Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

Nie ma. Nie znam się na blogach i źle mi się kojarzą.

 

Wczoraj minęły 2 lata od przeszczęśliwych "adopcin" Duszki/Coco. Zadzwonię dziś do Basi po wieści o malutkiej. Dobrze wiem co usłyszę, ale mogę tak słuchać długo i namiętnie! :)

 

A zapisać chyba możesz klikając na "śledź temat" na górze, po prawej stronie....

Posted

Rozmawiałam z Basią. Szykowała się do mnie dzwonić 15-go, bo jej się daty popyrtały ;)

 

Otóż Cocunia/Myszeczka/Słoneczko/Psiąteczko/Ukochanie (było więcej, ale nie zapamiętałam!) ma się jak najlepiej. Doskonale wie, że choć Basia kocha także Alice i Nukę, Cocunia jest dla niej najważniejsza i bezwstydnie wykorzystuje tę uprzywilejowaną pozycję, np. w zajmowaniu najlepszej miejscówki w łóżku Pańci :)

W sierpniu Cocolina wybiera się na wczasy nad morze!

 

A oto urodzinowa fotka (na drugim planie Alice):

Posted

Tak, dokładnie, z tego samego domu "wyszła" zaciążona prawdopodobnie przez Filonka właśnie...

Najprawdziwsza prawda - samo dobre, najlepsze przed nią i mam nadzieję, że przed Filonkiem również!

 

A 5 lat temu, z Krakowa, z DT Amigi przybyło do mnie takie rude, długie, nosy obcinające -  zawołany Burek podwórzowy z budy i pierwsza "koparka" RP, czyli KRESIA! :)

 

 

Mój "Aniołeczek" ;)

 

tn_Aniolek.jpg

  • Upvote 1
  • 1 month later...
Posted

Pomyliły mi się wątki i wpisałam na tym "starym", więc przeklejam:

 

19 czerwca była 5 rocznica odejścia naszego onkocharta Oskara i pierwsza domności Iki.

 

Dostałam też niespodziankę - fotki Majki (Bajki), która od jakiegoś czasu ma 2 siostrzyczki - sunię Saszinkę i koteczkę po równie traumatycznych przeżyciach co Majunia. Ale wszystko, co złe za nimi. Zresztą sami zobaczcie :)

 

Majka bardzo pięknie przyjęła nowych członków Rodziny - jestem z niej dumna :D

Załączone miniaturki
  • post-23920-0,24126400-1434976229_thumb.j
  • post-23920-0,12118700-1434976238_thumb.j
Posted

Już dawno się zbierałam, by podzielić się z Wami przezabawną korespondencją z p. Renatą od Tośki.

 

p. Renata:

Pani Magdo, Tosia ugryzła Tadeusza. Tadeusz powiedział, że wraca do p. Magdy. A nawet więcej, że nie będzie czekał aż p. Magda po nią przyjedzie, sam ją zawiezie, żeby było szybciej. A może nawet wyśle ją kurierem. Za potwierdzeniem odbioru. Jutro. Albo lepiej jeszcze dziś... nocnym. I kupi sobie jamnika szorstkowłosego, który będzie miły. I grzeczny. I nie będzie Tosią. Tosia okropnie się zmartwiła ;)

 

ja:

Jamnik szorstkowłosy miły i grzeczny? Toż to niedorzeczność! Ewentualnie, kurierem zwrotnym, mogę wymienić reklamowany towar na bardzo miłą, grzeczną i spokojną sunię. Taki z niej trochę wilczek, ale uwaga... na jamniczych, krótkich łapkach.

 

p. Renata:

Grzeczna i spokojna sunia nie może być. To byłby za duży szok... nawet na jamniczych łapkach. Na razie Tosia zostaje warunkowo do jutra, bo ciężko znaleźć kuriera nocnego. No i koszt duży. A Tadeusz już nie będzie grosza do tej paskudnej suczyny dokładał. Bo on nie chce jej wypominać za ile ona tych ciastek przez ten rok mu zeżarła... Więc na razie sprawa zawieszona. Tosia w poczuciu winy chodzi za nim po całym ogrodzie i asystuje w zakopywaniu dziur po kretach. Jakimś cudem dowiedziała się bowiem, że kiedyś Tadeusz powiedział, że to jedyny pies, który mu pomaga w robocie na działce.

 

ja:

Przecież dziury to wina kretów! U nas to samo... Gdyby nie krety, Kreska by dziur nie kopała... bo i po co?

 

p. Renata:

Mówię Pan, nie mam łatwo, robię powoli doktorat z obrony Tosi przed Bardzo Złym Tadeuszem. Dziś powiedział: "albo ja w tym łóżku, albo ten pies!" A zaraz potem: "Dobra, idę sobie pościelić w gościnnym".

 

ja:

Co tam doktorat - ma Pani szansę nawet na profesurę!

 

p. Renata:

Nie wykluczam. Dam znać co z tym kurierem. Miłego wieczoru!

 

ja:

Wzajemnie. I jakby co, proszę dać znać kiedy obrona - chętnie wpadnę, bo temat pracy jest mi niezwykle bliski.

 

Następnego dnia dostałam zdjęcie z podpisem: "Mały winowajca... dziś całkiem z siebie zadowolony".

 

ja:

Pamięć ma krótką i wybiórczą. No i zdążyła poznać Pana i jego mocne postanowienia.

 

I kolejne zdjęcia podpisane: "W tym domu obowiązuje też bezwzględny zakaz wchodzenia na krzesła ogrodowe".

 

ja:

Właśnie tego typu "postanowienia" miałam na myśli.

 

p. Renata

Wiem o tym doskonale. Pan też ma krótką pamięć. Dziś na zgodę zjedli na spółkę jajecznicę na śniadanie. I Tosia usłyszała, że Pan jej wybacza. Ale to już naprawdę ostatni raz. Najostatniejszy wręcz!!!

 

ja:

No to... do następnego razu!

 

I kolejna wymiana smsowa:

 

p. Renata:

Pani Magdo, Tosia złapała kreta i...przyniosła go do łóżka... i schowała pod kołdrę.

 

ja:

Rozumiem, że teraz głębokie wykopy ogrodowe zostaną jej dożywotnio wybaczone! W końcu żaden inny sposób na pozbycie się kretów nie jest równie skuteczny. Nasza Kreska też łapie krety i składa nam je w ofierze, ale na ganku. Za to kotka Helena podarowała ostatnio mojemu mężowi myszkę. Znalazł na kołdrze.

 

p. Renata:

Na kołdrze to ja bym nawet zrozumiała, ale pod??!?!? I jeszcze się nim tam bawiła! Ciekawe kto i jak jej wytłumaczy, że ma te krety łapać, ale przynosić do łóżka to już nie.

 

ja:

To temat na... habilitację! :)

Załączone miniaturki
  • post-23920-0,35472300-1434977929_thumb.j
  • post-23920-0,85135400-1434977940_thumb.j
  • post-23920-0,62685900-1434977953_thumb.j
  • Upvote 1
Posted

Jeszcze o tym nie pisałam, bo chciałam najpierw wiedzieć co i jak... W ubiegłą środę zadzwoniła do mnie p. Zuzia, u której jest nasza "11", czyli Kimi. Kimuszka już ze schroniska była wzięta z problemem kręgosłupowym. Miała nie do końca władne tylne nóżki (np. nie potrafiła nigdzie wskoczyć). Rtg wykazał zwapnienie krążka, sprawa nieoperacyjna. Kimi funkcjonowała całkiem dobrze. trafiła do super domku, do Zuzi i Marcina. Marcin zabierał ją regularnie na jogging na bieżnię pod domem. Początkowo było tak, że Marcin biegał, a Kimi się przechadzała albo leżała, ale potem zaczęła coraz częściej biegać sobie za nim, dopóki się nie zmęczyła. I tak wyćwiczyła i wzmocniła mięśnie, że pewnego dnia samodzielnie wskoczyła na łóżko! :) Jakieś półtora roku temu zadek zaczął "się wozić", potem na jeden dzień całkiem przestała chodzić. Państwo przyjechali do naszego Doktora. Kimi dostała zastrzyk, leki na wynos i problem szybko zniknął. Tym bardziej, że Państwo pilnie się stosują do zaleceń, a przede wszystkim dbają o właściwą wagę u Kimi.

 

A tu w środę dzwoni Zuzia i mówi, że Kimi od miesiąca nie chodzi, posłuszeństwa odmówiły tym razem przednie łapki. Nogi się pode mną ugięły. Gdy problem się pojawił, Zuzia i Marcin mieli bardzo trudny okres w pracy, Zawieźli więc Kimi do Mamy Zuzi, gdzie miała całodobową opiekę i tam poszli do weta. Pani doktor na oko (jasnowidzka!!!) zdiagnozowala dyskopatię, bez żadnych badań, bez rtg i rozpoczęła leczenie bardzo silnymi lekami (sterydami - dexafort i metacam) podawanymi w końskich dawkach. Cały czas utrzymywała, że poprawa w dyskopatii przychodzi późno i trzeba czekać. W końcu Zuzia zadzwoniła jednak do mnie spytać, czy faktycznie przez miesiąc może nie być żadnej poprawy.

 

Wiedziałam, że jak tylko Doktor uda się na urlop, będzie jakiś "pożar" - wiedziałam! :( Na szczęście, w czwartek zdążyłam jeszcze zasięgnąć jego opinii na podstawie opisu Zuzi i listy leków zaordynowanych przez lekarza prowadzącego. Doktor złapał się za głowę z powodu końskich dawek podawanych w dodatku bez żadnej osłony, co doprowadziło do zapalenia żołądka. Umówiliśmy się, że w poniedziałek Kimi przyjedzie do naszej lecznicy, dr Hubert zrobi prześwietlenie, by potwierdzić, ale prędzej wykluczyć dyskopatię, bo Doktor podejrzewał zwichnięcie szczytowo-obrotowe i chyba miał rację (oby, to bo problem o wiele mniejszy niż dyskopatia). Ewentualnie mieliśmy zrobić mielografię i być gotowi ze wszystkimi wynikami badań na powrót dr Darka. No i oczywiście natychmiast odstawić agresywne leki, które - jeśli przez miesiąc nie przyniosły żadnych efektów - mogą już tylko wykończyć narządy wewnętrzne.

 

Marcin pojechał po Kimi w piątek. Mieli wracać w niedzielę. Ale Kimi już w piątek wyła z bólu i nie dała do siebie dotknąć. Zuzia zadzwoniła spanikowana, czy mogą przyjechać na wizytę w sobotę (czyli przedwczoraj). Dr Hubert nie miał dyżuru, ale ponieważ jest Człowiekiem, zgodził się przyjechać do lecznicy tylko dla Kimi.

 

O 14 spotkaliśmy się w lecznicy. Aż się poryczałam na widok biednego Kimcioszka :( Nie jest w stanie ustać nawet przez moment. Badanie sprawiało jej ból i chciała zjeść Doktora, ale chodziło o to, żeby właśnie pokazała gdzie boli najbardziej. Wyszło, że w odcinku szyjnym (plus brzuch bolesny, ale to wiadomo, że z powodu agresywnych leków w końskich dawkach). Rtg nie wykazał dyskopatii. Żadnych bardzo niepokojących zmian. Dr Darek dostanie zdjęcia na maila, żeby mu się nie nudziło za bardzo pod palmami ;) Dr Hubert założył Kimuszce kołnierz - w sensie grubo obandażował najpierw takim bandażem fizelinowym, potem ligninowym, a na koniec plastrem elastycznym całą szyję, aż za przednie łapy. Psina będzie dostawała Tramal i lek na rozluźnienie mięśni. Dziś Marcin ma dzwonić do dr Huberta zdać relację jak się Kimiś ma. No i czekamy na dr Traczyka... Musi być dobrze - innej opcji nie bierzemy pod uwagę! Zabieg chirurgiczny jest brany pod uwagę, ale będzie ostatecznością. Na razie kołnierz, zero ruchu i leki p\bólowe.

Dziś po pracy będę dzwonić i pytać jak Kimi dała radę pod nieobecność Zuzi i Marcina w domu...

 

Mój biedny zakołnierzowany Kimuszek...

 

Posted

A teraz najsuperowsze z możliwych wieści! :D

 

Pamiętacie Chmurkę, która wróciła z adopcji z Anglii i szukaliśmy jej domu bez dzieci?...

 

Znalazł się domek ze Stasiem i efekt jest widoczny na fotce ;)

 

A do tego komentarz w mailu: "U nas wszystko ok, Chmurka jest zdrowa piękna i szczupła! Jest cudowna i kochamy ją bardzo!!!"

 

 

Posted

Chmurka w domu bez dzieci byłaby nieszczęśliwa! ;)

 

Biedny Kimuszek, że też musiała trafić na konowała w żeńskim rodzaju :( Kciukam mocno za wyzdrowienie małutkiej.

Posted

Koniec dobrych wiadomości :(

 

Kimi jest po operacji kręgosłupa. Państwo poszli na konsultację do chirurga ortopedy w Wwie i ten uznał, żeby operować. Operacja ponoć przebiegła bez komplikacji, udała się. Dziś czekam na wieści jak minęła noc i jak Kimuszka sobie radzi. 

 

Zdążyłam skończyć rozmowę z p. Marcinem, a tu kolejny telefon - z domu Igły, która za 2 tygodnie świętowałaby 4 adopciny, że... rozwód, dramat, żona psa nie chce, pana nie stać na wynajęcie mieszkania (jedynie pokoju) i... CO ROBIĆ!?!?!?!? W dodatku przez te 4 lata Igła była jedynaczką i uważa, że nadal tak powinno być. Nie zaryzykuję, by wziąć ją do siebie, bo raz dwa byłoby... po Gapci :( Jedyna jej zaleta to to, że uwielbia dzieci, pozwala im na wszystko i wręcz się nimi opiekuje - jak kwoka. Łeb mam kwadratowy :(

 

To Igła

 

kartka08lunacopy.jpg

Posted

Omójboże :( :( :( :(...............

Po czterech latach???? :(.....

A Pan nie ma innego pomysłu jak tylko telefon do Ciebie?....

 

 

Mocno trzymam kciuki za Kimi!

Posted

Pan bardzo chciałby Igłę zatrzymać, ale po rozwodzie musi opuścić dom i nie stać go będzie na wynajęcie mieszkania, a jedynie pokoju. Igła jest duża - nikt się nie zgodzi na takiego psa w wynajmowanym pokoju :( A pani psa nie chce, bo pies jest pana i trzeba mu zrobić na złość - przecież byłych mężów się nie lubi i chce się dla nich jak najgorzej...

Strasznie szkoda mi pana, bo Igła to jego oczko w głowie - była dla niego swoistą "terapią", to on się nią zajmował, karmił, czesał, szczotkował, na spacery chodził. Gdy do mnie zadzwonił tak się rozkleił, że musieliśmy przerwać rozmowę. Ponownie zadzwonił dopiero po kilku minutach...

Oczywiście na własną rękę też szuka dla niej miejsca. Do mnie zadzwonił, bo w umowie jest zapis, że jest obowiązek powiadomienia mnie o zamiarze zmiany domu. Podpowiedziałam znalezienie kogoś, kto dałby jej tymczas (ja zapewnię karmę i pokryję inne wydatki, będę szukać domu, ogłaszać, sprawdzę potencjalny dom...). Tylko czy to się uda w 2 tygodnie?...

 

A co do dzwonienia do mnie... Pewnie, że najłatwiej wykonać telefon do mnie. Oczywiście, jestem wściekła, bo chcąc nie chcąc odpowiedzialność ostatecznie spada na mnie. Ale z drugiej strony co - lepiej, gdyby został z tym sam i pies wylądował w schronisku albo u jakichś przypadkowych ludzi w budzie na łańcuchu? Tak źle, i tak niedobrze :(

Posted

Armagedonu ciąg dalszy...

 

Takie "coś" siedzi w polu od kilku dni. Miała na głowie torbę, na szyi sznurek (w celu chyba jednoznacznym :(). Dziewczynka to jest, cycki wyciągnięte, w ziemi na polu wykopany dołek. Wczoraj zniknęła, dziś znów się pojawiła.

Pomysły? Tysiące!!!!

 

20150714_150754_zpsxgxigbxt.jpg

Posted

Dobra, dosyć narzekania - czas na lepsze wieści ;)

 

Luna/Igła może zostać z Panem do końca sierpnia, a może nawet i kawałek września. Od poniedziałku ruszymy z intensywną akcją ogłoszeniową...

 

A wiadomość najlepsza z dobrych - Kimi wczoraj postawiła kilka pierwszych samodzielnych kroków po operacji kręgosłupa! :D Kamień z serca - co ja mówię - cały GŁAZ!

Posted

Luna/Igła może zostać z Panem do końca sierpnia, a może nawet i kawałek września. Od poniedziałku ruszymy z intensywną akcją ogłoszeniową...

 

A wiadomość najlepsza z dobrych - Kimi wczoraj postawiła kilka pierwszych samodzielnych kroków po operacji kręgosłupa! :D Kamień z serca - co ja mówię - cały GŁAZ!

Oby z Igłą się udało, a może państwo się jeszcze pogodzą? A w sprawie Kimi wcale się nie dziwię że głaz spadł Ci z serca, każdemu by spadł jeśli miałby z czego.

Posted

Jestem pod ogromnym wrażeniem. Świetne pieski, jest mi szkoda każdego pieska, który trafia do schronisk, nie rozumiem po co ludzie kupują psy, które oddają jak tylko dorastają. 

Posted

Witam serdecznie i dziękuję za miłe słowa! :) Też nie rozumiem po co ludzie biorą psy (że o kupowaniu nie wspomnę!), a potem najmniejszy problem i... wysiadka :(

 

W niedzielę przypadały pierwsze Adopciny małej Tosi. Rozmawiałam wczoraj z p. Renatą - był tort z ulubionego przysmaku, czyli pasztetu drobiowego, a zamiast świeczki była wbita jedna... kiełbaska :D

 

Tośka dorasta... Od ponad miesiąca niczego poważnego nie zmalowała (albo może się przestraszyła, że jednak ją p. Tadeusz do mnie odeśle kurierem :D), a co najważniejsze, odpuściła wreszcie Kropeczce! Kropka to sunia, którą ktoś Państwu przerzucił przez płot. Jest wielkości Tośki i w tym samym wieku. Dwie duże psice, Melania i Kornik, chętnie by nawet przyjęły czwartą koleżankę, ale mały Tośkowy agresor wręcz piany na pysku dostawał!

Kropcia zamieszkała więc w dzierżawionej przez Państwa stajni, gdzie ma swoje miejsce i jest pod opieką stałego pracownika. P. Renata miała jednak świadomość, że jeśli właściciel stajni wymówi dzierżawę, będzie musiała (i chciała!) zabrać Kropkę do siebie i nie bardzo sobie wyobrażała jak to będzie... A tu nagle taki zwrot! Tośka uznała, że jednak Kropka jest fajna i teraz pierwsza pcha się do samochodu, widząc p. Renatę lub p. Tadeusza w strojach wskazujących na wyjazd do stajni. Biegają obie jak pijane zające w kapuście, po czym padają jak betki. Kropcia wie, że jak p. Renata woła Tośkę do samochodu, ma iść na swoje posłanie (gdzie dowleka się resztką sił i z relacji pracownika śpi jak zabita do samego rana). A Tośka jest tak zmordowana, że czasami nie jest w stanie o własnych siłach wsiąść do samochodu, a podsadzona przez p. Renatę zwala się na fotel i zasypia, zanim p. Renata zdąży wyjechać z parkingu :)

 

A tu proszę - spoważniała nasza Jubilatka :D

(mała szramka na łepetynie jest skutkiem wygłupów z Kropką)

 

t1_zpspgskqttq.jpg

 

t2_zpsvbrqhnwg.jpg

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

×
×
  • Create New...