Jump to content
Dogomania

Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy? [2]


dog_master
 Share

Recommended Posts

 

 

piesek moze podleciec zawsze. jestesmy za swojego psa odpowiedzialni.

 

Myślę że niepotrzebnie dajesz się wkręcać pannie bokersównie. To tylko taka blokerska napinka typu "podskocz do mnie to cię załatwię" :) Zeby faktycznie psy mogły jakiegoś zabić to muszą być to silne psy. Jeżeli jest ich kilka to utrzymanie kilku silnych psów na smyczy w czasie zwykłego spaceru jest zwyczajnie niemożliwe. One by były niebezpieczne dla każdego bo zawsze mogą zauważyć coś wcześniej niż człowiek i się wyrwać. Więc jeżeli faktycznie chodzą razem to albo nie są wcale takie groźne albo są odpowiednio zabezpieczone a panna blokersówna tu pajacuje.

 

Co oczywiscie nie zmienia miary jej prymitywizmu bo żeby chełpić się tym że "jak do mnie podbiegnie to może to być ostatni raz w życiu" to trzeba być prymitywnym nieprawdopodobnie bez względu na to czy to prawda czy nie.

Link to comment
Share on other sites

 

isabelle301...jest coś takiego, jak pewne niepisane prawa, zwyczaje, zasady społeczne, które służą m.in. temu, aby żyło się przyjemnie i bezkonfliktowo. 

zdaje się, że wydziernie w duecie z rzucaniem mięsem, przekleństwa, groźby i kopanie czyjegoś psa takze się w owych normch mieszczą.

czyż nie?

Czy też może normy owe dotyczą tylko tych wszystkich innych wokół nas natomiast my sami jesteśmy ponad to?

Bo takie właśnie od dawna , czytając ten wątek, odnoszę wrazenie.

Mało tego - jedyne chamstwo jakie tu widzę to chamstwo opisujących przerózne sytuacje osób. 

Moze więc nalezy zmienić tytuł wątku n 

" Opowiem wam o moim chamstwie"

Link to comment
Share on other sites

Myślę że niepotrzebnie dajesz się wkręcać pannie bokersównie. To tylko taka blokerska napinka typu "podskocz do mnie to cię załatwię" :) Zeby faktycznie psy mogły jakiegoś zabić to muszą być to silne psy. Jeżeli jest ich kilka to utrzymanie kilku silnych psów na smyczy w czasie zwykłego spaceru jest zwyczajnie niemożliwe. One by były niebezpieczne dla każdego bo zawsze mogą zauważyć coś wcześniej niż człowiek i się wyrwać. Więc jeżeli faktycznie chodzą razem to albo nie są wcale takie groźne albo są odpowiednio zabezpieczone a panna blokersówna tu pajacuje.

Co oczywiscie nie zmienia miary jej prymitywizmu bo żeby chełpić się tym że "jak do mnie podbiegnie to może to być ostatni raz w życiu" to trzeba być prymitywnym nieprawdopodobnie bez względu na to czy to prawda czy nie.

Idealna interpretacja :loveu: Przecież człowiek może tylko sam wychodzić, takie samotne stworzenie :loveu:



Przykro mi spike, ale posiadam kogoś takiego jak znajomi ;) Może obco brzmi, ale istnieje...

I ja nigdzie nie napisałam że podbiegacz zostanie zagryziony, to twoja interpretacja.
Link to comment
Share on other sites

Jeżeli na jednego groźnego psa na smyczy przypada jeden właściciel który tę smycz skutecznie trzyma to nie ma w ogóle mowy o tym żeby te psy mogły cokolwiek zrobić jako grupa. Więc straszenie że "jak podbiegnie to ręka noga mózg na ścianie" to faktycznie tylko taka napinka. No cóż, jak ktoś tego potrzebuje to proszę bardzo.

Link to comment
Share on other sites

Jeżeli na jednego groźnego psa na smyczy przypada jeden właściciel który tę smycz skutecznie trzyma to nie ma w ogóle mowy o tym żeby te psy mogły cokolwiek zrobić jako grupa. Więc straszenie że "jak podbiegnie to ręka noga mózg na ścianie" to faktycznie tylko taka napinka. No cóż, jak ktoś tego potrzebuje to proszę bardzo.


A nie pomyślałeś że grupa psów złożona z 6-8 psów dużych i bardzo dużych może zrobić krzywdę podbiegaczowi (jeśli np jest mały) w ogólnej kotłowaninie, mimo smyczy i kagańca? U mnie w mieście doszło do zdeptania yorka przez 1 owczarka, w przypadkowej zabawie (w domu, psy jednej właścicielki). Yorczek (wtedy szczeniak, teraz dorosły) niestety jeździ na wózku, ma problem z kręgosłupem, tak onek niefortunnie go załatwił bawiąc się piłeczką. Nie chcę wiedzieć do czego by doszło przy większej ilości psów.
Link to comment
Share on other sites

Grupa piesków trafia na szczęście na normalnych właścicieli, którzy albo mają normalne psy, albo nienormalne prowadzą na smyczy. Kiedy każdy będzie pilnował swojego psa nie będzie problemu. Nasze psy idą na smyczy, część ma kagańce, a nie będziemy się nie umawiać czy chować po klatkach bo piesek musi podlecieć. Nigdy nie doszło do zagrożenia, wszyscy żyją, dochodzą nowi psiarze, tylko trzeba umiejętnie przeprowadzić zapoznanie a nie "hulaj dusza". Nasze psy nie podchodzą do nikogo, więc nie życzymy sobie podbiegania piesków samopas. Tylko tyle. Albo aż z tego co widzę.

Tak się akurat składa ze my takze nalezymy do tkiej grupy psów. W tej chwili jest on mła ale bywły momenty kiedy wieczorową pora grupa liczyła ponad 20 psów wszelkiej masci. Żaden nie miał kagańc, żaden nie był na smyczy. I żaden podbiegacz nie był w żaden sposób zagrożony. Jedni byli przyjmowni do grupy (stada)  inni nie ale zalezało to bardziej od człowieków owych psów. Jak człowiek był przyjazny to wszyscy byli przyjaźni. Jak człowiek mił pretensje - atmosfera gęstniała i obcy zmykał gdzie pieprz rośnie choć sam przylazł. 

Jakoś to zawsze jednk od człowieka zalezy - zachowanie psa. 

Ja idąc na spacer już tylko rzucm okiem na psa, bardziej skupiam się na jego człowieku - jak debil = m psa debila; jak człowiek ok = pies normalny (normalny wbrew zapowiedziom Berka że nie ma takiego)

Link to comment
Share on other sites

Tak się akurat składa ze my takze nalezymy do tkiej grupy psów. W tej chwili jest on mła ale bywły momenty kiedy wieczorową pora grupa liczyła ponad 20 psów wszelkiej masci. Żaden nie miał kagańc, żaden nie był na smyczy. I żaden podbiegacz nie był w żaden sposób zagrożony. Jedni byli przyjmowni do grupy (stada)  inni nie ale zalezało to bardziej od człowieków owych psów. Jak człowiek był przyjazny to wszyscy byli przyjaźni. Jak człowiek mił pretensje - atmosfera gęstniała i obcy zmykał gdzie pieprz rośnie choć sam przylazł. 
Jakoś to zawsze jednk od człowieka zalezy - zachowanie psa. 
Ja idąc na spacer już tylko rzucm okiem na psa, bardziej skupiam się na jego człowieku - jak debil = m psa debila; jak człowiek ok = pies normalny (normalny wbrew zapowiedziom Berka że nie ma takiego)

  
No u nas niestety grupka składa się z różnych psów, opanowanych w różnym stopniu. Nigdy nikomu krzywda się nie dzieje ale też nikt nie podlatuje tak o, zawsze jest najpierw rozmowa. Moja sunia jest dominująca, ale krzywdy nie robi. Niestety, stado zawiera 2 samce niezbyt łagodne, które są zakagańcowane, ale i z nimi problemów nie ma większych, dają się opanować słownie. I nie napisałam że nasze stado zagryzie. Jedynie może dojść do wypadku, o który w takiej grupie na smyczy jest niestety łatwiej niż luzem. Co nie znaczy że nie przyjmiemy psich kumpli poniżej jakiejś wagi- zapoznanie zrobione z głową i nowi dochodzą (obecnie szczeniak onka, teraz już większy, ale jak miał 2 miesiące to dołączył). Jeśli jesteśmy na "psiej polanie" sytuacja jest inna- wtedy pod biegacz mniej przeszkadza, bo psy luzem, zajęte sobą, pojedynczo witają nowego. Na smyczy niestety jest zupełnie inaczej, 2 psy się bardziej spinają, a i wlatywacz pod nogami jest zagrożeniem samym w sobie, przez plątaninę.

Wypadek się może zdarzyć zawsze. Tak myśląc to nie powinno się w ogóle dopuszczać małych psów do dużych ale po co to straszyć? Obejrzałem sobie twoją galerię. Masz takie fajne stadko a walisz tu tekstami jak ostatni prymityw.

No właśnie, może się zdarzyć... I z moich obserwacji może do tego dojść najczęściej podczas takiego zapoznania na "hurra". Bo potem stado potrafi uważać na maluchy,czego dowodem jest np mój cały i zdrowy jamnior. Ale jego zapoznały jak były luzem, pojedynczo, a i jamnior był początkowo na smyczy.
Link to comment
Share on other sites

Z moich obserwacji - stado luzem (psy wielkie , duże, małe i mikrusy) na obcego reguje zawsze tak samo. Najpierw wychodzi jeden - najczęściej samiec który w stadzie rozdaje łaski i głaski, oraz strzały zębami, za nim idą i stają po bokach dwie najsilniejsze i najstabilniejsze samice, potem reszta. Nie ma tu nic na hurra... jest ściśle określona kolejność. Natomiast obcy widząc stado zachowuje się takze nieco z dystansem... 

Jedyny wypadek który moze się zdarzyć - to wypadek podczas szaleńczych zabaw. Nigdy w trakcie zapoznawania. I z własnego doświadczenia wiem - najlepiej gdy ludzie wogóle się w to nie mieszają. Najlepiej dla wszystkich.

Ale oczywiście sytuacja dotyczy psów stabilnych, oraz na luzie a nie na smyczy gdy kazdy chojraczy

 

I dlatego własnie - ze względu na bezpieczeństwo - nasza grupa zawsze jest niezwykle chamska, i mając w nosie pretensje, uwagi i komentarze - zawsze spaceruje z psami na luzie.

Link to comment
Share on other sites

"Pies musi być pod kontrolą" - Tak brzmią przepisy w każdym jednym mieście. Pod kontrolą, oznacza "jest na smyczy, bądź wraca odwołany". Jeśli jakimś cudem właściciel traci kontrolę nad psem, powinien za nim iść i jak najszybciej to możliwe kontrolę odzyskać. 

 

Dlaczego ?

 

- dlatego że drugi pies może uznać że w samoobronie rozszarpie mu gardło

- dlatego że może pobrudzić osobę idącą właśnie obok 

- dlatego że może przewrócić dziecko ... i o ile dziecko nie wyrżnie głową o beton, pewnie dałoby się to jakoś wytłumaczyć.. tylko po co ryzykować?

 

Nie wyobrażam sobie, co trzeba mieć w głowie, by kompletnie nie zareagować na to, że pies komuś przeszkadza. Nie mówię już o robieniu krzywdy. Mi przeszkadza jak skaczą po mnie obce psy i mam prawo do tego, by obce psy po mnie nie skakały. Mojemu psu przeszkadza jak go straszą i również mamy pełne prawo do tego, by tego nie robiły. 

 

Jak wspomniałam w pierwszym poście na ten temat. Skoro właściciel nie umie używać mózgu i myśleć o innych... będę myśleć o tym sama, choćby miało to oznaczać noszenie gazu pieprzowego w kieszeni. Bo zarówno ja jak i moja sunia, mamy takie samo prawo do relaksu na spacerze jak nieodwoływalny pies ze swoim niemyślącym właścicielem.

 

Skoro ja nauczyłam swojego "psychotycznego" psa wracania na zawołanie, niezależnie od sytuacji... to dlaczego inni nie mogą tego samego nauczyć swoich "całkiem normalnych" psów by nie stwarzały zagrożenia dla siebie i innych ?

Link to comment
Share on other sites

Wypadek się może zdarzyć zawsze. Tak myśląc to nie powinno się w ogóle dopuszczać małych psów do dużych ale po co to straszyć? Obejrzałem sobie twoją galerię. Masz takie fajne stadko a walisz tu tekstami jak ostatni prymityw.

 

Myslę, że [email protected]@ (nie wiem nawet jak to odmienić) chodziło raczej o to, ze jeśli do takiej grupy podbiegł pies i zaatakował, któregoś z jej członków, to mogłoby się dla niego źle skończyć. Stado w takim wypadku reaguje natychmiasto i "zbiorczo" i rzeczywiście może się to fatalnie dla napastnika skończyć.

Powiem szczerze, że w przypadku jeśli jakiś pies latający luzem rzuca się do psa idącego na smyczy i zostanie pogryziony, to wina jest ewidentnie po stronie właściciela psa latającego luzem. Dla mnie zasada jest prosta, nie panuje się nad psem, to się go luzem nie puszcza, albo puszcza w takich miejscach, gdzie można obserwować otoczenie, aby zdążyć psa przechwycić, gdy inny pojawi się na horyzoncie.

Link to comment
Share on other sites

Z moich obserwacji - stado luzem (psy wielkie , duże, małe i mikrusy) na obcego reguje zawsze tak samo. Najpierw wychodzi jeden - najczęściej samiec który w stadzie rozdaje łaski i głaski, oraz strzały zębami, za nim idą i stają po bokach dwie najsilniejsze i najstabilniejsze samice, potem reszta. Nie ma tu nic na hurra... jest ściśle określona kolejność. Natomiast obcy widząc stado zachowuje się takze nieco z dystansem... 
Jedyny wypadek który moze się zdarzyć - to wypadek podczas szaleńczych zabaw. Nigdy w trakcie zapoznawania. I z własnego doświadczenia wiem - najlepiej gdy ludzie wogóle się w to nie mieszają. Najlepiej dla wszystkich.
Ale oczywiście sytuacja dotyczy psów stabilnych, oraz na luzie a nie na smyczy gdy kazdy chojraczy
 
I dlatego własnie - ze względu na bezpieczeństwo - nasza grupa zawsze jest niezwykle chamska, i mając w nosie pretensje, uwagi i komentarze - zawsze spaceruje z psami na luzie.

Właśnie jak napisałaś- tak się witają na luzie. Na smyczy tak pięknie wcale nie jest z tego co widzę- i nie, nie chodzi o to że się rzucają i gryzą- tylko następuje chaos i plątanina. Niestety, dopóki nie dojdziemy do "naszego" miejsca psy idą na smyczy. A jak puszczamy luzem, to nie pozwalamy się oddalać do obcych psów jeśli widzimy, że ktoś z psem idzie z boku i raczej nie chce kontaktu ze sforą. Staram się zrozumieć, że psy są różne, nie każdy chce mieć styczność z innymi bo jego pies może być chory/agresywny/lękliwy czy jakikolwiek. To wcale nie tak dużo, jedno zawołanie lub przytrzymanie oporniejszych psiaków. Bo mimo że jesteśmy na spotkaniu pisarzy, to nie zabronimy przechodzić tam ludziom, mają takie prawo, a wręcz większe niż my- bo pies ma być na smyczy lub w kagańcu, więc łamiemy prawo. Jeśli podbiega do sfory biegającej luzem- ok, widocznie właściciel tego chce lub nie panuje i pies tego chce. Ale jeśli idziemy na smyczy to wolę nie mieć styczności z podbiegaczami dla bezpieczeństwa- zapytanie to nic trudnego, może się umówić na spacer luzem z nami lub spokojne przywitanie pojedynczo.
Link to comment
Share on other sites

 

 

Skoro ja nauczyłam swojego "psychotycznego" psa wracania na zawołanie, niezależnie od sytuacji... to dlaczego inni nie mogą tego samego nauczyć swoich "całkiem normalnych" psów by nie stwarzały zagrożenia dla siebie i innych ?

 

Bo inni nie są tobą. Bo są znacznie bardziej lekkomyślni niż ty, bo nie potrafią zająć się psem tak jak ty i go wychować, bo pełno jest ludzi którzy jedyną odpowiedź jaką widzą na nieposłusznego psa to założyć mu kolczatkę.

Mój pies został ostatnio ugryziony. Ugryzła go suka, którą na smyczy prowadziła kobita na oko z 70 lat, staruszka jednym słowem. I ona się jej wyrwała, doskoczyła i cap. Wina jej jest ewidentna ale co, miałem ją po łbie natrzaskać? To była biedna, przestraszona babcia która wyprowadzała sukę którą jej syn przygarnął gdzieś z lasu. Kagańca jej nie założyła bo ona nie umie chodzić w kagańcu więc kładła jej się na ziemi i nie chciała się ruszyć. Co miałem powiedzieć, - chamstwo? Nie. Po prostu brak umiejętności, brak zdecydowania, naiwne nadzieje ze "nic się nie stanie" i tyle. No i mój pies padł tego ofiarą.

A co tu mówić o psach które agresywne nie są i nie gryzą tylko są niewychowane, nie wracają i chcą się bawić. Ci durni właściciele chcą dla nich jak najlepiej więc je od czasu do czasu puszczają ze smyczy. A że nie umieją ich odpowiednio wychować to mamy "podbiegaczy". A że właściciel takiego podbiegacza nie chce ganiać za nim od psa do psa to macha ręką i sam siebie przekonując że "on chce się tylko bawić" pozwala mu na więcej niż psu powinno się pozwolić.

Link to comment
Share on other sites

no wiesz, ale jesli ten podbiegacz znany jest na dzielni z tego, ze jest po prostu agresywny i leci na twojego psa, to juz inaczej patrzysz na sprawe.

 

serio, ja nie mam zadnych problemow z psami. jak mam, to je eliminuje.

jestem mega luzakiem na spacerach.

 

ale, gdy na jedna z moich suk zaszarżował taki wlasnie kundel i sie na nia rzucil, a ona byla szybsza i 5 razy sprawniejsza fizycznie i troche sytuacja potoczyla sie nie po myli atakujacego, to mysle, ze tylko fakt, ze ten kundel byl do szycia  sprawil, ze nie zabilam tego wlasciciela  golymi rekami w afekcie. akurat ten z moich pieskow, ktorego spotkala ta przygoda w ciemie bity nie jest, ale gdyby ten pies - w typie amstaffa, serio zaatakowal ktoras z moich pozostalych dwoch suk, to nie mialabym co zbierac.

co wiecej: moj pies byl tuz kolo mnie, robil sztuczke za ciasteczko. nie zdazylam nawet zareagowac. 

Link to comment
Share on other sites

zupełnie inna jest sytuacja gdy pies jest agresywny. tu już nie można tego usprawiedliwiać niefrasobiliwością właściciela bo taki pies stwarza realne, rzeczywiste zagrożenie. ale takich ananasów to można szybko wyeliminować. trzeba to od razu zgłaszać do straży miejskiej i oni z radością przyjdą przyfasolić mandat w takich okolicznościach.

ja w tej sprawie rozmawiałem ze SM jak mi tego psa ugryzła ale w końcu zrezygnowałem. ale jak to faktycznie jest problem to idziesz do straży i zgłaszasz. tyle że musisz ustalić gdzie on mieszka, chociaż klatkę w bloku bo jak nie to strażnicy raczej nie przyjdą polować na niego po osiedlu. ale jak wiedzą i mają zgłoszenie to wcale nie ma potrzeby żeby go złapali na gorącym uczynku. twoje zeznania są wystarczającym dowodem, choć oczywiście lepiej gdy jeszcze ktoś by się znalazł. no oczywiście jakby mandatu przyjąć nie chciał to będziesz musiała je powtórzyć przed sądem. ale gdy mamy do czynienia z realnym zagrożeniem to moim zdaniem warto.

Link to comment
Share on other sites

Nie mozna byc pewnym 100 na 100, ze nasz ulozony, znakomity i "normalny" pies nagle nie zeswiruje. Co robimy? zwykla reakcja jest zlapanie goscia/panny, zapiecie na smycz i przeproszenie wlasciciela czworonoga jesli nasz pies podarl mu spodnie, obslinil, walil ognonem (to u nas...to walenie znaczy sie), lub w zabawie, albo dzikim nagym szale poturbowal innego psa. Przepraszamy, karcimy czworonoga, dogadujemy sie z wlascicielem co do ran/podartych rajstop itd. Ktory z was tak by nie zrobil? Ktoremu z was nie przytrafila sie podobna sytuacja? skok psa na czlowieka, starcie sie z innym psem? przeciez jestesmy odpowiedzialni za nasze zwierzaki, i to, ze nasz wspanialy pies nagle zwariowal bo (tu wstaw), nie zwalnia z nas odpowiedzialnosci za jego czyny.

Cala ta dyskusja zaczela sie od tego, ze na strachliwego psa wyskoczyl inny (zerwal sie swojej pani). I teraz nie wazne czy pies ma problemy behawioralne czy nie, pani zerwanego psa powinna pobiec za nim i go zlapac, nawet gdyby uciekinier trafil na fajnego kumpla. Skowyt psa wskazuje ze cos jest nie tego, NORMALNY czlowiek na takie wycie by zaeragowal. Tyle w temacie.

To nie jest temat: jak uspokajac inne psy na spacerach (smaczki, zabawki), tylko :chamskie (wedlug postujacych)zachowania innych psiarzy. Jesli chcecie zalozyc temat pt.: "na spacerze spotykam sfore nieznosnych psow i wlascicieli, ktorzy tez sa wstretni", zalozcie taki post.

Link to comment
Share on other sites

Taaa, jak widać punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. A_niusiu, jakoś kiedy twoja suka była po operacji, to podbiegające pieski jednak denerwowały cię na tyle, że nosiłaś ze sobą gaz pieprzowy.

 

oczywiscie!!

 

dalej go czasem nosze!

 

jak napialam wyzej: za swojego psa treba byc odpowiedzialnym.

Link to comment
Share on other sites

Czyli jednak mamy prawo sobie nie życzyć podbiegających psów (czyt: jeśli podbiegną - potraktować je gazem). A może to tylko wybiórcze? :)

 

 

Ja generalnie mam gdzieś podbiegające psy, póki nie są agresywne. Mam takiego pieska, który albo się chwile z takim psem pobawi, albo na moją prośbę zignoruje i pójdzie dalej. Ale gdybym miała psa z problemami to już by mi to przeszkadzało.

Link to comment
Share on other sites

Czyli jednak mamy prawo sobie nie życzyć podbiegających psów (czyt: jeśli podbiegną - potraktować je gazem). A może to tylko wybiórcze? :)

 

 

Ja generalnie mam gdzieś podbiegające psy, póki nie są agresywne. Mam takiego pieska, który albo się chwile z takim psem pobawi, albo na moją prośbę zignoruje i pójdzie dalej. Ale gdybym miała psa z problemami to już by mi to przeszkadzało.

 

ten problem byl tu przegaany tysiac razy az do porzygu.

ilez mozna?

  • Upvote 1
Link to comment
Share on other sites

Bo ty się koncentrujesz na tym co powinien zrobić odpowiedzialny właściciel takiego "niesforniaka". I masz rację w sumie. Dla mnie jest bardzo ważne żeby mój pies nie stwarzał problemów innym, nie straszył innych ludzi czy psów.

Natomiast jest też inna strona zagadnienia. Nasze zachowanie wtedy gdy to nie nasz pies obszczekuje ale jest obszczekiwany. Jak się wtedy zachować.

No i ja się tu absolutnie nie zgadzam na wszczynanie awantur, nazywanie innych ludzi "chamami" nawet wtedy gdy są lekkomyślni i zamiast go zabrać mówią "on się tylko chce bawić".

Taka reakcja jest naprawdę niewspółmierna do akcji.

Kiedyś mi facet zrobił awanturę gdy szedłem sobie z psem po takim szerokim chodniku. Pies szedł przede mną tak z 2-3 metry, bez smyczy ale zupełnie spokojnie, niczego nawet nie obwąchiwał. Nagle patrzę facet idzie naprzeciwko mnie i coś się buzuje. Ze pies ma być na smyczy, zwłaszcza taki i coś w tym stylu. Zlałem go kompletnie tak jak zwykle w takich przypadkach i idę sobie dalej. A facet wtedy odbił w bok, mimo że chodnik był naprawdę szeroki to wlazł aż na trawę i obszedł nas łukiem o promieniu gdzieś z 7 metrów co najmniej. Głupio mi się zrobiło bo on się faktycznie bał tego mojego psa a ja myślałem że to jakiś tam awanturnik jacy się czasami trafiają i się czepia bo lubi.

I ten facet swoim awanturnictwem zadziałał na własną szkodę. Bo gdyby mi powiedział że się psów boi to bym zawołał swojego zapiął smycz i po sprawie. W sąsiednim bloku mieszka dziewczyna która się panicznie boi psów. No to jak ją widzę idę zwyczajnie inną drogą i wszystko jest OK. A ten się zaczął wydzierać to sobie pomyślałem "puknij się głąbie w dekiel" i nie zrobiłem nic.

 

Ale jeżeli ktoś zamiast zachować się w sposób cywilizowany to zaczyna wszczynać awantury, krzyczeć albo nawet i obrażać innych jednocześnie twierdząc że wszyscy wokół powinni przewidywać że on ma nerwowego psa i pytać go o pozwolenie to akurat chamstwo można jemu przypisać a nie temu którego pies podbiegł. No na boga, jak idę ze swoim psem to wielokrotnie podbiegają do niego inne i naprawdę do głowy by mi nie przyszło nazywać ich właścicieli chamami. Czasami podbiegają ze szczekaniem, wcale nie w przyjaznych zamiarach ale to niczego nie zmienia. Zresztą każdy pies od czasu do czasu na coś szczeknie. Nie można wtedy od razu z mordą wyskakiwać na jego właściciela.

 

 

 

Ale gdybym miała psa z problemami to już by mi to przeszkadzało.

 

Tak jak pisała isabel, jakbyś miał psa który się boi spadających liści to też by ci przeszkadzały. Ale to nie znaczy że mamy prawo oczekiwać że liście nie będą spadały.

Moim zdaniem podbiegający, łagodny pies jest takim samym "naturalnym zjawiskiem" jak spadające liście. I jego właściciel ma prawo być zdziwiony że ktoś się o to rzuca.

Mój pies biega luzem na ogół w takim sporym lasku - polu niedaleko mojego osiedla. Tam chodzę na spacery i tam zupełnie bez smyczy biega mój pies. I właściwie wszystkie psy tam biegają luzem, taki "spacerniak". Czasem zdarzy się prowadzona na smyczy suka z cieczką czy coś takiego. I tam daję swojemu psu "wolną łapę", biega sobie jak chce. Odwołuję go tylko na czyjąś wyraźną prośbę. Podbieganie do innych psów uważam za coś zupełnie naturalnego. No i nie wyobrażam sobie żeby jakiś właściciel lękliwego psa zrobił mi o to awanturę. Dlatego może tak mnie dziwią te wszystkie awantury o to ze "pies podbiegł". Mój czasami podbiegnie do jakiegoś który "sobie tego nie życzy" i zostanie przepędzony, czasami do nas podbiegnie jakis szczekacz. To wszystko się zdarza ale naprawdę nigdy nie zamienia się w awantury między właścicielami i do głowy by mi nie przyszło żeby coś takiego opisywać jako "chamstwo innych psiarzy".

Link to comment
Share on other sites

"Ze pies ma być na smyczy, zwłaszcza taki i coś w tym stylu."

 

"Zlałem go kompletnie tak jak zwykle w takich przypadkach i idę sobie dalej."

 

"Głupio mi się zrobiło bo on się faktycznie bał tego mojego psa"

 

". Bo gdyby mi powiedział że się psów boi to bym zawołał swojego zapiął smycz"

 

Ciachane, ale nie wyrwane z kontekstu: a dlaczego ktos ma oswiadczac ze boi sie psa?  czy dla ciebie to jakas satysfakcja? ot, idiota, mojego psiulka sie boi...czy psiarze to jacys nadludzie? pies NA ULICY/CHODNIKU/MIEJSCU PUBLICZNYM ma byc na smyczy! nie wazne czy slodziak, czy morderca. Czy psiarze sa ponad prawem? jesli zauwazaylabym psa bez smyczy na ulicy (i patrz wyzej) dzwonie na policje. Od razu. Nie obchodzi mnie ani rasa, ani wiek psa, ani charakter (swiadczy o nim wlasciciel).

Facet mial racje ze sie wydarl, mial racje ze zszedl z chodnika bojac sie konfrontacji, nie mial racji ze nie zglosil tego odpowiednim organom. (co by pewnie nic nie dalo, ale to inna historia).

Link to comment
Share on other sites

Spike, jasne, tylko ja odniosłam się do tego, że ktoś z jednej strony mówi, że jak przyjazny pies podbiega to "to się zdarza" i jeśli mamy psa problemowego to to nasz problem, a nie właściciela podbiegacza, a z drugiej psika gazem na przyjazne podbiegacze ("on chciał się tylko przywitać"), bo akurat sytuacja wymagała, no to jakies podwójne standardy tu widzę.

 

 

jesli zauwazaylabym psa bez smyczy na ulicy (i patrz wyzej) dzwonie na policje. Od razu.

 

Cóż, pozostaje mi się cieszyć, że nie mieszkamy blisko siebie.

Takich ludzi mimo wszystko uważam za oszołomów.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...