Nutusia Posted November 15, 2013 Author Posted November 15, 2013 W niedzielę wieczorem wracam i... już się boję! ;) Quote
malagos Posted November 16, 2013 Posted November 16, 2013 Nie bojaj, będzie dobrze........ Ale będzie ogólna radość z Twojego powrotu! Quote
Mattilu Posted November 16, 2013 Posted November 16, 2013 Na wszelki wypadek od razu po wejsciu usiadz!:razz: Quote
Marysia R. Posted November 16, 2013 Posted November 16, 2013 Mattilu napisał(a):Na wszelki wypadek od razu po wejsciu usiadz!:razz: Oj tak, popieram wniosek;) Quote
malagos Posted November 17, 2013 Posted November 17, 2013 A u nas - powrót Harnego z adopcji.. http://www.dogomania.pl/forum/threads/248332-%C5%9Aliczny-dumny-pies-Harny-nie-ma-domu-nie-ma-nadziei Quote
AMIGA Posted November 17, 2013 Posted November 17, 2013 [quote name='Mattilu']Na wszelki wypadek od razu po wejsciu usiadz!:razz: Ja myślę, że bezpieczniej będzie się od razu położyć, bo jak na siedzącą hopsnie cała czeredka, to też może się zrobić niebezpiecznie. [quote name='malagos']A u nas - powrót Harnego z adopcji.. http://www.dogomania.pl/forum/threads/248332-Śliczny-dumny-pies-Harny-nie-ma-domu-nie-ma-nadziei Kurczeeeeeeeeee co za dziwny czas - nie dość że zastój w adopcjach, to jeszcze powroty :-( Quote
Kejciu Posted November 17, 2013 Posted November 17, 2013 Ciekawe jak Nutusia :) bo już chyba w domku :) Quote
AMIGA Posted November 18, 2013 Posted November 18, 2013 Dałyśmy jej odpocząć po podróży, no ale teraz to już czekamy na relację z powitania Quote
malagos Posted November 18, 2013 Posted November 18, 2013 ... i rozdania prezentów :) Przypomina mi się, jak dawno temu moi teściowie wrócili z Bułgarii i przywieźli na spróbowanie suszone mięso rekina... Zapomnieli, że ich jamnik Kajtek miał bardzo dobry węch... Quote
AMIGA Posted November 18, 2013 Posted November 18, 2013 Jedno tylko wiem, że w prezencie nie przywiozła Nutusia pana rehabilitanta, bo się nie dal zapakować do walizki :-( Quote
Nutusia Posted November 18, 2013 Author Posted November 18, 2013 Za to Wawel wczoraj widziałam, w pięknej słonecznej aureoli! :) Podróż była ciężka, oj ciężka. Po 3 tygodniach reanimacji kręgosłupa, powinno do domu teleportować, a nie wsadzać do autobusu na 8 godzin :( Wczorajsze powitanie było... hmmm... dziwne ;) Już pomijam, że wróciliśmy do domu we czwórkę, więc jednak radość nieco się "rozłożyła", ale np. Gapcia jakby się mnie... przestraszyła! Jakby nie mogła uwierzyć, że ja to ja :) Cieszyła się, ale nie chciała podejść, a gdy ja podchodziłam, kuliła się np. na fotelu, choć ogonek nie przestawał merdać. Alutka też przywitała mnie z pewną rezerwą i najpierw wnikliwie mnie obwąchała sprawdzając, czy to nie jakaś podróba ;) Na szczęście potem obie się wpakowały na kolanka, a jeszcze później wszystkie cztery pod kołdrę i wreszcie się wyspałam jak należy i nie było mi zimno :) Quote
Gosiapk Posted November 18, 2013 Posted November 18, 2013 Alutka, ty się tam pod kołdrą nie rozsiadaj, tylko domu stałego szukaj. Quote
Nutusia Posted November 18, 2013 Author Posted November 18, 2013 O właśnie - po powrocie jej powiem, co tu mądra Ciotka napisała ;) Quote
Nutusia Posted November 19, 2013 Author Posted November 19, 2013 Oj tak - to imię by do niej pasowało jak ulał! :evil_lol: Nie ma szans, żeby utyła, bo ona jest wciąż w ruchu. Nawet w domu przerwy w poruszaniu się ma bardzo krótkie. Bo każde otwarcie drzwi, każdy nasz albo psi ruch jest powodem, żeby lecieć sprawdzić, ewentualnie się przyłączyć, a z kolei bezruch to doskonała okazja, żeby pobuszować w koszu na śmieci, sprawdzić blaty, stół w kuchni. Złapałam się na tym, że co chwila sprawdzam gdzie jest Alutka i co robi - nawet zanim usłyszę jakieś niepokojące dźwięki. Wczoraj z "maniem" Al na oku nie było problemu, bo mamy nową tymczasowiczkę (!!!!!) - tym razem znowu kocią. I Alutka nie może przeżyć, że Mała na nią prycha i nie można do niej podejść. Zatem stoi w bezpiecznej dla siebie odległości, nie spuszcza kici z oka, popiskuje, a czasami nawet poszczekuje. A małe kocię wczoraj wędrowało samotnie przy ruchliwej ulicy i nie przejmując się niczym, od czasu do czasu zbaczało na jezdnię (dwa kroczki po chodniku, dwa po jezdni, znowu po chodniku). Pewna pani o mało jej nie przejechała! Małe jednak cofnęło się na chodnik. Pani przejechała, spojrzała we wsteczne lusterko i zobaczyła, że kocio znów na jezdni, a dalej sznur samochodów! Zatrzymała się, wzięła bure maleństwo na ręce, wsadziła do auta i zawiozła do swojej Mamy, która już siedziała na walizkach, bo wieczorem wyjeżdżała. Do siebie kici wziąć nie mogła (choć bardzo by chciała, a dzieci wręcz urządziły histerię :cool3:), bo mąż astmatyk z porażającą alergią na kocią sierść. Wcześniej obeszła wszystkie okoliczne domy, pytając czy ludzie znają kotka, czy nie jest ich. Nikt nic nie wiedział. Zanim przyjechała do mnie wieczorem, jeszcze raz objeździła domy, w których wcześniej nikogo nie było - na próżno. Dziś ma powiesić kilka ogłoszeń w okolicy, bo wierzyć się nie chce, że kot z nieba spadł!!!! :crazyeye: Tym bardziej, że koteczka jest oswojona i bardzo milusia. W drodze do mnie (Pani jechała z Serocka), zasnęła na kolankach pani synka. Synek zasnął w foteliku i mała zasnęła, zwinięta w kłębuszek na jego kolanach - widok jak z obrazka! :loveu: Gdy ją wzięłam na ręce, od razu się włączył podzespół mruczący kota. Schowałam ją za pazuchę - nie protestowała, mruczała i "udeptywała" mnie. Zaniosłam do domu, psy oczywiście baaaaaaardzo zainteresowane nową "rozrywką". Trochę na nie poprychała i posyczała (ale dużo mniej nerwowo niż Buźka). Ponieważ musiałam skończyć ogarnianie chałupy, zaniosłam ją do pokoju Tomka, który leżał na łóżku i czytał. Położyłam ją obok niego, zrobiła dwa obroty i... zwinęła się na poduszce, mrucząc jak traktorek! ;) Bez problemu je suchą karmę (od Pani dostałam worek Whiskas junior). Nie jest żarłoczna jak Buźka, więc chyba dotąd nie cierpiała głodu... Podjadła, resztę zostawiła sobie na później. Potem Tomek poszedł do kolegi, a kicia zameldowała się na półce, położyła na leżącej tam czapce i odsypiała dalej. Wzięłam ją też trochę do salonu - siedziała na kolanach, rozglądała się i prychała na psy. Ale gdy Kreska i Gapcia wskoczyły na fotel obok mnie i się grzecznie ułożyły - wszystko było OK. Helena jeszcze nie widziała małej, bo wczoraj wróciła wieczorem do domu, zjadła i od razu walnęła się spać, a dziś rano małej nie wypuszczałam z Tomka pokoju... No, wygląda na to, że... na dobre wróciłam do rzeczywistości! :diabloti: Quote
Nutusia Posted November 19, 2013 Author Posted November 19, 2013 No właśnie - nie ma to jak w domu :) Quote
Mattilu Posted November 19, 2013 Posted November 19, 2013 Nutusia, ja mam taka znajoma, zapalona grzybiara, ona jak tylko z domu wyjdzie to zaraz grzyba znajdzie:diabloti: Quote
AMIGA Posted November 19, 2013 Posted November 19, 2013 Może trzeba by wywiesić wielki transparent przed bramą, że nikogo nie ma w domu, albo że nowych już nie przyjmuje się :-) Quote
Nutusia Posted November 19, 2013 Author Posted November 19, 2013 A kto w to uwierzy!?!?!? No tak - ja grzybów w lesie nie widzę, choćbym po nich deptała, czyli w czym innym mi natura nie skąpi. Polam i wszystko jasne! :) Quote
Gosiapk Posted November 19, 2013 Posted November 19, 2013 Mattilu napisał(a):Nutusia, ja mam taka znajoma, zapalona grzybiara, ona jak tylko z domu wyjdzie to zaraz grzyba znajdzie:diabloti: :roflt: Nutusia napisał(a):No właśnie - nie ma to jak w domu :) welcome to the jungle ;) Quote
Mattilu Posted November 19, 2013 Posted November 19, 2013 A co porabia Jezy? czy go juz ten caly zwierzyniec pozarl?:crazyeye: Quote
malagos Posted November 20, 2013 Posted November 20, 2013 No własnie, zbiera się do zimowej drzemki, czy odpuści sobie tę pierwszą w życiu zimę i będzie aktywny? Quote
Nutusia Posted November 20, 2013 Author Posted November 20, 2013 Jerzy ma się całkiem dobrze. Nie wiem czy zapadnie w sen, ale z pewnością ograniczył swą aktywność. Gdyby nie to, że mi go Sławek pokazał, żebym oceniła czy urósł, wcale bym go od mojego powrotu nie widziała! Słyszę tylko czasami jak się zakopuje w szmatki albo jak mlaszcze jedząc ;) Mieszka w łazience, więc ma ciepło, no i wchodzimy tam jednak kilka razy dziennie, choć staramy się więcej korzystać z drugiej łazienki, żeby go nie niepokoić. Budzi się na zapach stawianego jedzenia i potem Sławek go wysikuje, więc chyba jednak nie zaśnie... Koteczka jest superowa! Wczoraj przesiedziała cały dzień u Tomka w pokoju, spała, spacerowała, bawiła się pluszakami. Gdy wróciłam do domu, otworzyłam drzwi i sama wyszła zwiedzać resztę domu. Psy już straciły ŻYWE zainteresowanie - oczywiście z wyjątkiem Alutki!!!!! - więc spacerowała spokojnie. Od czasu do czasu profilaktycznie prychnęła :) Na koniec nawet wskoczyła na kanapę i zwinęła się w kłębuszek przy Lilciowym brzuchu! Niestety, Helena się fochnęła i praktycznie nie wychodzi z kotłowni. Mała też na nią nasyczała - nie polubiły się dziewczyny od pierwszego wejrzenia :( Ja nie umiem postępować z kotami :( Poobserwowałam sobie wczoraj Alutkę i aż się... zmęczyłam! Wróciliśmy do domu przed 19-tą. Tomek wczoraj był w domu, więc psy przychodziły do domu od czasu do czasu, ale też dużo były na dworze (szczególnie Al). Z nami weszły wszystkie, bo przecież było już ciemno. Zjadły kolację i padły pokotem, oczywiście z wyjątkiem Alutki! Osiem razy ją przyłapałam z łapami na blacie (plus oczywiście razy, których nie zauważyłam). W domu był spokój, psy spały, kicia siedziała w jednym miejscu, ja prasowałam. Alutka była cały czas w ruchu! Momentami kładła się na dywanie, ale to chyba bardziej, żeby być na poziomie kici. W pewnym momencie zniknęła mi z oczu i nie przychodziła na zawołanie. Efekt? Wywalona kocia miska na biurku u Tomka. Dobrze, że klawiatura od komputera była pionowo oparta o ekran, bo kocia miseczka jest podwójna i w drugiej części była woda. Specjalnie spojrzałam na zegarek, gdy Alutka położyła się wreszcie na fotelu i przysnęła - było grubo po 22-ej! Gdy była Chmurka, poświęcała się, kładła na plecach i Alutka mogła ją "obrabiać". Teraz Chmurki nie ma, nie ma innych chętnych, którzy poświęcą spokojny odpoczynek i sen na głupie podgryzanki, więc Al musi sobie wynajdywać inne zajęcia. A najgorsze jest to, że przez to jej brojenie co chwila muszę jej zwracać uwagę, pokrzykiwać, tupnąć nogą. Ona się przestrasza, a przecież jest płochliwa, ucieka przede mną i robi się z tego błędne koło! Rozmawiałyśmy dziś z Marysią O. w samochodzie, że przydałby jej się dom z energicznymi dzieciakami, by mogli się nawzajem "wykończyć"... Ale póki co na horyzoncie nie ma ani takiego, ani żadnego innego :( Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.