Jump to content
Dogomania

starsza BARBI po niesamowitej przemianie - zostaje u JoSi :)


Recommended Posts

Posted

Barbisiowe słoneczko wreszcie bezpieczne i otoczone czułością:)Miło jest patrzeć jaka metamorfoza zachodzi w zachowaniach i wyglądzie zwierząt , które czują , że komuś zależy na ich losie.

  • Replies 1.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

czyli powoli powoli, ale wszystko w porządku :)

trzymaj się Barbi, nie poddawaj
masz świetną opiekę

(bazarek powinien być w czwartek-piatek:cool3:)

Posted

halcia napisał(a):
Barbulko,zaczynasz byc cikawska,to schroniskowe zmulenie mija....


Taa... ciekawska z torby.
Dzisiaj Barbi miała dodatkowo stres. Poza zastrzykami czyszczenie noska, czekanie samodzielne pod apteką i sklepem. Jutro znów idziemy do weta, chyba przestanie mnie lubieć.
Jeszcze z Ryfką jest problem - guz rośnie między łapkami przedniemi, może być nowotworowy po wycięciu poprzedniego, sprawdzonego histo-pato złośliwca. Jesteśmy umówione w piątek, da się wędrować z oboma równocześnie, Ryfka chodzi samodzielnie.

Posted

JoSi napisał(a):
czekanie samodzielne pod apteką i sklepem

I jak maleńka się zachowywała ?
...nie za wcześnie trochę na zostawianie suni samej pod sklepami itp. ? :roll:

JoSi, moglibyśmy też prosić o jakieś namiary na Ciebie ? Bo chyba jeśli ktoś będzie się chciał dowiedzieć czegoś o Barbi, teraz najlepiej będzie do Ciebie dzwonić ;)

Posted

Tak ugina się nos przy wdechu. Ciemny, powiększony sutek jest na guzie o średnicy ok. 3 cm, składającym się z wielu guzków. Barbi śpi na kocyku od MalgosMalgos, niżej widać kawałek Frotki. Wczoraj pierwszy raz oddychała przez nos. Teraz już musimy iść.

Posted

mru napisał(a):
a jak ona to zniosła? czekanie znaczy ;)

co u Was? :)


W aptece czekała w przejściu między drzwiami ze szkła, cały czas mnie widząc. Wyszła sama z torby i chciała wejść do środka. Musiałam kupić Barbi Metronidazol na receptę.
Przed sklepikiem osiedlowym siedziała między donicami na kwiaty, znów mnie widziała a ja ją.
Dzisiaj wetka oczyściła jej drugą dziurkę nosa, bardzo zapchaną czymś zaschniętym.
Przed wejściem do klatki schodowej wypuściłam sunię metr od bramy. Przeszła pod same drzwi i nie chciała wejść do środka. Jak zwykle wniosłam ją na górę w torbie. Torba jest wygodna, o sztywnym dnie, taka dla kotów i psów do 10 kg. W drodze do weta Barbi ogląda świat nerwowo, powrotnej z ciekawością.
Trudno powiedzieć, kiedy te wyprawy się skończą.

Dzwońcie ile chcecie: 012-638-00-83, nie mam komórki.

Posted

JoSi napisał(a):
Dzwońcie ile chcecie: 012-638-00-83, nie mam komórki.


Moge jak rozumiem ten telefon dac na allegro ?;)

Ulga wielka ze sunieczka juz w bezpiecznym domu i pod czujnym okiem dogomaniaka :lol:

Posted

ewatr napisał(a):
Moge jak rozumiem ten telefon dac na allegro ?;)
:lol:


Oczywiście daj, proszę.
Ten guzek to tylko jeden z wielu, obie listwy zawalone nimi z góry na dół ale pozostałe sutki normalne.
Mam pytanie: czy któraś z Was spotkała się z takim przypadkiem, tzn. stara sunia i takie ilości guzków? Moje wetki zaczynają zastanawiać się nad sensem operacji, zadawaniem bólu i długimi cięciami dwustronnymi.
Już wczoraj pytały, czy nie lepiej zostawić jak jest, tylko leczyć infekcje, pozwalając żyć suni z guzkami dokąd się da bezboleśnie.
Wycofują się też z chirurga szczękowego.
Napiszcie, co o tym sądzicie, spytajcie znajomych wetów.

Posted

Ile ludzi to czasem i tyle zdan bedzie w tym temacie :roll:
Ja powiem ze swoich doswiadczen ze starszymi psami miedzy innymi z Mynia['] http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=14190&page=194 że nieraz naprawde lepiej nie ruszac u wiekowych psów tych guzków zwłaszcza jak jest ich dużo .......... jezeli sa złośliwe to najczęsciej nie da sie wyciac do zera wszystkiego i zwyczajnie sie " sieja " potem ze zdwojona mocą :-(
A jak nie złośliwe to tak napisała sleepingbyday - kichac na nie .

Posted

podobna sytuacja była z Babcią która pojechała do Ewy do Szczecina. Ewa była nawet konsultować sprawę u ludzkiego onkologa, była chyba wszędzie gdzie się dało. Jedna odpowiedź ... guzy są naprawdę od bardzo dawna i sunia żyje, nie ma sensu ruszać i męczyć suni. O wiele lat za późno aby reagować.

Uważam tak samo.

Dzisiaj Babci już nie ma ale miała najpiękniejsze chwile jakie tylko mogła sobie wymarzyć. Bez bóli pooperacyjnych i może krótko, ale w pełnej świadomości i radości z Ewy, pomimo ciężkiej choroby w wielkiej radości i ruszaniu nosem jej dłoni aby obudzić ją rano bo czas na głaski .... codzienny rytuał suni która spędziła całe życie w schronisku Orzechowskim.

Posted

[quote name='ewatr']Ile ludzi to czasem i tyle zdan bedzie w tym temacie :roll:
Ja powiem ze swoich doswiadczen ze starszymi psami miedzy innymi z Mynia['] http://www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=14190&page=194 że nieraz naprawde lepiej nie ruszac u wiekowych psów tych guzków zwłaszcza jak jest ich dużo .......... jezeli sa złośliwe to najczęsciej nie da sie wyciac do zera wszystkiego i zwyczajnie sie " sieja " potem ze zdwojona mocą :-(
A jak nie złośliwe to tak napisała sleepingbyday - kichac na nie .

Dziękuję Wam za odpowiedzi. Tak też mówiły wetki, można otworzyć a nowotwory będą wpełzające do środka i co? Ciąć coraz głębiej i głębiej?
Onkolog nie powie nic bez badania histo-pato, czyli pobrania wycinka/ wycinków i właśnie o lawinowej reakcji też mówiły, po dotknięciu skalpela.
Infekcja jest mniejsza ale jest, skupiam się na tym, co pomoże suni lepiej oddychać.

Posted

moja kotka też już starszawa
i ma guzki
wycinaliśmy jej dwa razy... też bym myślała czy ciąć następnym... :shake:

dużo stresu
klosz 10 dni
a ona siedzi za tapczanem :(

Posted

JoSi napisał(a):

Mam pytanie: czy któraś z Was spotkała się z takim przypadkiem, tzn. stara sunia i takie ilości guzków? Moje wetki zaczynają zastanawiać się nad sensem operacji, zadawaniem bólu i długimi cięciami dwustronnymi.
Już wczoraj pytały, czy nie lepiej zostawić jak jest, tylko leczyć infekcje, pozwalając żyć suni z guzkami dokąd się da bezboleśnie.
Wycofują się też z chirurga szczękowego.
Napiszcie, co o tym sądzicie, spytajcie znajomych wetów.

Mój psiak też miał pełno guzków, które zaczęły narastać tak w wieku ok 12/13 lat. Nie ruszaliśmy tego i przeżył szczęśliwie 17 lat...
Z kolei tydzień temu umarł mi szczur, z którym to poszłam właśnie na operację wycinania guzów... już więcej nigdy bym tego nie zrobiła, pewnie by jeszcze żył, gdyby nie ja:-(

Wydaje mi się, że nie ma sensu męczyć suni operacjami...

Posted

popieram. Sunia rodzicow (dalmatka lat 11) ma jakiegos guzka na oku....Po dlugich przemysleniach i konsultacjach tez zdecydowalismy się nie ruszać.
Byl pomysl biopsji, ale jesli zlosliwy to i tak mogiła, a jesli nie, to i tak trzeba zostawic, bo ma to do siebie ze znow narosnie. Meczyc narkoza malej tez nie chcemy. Wiec nic nie robimy.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...