eloise Posted June 18, 2013 Posted June 18, 2013 hahahahaha :) no to nieźle :D mam w zanadrzu niezłą historyjkę, ale kurczę, nie nadaje sie ona chyba do druku :D Jelena, bo mi się przypomniało- już nie mozesz nabijać się z rozmiaru mojego biustu. Wrócił do stanu sprzed ciąż, jak patrzę w dół to muszę się mocno skoncentrować, zeby w ogóle ten biust dojrzeć :D Quote
eloise Posted June 18, 2013 Posted June 18, 2013 Dzisiaj rano-Ania wzięła mój biustonosz. A: Jak się zakłąda te cycki? Dziś w przedszkolu.17.30. E: Ania, nie zabieraj do domu czapki z daszkiem, nie bedzie ci potrzebna, a przynajmniej nie zapomnimy jej jutro z domu. A: Ale ja chcę zabrać. E: Nie zabieraj, zostaw. A: Chce wziąć! E: Dobrze, weź. Pamiętaj- nei zapomnij! A: NIe!! Chcę zostawić! E: Zabierz! A: Nie!!! Musi zostać!!1 I tak jest ze wszystkim.... Najnowsze pożegnanie Ani i Julitki: miłego siusiaczka... Quote
Murka Posted June 18, 2013 Author Posted June 18, 2013 A ja Wam powiem dowcip roku: Mariusz dorobił się ospy... Zdecydowanie dzieci to lepiej znoszą ;) i mniej smarowania ;) Quote
Reno2001 Posted June 18, 2013 Posted June 18, 2013 Oj nie zazdroszczę. Chory facet w domu to tragedia ;) Quote
eloise Posted June 18, 2013 Posted June 18, 2013 ale numer :) życzymy jak najszybszego powrotu do zdrowia! I podpisuję się pod słowami Reno ;) Quote
eloise Posted June 18, 2013 Posted June 18, 2013 Mamy taką jedną bardzo stałą klientkę, która przychodzi codziennie podczas spaceru z wnuczką, opowiadałam jej o krnąbrności Ani,a ona na to- nie moge się doczekać, kiedy Franka taka bedzie. Bo ja miałam to w domu naraz, z dwiema córkami i chcę, zeby zobaczyły jak to jest ;D Quote
Jelena Muklanowiczówna Posted June 18, 2013 Posted June 18, 2013 A gdzież on to złapał? Jak byłam na studiach, to jeden kolega zaraził się ospą - trzy tygodnie wyjęte z życiorysu. Mówił, że tylko pił, spał i się drapał. Jeść już nie był w stanie. Quote
Murka Posted June 18, 2013 Author Posted June 18, 2013 Ospę Hania przyniosła z przedszkola trzy tygodnie temu :) Ona sama przechorowała ją dość łagodnie. Natomiast co do chorego faceta - zgadzam się również :) Quote
eloise Posted June 19, 2013 Posted June 19, 2013 wczoraj, jak byłam w pracy, przyszła do mnie Ciotka-Klotka! I zapytała, czy znam zespól Fasolki!!! Czy znam???? Codziennie przerabiam jakąś piuosenkę :) Fasolki obchodzą 30-lecie i wydają jubileuszową płytę :) Już nie mogę się doczekać!!!! Całuy dzień byłam wczoraj podniecona, uśmeichnięta i nuciłam szczotka psata... :) Dzień wcześniej był Rysiek z Klanu- o czym przypomniałam sobie dopiero jak opowiedałam Pawłowi i Ciotce- Klotce :) ALe jemu powiedziałam, ze była Ewa Chotomska, a on pomylił z Ewą... Chodakowską :D Quote
eloise Posted June 23, 2013 Posted June 23, 2013 retyyy, co tu się działo przez ostatnie 3 dni! Jonek na widok granatu: tata! galant! jemy! otwórz-otiś Quote
eloise Posted June 24, 2013 Posted June 24, 2013 nie miałam okazji napisać, ze wyjazd na wesele, na które ostatecznie pojechaliśmy, do końca stał pod znakiem zapytania, bo Jonatan dostała okrutnego kaszlu, nie spaliśmy kilka nocy, przynajmniej ja i Jonatan ;) Codziennie byliśmy w przychodni, raz Jonuś szedł do żłobka, raz nie, i ten ostatni raz nie poszedł w piątek 14.06. A ja miałam na ten dzień setki rzeczy do zrobienia. O 8 byliśmy w przychodni,a jakże, o 9 byliśmy w galerii handlowej na ekspresowym przelocie po kilku sklepach- drogeria, czapka dla Jonka, bo słońce smaży a on z gołą głową i jeszcze takie bzdurki. O 10 byłam umówiona z moja siostrą na paznokcie, w końcu na wesele trzeba jakoś wyglądać. Po paznokciach pojechałam z Jonkiem na zakupy do marketu,uwielbiam tam jeździć o 13- jest pusto i biegusiem ładuję do koszyka to, co potrzebne, podjeżdżam do pustej kasy i uciekam do domu pustą drogą. A Jonek w nosidle, rety! jaki był dzielny! Po zakupach padł w samochodzie i spał, póki nie dojechałam do domu i nie opróżniłam bagażnika, więc nie była to krótka drzemka :) Po obiedzie zapakowałam go znowu do samochodu roztaczając przed nim cudowna wizję wycieczki do rossmanna, po Anię do przedszkola i po tatusia na stację, na co Jonek zawołał: Nie chce klepu! nie chcę Ani! Nie chcę tatusia! CHCĘ DOMKU!!!! Mamusiu! Domku! :) Biedne dziecko! Jak jechałam po Anię- pękł mi sandałek- kupiłam niedrogie, plastikowe sandałki, piękne kolory miały i spodziewałam się po nich jakości- zasugerowałam się ładną stroną www i tym, że wystawiali się na Moustache Yard Sale, ale rozczarowałąm sie na całęgo. Musiałam wymienić buty, zostawiłam dzieci w samochodzie, poprosiłam tatę, zeby stanął przy płocie i po prostu na nie zerkał, ale słyszałam jedynie jak musiał na nie krzyczeć, a ta szurnięta Anka i tak otworzyła drzwi i wypuściła Jonatana. A Jonatan wpatrzony w nią jak w obrazek, zadowolony jak nie wiadomo co... Pozbierałam towarzystwo z ulicy, zapakowałam pojechaliśmy po Pawła, zapakowaliśmy Pawła i pojechaliśmy do kosmetyczki, wysiadłam, trzasnęłam drzwiami i powiedziałam: won mi z oczu :) Paweł zabrał ich do domu,a ja wróciłam na nogach, krokiem niestety śpiesznym, bo musiałam zrobić jeszcze milion rzeczy przed spaniem, a byłą już niemal 19... Paweł spacyfikował towarzystwo a ja szukałam butó, w których mogłabym isć na wesele, bo plan zakładał, ze ja załóżę włąśnie owe pęknięte i wywalone do kosza z odrazą i jednak smutkiem wielkim sandałki. Nie mogłam znaleźć butów, zadzwoniłam do mamy, pytałam Pawła...w końcu stała się rzecz niesłychana- MÓJ MĄŻ JE ZNALAZŁ!!! Nie zgubił, a znalazł- świat zwariował- mówię Wam! Dzieci spacyfikowane, mąż zagoniony do naszykowania tego, co na wesele chce zabrać, o 22 zaczęłam... prasować nasze ciuchy... a pociąg rano był o 7, więc z domu musieliśmy się wydostać już o 6.30. Oprócz prasowania zrobiłam jeszcze obiad dla dzieci na sobotę, zrobiłam rozpiskę, co , kto, o której, a czego nie i dlaczego... i do dziś dnia nieodespałam tego Jonkowego kaszlu, tego wesela i ostatniego tygodnia, kiedy to trafiły nam się odwiedziny Pawła siostry z rodziną... Quote
eloise Posted June 25, 2013 Posted June 25, 2013 Tak jak pisałam, zamiast "otwórz" Jonus mówi- otiś. Kosiarka to sisiarka :) Koparka-kopala. Quote
eloise Posted June 25, 2013 Posted June 25, 2013 dzisiaj w nocy, muszę to przyznać, bardzo wygodnie spało mi się z moimi chłopakami. Rano zobaczyłam, ze nawet Paweł z nami spał i wcale a wcale nam nie przeszkadzał! ;) Dzieci łaskawie przespały całą noc w swoich łóżkach, ale nie mogłam spać tak długo jakbym chciała, bo była taaaaaaka burza z piorunami, że mnie obudziła! Jak wstał Jonuś, poszliśmy poleżeć razem na łóżku, ku nadspodziewanej radości Ofika- wylizał nas, zbiczował swoim przydługim ogonem, podrapał mi cały dekolt a Jonkowi przebiegł po twarzy. I oboje byli uhahani. Quote
eloise Posted June 27, 2013 Posted June 27, 2013 dzisiaj miałam dzień bez pracy. Daleka estem od stwierdzenia, ze miał to być dzień wolny, bo planów miałam dużo :) Przed wszytskim zaplanowałam wycieczkę do mojej siostry, zeby zdjąć hybrydę z paznokci. Nic sie z nią nie działo, ale tak na wszelki, postanowiłam się jej pozbyć. Polecam Wam funpage mojej sis na fb, nawet jesli ktoś nie maluje paznokci- to co ona maluje, robi wrażenie :) Ania rano jęczała, że nie chce iść do przedszkola, bez wyraźnego powodu, a że szłam na ploty a nie do pracy... pozwoliłam jej ejchać ze mną, zabrałam jeszcze koleżankę z mini-synkiem, cała drogę Natalia narzekała, że Jasio taki jęczący, z kolką i mało śpi... no, to Jasio dał popis- spał jak zaczarowany, ani razu nie jęknął, beknął, piernął i zasnął na mej piersi przywiązany chustą, omotałam się z nim i szerzyłam chustonoszenie, bo oprócz Natalii była tam jeszcze koleżanka w ciąży, więc było komu pokazać :) dziewczyny od razu uwierzyły w magię noszenia :) Anka ma pomysły nei z tej ziemi-jak ja dzisiaj goniłam do ubrania sie, założyłą majtki, wsadziła w nie pawie pióro, latałą po domu i darłą się, ze jest pawiem a to jej piękny ogon... Od kilku wieczorów Ania nie położy się spać, zanim nie obłoży się pluszakami. Dzisiaj mówię do niej: idź ukłądaj zabawki. A: Mamo tylko jedną, daj spokój! Szkoda, ze nie powiedziała mi-wyluzuj bagietę stara... ( serio-słyszałam dzisiaj taki tekst: wyluzuj bagietę!!!) :D Quote
Ulka18 Posted June 28, 2013 Posted June 28, 2013 Pluszaki są wazne do spania i kazdy musi byc na swoim miejscu :D Rano tez powinny byc na miejscu ;-) Quote
eloise Posted June 28, 2013 Posted June 28, 2013 rano to ja mam niemały problem ze sciągnięciem Anki z łóżka! Dzisiaj ma w przedszkolu dzień piracko-indiańsko-kowbojski. Przebrałą się za piratkę, zrobiłam jej makijaż- panie jej nei poznały ;) Rano zastałąmw łązience mydło nadziene na patyczek po lizaku :D zgadnijcie- czyja to robota??? Ofik wczoraj się w czymś wytarzał, nie wiem w czym, ale kąpiel była konieczna, inaczej moglibyśmy nie dotrwac do rana ;) Quote
eloise Posted July 2, 2013 Posted July 2, 2013 jak ktoś potzrebuje sie pośmiać- proszę bardzo Jak zwykle bohaterem będzie Paweł... Ostatni semestr na uczelni zakończył... uruchomieniem alarmu w sali,w której prowadził zajęcia ;) Zapomniał zabrać łądowarki od laptopa, wrócił na uczelnię po 22, ochroniarz go wpuścił, ale coś źle wcisnął i alarm wył :D To było w niedzielę. W sobotę natomiast, przypomniał sobie, ze nei zabrał z pracy protokołów i że bez nich zginie przy zaliczeniach. Wymyślił więc, że po nie pojedzie, ale nei samochodem tylko kolejką, bo szybciej i na luzie i poczyta do egzaminu, który będzie zdawał w środę... Quote
eloise Posted July 3, 2013 Posted July 3, 2013 kontynuując: Paweł wziął samochód, podjechał do stacji i wsiadł w kolejkę... która wysadziła go na dworcu wschodnim i kazała poszukać sobie innego środka transportu w pożądanym kierunku, a to dlatego, ze... w sobotę rano zamknęli linię średnicową a razem z nią kilka miejskich stacji, niestety wszystkie te, z których oboje korzystamy! W końcu czymś Paweł dojechał na Centralną, co dało mu kolejne 10 minut... spaceru :D i do domu tą samą drogą :D wiec zamiast jechać 20 minut samochodem w 1 stronę, zafundował sobie 2-godzinną wycieczkę, ale rzeczywiście pouczył sie do egzaminu, z tym, ze w poniedziałęk zorientował sie, ze egzamin ma nie w środę a w czwartek- bo mu sie daty pomyliły... CZY ON KIEDYŚ SIĘ ZMIENI???????? Quote
eloise Posted July 3, 2013 Posted July 3, 2013 Ania ma "wakacje", czyli: jej przedszkole jest zamknięte przez 2 tygodnie. Na szczęście, może ze mną jeździć do pracy, na co nie narzeka :) Zresztą i tak miałaby kilka dni przerwy , bo złapała zapalenia ucha... Jak ją ze sobą zabieram, mamy ze sobą cały podręczny zestaw, żeby przetrwać, czyli dosłownie wszystko :) W poniedziałek pytała mnie, po co spakowałam jej zapasowe majtki i rajstopki. Wczoraj dowiedziała się po co ;D niestety majtki się przydały :) Przez ten remont torów mam mocno utrudniony dojazd do pracy, ale ANi to nie przeszkadza, dzielnie maszeruje obok mnie, a nawet biegnie goniąc autobus :) bo mamy przesiadkę a autobusy się nie zazębiają jak powinny, czasem udaje się złapać coś szybciej i Ania biega jak trzeba :) Wchodziłyśmy po schodach na wiadukt na przystanek a Ania: Mamo! Zawsze marzyłam, żeby tu wejść!!! ( nie pytajcie!) Na co ja: Cieszę sie, że mogłam ci pomóc w realizacji twojego marzenia. A dziewczyna przed nami trzęsła się ze śmiechu :) Jonuś powtarza każde zasłyszane słowo, wiec trzeba bardzo uważać, co się przy nim mówi :D Myślałam, ze to Jonka trzeba tłumaczyć na polski( Jelena-polski czy Polski???), bo gada nadal po swojemu, ale w sobotę odwiedziła mnie koleżanka z 2 synkami- ona jest Polką, mąż Portugalczykiem, a mieszkają obecnie na Ukrainie, gdzie mówią po rosyjsku, więc... zrozumieć jej dzieci :D to dopiero jest wyczyn :) autka to kary, drzwi-dory :) kosmos zupełny :) Jonuś niedawno przyniósł wieści ze żłobka: Stałem w kącie. Biłem Kinię. Antoś też stał. Miał karę, krzyczał bardzo głośno. Chyba mu się te krzyki udzieliły. Od kilku dni drze się jak opętany. Najgorsze sceny zrobił dzisiaj w nocy, zaczął mnie wołać, ale poszedł po niego Paweł, wyrywał mu się z rąk całą drogę. W końcu się do mnie przytulił i zawołał-piciu. Paweł wstał, poszedł po jego butelkę, która został w łóżku,a Jonek rzucił butelką, zaczął się drzeć: aloes,aloes,aloesu!!! Paweł wstał 3 raz, do kuchni nalać tego aloesu, a Jonek się darł i darł, w ogóle nie chciał usłyszeć, ze mówimy, że za chwilę aloes będzie... Nie wiem o co chodzi, mam nadzieje, ze to tylko wyrzynająca się piątka, bo wyczułam kolejną... Quote
Reno2001 Posted July 3, 2013 Posted July 3, 2013 Uśmiałam się z tej realizacji marzeń. Jak to czasami niewiele do szczęścia potrzeba. Ja już zazdroszczę dzieciom Waszych znajomych - będą zapewne od razu co najmniej trójjęzyczne ( matko, tak się to pisze?). Quote
eloise Posted July 3, 2013 Posted July 3, 2013 już są, "mówią" po angielsku, polsku i rosyjsku, portugalski dopiero przed nimi :) jak i niemiecki, bo moja koleżanka większość życia spędziła w Niemczech, pracuje w międzynarodowej firmie i mówi biegle po angielsku, niemiecku i polsku... też zazdroszczę :) Dzieciom szczególnie, znajomości rosyjskiego :) - bo dla mnie ten język jest zupełnie obcy i niezrozumiały, a moje dzieci twierdzą, ze brzmi jak polski i dużo rozumieją :) Co do Anusiowych marzeń- dlaczego akurat ten wiadukt był jej wymarzonym??? Nie mam pojęcia :) Nas chcą zjeść komary! Brominy się rękami i ścierami- co wieczór urządzam polowania :) Dodatkowo używamy francuskich naturalnych produktów przeciw ukąszeniom i po ukąszeniu- Neobulle, olejki, które działają cuda i są w bardzo wygodnych opakowaniach, są niewielkie i poręczne, ale są strasznie drogie! Dlatego odkryliśmy inne sposoby- odstraszacz to olejek z cytronelli, śmierdzi, ale działa, a łagodząco ma działać połączenie olejku goździkowego i lawendowego, można rozcieńczyć wodą, albo pomieszać z olejem do masażu-słonecznikowym lub awokado, czy olejkiem z migdałów. To połączenie dopiero będziemy testować. Nie myślcie, że mi odbiło z tymi naturalnymi produktami, ale po tym jak Jonatan dostał rok temu duszności od środka przeciw komarom, staram się nie fundować mu już nic sztucznego, o ile to możliwe. Quote
eloise Posted July 6, 2013 Posted July 6, 2013 mówiąc najogólniej-mam po kokardę mojego męża w roli "kibica sportowego" Jonek zjadł wczoraj psie ciasteczko i jak mu tłumaczyłam, ze to dla psa to szybciej wpychał do buzi i zjadł. Nie wypluł. Ofik wlazł w nocy na Jonka a Jonek przez sen płakał: Ofik, Ofik! Zejdź!!!! Całą noc budziłam się do gorączkującego i jęczącego Jonatana ORAZ to, żeby skopywać z łóżka psy, które na siłę się do nas pchały, i za nic miały nasze gadanie,ze nie chłodzą a dogrzewają, co nie jest ostatnio pożądane! Anię ostatnio na dworcu Warszawa Wschodnia wzięło na wspomnienia: jechaliśmy stąd od Czestochowy, jechaliśmy kiedys z tatusiem,a raz pojechałaysmy same... I ja wtedy bardzo teskniłam za tatusiem! E: przez półtorej doby??? A:Tak!!! Bardzo bardzo! E: A za czym tęskniłaś? A: Bo nie mogłam sobie pograć w gry... E: Tęskniłaś za tatusiem czy jego komórką???? A Paweł w roli kibica prezentuje się tak: Wczodze wczoraj do domu, z Anią, po 19, bo uciekł nam pociąg i musiałysmy jechac na stojąco w wyładowanym pociągu, a obok nas chłystkiz piwem i straszne wulgarnym językiem. Oczywiście na mnie padło zwrócić im uwagę, bo ja jechałamz dzieckiem a inni po prostu udawali, ze nei słyszą. Dobra, wchodzimy do domu, a w tv widze mecz. Tenis. Pomyślałam sobie: rety! Paweł znowu udaje, ze interesuje się sportem! Nie powiem, cieszę sie, ze Polakom się powiodło na WImbledonie, kocham tenis, marzę o dniu, w którym wróćę na kort, tak samo jak o dniu, kiedy znowu stanę na nartach na stoku, uwielbiam i tesknie, ale nie udaję, że jestem kibicem :) Z ciekawosci zapytałam: długo grają? P: Dopiero zaczęli. E: Kto wygrywa? P: Janowicz wygrał pierwszego seta. E: (myślę i pytam): Seta, czy gema? P: Seta podchodze do telewizora E: Gema. I tłumaczę mu ile trzeba wygrać gemów, zeby wygrać seta i ile setów, zeby wygrać mecz. Usiadła obok mnie Ania. Kibicka niczym tatuś. A: Nasi wygrali? E: nie nasi, a nasz, jeden zawodnik. A: a wygrał? E: jeden punkt,a dokładniej 15. I tłumaczyłam, jak zdobywa się punkty w gemie :) Wiedziałam, ze nei zapamięta, ale nienawidzę zbywania dzieci słowami: i tak nie zrozumiesz. W końcu zapamięta. Tylko nie mogła zapamietac, który to nasz na ekranie i po 5 minutach miałam dość pytań: Nasi wygrali? Nasz? A czemu nie nasz????? W połowie meczu Jonek oglądał z Pawłem i Paweł mu tłumaczy: to jest nasz zawodnik, a ten drugi pan jest z Ameryki. Stanęłam, nie wierzyłam własnym uszom. E: SZKOTEM!!!! P: Szkotem? Myślałem, ze ze Stanów... Nie wytrzymałam: Paweł, czy w ogóle wiesz, który to jest Janowicz???????? Według Pawła tiebeak to TIMEBREAK. I tak jest zawsze!!!! CZasem ogląda piłkę nożną, czasem siatkówkę, ale przy siatkówce przynajmniej głupot nie gada! Jonuś nadal ma temperaturę, nawet powiedział, ze trzeba jechać do szpitala, bo go boli ząbek- idą mu 2 piątki i chyba stad ta temperatura, byłamz nim rano u lekarza, anginy nie ma, nie kaszle, nie ma kataru, uszy go nie bolą... oby szybko minęło! Cały tydzień chodziłam do pracy i zajmowałam sie Anią, przy tym: sprzatałam, gotowałam, prałam, prasowałam, układałam, zbierałam, zmywałam, wycierałam, podawałam leki, byłam u lekarza, jeździłam na zakupy i codziennie odwoziłam Pawła i Jonatana i był w domu porządek- dzisiaj, właściwie od wczoraj wieczora jest w domu Paweł: nie moge opanować bałaganu i haosu, który tu wprowadził!!!!!!!! niecała doba! a ja nie moge poznać własnego domu!!!!!!!!!!!! Quote
eloise Posted July 6, 2013 Posted July 6, 2013 aaa! dzisiaj był ciąg dalszy Pawła-kibica! E: Co to za mecz? P: Półfinał kobiet. E: Lisicki gra? P:Tak, ta co ograła Radwańską E: To chyba finał! Włączam inormacje o oglądanym programie-finał E: Przecież Radwańska odpadła w półfinale. P: (Patrząc na mnie spojrzeniem pt: ty głupia kobieto! co ty wiesz o sporcie!) : Radwańska odpadła w cwierćfinale. Poszłam, wszystko mi opadło!!!! Quote
eloise Posted July 7, 2013 Posted July 7, 2013 Wiecie, skąd do Was pisze? Nie wiecie! To ja Wam powiem, ze szpitala :( Znowu. Znowu z Jonatanem. :( Jutro napiszę więcej, bo chybamam dość wrażeń dnia dzisiejszego i skorzystam z okazji, że Jonuś śpi i też pójdę spać. A że jesteśmyw szpitalu, gdzie pracują kulturani ludzie, to już od 21.30 na korytarzu jest zgaszone światło, a pielęgniarki po cichutku, na paluszkach roznosza lekarstwa. Quote
eloise Posted July 8, 2013 Posted July 8, 2013 W piątek odebrałam telefon ze żłobka, że Jonek gorączkuje. No dobra, zdarza się, pomyślałam. W sobotę wstał opuchnięty i narzekał, ze bolą go zęby i gardło. No to o 7.30 wsiadłam w samochód, pojechałam na dyżur, pewna, że dziecko ma anginę, dostanie antybiotyk i załatwimy szybko cały problem. Tylko że... gardło miał według pani doktor blade, a gorączkę mieliśmy obserwować. Zaobserwowaliśmy przy okazji gorączki, że Jonek sikać nie chce. W niedzielę rano dużo wysiłku mnie kosztowało, żeby z niego wydusić to upragnione siusiu, a jak już się udało, pojechaliśmy znowu na dyżur, tym bardziej, ze temperatura skoczyła mu niemal do 40 stopni, mimo podawania środków zbijających. Czegoś podobnego jeszcze nie przeżyliśmy. Do przychodni weszliśmy o 7.50, i zostaliśmy poinformowani, że o 8 zmienia się ekipa lekarzy, wiec chwilę trzeba poczekać. Ta chwila trwała do 8.15. Powiem Wam, ze pojęcia nie mam, co tak długo "ekipy" omawiały! Pani doktor, na którą trafiliśmy, albo jest lekarzem za karę, albo... nie znajduję innego wytłumaczenia! Była tak niemiła, tak opryskliwa i tak wyraźnie dała nam odczuć, ze ją nudzimy i jej przeszkadzamy, że i mnie i Pawła zamurowało. Nie zareagowaliśmy. Po prostu nas wbiło w ziemię. Wykrzyczała nam, ze mamy jechać do szpitala, mówiąc, ze jej jest obojętne, do którego!!! Może jej obojętne, ale mnie nie... Po czym wydała dosłownie rozkaz, że mamy jechać na Niekłańską. Pojechaliśmy do domu, po jakiejś godzinie dopiero opadł z nas szok wywołany zachowaniem tej wrednej baby. Spakowaliśmy się i pojechaliśmy na Szaserów :) Mamy za sobą już , niestety, pobyt na pediatrii na Niekłańskiej i na Szaserów. Nie ma żadnej płaszczyzny, na której te oddziały dałoby się porównać. Nie ma. Zero. Zostaliśmy przyjęci miło, ze zrozumieniem i wyjaśnieniem, że cokolwiek mu nie dolega, żeby zlecili badania, muszą nas przyjąć na oddział. Wczoraj trzymaliśmy sie teorii zapalenia dróg moczowych, ale badanie moczu wszyło w normie. Zero odchyleń. Krew też wyszła w normie, z podwyższonym tylko ob, co przy gorączce jest zrozumiałe. Dopiero dzisiaj mieli zacząć sie zastanawiać, co dalej z nami począć. Wczoraj oczywiście Jonek został obejrzany i zbadany i tez nic nie znaleźli... aż dzisiaj przyszedł lekarz, zajrzał w gardło i... stwierdził, ze jak się ma taka anginę, to się gorączkuje. Bo gardło jest całe czerwone i z grudkami ... Ręce mi opadły! 2 dni z rzędu lekarze oglądali jego gardło, dziecko się uskarżało, nikt anginy się nie dopatrzył. Ja nie jestem szczególnie przewrażliwioną matką, moje dzieci piją wodę z psiej miski, Jonek zjadł ostatnio psie ciasteczko płacząc, że to dla niego, a nie dla psa, jak im coś upadnie na podłogę, to podniosą i zjedzą, mogą się pobrudzić, zedrzeć kolana... Ale jak dziecko płacze i mówi, ze boli je gardło, to ja mu wierzę i oczekuję pomocy. Z samą anginą może by nas puścili do domu, ale panu doktorowi nie podoba się zaczerwieniona pupa Jonka, wczoraj nawet padła teoria, ze winne jego problemom są pieluchy jednorazowe, więc pól oddziału już wie, że pupa Jonka nie zna jednorazówek i wie już, co to są wielorazówki ;) Zlecił nam badania na pasożyty i jeszcze jakieś tam choroby układu pokarmowego, więc nas tu przytrzymają... Gdyby to wszystko wydarzyło się w tygodniu a nie w weekend, całej sprawy by nie było. Mamy cudowna panią doktor, która zna moje dzieci na wylot i stawia trafne diagnozy, ale w weekendy nie przyjmuje i koniec. Nie pozostaje nam nic innego jak czekać na wyniki badań, które, mocno w to wierzę, będą wszystkie negatywne, a czerwona pupa przy tej pogodzie może zdarzyć się nawet dziecku nie noszącemu pieluch :) Tak byłam skoncentrowana na gorączce, zębach i pilnowaniu sikania, ze do pupy zapomniałam zajrzeć :) Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.