Jump to content
Dogomania

starsza BARBI po niesamowitej przemianie - zostaje u JoSi :)


Recommended Posts

Posted

No niestety często tak jest że psiaki kiedy poczują sie kochane i zadbane nagle zaczynają chorować i odchodzą... może organizm "wrzuca na luz"? A może to coś więcej- może one czekają na kogoś, kto je pokocha, żeby mieć na kogo czekac już spokojnie za TM?

Mimo wszystko wierzę że Barbie nie odejdzie tak szybko, że postanowi pokorzystać jeszcze z uroków życia w ciepełku- tu i teraz ;)

  • Replies 1.1k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

A mnie się wydaje że nie będzie żle-Barbi to staruszka słaba trudno jej oddychać-więc mało się rusza dużo śpi.W schronisku nikt nawet nie słyszał jej "charczenia"wśród szczekania tylu psów a w domu cisza więc to rzuca się w uszy i niepokoi.Leukocytoza to też może być z różnych przyczyn Czasem nawet stres lub zwykła infekcja mocno zmieniają wynik Ja wierzę że będzie dobrze-w listopadzie wpadam z odwiedzinami Przywiozę 150 zł.Przytulaki dla Barbi uściski dla JoSi

Posted

Barbulka,trzymaj sie!Tyle biedy zaznałas,zaznaj troche miłości i ciepła.Ona i w schronisku miala dni,ze lezała nie wychodziła.Czasem tez mam wrazenie,ze złe warunki schroniskowe "konserwuja"a miłosc i ciepełko "rozkłada"

Posted

też mam zcasem takie wrażenie.. ale u barbi teraz po prostu zaczęło sie leczenie z prawdziwego zdarzenia - czasem jest tak, że na początku leczenia objawy się nasilają. a pewnie to jest tak, że teraz jest porządnie obserwowana.

Posted

Dzisiaj jest lepiej w porównaniu z wczorajszym dniem. Barbisia, jak do niej mówię, prawie nie schodzi z narożnika na którym spędza noce. Nawet nie wiem kiedy zeszła rano, zrobiła zdrową koo w przedpokoju i si na dywan. I bardzo dobrze, jelita pracują, nerki też.
Nie chce mi się wspominać jej brzuszka, guzów większych i mniejszych, jednego sutka w postaci strupka.
Oczywiście dalej się boi, je dopiero jak wyjdę z pokoju, chwilami tylko nastawia uszy i macha ogonkiem ale już nie ucieka do różnych dziur, w ogóle nie ucieka.
Zaraz wychodzimy do weta. Biedna suńka.

Posted

Wróciłyśmy. Po długiej rozmowie i opisach sytuacji dowiedziałam się, że sunieczka nie cierpi i nie cierpiała wczoraj. To wielka ulga.
Dostała dzisiaj silniejszy antybiotyk, niestety jednodniowy czyli jutro znów pokonamy trasę dom - wet - dom, jak zwykle na moich "łapkach" bo swoich Barbi dalej nie używa.
Miała przycięte pazurki, w ramach dawkowania stresu dopiero dzisiaj.
Położyłam Barbi na trawie, jest bardzo ciepło mimo rannego szronu, a ona wywróciła się na plecy i to był koniec ruchu. W domu pomaszerowała z przedpokoju prosto na narożnik.
Dzisiaj pójdę spać normalnie a nie o 1.30 w nocy.

Posted

:shake: ale biedna


tyle dobrego, że nie cierpi :) to ważne

widziałam rzeczy na bazarek - fajne :p
marta prześle je do mnie i mam nadzieję, że kasa będzie do JoSi :)

JoSi, jak tzet?

Posted

sleepingbyday napisał(a):
pamietajcie zalinkowac bazarek, jak sie pojawi....


bądź pewna, że Cie nie ominie :eviltong:

izzie, JoSi poproś o nr konta :):):) i dzięki! :loveu:

Posted

Numer konta jest na pierwszej stronie wątku "Sparaliżowana Frotka".

TZ... konsekwenty. "Następny pies i już mnie nie zobaczysz". Moja wina, dawanie wymuszanych obietnic bez pokrycia. Więc nie widzę ale słyszę bo dzwoni a różnica żadna tak jak i "pomoc" poprzednio.

Posted

sleepingbyday napisał(a):
ja mam podzielność uwagi :eviltong:


Ja też mam, skupiam się na Barbi i Frotce oraz reszcie mojej najbliższej rodzinki. Baaardzo duża podzielność, zapewniam.

Posted

Wczoraj po wecie:
Barbi posiada nóżki do biegania po pokoju. Przychodzi do kuchni podczas wydawania posiłku ale je osobno bo długo jej to idzie. Fafik po schronie przez trzy miesiące bał się wejść do kuchni. Już uwielbia jabłka drobno pokrojone, dobrze, że nie szczeka i piszczy, jak reszta nie mogąca się doczekać. Warknęła na przechodzącego za blisko kota koło miski z jabłkami. Kichała, może dobrze?
Dzisiaj przed wetem:
Rano zeszła z narożnika, zrobiła wszystko, zwinęłam dywan. Schowała się w najdalszy kąt pod łóżkiem, siedziała tam chwilę i przeniosła do kociej budki. Bardzo się cieszę, już myślałam o czołganiu się na brzuchu, żeby ją wyciągnąć. Nos ma dalej zaklejony, b.z.
Chyba wie o wyjściu kryjąc się po kątach, po wecie chodzi spokojnie, macha ogonem, wspina na stół przedniemi łapkami sprawdzając, czy czegoś dobrego tam nie ma.
Bardzo lubi jedzenie, mimo charczenia i ksztusznia, po posiłkach. Odgłosy raczej makabryczne, ale przechodzą po jakimś czasie. Nie wiem czy jest głodna, czy zmiana jej smakuje.
Właśnie kot Gabor najadł się siana Gryzeldy (królika) i wymiotował. Oczyścił żołądek z futra. Sprzątam i wychodzimy, znów deszczowo.

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...