Jump to content
Dogomania

Recommended Posts

  • Replies 255
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

Posted

Dostałam jakiś czas temu informacje, że po zabraniu piesków okazało się, że to dwie suczki :)
Jak widać właściciele nie mieli pojęcia co przywiązali do łańcucha.

@Natusia byłaś szybsza :D

Posted

No właśnie, jedna z suczek miala na imię..... PIES:-)
Nie zepsuję wspaniałej ekipie możliwości zrelacjonowania wszystkiego, ale uwierzcie mi, są niesamowici! Zdradzę tylko, że głównym urządzeniem badającym stan psów był.... chiński masażer:evil_lol:

Pozdrawiają wszystkich sympatyków wątku:-)

Posted

"Moja" sunia jest... DUŻA ;), choć miała być mała... Ta druga, co miała być psem (sobaką zwanym) jest mniejsza, ale potwornie przerażona. Uznaliśmy, że nie ma sensu narażać ją na próbę zapoznania z moimi fiśniętymi sukami. Poza tym Chauwa jest w domu i będzie mogła jej poświęcić o wiele więcej czasu, a tego z pewnością potrzebuje.

Nasza (na razie jeszcze bezimienna ;)) nie robiła żadnych problemów, więc od razu dołączyła do wesołej kompanii! Tylko do domu bała się wejść. Dopóki Gallegro i Ania pili herbatę i sobie miło gawędziliśmy, drzwi do domu były na oścież otwarte i Sunia co i raz "niechcący" wpadała do domu za Kreską albo Lili, ale szybko się wycofywała. Kładła się na ganku tak, że Lili nie mogła wejść i trochę się bała, więc szczekała na nową koleżankę, a ta nic sobie z tego nie robiła. Kreśka - dyplomowana terapeutka - sprawiła, że już po kilkunastu minutach Nowa się z nią bawiła!!! Lesio wciągnął nowo przybyłą na listę swoich kobiet w haremie i oddalił się do swoich spraw ;)
Po odjeździe Ani i Tomka, trochę na siłę wciągnęłam Nową do domu i zamknęłam drzwi. Paniki nie było - najgorsze było przekroczenie progu. W domu chodziła już bez strachu, zaglądała we wszystkie kąty (w tym na stół!!!). Ale przy każdej nadarzającej się okazji wychodzi do ogrodu. Na kolację dostała suchą karmę, ale najwyraźniej nie wiedziała, że to jest do jedzenia, pomimo że polałam olejem. Dołożyłam więc mięska z puszki i wystawiłam miskę na zewnątrz, bo pomyślałam, że może się czuć onieśmielona w domu. Wyjadła samo mięsko. Tak więc będziemy jej gotować ryż albo makaron i mieszać z puszkami i odrobiną suchej karmy - może się przyzwyczai.
Potem wyszliśmy do sąsiadów na godzinkę "imieninowo". Wszyscy oprócz Kreski zostali w ogrodzie. Nasłuchiwaliśmy bacznie czy nie dochodzą od nas żadne niepokojące odgłosy :) Po powrocie wszyscy zgodnie przywitali nas przy bramie :) Teraz Mąż jeszcze wyładowuje z samochodu drewno, które przywiózł na opał, więc psy mu asystują. I bardzo dobrze, niech się wybiegają, będą lepiej i dłużej spały :)
Nowa nie jest chuda, wręcz odwrotnie. We wtorek jedziemy do Doktora sprawdzić co w Nowej piszczy ;) Jest kompletnie nieokrzesana - skacze na nas jak wariatka, cieszy się, mordka jej się śmieje. Dobrze, że u swego "wybawcy" była tylko 2 tygodnie...
Niebawem założę jej wątek. Jutro zrobię kilka fotek - na razie komórką, bo laptopa zostawiłam w pracy, a tylko tam mogę zgrać zdjęcia z aparatu.
Mam nadzieję, że druga Sunia szybko przełamie paraliżujący lęk...
Tomek i Ania mieli jeszcze dziś oplakatowywać okolicę, więc pewnie potem padną - niech odpoczywają - odwalili kawał dobrej roboty! :)

Posted

"Potworne przerażenie" właśnie zapierdziela bawiąc się z Tobim na zasadzie "kto dorwie pierwszy kota". Obwąchanie kuprów, wspólne jedzenie i tworzą jak ("na razie"-wierze, że nie ulegnie to zmianie) zgrana paczkę. Sunia trochę klapie ząbkami.
Trochę się na początku pogryzła z Tobim ale owa sprzeczka poszła w nie pamięć. Lola moja tym wczasowiczka powarkiwała(nie lubi zamieszania i przeszkadzania gdy śpi) ale założenie kagańca na 10min pomogło i wszystkie razem zjadły posiłek.
Na razie prowadzę misje "obserwacja". O wszystkich spostrzeżeniach będę informować :)

Posted

Jest o czym pisać, oj jest ;-)
Musicie jednak wybaczyć, ale dziś nie pokuszę się już o szczegółową relację, ponieważ oboje z Anią padamy ze zmęczenia.
Niech świadczy o tym fakt, że na znaku "niebezpieczne zakręty, z czego pierwszy w lewo", zobaczyłem jelenia :crazyeye:. Nie byłoby może w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że w pobliżu nie było nawet jednego drzewa :lol:.
Za chwile jeszcze udajemy się do trzech pobliskich parafii, aby rozwiesić plakaty w okolicy kościołów. Jest to o tyle ważne, aby już podczas jutrzejszej pierwszej mszy, wierni mogli się zapoznać z działalnością ich "kolegi po wyznaniu".
Zanim jednak to zrobimy, chcielibyśmy z całego serca podziękować Nutusi i chauwie, za tymczasowe przygarnięcie obu suniek.
Do jutra.

Posted

Jesteśmy po pierwszym etapie plakatowania.
Zanim jednak wpadniemy z objęcia Morfeusza, zaprezentuję warunki, w jakich przebywały psiaki. Na zdjęciu sunia o nietuzinkowym imieniu - Pies :razz:
Dodam tylko, że dokładnie tak wyglądał każdy jej dzień życia, odkąd przestała być małą, puchatą kuleczką...

Posted

Zanim przystąpię do zdania relacji z przebiegu ostatniej akcji, w kilku słowach postaram się przybliżyć zmiany, jakie zaszły od naszej ostatniej wizyty, kiedy odebraliśmy Hamleta.
Na plus można policzyć to, że obie sunie wyglądały nieco lepiej, niż 2 tyg. wcześniej. Prawdopodobnie stało się to za sprawą naszego zalecenia, aby je lepiej karmili, bo tylko wtedy mają szansę na zwalczenie groźnego wirusa parworeliozy ;-). W tym celu zostawiliśmy im nieco suchej karmy, którą jak widać spożytkowali. Niestety, jak się okazało w samochodzie (ruda sunia "Pies" dostała torsji), ostatnio menu wróciło do normy i składało się z ziemniaków i chleba rozmoczonego w wodzie (resztki rozlane obok widocznej na zdjęciu miski).
Jeszcze w czasie odcinania grubego sznura, zawiązanego wokół szyi rudej suni, pani utrzymywała, że jest to bezimienny pies, zwyczajowo zwany sobaką. Dopiero w samochodzie Ania stwierdziła u niego brak męskich atrybutów :crazyeye:.
Nasza "piesunia" ma ok. 8 miesięcy, z czego 6 nieprzerwanie spędziła na pół metrowym łańcuchu.
Na szczęście nie dane jej było zimować w tych warunkach, bo mogłoby być nie ciekawie.
Druga sunia jest nieco większa i starsza (ok. 1 - 1,5 roku) i wygląda całkiem dobrze, poza tym, że potwornie cuchnie. Prawdopodobnie w sierści mieszka też spora ilość sublokatorów.
Była u nich od ok. miesiąca, z czego 2 ostatnie tyg. również była nieco lepiej karmiona (vide - zalecenie lekarza pow. wet. ;-)).
Podejrzewamy, że zamierzali ja rozmnożyć, gdyż ostatnio na dzień zamykali ją w kojcu z dorosłym psem (taki stan zastaliśmy wczoraj). Pewnie jeszcze przed zimą dorobiliby się kolejnych psiaków, które zasiliłyby szeregi czworonogów, uwiązanych na krótkich łańcuchach, do kołków wbitych w ziemię :shake:.

Przed akcją mieliśmy małe problemy, gdyż Jezabel rozchorowała się (życzymy rychłego powrotu do zdrowia), więc nie mogliśmy posłużyć się przygotowanym pismem, nakazującym odebranie psów w celu obserwacji.
Postanowiliśmy pójść na żywioł.
Kiedy podjechaliśmy w okolicę posesji, pani krzątała się przy domu. Przyjęła nas niezbyt wylewnie, zwłaszcza po tym, kiedy okazało się, że Hamlet jeszcze nie może do nich wrócić, gdyż wymaga długiego, żmudnego leczenia.
Niechętnie zaprowadziła nas do pozostałych psów i jakby uprzedzając fakty, zastrzegła sobie, że psa z kojca na pewno nie odda. Będą kłopoty - taka myśl przebiegła mi przez głowę, ale brniemy dalej.
Badanie spojówek rudej suni, wykonane fachowo przez moją asystentkę Anie, przy pomocy chińskiego masażera, potwierdziło nasze przypuszczenia, że pies jest chory. Za chwile podobna diagnoza została postawiona w przypadku drugiej suni, ale w tym momencie zaczęły się "schody" :razz:.
Pani powiedziała, że odda ją wtedy, kiedy zauważy jakieś niepokojące objawy.
Próbowałem tłumaczyć, że wtedy będzie już za późno, ale i tak miała opory przed oddaniem suni.
Nie pozostało mi nic innego, jak skontaktować się z wyimaginowanym szefem i podczas lipnej rozmowy tel., uzgodnić definitywne zabranie psa.
W międzyczasie dokładnie odkaziłem teren, łącznie z kojcem psa, który pozostał, oraz drzwiami do pomieszczeń, gdzie przebywał inwentarz.
Posłużyłem się butelką kroplówki z przeterminowaną glukozą :lol:.
Kiedy byliśmy bliscy osiągnięcia celu, na horyzoncie pojawił się... pan domu :-o.
Będzie jazda - pomyślałem i natychmiast przystąpiłem do wcielania w życie różnego rodzaju chwytów socjologicznych, mających na celu zjednanie go sobie.
W tym czasie Ania w podobny sposób urabiała panią. A to cukierki dla dzieci, a to rozmowy o problemach codziennego życia na wsi itp.
W międzyczasie przyniosłem z samochodu wór suchej karmy dla psiaka rezydenta (z funduszy UE, przeznaczonych na zwalczanie groźnego wirusa).
Pani podziękowała, a my już bez zbędnej zwłoki zapakowaliśmy obie sunie do auta.
Na koniec Pan zapytał z ciekawości o Hamleta, a Ania zapisała jeszcze nr tel., abyśmy mogli do nich zadzwonić z informacją, że psiaki nie mogą wrócić, z uwagi na zagrożenie rozprzestrzeniania się choroby (może nawet zejście - musimy się nad tym zastanowić).
Poczuliśmy nieopisaną ulgę i ruszyliśmy w podróż, po nowe życie dla obu suń...
Po drodze zatrzymaliśmy się przed naszą posesją, aby wyspacerować nasze ogony (powrót planowaliśmy późnym wieczorem). Wtedy to staliśmy świadkami niezwykłej sytuacji. Szaro-czarna sunia, przez szybę obszczekiwała nasze stado, kiedy cała zgraja podbiegła do bramy. W pewnym momencie szczekanie zmieniło się w przeraźliwy pisk. Po chwili okazało się, że poznała swojego niedawnego towarzysza niedoli - Hamleta, który odwzajemnił się jej podobnym zachowaniem. Niesamowite wrażenie...
Dalsza podróż przebiegła bez niespodzianek.
Nutusia i jej stadko, przyjęli nas i sunię bardzo ciepło.
Wypieszczochowały się z nami Lili, Kreska i Lesio (ten ostatni nieco mniej wylewnie), jakbyśmy znali się od zawsze. To idealne miejsce na przystanek przed podróżą do swojego przeznaczenia...
Potem tego samego doświadczyliśmy u chauwy. Spotkaliśmy tam piękną, starszą sunię o imieniu Lola, która do złudzenia przypominała naszą nieodżałowaną Kamę. Łzy napłynęły nam do oczu...
Był tam też Tabiaszek, którego nie tak dawno "uwolniłem" z łańcucha i zawiozłem na DT, który bardzo szybko zmienił status na DS ;-).
Dla Nutusi i chauwy jeszcze raz gorące podziękowania i szacunek za to, co robią dla psiaków w potrzebie.
Stokrotnie dziękujemy.
Kiedy nad ranem udaliśmy się na zasłużony odpoczynek, oboje odetchnęliśmy z ulgą - obie sunie bezpieczne i szczęśliwe.
A teraz nie pozostaje nam nic innego, jak czekać na relację z ich tymczasowych domków.

Na koniec tylko (nieskromnie :oops:) dodam, że za sukces poczytujemy sobie odebranie ludziom 3/4 pogłowia psów, bez zbędnego "rozlewu krwi" ;-).

Posted

Niunia nie jest już bez imienna-nazwałam ją Kiko.
To męskie imię o kobiecym brzmieniu :D
Trzeba jakoś uczcić nie wiedzę właścicieli.

Kiko jest spragniona kontaktu z człowiekiem, skacze podobnie jak Tobi po uwolnieniu "mały kangurek", wszędzie jej pełno. Ma psie ADHD.
Uspokoiła się i już nie pokazuje ząbków :)
Została dwa razy ugryziona nie mylić z pogryziona, nie zareagowała na ostrzeżenia staruszki Loli.
Lola wymaga spokoju o danych porach nocy i nie toleruje biegania gdy śpi i chwała jej za to :p

Znalazła kompana do zabaw w Tobim przez ten fakt biegały do 2ej w nocy aż oboje padli.
Niunia dostała swoje legowisko które spodobało się Tobiemu i próbował je przetransportować do innej części mieszkania.
Kiko broniła swojego i ten sposób rozdarły przez pomyłkę poduszkę z kaczym puchem(zapewne do tej chwili mam pióra we włosach):angryy:
Robi siku w domu(nie ma co się dziwić), nad tym trzeba popracować.
Ha i bym zapomniała to rasowy kanapowiec ale z racji na ograniczona wielkość łóżka nie mogę pozwolić jej wchodzić na łóżko bo reszta bierze przykład i w zazdrości ładuje się za nią.
Musze jej obciąć paznokcie, nie biegała i ma nie starte co niestety okropnie boli gdy skacze na gołe nogi, chłopak powiedział, że jak będzie tak dalej skakać to będzie musiał mnie szlifować :mad:

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...