Jump to content
Dogomania

Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy? [2]


dog_master
 Share

Recommended Posts

Bardzo, bardzo chamskim jest inne zachowanie,

 

 

Nie wszyscy się jak widać z tą opinią zgadzają. Ja na przykład jestem może trochę konserwatywny w poglądach i bynajmniej nie zachwyca mnie świat w którym niedługo będę musiał pisać podania żeby się do kogokolwiek zbliżyć. Nie wiem ile ty masz lat ale jeszcze głupie 30 lat temu, za mojego dzieciństwa, pomysł żeby kogokolwiek pytać o zgodę bo pies do psa chce podejść byłby co najwyżej opowiadany w dowcipach z serii "co to jest szczyt idiotyzmu".

Mi się nie podoba wcale kierunek zmian taki, że obecnie w przedszkolu żeby pani mogła sprawdzić dzieci czy nie mają wszy musi mieć pisemne oświadczenia rodziców że wyrażają na to zgodę. Niedlugo będziecie domagały się ode mnie uzyskiwania zgody na powiedzenie sąsiadowi dzień dobry bo przecież on sobie "może nie życzyć" żebym się do niego odzywał. Paranoja to jest i wcale nie uważam normalnego, zwyczajnego zachowania właścicieli psów za "chamstwo". Raczej uważam że wy jesteście przewrażliwione i robicie "z igły widły".

 

Oczywiscie ta kobieta z twojej historii powinna się inaczej zachować i powinna kontrolować tego psa ale raczej określiłbym jej zachowanie jako niefrasobliwość lub nonszalancję a nie chamstwo. Chamstwo to bardzo mocne słowo jest. Z zacytowanych historii stosowne raczej wyłącznie do opisu zachowania tego smarkacza który groził koleżance KapustaPusta.

Link to comment
Share on other sites

Uffff. Są jednak normalni ludzie: )
Ja przyznaje, że to wszystko co ostatnio obserwuje to dla mnie istny cyrk.
Nie zdawałam sobie sprawy że najlepszy spacer z psem to taki, na którym nie spotyka się ludzi/ zwierząt. Inaczej to sobie wyobrażałam. Lubię jak psy wchodzą w interakcje, wydaje mi się to dla nich korzystne. Nawet jak wszyscy się naokoło boją....wydaje mi się że Panie boją się bardziej niż ich psy...I czasem wmawiają im ten strach. Wrzaski i krzyki że duży bokser miał czelność podejść do biednego małego pieska. ...a biedny mały piesek pierwszy raz oderwany od swojej Pani bawił się nareszcie jak trzeba.
Jak pies huknie na moją małą nie mam mu tego za złe. A tym bardziej właścicielowi. To dla niej kolejna lekcja pieskiego życia. Miło będzie jak zrozumie jak świat działa i nie będzie się później bała byle pierdnięcia.

Link to comment
Share on other sites

"Naprawdę łudzisz się że ktokolwiek będzie zastanawiał się czy czasami twój pies nie jest lękliwy albo jakiś inny wrażliwy i będzie wokół ciebie chodził na paluszkach co by go przypadkiem nie urazić?"

 

 

NIe. Myślę że w końcu staniemy się normalnym, cywiilizwanym społeczeństwem w ktorym jednostka niekoniecznie patrzy wyłącznie na koniec własnego nosa.

 

Guzik mnie obchodzi że ktoś uważa że ma "normalnego" psa więc gwiżdże sobie na otoczenie - jak to było we wzmiankowanej wypowiedzi. Można mieć normalnego psa, nienormalnego psa, zielonego psa albo kosmicznego psa - byleby zachowywać minimum norm. Jedną z nich jest dozowanie mu kontaktów z innymi psami i / bądź ludźmi / rowerzystami / kotami - niepotrzebne skreslić.

To znaczy odwoływać go jeśli drugi właściciel pokazuje sygnały że wolałby żeby do tych kontaktow nie doszło.

Podobnie przechodzeń / rowerzysta / baba z pietruszką.

 

"Nie wiem ile ty masz lat ale jeszcze głupie 30 lat temu, za mojego dzieciństwa, pomysł żeby kogokolwiek pytać o zgodę bo pies do psa chce podejść byłby co najwyżej opowiadany w dowcipach z serii "co to jest szczyt idiotyzmu"."

 

 

Mam całkiem sporo lat - i pamiętam czasy  ktorych ludzie na ulicy gonili mnie z wrzaskiem bo ośmieliłam się prowadzić DWA psy. Jak wiadomo, psy w komunizmie były głównymi winowajcami tego, że mięsa brakowało i było na kartki. :smile:

 

Ogólnie, zasada "zlotego środka" jest zawsze najlepsza. Zbytnie wysterylizowanie życia codziennego (np. brak klasycznych "podwórek" dla dzieci, z trzepakiem i szaleństwami wokół niego) nieodmiennie mnie smuci.

Ale też z czasów owej "złotej wolności" (hmmm... jako jednostce z tej drugiej strony, to znaczy z środowisk opozycji może tego tak wówczas nie było mi dane postrzegać) pozostało nam podejście jak w wierszu Różewicza "Ludożercy".

Wyrwać, wyszarpać SWOJE, nie ustąpić, iść środkiem drogi roztrącając innych, rozpychać się łokcaimi - no i MOJE jest NAJEPSZE.

 

Z tych czasów zostalo nam urocze:

 

"Pies jest od tego, żeby szczekał" - i zapluwające się godzianmi wilczurki w przydomowych ogrodkach, ku umęczeniu sąsiadów.

 

"Panie, coś pan, psa się boisz?" - zaśliniony płaszcz przechodnia

 

"Taki mały, panie, nie ugryzie!" - zadrapana łydka bo mały wyżej nie sięgnął.

 

"Psy załatwią to między sobią" - pogryziony pies i oczywiście nie zwracamy kosztów leczenia a nasz agresor szuka kolejnej ofiary, bośmy bezkarni i naszemu psu tak się wolno zachowywać.

 

No i z czasów tej cudofffnej wolności pamiętam że nie weszło się z psem do sklepu, knajpy, obiektu użyteczności publicznej.

Teraz jakoś z tym lepiej, o dziwo.

Link to comment
Share on other sites

Kapusta, ale Ty się bardzo mylisz ;) /chyba że to nie o mnie/

 

My lubimy i ludzi i inne psy. Najlepszy spacer jest wtedy, kiedy Lilo spotka po drodze Elma, zahaczy o goldena a na koniec idzie na umówione spotkanie z Leją i Tobkiem gdzie szaleją razem godzinę. Najlepiej jak wtedy przy okazji pojawi się jakiś znajomy człek do którego też można się pocieszyć. 

 

Ja psa nie izoluje. Lilo bardzo lubi się z nimi bawić. Jedyne co, to boi się tych większych, nad czym pracujemy. Dlatego nie odpowiada mi jak jakiś obcy, ogromny pies wyskakuje na nas z ciemności bez ostrzeżenia, bo mała nie zdążyła nawet ocenić sytuacji a on już był nad nami i ją straszył. I jak już pisałam, gdyby w tym momencie kiedy Lilo zaczęła okazywać strach, właścicielka psa ruszyła tyłek by go zabrać. Nie byłoby problemu. Ale ją najwyraźniej panika mojej suni cieszyła - i to jest to, co mnie najbardziej wkurza. Nie sam fakt że się zerwał, bo to się ludziom zdarza i normalny człowiek powinien za psem polecieć ... a jakby to dobrze rozegrał, to być może za kilka spotkań olbrzym mógłby się z Lilo pobawić normalnie. 
 

Link to comment
Share on other sites

 

 

Guzik mnie obchodzi że ktoś uważa że ma "normalnego" psa więc gwiżdże sobie na otoczenie

 

 

no właśnie dokładnie prezentujesz taki punkt widzenia, którzy u innych tak bardzo cię razi. bo ciebie "guzik obchodzi" jaki jest cudzy pies ale innych to ma obchodzić jaki jest twój bo ty sobie tego życzysz. i ja o tym piszę, żeby w sytuacjach konfliktowych, kontaktowych raczej dać temu obcemu psu smakołyk czy inaczej uspokoić niż stawać sztorcem i wrzeszczeć "panie, zabierz pan tego psa bo jak nie...."

nie rozumiem dlaczego twoje "guzik mnie obchodzi" chamstwem nie jest a "obce" to "chamstwo i drobnomieszczaństwo".

i ja uważam raczej że ludzie te swoje niewychowane psy to puszczają raczej z powodu lekkomyślności i niefrasobliwości niż "chamstwa" i złej woli. trzeba wykazać trochę zrozumienia a nie ciskać gromami i odstawiać osiedlowego suwerena którego wszyscy wokół muszą pytać o pozwolenie.

Link to comment
Share on other sites

A ja nie wiem o co ta dyskusja- chyba wszyscy uważają, że pies, jakikolwiek by nie był, nie ma prawa podlecieć do innego psa, bez zgody obu stron. Dla mnie do normalne- pytam, i dopiero puszczam mojego. A nie "hulaj dusza" pies lata od psa do psa, bo przecież jest łagodny to nic nie szkodzi. Bo mój pies może być łagodny, ale inny może być lękliwy/agresywny/chory/nielubiący kontaktów. Jeśli komuś się wyrwie, to normalne dla mnie, że owy właściciel zbierze du** i podleci szybko po psa, a nie będzie patrzył jak druga osoba się odgania. I serio- czy na każdy spacer mam brać ze sobą smaczki do karmienia OBCYCH psów, nad którymi właściciel nie panuje? Nie będę się chować po klatce bo nie wychowany burek postanowił podlecieć. Ale mówię o tych z opornym właścicielem- jeśli właściciel leci po psa, zabiera go, przeprasza, to jestem w stanie zrozumieć, zdarza się. Ale jak stoi i się gapi jak ciele, a na moją prośbę o zabranie się śmieje to sory, ale za 5 razem jak podleci jego burek to niestety zgłaszam na Policję. Ja nie muszę się użerać z cudzym psem tak jak ludzie nie muszą z moim.

Link to comment
Share on other sites

"chyba wszyscy uważają, że pies, jakikolwiek by nie był, nie ma prawa podlecieć do innego psa, bez zgody obu stron."

 

 

Z dyskusji wynika że absolutnie nie wszyscy. I TO jest problem.

Bo z kolei wszyscy ćwiczymy to w realu - w różnych konfiguracjach.

Link to comment
Share on other sites

"no właśnie dokładnie prezentujesz taki punkt widzenia, którzy u innych tak bardzo cię razi. bo ciebie "guzik obchodzi" jaki jest cudzy pies ale innych to ma obchodzić jaki jest twój bo ty sobie tego życzysz."

 

 

Spike, są pewne ogólnie przyjęte normy.

 

Naprawdę guzik mnie obchodzi że istnieją na świecie ludzie którzy mają zwyczaj (natręctwo powiedzmy) kłucia innych ludzi szpilkami. Nie kłuje się innych ludzi szpilkami w normalnej sytuacji społecznej - koniec, kropka.

To gość mający nieopanowaną potrzebę kłucia ludzi ma problem, nie ja. Jeśli spróbuje - to trzeba się bronić i go trochę opanować.

 

BTW nie zrozumiałeś, Spike, o co mi chodziło. Żaden pies nie ma prawa skakać po innym psie, człowieku, zwierzęciu - "bo tak". I nie ma się prawa używać jako alibi "mój piesekj jest NORMALNY" (BTW nie istnieje coś takiego, jak "norma" - przynajmniej jak przyjrzymy się sprawie szczegółowo).

Normalny czy nienormalny, jedna brocha - ma być pod kontrolą i nie przeszkadzac innym.

I to nie właściciel tego psa decyduje co innym przeszkadza, a co nie - tylko ci inni.

 

A tak w ogóle powtórzę pytanie sprzed kilku dni - ile psów wyszkoliłeś?

 

Bo Twoja rada z podkarmianiem cudzych psów jest zwyczajnie szkodliwa.

Link to comment
Share on other sites

Berek, dlaczego szkodliwa? (chodzi mi o radę z podkarmianiem czyichś psów, pomijam względy, że pies może być np. alergikiem).

 

Ja uważam - podobnie jak wyżej Spike1975 - że lepiej dać obcemu psu chrupki, rozdwoić się i roztroić, ale przeprowadzić zapoznanie pokojowo. Jak ja się zepnę, to mój pies się automatycznie nakręca, po kiego diabła mam później rozdzielać, przeganiać i drzeć się na drugiego właściciela, skoro da się to załatwić inaczej? Korona mi z głowy nie spadnie, skoro odwracanie uwagi na chrupka/piłkę działa na mojego psa, to jest duża szansa, że na obcego też zadziała.

 

Ostatnio się parę razy sprawdziło. 

 

Powiem Wam historię z cyklu "hurrdurr, nie będę uczyć czyjegoś psa" - poznałam babeczkę po 50-tce, miała boksera, dorosły, ale ciapowaty, łagodny i zabawowy, Patryk go zaakceptował z marszu. Byłyśmy na polanie, gdzie mój pies zwyczajowo lata luzem, zaczepiał boksa do zabawy. Babeczka wahała się, czy spuszczać boksera, "bo ona nie wie, czy on nie pójdzie", w końcu się przełamała, odpięła karabinek, pies zwiał w krzaki, ale widać było, że się pilnuje, podąża za nami.

 

 

Kobieta narzekała, że nie spuszczała psa od roku (!), bo on "NIE WRACA". Po chwili było wiadomo dlaczego - babeczka miała słowotok, bardzo gadatliwa, w trakcie tego gadania wołała psa... nie zmieniając tembru głosu ani trochę. Pies ją po prostu zlewał, bo do niego też mówiła - niunianie, titanie, "ojojoj Dżekusiu żebyś ty chciał wracać a nie wracasz, Dżekusiu, chodź tu,no przyjdź do pani, blebleble" - wszystko na jednym tonie, wyobraźcie to sobie :D

 

Zawołałam psa po imieniu wołającym tonem, głośno - wrócił, magia :D dostał chrupka (mojego, cóż za poświęcenie), odleciał, znowu go zawołałam, potem poinstruowałam panią, że wystarczy głośno i dosadnie, a najlepiej wprowadzić np. gwizd czy jakieś tam ciumkanie.

 

Pani odeszła zadowolona i żywot boksera się niewątpliwie poprawił, widuję ich i faktycznie lata luzem.

 

Puenta? Czasami ci, którzy opowiadają że pies ich "nie słucha" potrzebują maleńkiej pomocy. Pies ma lepiej, właściciel ma lepiej, a mój kundel ma towarzysza do socjalu, amen.

Link to comment
Share on other sites

Ja też nie rozumiem tego oburzenia radą spike1975 :) mi by się nie chciało bawić w jakieś głupie przepychanki słowne z właścicielem psa pobiegającego do innych psów, grożenie policją czy strażą miejską :) może trafiałam po prostu na wychowanych ludzi, ale za każdym razem wystarczało się uśmiechnąć i pokojowo rozwiązać sytuację. Jestem zdania, że najgorsze co można zrobić to uderzać od razu w obrażony i oburzony ton. Normalni ludzie chyba nie spinają się tak strasznie jak psy się nie polubią, przynajmniej ja się z czymś takim nie spotkałam, a często bywałam w miejscach, gdzie było dużo różnych psów i zdarzały się między nimi sprzeczki. Choć prawdę mówiąc mogłam nie zrozumieć o co w tej waszej dyskusji chodzi :D

Link to comment
Share on other sites

To nie jest tak, że trafiasz na normalnych i kulturalnych ludzi a dziewczyny piszace tutaj najczęściej na takich nie trafiają.

Ty po prostu sama zachowujesz się normalnie i nie jestes chamka to i ludzie spotykani nie traktują Cie jak chamki 

Tylko tyle albo az tyle.

Link to comment
Share on other sites

To nie jest tak, że trafiasz na normalnych i kulturalnych ludzi a dziewczyny piszace tutaj najczęściej na takich nie trafiają.

Ty po prostu sama zachowujesz się normalnie i nie jestes chamka to i ludzie spotykani nie traktują Cie jak chamki 

Tylko tyle albo az tyle.

 

Bardzo możliwe, że tak jest. Nigdy nikomu nie robiłam awantury o to, że jego pies podbiegł do mojego, który nie był w nastroju do zawierania znajomości, nie wiedziałam że ludzie takie awantury urządzają....choć może to kwestia internetu, a na żywo już tacy mocni nie są :)

Link to comment
Share on other sites

Gorzej, jak te milunie pieski kulturalnych właścicieli np. okazuje się, że nie są już takie milunie do psów z jajkami... I tak wczoraj mi trzy razy cięższy pies zglebował mojego. Po czym radośnie udał się do baaardzo oddalonej suki przyjaciółki i mimo mojej i jej prośby właściciel ani nie był w stanie psa odwołać, ani nie raczył ruszyć dupki. A z mojej strony była kultura i brak spiny.

 

Jak odchodził z nowo spotkanym psiarzem to usłyszałam, że owszem, zaatakował mojego - ale to mój sprowokował i to jego wina (a mój ślicznie cs-ował), a jak ktoś ma bojące się innych psy, no to z domu z nimi wychodzić nie musi (znajoma specjalnie stała w parku bardzo na uboczu, żeby nikomu nie przeszkadzać). ;)

 

A jego piesek cudowny i miły, a sam pan kulturalny i bez cienia winy. :)

 

Także ten... ;)

 

PS. A uwierzcie, inaczej się reaguje, jak atakowany jest pies stabilny psychicznie i nienajmniejszy, a inaczej, jak to już bojące się psów, maleńkie chuchro bez możliwości obrony. Naprawdę wtedy nie w głowie rzucanie w psa smaczkami. Szczęśliwie u mnie był to ten pierwszy przypadek, ale z różnymi psami miałam podobne sytuacje i niektórym właścicielom większych psów naprawdę ciężko zrozumieć, co wtedy się czuje i że po kilku takich akcjach niektórzy sobie stanowczo nie życzą, żeby nieznane 'kulturalne' pieski z takowymi właścicielami podchodziły nieproszone.

Link to comment
Share on other sites

Co jest fajnego w psie, który podbiegnie do Was, gdy Wy np. ze swoim psem coś ćwiczycie albo się bawicie zabawką? Bo ja nie rozumiem, co jest w tym fajnego, i zawsze proszę o zabranie psa w takich sytuacjach. Nie puszczam też psa do takich psów, bo po co? W większości sytuacji tutaj nie chodzi o psa, który raz podbiegnie i właściciel go zabierze, no bo to się zdarza. Nie chodzi też o psa, który przywita sie i pobiegnie dalej, łatwo odgoniony słownie. Raczej mowa o psach, które podbiegają często albo są agresywne, a mimo próśb właściciele nic sobie z tego nie robią. Dla mnie to nie jest normalne. 

Link to comment
Share on other sites

Co jest fajnego w psie, który podbiegnie do Was, gdy Wy np. ze swoim psem coś ćwiczycie albo się bawicie zabawką? Bo ja nie rozumiem, co jest w tym fajnego, i zawsze proszę o zabranie psa w takich sytuacjach. Nie puszczam też psa do takich psów, bo po co? W większości sytuacji tutaj nie chodzi o psa, który raz podbiegnie i właściciel go zabierze, no bo to się zdarza. Nie chodzi też o psa, który przywita sie i pobiegnie dalej, łatwo odgoniony słownie. Raczej mowa o psach, które podbiegają często albo są agresywne, a mimo próśb właściciele nic sobie z tego nie robią. Dla mnie to nie jest normalne. 

 

Nie twierdzę, że jest to fajne :) po prostu nie rozumiem tego denerwowania się. Ja zabawę przerywam, psy się witają i albo rozchodzą w przyjaźni albo chwilę się bawią albo wybucha sprzeczka i każde idzie w swoją drogę :) nikt nie robi z tego wielkiego halo i nie spotkałam się jeszcze z agresją ze strony właściciela psa, z którym mój się nie polubił.

Z tą agresją u psów też jest różnie, wydaje mi się że tak naprawdę rzadko kiedy spotyka się na spacerze psy, które są rzeczywiście agresywne i przez to niebezpieczne. Tu można mieć pretensje do właściciela, aczkolwiek moim zdaniem można to załatwić kulturalnie, przynajmniej ja zawsze tak to załatwiałam i nawet najbardziej oporni ludzie szli po rozum do głowy :) nie przeszkadzają mi często podbiegające do nas psy, nawet jeśli ich zamiary są nie do końca przyjacielskie

Link to comment
Share on other sites

Filo mena, pozostaje Ci życzyć żebyś nigdy nie zetknęła się z takim problemem w wykonaniu psa który jest na serio agresywny, dużo, dużo większy od Twojego albo... kiedy wychodzisz z psem chorym, np. po operacji.

 

Naprawdę i szczerze.

 

BTW trochę mnie dziwi, że dużo rzeczy jest postrzegane aż tak czarno-biało.

 

Co niewłaściwego w grzecznej prośbie "proszę odwołać psa, dobrze?".

 

Dlaczego od razu zakłada się, że ludzie ktorzy nie życzą sobie żeby radosne (albo i nie radosne, niestety) podbiegacze kicały wokół ich psów robią jakoweś straszliwe awantury na ten temat?

 

Bolesna prawda jest taka, że jako społeczeństwo (bo to chyba naprawde problem socjologiczny) nie znosimy żeby ktoś czegoś od nas chciał, żeby prosił nas o zmodyfikowanie zachowania albo cuś.

Moja racja jest najmojsza.

 

Za to generalnie uwielbiamy robić ludziom wbrew - co widać w tym topiku.

 

Ot, chociażby ktoś tu się wymądrzał jak to wlaściciele psów małych się nad nimi trzęsą a przecież taki mały taaak świetnie by się z dużym bawił gdyby nie glupi właściciel. Yhy. Warto tak powiedzieć komuś kto desperacko ratował uszkodzony kręgosłup swojej miniatury uszkodzony przez radosnego brykanta dużych rozmiarów. I tak dalej, i tak dalej.

 

Nawet jeśli uważamy że ktoś się nie zna, robi błąd, źle podchodzi do wychowania swojego zwierzaka - nalezy jednak uszanować jego prawo do robienia tego, a nie na siłę mu udowadniać że "a właśnie że nasze psy się POBAWIĄ!".

 

Abstrahując od nienaturalnej disneyowskiej wizji całkiem dorosłych osobników z różnych stad nic, ino "bawiących się" ze sobą.  :smile:

Link to comment
Share on other sites

Pani Profesor, proszę bardzo:

 

"Berek, dlaczego szkodliwa? (chodzi mi o radę z podkarmianiem czyichś psów, pomijam względy, że pies może być np. alergikiem)."

 

 

To jakby jasne i oczywiste, generalnie nie karmi się obcych psów - no ale nawet załóżmy, że mamy sytuację awaryjną (o takiej tu mówimy).

 

Na pewno jest to tragiczne rozwiazanie przy psie pilnującym zasobów - mówię o naszym i tym obcym.

Jeśli nasz taki jest - natychmiast robimy dym i dopiero jest fajnie. Sami go sprowokowaliśmy.

Obcy - dośc podobnie, żeby było śmieszniej to stosunkowo częsty kłopot, psy nazwijmy to kolokwialnie "zazdrosne" o jedzenie.

 

Wręczamy takiemu natrętowi nagródkę, ten ją capie i natychmiast postanawia wprać naszemu psu, bo nie znosi, k..*a, konkurencji przy żarciu!

:smile:

 

Inna kwestia - ważniejsza gdy mamy psa choć trochę lękliwego, nerwowego czy nie przepadającego za socjalnymi kontaktami. Jeśli on choć odrobinę czuje się niekomfortowo, naszą rolą jest zapewnić mu maksimum wsparcia. Koncentrować się w pełni na jego emocjach jakie w tej chwili odczuwa, a nie na tym drugim zwierzęciu. "Odczulaniu" niekorzystnego działania zdarzenia.

Bardzo wielu właścicieli kompletnie tego nie rozumie, nie umie. Dopiero ich trzeba tego uczyć.

 

No i, poza konkursem - jeśli chcesz się jak najszybciej pozbyć kicacza spod swoich nóg, to go NIE KARMISZ. NIe proponujesz mu zabawki. NIe ciumkasz do niego słodkim głosikiem.

 

Ino robisz coś, co spowoduje żeby było mu w pobliżu Was NIEFAJNIE.

Link to comment
Share on other sites

Chyba mieszkam w jakichś spokojnych miejscach w takim razie :) przez 20 lat chodzenia na spacery z psami o różnej wielkości, różnych problemach, chorymi i w pełni sprawnymi nigdy z  żadnym właścicielem innego psa się nie pokłóciłam, a wszystko udawało się załatwić na spokojnie :) żaden z moich psów i psów którymi się zajmowałam nie został pogryziony przez podbiegającego do nas psa, a takie spotykamy codziennie :) no i teraz pytanie: 20 lat szczęścia czy może coś innego?

Link to comment
Share on other sites

Ja kłócę się bardzo rzadko, faktycznie. Czasem grzecznie proszę o uszanowanie mojej przestrzeni. 

 

Za to parę razy zdarzyło mi się zadziałać fizycznie na psy usiłujące traktować zwierzęta z ktorymi akurat jestem na spacerze czy lekcji jak worek treningowy.

 

Z moich obserwacji (a siłą rzeczy mam ich bardzo dużo) wynika że to raczej kwestia dostrzegania (lub nie) komfortu SWOJEGO psa.

 

To baaardzo psiarzom kuleje.

Link to comment
Share on other sites

Tyz prowda!

 

:smile:

 

BTW mityczne "kłótnie" naprawdę rzadko się zdarzają wśród psiarzy (no, chyba że ktoś komuś na poważnie porobił dziury i tak dalej).

 

Część niezbyt fajnych sytuacji rozwiązuje się przez fakt że strona - eeee - nazwijmy to, "czująca się niekomfortowo" po prostu cierpi w milczeniu.

 

Z kolei większość ludzi na prośbę o zabranie psa RACZEJ jakoś reaguje, próbują go odłowić a czasem niemrawo przepraszają. Tylko że pewnie w tym topiku skumulowało się trochę opowieści o tej mniejszości - tej od "ON NIC NIE ZROBI", "ON CHCE SIE BAWIĆ!", "ON LUBI SPANIELE / TERIERKI / KUNDELKI / CHARCIKI" i tak dalej.

Link to comment
Share on other sites

Pytanie jakie TY psy miałaś przez te 20 lat... Bo 20 lat z takimi psami jak mój Yuki bez większych problemów to nie problem. Ani nie byłaby to moja zasługa. Ani cudowność otoczenia. ;)

 

 

Przeróżne :) od takich przyjacielskich, dla kórych każdy pies był materiałem na kolejnego kumpla po takie z silną agresją lękową :) nigdy nie cierpiałam ja, ani mój pies, bo znaczna część ludzi bardzo chętnie uczestniczyła w pomocy nad przekonaniem tych lękliwych i agresywnych, że inne psy nie są złem wcielonym. Może kwestia szczęścia jednak :)

Link to comment
Share on other sites


 

Z kolei większość ludzi na prośbę o zabranie psa RACZEJ jakoś reaguje, próbują go odłowić a czasem niemrawo przepraszają. Tylko że pewnie w tym topiku skumulowało się trochę opowieści o tej mniejszości - tej od "ON NIC NIE ZROBI", "ON CHCE SIE BAWIĆ!", "ON LUBI SPANIELE / TERIERKI / KUNDELKI / CHARCIKI" i tak dalej.

 

Masz rację, w końcu to wątek dotyczący chamstwa innych psiarzy :) ja na szczęście spotykam się tylko z chamstwem w postaci nie sprzątania po swoich pupilach.

Link to comment
Share on other sites

Cóż... ja 14 lat miałam psi ideał... Nauczył się czystości w 2 tygodnie, zawsze wracał odwołany, nigdy nie wyrwał się z komendy, nigdy bez komendy nie zaatakował ani nie bał się nikogo i niczego. Mimo wszystko jak pies biegający bez smyczy i kagańca, bokser sąsiada zwarczał jego ( już schorowanego i osłabionego ) i moją 2 letnią wtedy córkę, tak ... zrobiłam mu awanturę. Bo czekać aż coś się stanie też nie zamierzałam. Mąż z sąsiadem tego dnia mało się nie pobił, a sąsiad od tamtej pory puszczał swojego psa dopiero jak był daleko od ludzi.

 

Nie żebyśmy nie chcieli załatwić tego polubownie. Na moją prośbę mężczyzna zrobił się agresywny i zaczął nam ubliżać.

 

Więc nie, nie zawsze da się załatwić wszystko w spokoju ;)

 

W sytuacji którą opisałam nie było awantury. Nie mam w zwyczaju wrzeszczeć na starszych od siebie ludzi, dopóki serio nie ma ku temu powodu. Była stanowcza prośba. Wykrzyczałam się dopiero tutaj i swoje stanowisko podtrzymuje ... Zdrowie psychiczne mojego psa jest dla mnie ważniejsze od obcych psów, panią poprosiłam raz i jeśli ten raz nie wystarczy awantura będzie a komfortu swojego psa będę bronić jak umiem. Psy, tak jak i ludzie miewają fobie, mój pies zasługuje na to by tą fobię wyleczyć ... na bank terapia szokowa poza pogryzieniem niczego dobrego nie przyniesie.
 

 

Ogólnie, to dążę do tego że współpraca musi być z obu stron, wtedy wszyscy będą zadowoleni, nawet jeśli wydarzy się coś, co nie powinno.
Gdyby Pani zabrała psa od razu, ja bym nie była zła o to że pies wystraszył Lilo.

Link to comment
Share on other sites

Pańcia woła Fafik. Ale Fafik podbiega do Pana z psem. Pan z psem daje Fafikowi smaczka. Jaki z tego wniosek wyciąga Fafik? Zachowaniem pożądanym i nagradzanym jest podbiegnięcie do ludzi z psami. Trzeba tak robić częściej, bo może będzie nagroda! Tym sposobem Fafik coraz mniej wraca na wołanie Pańci, a nawet przyspiesza w kierunku innych psów oraz ich właścicieli. Prawdziwe wzmocnienie dodatnie!

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...