Jump to content
Dogomania

Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy? [2]


dog_master
 Share

Recommended Posts

I całe postępy w oswajaniu Lilo z dużymi psami w pindu :[ .... 

 

Jestem cała podrapana, pies ze stresu ledwo oddycha.... bo Pańcia swojego utrzymać nie mogła ... "On się tylko chce bawić" ..

Ale moja nie chce! Boi się panicznie!

 

Lilo umiera na zawał serca, panikuje, drze jape i wyrywa się tak, że nie może oddychać. Olbrzym skacze dookoła nas wyraźnie rozbawiony sytuacją a pańcia idzie ... spokojnie, spacerkiem, wolnym krokiem ........ dobre 300 metrów. Nosz....

 

Jak łaskawie doszła, usłyszałam że pies spełnił swe marzenie. Spoko, ja rozumiem, chce się bawić... ale to po ludzku można zapytać. Przecież dałoby się ich może też zaprzyjaźnić... gdyby nie wyskoczył prosto na nią z kompletnych ciemności i nie skakał jak ostatni debil 

To nie pierwszy raz jak jej się wyrwał. Zakładam więc też że nie ostatni. Oni sobie poszli, a ja psa jeszcze kilka minut uspokajałam zanim zaczęła normalnie oddychać. Druga sunia uciekła prosto do domu od niego ... Nastraszył obie. Mała wróciła ze mną do domu i od razu poszła spać... Nigdy jej nie widziałam w takiej panice :/ ...

 

W dupie to mam. Następnym razem nie będę się przejmować obcym psem, a swoim. Albo zacznę wychodzić z pałką, albo z gazem 

 

Link to comment
Share on other sites

Cholera moje dziewczyny też przestraszyły psa na wczorajszym spacerze. Wprawdzie nie wpadł w taką panikę a właścicielka się nie przejęła, ale i tak było mi okropnie wstyd  :oops:  Psice nie latają poza kontrolą cały czas, był to wypadek przy pracy, ale jednak.

 

Mijałam się z kobietą z yorkiem na flexi. W związku z tym, że szedł na smyczy nie miałam zamiaru dopuścić do kontaktu, ale zamiast swoje też zapiąć na smycz zeszłam na bok i usadziłam je na tyłkach. Dodatkowo przytrzymałam Cleo ręką, bo widziałam, że jest bardzo zainteresowana, ale wyrwała się. Mój błąd. Chciała się bawić, ale jej szarża wystraszyła yorasa. Viki widząc zamieszanie też wyłamała komendę i pobiegła z warkotem. Ona podczas zabaw lubi dużo warczeć i szczekać taki już ma styl. Psiak wystraszył się jeszcze bardziej. Pozostało mi tylko przeprosić a swoim psom dać reprymendę i musztrę na przywrócenie mózgu, ale co się yorek najadł strachu to jego  :oops:

 

W zamian kilkadziesiąt metrów dalej Cleo została pogoniona przez jamnika. Też szedł luzem i oba psy podeszły do siebie nawzajem. Przywitały się, ale jamnikowi chyba się młoda nie spodobała, bo przegonił z warczeniem. Tylko że po niej wszystko spływa więc jak tylko jamnior odpuścił dalej chciała lecieć kontynuować znajomość  :eviltong:  Tym razem jednak wróciła na jedno zawołanie, czyli dobra musztra nie jest zła  :eviltong:  

Link to comment
Share on other sites

Black, jest dyskretna różnica między "nie chciałam dopuścić do kontaktu, nie wyszło... podbiegłam, zabrałam, przeprosiłam", a "idę sobie spacerkiem, powoli, nie śpieszy mi się... za 10 minut swojego psa zabiorę" .. 
A Lilo serio dostawała mi tam spazmów :/ .

 

Cieszyłam się bo kilka dni temu pokazała brzuch jednemu większemu, jeszcze nieśmiało ... ale już chciała się bawić. Dziś nie jestem pewna czy przez tego bydlaka uda jej się to powtórzyć. 

Link to comment
Share on other sites

Tak, wiem że to nie to samo. Tak tylko luźno opisałam sytuacje, bo Twój post akurat mi o niej przypomniał a jednak niefajnie wyszło  ;-)  

Też może przejęłam się tym nawet bardziej niż powinnam, ale sama mam lękliwego psa, który kiedyś też wpadał w straszną histerię jak duży pies tylko podszedł.

Link to comment
Share on other sites

Lepiej wychodź ze smakołykami albo zabawkami i jak następnym razem jakiś obcy pies przyjdzie się pobawić to daj mu smakołyk albo skuś jakąś zabawką i uspokój w ten sposób. Albo zwyczanie i po prostu puść swojego na długość smyczy a obcego złap za obrożę i przytrzymaj.

Jeżeli właściciel nie umie uspokoić i odwołać swojego psa to ty załatw sprawę. Wpadanie w panikę nikomu nie posłuży a jeżeli pies nie atakuje tylko chce się bawić to jaki jest sens robić taką aferę? Spokojnie dasz sobie radę tylko trzeba zmienić trochę sposób myślenia i potraktować tego drugiego psa jakby był twój.

Gdyby temu drugiemu właścicielowi nie podobało się że głaszczesz, trzymasz albo karmisz jego psa to niech go zabiera w cholerę bo dopóki ci się narzuca to ty z pewnością masz prawo interweniować a nie tylko bezsilnie go odganiać. A spokojna interwencja jest na pewno lepsza niż jakieś pałki i gazy. Takie rzeczy to są raczej na psy agresywne albo dla ludzi którzy boją się psów i nie są w stanie racjonalnie reagować.

Link to comment
Share on other sites

Robię aferę, bo brak bólu fizycznego nie oznacza braku krzywdy. Mój pies dał wyraźny sygnał że się boi, drugi mimo to małą napastował.. .zaczęła panikować, dusić się, wić, wydzierać, piszczeć ... nie mogła złapać oddechu a ja sama musiałam ją przycisnąć do ziemi, żeby przestała się podduszać ( tak, kupię jej szelki ). Mogłam ją puścić z nadzieją że ucieknie do klatki, albo chociaż ugryzie drugiego i ten sobie pójdzie, jednak nie mogłam być pewna że w panice trafi właśnie tam, a nie poleci przed siebie na przykład pod samochód. 

 

Jestem wściekła, bo pracuję nad jej strachem od kilku miesięcy. Ostatnio nawet widziałam wyraźne postępy, które obecnie trafił szlag, bo drugi piesek nie umiał się zachować. 

To że 50kg psa nie chodziło na szkolenie a jego właścicielka sama nie umie go ogarnąć to nie mój problem i nie problem mojego psa i nie mam zamiaru kolejny raz patrzeć jak moja mała robi pod siebie ze strachu. Jak pies uciekł, to jej zasranym obowiązkiem było ruszyć za nim tyłek i go zabrać zanim drugi pies dostanie zawału. Każdy opiekun powinien pilnować swojej pociechy i dbać o jej bezpieczeństwo. W tym przypadku ja powinnam dbać o bezpieczeństwo swojej małej i stanąć psu na drodze zanim do niej dobiegnie, choćbym miała mu po oczach gazem psiknąć czy wcisnąć go łokciem w trawnik. A o to, żebym ja nie skrzywdziła drugiego psa, powinien dbać opiekun tego drugiego, nie dając mi okazji do ratowania swojej suni.

 

I tak, mam świadomość że atak na psa który się wyrwał pobawić, nie jest idealnym rozwiązaniem, bo pies nic nie winny ... jednak dla mnie ważniejszy jest mój pies w takim wypadku. 

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Coś odnoszę wrażenie że strach twojego psa nie jest dziełem przypadku. Żeby odnieść jakikolwiek sukces w "pracy nad strachem" jakiegokolwiek psa to przede wszystkim sama musisz być spokojna. No niestety gdy pies widzi że jego przewodnik wpada w histerię to wręcz nie sposób żeby sam zachował spokój.

Piszesz "nie pies jest winny", ale "winny" czego? Tego że się pies chciał z nim pobawić?

Pierwszy byłbym skłonny do krytyki gdyby faktycznie twojemu psu coś groziło. Niestety jedyne co mu grozi to twoja histeria. Przesadzasz i bardzo źle to działa na twojego psa. Swoim zachowaniem utwierdzasz go w przekonaniu że sytuacja jest niebezpieczna, dramatyczna, że coś mu grozi. Jeżeli będziesz kontynuować takie zachowanie to będzie tylko gorzej.

 

Piszesz o "bezpieczeństwie swojej małej", "ratowaniu twojej suni" gdy nie groziło jej żadne niebezpieczeństwo, sama to przyznajesz - pies chciał się tylko pobawić. I w dodatku nie widzisz związku pomiędzy swoim zachowaniem a strachem swojego psa. Bardzo to źle wróży na przyszłość. Dobrze by było zgłosić się do jakiegoś behawiorysty który by skonsultował zachowanie twojego psa i poradził ci co zrobić. Bo jak się mogę domyślić nie uznasz tego co ci proponuję za warte zastosowania, będziesz eskalować swoją histerię i "bronić" swojego psa przed tym co nie jest zagrożeniem a on żadnej obrony nie potrzebuje.

Link to comment
Share on other sites

Spike, nie widzę związku między swoim zachowaniem a zachowaniem psa, ponieważ napisałam tutaj by dać upust złości, która mnie przepełniła kiedy próbowałam zachować spokój i uspokoić swojego psa. Gdybym się wtedy wywrzeszczała, pewnie nie miałabym ochoty pomarudzić tutaj. Mój pies panicznie boi się dużych psów od początku. Bała się też trawy, motyli, liści, wody, samochodów ...  wszystkiego czego nie poznała tam, gdzie była zanim do mnie trafiła. Większość lęków jest już za nami. Nauczyła się wychodzić w nocy, co z początku było okropnie trudne i uciążliwe dla niej. Kroki w ciemności nie powodują już że sztywnieje. Nie łapie za smycz i nie piszczy w panice próbując zaciągnąć mnie do domu. 

 

Pracuję z nią i bardzo uważnie dobieram swoją reakcję do sytuacji. Udało nam się nawet zapoznać kilka większych psów, które akceptuje mniej lub bardziej - zapoznania te były przeprowadzone pod kontrolą z obu stron. Jednak skaczący nad nami wielki pies, mój pies który nie wie czy uciekać czy atakować, charczący, piszczący, wijący się ze strachu potrzebuje mojej obrony. Niezależnie od intencji drugiego psa, jej w tym momencie działa się krzywda. Dziś na spacerze była czujna, rozglądała się szukając strachów w ciemności .. nie robiła tego już dość długo. Nie mogę się nie denerwować, jeśli cała praca z psem ma iść "gdzieś" bo Pańci się pupilek zerwał.

Zerwał się? Spoko. Należy ruszyć dupę za nim, podbiec jeśli sytuacja tego wymaga ( a przerażenie mojej suni właśnie tego wymagało ) i psa zabrać. Ona sobie spacerkiem szła, nigdzie jej się nie spieszyło ...  z daleka słuchając rozpaczliwej próby odstraszenia go przez moją sunię. To był ostatni raz i więcej nie mam zamiaru dopuścić do takiej sytuacji. Jeśli Lilo nie może sama przełamać tego strachu, niech przynajmniej wie że stanę w jej obronie w razie zagrożenia. 

Awantury kobiecie nie zrobiłam, nie chciałam się wydzierać właśnie w celu uspokojenia małej. Oświadczyłam jedynie że mała się boi i że ma psa zabrać. 

Link to comment
Share on other sites

Myślałam, że takie rzeczy się nie zdarzają, a jednak - TŻ dzisiaj na spacerze w lesie został przyatakowany przez serdelkowatego faficzka - faficzek ofkors luzem, bez smyczy, obroży, kagańca, przybiegł i zaczął się pruć, na co moje dziewuchy nie pozostały obojętne i też zaczęły drzeć japska. Właścicielka oczywiście wołała faficzka, faficzek oczywiście miał wołanie daleko i głęboko, a gdy TŻ poprosił babkę o to, żeby podeszła i łaskawie zabrała psa, który stał pół metra od moich i darł jadaczkę to babka uznała, że nie zabierze psa, BO SIĘ BOI, BO PANA PSY TAK SZCZEKAJO.  :splat:  :splat:  :splat:

Link to comment
Share on other sites

Ale zrozum że tu nie chodzi o to co "powinien" zrobić wlaściciel drugiego psa bo jakie to ma znaczenie skoro tego nie robi? Kupienie sobie palki, gazu, noza czy karabinu niczego nie zmieni bo wywolasz tylko wojnę ktorą "wygrać" ci będzie ciężko bo to jednak ty masz strachliwego psa. Trzeba sobie poradzić w określonej sytuacji a poradzić sobie lepiej wlasnie tak jak piszę- zajmując się drugim psem albo wręcz fizycznie go przytrzymując (zupelnie spokojnie, bez nerwów i krzyku) i dając jednocześnie swojemu tyle dystansu ile to możliwe (czyli dlugosc smyczy), jeżeli okoliczności nie pozwalają na to żeby zupełnie smycz rzucić.

Czasami mozna zobaczyć filmiki na ktorych jeden pies gryzie drugiego a wlasciciel tego gryzionego probuje je "rozdzielać". To blad, trzeba się w każdej takiej sytuacji zająć tym psem ktory dąży do konfrontacji, do kontaku. Wtedy dajemy temu drugiemu szanse na ucieczkę a sami możemy skuteczniej "operować" tym pierwszym. A jak ktoś probuje jedną ręką unieruchomić psa 30 lub wiecej kg bo druga ma zajętą trzymaniem swojego to jak to się może udać?

Ja tak często robię bo mój pies też jest bardzo lagodnego usposobienia i nie lubi bawic się z duzymi, gwaltownymi psami. Jak taki podbiega i zaczyna zbyt intensywne harce to wlasnie na ogol sprawę zalatwia jakiś smaczek, rozpoczęcie zabawy z tym drugim psem, ktora odciąga go od mojego itp rzeczy.

LIczyc na to że ktokolwiek będzie zwracal uwagę na to że twoj pies się boi albo czegoś nie lubi to moim zdaniem duża naiwność.

 

evel,

dokładnie to samo w twoim wypadku. wystarczyło by delikatnie zbliżyć się do malucha, dać mu jakieś jedzenie choćby do powąchania i by się uspokoił. robilem to z milion razy. takie karaluchy atakują tylko i wylacznie ze strachu. wystarczy im pokazać że nie ma się czego bać i jest spokoj na ogol. przecież nie chodzi o to żeby pozostać na pozycji "moja jest sluszność więc proszę zabrać swojego psa" tylko żeby rozwiązać sytuację ktora dla nikogo komfortowa nie jest. przynajmniej mi o to chodzi więc tak sobie zawsze radzę. i to dziala.

Link to comment
Share on other sites

Spike, bez jaj. Nie bede nosic na spacer dodatkowych psich obiadów, ani tez wychowywac czy zabawiac obcych psow, bo ktos nie umie sobie z wlasnym kundlem poradzic. Jak nie umie to sprawa jest prosta jak budowa cepa: niech go trzyma na smyczy, lince czy cos i wszyscy beda szczesliwi.

Link to comment
Share on other sites

Mielismy taka sytuacje, ze spuscilismy ze smyczy nasze wilki. Sara podbiegla do pana, ktory szedl z dwoma malymi pieskami (na smyczy). Jeden z maluchow zjerzyl sie, ale po chwili rozluznil i zaczal obwachiwac Sare. Marta jak zwykle pozycja ulegla, po minucie zapraszala do zabawy. Natomiast drugi piesek wpadl w panike. Zaczal przerazliwie wyc. Pan wziol pieska na rece, a on az sie trzasl ze strachu. Pan powiedzial, ze piesek boi sie duzych psow, i dlatego tak panikuje. Poprosilismy wlasciciela, zeby postawil pieska na ziemi, zlapalismy Sare i kazalismy jej usiasc. Maly piesek powolutku podszedl do naszej wilczycy i obwachal ja i nagle...cud! zaczal tanczyc jak oszalay! Psy zaczely sie scigac. Maluch szczekal i gonil nasza Sare.Po chwili wrocily zziajane z "usmiechem" od ucha do ucha. Od tamtej pory, jak spotykamy pana z pieskami, maluchy od razu, z daleka "rzucaja" sie na nasze wilczyce i chca sie bawic.

Dlaczego o tym pisze? bo to swietny przyklad przenoszenia strachu wlasciciela na swojego pupila. Pan majac pieska na rekach, glaskal go nerwowo powtarzajac:wszystko w porzadku, oj biedny piesek, boi sie itd. Piesek wypuszczony z objec, natychmiast zapomnial o swoim strachu i swietnie sie bawil.

Oczywiscie sytuacja byla inna, bo mielismy Sare pod kontrola, ale najlepszym sposobem na przelamanie leku i strachu jest nasze nastawienie.

Link to comment
Share on other sites

Na pewno sposobem na resocjalizację lękliwego psa nie jest puszczanie go "ot tak" z nadzieją, że się psy dogadają tylko kontrolowane spotkania z innymi psami. I jest to trudniejsze, niż się wydaje, zwłaszcza w bardziej skomplikowanych przypadkach niż lekki lęk/niepewność wobec innych psów. Co więcej, takie puszczanie "aaaa, jak będzie to będzie" może oczywiście przebiec pozytywnie, ale może również spowodować narastanie problemów, np. agresję lękową. Nie rozumiem zatem, dlaczego ktoś właścicielowi strachulca odbiera prawo do przeprowadzania własnego "programu resocjalizacji", zwłaszcza, że chounapa pisała, że z psem pracuje a nie go porywa na rączki i zasypuje całuskami, żeby się nie bał. 

 

No ale OK, a co z psami, które zwyczajnie NIE LUBIĄ kontaktu z innymi? Bo tak się składa, że takich "socjopatów" znam całkiem sporo (a jeden egzemplarz mam w domu). Wszystko jest OK, póki inny pies nie wchodzi im w drogę, choć w zasadzie jeśli podbiega pies i normalnie się wita, przestrzegając zasad psiego savoir vivre'u to wszystko jest w porządku, a problem zaczyna się, kiedy mamy do czynienia z psem nachalnym, kozaczącym, albo ogólnie podbiegającym i prowokującym. Czy właściciel takiego psa ma wychodzić na spacery na pustynię, żeby nikogo nie spotkać?

 

Bo ja to widzę tak, że skoro moje kundle są na tyle ogarnięte, żeby jakoś normalnie funkcjonować bez podbiegania do innych psów (a młoda chciałaby, oj, chciałaby...), to nie jest to jakiś tytaniczny wysiłek, żeby ktoś inny swojego psa też tego nauczył. Po prostu wymagam od siebie, więc również mam czelność wymagać od innych choćby odrobiny pomyślunku i psiarskiej kultury. A jak chcę, żeby młoda się pobawiła z jakimś psem to otwieram buzię i pytam, czy psy się pobawią - nie, nie boli mnie, gdy to robię. 

 

I jeszcze coś - pani się bała, bo moje psy szczekały, a co robił jej kundel? Stał kilka kroków przed nimi i ujadał. Fcuk logic. 

Link to comment
Share on other sites

evel, odpowiedz na twoje pytanie jest proste: bo sa ludzie i ludzie. Tyle w temacie. Nie da rady niektorym przetlumaczyc ze jego szalejacy tygrys na wolnosci stwarza zagrozenie dla innych i siebie. Nie dociera do takich postaci, ze pracujesz z psem, ze naprawiasz bledy. Bo jego pies przeciez NIC NIE ROBI, co nie? na ludzi sie nie rzuca (chyba), a ze dopada psia ofiare? przeciez NIC nie robi! nie gryzie, nie depcze, ot zniewala, ale zabawa, ho,ho.

Tak jest, bylo i bedzie.

Co mozna zrobic? raczej niewiele. Bo ciezko znalezc miejsce gdzie lekliwy pies moze nabrac zaufania, ciezko znalezc psiarzy, ktorzy zwracaja uwage na swoich czworonogow, ba! ktorzy nawet wystapia w roli terapeutow. Bo zawsze sie znajdzie ten czy inny, ktoremu to wisi.

Widzisz pasa bez smyczy na ulicy? dzwon na policje czy SM, moze jeden mandat z drugim przemowia do rozumu "wlascicielowi" niz "prosze zabrac pasa!"

Link to comment
Share on other sites

 

To że 50kg psa nie chodziło na szkolenie a jego właścicielka sama nie umie go ogarnąć to nie mój problem i nie problem mojego psa i nie mam zamiaru kolejny raz patrzeć jak moja mała robi pod siebie ze strachu. Jak pies uciekł, to jej zasranym obowiązkiem było ruszyć za nim tyłek i go zabrać zanim drugi pies dostanie zawału. Każdy opiekun powinien pilnować swojej pociechy i dbać o jej bezpieczeństwo. W tym przypadku ja powinnam dbać o bezpieczeństwo swojej małej i stanąć psu na drodze zanim do niej dobiegnie, choćbym miała mu po oczach gazem psiknąć czy wcisnąć go łokciem w trawnik. A o to, żebym ja nie skrzywdziła drugiego psa, powinien dbać opiekun tego drugiego, nie dając mi okazji do ratowania swojej suni.

To że Twój pies histerycznie boi się drugiego psa ( a zdaje się, że boi sie także frunącego liścia) to JEST WYŁĄCZNIE TWÓJ PROBLEM.  A  nie problem innych. I inni wcale nie muszą sie nim przejmowac. 

Widzisz - kazdy kij ma dwa końce. Albo zachowujesz się w porządku i stosujesz metode choćby zaproponowaną przez spike'a (czyli rozsadek i zrozumienie, odrobina empatii) i zyje sie wszystkim łatwiej, radośniej i lepiej. 

Albo stoisz przy swoim... tamten pies to nie Twój problem. Twój pies nie jest także problemem dla tamtej kobiety. Przy czym jak się z boku przyjrzeć... dla niej problemem nie jest ani Twój pies, ani jej pies, ani zaden inny pies. Dla Ciebie problemem jest całe otoczenie i wszystkie psy tego świata (czekam z utesknienien na opis problematycznych liści - bo jak one moga tak fruwac i przestraszać doprowadzając do zawału Twojego psa!)

 

Ja rozumiałabym - podbiegł, rzucił sie, poranił, ryczał i temu podobne. Ale on podszedł i zachecał do zabawy... to Twój pies zachowywał się jak psychol, a Ty niestety razem z nim. Bardzo częsty widok, niemal codzienny.

Link to comment
Share on other sites

To wniosek jest jaki? Że lękliwe psy nie mają prawa się czuć bezpiecznie nawet przy swoim właścicielu, bo ktoś sobie puści luzem wielkiego nieokrzesanego psa i ma wszystko w dupie? Polska dla Polaków, ziemia dla ziemniaków, a lękliwe psy na księżyc?

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

spike, to tak nie wygląda.

Jako opiekun psa, który kocha 98% ludzi, najchętniej zalizałby dzieci na amen, uwielbia małe pieski bardzo uważam i konsekwentnie pracowałam na to, by nie podbiegała go każdego się przywitać. Lilo jest dość wysoka jak na swoją wagę i nawet biegnąc z merdającym ogonem może wystraszyć. 

 

Skoro ja, dbam o to by mój pies się mnie pilnował ( ba, nawet udało mi się dokonać niemożliwego, nauczyć ją chodzić grzecznie bez smyczy - to u nas na osiedlu jest jakimś fenomenem -.- ), by nie zaczepiał ludzi i psów bez mojego pozwolenia, wymagam tego samego od innych opiekunów. Nie mam najmniejszego zamiaru nosić smaczków ani zabawek dla innego psa. Jego właścicielka doskonale wie, że ja sobie nie życzę by jej pies napastował moją sunię i dlatego właśnie więcej jej takiego zachowania nie popuszczę. Bo ja nie mam zamiaru prosić więcej niż raz.

 

Pracujemy z nią w określony sposób. Postępy są powolne, ale są więc to jak pracujemy wydaje się skuteczne. Praca z jej lękiem nie zakłada że z kompletnych ciemności wyskakuje na nią ogromny pies, dlatego zachowała się jak zachowała. Mogłam ją puścić, ale co bym zrobiła gdyby uciekła na ulicę, albo jeszcze gorzej uznała że teraz to ja jestem zagrożona i zaatakowała olbrzyma ? To jest jeszcze głupawe szczenie, dające się ponieść emocjom i właśnie w takich momentach najbardziej potrzebowała mojej kontroli. 

Nie mam najmniejszej ochoty przeprowadzać na niej terapii szokowej tylko dlatego że komuś się psa upilnować nie chce. Gdybym to ja bała się psów a nie mój pies, to taki kolega już dawno dostałby kopa w pysk, należy uwzględnić że nie każdy sobie życzy by pies czy duży, czy mały podbiegał do niego bez jakiejkolwiek kontroli... bo ludzie różnie reagują. Jeden zacznie krzyczeć a inny zwyczajnie psa skrzywdzi. Wykładać tego tej pani nie mam zamiaru, ale jeśli znów dopuści do takiej sytuacji to stanę w obronie swojej suni. Myślę że jeśli ona uzna, że ją obronię w razie konieczności to łatwiej jej będzie zaufać psom, które próbuję z nią zapoznać i pokazuję jej że są bezpieczne. 

 

czarnykapturek, u nas to jest ciut bardziej skomplikowane. Nigdy nie brałam jej na ręce widząc innego psa. Nie zwracam uwagi na obce, duże psy i staram się by Lilo to zauważyła. Niestety to że ja się nie boję, serio mało daje i każda konfrontacja jest dla niej trudna. 

 

Udało nam się poznać 2 labradory których wcześniej się panicznie bała. Ostatnio zapoznała ciut większego od siebie, czarnego kundelka ( czarne jest gorsze ).. ale zapoznania takie nie są łatwe, ani dla niej ani dla mnie. Nie wystarczy nie okazywać strachu.

 

 

Choć oczywiście z tą reakcją właściciela macie rację. Mamy u nas małego psiaka, który od początku bardzo chciał się z Lilo bawić. Bawiły się ładnie, ale opiekunka uznała że Lilo go "zgniecie", "zdepcze", "przegryzie w pół" i w ogóle cuda na kiju, bo Lilo jest większa to nie umie się zachować :roll: . Pani uznała że będzie bronić bezpieczeństwa malucha, biorąc go na ręce zawsze gdy chciał podejść do większego psa... i tak, obecnie ten maluch się już dużych psów boi. 

Niestety gdyby w przypadku Lilo to było takie proste, to problemu by już nie było. 

Link to comment
Share on other sites

chounapa, a gdybys jednak zwracala uwage na duze, obce psy? chodzi mi o to, ze jesli widzisz takiego pieska, ktory idzie na smyczy, zmniejszyla odleglosc miedzy nim o twoim pieskiem? nie na sile, ale zdecydowanie podejsc te pare krokow blizej? Z moich obserwacji: jesli pokierujesz psem na "niebezpieczenstwo", bedac blisko, zeby pies wiedzial ze masz kontrole, pies sie "poddaje" twojej woli, widzac ze nie taki diabel straszny. Nie mowie o wrzuceniu na gleboka wode, dlatego drugi piesek powinnien byc kontrolowany przez wlasciciela, ale zmniejszyc dystans, bez zatrzymywania sie, bez checi poznania jednego psa z drugim. Przejsc obok jakby nigdy nic. Ale pewnie i spokojnie.

 

Edit: ja nie pozwalam Sarze bawic sie z malymi pieskami, tzn.pozwalam, ale jak widze ze zaczynaja sie scigac, odwoluje. Sara to olbrzym, boje sie ze swoja waga moglaby zrobic krzywde maluszkowi. Znamy taka pania, ma pieska mini-mini, taki szczurek, i ten piesek jest bardzo przyjazny. Chce sie bawic, ale jest tyci. Pani nauczyla pieska chamowac w swoim zapedzie, na rozkaz piesek "pada na ziemie", wtedy drugi "podkrecony" zabawa pies staje z mina: WTF?

Link to comment
Share on other sites


"to Twój pies zachowywał się jak psychol, a Ty niestety razem z nim. Bardzo częsty widok, niemal codzienny."

 

Tak, właśnie to dokładnie napisałam i fajnie że dobrze zinterpretowałaś mój opis sytuacji i mojej reakcji. 

 

 

Jak się przyjrzeć z boku to sytuacja wyglądała tak:

Z kompletnej ciemności wybiegł na nas ogromny pies, który zerwał się ze smyczy swojej właścicielce 300 metrów dalej. <- Tu jestem pełna zrozumienia, póki wiem że nie puściła go na nas bez pytania celowo.

 

Na ogromnego psa, sunącego z ciemności Lilo zareagowała paniką.

 

Właścicielka ogromnego psa, plotkując po drodze z koleżanką idzie sobie spacerkiem ( bardzo wolnym ) te 300 metrów nie próbując nawet wołać psa ( zakładam że wie że to nic nie da ), nie przyśpiesza mimo że słyszy reakcję mojego psa, z daleka w ciemności nie widzi co się dzieje i nic jej to nie obchodzi. Gdy łaskawie znalazła się na miejscu, wzięła psa i ze śmiechem powiedziała że "spełnił swe marzenie" <- to już jest dla mnie problem. Bo pies jak się zerwał, to trudno dopóki nikogo nie chce krzywdzić, ale w takiej sytuacji Pani powinna przyśpieszyć i zrobić wszystko by swojego psa jak najszybciej zabrać. 

Prawda jest taka, że nie narzekam na inne psy i innych ludzi, bo nawet jak ktoś ją wystraszy niechcący, robi co może żeby nad psem zapanować. Należy szanować innych psiarzy, w tym potrzeby innych psów. Potrzebą mojej suni jest to, by żaden olbrzym na nią nie wbiegał i biorąc pod uwagę zarówno kulturę jak i przepisy, moja sunia ma do tego pełne prawo. 

Link to comment
Share on other sites

 

 

Spike, bez jaj. Nie bede nosic na spacer dodatkowych psich obiadów, ani tez wychowywac czy zabawiac obcych psow

 

Ja się dziwię. Bo ja sto razy bardziej wolę właśnie "oswoić" przestraszonego, obcego psa niż mieć z nim jakieś przeboje albo stać i domagać się od właściciela żeby go zabrał.

Szczególnie że jeszcze dochodzi do sytuacji kuriozalnej, jak ta opisywana przez ciebie, że właścicielka "atakującego" przestraszonego knypka boi się podejść do twoich większych i groźniej wyglądających psów które się na knypka rozszczekały.

Tak, oczywiście, "wina" leży po stronie tej kobiety. Ale czy nie lepiej zamiast szukać winnego i potem opisywać na forum sytuację w topiku "chamstwo innych psiarzy" po prostu ją szybko i "na bieżąco" rozwiązać?

 

 

 

 Nie dociera do takich postaci, ze pracujesz z psem, ze naprawiasz bledy. Bo jego pies przeciez NIC NIE ROBI, co nie?

 

tak jak pisze isabelle, spójrz na sprawę z drugiej strony. jeżeli evel stoi na stanowisku: "właściciel którego pies podbiegł powinien go natychmiast zabrać i nie ma zamiaru zrobić nic żeby sytuację załagodzić", choć z łatwością by mogła to dlaczego oczekujecie od właściciela psa który chce się bawić że on się będzie zastanawiał czy ty "pracujesz z psem"?

jego pies jest spokojny, nieagresywny, a że chce się pobawić to zwyczajna psia rzecz. nie robi nic co by wymagało jego reakcji wg oceny większości ludzi. większość by ci powiedziała "przestań panikować".

choć to się odnosi raczej nie do sytuacji evel tylko tej małej lilo.

a w sytuacji evel raczej chodzi o nie eskalowanie psiego konfliktu i nie przenoszenie go jeszcze na poziom ludzi tylko dlatego żeby pokazać, że ma się rację. kobita się przestraszyła i tyle. czemu jej nie pomóc zapanować nad sytuacją?

Link to comment
Share on other sites

 

"to Twój pies zachowywał się jak psychol, a Ty niestety razem z nim. Bardzo częsty widok, niemal codzienny."

 

Tak, właśnie to dokładnie napisałam i fajnie że dobrze zinterpretowałaś mój opis sytuacji i mojej reakcji. 

 

 

Jak się przyjrzeć z boku to sytuacja wyglądała tak:

Z kompletnej ciemności wybiegł na nas ogromny pies, który zerwał się ze smyczy swojej właścicielce 300 metrów dalej. <- Tu jestem pełna zrozumienia, póki wiem że nie puściła go na nas bez pytania celowo.

 

Na ogromnego psa, sunącego z ciemności Lilo zareagowała paniką.

 

Właścicielka ogromnego psa, plotkując po drodze z koleżanką idzie sobie spacerkiem ( bardzo wolnym ) te 300 metrów nie próbując nawet wołać psa ( zakładam że wie że to nic nie da ), nie przyśpiesza mimo że słyszy reakcję mojego psa, z daleka w ciemności nie widzi co się dzieje i nic jej to nie obchodzi. Gdy łaskawie znalazła się na miejscu, wzięła psa i ze śmiechem powiedziała że "spełnił swe marzenie" <- to już jest dla mnie problem. Bo pies jak się zerwał, to trudno dopóki nikogo nie chce krzywdzić, ale w takiej sytuacji Pani powinna przyśpieszyć i zrobić wszystko by swojego psa jak najszybciej zabrać. 

Prawda jest taka, że nie narzekam na inne psy i innych ludzi, bo nawet jak ktoś ją wystraszy niechcący, robi co może żeby nad psem zapanować. Należy szanować innych psiarzy, w tym potrzeby innych psów. Potrzebą mojej suni jest to, by żaden olbrzym na nią nie wbiegał i biorąc pod uwagę zarówno kulturę jak i przepisy, moja sunia ma do tego pełne prawo. 

 

Fajnie, że opisałas to dokładniej. 

Natomiast ja się przyczepiłam akurat do stwierdzenia "to nie mój problem, tamto nie mój problem" I odniosłam to do tamtej kobiety - bo skoro jej zerwał sie pies i to nie twój problem (choć jest w tym momencie bardziej twój niż jej), to z jej strony wyglada to dokładnie tak samo... lęki Twojego psa nie są jej problemem. I tak naprawde nie są.

Zupełnie zrozumiałe jest że w tym monecie człowiek zaczyna panikowac, denerwowac się a po fakcie zaczyna sobie samemu wmawiac - nastepnym razem to zrobię to czy tamto, mogłam zrobić to czy tamto. I zupełnie normalnym jest że w tym owymn robieniu tego czy tamtego ani jedna pozycja nie jest zrobieniem czegos logicznego i konstruktywnego.

 

Nie wiem czy mi  wyszło to zrozumiale... obawiam się, że jeszcze jest zbyt rano... 

 

Odnośnie zachowań silnie lękowych... tak, są one psychopatyczne. I nie używam tego słowa w jakims pogardliwym tonie. Po prostu stwierdzam fakt. sama mam dwa psy. Jeden jest duzy i choć nie wypada z nagła z krzaków na psy - często jego pojawienie się horyzoncie wywołuje atak histerii, awantury i cholera wie co ( żeby było smieszniej - jest to golden, który głęboko pod ogonem ma małe, obce piesełki, drace japę). Znam sytuacje doskonale... ktoś drze morde na temat tego co ja powinnam... a ja podobnie jak mój pies - pełna zlewka bo wiem że choćby tamten pies stanął na rzęsach i płetwami zaklaskał - mój pies nie bedzie nim zaiteresowany. Innymi słowy mówiąc - ktos sie piłuje i MA PROBLEM, który próbuje zrzucic na mnie. Nie... to NIE JEST MÓJ PROBLEM i nic z tym nie zamierzam robić.

Mam także szczeniaka - w tej chwili 4.5 mca. I bardzo od samego poczatku dbałam o to by nie był strachliwy. Nie było kwarantanny... miał 8 tyg i 4 dni gdy zaczął normalnie zyć wsród dużych psów, szczekających psów, biegających psów. W wieku 9 tygodni dostał pierwsze w swoim zyciu wciry od dużego bo wlazł mu do miski.

Po prostu - zero cackania = pies stabilny.

I mam porównanie... pies kolezanki - 3 tygodnie młodszy, pełna kwarantanna, do tej pory kontakt z bardzo wybranymi psami, ochrona i ceregiele. Ten pies zaczyna się zachowywac jak psychol... i będzie sie to tylko pogłębiac niestety.

 

Pracuj z psem. Obserwuj ludzi i psy w okolicy. zaczepiaj tych "normalnych", tłumacz o co Ci chodzi. Umawiaj się na spacery. Często własne leki łatwiej pokonuje się u boku dużego przyjaciela, a ten który z nagła wypada zza krzaka może stac się sojusznikiem na cały zywot.

Po prostu - stawiaj się czasem po drugiej stronie i gdy ten drugi człowiek wypowiada słowa które w jego mniemaniu mają rozładowac atmosferę - doceń to. I wykorzystaj... 

zamiast na nią bluzgac - mogłas powiedzieć - mam problem z jej lękami. Czy mogłaby pani przytrzymac swojego psa aby i moja mogła spełnić swoje zyczenie? I uspokoiwszy z odległości małą zacząć powoli zbliżać i pokazując że wilk nie taki straszny.

Link to comment
Share on other sites

 

 

Skoro ja, dbam o to by mój pies się mnie pilnował ( ba, nawet udało mi się dokonać niemożliwego, nauczyć ją chodzić grzecznie bez smyczy - to u nas na osiedlu jest jakimś fenomenem -.- ), by nie zaczepiał ludzi i psów bez mojego pozwolenia, wymagam tego samego od innych opiekunów

 

ej dajże spokój. gdybym ja liczył na to że inne psy będą się zachowywać tak jak mój, przybiegać na każde zawołanie, ignorować szczekające na niego inne psy, nie być nachalnymi dominującym w zabawach to bym chyba w ogóle na spacery nie wychodził. I bynajmniej nie mówię że to dlatego że jestem taki nie wiadomo jaki super i tak go ekstra wychowuję. Mój pies od samego początku, jak go tylko wziąłem ze schroniska był łagodny wobec innych psów, tak mi się trafiło. Jest duży i wygląda groźnie więc często na jego widok inne reagują strachem i właśnie szczekaniem, niedawno został ugryziony przez sukę która wyrwała się właścicielce (w ogóle się tym nie przejął, na początku uciekł ale potem to był taki zadowolony jakby to on kogoś ugryzł).

Nie ma co stawiać ludziom zbyt dużych oczekiwań, większość nie ma żadnego pojęcia na temat wychowywania psów dlaczego więc nie ułatwić sobie i im życia pomagając trochę w sytuacjach konfliktowych a nie uparcie "mieć słuszność" a potem warczeć na nich na forum?

Link to comment
Share on other sites

Isabelle, ale ja serio nie mam żalu do ludzi za to że mają duże psy. Mam żal tylko wtedy, gdy nie próbują ich kontrolować. Gdyby wpadł na moją córkę i ją wywrócił, bo chce się bawić, to czyj to by był problem ? Też mój, ale chamstwo wciąż stałoby po stronie osoby która na to pozwala i nie reaguje w żaden sposób. 

 

To jest jeden jedyny pies na osiedlu, nad którym nie ma żadnej kontroli. Co z tego że jest przyjazny skoro jest kompletnie nieokrzesany? Może też nie do końca rozumiem zachowania psów, ale niezbyt przyjazne wydaje mi się skakanie nad psem który daje wyraźne sygnały że tego nie chce. Lilo jak chciała się bawić z malcem który ją oszczekał odpuściła od razu. Mamy w bloku psa który waży 1,5kg ... Co gdyby chciał się bawić z nim i zrobiłby mu krzywdę niechcący ? Czyj to był by problem ?

 

Lilo nie była sama, jej koleżanka nawet próbowała się z nim pobawić ( ona się dużych psów nie boi ). Nie wiem co się stało, ale usłyszałam pisk i koleżanka znikła pędem biegnąc w kierunku domu. Wtedy ten wrócił skakać nad nami. To nie jest normalne ani kulturalne.... 

 

Psa uspokajałam później dobre kilka minut zanim zaczęła normalnie oddychać, w domu długo była zestresowana, a następnego dnia uważała na strachy czające się w ciemności. Źle to przeżyła i nie było szans tego dnia i  z tym psem spróbować jej zapoznać.

 

Lilo nie miała tego szczęścia i nikt jej nie socjalizował na początku. Jestem przekonana że chowała się w piwnicy z dala od jakichkolwiek bodźców, dlatego miała tyle problemów i dlatego część z nich wciąż ją prześladuje. Robimy co możemy, robimy co działa ale na taką niespodziankę gotowa nie była. Chciałabym by właścicielka tego psa okazała odrobinę kultury i spróbowała chociaż zapanować nad psem. Boję się że następnym razem Lilo może go zaatakować, jeśli dojdzie do takiej konfrontacji, nie będzie czasu na to, żeby Pani sobie spacerkiem te 300 metrów doszła. 

Mamy tu 2 duże labki. Ich też Lilo bardzo się bała. Teraz się świetnie razem dogadują ... ale zapoznanie nie polegało na tym, żeby psy ją obskoczyły i wbiły w podłogę. Lilo sama do nich podeszła kiedy poczuła się gotowa. Mamy dużego goldena, którego Lilo wręcz kocha. Z daleka jak się widzą, piszczą z radości. Zapoznanie ich również nie polegało na zagonieniu Lilo w kąt i zabraniu możliwości ucieczki. Ostatnio pierwszy raz podeszła do większego od siebie czarnego psa ( ciemne są gorsze ).

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...