Kejciu Posted July 22, 2015 Posted July 22, 2015 Taka Gapciowata troszkę :) może jakaś rodzina :D Quote
Nutusia Posted July 22, 2015 Author Posted July 22, 2015 Z pewnością - jedna WIELKA! :D Aha, i jeszcze jeden powód do radości - Kimi po operacji kręgosłupa już... biega! I - jak zeznaje p. Marcin - znów się zrobiła z niej taka zołza, jaką była przed chorobą, co ogromnie wszystkich cieszy :D Quote
Mattilu Posted July 22, 2015 Posted July 22, 2015 Cieszę się wieściami o Kimi, martwiłam się jak to będzie...Moja Mama też tak ma, jak zdrowieje, to znaczyna na nas wszystkich krzyczeć ;) Quote
jola_li Posted July 22, 2015 Posted July 22, 2015 Cieszę się bardzo z dobrych wieści o Kimi! (Chyba dobrze, że Państwo zdecydowali się na operację, bo dalsze odwlekanie mogłoby pogorszyć stan psinki). Tosia ma świetne ubarwienie! Fajnie że odpuściła Kropci (oby tak samo było na jej terenie ;)). Quote
Nutusia Posted July 23, 2015 Author Posted July 23, 2015 Myślę, że dobrze z tą operacją, choć drżałam bardzo, a dr T. się urlopował... Tosia jest bardzo podobna do Gapci, tylko z usposobienia inna, bo na szczęście nie zdążyła poznać co "człowiek potrafi". Myślę, że jak już się tak zaprzyjaźniła z Kropcią, nie będzie problemu i wszędzie da się poszaleć ;) Quote
Nutusia Posted July 24, 2015 Author Posted July 24, 2015 Póki co zwrot Igły z adopcji został odroczony... P. Henryk staje na głowie, żeby Igła mogła z nim zostać. Znalazł już mieszkanie, gdzie będzie mógł zamieszkać z psem przez kolejne 2 miesiące (czyli razem 3), a wczoraj zabrał ją na próbę do pracy na cały dzień. Zaakceptowała całą męską załogę, a załoga się przekonała jaki z Igły jest fajny i niekłopotliwy pies. P. Henryk ma wielką nadzieję, że z upływem czasu pojawią się kolejne, korzystne dla niego i Igły rozwiązania. I za to będę wznosić modły do wszystkich świętych i nie tylko. Bo pomijając tragedię psa, któremu nie da się po prostu pewnych rzeczy wytłumaczyć, to rozstanie z Igłą byłoby dla p. Henryka kolejną negatywną emocją, podcinającą mu skrzydła... Taką fotkę dostałam wraz z mailem - dobitnie świadczy o tym, że Igła jest dla p. Henryka kimś więcej niż tylko psem. Nie w każdym bowiem domu pies jada na "spersonalizowanej" porcelanie ;) :D Quote
jola_li Posted July 24, 2015 Posted July 24, 2015 Igiełce i jej Panu życzę, żeby nie musieli się rozstawać!!! I żeby ten niewielki okruch nadziei zamienił się w WIELKĄ PEWNOŚĆ! Quote
Marysia R. Posted July 25, 2015 Posted July 25, 2015 Uff widzę, że największa nerwówka mnie ominęła. Bardzo się cieszę, że u Kimi dobrze i mocno trzymam kciuki za Igłę i jej Pana :) Quote
DoPi Posted July 25, 2015 Posted July 25, 2015 Tosia faktycznie podobna do Gapcioszka mojego mizianego, a za Igiełkę i pana Henryka będę trzymać kciuki. Bo wiem co to znaczy jak się człowiekowi nie układa. Quote
Nutusia Posted July 26, 2015 Author Posted July 26, 2015 Dostałam od p. Henryka fotki Igiełki - jutro wstawię ;) Quote
Nutusia Posted July 27, 2015 Author Posted July 27, 2015 A tu Igła pilnuje stanowiska pracy swojego Pana :) A tak pięknie i grzecznie jeździ komunikacją publiczną Quote
Nutusia Posted July 27, 2015 Author Posted July 27, 2015 No niestety nie jest mniejsza. Tym bardziej mnie wizja zwrotu przeraża(ła)... Quote
DoPi Posted July 28, 2015 Posted July 28, 2015 Igła to faktycznie Igła nie Igiełka :) ale urocze pyszczysko ma. Może im się uda przetrwać. Jak mawiał Dalajlama, "jeśli myślisz, że jesteś za mały, żeby coś zmienić, spróbuj zasnąć z komarem latającym nad uchem" może niedokładnie zacytowałam, ale wiecie o co chodzi :) Quote
Nutusia Posted August 18, 2015 Author Posted August 18, 2015 Co się polepszy, to się... popie...rniczy :( Jeszcze radość z powodu adopcji Poli do Hopciowej Rodziny nie opadła, a już się pojawiły kolejne czarne chmury :( Tym razem chodzi o Lupusa... Zaczął się dziwnie zachowywać, chodzi nocami po domu, ugryzł męża Edyty, potrafi się nagle zerwać z posłania, bez celu przebiec na drugi koniec mieszkania, taranując wszystko po drodze, po czym wrócić na posłanie i udawać, że nic się nie stało, potrafi wejść na jakąś przeszkodę na spacerze. I co najgorsze - warczy i się szczerzy na dziecko :( Dopóki Grześ był malutki i nie wędrował po mieszkaniu, wszystko było OK. Teraz bardzo się garnie do psa (niestety, z relacji wynika, że rodzice nie do końca nad tym panują), a Lupi wyraźnie sobie takich kontaktów nie życzy. Edyta jest w desperacji, mąż zaczął naciskać nawet na oddanie psa! Wiadomo - bezpieczeństwo domowników, a w szczególności dzieci jest absolutnym priorytetem... Po kilku rozmowach telefonicznych z Państwem doszliśmy do wniosku, że Lupusowi może coś dolegać. To już jest mocno starszy pan - wg książeczki urodził się w 2007 roku (czyli ma 8 lat), ale może mieć i 10, a jest duży i starość szybciej go dopada. Państwo byli z nim u jakiejś pani doktor, ale ta bała się go i nawet go nie osłuchała!!! "Zaocznie" dała mu leki na serce, bo opiekunowie zeznali, że pies dużo i często dyszy. Po tych lekach nie było żadnej poprawy, a w dodatku Lupus obsikał cały dom - sikał nawet pod siebie :( Po konsultacji z największym fanem Lupusa, czyli Dominikiem (njangu) - dla niewtajemniczonych to ten, który na rzecz domu dla Lupusa przebiegł maraton warszawski! :), została wspólnie podjęta decyzja, że przywieziemy Lupiego na konsultację do naszego Doktora. Państwo nie są zmotoryzowani, niestety. Dominik postanowił zasponsorować podróż Lupusa do lecznicy i z powrotem. Jesteśmy umówieni na czwartek. Zaraz po pracy pędzimy z Dominikiem do Makowa, zabieramy Lupusa i Pana i grzejemy do Nowego Dworu, żeby zdążyć przed zamknięciem lecznicy... Z naszym Doktorem już rozmawiałam, jesteśmy umówieni. Zaczniemy od badań przesiewowych, tzn. od analizy krwi sprawdzającej funkcjonowanie organów wewnętrznych, od RTG kręgosłupa i ewentualnie USG jamy brzusznej, jeśli coś Doktora zaniepokoi. Niestety, bierzemy pod uwagę zmiany neurologiczne i demencyjne, ale ze wszystkich sił staramy się być dobrej myśli i wierzymy, że uda się pomóc i psu i Rodzinie... Quote
konfirm31 Posted August 18, 2015 Posted August 18, 2015 Niedawno Ich widziałam na spacerze całą rodziną. Strasznie smutna wiadomość o Lupusie :( . Mijamy się z nim z daleka, bo Bliss go nie toleruje od samego początku, a to z nią przeważnie się z Nimi spotykam. Z całej siły trzymam kciuki za Lupusa i jego Ludzi. Quote
embw Posted August 18, 2015 Posted August 18, 2015 [attachment=16214:20150503_104144.jpg] [attachment=16215:20150518_182323.jpg] [attachment=16216:20150524_170206.jpg] [attachment=16217:20150531_114131.jpg] [attachment=16218:20150531_114208.jpg] [attachment=16219:20150629_092855.jpg] Z wielkimi pozdrowieniami od Emiśki :) Quote
Nutusia Posted August 19, 2015 Author Posted August 19, 2015 Jaka cudna niespodzianka! Baaaaaaaaaaardzo dziękuję, Panie Marcinie :D Jak miło zobaczyć "moją" Luśkę-Kluśkę :) Widzę, że się urlopowała w pięknych okolicznościach przyrody, a ostatnie zdjęcie wskazuje, że i obowiązki swoje miała i obejścia pilnowała ;) Serdecznie pozdrawiam całą Emiśkową Rodzinę :) Ja to jednak jestem jakaś wiedźmo-czarownica.... Od 2 dni po głowie chodziła mi Sonia, a tu wczoraj wieczorem telefon - p. Patrycja! :D Zadzwoniła odmeldować, że jej plan zapsienia Rodziców (w szczególności Mamy) wypalił w 200% :) Mama, która już nie pracuje i marnie znosiła samotny pobyt w domu (mąż jeszcze aktywny zawodowo) ma wreszcie "obowiązek" ;) Musi gotować Nioni i głowić się na co akurat tego dnia miałaby ochotę. Musi czesać, wycierać łapeczki, zabawiać rozmową, przenosić psie łóżeczko z domu do ogrodu i z powrotem - huk roboty! :D A przede wszystkim musi chodzić na spacerki, które Sonia uwielbia i dzięki temu poznaje sąsiadów i innych psiarzy, co też jest bardzo ważne, bo Państwo mieszkają w nowym domu od niedawna i nikogo nie znali. Niońkowa łapka już pięknie zarosła i jest używana na równi z pozostałymi trzema. Pomimo różnorodności posiłków, waga psicy jest pilnie strzeżona, co mnie bardzo cieszy. Futro się błyszczy, oczka żywe. Sonia nadal nie przepada za byciem w ogrodzie - jak już wreszcie może być w domu, skwapliwie z tego korzysta i czasami wręcz do ogrodu trzeba ją wynosić! Na tarasie ma swój specjalny dywanik, żeby nie leżała na kaflach, bo "ciągnie". Niedawno spędziła tydzień u p. Patrycji, bo Rodzice z wnukami pojechali w góry. P. Patrycja mówi, że Soniek jest psem absolutnie bezproblemowym. Z Negri może nie ma jakiejś super przyjaźni, ale się bez problemu tolerują (choć są zazdrosne o głaski). P. Patrycja przeżyła też chwile grozy, bo wracając ze spaceru z mężem i obydwoma suczkami, gdzieś albo padł strzał albo zagrzmiało. Sonia tak spanikowała, że wysmyknęła się z obroży i zaczęła uciekać. Państwo biegli za nią, ale po kilkudziesięciu metrach już mieli pewność, że Sonia pędzi do domu. Bezbłędnie skręcała w kolejne uliczki i gdy dobiegli, rzeczywiście czekała pod furtką. P. Patrycja aż się popłakała - z nerwów, a przede wszystkim dlatego, że - jeśli pamiętacie - Sonia ma w sobie śrut, więc do niej strzelano... i teraz tak się wystraszyła i pewnie jej przykre wspomnienia powróciły :( A po powrocie Rodziców, Sonia oszalała ze szczęścia, wskoczyła do ich auta i nawet się za p. Patrycją nie obejrzała. Jechała do DOMU! Quote
Marysia R. Posted August 19, 2015 Posted August 19, 2015 Jak to zwykle w życiu dobre wiadomości przeplatają się z tymi złymi :( Bardzo mocno trzymam kciuki za Lupusa i jego rodzinę, mam nadzieję że uda się im pomóc. A z wieści od Emisi i od Nioni bardzo się cieszę :) Obie sunie miały w życiu dużo szczęścia :) Quote
Mattilu Posted August 19, 2015 Posted August 19, 2015 Az mi ciarki po plecach przeszly, gdy czytalam o przygodzie Soni... Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.