Jump to content
Dogomania

Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy? [2]


dog_master
 Share

Recommended Posts

[quote name='strix'][B]Balbino[/B], nigdy nie kopnęłam ani nie uderzyłam psa i nie mam takiego zamiaru chyba, że zdrowie moje albo mojego psa będzie zagrożone.

Nie traktuję każdego psa spuszczonego luzem gazem i nie wiem, skąd ta demagogia. Nie mam nic przeciwko psom, które choć luzem, nie są agresywne i pilnują swoich spraw. Nie mam tez nic przeciwko psom, które chcą się przywitać po przyjacielsku.

Do żadnego, anwet agresywnego psa nie podchodze tupiąc, krzycząc i wymachujac rękoma, bo to jest zwyczajnie głupie i wysyłam mojemu psu sygnał, że nie odnajduję się w sytuacji.

Jednak moim obowiązkiem jest ochrona mojego psa i w sytuacji, kiedy widzę,że inny pies rozpoczyna atak, robię, co uwazam za stosowne, aby to zakończyć. Mniejszego psa łapię za obrożę i odprowadzam do właściciela, ale większy pies typu rottweiler czy cane corso (bardzo tu popularne) nie da się ot tak odgonić, jak już się nakręci.

Ponieważ średnio 4 godziny dziennie spędzam na dworze z psami, w tym w parkach i lasach, zdarza mi sie spotkać psy, które są zwyczajnie agresywne i chcą mojego psa pogryźć.

Może jeśli sama spotkasz na spacerze agresywnego dużego psa, który rzuci się na Twojego psa mimo, że rzuciłas mu piłkę w inną stronę, to spojrzysz na sprawę z innej strony.

Naprawdę, rzucenie psu piłki w inną stronę nie pomaga, zwłaszcza w lesie, kiedy nagle zza drzewa wyłania się warczące coś i pędzi w stronę Twojego psa. Może jak nabierzesz doświadczenia, to zmienisz zdanie. No, chyba że uważasz, że taka już psia natura, że silniejszy wygrywa i poświęcisz zdrowie albo i życie Twojego psa w imię pryncypiów.




Świete słowa. Zgodnie z zasadą, że nagrodzone zachowanie ulegnie wzmocnieniu i powtórzeniu.[/QUOTE]
zgadzam się z tym postem :)
a tak na marginesie yorki to nie pluszowe zabawki , to teriery , którym moda zrobiła wielką krzywdę , a terier to mądry , stanowczy pies , który musi być dobrze prowadzony

dla mnie psy biegające luzem , czy to z właścicielami czy bez stanowią potencjalne zagrożenia zarówno dola mnie jak i dla mojej suki , psy na spacerach powinny być na smyczach

Link to comment
Share on other sites

Wczoraj byłam w parku, mój pies luzem, idzie niedaleko pani z trzema sznaucerami mini na smyczy. Widzę, że mój już się cieszy, więc odwołałam go i złapałam za obrożę i pytam pani, czy mam przytrzymać swojego, czy nie szkodzi, jak podejdzie. Pani zrobiła minę, jakby w kupę wlazła. Powtórzyłam pytanie, odwróciła ode mnie głowę, nadal zero odpowiedzi. No nie mogę zrozumieć, o co jej chodziło.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Szura']Wczoraj byłam w parku, mój pies luzem, idzie niedaleko pani z trzema sznaucerami mini na smyczy. Widzę, że mój już się cieszy, więc odwołałam go i złapałam za obrożę i pytam pani, czy mam przytrzymać swojego, czy nie szkodzi, jak podejdzie. Pani zrobiła minę, jakby w kupę wlazła. Powtórzyłam pytanie, odwróciła ode mnie głowę, nadal zero odpowiedzi. No nie mogę zrozumieć, o co jej chodziło.[/QUOTE]
pewnie była w szoku, że zamiast puścić pieska 'żeby się pobawił' to zapytałaś o zgodę:diabloti:

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Szura']Wczoraj byłam w parku, mój pies luzem, idzie niedaleko pani z trzema sznaucerami mini na smyczy. Widzę, że mój już się cieszy, więc odwołałam go i złapałam za obrożę i pytam pani, czy mam przytrzymać swojego, czy nie szkodzi, jak podejdzie. [/QUOTE]

Myślałam, ze takie rzeczy to tylko w snach... ;) Mi przez cały czas jak mam obecnego psa (4 lata) raz zdarzyło się, że ktoś zapytał czy moze puścić psa do zabawy. Inna kwestia, że niemiłym zoskoczeniam okazała się moja odpowiedź.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='lilk_a']dla mnie psy biegające luzem , czy to z właścicielami czy bez stanowią potencjalne zagrożenia zarówno dola mnie jak i dla mojej suki , psy na spacerach powinny być na smyczach[/QUOTE]

znaczy że nie spuszczasz swojego psa ze smyczy w ogóle? interesujące...

Link to comment
Share on other sites

Dla mnie mogą być i bez smyczy - byleby były odwoływalne i byleby właścicielowi chciało się ruszyć d*** po własnego psa, który skacze po moim albo brudzi mi ubranie.
Dodam jedno hasełko do listy odzywek właścicieli nieodwoływalnych psów (obok "on chce się tylko pobawić", "on nie gryzie" itd.):
"On aby się połasić!"
To starsza pani o swoim labradorze, który usmarował ciuchy pani chcąc dostać się do dziecka, które biedna mama unosiła wysoko do góry. Aby się połasić, no proszę, kociątko...

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Abrakadabra']Ja też nie bardzo rozumiem.. mój komentarz był skierowany do Ciebie? Faktycznie nic nie zrozumiałaś :) Ale nie musiałaś:)[/QUOTE]
Jednak jako palaczka od lat kilkunastu poczułam się dotknięta...;)
Nie musisz być tak zgryźliwa... Napisałam- jeżeli to żart, to nie rozumiem Twojego poczucia humoru- i tyle, nie przekręcaj moich wypowiedzi, byłabym wdzięczna...:)

Link to comment
Share on other sites

[QUOTE]Ja nie spuszczam mojego psa ze smyczy wcale. Biega jedynie na lince. Myślisz, że umrze ze zgryzoty? [/QUOTE]

Hihihi... Myślę, że jest głęboko nieszczesliwy i o niczym innym nie myśli wieczorami.

Dla mnie psy mogłyby sobie biegać bez smyczy, bez obroży i na bosaka, ale niech by były pod kontrola odpowiedzialnych właścicieli!

Link to comment
Share on other sites

[quote name='ladySwallow']Ja nie spuszczam mojego psa ze smyczy wcale. Biega jedynie na lince. Myślisz, że umrze ze zgryzoty?[/QUOTE]

Co innego, jak opiekun ciągle pracuje nad jego odwoływaniem, wtedy to w pełni zrozumiałe, że pies biega na lince :)

Link to comment
Share on other sites

[quote name='omry']Co innego, jak opiekun ciągle pracuje nad jego odwoływaniem, wtedy to w pełni zrozumiałe, że pies biega na lince :)[/QUOTE]

No ale widzę, że pojawia się na dogo trend, który istnieje wśród właścicieli psów u mnie na osiedlu - piesek, który nie biega bez smyczy, czyli luzem, jest głęboko nieszczęśliwy, rzuci mu się na mózg i będzie agresorem do wszystkiego, co się rusza. Jeśli mój pies nie będzie odwoływalny we wszystkich prawie (z granicą błędu) sytuacjach, w tym przy kotach, ptaszkach, psach itd., to będzie do usranej śmierci chodzić na lince - i jestem pewna, że będzie normalniejszy od większosci psów puszczanych luzem, bo to nie jest kwestia chodzenia na lince czy bez niczego, tylko podejścia właściciela i panowania nad psem.

Link to comment
Share on other sites

Ja jestem potępiana przez część rodziny i wielu znajomych, a w ich pojęciu mój pies jest skrajnie biedny. Bardzo współczują Sokerowi. :roll:
Bo Soccer ma wiele zakazów, nie wolno mu gonić kotów i polowac na muchy (bo to u niego obsesyjne zachowanie...:mad:), jest nie za często puszczany ze smyczy (treningi, frisbee, wypady za miasto z psim kumplem), co rusz jest proszony, zeby coś dla mnie zrobił (przed wyjściem, przed karmieniem, przed wszystkim czego on chce i ja mogę mu to dać), robię zniego głupka ucząc go sztuczek, nie może poznawać piesków na spacerach (nad tym zwłaszcza ubolewa mój tata), nie może uciekać na samodzielne wyprawy, nie moze obszczekiwać ludzi, nie może pierwszy gnać do drzwi wejściowych gdy ktoś przyjdzie, w domu głównie śpi w klatce (otwartej w 90%), ma być spokojny kiedy mu każę...
Jednym słowem - prowadzi skrajnie inne życie niż większość "szczęśliwych piesków". ;)

Link to comment
Share on other sites

LadyS- nie wiem czy masz rację co do trendów- choć może i tak, bo przecież trendy się zmieniają...:evil_lol: Ja jeszcze kilka m-cy temu wstydziłam się przyznać na Dogo, że mój pies- bezproblemowy, odwoływalny (piszę akurat o jednym z moich psów, Paku, bo np Ariel to już inna historia) chodzi bez smyczy... Idąc z nim mam świadomość, że odwołam go w sytuacji, kiedy uznam za stosowne, mamy jeden, jedyny problem, nad którym pracuję- Pako uwielbia suchy, zapleśniały chleb- tak więc te wyjścia bez smyczy skończyły się z nastaniem sezonu dokarmiania ptaków.
Ale wrócę do tematu- ja również mam psa, a właściwie sukę, której po prostu...nie spuszczam. Od roku chodzi na lince, i to jedynie tam, gdzie wiem że mi żaden nieświadomy amator jej wdzięków nie podbiegnie- Arielka nie lubi natrętów, dotąd żadnego nie pogryzła- ale właśnie-dotąd... A że jest stafficzką o dużej sile (to ta z avatarka) nigdy nie zaryzykuję. Puszczam ją jedynie na ogrodzonych posesjach u rodziny czy znajomych, gdzie czasami bywamy. Czy jest przez to nieszczęśliwa? Nie wydaje mi się. Spacer na smyczy może być bardziej atrakcyjny niż np przejście dookoła bloku z psem puszczonym wolno...:diabloti:

Link to comment
Share on other sites

Ja mam problem z odwołaniem Iwana jak widzi psa. Nie zawsze, bo czasem wraca bez problemu. To i tak jest sukces, że nie mamy z nim kompletnie żadnych innych problemów biorąc pod uwagę to, że jeszcze w poprzednie wakacje, jakieś półtora roku temu nie umiał kompletnie nic. Ciągnął na smyczy, bał się samochodów, autobusów, wody, nie lubił ludzi, nie wracał na wołanie.. Na dzień dzisiejszy idzie przy nodze, a przede mną tylko wtedy, gdy nie mam nic przeciwko, do autobusów i samochodów wskakuje sam, tak samo do wody. Obcych dorosłych nie lubi tylko na swoim terenie, ale nie warczy, tylko ich pilnuje. Nie lubi też jak obcy dorośli go głaszczą, ale mi to nie przeszkadza. Pies ma prawo tego nie lubić i pokazać, że mu się to nie podoba. Nie kąsa, tylko warknie. Poza tym ja ludziom nie pozwalam go dotykać, a jak ktoś sam go obłapuje bez zapytania, to już jego problem, że pies na niego warknie.

Link to comment
Share on other sites

Moja Shara chodzi na smyczy (flexi 8m) bo potrafi być agresywna i jest prawie nieodwoływalna (jak widzi psa), rzuca się bez ostrzeżenia i poluje na małe pieski z wyraźnym zamiarem zabicia. Kiedyś jakiś pan usiłował udowodnić mojej córce, że to wina tego, że sunia jest na smyczy. Kazał jej popuścić smycz i pozwolić jej "pobawić się z jego psem". Córka tłumaczyła, że suka wychowana w kojcu, że co cieczka szczeniaki, zero socjalizacji, ale pan był głuchy, puścić i puścić. Na szczęście Shara miała kaganiec... ale i tak ostro pieska przydusiła, a jego pisk nakręcił ją do granic możliwości. Pan od tej pory z daleka ucieka na nasz widok, nawet jeśli wyprowadzany jest Bullet, który nie jest agresywny. Shara nigdy nie jest spuszczana (chyba, że jej się zechce wyjść w środku nocy i nikogo nie ma) i chodzę z nią tam, gdzie psów nie ma wcale albo są daleko. I tak już widzę znaczną poprawę, wczoraj nie rzuciła się na sąsiadkę-labkę, tylko stała i wpatrywała się w nią i nie rzuciła się na jakiegoś małego jazgota, który do niej pędził, podlatywał, szczekał i uciekał. A to już wielki sukces :)

Link to comment
Share on other sites

[QUOTE]A to, a ciekawości, dlaczego? Pomijając oczywiście to, że chcesz akurat robić z nim coś innego czy że pies wygląda nieciekawie. [/QUOTE]

Bo nasze problemy z agresją do psów i spinaniem się na nie (wciąż nad tym pracujemy, jest o wieeele lepiej) wzięły sie właśnie z biegania psa luzem, przypadkowych kontaktów z psami. Zdarzyły się 3-4 ataki innych psów na niego. Bardzo tego żałuję, teraz muszę to odkręcać z trudem. Soccer nauczył się, że on decyduje o przebiegu spotkania - "z tym sie moze pobawie, tego sie trochę boję, ten mi sie nie podoba, to na niego nawarcze i się zjeżę, albo najlepiej pogonię na wszelki wypadek". Wziął sprawy w swoje łapy. Przy przypadkowych spotkaniach nie wiem, jak zachowa się inny pies, większośc jest niezrównoważona. Mój pies czuje sie zwykle niekomfortowo w kontakcie z obcym psem, więc chcę zapewnić mu komfort psychiczny przy sobie. Wymagam od niego spokoju, podporządkowania lub pracy w motywacji przy innych futrach - więc nie mogę narazić go na powód do spinania się z powodu obcego psa.

Link to comment
Share on other sites

Dla mnie nawet nie jest problemem, jak pies chce podbiec, czy się wyłamie z komendy i się nie odwoła. Rozumiem, że może się zdarzyć. Problemem jest dalsze zachowanie właściciela na prośbę o zabranie psa. Jeżeli ktoś od razu psa zabierze, czy przeprosi, to odpowiadam 'nic nie szkodzi' i problemu nie ma. Jeśli ktoś psa odwoła na moją grzeczną prośbę, to dziękuję.

Dzisiaj mi na Tośka szarżowały dwa laby - pierwszego pani nie odwoła 'bo łagodny i chce się bawić'. Na psa tupnęłam, stanowczo powiedziałam nie, to baba z mordą, że jej psa kopię. Moja mama nie wytrzymała i weszła w dyskusję, że jej zasmarkanym obowiązkiem jest panować nad psem, a jeśli nie umie, to niech chociaż się na ludzi nie drze.

Druga pani na moją prośbę spytała 'a dlaczego?', oczywiście nie ruszając się z miejsca. Psa złapałam za obrożę, odprowadziłam i powiedziałam 'bo mój pies i ja po prostu sobie nie życzymy, to powinno wystarczyć'. No to pani wyraziła wielkie współczucie dla mojego psa, że mu się pobawić nie daję, no naprawdę...

Link to comment
Share on other sites

A ja właśnie dostałam opr, że się nad psem znęcam... Otworzyłam balkon, Mikra wyleciała i rozdarła japę na biegające dzieci. W związku z tym kazałam jej być cicho i wejść do mieszkania. Usłyszałam więc, że jestem wredna i głupia, bo nie pozwalam psu być psem... Eh...

Link to comment
Share on other sites

[quote name='motyleqq']znaczy że nie spuszczasz swojego psa ze smyczy w ogóle? interesujące...[/QUOTE]
no nie spuszczam swojej suki
[quote name='ladySwallow']Ja nie spuszczam mojego psa ze smyczy wcale. Biega jedynie na lince. Myślisz, że umrze ze zgryzoty?[/QUOTE]
moja twż ma długą linkę , nie jest nieszczęśliwa
[quote name='ladySwallow']No ale widzę, że pojawia się na dogo trend, który istnieje wśród właścicieli psów u mnie na osiedlu - piesek, który nie biega bez smyczy, czyli luzem, jest głęboko nieszczęśliwy, rzuci mu się na mózg i będzie agresorem do wszystkiego, co się rusza. Jeśli mój pies nie będzie odwoływalny we wszystkich prawie (z granicą błędu) sytuacjach, w tym przy kotach, ptaszkach, psach itd., to będzie do usranej śmierci chodzić na lince - i jestem pewna, że będzie normalniejszy od większosci psów puszczanych luzem, bo to nie jest kwestia chodzenia na lince czy bez niczego, tylko podejścia właściciela i panowania nad psem.[/QUOTE]
nasza sunia ma tyle biegania innego że nie jest w żaden sposób nieszczęśliwa na smyczy, a ja mam pewność że panuję nad psem
[quote name='yamayka']Ja jestem potępiana przez część rodziny i wielu znajomych, a w ich pojęciu mój pies jest skrajnie biedny. Bardzo współczują Sokerowi. :roll:
Bo Soccer ma wiele zakazów, nie wolno mu gonić kotów i polowac na muchy (bo to u niego obsesyjne zachowanie...:mad:), jest nie za często puszczany ze smyczy (treningi, frisbee, wypady za miasto z psim kumplem), co rusz jest proszony, zeby coś dla mnie zrobił (przed wyjściem, przed karmieniem, przed wszystkim czego on chce i ja mogę mu to dać), robię zniego głupka ucząc go sztuczek, nie może poznawać piesków na spacerach (nad tym zwłaszcza ubolewa mój tata), nie może uciekać na samodzielne wyprawy, nie moze obszczekiwać ludzi, nie może pierwszy gnać do drzwi wejściowych gdy ktoś przyjdzie, w domu głównie śpi w klatce (otwartej w 90%), ma być spokojny kiedy mu każę...
Jednym słowem - prowadzi skrajnie inne życie niż większość "szczęśliwych piesków". ;)[/QUOTE]bardzo dobre podejście , przynajmniej wie czego od niego oczekujesz , to najlepszy sposób na to by pies właśnie nie był zagubiony

[quote name='arielka186']LadyS- nie wiem czy masz rację co do trendów- choć może i tak, bo przecież trendy się zmieniają...:evil_lol: Ja jeszcze kilka m-cy temu wstydziłam się przyznać na Dogo, że mój pies- bezproblemowy, odwoływalny (piszę akurat o jednym z moich psów, Paku, bo np Ariel to już inna historia) chodzi bez smyczy... Idąc z nim mam świadomość, że odwołam go w sytuacji, kiedy uznam za stosowne, mamy jeden, jedyny problem, nad którym pracuję- Pako uwielbia suchy, zapleśniały chleb- tak więc te wyjścia bez smyczy skończyły się z nastaniem sezonu dokarmiania ptaków.
Ale wrócę do tematu- ja również mam psa, a właściwie sukę, której po prostu...nie spuszczam. Od roku chodzi na lince, i to jedynie tam, gdzie wiem że mi żaden nieświadomy amator jej wdzięków nie podbiegnie- Arielka nie lubi natrętów, dotąd żadnego nie pogryzła- ale właśnie-dotąd... A że jest stafficzką o dużej sile (to ta z avatarka) nigdy nie zaryzykuję. Puszczam ją jedynie na ogrodzonych posesjach u rodziny czy znajomych, gdzie czasami bywamy. Czy jest przez to nieszczęśliwa? Nie wydaje mi się. Spacer na smyczy może być bardziej atrakcyjny niż np przejście dookoła bloku z psem puszczonym wolno...:diabloti:[/QUOTE]
zgadzam się z tym , dobrze zorganizowany spacer na smyczy jest dla psa atrakcyjniejszy niż pobieganie sobie luzem , choć to też potrzebne
[quote name='hecia13']Moja Shara chodzi na smyczy (flexi 8m) bo potrafi być agresywna i jest prawie nieodwoływalna (jak widzi psa), rzuca się bez ostrzeżenia i poluje na małe pieski z wyraźnym zamiarem zabicia. Kiedyś jakiś pan usiłował udowodnić mojej córce, że to wina tego, że sunia jest na smyczy. Kazał jej popuścić smycz i pozwolić jej "pobawić się z jego psem". Córka tłumaczyła, że suka wychowana w kojcu, że co cieczka szczeniaki, zero socjalizacji, ale pan był głuchy, puścić i puścić. Na szczęście Shara miała kaganiec... ale i tak ostro pieska przydusiła, a jego pisk nakręcił ją do granic możliwości. Pan od tej pory z daleka ucieka na nasz widok, nawet jeśli wyprowadzany jest Bullet, który nie jest agresywny. Shara nigdy nie jest spuszczana (chyba, że jej się zechce wyjść w środku nocy i nikogo nie ma) i chodzę z nią tam, gdzie psów nie ma wcale albo są daleko. I tak już widzę znaczną poprawę, wczoraj nie rzuciła się na sąsiadkę-labkę, tylko stała i wpatrywała się w nią i nie rzuciła się na jakiegoś małego jazgota, który do niej pędził, podlatywał, szczekał i uciekał. A to już wielki sukces :)[/QUOTE]
właśnie o to chodzi , żeby panować nad psem , i przynajmniej nie mieć sobie nic do zarzucenia :)

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...