Mattilu Posted October 15, 2013 Posted October 15, 2013 [quote name='Gosiapk']Jaka bidusieńka ta malunia sunieczka. Oby ją ktoś wziął! Ale to marzenie ściętej głowy.[/QUOTE] Czasami az mnie zatyka, bo to sie nigdy nie konczy. Nigdy. Czasami juz boje sie wchodzic na nowe watki. Quote
malagos Posted October 16, 2013 Posted October 16, 2013 [quote name='Gosiapk']Czy możesz podać link do koszyczka? Tu jest: http://www.dogomania.pl/forum/threads/190811-W-wa-KOSZYCZEK-NIECHCIANYCH-STARUSZK%C3%93W-spis-str-1-i-2 Alutkę oczywiscie ciotka malagos pardą za wtręty i offy :) Quote
Nutusia Posted October 16, 2013 Author Posted October 16, 2013 Alutka nie z tych obrażalskich ;) Wczoraj po raz pierwszy firma, która wygrała przetarg w naszej gminie na wywożenie śmieci miała zabrać śmieci segregowane. Tydzień temu zabierała te niesegregowane i panowie śmieciarze się domyślili, że worek postawiony u wlotu naszej Poziomki jest od nas - i zabrali. Chodzi nam głównie o to, żeby nie wjeżdżali tym ciężkim samochodem w naszą uliczkę i nie robili dołów i kolein (no i to, żeby psy nie dostawały szału na ich widok). Wczoraj nie dość, że zostawili wór ze szkłem, to jeszcze się pofatygowali do bramy, gdzie zatknęli 3 worki na odpady segregowane... No... Jak łatwo się domyślić, po powrocie do domu domyśliliśmy się, że to były worki po... kolorach poszarpanych plastikowych elementów!!!!! Do tego poległa poduszka na krzesło ogrodowe i psi kocyk z fotela na tarasie. 2 psie pluszaki, nietknięte (!) leżały sobie w trawie... Dokumentacja foto jest. Trzeba będzie pokazać panom śmieciarzom jako dowód na to, że lepiej jednak zabierać śmieci i zostawiać worki u wlotu Poziomki :) Aha, zdaje się, że u Uli piesinkom też się nie spodobały kolory worków ;) Quote
Gosiapk Posted October 16, 2013 Posted October 16, 2013 Jakieś brzydkie kolory worków dobrali :evil_lol: Quote
AMIGA Posted October 16, 2013 Posted October 16, 2013 No bo te worki mają kolory kopiące po oczach, więc szybciutko trzeba je było "wrzucić do niszczarki" Quote
Nutusia Posted October 16, 2013 Author Posted October 16, 2013 Tak na poważnie, to musimy razem z Ulą wymyślić miejsce, gdzie panowie będą mogli bezpiecznie zostawiać te worki. Już lada moment psy będą zostawać w domu, ale lepiej, żeby się panowie przyzwyczaili, że nie wolno zostawiać worków w zasięgu psim... Z gorszych wiadomości - Jeżynek stracił stópkę :( Praktycznie odpadła sama, bo cała była objęta martwicą... Przeraziłam się nie na żarty, widząc ślady krwi w łazience. Oczywiście byliśmy w lecznicy. Dr Hubert uznał, że nie ma sensu zakładać opatrunku. Tylko "zasrebrzył". Jeszcze czasami trochę krwawi, ale chyba się goi. W sobotę pojedziemy na kontrolę... A ja z kolei spuchłam na połowie twarzy. Właśnie czekam na wizytę u lekarza... Nie mam pojęcia co się stało - czy to węzeł chłonny, ślinianka, czy może jeszcze przed 50-tką wyrośnie mi... ząb mądrości :eviltong: Quote
malagos Posted October 16, 2013 Posted October 16, 2013 U nas segregacja polega na oddzieleniu mokrych od suchych, o osobnych workach na papier, plastik i takie tam nikt nigdy nie słyszał......... Łapinki jeżowej szkoda, ale natura sama sobie radzi, jak moze. Quote
Gosiapk Posted October 16, 2013 Posted October 16, 2013 [quote name='malagos']Tu jest: http://www.dogomania.pl/forum/threads/190811-W-wa-KOSZYCZEK-NIECHCIANYCH-STARUSZKÓW-spis-str-1-i-2 Alutkę oczywiscie ciotka malagos pardą za wtręty i offy :) DZięki :Rose: [quote name='AMIGA']No bo te worki mają kolory kopiące po oczach, więc szybciutko trzeba je było "wrzucić do niszczarki" Tak, tak! dobrze mówisz :D [quote name='Nutusia'](...) A ja z kolei spuchłam na połowie twarzy. Właśnie czekam na wizytę u lekarza... Nie mam pojęcia co się stało - czy to węzeł chłonny, ślinianka, czy może jeszcze przed 50-tką wyrośnie mi... ząb mądrości :eviltong: Możę masz świnkę? A jeż JeŻy bez stópki sobie poradzi, twardy gość jest. Quote
Marysia R. Posted October 16, 2013 Posted October 16, 2013 U mnie pod moją nieobecność też dokonało się malutkie przemeblowanie;) A co do śmieci to oczywiście pomyliłam dni (ubzdurałam sobie, że skoro nie segregowane odbierają we środę to segregowane też) i teraz będę się bujać z tymi workami do przyszłego miesiąca:roll: Quote
Nutusia Posted October 17, 2013 Author Posted October 17, 2013 Oj, bo sami namieszali i teraz człowiek musi "cierpieć"... A u mnie to nie świnka (niestety!), tylko... ząb, z którym się muszę rozstać w najbliższy poniedziałek :( Mam tylko nadzieję, że nie będzie takich komplikacji jak poprzednio, gdy musiałam bite 2 tygodnie chodzić co drugi dzień do dentysty, celem zakładania lekarstwa, że o ilości połkniętych środków p/bólowych nie wspomnę... Wczoraj poległo tarasowe posłanko... Jeszcze da się na nim ułożyć psa, ale nie mogło zostać na dworze, żeby nie zostało... dokończone ;) Aha, i została wykopana pułapka na złodzieja, tuż przy furtce... Quote
malagos Posted October 17, 2013 Posted October 17, 2013 Tylko nie zapomnicie tej pułapki przykryć gałązkami i liśćmi, bo się złodziej nie złapie, i cała robota na nic. a tak a propos jesieni - macie moze sprawdzony sposób na opieńki w occie? Posiadam bowiem opieńki i ocet :) Quote
jola_li Posted October 17, 2013 Posted October 17, 2013 [quote name='malagos']a tak a propos jesieni - macie moze sprawdzony sposób na opieńki w occie? Posiadam bowiem opieńki i ocet :)[/QUOTE] Ja robię tak jak inne grzybki w occie. Gotuję ocet - mój jest dość mocny, ale to już można sobie rozcieńczyć do smaku - z ziarnami pieprzu, angielskiego ziela i liśćmi laurowymi, a grzybki z kawałkiem cebulki i solą (ok. 18 min.). A potem je zalewam i cześć. Jak ktoś lubi, to ocet można przełamać ociupinką (!) cukru. Oczywiście jak opieńki to tylko kapelusze :). Quote
Nutusia Posted October 17, 2013 Author Posted October 17, 2013 Rany gościa, mam pełne usta śliny... Idę zjeść kanapkę chociaż ;) Niestety, bez grzybka :( Quote
malagos Posted October 17, 2013 Posted October 17, 2013 Siedzę w pracy, szukam w necie tych grzybków i zdażyłam zeżreć dwie duże buły z zółtym serem :)... Zawsze pasteryzuję grzybki, a nie da się zalać zalewa albo pogotować je w zalewie i już? do góry dnem i po krzyku? Lubię łagodne, na słodko, to moze jednak trzeba pasteryzować? Quote
Gosiapk Posted October 17, 2013 Posted October 17, 2013 [quote name='malagos']Tylko nie zapomnicie tej pułapki przykryć gałązkami i liśćmi, bo się złodziej nie złapie, i cała robota na nic. a tak a propos jesieni - macie moze sprawdzony sposób na opieńki w occie? Posiadam bowiem opieńki i ocet :)[/QUOTE] Na pewno będziesz jeszcze potrzebowała słoika i pokrywki ;) Quote
Mattilu Posted October 17, 2013 Posted October 17, 2013 [quote name='Gosiapk']Na pewno będziesz jeszcze potrzebowała słoika i pokrywki ;)[/QUOTE] Gosia - bystre oko i miszcz obserwacji :loveu: A te cholerne grzybki nie mogłyby same wędrować do weków? bo ja to je lubię tylko jeść:cool1: Quote
inka33 Posted October 17, 2013 Posted October 17, 2013 [quote name='Nutusia']A u mnie to nie świnka (niestety!), tylko... ząb, z którym się muszę rozstać w najbliższy poniedziałek :( Sprzedaj na bazarku! :p [quote name='Nutusia'] Aha, i została wykopana pułapka na złodzieja, tuż przy furtce... To lepiej nie pijcie za dużo... :shake: albo przynajmniej nie wracajcie po ciemku... :eviltong: [quote name='malagos']Tylko nie zapomnicie tej pułapki przykryć gałązkami i liśćmi, bo się złodziej nie złapie, i cała robota na nic. :mdleje: :D :D :D [quote name='malagos']a tak a propos jesieni - macie moze sprawdzony sposób na opieńki w occie? Posiadam bowiem opieńki i ocet :) Przeczytałam: "opiekunki w occie"...! :splat: Ale też nie znam przepisu. :p Quote
jola_li Posted October 17, 2013 Posted October 17, 2013 malagos napisał(a):Siedzę w pracy, szukam w necie tych grzybków i zdażyłam zeżreć dwie duże buły z zółtym serem :)... Zawsze pasteryzuję grzybki, a nie da się zalać zalewa albo pogotować je w zalewie i już? do góry dnem i po krzyku? Lubię łagodne, na słodko, to moze jednak trzeba pasteryzować? Jeżeli tak właśnie robisz inne grzybki, to i te na pewno się sprawdzą :). Miłej roboty :). Quote
Nutusia Posted October 18, 2013 Author Posted October 18, 2013 Wczorajszego popołudnia i wieczoru atrakcji mi nie brakowało... Gdy podjechaliśmy do domu, przy furtce stała już nasza sąsiadka z drugiego końca wsi. Gdy wysiadłam z auta przywitała się ze mną, powiedziała, że przyszła po pomoc, ale chyba nic z tego nie będzie, bo ja mam tu prawdziwe... schronisko!!!!! :crazyeye: Ano mam, kolejnej bidy na razie przygarnąć nie mogę, tym bardziej, że wyjeżdżam. Okazało się jednak, że mogę się przydać... Otóż na pobliskiej stacji gazowej mieszka piesio. Czasami tam tankujemy (najczęściej Sławek) i widujemy tego psiaka. Warunki takie sobie, bo w dzień jej przypięty na łańcuchu, budka wiatrem podszyta, albo siedzi przy budce pana gazowca, ogrodzonej płotkiem (mikroskopijny, wybetonowany teren). Ta nasza sąsiadka, Ania, ma konia i dostęp do siana, więc przywiozła ostatnio trochę, żeby miał w tej budce cieplej, jak się przymrozki zaczęły. Woziła mu też czasami kości cielęce, żeby miał rozrywkę. Psiak jest młodziutki (ok. roku) i ma galopujące ADHD. Nie można go normalnie pogłaskać, żeby nie zostać obskoczonym z każdej strony i zalizanym na amen. Wczoraj Ania, wracając z pracy, a ma tę stację po drodze, zajrzała, żeby zostawić piesiowi kość. A tu mały nie wyszedł z budy, kością nie był zainteresowany. Pan gazowiec zeznał, że jakiś taki jest nijaki, że co prawda zjadł rano 2 parówki (!), ale jakby z łaski. Dalszej opowieści nie musiałam słuchać, ani o kleszcze pytać :( Na pytanie Ani co robić, odpowiedziałam, że jechać do lecznicy i to JUŻ! Przebrałam się tylko, wzięłam jakieś obroże, smycz i koc i pojechałyśmy pertraktować z panem, bo wcale nie było oczywiste, że pozwoli nam zająć się psem. Wcześniej bywał nieprzyjemny - np. gdy Ania prosiła, żeby odplątał łańcuch, albo wymienił wodę, bo na dnie miski było błoto,m burczał pod nosem "a co mu tu źle?". Sławek też twierdzi, że ten facet to straszny mruk i nie można sobie pogadać nawet o d... Maryni, zanim się gaz zatankuje :evil_lol: Ku naszemu zdziwieniu (i nieopisanej uldze) pan się zgodził, żebyśmy zabrały psa. Coś tam mówił, że był wzięty jako szczeniak, bo ktoś go chciał utopić. I siostrę chyba utopił, ale oni nie mogli mieć dwóch psów, a suczki nie chcieli, tylko pieska. W aucie maluch zachowywał się bez zarzutu, tylko najpierw bardzo się trząsł. Nie wiedziałyśmy czy ze strachu, czy z choroby. W lecznicy zachowywał się całkiem żwawo, ale jak na jego galopujący "entuzjazm" był super spokojny. Najpierw termometr - ponad 39 stopni :shake: Badanie krwi... Tragedii jeszcze nie było, ale parametry podwyższone i krew gęsta. Badanie gardła i brzucha nie wykazało żadnych nieprawidłowości, a kilka wbitych kleszczy potwierdziło podejrzenie babeszji. Po wygoleniu łapki do założenia wenflonu pokazały się... pchełki, więc Doktor zakropił go od razu Fiprexem. Dostał zastrzyki i kroplówkę na wzmocnienie, nawodnienie i rozrzedzenie krwi. Był bardzo dzielny - leżał grzecznie na kolanach Ani, a mi dał wyciągnąć sobie łapkę do przodu, żeby kroplówka kapała bez problemów. Śmieszny z niego facet - waży 13 kg, jest rudy, z białym krawatem i skarpetkami, ma gładką sierść i śmieszny przodozgryz :) Zrobiłam zdjęcia :razz: Tak na wszelki wypadek, gdyby się okazało, że można mu poszukać lepszego domku... Na pytanie ile płacimy, dr Darek się zasępił i powiedział, że nie wie jak nas policzyć, skoro pies jest tak całkiem nie nasz :cool3: No i policzył... całe 50 zł - za leki... Nie wiem czy jest na świecie złoto wystarczająco cenne, by ozłocić Doktora :loveu: W drodze powrotnej wstąpiłyśmy jeszcze do nas po trochę suchej karmy. Odwiozłyśmy chłopaczka na stację. Pan był naprawdę przejęty. Przygotował mu kocyk w tej swojej budce, przy grzejniku. Powiedziałyśmy, że ma go wypuszczać tylko na siusiu, bo pies ma gorączkę, o mało nie zszedł i jest bardzo osłabiony. Oczywiście koloryzowałyśmy jak się dało, żeby pana jeszcze bardziej "przejąć" ;) Ania mu powiedziała mu nawet, że nie powinien przy nim palić papierosów :evil_lol:Doktor twierdzi, że dziś rano psina może jeszcze trochę źle się czuć, ale do wieczora powinien całkowicie wrócić do formy. Ania miała tam zajechać rano w drodze do pracy, żeby zobaczyć co i jak i zawieźć gotowane jedzonko. No i przekazać wszystkie zalecenia "zmiennikowi" tego wczorajszego gościa. Wieczorkiem pewnie ja podjadę... A żeby było jeszcze "weselej", w trakcie akcji zadzwoniła znajoma, że wracając do domu zauważyła na poboczu sarnę. Ktoś ją potrącił (i oczywiście odjechał!!!!), ale nie zabił. Leży, próbuje się podnieść, ale nie może. Od razu zapytałam Doktora co robić w takiej sytuacji. Procedury są niestety bezwzględne. Wzywa się policję, ta wzywa leśniczego i ranne dzikie zwierzę najczęściej zostaje odstrzelone :( No, ale lepsze to niż konanie w męczarniach! Na policję czekali 2 godziny (!!!) - wcześniej ich odsyłano od Annasza do Kajfasza i w ogóle nie było wiadomo czy ktokolwiek przyjedzie :( Mam nadzieję, że dziś będę miała... zwyczajny, szary dzień :eviltong: Quote
malagos Posted October 18, 2013 Posted October 18, 2013 Aż sie uśmiałam, z tego zalecenia "niepalenia przy psie" - rewelka! Quote
Gosiapk Posted October 18, 2013 Posted October 18, 2013 Gosiapk napisał(a):Na pewno będziesz jeszcze potrzebowała słoika i pokrywki ;) Mattilu napisał(a):Gosia - bystre oko i miszcz obserwacji :loveu: A te cholerne grzybki nie mogłyby same wędrować do weków? bo ja to je lubię tylko jeść:cool1: :cool3: Podzieliłam się całą wiedzą jaką posiadam o grzybkach w occie, gdyż podobnie jak Ty Mattilu widuję je tylko na talerzu i widziałam jak mama wyjmowała je ze słoika (z pokrywką) :evil_lol: No dobra, przyznam się, że jeszcze zbieram grzyby, ale tylko podgrzybki,maślaki, rydze i kozaki. Ale całą robotę grzybkową odwala tata i mama :) O! dzięki temu skojarzeniu przypomniało mi się, że grzybki się obiera przed włożeniem do słoika, a w słoiku pływa cebula, liść laurowy i ziele angielskie ;) Jeszcze trochę, a przypomnę sobie jak rodzice je robią. :) Quote
Nutusia Posted October 18, 2013 Author Posted October 18, 2013 Nie ma się z czego śmiać, Malagosie ;) - budka pana gazowca tak "cirkaebałt" 2 m2, a wielka "kryształowa" popielniczka wypełniona petami po brzegi. Jak tam wczoraj weszłyśmy, to się jednak nie zdecydowałam na zamknięcie drzwi, bo się bałam, że pana nie zobaczę w tych oparach... Quote
jola_li Posted October 18, 2013 Posted October 18, 2013 Oj, Nutusiu, ciągle masz jakieś "atrakcje":shake:. Biedny psinek... Chciałabym choć trochę dorzucić do pieskowego leczenia, więc poproszę o numer konta (i to szybko! ;)). Dobrze byłoby, gdyby pan zechciał się zgodzić na szukanie mu dobrego domu. Quote
Nutusia Posted October 18, 2013 Author Posted October 18, 2013 (edited) Nie ma konta, nie ma szybko ;) Na razie nie poruszałyśmy tematu oddania psa - trzeba dozować "doznania" :) Edited October 18, 2013 by Nutusia Quote
Gosiapk Posted October 18, 2013 Posted October 18, 2013 Póki nie ma nowego domu, to chyba nie ma co go zabierać z budki telefonicznej dla palaczy. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.