Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

Posted

A propos podróży komunikacją miejską.

Wyprowadziłam się od Mamy. Czasem jadę tam na noc i wtedy zabieram Mikrę. Wsiadamy do autobusu w drodze powrotnej, czeka nas 50 minut jazdy. Zakładam kaganiec. Trzy przystanki potem dosiada się mój kolega, który siada obok mnie. W związku z czym, ponieważ kumpel i Sucz się znają, zdejmuję kaganiec (siedziałam przy oknie). Kumpel chciał mnie klepnąć na przywitanie, a Mikra rzuciła się na niego z zębami, "za karę" ubrałam więc kaganiec. Jakoś ludzie dookoła mieli ubaw z kurdupla w kagańcu, parę osób mruczało pod nosem, a i jakiś głos "Pani go nie męczy" się znalazł... Ciekawe, co by było, gdyby Mikra była np. dogiem niemieckim? Czy też tak by się wszyscy buntowali?

  • Replies 32.4k
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Top Posters In This Topic

Posted Images

Posted

Fakt, traktowanie dużych i małych psów jest bardzo różne i bardzo niesprawiedliwe - mówię to jako posiadaczka dwóch małych i dwóch względnie dużych psów. Małe mogę wziąć wszędzie, jak idę po mieście to ani nikt nie zauważa, że są psy, czasem zacmokają, zagadają, ogólnie życie jest piękne. Idę z większymi - szlag trafia. GAPIĄ się, jakbym krowy prowadziła, przystają na ulicy i się oglądają (czasem pytam: "a do cyrku pan by nie chciał przedstawienie pooglądać?", bo ile można?), komentarze w stylu "co za bydlaki", "gdzie ona z tymi kundlami idzie" itd - norma. I jojczki atakujące z jazgotem, na które moje psy nie mogą nawet burknąć, bo przecież agresory i mają mieć kagańce.

Mieszkam w małej mieścinie, więc też mentalność mocno wiejska... Czeka mnie teraz jazda PKP z moją Herą i psem do adopcji, ciekawe jakie będziemy mieć przygody :diabloti:

Posted

Konsultowałam się z behawiorystami. Poza tym, że mam "fajnego psa" niewiele się dowiedziałam. Tyle, że ja wiem, że on jest fajny, i nie potrzebuję żeby ktoś mnie w tym przekonaniu utwierdzał za 120 zł. Nie mam też zamiaru stosować metod Fennel.

Posted

A ja mieszkam na mega zadupiu aktualnie i nie spotkałem się jeszcze z niemiłym komentarzem.Nawet jak Lucas zieje jadem do jakiegoś psa to i tak jest w oczach sąsiadów GRZECZNY!:diabloti:Jak wyje w windzie to nie ,że jest pop..tentegowany tylko RADOSNY:diabloti:Jestem tylko niedobry ,bo po nim ryczę i zakładam kaganiec.A poza tym wyglądam jak wyglądam więc chyba troche się mnie boją:lol:(tzn.chciałbym być taki męski ,zeby się bali):evil_lol:
A jazda z autobusem/pociągiem z dużym psem jest o tyle fajna ,że mam zawsze dużo luzu:evil_lol:W sobote czeka mnie 13h jazdy Pociągiem jupijajej ciesze się jak cholera:diabloti:Nie wiem czemu ,ale jak jade gdzieś z Lucasem to mam wrażenie ,że on mi się po drodze zesra w pociągu:multi:A wtedy przeczytacie o mnie w FAKT "Łysy zbir wyrzucił owczarka przez okno jadącego pociągu"

Posted

Aleks mam to samo...zawsze miałam jakieś dziwne nieuzasadnione przekonanie że Bemol w pociągu jak sie nie wykupka to np. strzeli mu do łba zaznaczać teren...miałam też taką schizę jak go pierwszy raz zabierałam do jakiś mieszkań znajomych:crazyeye: (Bemol jak go przygarnęłam oznaczył mi chyba wszystkie meble w domu zanim wybiłam mu takie pomysły z głowy :mad:)

Posted

socurek napisał(a):
Konsultowałam się z behawiorystami. Poza tym, że mam "fajnego psa" niewiele się dowiedziałam. Tyle, że ja wiem, że on jest fajny, i nie potrzebuję żeby ktoś mnie w tym przekonaniu utwierdzał za 120 zł. Nie mam też zamiaru stosować metod Fennel.


To - przepraszam za wyrażenie - do dupy ci behawioryści - metody Fennelowej są do niczego. Odezwij się do prawdziwego specjalisty, nie behawiorysty, a ​szkoleniowca, trenera. Kontaktowałaś się z kimkolwiek, kogo wymieniłam w moim poście?

Posted

evel napisał(a):
Kontaktowałaś się z kimkolwiek, kogo wymieniłam w moim poście?

Tak. Między innymi z Panem Lewkowiczem i Panem Kłosińskim. Pan Lewkowcz nie miał wówczas czasu na indywidualne zajęcia, a moja sytuacja się nie zmieniła - nie mam jak do niego dojechać... Nie mam zamiaru narażać psa na taki stres jakim jest zamknięcie z tyloma obcymi ludźmi w autobusie. To tak jakbyście chcieli oduczyć psa dymienia do innych psów przez zamknięcie go z nimi w klatce... Nielogiczne, prawda?

Posted

A żebyś wiedziała, że nie :) Mam bardzo niewielu zmotoryzowanych przyjaciół, a Ci zmotoryzowani na ogół sami są tak zabiegani, że raczej nie pozwolą sobie dołożyć stałych zajęć.
Dla mnie Norkowe odpały nie są tak bardzo wkurzające. Owszem, chciałabym coś zmienić, bo czasem spacery bywają stresujące, ale przywykłam do tego w dużym stopniu. Jak mi się trochę sytuacja wyprostuje będę jeszcze kogoś szukać... Właściwie znalazłam, ale nie bardzo mam czas by się spotkać... Ale planuję.

Posted

PaulinaBemol-Ale on mi nigdy nie dał powodu do wstydu ,bo jest pod względem czystości perfekcyjny.Ale ja sobie często wkręcam :cool3:I zawsze widze oczyma wyobraźni jak kuc i sra w przedziale:lol:

Guest Elżbieta481
Posted

Sytuacja:

wychodzę z Rufusem godz.21..Z sąsiedniego domu wychodzi facet z Labradorem.Pies jest naprawdę spory..Ludzie którzy z nim wychodząmają zwyczaje koszmarne dla mnie,a mianowicie zaraz po wyjściu z drzwi odpinają smycz i Ores leci.Podbiega do wszystkich,do każdego skacze.
Wczoraj podleciał do Rufusa.Stanęli obaj nos nos,zaczęli się wąchać..Rufus waży 20 kg,Ores ok.50..Prosiłam faceta by go wziął na smycz,potem wrzasnęłam by go wziął-w tym czasie Ores zaczyna burczeć,naprawdę krzyknęłam by go zabrał..
Tutaj są dzieci,małe psy..Z zasady nie donoszę,ale teraz jestem zła..Czy ja to mam zgłosić do SM?Oprócz Oresa luzem,,lata,,2 psy ON..
Któryś albo zagryzie mniejszego psa albo dzieciaka jakiegoś..
E/W

Posted

a ja dziś zauważyłam naprawdę dużą różnice w posiadaniu psa dużego i małego knypka.... idę sobie z kundlasem z przeciwka idzie babka z miksem sznaucera olbrzyma z haskim chyba (pies wygląda jak sznup tylko ma kolorystykę i oczy jak haski) zawsze jak szłam z Bemolem brała go na krótko bo rzuca się do innych psów. Dziś spojrzała na nas i dalej rozmawia przez telefon a pies na całej długości smyczy stwierdziłam że może rzuca sie tylko na duże psy (z czym już nie raz się spotkałam). Ide dalej i widzę że pies tej baby zaczyna się spinać i czaić a ona nic wzięłam Krystka (mojego kurdupla) blisko przy nodze z drugiej strony i bliżej płotu tamten jak skoczył to mało mnie nie przewalił.........babka go odciągnęła z okrzykiem co robisz?? a przecież czaił się długo...

a z pozytywów byłam w parku pełnym dzieci i wszystkie mamusie pilnowały swoich pociech żeby do nas nie podchodziły najwyżej pozwalały im popatrzeć z oddalenia. Dopiero na koniec podszedł jeden chłopiec i zapytał czy może rzucić patyk pieskowi...przyznam pozytywny szok.

Posted

PaulinaBemol napisał(a):
babka z miksem sznaucera olbrzyma z haskim chyba (pies wygląda jak sznup tylko ma kolorystykę i oczy jak haski)


:-o Ten pies musiał być piękny.

Posted

Ech, sytuacja z pobliskiego osiedla...
Czekałam sobie ładnie z naszym wolontariuszem aż mój narzeczony po nas przyjedzie. Palę papieroska, kulturalnie krążę po osiedlu i... Nagle wyłania się zza winkla pani z yoraskiem. Yorasek jak yorasek, mały i śmieszny. Oczywiście bez smyczy, ale nie podszedł do mnie, więc olałam sprawę, wieczór był, to pewnie na chwilę wyszła pani "na siku" z psem.
Yorasek robi kupę. Zerkam czy pani posprząta... A jakże, nie posprzątała. Wydzieram się za nią:
- Nie ma pani reklamówki?
Głupi uśmieszek i odpowiedź:
- Nie. - Po czym pani odwróciła się na pięcie i idzie spokojnie dalej. A kupal pod czyimś balkonem leży...
Zaproponowałam, że dam jej siatkę, bo mam - olała mnie. Ruszyłam więc za nią i trzymając się tak ze dwa kroki za jej plecami, powiedziałam:
- Wie pani co, ja mam czas. Pani kiedyś musi iść do domu, mnie się nie spieszy. Zobaczę gdzie pani mieszka i zadzwonię po straż miejską.
Dowiedziałam się w odpowiedzi, że jestem nieludzka i ona mnie NIE LUBI, woli zwierzęta. Och, ach. Bo się potnę...
Kur*ując pod nosem, poszła po siatkę do domu i zebrała kupala. Kiedy była w mieszkaniu, yorasek biegał radośnie po osiedlu...
Ech, życie...

Posted

[quote name='natalia.aleksandrov']Ech, sytuacja z pobliskiego osiedla...
Czekałam sobie ładnie z naszym wolontariuszem aż mój narzeczony po nas przyjedzie. Palę papieroska, kulturalnie krążę po osiedlu i... Nagle wyłania się zza winkla pani z yoraskiem. Yorasek jak yorasek, mały i śmieszny. Oczywiście bez smyczy, ale nie podszedł do mnie, więc olałam sprawę, wieczór był, to pewnie na chwilę wyszła pani "na siku" z psem.
Yorasek robi kupę. Zerkam czy pani posprząta... A jakże, nie posprzątała. Wydzieram się za nią:
- Nie ma pani reklamówki?
Głupi uśmieszek i odpowiedź:
- Nie. - Po czym pani odwróciła się na pięcie i idzie spokojnie dalej. A kupal pod czyimś balkonem leży...
Zaproponowałam, że dam jej siatkę, bo mam - olała mnie. Ruszyłam więc za nią i trzymając się tak ze dwa kroki za jej plecami, powiedziałam:
- Wie pani co, ja mam czas. Pani kiedyś musi iść do domu, mnie się nie spieszy. Zobaczę gdzie pani mieszka i zadzwonię po straż miejską.
Dowiedziałam się w odpowiedzi, że jestem nieludzka i ona mnie NIE LUBI, woli zwierzęta. Och, ach. Bo się potnę...
Kur*ując pod nosem, poszła po siatkę do domu i zebrała kupala. Kiedy była w mieszkaniu, yorasek biegał radośnie po osiedlu...
Ech, życie...

Brawo! Zebrała, to się liczy. Punkt dla Ciebie, wychowałaś panią :diabloti:

Posted

natalia.aleksandrov napisał(a):
Takich to już się nie da wychować, bo z tego, co wiem - robi to nagminnie. Masakra...


No, teraz będzie uwazniej patrzec gdzie piesek sra i czy przypadkiem ktoś nie idzie- zbierać nie będzie, szczerze w to wątpię.

Ale brawo dla Ciebie :)

Posted

jeśli chodzi o kupki ;) wczoraj przede mną przechodziła przez ulicę pani z labradorem który szedł kucając i zostawiając przede mną bobki :roll: jakby nie mogła zaczekać, aż załatwi sprawę na trawniku przed przejściem... tylko go ciągnęła po pasach

Posted

karolina_karolowska napisał(a):
No, teraz będzie uwazniej patrzec gdzie piesek sra i czy przypadkiem ktoś nie idzie- zbierać nie będzie, szczerze w to wątpię.

Oczywiście, że nie będzie zbierać. Tylko jedna pyskówka więcej i tyle.

Posted

motyleqq napisał(a):
jeśli chodzi o kupki ;) wczoraj przede mną przechodziła przez ulicę pani z labradorem który szedł kucając i zostawiając przede mną bobki :roll: jakby nie mogła zaczekać, aż załatwi sprawę na trawniku przed przejściem... tylko go ciągnęła po pasach


moze nie zauwazyla.

tak szczerze mowiac to mi sie to regularnie przytrafia z moim mlodszym psem, ktory idzie stawiajac klocka i potem musze sie wracac i to sprzatac.
:))))

Posted

motyleqq napisał(a):
jeśli chodzi o kupki ;) wczoraj przede mną przechodziła przez ulicę pani z labradorem który szedł kucając i zostawiając przede mną bobki :roll: jakby nie mogła zaczekać, aż załatwi sprawę na trawniku przed przejściem... tylko go ciągnęła po pasach


A to akurat rozumiem. A miał ją samochód na tych pasach rozjechać? Moja też tak czasem ma, że nagle idąc, bez ostrzeżenia zaczyna robić swoje;)

Posted

Litterka napisał(a):
A to akurat rozumiem. A miał ją samochód na tych pasach rozjechać? Moja też tak czasem ma, że nagle idąc, bez ostrzeżenia zaczyna robić swoje;)


nie, miała nie wchodzić na pasy, tylko poczekać aż pies skończy na trawie przed pasami. przecież to napisałam

Posted

Kupiłam gaz. Długo nie minęło zanim musiałam użyć :(
Szłyśmy z Bajką i moją córeczką (5 m-cy) na spacer, droga gruntowa ruch samochodów żaden, kilka ogrodzonych domów. Na początku Baja szła sobie luzem, ale w pewnej chwili się zatrzymała i za cholerę nie chciała iść dalej. Zazwyczaj tak robiła w pobliżu miejsca, gdzie było dużo innych psów (np koło wetów, groomerów, czy placu szkoleniowego), ale nigdy w tym miejscu. Nie pomyślałam, zapięłam ją na smycz i poszłyśmy dalej. Chwilę potem zobaczyłam husky, wyprowadzanego przez chłopaka (młody, może z 16 lat). Pies był już praktycznie pod swoim domem, więc niezasmyczony. Ruszył pędem na Bajkę, ta już zanim się zbliżył zaczęła skamleć. Była na smyczy, nie mogła uciekać, ja motam się między moim psem, wózkiem i agresywnym huskaczem. Złapał Bajkę za tyłek i szarpnął do góry, aż wszystkie łapy miała w powietrzu :( Najpierw próbowałam butem- nic. Musiałam użyć gazu, dopiero odszedł... A właściciel spokojnie dopiero psa złapał i wszedł na swoją posesję- nic się nie stało, w końcu mój pies nie miał wyprutych flaków, krew się nie lała, więc można sprawę olać. Nie bardzo wiedziałam co robić, zażądałam tylko zaświadczenia o szczepieniu. Zastanowiłam się, czy nie wezwać policji, ale ojciec tego chłopaka zainteresował się, co się stało w ogole, przeprosił i obiecał, że będą bardziej na swojego psa uważać.

A ja potem głupia spać nie mogłam, bo martwiłam się, czy temu hasiorowi krzywdy tym gazem nie zrobiłam. Bajce nic nie było, ale i tak już huskich nie lubiła, więc boję się pomyśleć co będzie teraz :(

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...