Jump to content
Dogomania

Jak reagujecie na chamstwo innych psiarzy? [2]


dog_master
 Share

Recommended Posts

[quote name='lilk_a']wyznaję zasadę strzeżonego pan bóg strzeże ,[/QUOTE]
Heheh moja zasada ;) Moja suka też chodzi tylko na linie, w bardzo ekstremalnych przypadkach jest puszczana zeby nie plątała się z liną wśród nóg innych właścicieli, gdy się np. spotkamy na łąkach i to tylko i wyłącznie na łąkach gdzie naokoło jest wszystko ogrodzone, na otwartym terenie nie była jeszcze nigdy puszczona. Wybiegana jest, bo to świr totalny i jeden dzień bez wyżycia pies zaczyna być nerwowy, trenuje WP, frisbee itp i to na lince. W lesie nawet nie myśle jej puszczać, bo gdyby jej wyskoczyła sarna pod nos (a zdarzało się) to wole nie myśleć, co by jej zrobiła, już mi kilka razy biegała z pawiem z pysku, który wleciał na podwórze, co prawda nic mu nie zrobiła, ale wolałabym, zeby mi sarny nie złapała. Może to i paranoja, ale wiem, co mój pies mógłby nawet niechcący zrobić, a i nie chciałabym żeby mi uciekł np. historie o ucieczkach psów i powrotach dopiero po kilku godzinach mrożą mi krew w żyłach, ja bym już po 10 min osiwiała. Mój pies, moja sprawa, wyżyty fizycznie jest dzięki WP i frisbe, a i czasami poszalenie po ośrodku u siostry, na psychiczne zmęczenie ma inne treningi i pies jest szczęśliwy :)

Link to comment
Share on other sites

teoretycznie rzecz biorąc to lepiej mieć pobitego kagańcem psa niż pogryzionego , bądz wręcz zagryzionego , ja tak jak pisałam myślałam że ten pies mlicyjny był do tego szkolony a tu okazuje się że psy to jednak mądre bestie i radzą sobie nawet w kagańcu :)

Link to comment
Share on other sites

Ja stosuje kaganiec tak "na wszelki wypadek" chyba raczej dla mojej wygody psychicznej, na smyczy kagańca nigdy nie nosi, jedynie w tych właśnie wypadkach gdzie jest w dużej grupie psów na luzie ma zakładany skórzany kaganiec. Chociaż najczęściej albo sama sobie język przegryzie i krew sika, albo jakiś pies ją pogryzie gdy np. dojdzie do "konfliktu interesów":roll: U mojego psa większym zagrożeniem są łapy i samo przygniatanie do ziemi z którym walczymy, z coraz lepszym skutkiem.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='strix']Właściciel nie ma tu nic do utrwalania. Pies próbuje walczyć, widzi, że świetnie działa i robi to częściej i chętniej zgodnie z zasadą, że nagrodzone zachowanie będzie powtórzone. To tak jak z podbiegaczami. Ilekroć uda im się dziabnąć lub wspiąć się na innego psa (zależnie od tego, po co podbiegają), zachowanie to ulega wzmocnieniu.

Osobiście uważam, że kaganiec to strzał kulą w płot poza wypadkami, kiedy mamy do czynienia z narawdę agresywnym psem, który jest zbyt silny aby go kontrolować. Ale zauwazyłam, że część właścicieli dużych psów wychodzi z założenia, że skoro ich pies ma kaganiec, to oni już nic nie musza robić (tzn szkolić psa, pracować z nim itp).[/QUOTE]
Właściciel ma za zadanie przerwać takie zachowanie jeśli tego nie robi uważając, że jest to dopuszczalne to utrwala niepożądane zachowania. Kaganiec nie będzie też strzałem kulą w płot jeśli ktoś posiada psa niekoniecznie silnego ale takiego nad którym nie panuje słownie. Kagańce fizjologiczne (nie mam tu na myśli materiałowych bo te to "pic na wodę")umożliwiają szkolenie, są lekkie i dają pewność że zanim wyprowadzimy psa na prostą to nie dojdzie do tragedii. Ja niestety zauważyłam inną prawidłowość, że właściciele agresywnych psów unikają kagańców i w momencie kiedy przechodzi się obok ich pupila duszącego się z wściekłości na smyczy pozostaje tylko modlitwa coby psiulo nie dorwał się naszemu do tyłka.

Link to comment
Share on other sites

Kantaru podobnie jak kagańca należy używac z umiarem. Niestety widziałam psy z łysym paskiem wokół nosa a nawet ze strupami, bo właściciel sprawił sobie kantarek i uznał, że piesek jest już wyszkolony ;)

Odnośnie linek, dziś w parku zauważyłam, że już trzy inne osoby chodzą z pieskami na linkach :D Czyli jednak chociaż na początku wytykano mnie palcami, to jednak znaleźli się naśladowcy ;) I żeby nie było, Faust świetnie chodzi na smyczy i ćwiczymy to codzennie. Wie, że linka oznacza albo szkolenie albo bieganie i rozbrykuje się dopiero na komendę OK ;) Spróbuję go kiedyś nagrać jak biega sprintem, ale jest tak szybki, że nie wiem, czy nadążę ;) W każdym razie trwa to z pięć minut i potem już zajmuje się obwąchiwaniem. Piłka Bruna w ogóle go nie interesuje. No, czasami pobiegnie jak go troszkę nakręcę na piłke, ale szybko sie zniechęca ;)

W weekend w lesie spotkaliśmy biegającego luzem samojeda. Nie był mocno agresywny ale próbował nieładnie wspinać się i dominować Fausta i Bruna. Po chwili mu to wyperswadowałam (nie, nie gazem ani kopniakiem ;)) Ćwiczył ze mną komendy, zdążyłam go nawet jako tako nauczyć 'kaputt' (udawanie umarlaka) Chciał nam wleźć do samochodu i jechać z nami do domu :P Miał niby adresówkę, ale telefon był wyłączony albo bez zasięgu (chyba właściciel był w głuszy leśnej). Zrobiło się ciemno i byliśmy w kropce, bo pies biegał w samopas koło drogi, gdzie samochody raczej nie zwalniają. Na szczęście po 30 minutach czekania pojawiła się właścicielka. Powiedzieliśmy jej, co zaszło, chyba było jej głupio. Powiedziała, że ona ma taki zwyczaj, że ją zostawia w lesie samą. Swoją drogą tylko pogratulować umiejętności tworzenia więzi z psem :P

W sumie dobrze, że jej było głupio, bo jej pies był okropnie nahalny i nie wiem, czy inny właściciel zaryzykowałby chwycenie go za obrożę i przywołanie (słownie, bez krzyku ale stanowczo) do porządku. Ja to zrobiłam, bo naprawdę stawał sie nieznośny, byliśmy w środku lasu i nijak nie szło go zgubić, bo się przyczepił. Poza tym, mógł go przejechać samochód albo pogryźć agresywny pies jak tak biegał w samopas.

Link to comment
Share on other sites

strix, to już wspominałam tutaj na wątku kiedyś - psy z osiedla są nauczone, że jak widzą moją mamę, to jak zrobią siad i coś na komendę to będzie nagroda, więc gdy Happy miała cieczkę, dwóm samcom kotłującym się wystarczyło powiedzieć "siad" i trzy psy siedziały jak gdyby nigdy nic. Całkiem niezłe jest robienie sobie takich kumpli ;) a że właściciele nie mają nic przeciwko tym "szkoleniom", to nie ma problemu.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Beatrx']w sensie przychodzi, puszcza ja w lesie, idzie sobie a potem po paru godzinach przychodzi po nią?[/QUOTE]

He he. W sensie, że do lasu wchodza razem, ale po pewnym czasie pies się odłącza i za jakąś godzinę albo dwie przychodzi na parking.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='strix']He he. W sensie, że do lasu wchodza razem, ale po pewnym czasie pies się odłącza i za jakąś godzinę albo dwie przychodzi na parking.[/QUOTE]
no każde idzie "na polowanie" na leśnych dziadkow, po co mieć konkurencję :diabloti:

ale jakie to bezmózgie ze strony właścicielki, zero wyobraźni. Pies moze być zagrożeniem dla kogoś, dla zwierzęcia. I nie dziwię sie potem, ze sa takie akcje myśliwych, aby odstrzelać walęsające się dziko psy.... Przez takie wlaśnie damessy. :shake:

Link to comment
Share on other sites

a my niedawno spotkalysmy z mloda na spacerze pomylenca.

jakis taki troche podkundlony przygrubawy labrador komus spieprzyl. normalnie to nam sie juz zdarzalo brac takie pieski na przechowanie, ale tym razem...biegal pomyleniec po parku wskakujac wszystkim psom (sukom nie) na zadki i ludziom na nogi. biorac pod uwage nasza sytuacje rodzinna: mloda suka plus 3miesieczne szczenie jakos nie mialam checi napalenca brac do chaty. nikt zreszta nie mial.
pies nie mial ani smyczy ani obrozy.

wzielismy go ze znajomym psiarzem na smycz mlodej-chodzi na regulowanym rogzie, wiec spoko na tlustum karczychu powstala obroza, mloda musiala isc do chaty bez smyczy, ale ona akurat nie ma z tym problemu. a my phone call do schroniska. szczerze mam oczywiscie nadzieje, ze ktos tego napalenca odebral. ale naprawde nieodpowiedzialnosc ludzka siega juz zenitu.

teraz juz sobie zapisalam numer bezposrednio o pana kierowcy i mam zamiar dzwonic czesciej.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='panbazyl']no każde idzie "na polowanie" na leśnych dziadkow, po co mieć konkurencję :diabloti:

ale jakie to bezmózgie ze strony właścicielki, zero wyobraźni. Pies moze być zagrożeniem dla kogoś, dla zwierzęcia. I nie dziwię sie potem, ze sa takie akcje myśliwych, aby odstrzelać walęsające się dziko psy.... Przez takie wlaśnie damessy. :shake:[/QUOTE]

Ta sama babka powiedziała nam, że dwa tygodnie wcześniej jej psa napadływ lesie dwa dobermany i musiała je dosłownie z psa skopać. Nie wiem dlaczego po takim doświadczeniu nie pójdzie po rozum do głowy i nie zacznie uczyć psa, żeby trzymal się w pobliżu oraz nie kupi linki. Owszem, moje chodzą po gąszczu luzem, ale wystarczy cmoknięcie i się zatrzymują nawet, jeśli coś tam w krzakach zobaczą. Nigdy nie znikają tez z pola widzenia.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='strix']Ta sama babka powiedziała nam, że dwa tygodnie wcześniej jej psa napadływ lesie dwa dobermany i musiała je dosłownie z psa skopać. Nie wiem dlaczego po takim doświadczeniu nie pójdzie po rozum do głowy i nie zacznie uczyć psa, żeby trzymal się w pobliżu oraz nie kupi linki.[/QUOTE]
może to taki surwiwal dla tego psa:cool3:

Link to comment
Share on other sites

[quote name='strix']Ta sama babka powiedziała nam, że dwa tygodnie wcześniej jej psa napadływ lesie dwa dobermany i musiała je dosłownie z psa skopać. [/QUOTE]

Ależ dlaczego musiała skopać? Może one też były puszczone na żywioł, jak jej pieseczek - w końcu obowiązuje to prawo dżungli czy nie? :razz:

Link to comment
Share on other sites

[quote name='evel']Ależ dlaczego musiała skopać? Może one też były puszczone na żywioł, jak jej pieseczek - w końcu obowiązuje to prawo dżungli czy nie? :razz:[/QUOTE]
ale to już było dwa na jednego, więc pomogła swojemu żeby uczciwie było:P

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Soko']Mam przed sobą obraz żeńskiej wersji Tarzana, lecącego na linie z drzewa na pomoc przyjacielowi. Tak jakoś mi się skojarzyło.[/QUOTE]

Cóż, nie odbiegasz za bardzo od rzeczywistości. To była iście nordycka blondyna o szerokich barach, jak Walkiria. Dobrze, że go napadły te dobki zanim jeszcze polazł szukać leśnych ludków bo inaczej to by chyba nie dobiegła na czas.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Beatrx']ale to już było dwa na jednego, więc pomogła swojemu żeby uczciwie było:P[/QUOTE]
a może to byly psy dwóch ludzi - i sie tylko spotkały. Moze tam jest taki trójkąt bermudzki - psy puszcza sie luzem, i ludzie tez luzem biegają po lesnych ostępach? Gubia się, plączą a potem czasoprzestrzeń wypluwa ich gdzies na parkingu.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='panbazyl']a może to byly psy dwóch ludzi - i sie tylko spotkały. Moze tam jest taki trójkąt bermudzki - psy puszcza sie luzem, i ludzie tez luzem biegają po lesnych ostępach? Gubia się, plączą a potem czasoprzestrzeń wypluwa ich gdzies na parkingu.[/QUOTE]
ale to by była opcja. przed pracą wypuszczasz psy w lesie, umawiasz się z psem na konkretną godzinę że ma być o tej porze na parkingu, Ty po niego potem przyjeżdżasz a on w tym czasie zażywa wilczej wolności, razem z innymi psami walczy o przetrwanie, poznaje nowych przyjaciół a nie siedzi zamknięty w domu i śpi na kanapie:cool3:

Link to comment
Share on other sites

mam nadzieję, że ze swoim problemem trafiłam na dobry temat...
moja sąsiadka i ja mamy dość spory problem.
Często wychodzimy z naszymi psami na wieczorne spacery (2 psy moj amstaff i jej husky). Psy swietnie się dogadują, zawsze są pod kontrolą (na dłuższych smyczach, czasem na 5m) , nigdy nie puszczamy ich "samopas". Są w podobnym wieku moj ma 1,4 sąsiadki 2 lata. W bloku obok mieszka mężczyzna z żoną - mają 2 letniego gończego polskiego. Pies jest non stop luzem, często nie ma nawet obroży, jest agresywny w stosunku do naszych psów, podbiega, atakuje je. Nasze psy zostały przez niego pogryzione za szczeniaka, co oczywiście ponioslo za sobą konsekwencje i zaczeły się "odgryzać", pojawiły sie w jego stronę objawy agresji ze strony naszych (jest to jedyny pies, do ktorego sa agresywne). Jego właściciele są kompletnie niereformowalni, nie dość, że od szczeniaka bili tego psa po głowie, to jeszcze non stop lata luzem mimo tego, że kompletnie się nie odwołuje i jak napisałam wyżej atakuje bez powodu. "Pan" jest wiecznie na rauszu na wszelkiego rodzaju uwagi, prośby, groźby reaguje agresją. Doszło do tego, że na wieczorne spacery wychodzimy z mężami, żeby w razie czego przepędzali owego psa. Podeszłam ktoregos dnia do delikwenta - w koncu byl trzeźwy i bez psa. Grzecznie zwrociłam mu uwagę, że jest obowiązek wyprowadzania psa na smyczy, zwłaszcza, że jego pies nie reaguje na komendy. W związku z tym otrzymałam mało wybredną odzywkę, której od człowieka tego pokroju można się było spodziewać. Problem oczywiście nie znika, ale boje się, że dojdzie w końcu do starcia i chyba nie trzeba mówić, że zapewne to ja poniosę konsekwencję bo mam psa takiej a nie innej rasy (górą stereotypy), mimo tego, że mój luzem nie chodzi i jest pod kontrolą. Szczerze powiedziawszy mam już dość nerwowych spacerów i wypatrywania, czy przypadkiem nie wychodzi pijany sąsiad ze swoim psem. Takich niereformowalnych właścicieli spotkalam na swojej drodze 1-wszy raz
Czy możecie mi coś poradzić?
Z góry dziękuję i pozdrawiam serdecznie

Link to comment
Share on other sites

[B]poker1[/B] - to jest drastyczne rozwiązanie, ale możesz psa złapać i odwieźć do schroniska. Możesz też dzwonić po straż miejską, ale z tego, co tu piszą, to wiele zależy od tego, co im się będzie chciało zrobić. Możesz tez kupić gaz i psa psiknąć. smycz mu od tego nie wyrośnie, ale jest duża szansa, że będzie Was omijać. perspektywa bitki z innym psem tego psa nakęca. odganianie przez ludzi jedynie potęguje jego 'haj', bo on się dalej nakręca. jest szansa, że potraktowany z zaskoczenia gazem się zniechęci. gaz pieprzowy nie zrobi mu krzywdy.

Szkoda psa, ale lekcja z gazem moze być dla niego cenna. Co do schroniska to ostateczność bo mogą go nie odebrać.

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Beatrx']ale to by była opcja. przed pracą wypuszczasz psy w lesie, umawiasz się z psem na konkretną godzinę że ma być o tej porze na parkingu, Ty po niego potem przyjeżdżasz a on w tym czasie zażywa wilczej wolności, razem z innymi psami walczy o przetrwanie, [B]poznaje nowych przyjaciół [/B]a nie siedzi zamknięty w domu i śpi na kanapie:cool3:[/QUOTE]

no, tego to nie wiem. 99% psów jakie spotykamy w lesie chce nasze dwa zjeść ;)

Link to comment
Share on other sites

[quote name='Beatrx']ale to by była opcja. przed pracą wypuszczasz psy w lesie, umawiasz się z psem na konkretną godzinę że ma być o tej porze na parkingu, Ty po niego potem przyjeżdżasz a on w tym czasie zażywa wilczej wolności, razem z innymi psami walczy o przetrwanie, poznaje nowych przyjaciół a nie siedzi zamknięty w domu i śpi na kanapie:cool3:[/QUOTE]

chyba zaczne z moimi trening z nauki godzin na zegarze ;) Po co jakieś chodzenie przy nodze czy słuchanie :diabloti:

Link to comment
Share on other sites

Guest
This topic is now closed to further replies.
 Share

×
×
  • Create New...