beataczl Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 ojej, tu takie niedobre wiesci :-( bardzo szkoda psa... Quote
Awit Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 To suńka jest u Leonardy w DT... Chora... Zapewne pan właściciel dowiedział się, że suka chora, leczenie kosztuje, to i sie pozbył niepotrzebnego psa:-( Quote
_Aleksandra_ Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Aż płakać się chce jak się czyta i patrzy na te zdjęcia.. Roześlę link tyle mogę chociaż dla niej zrobić w tej chwili :( Quote
dalmibea Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Secia napisał(a):ja też jestem i ogromnie się cieszę, że suniek znalazł miłe ciotki obok siebie w samą porę. Pozwolę sobie powiedzieć parę słów o dalamtyńczykach. Do niedawna byłam ich właścicielem przez okres 16 lat. Ostatnia z ferajny, Secia odeszła 3 miesiące temu. Dalmatyńczyki bardzo przywiązują się do właściciela, mają słabą psychikę i to że suniek nie je jest typowym objawem wielkiego smutku u tej rasy. Trzeba uważać z karmieniem po głodówce. Malutko i powoli, dozować jedzenie małymi porcjami. Acha cioteczki nie przejmujcie się, ta suczka to zwykły kundelek :-) ona nie jest rasowa. Ma fatalne, czyli nierasowe umaszczenie, więc spełnia wszystkie kryteria, jeżeli jakieś są, dla psów w potrzebie na dogo :-) :-) czekam na wieści co dalszych losów i dajcie znać co i jak to choć grosik dorzucę Bardzo bylibysmy wdzieczni za kazda pomoc finansowa , z tego jak opisala Leonarda Dafne , beda koszty leczenia nie male . Dafne jest pod nasza opieka sos-dalmatynczyki , jest zalozony na naszym forum jej watek. www. dalmatynczyki.mojeforum. de Quote
sosiczka Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Lara_ najlepiej jakbyś wstawiała wydatki w 1 post i dochody też. Nie zostawiajmy Izy samej z kolejnym psem:shake: Quote
bela51 Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Zaglądam z niepokojem, ale tez i z nadzieją ... Quote
Iljova Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Awit napisał(a):To suńka jest u Leonardy w DT... Chora... Zapewne pan właściciel dowiedział się, że suka chora, leczenie kosztuje, to i sie pozbył niepotrzebnego psa:-( też o tym pomyślałam. To że się pozbył to jedno ale w jaki sposób to zrobił, okrutny i bestialski. Jak długo miała tam tkwić? Aż umrze z głodu. Całe szczęście że nie doszło do tego, że została zabrana i obojętne co dalej się wydarzy wszystkie musimy w miarę swoich możliwości jej i jej opiekuńce pomagać, aby każdy dzień przyniósł jej radość Quote
Secia Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 miłe cioteczki ratowanie chorego na nerki dalmatyńczyka czyli vet, kroplówki, badania krwi, karma specjalistyczna + lekarstwa polskie oraz sprowadzone z Niemiec przez 6 ostatnich miesięcy życia mojej Seci wyniósły 5.000,00. Piszę, aby uświadomić niektórym, że to kosztowne bardzo przedsięwzięcie. Oczywiście jestem za tym, aby ratować i pomagać to nie ulega ŻADNYCH wątpliwosci. Ja niczego nie żałuję a tym bardziej tego, że nie mam wakcji w tym roku ale byłyśmy do końca razem z moją przyjaciółką. Nie ma jej od 3 miesięcy :-( Nie mogę patrzeć na cierpiące dalmatyńczyki a w szczegółności sunie. Serce się rozdziera. Quote
danka4u1 Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Sunieczko, najpierw przyszłam do Ciebie...walcz. Quote
sosiczka Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Lara napisz w tytule,że potrzebna pomoc finansowa... Quote
maciaszek Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 I ja trzymam kciuki. I czekam na wieści. Mam nadzieję, że lepsze... :( leonarda napisał(a):maciaszek - ona się rozgląda raczej za mężczyznami i w przychodni też podchodziła do facetów, jakby kogoś szukała. Czy jesteś w stanie znaleźć jakieś namiary na tego gościa? Myślę, że dałoby się sprawdzić, czy to jego pies. Chętnie się zajmę tym sk...., który ją przywiązał do ławki i zostawił.Mam numer telefonu, z którego dzwonił. Jak ze mną rozmawiał to powiedział, że sunię zostawił mu kuzyn. Miał odebrać, ale powiedział, że już jej nie chce. Więc została, ale facet pracował na zmiany 12 i 24-godzinne i szukał jakiegoś rozwiązania, żeby suka nie zostawała tyle sama. Do schroniska w Katowicach oddać jej nie mógł, bo nie miał zameldowania w naszym mieście. Zaproponowałam, że poszukam osób, które mogłyby ją wyprowadzać podczas jego nieobecności,do czasu znalezienia jej lokum. Zgodził się chętnie. A potem jak dziewczyny zaczęły dzwonić to najpierw nikt nie odbierał (ode mnie też nie), aż w końcu odebrał jakiś facet i ochrzanił saphirę, że ma non stop jakieś telefony, że ma dosyć, że to nie jego pies, że to znajomy skorzystał z jego telefonu i żeby w ogóle się odczepić. Próbowałam się do niego dodzwonić, żeby wyjaśnić sytuację, oczywiście nie odebrał. Na sms też nie odpowiedział. I tak się skończyła wtedy ta sprawa. Czy to jest ta sama suka? Nie wiem. Mogę tylko podejrzewać, że tak. A może to tylko zbieg okoliczności? Tego nie wiemy i pewnie się nie dowiemy. Leonardo, jeśli chcesz mogę Ci podać ten numer, z którego facet do mnie dzwonił. Pamiętam, że mieszka na Żwirki i Wigury, ale niestety nie pamiętam jaki dokładnie numer (mieszkania chyba 3, ale też już nie dam głowy). On mnie wtedy na urlopie złapał. Nawet nie miałam gdzie zapisać co i jak. Trzeba zmienić tytuł wątku. W poniedziałek przeleję kasę, na 100%. Quote
leonarda Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Sorry, że dopiero teraz wchodzę. Nie będę pisać dużo, bo naprawdę nie mam kiedy. U weta byłyśmy bardzo długo, jeszcze jadę wieczorem na konsultację. Była propozycja kliniki w W-wie, ale ona się nie nadaje teraz do wiezienia (miałam z nią jechać ja). Konsultacja u Czogałówny, jotka załatwiła. Jedna nerka tragiczna. Może być nawet nowotwór. Nie zrobimy teraz nic więcej, bo najpierw ma się odtruć. Bardzo słaba. Naprawdę bardzo. Secia pisze o kosztach - wcale się nie dziwię, że aż takie. I trzeba mieć tego świadomość. Ale póki nie cierpi jakoś dramatycznie, na pewno jej nie uśpię. Jest cały czas nadzieja, bo druga nerka w miarę dobra. Oby ruszyła. To nie jedyny problem, układ pokarmowy i pęcherz też. Raczej zdrowa wątroba i reszta. Ale wymiotuje i odrobina krwi w kale - biegunka. Nie je, nie pije. Napiszę dopiero późno, jak wrócę z kroplówek i konsultacji. Quote
maciaszek Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Trzymamy kciuki dalej. Dzięki za wieści. Przynajmniej wiemy jak się sprawa ma :(. Quote
__Lara Posted August 27, 2010 Author Posted August 27, 2010 Cioteczki, przepraszam, dopiero teraz weszłam, neta nie miałam :angryy::angryy::angryy: Nie wiem co napisać, po prostu nie wiem :placz::placz::placz: leonardo kochana, wyciągnęłaś ją w ostatniej chwili!!! wierzę, że będzie żyła, tak mocno wierzę. Serce się ściska jak ją widziałam na zdjęciu :-(:-(:-(:placz::placz::placz: Zaraz zmienię tytuł wątku, dokonam zmian w pierwszych postach. Dafne kochana, trzymaj się! maciaszku, to bardzo możliwe, że to ten facet :angryy::angryy::angryy::angryy: co za :zly7: Quote
Secia Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 w tej chorobie pies nie cierpi fizycznie do pewnego etapu. Oczywiście jest duży dyskomfort dla psychiki psa: wymioty, brak apetytu, duża apatia ale przychodzi czas rzutów na mózg i wtedy należy podjąć decyzję. Nie należy dopuszczać do końcówki choroby. To są moje obserwacje z 3 moich przypadków, rady vetów oraz opisy choroby. Pies nie odnajduje się w przestrzeni i cierpi. Ja wiedząc to wszystko i widząc, podejmowałam decyzję 3 dni, tuląc moją kochaną sunię do końca. Quote
__Lara Posted August 27, 2010 Author Posted August 27, 2010 Secia napisał(a):w tej chorobie pies nie cierpi fizycznie do pewnego etapu. Oczywiście jest duży dyskomfort dla psychiki psa: wymioty, brak apetytu, duża apatia ale przychodzi czas rzutów na mózg i wtedy należy podjąć decyzję. Nie należy dopuszczać do końcówki choroby. To są moje obserwacje z 3 moich przypadków, rady vetów oraz opisy choroby. Pies nie odnajduje się w przestrzeni i cierpi. Ja wiedząc to wszystko i widząc, podejmowałam decyzję 3 dni, tuląc moją kochaną sunię do końca. :placz::placz::placz::placz: miejmy nadzieję, że to jednak nie to....:-( Quote
sosiczka Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Secia napisał(a):w tej chorobie pies nie cierpi fizycznie do pewnego etapu. Oczywiście jest duży dyskomfort dla psychiki psa: wymioty, brak apetytu, duża apatia ale przychodzi czas rzutów na mózg i wtedy należy podjąć decyzję. Nie należy dopuszczać do końcówki choroby. To są moje obserwacje z 3 moich przypadków, rady vetów oraz opisy choroby. Pies nie odnajduje się w przestrzeni i cierpi. Ja wiedząc to wszystko i widząc, podejmowałam decyzję 3 dni, tuląc moją kochaną sunię do końca. Ona do tego cierpi na brak właściciela.... Quote
sosiczka Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Miałam kolejny telefon od Pani która chce ją adoptować, ale Dafne na dziś dzień nie nadaje się do adopcji....:( Quote
Iljova Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Awit napisał(a):To suńka jest u Leonardy w DT... Chora... Zapewne pan właściciel dowiedział się, że suka chora, leczenie kosztuje, to i sie pozbył niepotrzebnego psa:-( też o tym pomyślałam. To że się pozbył to jedno ale w jaki sposób to zrobił, okrutny i bestialski. Jak długo miała tam tkwić? Aż umrze z głodu. Całe szczęście że nie doszło do tego, że została zabrana i obojętne co dalej się wydarzy wszystkie musimy w miarę swoich możliwości jej i jej opiekuńce pomagać, aby każdy dzień przyniósł jej radość. Quote
leonarda Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Ja jeszcze na chwilę weszłam. To, co pisze secia, jest bardzo smutne. I na pewno nie dopuszczę, żeby Dafne cierpiała za bardzo. Ale póki nie ma ostatecznej diagnozy, oczywiście nie ma o czym mówić. Nie ma co sztucznie przedłużać życia, jeśli nie ma szansy na wyleczenie. Na razie jednak, na szczęście, takie słowa jeszcze nie padły. Jeśli będzie trzeba, dalmatyńczyki pewnie pomogą, nawet gdyby trzeba było usunąć tę nerkę (dość prawdopodobne). Na razie.. póki życia, póty nadziei. Zulus też miał umrzeć, a ostatnio omal nie udusił kota i w ogóle szaleje. Chciałabym, żeby historia się powtórzyła. Quote
leonarda Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 I wiem, jak to jest - że się dużym nakładem ratuje jednego chorego psa, gdy można by za to pomóc tylu innym. Ale nikt, kto by ją już wziął, zobaczył, poznał - nie byłby w stanie myśleć w ten sposób. Ja nie jestem. Quote
maciaszek Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 Jamnik moich rodziców odchodził na niewydolność nerek. Kiedy przestał jeść, kiedy przestał wstawać, kiedy przestał praktycznie reagować na otoczenie, a z pyszczka czuć było wyraźnie mocznik :( to podjęta została ta okropna decyzja :( Wspomniana tu już pani doktor Czogałówna (która go leczyła) powiedziała, że lepiej na pewno nie będzie (co najwyżej na moment), a pies się zaczyna męczyć. Zapach mocznika z pyska świadczy o tym, że cały organizm jest zaatakowany, że śluzówka żołądka jest nadżerana, że pies musi czuć ból :( :(. Pomogliśmy mu odejść :( Do dziś to pamiętam, w najdrobniejszych szczegółach :(. Mam nadzieję, że z Dafne jest znacznie lepiej... Quote
leonarda Posted August 27, 2010 Posted August 27, 2010 A - wyniki konsultowałam telefonicznie z panią Szymańską - tą, która z mężem uratowała Zulusa. Potwierdziła sposób leczenia na teraz. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.