Jump to content
Dogomania

Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy? [2]


dog_master
 Share

Recommended Posts

Szłam dzisiaj z moim maleńkim labkiem na ręku i zaczepił nas pewien pan, który sam siebie określił psiarzem. Pan był delikatnie mówiąc podpadający patologią. Wypytywał o cenę szczeniaka i czy kupiłam u nas na giełdzie..trochę się go bałam ale chwilę z nim rozmawiałam. Pan w pewnym momencie zaczął mi tłumaczyć jak on nienawidzi pitt bulli a jak już ludzie dają im krew to w ogóle i, że on już w tym roku 4 takie ustrzelił.. nogi mi się ugięły- chciałam już odejść a on ciągle do małego puci puci-i mówi: jak ja się kocham szczeniaczkom psocić...szczególnie kijem....

Link to comment
Share on other sites

Wczoraj poszłam z Hadarem na szkolenie. Tam gdzie jest szkolenie odbywaja sie tez treningi agility i - w inne dni - flyball. Na agility dla poczatkujacych przyszła rodzina - rodzice i dwójka dzieci jedno ok 2 a drugie ok. 4-5 lat - z jakims małym szpicem czy czyms (nie bardzo znam tych ras). Mama weszła z psem na trening a ojciec z dziecmi sie bawił na zewnatrz. Kiedy sie skonczył trening dla poczatkujacych pieska wzieła starsza dziewczynka i zaczeła z nim latac po obiekcie na którym sie miesci szkoła. W pewnym momencie piesek sie zainteresował Hadarem i zaczał do niego podchodzic a dziewczynka na drugim koncu smyczy za nim. Za nimi szedł tata. Pytam sie go czy ich pies jest pies czy suka ale nie uzyskałam za pierwszym ratzem odpowiedzi dopiero za drugim jak juz piesek był przy Hadarze. I to był pies. Na szczescie nic nie było ale rodzice albo nie powinni dawac dziecku psa na terenie szkoły/wystawy albo powinni jej wytłumaczyc ze do zupełnie obcego psa sie nie podchodzi bez zapytania sie czy mozna. Skad wiedziała ze sie nie pogryza?

Link to comment
Share on other sites

[quote name='arielka186']Omry- w sytuacji jaką opisujesz jasne że tak- Iwan to potężny samiec rottka, zagrożona była tylko Torika, łomot dostałyby te kundle... Ale porównujc to z sytuacją Strix, która była z młodym, chyba 4-ro m-cznym ONkiem i psem po przejściach, gzdie rottek miał zamiar zaatakować- a psy Strix nie miały zamiaru brać udziału w walce? Tutaj jest napisane, że Faust wysyłał sygnały uspokojające a rottek nie reagował. Ja też gdybym miała gaz zachowałabym się pewnie tak jak Strix ( a jej gratuluję zimnej krwi, bo ja bym "trochę" spanikowała ;))..[/QUOTE]

Było dokładnie tak, jak piszesz. Faust owszem, lubił się powyżywać ale na słabszych od siebie psach, co już zostało i tak wyeliminowane. Wobec psów silniejszych nigdy nie był agresywny, zawsze wysyłał sygnały, że nie interesuje go walka. Po kastracji w ogóle się już uspokoił i mowa ciała przestała sobie przeczyć (kiedyś wyglądało to tak, jaby w 50% chciał walczyć, a w 50% nie, dziś jest 100% na nie).

Żaden z moich psów nie miał szans w starciu z rotkiem, a wiem, że jak rotek już zaciśnie szczęki to raczej nie puści (ból go jedynie motywuje), więc trza było działać przed.

[B]Omry[/B] - jasne, gdyby to był mały pies (a takie czesto do nas podbigają), to nie ingerowałabym, jeśli Faust nie byłby zestrachany. Chociaż generalnie wyznaję zasadę, że o moje stadko dbam ja. Jeśli pozwoli się psom załatwiać sprawy między sobą, to zazwyczaj prowadzi to do eskalacji problemu - ten, który wygrał robi się chętny do 'bitki', a ten, który dostał łomot zaczyna mieć problemy z agresją lękową.

Moje psy są wychowane tak, że w sytuacji zagrożenia czekają na moją reakcję.

Miałam kiedyś przerośniętego ONka, któremu mało który pies mógł zaszkodzić. Ale i tak jesli szarżował na nas jakiś podbiegacz, Onek miał przykazane siedzieć i ewentualnie szczekać ostrzegawczo, nie wyrywać się i atakować. Nigdy żaden pies nie zaryzykował podejścia, na zgrywaniu chojraka się kończyło. Ale z Faustem i Brunem to była inna sytuacja, bo Faust był zwyczanie przerażony a Bruno nie do końca wiedział, co jest grane. Gdyby Bruno zobaczył, jak Faust dostaje łomot, miałabym prawdopodobnie do wyprostowania agresję do psów. ONki mają to do siebie, że szybko się uczą i są reaktywne, czyli dużo łatwiej je wyprowadzić z równowagi, więc możliwe, że Bruno nakręcałby się na maxa na sam widok psa.

W każdym razie mam nadzieję, że tamten pies się czegoś nauczy. Jestem pewna, że nic poważnego mu się nie stało, nie psiknęłam mu prosto w nos.

I sama się zdziwiłam, że tak szybko zareagowałam ;)


[quote name='Bogarka']Na szczescie nic nie było ale rodzice albo nie powinni dawac dziecku psa na terenie szkoły/wystawy albo powinni jej wytłumaczyc ze do zupełnie obcego psa sie nie podchodzi bez zapytania sie czy mozna. Skad wiedziała ze sie nie pogryza?[/QUOTE]


[B]Bogarka[/B] - ale wiesz, że gdyby coś jednak się wydarzyło, to byłaby Twoja wina ;) Bo masz agresywnego psa, a ich nie gryzie i w ogóle tylko się chciał przywitać ;) :P

Link to comment
Share on other sites

wczoraj mi trochę skoczyło cisnienie, spałam u babci o 6 rano mondzioł mnie obudził bo miał potrzebę idę z nim na dwór przed moimi drzwiami stał york sąsiadów całkiem sam... powiedziałam żeby poszedł do siebie na górę i poszedł. On im często ucieka, kilka razy sobie ze mną został na dworze a właścicielka poszła z większą suką do domu wcale nie zwraca uwagi na to co robi na spacerach... dopiero potem jak już doszła na swoje piętro bylo słychć jak go wołała z okna bo po co ruszać dupsko z domu. Odie się wysikał, obecności właścicielki psiaka na dworze nie stwierdzono wracamy do domu poszłam jeszcze zobaczyć czy psiak dalej siedzi pod drzwiami i siedział. Próbowałam mu otworzyć drzwi od ich korytaża ale ostatnio zmienili klamke na gałkę i nie mogłam (latem jeszcze była klamka) więc wzięłam psiaka do siebie wycięłam mu kołtuny na brzusiu zastanawiam się jak bidok sikał... zamiast penisa i jajek miał jeden wielki śmierdzący filc:shake:. Posiedział sobie u mnie trochę pobawił się z moim, reszte ciałka też mu rozczesałam, największe kołtuny wycięłam i musiałam się z nim pożegnać zresztą sam już chciał wyjść otworzyłam mu drzwi i wrócił trąść się pod tamtymi drzwiami:-( pól godziny potem jeszcze tam stał ale na kolejnej "kontroli" już go tam nie było czyli pewnie w końcu ktoś go zauważył i wpuścił do domu bo już go tam nie było. I zastanawiam się teraz czy uciekł im na spacerze i potem wrucił ale nie mógł sie dostać do domu czy go wypuścili zeby sam sobie poszedł na spcer czy może wywalili go za kare...:roll: zapowiedziałam już mojej mamie że jak jeszcze raz go zobaczę samego to zabieram go do nas:lol:

Link to comment
Share on other sites

Ja go przytrzymałabym do czasu aż nie zaczęliby piesia szukać :diabloti: - najedliby się strachu dzień czy dwa, ale może zaczęliby używać mózgownicy :diabloti: i się nauczyli, iż trzeba pilnować swojego psa :evil_lol:

A tak już poważnie... bardzo współczuję psu takich właścicieli. Pewnie, gdybym takich miała w okolicy to nieźle bym ochrzaniła. I jeszcze nasłałabym SM - mnie nie obchodzi, że to mały pies... ale każdy pies ma zęby, więc może nieść zagrożenie. :eviltong:

Link to comment
Share on other sites

a poza tym sam pies też stwarza zagrożenie - na ulicy na przyklad. Ostatnio u siebie dość mocno opierniczylam takich ludzi, co puszczali luzem całą dobę. Pies samiec niekastrowany, duży - ludzie się boja to raz a dwa - jakie zagrozenie bo non stop pilnował na ulicy jakiś panienek z aktualna cieczką.... zero myslenia ze strony właścicieli. Obrazili sie na mnie na jakiś czas, ale co mialam powiedzeć to powiedziałam :)

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Ty$ka']J I jeszcze nasłałabym SM - mnie nie obchodzi, że to mały pies... ale każdy pies ma zęby, więc może nieść zagrożenie. :eviltong:[/QUOTE]

My ostatnio z [B] rashelkiem[/B] dzwoniłyśmy na SM bo się golden do nas przyplątał i jego właścicielka twierdziła że to nie jej pies a wszyscy sąsiedzi go rozpoznali więc zadzwoniłyśmy siedziałyśmy chyba ze 2 h na klatce schodowej z nim czekając na SM a oni się łaskawie nawet nie pojawili :/

Link to comment
Share on other sites

[quote name='omry'][B]Arielka[/B], [B]Strix[/B], nie chciałam porównywać tych sytuacji, zachowałabym się dokładnie tak samo, jak Strix, bo [B]bezpieczeństwo swoich psów jest zawsze najważniejsze[/B] :)[/QUOTE]

Święte słowa, [B]Omry[/B]! Szkoda, że właściciele puszczający swoje psy w samopas (patrz wpis o joreczku) o tym nie myślą :(

Link to comment
Share on other sites

Jej, nie wiem jak u Was, ale u mnie liczba piesków puszczanych na samotne spacery rośnie wprost proporcjonalnie do spadku temperatury za oknem... Ja mam z kolei taki problem, że moja 5 miesięczna sucz strasznie się cieszy do innych piesków i ludzi. Od jakiegoś czasu wkładamy z TŻ wszystkie siły w to, żeby skupić ją na sobie. Młoda ma teraz około 20 kg, sporo siły i potrafi pociągnąć. Jak za miesiąc chodniki się oblodzą, Giga będzie ważyć 25 kg, ktoś zacznie do niej "ciumkać" , a ona mnie pociągnie, to albo się połamię albo wpadniemy pod samochód. Stąd nasze całkowite poświęcenie szkoleniu i skupianiu uwagi.
Ale choćby sytuacja z dzisiaj : Idziemy sobie z sunią (ona na smyczy), widzę , że zza pagórka wyłania się pies (luzem) i idzie w naszą stronę. No więc biorę modą na bok (poza ścieżkę), komenda siad, smak przed nos i liczę, że piesek przejdzie nie zwracając na nas uwagi. Moja siedzi grzecznie, wszystko jest super. Niestety, piesek podchodzi do nas. Giga zaczyna się wyrywać. Ja próbuję ją opanować, pies ją wącha, ja zaplątuję się w smycz i robię się wściekła. Zza pagórka wychodzą dwie panie i pada tekst : " Oj Maksiu jakiego masz ładnego kolegę" i babka wyskakuje z łapskami do Gigi,żeby ją pogłaskać. Ja do niej "proszę nie dotykać psa". Babka popatrzyła na mnie jak na wariatkę i poszły dalej.

Sorry, że tak chaotycznie, ale jestem już zmęczona zachowaniem innych ludzi. Nie rozumiem, czy nie można przejść obok szczeniaka (szczególnie widząc, że jest właśnie szkolony) powstrzymując się od wydawania dziwnych odgłosów w jego kierunku ? Serio, idąc ulicą średnio co 3-4 osoba "ciumka" mi do psa albo wyskakuje z rękami, żeby ją głaskać. I tak w sumie wszystkie postępy w skupianiu jej uwagi na mnie idą w łeb. Bo po co ma słuchać komendy, skoro jakaś obca osoba za nic chce ją wygłaskać ? Ja rozumiem, że szczeniaki berneńczyków są przesłodkie, ale czy nie można chociaż zapytać "czy można pogłaskać ?"...

Powoli tracę siły. Ostatnio z każdego spaceru zamiast zadowolona i zrelaksowana wracam zrezygnowana i zła. A najgorsze jest to, że ludziom się nie wytłumaczy

Link to comment
Share on other sites

Ja też nie rozumiem, co jest takiego w tym ludzkim gatunku, że jego przedstawiciele wręcz maniakalnie wyciągają łapy, żeby głaskać psy po głowie. Mimo próśb, gróźb, ostrzeżeń, błagań, krzyków i wrzasków, zawsze się znajdzie jeden z drugim, który "lubi psy", "nie boi się psów", "psy go lubią" i wyciągnie mi do psa łapy. A potem zdziwiony (i zły na mnie!), że pies go odgania szczekaniem. Już nie mówiąc o tym, jak mam oduczyć psa takiej reakcji do ludzi, skoro ZAWSZE daje pozytywny efekt (człowiek wyciąga łapska, Hera robi groźne ŁUF! czasem z kłapnięciem, człowiek odskakuje czy się odsuwa, zostawił Herę w spokoju - cel osiągnięty!). Już nie mówiąc w ogóle o tej manii głaskania obcych psów... Co ciekawe, jak miałam dwie małe suki, nikt mi nie chciał ich macać. Frotka czaaasem, ale rzadko. Im większy pies, tym więcej łap się do niego wyciąga - tak jest u mnie przynajmniej.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='zmierzchnica']Im większy pies, tym więcej łap się do niego wyciąga - tak jest u mnie przynajmniej.[/QUOTE]

U mnie odwrotnie. Do Toriki ciągle ciumkają, albo wysyłają dzieci, które nieporadnie 'spadają' na nią chcąc ją pogłaskać, gdzie nikt nawet nie zapyta o pozwolenie (szczyt głupoty ze strony rodziców, naprawdę :shake: ). Do Iwana naprawdę mało kto się lepi.

Link to comment
Share on other sites

Ja się zastanawiam, czy nie wolałabym żeby Giga ostrzegawczo szczeknęła na takiego wyciągającego łapki jegomościa... Stety/niestety jest aż za bardzo ufna i przyjacielska. Chciałaby się ze wszystkimi witać... No i tu pojawia się błędne koło : my jej tego zabraniamy, a ludzie wyciągają łapska i ciumkają :( Sunia dostaje dwa sprzeczne komunikaty i jest totalnie zdezorientowana.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Frances_B']Ja się zastanawiam, czy nie wolałabym żeby Giga ostrzegawczo szczeknęła na takiego wyciągającego łapki jegomościa... Stety/niestety jest aż za bardzo ufna i przyjacielska. Chciałaby się ze wszystkimi witać... No i tu pojawia się błędne koło : my jej tego zabraniamy, a ludzie wyciągają łapska i ciumkają :( Sunia dostaje dwa sprzeczne komunikaty i jest totalnie zdezorientowana.[/QUOTE]

Powiedz, że ma świerzb, którym się zaraziła od jakiegoś psa w okolicy (czytaj: jest zaraźliwy - nie dla wszystkich to oczywiste). ;)

Link to comment
Share on other sites

Mój jest nieufny do ludzi i nie lubi, jak go obcy zaczepiają. Raz jak miałam go na rękach (jakieś centrum handlowe), to już się wkurzyłam do tego stopnia, że jak babeczka podbiegła z pianiem "ło jaki śliczniusi!" i z łapami na mojego, to jej po policzku zrobiłam czułe 'puci-puci'. :evil_lol: Na jej oburzone "co pani robi?!" odparłam, że to samo, co ona, i proszę odsunąć się z łapami od mojego psa, bo to chamskie. :roll:

Link to comment
Share on other sites

Jasne, udawanie choroby skóry jest ok, ale tylko wtedy, gdy ktoś zapyta lub ma widoczne zamiary (ciumka z daleka)... Ale zauważyłam coś innego, mianowicie : Idziemy sobie spokojnie i gdy widzę, że ktoś idzie z naprzeciwka sadzam Gigę przy ścieżce ze smakiem przed nosem aby odwrócić jej uwagę. Wszystko jest ok, myślę sobie, że tek ktoś przejdzie a ja pochwalę sunię. I dopiero na naszej wysokości ten ktoś ciumknie kilka razy, nie zatrzymując się, nawet nie zwracając wielkiej uwagi na psa. Tak jakby miał jakaś zakodowaną potrzebę cmoknięcia jak widzi "sceniacka". To mnie dużo bardziej drażni, niż wyciąganie do psa łap, bo na to przynajmniej jestem w stanie zareagować (najchętniej zrobić tak jak Szura...). Ale jak ktoś ciumknie i pójdzie dalej, to nie będę go przecież zatrzymywać i tłumaczyć, dlaczego sobie tego nie życzę... To nic, że mówię do psa "nie wolno". Są tacy, którzy widzą, że pies się wyrywa (ma niestety jeszcze takie momenty, ale coraz mniej) i chce do nich podejść, ja mówię "NIE WOLNO" i staram się ją opanować a oni ciumkają i co lepsze WOŁAJĄ psa do siebie. Krew mnie zalewa.

Link to comment
Share on other sites

Ja uwielbiam takich, co to wołają psa, a potem kwiczą i piszczą, kiedy pies do nich podbiegnie ;) Wzięłam raz psa na terenówkę na studia. Na jego widok podniósł się pisk - "oo! pies, piesek!". Zawołana Hera podeszła, a panienki z roku na to: "o Boże, zabierz go, zabierz go!". Czułam się jak w cyrku. Na szczęście Hera się nie przejęła, ją ogólnie mało co rusza.

Inny typ ludzi - zwykle grupka młodzieńców płci męskiej. Na widok psa szczekają albo (!) warczą. Znam swoje psy (leją na to) - dlatego spuszczam je wtedy ze smyczy i proszę jednego z drugim, żeby robił tak dalej, zobaczymy co się stanie. Zwykle jest wtedy głupkowaty śmiech (przed kumplami delikwent nie pokaże, że się wystraszył), ale jakoś odchodzi ochota do drażnienia zwierząt. Ale szczególnie trzeba być kretynem, żeby wgapiać się i wydawać niski warkot z siebie. To znaczy, że wie, co to znaczy dla psa. Koniecznie chce mieć szramy na twarzy od ataku? Może to będzie wtedy cool?

Link to comment
Share on other sites

Ja mam to jeżdżąc czasami środkami lokomocji publicznej z dwiema chihuahua...;) Niech jeszcze będą ubrane... Nikt nie widzi że to pies- za to sa poczytywane jako fajny gadżet (odpicowane panienki), zabawka dla dzieciaka (mamuśki), ew. sama nie wiem co dla starszych pań. I jak na moje nieszczęście jedna (Chicca) szczególnie nie lubi dotykania przez obcych- potrafi nawet złapać ząbkami. Tyle że co wtedy? śmiech że taka mała i taka bojowa, a ja uspokajam małą przez resztę drogi... Dodam że jest taka dlatego, że w wieku szczenięcym nie woziłam jej prawie nigdzie, bo wszędzie była brana na ręce, raz nawet małe Cyganiątka na Pradze chciały "wziąć sobie" ("Pani da!!!") szczeniaczka...
Stafficzki nikt mi nie zaczepia.

Link to comment
Share on other sites

A u mnie staffik jest zaczepiany na okrągło, bo 90% ludzi myśli że to szczeniak pitbulla, a szczeniaczek wiadomo, słodki niegroźny - aczkolwiek zwykle kończy się na ciumkaniu i gadaniu; głaskać rzadko ktoś próbuje jak nie zaproponuję. Śmiesznie jest za to jak w trakcie uświadamiam kogoś, że to nie szczeniak, tylko 2-letni pies, i zszokowani zabierają ręce :lol:
Tylko z nim sobie tak pozwalam, bo on od małego miał obcych w nosie, nawet jak go głaskali to zachowywał się jakby nie istnieli, wychodził spod głaszczącej ręki wąchać trawę, w ogóle na nich nie patrzył - po prostu powietrze.
Z cmokającymi radzę sobie tak, że jak ktoś mi na Buca cmoka, to luzuję smycz i zaczynam iść w jego stronę :evil_lol: zwykle cmokanie ustaje i pojawia się wielka konsternacja i oddalenie się w pośpiechu. Jeszcze nikt nie skomentował, i dobrze, bo spytałabym, czemu robi ze mnie idiotkę; przecież cmoka na pieska to chyba chce żeby podszedł :diabloti:
No ale to wszystko się udaje, bo on ani się do obcych nie cieszy, ani nie jest agresywny; gdybym miała dużego psa, który mi tak na to reaguje, to chyba bym osiwiała, albo z wiatrówką wychodziła i zdejmowała po kolei ciumkających :evil_lol:

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Frances_B'] I dopiero na naszej wysokości ten ktoś ciumknie kilka razy, nie zatrzymując się, nawet nie zwracając wielkiej uwagi na psa. [/QUOTE]
wbrew pozorom ten ktoś robi wam przysługę, bo możesz młodą odwrażliwiać na ciumkanie. zobaczy raz czy drugi, że człowiek ciumka ale się nią nie interesuje, za to pańcia się wtedy z nią pobawi albo da jej jakieś żarełko i za jakiś czas nie będzie zwracała na ciumkaczy uwagi.
i powinnaś się cieszyć, ze nie reaguje szczekaniem na wyciąganie przez ludzi łapsk w jej stronę, bo mogłaby się nauczyć szczekać na ludzi w różnych innych sytuacjach, które nie miałyby z nią nic wspólnego, ale by się jej negatywnie kojarzyły. a to później odkręcić jest bardzo trudno. już nie mówiąc o tym, ze okoliczni mieszkańcy jak zobaczą, ze duży pies szczeka na ludzi to będą się go po prostu bali i wymuszą na Tobie ciągłe zakagańcowanie pieska.

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...