basia0607 Posted November 15, 2009 Posted November 15, 2009 W moim przypadku, gdy mam wolne miejsce przyjmuje psy z innego terenu za oplatą 1000 zl. W ten sposób jeden bezdomny pies, wyżywi wiecej. Tak też utrzymujemy sie gdy brakuje nam na jedzenie. Mam obecnie 60 psów a pomoc miasta to 30 zl , m-cznie na jednego psa. Czy na Waszym terenie jest TOZ ? U nas nic nie robią ale moze gdzieś w Polsce są tacy co pomagają i nie tylko duchowo ? chociaż wątpie. Każda organizacja jest zapsiona po uszy, brakuje kasy na utrzymanie, schroniska -mordownie to obraz dnia codziennego. Nerwy puszczają bo nasza praca to syzyfowa praca. Ja sie wczoraj dowiedziałam o nastepnej mordowni na moim terenie. Psy jedza co kilka dni., zagryzają sie masowo. Jutro tam jadę , boje sie co zastanę a zabrać żadnego nie mogę. Quote
mmlasowice Posted November 15, 2009 Posted November 15, 2009 Proponuję wykonać telefon do PREZESA TOZ Zarządu Głównego w W-wie. Podaję namiary - bardzo konkretny Pan: tel.kom. 0515 428 428 E-mail : [email protected] Quote
ala123 Posted November 15, 2009 Posted November 15, 2009 mmlasowice napisał(a): Lepiej spokojnie ją ująć - ulokować u p. Beaty - potem do mnie. Czyli rozumiem,że potencjalnie suka mogłaby mieć dt u Ciebie tylko chodzi o koszty jej pobytu, a dobrze byłoby tymi kosztami obciążyć gminę? Czy o to chodzi czy o coś innego np. o problem z jej złapaniem? Quote
mmlasowice Posted November 15, 2009 Posted November 15, 2009 Sunia może mieć DT u mnie - co do rozwiązania problemu opłaty pozostawiam to Wam / trudno mi sterowac tym rozwiązaniem na odległość/ Gmina może wpłacić pieniądze na konto Fundacji - tylko kto przeprowadzi z Nimi osobistą rozmowę? Czy macie problem z odłowieniem suni - to Wiecie tylko Wy sami? MNie trudno oceniać wpisy na wątku. Mogę omylnie interpretować to co jest napisane. Quote
Eruane Posted November 16, 2009 Posted November 16, 2009 Jeśli chodzi o Miedary nie chciałabym mieć z nimi do czynienia... Mam przykre wspomnienia. Wolałabym tysiąc razy bardziej, żeby sunię złapała pani Beata... Podzwoniłam po ludziach - znaczy tych pracownikach z budowy i dowiedziałam się, że: - czasami sunię dokarmiał człowiek, który ma dom po prawej stronie jakiegoś placu (po prawej stronei ulicy) na przeciw domu nr 4 i tam też sunia może sie kręcić, - czasami udawało jej się też coś dostać w ostatnim domu po lewej przed stawem, - czasami wybierała się szukając tych robotników dalej do kolejnej wsi (ta sama ulica) do budynku po szkole, gdzie wynajmowali lokal pracownicy, - często śpi na samym początku wsi Wólka Pytowska w opuszczonym budynku, chyba po lewej stronie ulicy. I to są miejsca, gdzie najczęściej bywa. Niestety nikt nie ma tel. do ludzi, którzy czase dokarmiali sunię, ale ewentualnie na miejscu może udałoby się z nimi nawiązać jakiś kontakt i poprosić o tel. jeśli sunia się pojawi. Pracownicy gwizdali i zwykle się pojawiała. Sama ich szukała. Na jedzenie wchodziła do samochodu, nawet jak kogoś niezbyt dobrze znała. Sama przychodziła do tej byłej szkoły, w której mieszkali robotnicy i usilnie wpychała się do środka. Tyle udało mi się dowiedzieć. Odległość od tego miejsca w zasadzie uniemożliwia mi zdobycie większej ilości informacji. :shake: Mmlasowice, na pewno, jeśli udałoby się sunię złapać, ludzie się skrzykną i jakąś sumkę się uzbiera, coś się wymyśli i do suni będzie się dokładać na bieżąco. Bardzo watpię, żeby gmina chciałą płacić fundacji zamiast Miedarom ,szczególnie, że i Miedarom się o raczej nie spodoba. Kiedyś taka sytuacja już miała miejsce, ale z inną gminą i Miedarami. Quote
Eruane Posted November 16, 2009 Posted November 16, 2009 basia0607 napisał(a):Czy na Waszym terenie jest TOZ ? U nas nic nie robią ale moze gdzieś w Polsce są tacy co pomagają i nie tylko duchowo ? chociaż wątpie. Każda organizacja jest zapsiona po uszy, brakuje kasy na utrzymanie, schroniska -mordownie to obraz dnia codziennego. Nerwy puszczają bo nasza praca to syzyfowa praca. Ja sie wczoraj dowiedziałam o nastepnej mordowni na moim terenie. Psy jedza co kilka dni., zagryzają sie masowo. Jutro tam jadę , boje sie co zastanę a zabrać żadnego nie mogę. Polska rzeczywistość... U nas jest TOZ (ale tak naprawdę to działania kilku osób, które ledwo dają radę, a nie całego TOZ). A w tamtym rejonie, gdzie jest sunia... nie wiem. Jak się dowiadywałam to taki rejon niczyj i w tym problem. Bo psy są ratowane w zasadzie tylko tam, gdzie są wolontariusze, fundacje itd. Gminy mają obowiązek zająć się bezdomnymi psami ,ale jak to robią, to już nie raz widziałam... Najgorzej, jak jest taka sytuacja, że psów nie ma gdzie zabrać... :-( Quote
ala123 Posted November 16, 2009 Posted November 16, 2009 Czyli reasumując: suka nadal tam przebywa, nikomu z dogomaniaków nie udało się tam dotrzeć i nie uda z powodu odległości ,czy tak? Nie wiemy też bardzo co w takiej sytuacji robić, ale wiemy ,że trzeba jakoś pomóc suce. Może zastanówmy się czy nie poprosić jakiejś organizacji (fundacji np.) ,która przy naszej finansowej pomocy mogłaby zająć się psem. Na przykład Fundacja For Animals, tak jak na wątku poniżej: http://www.dogomania.pl/forum/f28/szczesliwa-adopcja-karo-w-swoim-nowym-domu-145593/ Quote
Eruane Posted November 16, 2009 Posted November 16, 2009 Małe sprostowanie - udało się tam dotrzeć Pani Beacie, ale niestety suni nie znalazła. Rzeczą ciężką do zrobienia jest znalezienie jej w godzinach popołudniowych lub wieczornych, łatwiej dopołudnia. Jeśli Pani Beacie udałoby się złapać sunię (choć też musi dojechać 20 km do suni), zawiozłaby ją do Mmlasowice, której trzeba wtedy pomóc finansowo. Pomoc każdej fundacji mile widziana, ale wszystko rozbija się też o kwestię finansową. Quote
Eruane Posted November 16, 2009 Posted November 16, 2009 Napisałam też do fundacji, gdyby nie udało się inaczej suni pomóc. Quote
Eruane Posted November 17, 2009 Posted November 17, 2009 Znów coś pozmieniane na dogo, nie mogę nawet odczytać wiadomości na priva... Quote
ala123 Posted November 18, 2009 Posted November 18, 2009 dogo pozmieniane niestety, nie dość,że miałam i tak problemy z obsługa, to teraz już wymiękłam prawie. Ale do rzeczy: gdyby mnie nie było na wątku i potrzebne były pieniądze to proszę o info na pw, na pewno pomoge Quote
ala123 Posted November 19, 2009 Posted November 19, 2009 Cicho tu strasznie a ciekawa jestem co u suni? czy znalazł się jakiś sposób aby jej pomóc? Quote
Eruane Posted November 20, 2009 Posted November 20, 2009 Dopiero teraz dałam radę okiełznać dogo... Na priva mam namiary na osobę, która ma kontakt z wrocławską Fundacją For Animals. Muszę do niej zaraz napisać. Przez ostatnie dni jak na złość miałam niezłą jazdę z moimi psami i zastanawiam się, czy nie rozbić namiotu przed gabinetem weta... Quote
Eruane Posted November 20, 2009 Posted November 20, 2009 Ech, no i znowu nie działają banery... ile razy to mozna zmieniać... Quote
Eruane Posted November 22, 2009 Posted November 22, 2009 Czekam teraz na odpowiedź z fundacji... Jestem podłamana sytuacją. Do suni tak daleko jest... Quote
Eruane Posted November 22, 2009 Posted November 22, 2009 Basiu, może zamieść w tytule wątu info, że szukamy dla suni pomocy ludzi z okolic Kodrąbia/Radomska, bo nie wiem, co dalej będzie... Quote
Eruane Posted November 23, 2009 Posted November 23, 2009 Nie do końca jeszcze panuję nad t nową formą dogomanii... Z fundacji dostałam odpowiedź, że nawiążą kontakt z wolontariuszami z Łodzi.Też daleko, ale pewnie bliżej żadnych nie ma. To już coś, trzymajcie kciuki. Oby udało się suni pomóc. Może Pani Beata będzie miała chwilę czasu, aby znów pojechać do suni, sprawdzić, czy tam jest? Wiem ,że to duży kłopot. Ponośmy wątek, może ktoś z okolic sunię zauważy. Niedługo zrobi się zimno... Quote
mmlasowice Posted November 23, 2009 Posted November 23, 2009 Dopiero dzisiaj wbiłam się na nowe DOGO - żal mi starej prostej wersji!!! W piątek była u mnie pani Beata - żaliła się na brak współpracy............ Zostawiła swój numer tel. tamtejszym ludziom.....i nic.Proszę umówić się z Nią na wspólne odłowienie tym bardziej ,że z opisu Waszego wynika bardzo dobra znajomośc problemu i okolic poniewierki suki.Na takie działanie trzeba poświęcić dzień. Jeżeli suka wchodziła za jedzeniem do samochodu - to dlaczego nikt jej nie przygarnął nawet na okres przejściowy? Często spotykam sie z takim namnażaniem problemów. Widuję na wątkach zdjęcia psów wyjadających resztki z przystankowych kubłów na śmieci i wpis ...."pozwoliła się pogłaskać.Jeżeli ktoś będzie tamtędy przejeżdżał nich ją dokarmi. Czy ktoś widział sunię?" To nie jest pomoc! Suka z Kodrąbia wkrótce zdziczeje i ponownie zostanie pokryta. Przecież tam jest dom - który ją dokarmia!!!!!Proszę zajechać do Tych ludzi z p.Beatą . Próbujcie gwizdania, spacerów z samcami - napewno się ujawni. Wieczorem zmarznięta nie wyjdzie.Do p. Beaty raz zadzwoniono z numeru:694175796. Zawiadomiłam faksem Gminę i p. sekretarz Wiolettę Marcinkowską. Nie otrzymałam odpowiedzi. Zawiadomiłam Prezesa Radomszczańskiego TOZ-u p. A.Chodorek /tel. 695 752 709 ; [email protected]/ Otrzymałam odpowiedź mailem o braku efektów poszukiwania i chęci współpracy z terenowymi wolontariuszami w celu efektywniejszej lokalizacji suni. Co do Miedar- od stycznia jest nowa właścicielka. Własnymi siłami remontują to co z dobytkiem inwentarza przejęli - nie zazdroszczę.... Dla suki , której nikt nie chce pomóc lepsze są Miedary niż takie piekło . Quote
Eruane Posted November 24, 2009 Posted November 24, 2009 Widzę, że tej pomocy dla suni nic nie będzie... Gdzie niby ci robotnicy mieli wziąć na tymczas sunię? Jeśli mieliby miejsce, nie mieli po kilku psów i nie mieszkali z teściami, może coś by wymyślili. Bo już nie jednego psa brali. Na każdej budowie jest jakiś pies, który szuka pożywienia. Kilka razy z budowy wracali z jakimś. Raz ze szczeniakami, które miały iść pod siekierę u jakiegoś miejscowego chłopa i też była panika, co z nimi zrobić. Ale w pewnym momencie miejsca się kończą. Kilku z nich ma po kilka psów. U mnie są 4 psy i miejsca więcej nie mam. Nie jestem członkiem żadnej fundacji, z racji tego, że pracuję z psami ,zajęłam się tymi najtrudniejszymi, bo nie było innego wyjścia, żeby przeżyły. Ale robotnicy byli przekonani ,że skoro mam 4 psy, to nie będzie problemem dla mnie wzięcie kolejnego. Nie prowadzę przytuliska, nie mam też DT z powodu braku miejsc i tego, że mam u siebie psy, które były nieadopcyjne, i prowadzenie do stada jakiegokolwiek nowego stanowi problem nie do przeskoczenia. Dlatego właśnie od początku szukałam ludzi, którzy mogą suczce pomóc, bo mieszkają bliżej i mają więcej możliwości, są wolontariuszami, mają fundację, cokolwiek i mają środek transportu itd. Nie dysponuję samochodem, mam na głowie 4 psy ,w tym 2 bardzo chore, nie mam się jak ruszyć gdziekolwiek, a szczególnie bez środka transportu, finansów i czasu na takie odludzie, tak daleko ode mnie. To chyba jest logiczne i nie można mieć o to do nikogo pretensji. Dzwoniłam do pani Beaty. Pani Beta oddzwoniła do mnie po próbie znalezienia suni. Powiedziała, że może porozmawiać z pacjentami, że może ktoś pochodzi z tego miejsca i może dać znać, jak zobaczy sunię itd. Że tyle może. Pani Beata ma 20 km do suni i jest to dla niej problem, aby tam dojechać. Ale co ja mam powiedzieć (na mapie łatwo sprawdzić, jaka jest odległość do Kielc), jeszcze bez samochodu itd. Nie umawiałam się z panią Beatą na telefon, ani na kolejną wyprawę po sunię. Tu jest bez liku psów na ulicy, których nie ma gdzie umieszczać i miejscowi wolontariusze są bezsilni. A ta sunia jest od Kielc tak daleko, że nie wiem, jak można jej stąd pomóc. W takich sytuacjach zawsze okazuje się, że cała odpowiedzialność za psa spada na tego, kto raczył go zauważyć lub kto o nim pierwszy usłyszał. Niezależnie od tego, jakie ma możliwości, czy w ogóle widział psa, czy był na miejscu, czy ma możliwości pomocy itd, itd. Wychodzi na to, że czasem lepiej się nie odzywać, tak? Mogę do pani Beaty zadzwonić, tylko pytanie - po co? Oczywiście chciałabym ją prosić, żeby znów pojechała na miejsce zobaczyć, czy sunia tam jest, żeby podjęła próbę złapania jej. Tylko nie mogę bazować ciągle na jej dobrej woli. Poza tym, mmlasowice, też masz z tą panią kontakt i wymieniacie informacje. Sądziłam, że to wystarczy, bo w czym mogę więcej pomóc na odległość? Może potem w zbieraniu pieniędzy. Od razu napisałam, jak i powiedziałam Pani Beacie ,że jestem na tyle daleko od Kodrąbia, że nie jestem w stanie pomóc i że szukam kogoś, kto jest w stanie sunię zabrać z tego miejsca. Sytuacja była klarownie przedstawiona od początku. Mmlasowice, o jakich wolontariuszach terenowych z radomszczańskiego piszesz? Ktoś z TOZ szukał suni? Na wątku napisałam, czego się dowiedziałam, gdzie sunię można zlokalizować. Jeśli ktoś jej faktycznie szukał, oprócz Pani Beaty, to nie wierzę, żeby w ogóle suni nie zauważono. Ludzie, którzy jechali za Kodrąb, a którym dałam jedzenie dla suni - nie jacyś psiarze wiedzący, jak szukać psa, podjechali na chwilę do Wólki Pytowskiej i od razu sunia się pojawiła. Gdyby były jakieś poszukiwania, to efekty też by były, bo to ponoć nie jest aż tak duży teren. Można raz się minąć z psem, ale znając miejsca, gdzie pies bywa, to już ciężej psa ominąć. Jeśli nie dostałaś odpowiedzi w sprawie suni z gminy, to tylko modlić się, żeby nie wysłano jakiegoś myśliwego ,żeby ją odstrzelił, jak to często w gminach nie mających umowy ze schroniskami bywa... Bardzo żałuję, że mam do tego psa tak daleko, bo widzę, że jedynym wyjściem, jest pojechanie po psa osobiście...tylko jak... Przecież dlatego szukałam pomocy ,że nie jeste mw stanie tego zrobić. A co do Miedar tak przy okazji - czy pracownicy tam są też inni czy tylko właścicielka? Quote
Eruane Posted November 24, 2009 Posted November 24, 2009 I jeszcze tak dodam, że co do lokalizacji suni - wiem tyle, ile każdy, kto bywa na tym wątku. Spisałam informacje, za którymi dzwoniłam po ludziach, a Kodrąbia na oczy nigdy nie widziałam, ani nie byłam w tamtym rejonie. W poszukiwaniach suni nie jestem w stanie więcej pomóc. Quote
Basia1968 Posted November 24, 2009 Author Posted November 24, 2009 Eurane naprawdę wiem co czujesz. przykro mi jest także, ale niestety nie moge i ja nic zrobić. Quote
Eruane Posted November 24, 2009 Posted November 24, 2009 Dzwoniłam do Pani Beaty. Nie była w stanie pojechać do Kodrąbia raz jeszcze i nie będzie w stanie pojechać do suni w tym tygodniu, ani nic więcej zrobić, przynajmniej narazie. Głupio mi, że zawracam jej głowę, ale co zrobić. Faktycznie nikt z miejscowych się nie odzywa w sprawie suni, ale też mam dziwne wrażenie po opowieściach robotników, że niektórzy miejscowi jakby nie chcieli pomóc, co się potwierdziło w rozmowie z Panią Beatą. Przykładowo pewna pani mówi, że żadnej suki nie widziała, a jej mąż, że przecież ją dokarmia, to jak nie widziała... Czekam wciąż na info z fundacji z Wrocławia, czy znajdą się jacyś wololotariusze z Łodzi chętni do pomocy. Pani Beata mimo dobrej woli niekoniecznie będzie w stanie złapać tą sunię sama. Boję się, jak to będzie... Naprawdę nie jestem w stanie dojechać tak daleko do tej suni. Quote
Eruane Posted November 24, 2009 Posted November 24, 2009 Zapomniałam dodać, że Pani Beata powiedziała mi, że ktoś z TOZ ma jechać do suni, ale to rzecz mało pewna i że jakby coś nowego się wydarzyło, da mi znać. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.