siebie, jakoś mu się troszkę jedno biodro jeszcze bardziej uginało niż drugie. Zaraz też wrócił pod schodki i czekał, aż wniosę go do środka.

Pojechałem dzisiaj do p. Agnieszki do Azylu... porozmawialiśmy... trudno było nam znaleźć dla siebie samych argumenty, żeby nie zrobić tego, co teraz zrobić trzeba... Widziałem jak desperacko szukała w myślach jakichś sposobów, żeby to się jeszcze nie stało... może coś na pęcherz, może na poprawienie kupek, których on już prawie nie jest w stanie zrobić... Powiedziała w końcu: “ten pies nie miał szczęścia w życiu i kiedy teraz na sam koniec jest szczęśliwy, chciałabym po prostu, żeby mógł być szczęśliwy trochę dłużej”... Umówiliśmy się, że lekarz przyjedzie do niego pewnie w piątek... nie będziemy już staruszka ciągać po klinikach, samochodach i obcych miejscach. Zaśnie sobie spokojnie w swoim nowym domu, otoczony ciepłem i czułością... Siedzę teraz z laptopem obok niego w jego śmierdzącym ganku, a on wreszcie trochę się uspokoił i chyba po tych wielu godzinach zawodzenia może zaśnie. Dostał teraz bardzo silny środek przeciwbólowy, jutro dostanie drugi - chwilami zastanawiam się, czy w ogóle doczeka tego lekarza... pewnie lepiej, żeby doczekał, bo jeśli odejdzie sam, może mnie wtedy przy nim nie być. Więc póki się da, zostanę tu przy nim, żeby zostało w nim jak najwięcej spokoju, jaki daje obecność swojego człowieka.

Usnął w końcu. Co jakiś czas podnosi głowę w moją stronę, sprawdzając, czy jestem i zasypia z powrotem.

Jest z nami tylko półtora tygodnia. Ale jakoś wcale nie jest przez to łatwiej.

Posted

:(:(:(..............nie wiem co napisać.....mogę wydusić z siebie jedynie..DZIEKUJĘ...za kazda godzine Mocusia..i za serce....i za mądrość...i za wszystko dziekuję....i raz jeszcze proszę o poglaskanie ode mnie, od Kamy i pewnie innych cioteczek ktore go pokochaly tez- MOzarta za uszkiem..czy gdzie tylko lubi...posyłam ciepłe mysli w Jego strone i w Waszą stronę...moge sobie tylko wyobrazic jaki to ciężar na sercu....3 miesiące temu przez to przeszłam....:(:(
Mocusiu..wszyscy jestesmy z Tobą piesku Kochany....Dzielny, WAleczny Dziadziusiu.............

Posted

Jak tam dzis Mocuś?????Czy to juz jutro bedziemy sie z nim żegnać??O ktorej ma byc weterynarz??Mnie nie ma chyba jutro caly dzien...chcialabym wiedziec, zeby chociaz myslami i sercem byc z Nim w tych godzinach...:(:(:(

Posted

Od wczoraj jest na silnym leku przeciwbólowym, więc ma się lepiej. Śpi dużo i nie skowycze. Widać, że go mniej boli, bo jest trochę żywszy. Mniej go też chyba boli chodzenie, więc jest troszkę odważniejszy. Ale chodzi naprawdę bardzo bardzo słabiutko, łapy ma bardzo słabe. Położyłem na schodkach od ganku, na tych 3 schodkach, płytę drewnianą, taką jakby pochylnię, żeby sam mógł zejść, ale zjechał po niej na buzi, więc dałem spokój. Wieczorem posłanialiśmy się trochę razem po podwórku... Jutro cały ranek spędzimy sobie razem w ogródku i będziemy sie rozglądać, i wszystko obwąchiwać.

A o dwunastej odłóżcie na chwilę, to co robicie... i pomyślcie chwilę o Mocusiu.

Posted

[quote name='ladyiga']Od wczoraj jest na silnym leku przeciwbólowym, więc ma się lepiej. Śpi dużo i nie skowycze. Widać, że go mniej boli, bo jest trochę żywszy. Mniej go też chyba boli chodzenie, więc jest troszkę odważniejszy. Ale chodzi naprawdę bardzo bardzo słabiutko, łapy ma bardzo słabe. Położyłem na schodkach od ganku, na tych 3 schodkach, płytę drewnianą, taką jakby pochylnię, żeby sam mógł zejść, ale zjechał po niej na buzi, więc dałem spokój. Wieczorem posłanialiśmy się trochę razem po podwórku... Jutro cały ranek spędzimy sobie razem w ogródku i będziemy sie rozglądać, i wszystko obwąchiwać.

A o dwunastej odłóżcie na chwilę, to co robicie... i pomyślcie chwilę o Mocusiu.Reka mi sie zatrzęsla...serce zadrzało....a więc to ostatnie godziny zycia Naszego Mocusia....Zostało ich zaledwie 11....Nie umiem nie płakać w tej chwili...choć rozum mówi, że tak ma być..że to najlepsze...wszyscy(chyba) mieliśmy nadzieję, że to jeszcze nie czas...i nie jest łatwo pogodzic sie z tą myśla...a coż dopiero Wy..ktorzy macie Mocusia obok....zapewne o 12 moje serce zwolni..i ja też...i powędrujemy do Mocusia...i wyślę MU najcieplejsze myśli i goracy uścisk na drogę....szepnij MU do uszka proszę, by był dzielny i pomerdał ogonkiem mojej Ciapulce jak Ją zobaczy....i, że będziemy o Nim pamiętać.....:(:(:-(
" class="ipsImage" alt="">

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...