darunia-puma Posted May 3, 2012 Posted May 3, 2012 kelsisko napisał(a):W sobotę wieczorem wracałam do domu ze swoim białasem na lince. Ma już pół roku więc na małego nie wygląda. Przechodziliśmy koło podwórka, na którym szczekał mały ON na oko trochę młodszy od mojego nawet. Brama otwarta a pies za nami. Właściciele(a przynajmniej jeden z nich to był właściciel z kolegą) stali na podjeździe przy samochodzie. ONek leci się przywitać, w porządku. Ale po kilku minutach zaczął skakać, wariować i biec za nami. Ja ze swoim idę dalej, bo białas ma ignora i nawet nie szczeka na obce psy(szczególnie zmęczony po całym upalnym dniu etc.). Doszliśmy do skrzyżowania, a ON za nami. Już nawet straciłam dom tego psa z oczu. Nikt nawet nie zawołał tego psa po imieniu. Samochód mógł go rozjechać i zero reakcji. Dopiero do jakiegoś sąsiada właściciela psa zagadałam, czy mogą go przetrzymać na chwilę aż odejdziemy. Na drugi dzień widziałam właściciela z psem nad zalewem. Oczywiście BEZ smyczy, czy czegokolwiek. skąd ja to kochana znam .... wczoraj byłam z moim astkiem ( 6-mc) w lecznicy i widziałam młodego ON-ka bez ogona - co się stało??? wpadł pod samochód, bo właściciel nie dopilnował go i biegał samopas... a tak poza tym ludzie nie myślą - właśnie wczoraj - akcja u wetki - weszłam, przywitałam się, stanęłam z boku ( u tej wetki zawsze jest full ludzi ) pełno ludzi z psami, kotami... widzę że ludzie pchają swoje psy do mojego i proszę grzecznie że niestety ale mały nie jest miły mimo młodego wieku i proszę nie podchodzić z psami ...ale ludzie są mądrzejsi i wiedzą lepiej od samego właściciela no i jedna, druga akcja mały wystartował do tych przyjaznych psów i dopiero wtedy był moment zastanowienia po co pchać swojego psa skoro właściciel tamtego ostrzega... czy ludzie myślą, albo przynajmniej słuchają ??? NIE!!! Quote
omry Posted May 3, 2012 Posted May 3, 2012 Od wczoraj mam sunię, 8 miesięcy, więc to jeszcze dziecko i mimo że mądrutka bardzo, to jednak muszę zadbać o to, by nie nabierała złych nawyków. Spotkaliśmy facetów z agresywnym ONkiem i labkiem (ja nie wiem, co ten lab ma w przodkach ale jest większy od samca rottka), którzy oczywiście poza szarpaniem ich nie robią nic, gdy te z pianą na pyskach wyskakują do małego kundla i dwóch yorków.. Avril mi się do nich wyrywała i nawet już chciała szczekać.. No i już nigdy przenigdy nie wychodzę ze starszą suką rodziców TŻ na spacer! Nigdy! Jest strasznie niewychowana, rzuca się na wszystko (efekt szczucia przez mądrego dziadka, dla którego to zabawne :multi:) a na rowery szczególnie. Wystarczył trzeci rower z kolei i Avril już zaczynała jej wtórować. Na szczęście szybko się ogarnęła. Quote
vege* Posted May 3, 2012 Posted May 3, 2012 Nie ma to jak być 'odpowiedzialnym' właścicielem yorka :shake: Tak jak się domyślacie, znowu zaatakował Nukę york. Właścicielka zajęła się łapaniem swojego dzieciaka, a co zrobił york? Oczywiście, że ruszył prosto na Nukę z mordem w oczach, podbiegł do niej od tyłu powąchał i się jej rzucił na tylne nogi. Nuka miała kaganiec i była na smyczy, tamten był oczywiście bez smyczy i kagańca. Jak babka się kapnęła co robi jej pies to zawołała go 'Zuzia, zuzia no chodź" i tak wołała i wołała i pies po jakimś czasie poszedł, jak ja się wkurzyłam i Nuce poluźniłam smycz i go postraszyła :lol: Po chwili podbiegł taki gruby dzieciak z ok 9 letni z kijem zaczął wymachiwać przede mną tym kijem i krzyczeć "miecz zagłady na tego wściekłego psa" (chodziło mu o Nukę), ja sobie myślę WTF? I pokazałam mu, że jest nienormalny, chciałam też mu powiedzieć, że ten swój 'miecz zagłady' niech sobie w doope wsadzi, ale się powstrzymałam :evil_lol: Quote
kelsisko Posted May 3, 2012 Posted May 3, 2012 To jest bardzo ciekawe zjawisko, że dziwnym trafem bez smyczy i kagańców biegają przeważnie(nie wszystkie) psy absolutnie niewychowane lub z niewychowanymi właścicielami. Mam na to teraz swoją teorie, że właścicielami są ludzie zupełnie bez wyobraźni. No bo jednak więcej tragedii może przytrafić psu bez smyczy niż na niej. Quote
vege* Posted May 3, 2012 Posted May 3, 2012 kelsisko napisał(a):To jest bardzo ciekawe zjawisko, że dziwnym trafem bez smyczy i kagańców biegają przeważnie(nie wszystkie) psy absolutnie niewychowane lub z niewychowanymi właścicielami. Mam na to teraz swoją teorie, że właścicielami są ludzie zupełnie bez wyobraźni. No bo jednak więcej tragedii może przytrafić psu bez smyczy niż na niej. Niestety zawsze tak jest, tzn u mnie tak jest. U mnie w mieście jedyne duze psy, które były niewychowane to tylko ze 3 labki i bokser, a tak to wszystkie niewychowane to małe jazgoty takie jak yorki, jamniki, pinczery itp :/ Quote
PaulinaBemol Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 a najśmieszniejsze jest to że zawsze wina spada na psa w kagańcu i często na smyczy bo skoro tak "ubrany" to agresywny pewnie ludziom nie przyjdzie do głowy że ja np. spa spuszczam w kagańcu tak na wszelki wypadek (jakby go w końcu tek yorczek spuszczony wkurzył, albo ćumkający pijaczek) albo żeby nawet ludzie czuli się pewniej jak ich mija ale o dziwo jak mój ojciec spuszcza psa bez kagańca ludzie mają mniej wątów. A co do malych psich podbiegaczy zauważyłam ciekawą zależność jak poprosi człowiek kulturalnie żeby zabrać psa to nic sobie z tego nie robią ale jak głośniej powiesz do takiego podbiegacza "spie...do domu" to lecą w podskokach zabrać. Może nie będę w ten sposób uchodzić za dobrze wychowaną mlodą damę ale wystarczyło raz tak podnieść głos na jednego małego kudłacza co ciągle ma bramę otwartą i nagle pan go zaczął zabierać jak my idziemy (a pies gryzł od razu po tylnich łapach mojego) Quote
vege* Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 No właśnie, ludzie myślą, że jak pies w kagańcu to agresywny. Nuka owszem nie należy do najsympatyczniejszych psów, ale tylko wtedy jak jakiś pies do niej zaczyna albo ktoś ją denerwuje i drażni się z nią, tak to sama psów nie atakuje tylko podchodzi się z nimi powąchać :-) Ja Nuce zazwyczaj na spacery na miasto (tzn jak do weta idziemy) to zakładam jej "słitaśne" czerwono różowe szelki w kostki i łapki i jej hannibala (czyt. fizjologa), ludzie ją omijają, ale jednak często się uśmiechają na widok szelek :evil_lol: Babka od yorka jest chyba na prawdę bez mózgu, bo ten york jak wychodzi z domu to biega koło ulicy, podbiega do każdego psa, jak w końcu mu się coś stanie to oczywiście babka będzie obwiniała cały świat wokół, ale nie siebie, bo przecież to był york i on smyczy nie potrzebuje :shake: Quote
evel Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 A co powiecie na może nie chamstwo, ale bezmózgowość... kociarzy? :evil_lol: Nie bardzo rozumiem, jak można mieszkać w bloku i puszczać kota na dwór (jakoś w domkach na skraju miasta czy na wsi, o ile to koty kastrowane, to jakoś to inaczej, ale w środku osiedla?!), ale jeden taki mi przedwczoraj wsadził ryj do domu przez balkon. I teraz, hipotetycznie, gdyby mój pies akurat nie był w innym pomieszczeniu, tylko w tym samym pokoju co balkon, i gdyby kotu zdrowo łupnął to czyja wina? :razz: Quote
vege* Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 evel napisał(a):A co powiecie na może nie chamstwo, ale bezmózgowość... kociarzy? :evil_lol: Nie bardzo rozumiem, jak można mieszkać w bloku i puszczać kota na dwór (jakoś w domkach na skraju miasta czy na wsi, o ile to koty kastrowane, to jakoś to inaczej, ale w środku osiedla?!), ale jeden taki mi przedwczoraj wsadził ryj do domu przez balkon. I teraz, hipotetycznie, gdyby mój pies akurat nie był w innym pomieszczeniu, tylko w tym samym pokoju co balkon, i gdyby kotu zdrowo łupnął to czyja wina? :razz: Jeszcze się pytasz kogo wina? :diabloti: Oczywiście, że twoja, przecież to ty masz wściekłego psa, który chce zabić biednego kotecka na własnym balkonie :evil_lol: Quote
ulvhedinn Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 No przeciez kotek musi mieć wolność, bo inaczej będzie nieszczęśliwy.... (owszem, zdarzaja się koty, które koniecznie MUSZĄ wychodzic, ale sporadycznie). Ile razy odmawiam wydania kota do "wychodzącego" domu, to słyszę "że męczę zwierzę". Jakby mi kto zaczął machać kijem przed Krą to by się zdziwił... Kra uwielbia patycki, a najbardziej przeciąganie patycka ;) A delikatna i słaba nie jest ;) Quote
evel Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 No, niech mi tylko ten wolny kotek gdzieś tu naszcza :mad: to odniosę za fraki do domu, bo chyba nawet wiem, skąd on jest. Quote
gops Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 tak kociarze też bywają chamscy , u mnie pod klatką ostatnio ciągle przesiaduję kotka sąsiadów która mieszka 2 klatki obok a siedzi konkretnie pod moja klatką , oczywiście moja suka chcę ją dopaść , jakiś czas temu sąsiadka była akurat pod blokiem ,kot pod moją klatką a ja chcąc przejść wołałam "akysz" nie działało , pies się szarpał w końcu myślę trudno i poszłam wprost na kota mając nadzieje że wtedy zwieję a sąsiadka do mnie z pretensjami " trzymaj tego kundla , jak coś zrobi kotu to zobaczysz" dziewczyna w moim wieku miej więcej prócz kota ma amstafa łągodnego i zadbanego , nie rozumiem czemu nie potrafi zrozumieć że nie każdy pies lubi koty . a kot jak latał luzem tak lata i ciągle przesiaduję gdzieś w pobliżu klatki , w końcu jakiś pies go dopadnie i tyle będzie, szczególnie że kolejni sąsiedzi kupili haskiego który od rana do nocy biega samopas pod blokami a zabierają go tylko na noc no i jego ulubione zajęcie to zagryzanie kotów , na szczęście do psów jest ok to mi nie przeszkadza. Quote
vege* Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 ulvhedinn napisał(a): Jakby mi kto zaczął machać kijem przed Krą to by się zdziwił... Kra uwielbia patycki, a najbardziej przeciąganie patycka ;) A delikatna i słaba nie jest ;) Nuka też lubi patyczki, ale ona bawi się tylko i wyłącznie ze mną lub z osobami, które zna. Obcy może sobie do niej wołać, cmokać, dawać jej czekoladę/kiełbasę/żółty ser, a ona się odwróci tyłem i pójdzie w swoją stronę :evil_lol: Więc gdyby ktoś chciałby ją ukraść (tfu tfu) to musiałby się z nią długo namęczyć, bo dodatkowo by pogryzła :eviltong: Quote
dog193 Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 My wczoraj mieliśmy dosyć ciekawą sytuację... Czekamy z małym i koleżanką na przystanku, bawimy się z Jupim w jakieś sztuczki, grupka tacy-jestesmy-zajebisci-i-rządzimy-tą-dzielnią wyśmiewała się z tego, jeden zaczął niby dawać te same komendy swojemu kumplowi, ale olałam to ;) Natomiast potem usiadłam koło koleżanki, jakaś gadka szmatka, małego trzymałam na smyczy i przez chwilę nie zwracałam na niego uwagi, podeszła jakaś baba i slyszę, że coś do niego gada, ciumka, ale trzymałam go krótko, więc niech sobie ciumka, nagle czuję mocne naprężenie smyczy, odwracam się i patrzę, jak baba próbuje wziąć Jupika na ręce :mdleje: Psioczy na niego równocześnie, bo Jupi oczywiście myśli, że to super zabawa i łapie ją za ręce... Po prostu mnie wbiło w ławkę, w końcu powiedziałam, że on nie lubi brania na ręce, zawołałam małego do siebie i skupiłam na sobie, a babka nie odpuszczała, ciągle go wołała i kazała wskoczyć sobie na kolana... Na szczęście mały nie zwracał na nią już uwagi, kiedy ja skupiałam go na sobie. Ja wiem, że mój pies nie wygląda groźnie i że pewnie żaden laik by mi nie uwierzył, że jego przodkowie powalali dziki, no ale bez przesady :roll: Quote
darunia-puma Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 kochana no mnie na miejscu by szlak trafił... nie cierpię jak do moich coś ciumkają!!! Wczoraj byliśmy na długim spacerze z mężem no i oczywiście z psami... poszliśmy na piwko do knajpki, ja zostałam na zewnątrz mąż poszedł zapytać czy z naszymi bydlakami nas w ogóle wpuszczą ? Pani kelnerka powiedziała że nie ma problemu więc weszliśmy zamówiliśmy piwko, psy dostały wodę spokojnie sobie leżą aż nagle "każdy" z gości chciał miziać nasze psy, ciumkali, wołali, itd... ja ciśnienie 200 chciałam odpocząć a musiałam wielokrotnie prosić o niezaczepianie psów !!! Wypiliśmy piwko i poszliśmy lasem do domu... niestety niektórzy nie potrafią uszanować czyjejś strefy osobistej... chcemy z całą 3-ką chodzić w takie miejsca ponieważ musimy zsocjalizować młodego do takich sytuacji, ponieważ dużo z nimi jeździmy po Polsce - starsze psy działają z nami świetnie, mały niestety jeszcze nie ...ale się uczymy Quote
PaulinaBemol Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 [RIGHT][RIGHT]bo właściciele yorczków jakos tak mają, kilka miesięcy temu pomagałam szukać psa znajomych (Azjata wywalił drzwi i zwiał) no i podczas poszukiwań okazało się że i yorczke wiecznie puszczany luzem jakoś zaginął pani zrozpaczona już się nei odzywałam że ja to jestem zdziwiona że sie te 2 lata utrzymał no ale wrócił, i myślicie że pies jest wyprowadzany? nie nadal lata moja mama juz z dwa razy chciała go zgarniać bo była przekonana że się zgubił (znajoma z tego samego bloku co yorczek potem mi mówiła że nastepnym razem mam brać to psa moze uratuje) Co do kotów no to ja mojego wypuszczam mieszkamy w osiedlu domków, blok obok ale to są dwa na całą miejscowość (taka sypialnia warszawy) za płotem mam sporo pustego placu (zamknięta oczyszczalnia) i kot tam łazi jest wykastrowany ma 7 lat i jakoś zawsze jest w pobliżu bo najczęściej wystarczy wyjść na ogród i zawołać, szczerze nie wyobrażam sobie go zamykać w domu w zimę dostaje szajby bo zimno i mało wychodzi. Również uważam że pies powinien byc nauczony no może nie miłości do kota ale nie mordu tak jak i do innych zwierząt (mojego na kury i konie odczulałam) i naszczęście w okolicy są raczej psy koto lubne. Z drugiej strony panienka kota natychmiast zabrać powinna bo to faktycznie chamstwo, no i sorry ale jeśli mój kot wchodzi na twoje podwórko no to nie obwiniałabym nikogo żę mu się coś stało (chyba że byłoby to celowe jakieś okrucieństwo człowieka). MUSZĘ się liczyć że jak mam kota wychodzącego może go spotkać niemiła niespodzianka, natomiast po obserwacji moich kotów (poprzedniego i obecnego) naprawdę nie wyobrażam sobie trzymać go w zamknięciu jestem przekonana że nie byłby szczęśliwy. Jednak gdybym mieszkała w jakimś blokowisku, to bym wybrała na pewno opcje kota nie wychodzącego ale też przyzwyczajonego do tego od małego. Tak jak nie wzięłabym kota do wypuszczanie który spędził większość życia w mieszkaniu. [/RIGHT] [/RIGHT] Quote
strix Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 (edited) waldi481 napisał(a):Dla mnie to bardzo ważne i dlatego zdecydowałam się zapytać: czytam właśnie o wyroku jaki zapadł w sprawie zagryzienia przez 3 psy pięćioletniego Kuby..W jakich sytuacjach 2 suki i jeden pies atakuje bez powodu i zagryza?Same z siebie zaatakowały? Myślałam,że ktoś szczuł te psy..Dlaczego zaatakowały dziecko bawiące się na huśtawce?Przepraszam za pytanie,ale ja nie rozumiem co się stało..Wytłumaczcie mi to-prosze.. To zależy od predyspozycji osobniczych i socjalizacji. Niektóre psy o dużym instynkcie łowieckim i mocno asertywne (ONki, rotki, cane corso, psy północy) chętnie formują sfory i polują. Trzy tygodnie temu w Szwecji facio wypuścił swoje trzy malamuty żeby sobie pobiegały a te napadły w lesie na kobietę! Czytałam specjalistyczną analizę takich ataków i wszędzie podkreślano, że był to atak sfory. Czyli, że jeśli jest wiecej niż jeden pies to prawdopodobieństwo ataku bardzo wzrasta. A żeby wyzwolić taki atak wystarczy ruch (np. huśtawki, roweru) itp. Sfora zmienia myślenie psów. W sforze są bardziej skore do ataku niż w pojedynkę, co jest naturalne. Dwa dni temu przegoniliśmy z mężem wielkiego mieszańca bullmastiffa i ridgebacka, który chciał się dobrać do naszych psów. Z oddali widziałam,że właściciel (który nota bene dał nogę) miał ze sobą jeszcze jednego psa. Gdyby podbiegły dwa, nie mam wątpliwości, że nie byłoby tak łatwo ich odgonić. Psy wyznają zasadę 'w kupie siła' ;) Poza tym, te psy trzymane były za ogrodzeniem i nie socjalizowane. W efekcie wszystko, co za płotem stawało się 'zwierzyną łowną'. Takie psy nie muszą być wcale trenowane w atakach na ludzi ale oczywiście taki trening zwiększa szansę ataku. Statystycznie rzecz ujmując, psy nietrenowane w atakach na ludzi częściej atakują dzieci lub staruszków, bo postrzegają ich jako słabszych. Trenowanie psów do ataku na ludzi powinno być zabronione, bo przekroczenie tej granicy raz w wielu przypadkach zmienia psychikę psa już na zawsze. Najczęściej ofiarą psów padają dzieci. Bo małe, ruchliwe, wykonuje nieskoordynowane ruchy itp. Dodatkowo napadnięte dziecko insytnktownie krzyczy i szarpie się, co podjudza psy do dalszego gryzienia. Moim zdaniem to wina właściciela psów. Wyłaczna. Psy powinny być zsocjalizowane, trzymane na ogrodzonym terenie. Tutaj mamy do czynienia z polującą sforą bez jakiegokolwiek nadzoru. To właściciel odpowiada za włąściwe ukierunkowanie instynktów psa i tutaj zawiódł na całej linii. Mimo, że jestem wielką przeciwniczką pochopnego usypiania zwierząt, w tym wypadku uważam, że te psy powinny zostać uśpione. Myślę, że na skutek wieloletniego zaniedbania zmiany w ich psychice mogły być już nieodwracalne. Nie sądzę, żeby to był pierwszy raz, kiedy razem polowały. Z tym,ze wcześniej pewnie zagryzały kury, koty i inne zwierzęta. Oczywiście, w teorii można próbować takie psy resocjalizować ale nie sądzę, żeby w kraju przepełnionych schronisk był to priorytet. I słusznie. Pusty śmiech mnie ogarnie jak czytam o winie rodziców. Ci, co znają angielski niech sobie poczytają o sytuacjach zza granicy (w PL brak danych) gdzie rodzic bezskutecznie próbował bronić dziecka przed atakiem psa. I to zazwyczaj jednego, a nie trzech. Jako dziecko też się bawiłam pod blokiem w piaskownicy a babcia wyglądała przez okno gotując obiad. Gdyby napadł mnie wielki pies byłaby to jej wina? Nie sądzę, tym bardziej, że moja babcia zawsze była chucherkiem. W Gothenburgu kilka miesiecy temu rotek w biały dzień wyrwał dziecko matce z rąk i zaczął zagryzać! Durny właściciel nie umiał sobie proradzić z psem, debile przechodnie się gapili zamiast matce i dziecku pomóc. Dopiero jakiś przypadkowy gość miał tyle odwagi,że po prostu psa związał smyczą. I czyja to była wina? Matki? Ci, co obwiniają rodziców najpewniej nigdy nie widzieli duzego psa podczas ataku. Bo gdyby widzieli to by wiedzieli, że często jeden dorosły niewiele zdziała, zwłaszcza, jeśli psy są trzy. Edited May 4, 2012 by strix Quote
strix Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 (edited) Uranoe napisał(a):To nie wina psów, że są agresywne i, że zaatakowały. Pies nie rodzi się agresywny, agresję nabywa w trakcie swojego pobytu z człowiekiem lub ze swoich doświadczeń wynikających z należenia do psiego stada. Z tego, co wiem, sfora psów jest doskonała pod względem hierarchicznym- na czele stoi alfa, a "pod nim" są dopiero wyżsi i niżsi rangą podopieczni, tak więc panuje tu spokój. Samiec alfa charakteryzuje się spokojem, jest zdystansowany względem innych, ... Wybacz, ale bzdury wypisujesz. Agresja jest instynktem jak każdy inny i jej poziom jest wrodzony. Są różne rodzaje agresji i każdy pies jest pod tym względem inny. Polowanie, a tutaj miało miejsce polowanie w sforze, ma wiele wspólnego z instynktem łowieckim, który u ras północy jest wyjątkowo silny. Agresja dominacyjna, o której tu piszesz nie ma z tym NIC wspólnego. W sforze rekonstruowanej (a więc w sforze niespokrewnionych ze soba osobników) sprawy załatwia się za pomocą agresji. Potwierdzone naukowo zarówno badaniami nad psami jak i nad wilkami. Dlatego psy dominanty gryzą właścicieli i lądują w schroniskach. To, co napisałaś o samcu alfa (nb to nie jest 'samiec' alfa tylko para alfa, a więc samiec i samica) ma zastosowanie WYŁĄCZNIE w dzikiej wilczej sforze, gdzie osobniki są ze sobą spokrewnione a młode samce opuszczają sforę i zakładają własną. Wilki w takiej sforze mają szereg zrytualizowanych zachowań, które zastępują im używanie agresji podczas ustalania i potwierdzania hierarchii. U psów żyjacych w sforach rekonstruowanych sprawy są bardziej skomplikowane. I różnicuje je też płeć, dużo bardziej u psów niż u wilków. Samice psów nie mają właściwie ustalonej hierarchii, a przynajmniej są bardziej elastyczne niż samce. Są od tego wyjatki, zazwyczaqj samice o dużym poziomie testosteronu. W sforach rekonstruowanych zasady ustala się poprzez dominację i agresję. To samo robią np. dwa samce spotykające się na spacerze. Taka scenka: obwąchanie, jeden kładzie drugiemu łapę na grzbiecie, drugi się nie podporządkowuje i walka gotowa. Brzmi znajomo? Te psy nie są w jednej sforze i nie są spokrewnione. O ile jeden z nich antychmiast nie uzna swojej podrzędnej pozycji, poleje się krew. To jest agresja dominacyjna i terytorialna. Atak na dziecko to instynkt łowiecki. I zgadzam się z tymi, co piszą, że nalezy winić właściciela psów a nie rodziców dziecka. W poscie powyżej opisałam przypadek matki, której rotek wyrwał dziecko z rąk. Po prostu zapolował na nie, ona je podniosła, on je wyrwał i zaczął gryźć. Edited May 4, 2012 by strix Quote
strix Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 panbazyl napisał(a):a mnie do tej pory zachwyca jedna rzecz związana z wychowaniem i zachowaniem psów - w Hiszpanii nie ma praktycznie psów-agresorów. Tam w miejskich parkach psy się bawią ze sobą, nie atakują się. Tyle tylko, że są do tego uczone, aby były grzeczne - priorytetem nie jest tak jak u nas w Pl - "pies obrońca".... Tam ludzie mają psy dla przyjemności a u nas zwykle z potrzeby "obrony", tylko przed kim i po co?????? Dobór hodowlany robi swoje. Ale w Norwegii też to tak bajkowo wygląda. Aż dowiedziałam sie od wetki,że po prostu właściciele przyprowadzają psy do uśpienia jeśli wykażą jakąkolwiek agresję, nawet wobec innego psa. To już moim zdaniem przesada. No i pozbywają się psów dużych ras po skończeniu przez nie dwóch, trzech lat czyli wtedy, kiedy te rasy dojrzewają i stają się asertywne/terytorialne. Poza tym, właściciele agresorów po prostu nie chodzą z nimi do takich parków. Chociaż zdarzają sie oszołomy puszczający swoje wyrośniete agresywne burki luzem.Dlatego bez gazu już się nie ruszam. Quote
evel Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 PaulinaBemol napisał(a): Również uważam że pies powinien byc nauczony no może nie miłości do kota ale nie mordu tak jak i do innych zwierząt (mojego na kury i konie odczulałam) i naszczęście w okolicy są raczej psy koto lubne. Kot wsadził mi mordę do domu przez balkon, w mieszkaniu na parterze bloku, w środku ogromnego blokowiska. Być może udałoby mi się przerwać atak psa, a może kot akurat zdążyłby uciec - a może nie. Ja rozumiem, że szkoda kota w razie czego, ale nie zamierzam ani siedzieć i się smażyć z pozamykanymi oknami ani psa wywalać z balkonu jak sobie może poleżeć w cieniu i mu wieje, bo przynajmniej nie wygląda wtedy jak półzdechły ;) I żeby nie było - moja suka nie rusza zwierzyny, uczymy się odwołalności od ptactwa i kotów. Ostatnio reakcją na wypłoszone przepiórki było: "oooo, a co to?" i powrót do mnie zamiast szaleńczej pogoni, więc chyba całkiem nieźle nam idzie. Fajnie jest mieć psa, który toleruje koty, jednak nie zawsze da się to łatwo wypracować, zwłaszcza jak się kota nie ma. My co prawda przeszliśmy już parę etapów i nie ma chęci mordu bezpośredniego, ale kot włażący do domu to chyba jednak zbyt wiele jak na mojego burka ;) Quote
Soko Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 A ja ostatnio widziałam małżeństwo z dwójką dzieci którzy wyprowadzali koty na smyczy. Koty ciągały ich na wszystkie strony :D Generalnie u mnie są wychowane kociaki. Popatrzą się krzywo na psa, podrapią po nosie i żaden im nie podskoczy. Są bardzo fajne na odczulanie, bo nie uciekają jak oparzone od psów, nawet gdy te szczekają, tylko leżą dalej więc nie są aż tak interesujące by pies nie był w stanie ich zostawić. Quote
omry Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 Dziś na pasach posadziłam Avril i czekamy na zielone. Ona ma problemy z siadem na zewnątrz, gdzie jest tyle interesujących rzeczy, więc byłam bardzo zadowolona, że siedzi grzecznie i jest na mnie skupiona. Nagle podchodzi do nas starszy facet, zaczyna ciumkać i wyciągać gryzaka dla niej. Ta się od razu oderwała i do niego. Mówię facetowi, że ma jej nie dawać i że wypada się na następny raz zapytać. On się mnie pyta, dlaczego :icon_roc: Powiedziałam mu, że próbują ją czegoś nauczyć, a on mi przeszkadza, na co zwrócił się do małej mówiąc, że jest biednym pieskiem i jeszcze próbował ją pogłaskać. Quote
vege* Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 Soko napisał(a):A ja ostatnio widziałam małżeństwo z dwójką dzieci którzy wyprowadzali koty na smyczy. Koty ciągały ich na wszystkie strony :D Generalnie u mnie są wychowane kociaki. Popatrzą się krzywo na psa, podrapią po nosie i żaden im nie podskoczy. Są bardzo fajne na odczulanie, bo nie uciekają jak oparzone od psów, nawet gdy te szczekają, tylko leżą dalej więc nie są aż tak interesujące by pies nie był w stanie ich zostawić. U mnie na osiedlu też jest taki pan co wychodzi ze swoją czarną kotką na smyczy na spacery :-) bardzo fajnie to wygląda, kot taki nie bojący się, chodzi śmiało po osiedlu na spacery :-) Quote
Soko Posted May 4, 2012 Posted May 4, 2012 Za to Werę wszyscy mają za psa :D zawsze są w szoku jak się dowiadują że suka.. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.