lika1771 Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 Epe dlaczego nie ma fot.chyba wiesz... A jezeli jest inaczej niz napisalam to poprosze o fotki i wiem,ze ich nie dostane z powodu jw.proste.......... Quote
Delph Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='zuzlikowa']Bardzo przykre jest to, że ktokolwiek traci środki do utrzymania... przykre. Ale i teraz w świetle nowych faktów nie napisałabym ani słowa inaczej.Pisałam ten post min. do morisowej/wolontariuszki, nie mając świadomości rzeczywistego jej statusu... i nadal w pełni świadomie podtrzymuję każde słowo! [/QUOTE] Czyli myślałaś, że morisowa jest wolontariuszką i najwyżej wyleci z wolontariatu, tak? Najwyżej nie będzie mogła pomagać setkom innych psów, żeby tylko wyrwać jej natychmiast Campari w ramach tej dzikiej akcji? Niespodzianka, była pracownicą, i co teraz? Lepiej czasami pomyśleć, zanim się coś zrobi/napisze/postanowi. Quote
aanka Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='Selenga']Inga i Zofia, rozpętujecie kolejne polowanie na czarownice i jesteście na najlepszej drodze do tego żeby zniszczyć te smętne resztki współpracy jakie na dogo jeszcze się ostały. NIKT nie musiał pisać żadnego donosu. Pozostawienie u Czarodziejki "podpisanego" chipem psa oznaczało dokładnie to, że prędzej czy później informacja o losie Campari MUSIAŁA trafić na Paluch. Nie wiem kto wysłał zapytanie teraz, nie wykluczam tego, że zadała je Fundacja Bernardyn żeby się dowiedzieć z kim może rozmawiać w sprawie przejęcia Campari. Ale ktokolwiek by tego nie zrobił teraz, to pytanie zostałoby wysłane w momencie zabierania suni do Wojtyszek. Zadałby je wójt gminy żeby za nią Wojtyszkom nie płacić, zadałby PIW, zadałby kierownik Wojtyszek żeby ściągnąć kasę. I żadna z tych osób nie ma obowiązku wiedzieć jakie stosunki panują na Paluchu - ich obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa temu konkretnemu psu, bo miedzy innymi jego dotyczy ta interwencja. Tylko kwestią czasu było to kiedy pytanie na Paluch trafi, bo niezależnie od tego kto by to zrobił, to ono by padło. A jeśli nawet jakimś cudem nie zadałaby go żadna z tych instytucji, to z całą pewnością ARKA podzieliłaby się tą wiedzą z kierowniczką Palucha - a ta wiedza jest dostępna dla każdego, wystarczy przeczytać pierwszy i ostatni post tego wątku. Mogą tu wszystkie strony pluć na siebie jadem, możecie sobie nawzajem grozić czym chcecie, możecie się wyzywać od najgorszych nawzajem - jedynym tego skutkiem będzie to, że w przyszłości nie będziecie chciały ze sobą współpracować, bo tych wszystkich obrzydliwości jakimi się obrzucacie NIKT nie zapomni. Zapłacą za to psy z całej Polski. Owszem, była alternatywa - zamiecenie pod dywan tego co się u Czarodziejki działo. Jesteście pewne, że o taką opiekę nad psami którym pomagacie wam chodzi? podpisuę się... Quote
zuzlikowa Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 (edited) [quote name='Delph']Czyli myślałaś, że morisowa jest wolontariuszką i najwyżej wyleci z wolontariatu, tak? Najwyżej nie będzie mogła pomagać setkom innych psów, żeby tylko wyrwać jej natychmiast Campari w ramach tej dzikiej akcji? Niespodzianka, była pracownicą, i co teraz? Lepiej czasami pomyśleć, zanim się coś zrobi/napisze/postanowi. Cóz, rzeczywiście tak myslałam i rzeczywiście dlatego nie byłam w stanie zrozumiec działań wolontariuszki "ratującej" psa i oddającej jej do Cz. i pozwalającej jej tam nie tylko zamarzać, ale nadal skazującej ją na te same warunki i na tę samą "opiekę". Rzeczywiście niespodzianka. Nie zmieniła ona jednak ani o jotę treści pytań kierowanych do morisowej i APSY. Delf, a na jakiej podstawie przypuszczasz,że kierowały mną jakiekolwiek inne motywy niż te które podałam? Wyrwać? [quote name='donacja']do Zuzlikowa Nie będę cytować tego posta, odpowiem tak; z tego wszystkiego wynika, że należy się od tej sprawy trzymać jak najdalej, po tym co tu się wydarzyło. Proponowałam transport, ale teraz poważnie się zastanawiam, czy to ma sens, bo być może przeczytam jutro na FB, że przyjechała blondi, za....a psa i nikt nie wie kto, skąd i dokąd. Zresztą nikt się ze mną nie kontaktował, więc uznaję, że transport nie potrzebny. Sorry, ale wkurza mnie ta chora akcja. [quote name='Zofia.Sasza']Przypuszczam, że dokładnie to, co jest napisane. Nie mam problemu ze zrozumieniem. I tak, uważam, że morisowa podjęła w tym przypadku błędną decyzję. Jednak osoba/osoby/organizacja która powiadomiła Paluch narobiła o wiele więcej szkody. Obawiam się, że nieodwracalnej. To już druga błedna decyzja morisowej w stosunku do psiaków z Palucha i to ze znacznie szerszym skutkiem niżby chciała. Nie mam zielonego pojecia jak było z donosem( był czy nie był)... ale nikt bardziej kompetentnie nie znał i nie zna sytuacji w tym schronie niż pracownik tego schronu. Kto znał lepiej realia tej sytuacji, wszystkie ew. niuanse i zagrożenia? I takie decyzje podejmowała, że mogły rykoszetem trafić i w nią i w psiaki? A być może jeszcze szerzej? Co wiedział przeciętny dogomaniak? Wiedział, że "opiekunki" nie mają zamiaru przenieść tego psa z "hospicjum". Wiedział, że przekazały go "włascicielowi", który podejmuje decyzję... że pozwoliły by decyzję tę podejmował PIW!!! Morisowa podjęła błędną decyzję nie tylko w stosunku do Campari. Fala poszła szerzej. Donacjo, a kto inny poza "opiekunami" psa miał się z Tobą kontaktować w sprawie transportu tego psa? Czy to nie jest także potwierdzenie, że nie zamierzano psa stamtąd zabrać?... że taki wniosek, to nie jest to moja konfabulacja, czy też nadinterpretacja? Teraz nagle u psiaka takie zainteresowanie ratowaniem Campari? Teraz pies interesuje wszystkich, tylko nie zuzlikową? Ano, niech tak będzie! Mam jedynie nadzieję, że rozpętana walka o utrzymanie status quo u czarodziejki... kłamstwa, kombinacje i organiczna awersja do zrobienia czegokolwiek dla polepszenia sytuacji tych psów... przepisywanie psów na nie wiem kogo... nadal nie będą skuteczne, mimo decyzjom min. morisowej! Ktoś napisał: nie byłam u Cz... nie widziałam, nie mogę ocenić. Nie będę dyskutowała... ot i jego prawo! Ja nie byłam na Paluchu... nie widziałam, nie mogę ocenić. Ale kilka osób było i tu, i tam... widziały i mogły ocenić! Podjęły decyzje- własne i niezależne. A podejmując je przyjęły na siebie odpowiedzialność za ich skutek... ona także spada na nie. Tak jak na mnie odpowiedzialność za zawiezienie i odebranie stamtąd Toro i Retro... co jak kto chce może sobie nazywać. "Lepiej czasami pomyśleć, zanim się coś zrobi/napisze/postanowi." Epe... jak wygląda sytuacja Campari teraz, tego nie wie nawet Cz. Umiejetność oceny przez nią zachowania psa pokazała się już przy Gromie. A, że o stan psychiczny i fizyczny Campari mamy podstawy się obawiać? Mamy, co pokazała sytuacja z Gromem , ale i z Sako. Epe... a cóż tak Cię zdenerwowało w mojej wypowiedziach? może ten post z 25.02 : "[quote name='zuzlikowa']Zrozumiałam Twój wpis: "I weź pod uwagę, ze nie piszemy wszystkiego, żeby nie wylecieć z wolontariatu, jak autorka strony psy.warszawa.pl." Nic nie stoi na przeszkodzie by tematu nie kontynuować. Zabezpieczony odpowiednio pies: stary i schorowany, w warunkach jakie są mu potrzebne. I dalsze pytania oraz zainteresowanie zupełnie zbędne... zagrożenia żadnego nie ma, ani dla wolontariatu, ani dla psa. Chętnie zakończę także swój udział i w dyskusji, i w wątku bezpiecznej Campari. Nie sądzę, by inni także palili się do jakiejkolwiek dyskusji nie mającej uzasadnienia w sytuacji psa. Mam być ta zła... byłam już raz, mogę być następny!Woda na młyn Cz. , ale to mnie zupełnie nie interesuje! Oby tylko pozostałe psy szczęśliwie udało się z tego miejsca zabrać w bezpieczniejsze warunki niż mają teraz!I mam nadzieję, że tak jutro się stanie! Edited February 28, 2012 by zuzlikowa Quote
lika1771 Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 Co bedzie z Campari u Cz nie miala szans na paluchu tymbardziej..... Ona nie moze tak skonczyc Quote
ocelot Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 Tzn. Campari została poświęcona dla dobra sprawy, bo jakoś to teraz tak wygląda? Quote
Astaroth Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 dzięki fundacji bernardyn Campari wraca na Paluch, brawo, o to chodziło? Quote
gameta Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='Fundacja BERNARDYN']Nigdy więcej, gdy będziemy robili tego typu interwencję nie damy żadnej szansy na dogadanie się. Po tym, co narozrabialiście dzisiaj w imię miłości do psów bardzo żałuję, że nie wnioskowaliśmy jako organizacja o natychmiastowe przejęcie psów przez wójta gminy. To były Wasze psy i sądziłam, że będziecie potrafili stanąć na wysokości zadania i zadbać o nie. I załatwić to wszystko spokojnie, bez szumu medialnego i niczemu nie służącej zadymy. Dzisiejsze postępowanie cioteczek przerosło wszelkie oczekiwania i spowodowało cofnięcie nam zgody schroniska Na Paluchu na przejęcie opieki nad Campari. Pies wraca do schroniska, ponieważ dyrekcja nie jest w stanie przewidzieć co jeszcze przyjdzie Wam do głowy. Oczywiście w imię miłości do zwierząt. Kłamstwa, manipulacje, działanie za plecami, przekłamywanie informacji i wywoływanie skandalu. Komu to ma służyć? To była właściwie Wasza interwencja, mogliście pokierować nią jak chcieliście. Mieliście 7 dni i zaledwie kilkanaście psów. Istnieje podejrzenie, że psy zostały potajemnie wywiezione z terenu. To już nie są żarty. I doniesienie na policję nie będzie składane przez naszą organizację. My nie mamy tam swoich psów. Jestem zszokowana i jest mi przykro. Stanęłam za Wami wszystkimi i zapewniałam urzędników, że nie ma potrzeby działać radykalnie, że damy radę we własnym gronie rozwiązać nasze problemy. I jest mi wstyd. Nasza fundacja ma własne problemy i własne psy, którymi musimy się zająć. W tej chwili jedzie do nas bernardyn ze zmiażdżoną czaszką, bez oka, nogi wlecze za sobą, ma na całym ciele obtarcia do krwi. Odebraliśmy go interwencyjne godzinę temu, na podstawie zgłoszenia. Zostaliśmy wezwani , bo ludzie nie mogli już słuchać płaczu chorego psa, leżącego w bólu na podwórku. I temu psu, za którego prawnie odpowiadamy i którego dalsze życie leży w naszych rękach teraz poświęcimy swój czas. Nie będziemy zamiatali za Was i troszczyli się o Wasze psy. Mamy wystarczająco swoich własnych. Jutro oczywiście będę podczas kontroli, jednak nie mam żadnego wpływu na decyzje, jakie zapadną i już nic nie będę sugerować, ani obiecywać.[/QUOTE] Zadam to samo rpytanie tutaj: Czyją jest Campari, pod wzgędem prawa? Przecież żeby ją wyjąć z paluch potrzebna była adopcja, czy się mylę? Jeśli była adopcja, to KTO ją adoptował? Dlaczego ona ma wrócić na paluch a nie do prawnego opiekuna? Quote
Astaroth Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 wraca na Paluch bo opiekun czyli osoba która adoptowała Campari kim by nie była to już nie ważne złamała teoretycznie zasady umowy Quote
lika1771 Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='Astaroth']wraca na Paluch bo opiekun czyli osoba która adoptowała Campari kim by nie była to już nie ważne złamała teoretycznie zasady umowy[/QUOTE] Jezeli ma tam wrocic to prosze o Jej uspienie Quote
gameta Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='Astaroth']wraca na Paluch bo opiekun czyli osoba która adoptowała Campari kim by nie była to już nie ważne złamała teoretycznie zasady umowy[/QUOTE] ale może da się obalić tą teorię? Przecież opiekun prawny mógł wyjechać na kilka dni i z tego powodu przekazać psa pod opiekę innej osobie, w dobrej wierze i w celu zapewnienia dobrych warunków pod jego nieobecność... Przecież odebranie psa prawnemu właścicielowi to nie jest takie hop-siup, wiem, bo próbowałam odbierać. Więc nie może być to tylko "widzimisię". Do tego jest potrzebny nakaz prokuratorski. Quote
Astaroth Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 jasne tylko że Paluch czyta każdy nasz wpis i zna wątek Campari Quote
ocelot Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 Powolutku. jaka jest umowa adopcyjna na Paluchu? Bo ja czegoś nie rozumiem. Jeśli to jest mój pies to co ma schronisko do tego gdzie ja go trzymam? czy schronisko przeprowadza wizyty poadopcyjne? odbiera swoje psy z łańcuchów? Bo tak naprawdę w gorsze warunki niż w schronisku pies nie trafił. A może teraz największe krzykaczki na fb cos zrobią? Quote
gameta Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='Astaroth']jasne tylko że Paluch czyta każdy nasz wpis i zna wątek Campari[/QUOTE] ale na wątku nie ma nic złego, i nie chodzi o to co tu jest napisane, tylko o sytuację prawną, a ta nie jest zalezna od żadnego wątku na żadnym forum. Czy to stado organizacji, które się tu i w okolicach przewija może rozwinąć temat? Quote
Ania+Milva i Ulver Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='lika1771']Jezeli ma tam wrocic to prosze o Jej uspienie[/QUOTE] podpisuję się pod tymi słowami to jakiś koszmar:( Quote
ocelot Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='Ania+Milva i Ulver']podpisuję się pod tymi słowami to jakiś koszmar:([/QUOTE] Przecież nie uśpią, bo to miłośnicy zwierząt. tak zwani. Quote
Ania+Milva i Ulver Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 wiem...widziałam w jakim stanie wychodzą stamtąd staruszki...teraz chyba powinnam powiedzieć wychodziły to gorsze niż morbital, powolna śmierć w samotności w warunkach kazdy wie jakich... Quote
ewa36 Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='ocelot']Powolutku. jaka jest umowa adopcyjna na Paluchu? Bo ja czegoś nie rozumiem. Jeśli to jest mój pies to co ma schronisko do tego gdzie ja go trzymam? czy schronisko przeprowadza wizyty poadopcyjne? odbiera swoje psy z łańcuchów? Bo tak naprawdę w gorsze warunki niż w schronisku pies nie trafił. A może teraz największe krzykaczki na fb cos zrobią?[/QUOTE] O własnie. Bo ta kwestia wymagałaby nawet nagłośnienia. Quote
wilczy zew Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='ocelot']każdy kto bywa w schronisku, wie jaki dramat przeżywa pies, który tam wraca. A już wycofany jest to tragedia. bardziej humanitarne byłoby uśpienie campari. możecie mnie spalić na stosie za to co napisałam. Ale zdania nie zmienię. Widziałam niejeden powrot z adopcji psa, widziałam tragedie tego psa, widziałam oczy i widziałam jak przestawał podchodzić do krat i podawać łapę. nadzieja umiera ostatnia. pies który wrócił do schroniska nie ma już nawet jej. Nie byłam na Paluchu, znam tylko moje schronisko. I to mi wystarcza.[/QUOTE] w pełni się zgadzam,pracowałam w schronie Quote
Cantadorra Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='ewa36']O własnie. Bo ta kwestia wymagałaby nawet nagłośnienia.[/QUOTE] Zgadzam się w pełni! Proszę o nagłośnienie, szczególnie proszę panie, które wszystko transparentnie wszystko ogłaszają na FB. Czy Campari jest w tym nieważna? Czy hasło "robię to dla dobra psów" w tym wypadku nie działa? Quote
bumel Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='zuzlikowa']Mam być ta zła... byłam już raz, mogę być następny!Woda na młyn Cz. , ale to mnie zupełnie nie interesuje! Nie zdzierżyłam. Czy dociera do ciebie, czy w ogóle ogarniasz, że to nie o ciebie chodzi na tym wątku? Tylko o Campari i o setki innych starszych, trudnych i przerażonych schroniskiem psów, którym morisowa już nie będzie miała możliwości w jakikolwiek sposób pomóc? Nie chcesz czy nie umiesz wyczytać z pierwszego postu tego wątku ile ta sunia znaczyła dla morisowej? To były pytania retoryczne. Oszczędź odp. [quote name='zuzlikowa']Oby tylko pozostałe psy szczęśliwie udało się z tego miejsca zabrać w bezpieczniejsze warunki niż mają teraz!I mam nadzieję, że tak jutro się stanie! Oczywiście, pozostałe uratujmy, a Campari, no cóż... niech wraca do schroniska. „Gratuluję” dobrego samopoczucia. Quote
malizna78 Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='bumel']Nie zdzierżyłam. Czy dociera do ciebie, czy w ogóle ogarniasz, że to nie o ciebie chodzi na tym wątku? Tylko o Campari i o setki innych starszych, trudnych i przerażonych schroniskiem psów, którym morisowa już nie będzie miała możliwości w jakikolwiek sposób pomóc? Nie chcesz czy nie umiesz wyczytać z pierwszego postu tego wątku ile ta sunia znaczyła dla morisowej? To były pytania retoryczne. Oszczędź odp. No bez przesady Morisowa straciła prace jak słyszałam ale wolontariuszem może być chyba i nadal moze przychodzić i pomagac tym, ktore tak ukochala Opanujcie się Jeszcze dziś Findacja bernardyn miała zgodę na przejęcie Capmpari i naszykowane miejsce Niestety po zadymie od wczoraj po dzisiejszym podejrzeniu, cyt: Istnieje podejrzenie, że psy zostały potajemnie wywiezione z terenu. To już nie są żarty. I doniesienie na policję nie będzie składane przez naszą organizację. My nie mamy tam swoich psów. Jestem zszokowana i jest mi przykro. Stanęłam za Wami wszystkimi i zapewniałam urzędników, że nie ma potrzeby działać radykalnie, że damy radę we własnym gronie rozwiązać nasze problemy. I jest mi wstyd. Paluch musiał cofnąc decyzje, bo nie wiadomo, co tam sie w ogole dzieje i co zastana jutro!I to nie jest wina Fundacji Mogło być wszystko załatwione. 8 psom się udało Dziś są bezpieczne, mają cieplo, sucho, syto jeden ma już swoj wlasny dom! Pozostałym też mogło sie udac ale opór opiekunek i histeria, kiedy oczywistym bylo ze psy powinny być zabrane spowodowaly to, co ma miejsce. Quote
Delph Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 [quote name='zuzlikowa']Cóz, rzeczywiście tak myslałam i rzeczywiście dlatego nie byłam w stanie zrozumiec działań wolontariuszki "ratującej" psa i oddającej jej do Cz. i pozwalającej jej tam nie tylko zamarzać, ale nadal skazującej ją na te same warunki i na tę samą "opiekę". Rzeczywiście niespodzianka. Nie zmieniła ona jednak ani o jotę treści pytań kierowanych do morisowej i APSY. Delf, a na jakiej podstawie przypuszczasz,że kierowały mną jakiekolwiek inne motywy niż te które podałam? Wyrwać?[/QUOTE] Zrozum proszę, że zawiezienie tam Campari to jedno (weź pod uwagę, że wtedy nikt nie uważał tego miejsca za złe, sama jak piszesz zawiozłaś tam psa), a drugie to obecna sprawa z odbieraniem - dwie niezależne sytuacje. Umieszczono Campari w miejscu, w którym ten konkretny pies (dziki, sztywny ze strachu i niechodzący, na granicy śmierci) wstał, odżył i zaczął spacerować. Widziałam sunię przed przyjazdem do Czarodziejki, zastanawiałam się czy w ogóle przeżyje podróż, była sztywna i bezwładna. Dlatego teraz bały się ją znowu przenosić, jej stan psychiczny, zdrowotny, to że nie nadaje się do kojca czy mieszkania - wszystko powoduje, że przeniesienie może kosztować ją życie. Ponadto (i chyba najważniejsze) w wyniku takich procedur może trafić do schroniska, co najwyraźniej się stanie. Nie chodzi o to, że dziewczyny chciały ją "dalej skazywać na te warunki", tylko o to, że nie chciały śmierci psa w wyniku przeniesienia gdzieś indziej. Do tego dziewczyny dostały informację od Fundacji, że suni nic nie grozi i jest w dobrym stanie. Że wystarczy zorganizować dla niej budę. Chciały ją zabierać, ale po tej informacji zrezygnowały. To jest ich decyzja, słuszna czy nie. Jakoś jak Fundacja napisała, że Campari może zostać nie bulwersowało Cię to, a jak opiekunki Campari podjęły taką decyzję to już jest powód do oszczerstw? Później wszystko potoczyło się lawinowo, Fundacja zmieniła stanowisko na "zabierać". I nie dano dziewczynom czasu na decyzję. Nie wiem, czy zdawałaś sobie z tego sprawę, czy przeoczyłaś tak jak "status" morisowej. Gdyby nie powyższe kwestie dziewczyny pewnie by się nie sprzeciwiały przenosinom. Nie mam pojęcia jakie motywy Tobą kierowały, nie siedzę w Twojej głowie, mam nadzieję, że chciałaś dobrze. Wyszło jak wyszło. Ale nie wierzę, że pisząc oszczerstwa i cytując groźby pod adresem morisowej nie zdawałaś sobie sprawy z możliwych konsekwencji. Dla morisowej, dla Campari i psów z Palucha. P.S."Wyrwać" to może niefortunny skrót myślowy - chodzi o błyskawiczną akcję nie dającą nikomu czasu do namysłu i podjęcia decyzji, groźby, obrażanie i pochopna ocena sytuacji, mimo iż życie psa nie jest zagrożone i był czas na kontakt i rozmowę. W efekcie poszkodowana jest morisowa, Campari i kilkaset innych psów. Quote
APSA Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 (edited) Przepraszam za milczenie. W weekend odebrałam anonimowy telefon z pogróżkami (prawdopodobnie od osoby podejrzanej o donos na Paluch) i nie byłam w stanie opanować nerwów. Przepraszam, że nie odpowiem na wszystko, teraz dopiero nadrabiam zaległości z czytaniem i nie dam rady przebrnąć przez wszystkie szczegóły. Ponieważ jestem silnie kojarzona z tą sprawą i mam kontakt z Morisową , postaram się wyjaśnić najważniejsze kwestie. Po pierwsze, osobą decyzyjną w sprawie Campari była Morisowa. Ewa Jarosławska pisząca pod nickiem Fundacja BERNARDYN była z nią w kontakcie telefonicznym. Z rozmowy z Ewą Jarosławską wynikało w skrócie, że nie ma potrzeby zabierania Campari i że jeśli zapewni się jej odpowiednią ocieplaną budę, to warunki będą wystarczające. To samo napisała tutaj: [quote name='Fundacja BERNARDYN'] Ilość psów prywatnych 8 szt. Warunkowo może zostać Campari, jeśli natychmiast (do kolejnej kontroli) zostaną dla niej stworzone właściwe warunki (m.in musi dojść ósma buda, ocieplana, dostosowana dla psa). Campari zostanie natychmiast odebrana podczas kontroli, jeśli warunki zostaną uznane za niewystarczające. Ewa Jarosławska/Fundacja BERNARDYN w rozmowie telefonicznej z Morisową nie proponowała zabrania Campari do siebie. Nie zaproponowała tego również na tym wątku, mimo, że już się tu wypowiadała. Zaproponowała to tylko na wątku ogólnym DT Czarodziejki. O propozycji dowiedziałyśmy się za pośrednictwem osób trzecich kopiujących tu tę wypowiedź. Zuzlikowa pytała, co ja bym chciała dla Campari. Odpowiadam: chciałabym, żeby Czarodziejka zastosowała się do wszystkich zaleceń i zapewniła odpowiednie warunki, żeby sunia mogła u niej zostać. W końcu Fundacja BERNARDYN w pierwszym sprawozdaniu z wizji lokalnej zapewniała, że przypilnuje, aby należycie przystosować pomieszczenia i zapewni przebywającym tam psom pomoc w razie, gdyby ich stan zdrowia znacząco się pogorszył. Nie doczytałam, żeby się z tego oświadczenia wycofała, a więc dlaczego Campari miałaby nie skorzystać z nadzoru Fundacji pozostając jednocześnie w znanym sobie miejscu? Szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że część psów już wyjechała, czyli Czarodziejka mogłaby poświęcić więcej czasu tym, które zostały. Nadal uważam, że podwórko (z odpowiednim schronieniem) to akceptowalne warunki dla starego dzikusa nie rokującego na socjalizację i adopcję, nie nadającego się do warunków domowych. Czy jeżeli wyadoptowujemy młodego i zdrowego psa do kojca / do pilnowania posesji, to czy wymagamy i pilnujemy, żeby dziesięć lat później ten pies miał zagwarantowany wstęp do domu? Wracając do Campari. Po uzgodnieniu Morisowej z Fundacją BERNARDYDN, że Campari może pozostać u Czarodziejki pod warunkiem m.in. zapewnienia jej budy - buda została zapewniona. Mimo tego Fundacja zaczęła sugerować, że psa należy odebrać. A ja odebrałam wyżej wymieniony anonimowy telefon z groźbami (stacjonarny nr warszawski). Odnośnie obaw osoby cytowanej z facebooka, iż Campari przebywała u Czarodziejki 'nielegalnie' - wszystko odbyło się zgodnie z ustaleniami umowy o adopcję tymczasową. Morisowa powiadomiła schronisko, że pies nie będzie przebywał u niej w domu. W umowie nie zostało wskazane miejsce czasowego przebywania zwierzęcia. Jednocześnie pies nie wyszedł spod opieki Morisowej, która była w stałym kontakcie z Czarodziejką oraz m.in. zapewniała psy leki i suplementy. Żadne z postanowień umowy adopcji tymczasowej nie zostało złamane. Mimo to dyrekcja schroniska zmusiła Morisową do podpisania wypowiedzenia tej umowy. Zuzlikowa cytowała kogoś: Campari tak jak i inne psyadoptowane(na stale czy czasowo) ze schronisk sa wlasnoscia schronisk,Z tego wynika, że pies nigdy nie jest mój. A psy zabrane ze schroniska przez np. Fundację Bernardyn nie są jej własnością, tylko nadal schroniska. To bez sensu. Być może zależy to od formy umowy adopcyjnej, ale podpisywane przeze mnie umowy stwierdzały jasno przekazane mi zwierzęcia na własność. Wedle dostępnej mi wiedzy, po rozwiązaniu umowy adopcji tymczasowej suka na powrót staje się podopieczną schroniska i ma do niego wrócić. ____________________________________ Czytam [quote name='Fundacja BERNARDYN']Po tym, co narozrabialiście dzisiaj w imię miłości do psów bardzo żałuję, że nie wnioskowaliśmy jako organizacja o natychmiastowe przejęcie psów przez wójta gminy. To były Wasze psy i sądziłam, że będziecie potrafili stanąć na wysokości zadania i zadbać o nie. Dlaczego więc w rozmowie telefonicznej na bezpośrednie pytanie, czy Campari może zostać u Czarodziejki, Fundacja nie powiedziała, że NIE, że należy ją odebrać? Błędem Morisowej okazuje się zaufanie wyrażonej przez telefon opinii pani Ewy Jarosławskiej, że pies NIE wymaga zabrania. Kierowca był gotowy, czekał na sygnał. Został odwołany po tej rozmowie. Awaryjne miejsce też było uzgodnione. EDIT: Awaryjne, nie znaczy dobre. Uzgodniane, ponieważ Fundacja BERNARDYN groziła, że psy mogą w każdej chwili trafić do Wojtyszek. /EDIT Bardzo żałuję, że rozmowa ta nie została nagrana. _______________________________ [quote name='malibo57']Nie przypominam sobie, aby kiedykolwiek postawiono nas przed wyborem: ratunek dla tych psów=strata dla innych. Was (czyli kogo?) nie. Dla nas - wolontariuszy, każda decyzja o zabraniu jednego psa, jest jednocześnie odmówieniem szansy dla kilku innych, z których część może nie dożyć swojej kolejki. W geriatrium na jednego adoptowanego (do ds/ds czy do fundacji) psa przypadają trzy, które umrą w schronisku. Brutalne prawa statystyki. Od półtora roku żyję ze świadomością, że jeśli wytypuję jednego staruszka do zabrania, to będę opłakiwać trzy inne, którym nie dam rady pomóc. Dlatego nie szukam im "raju na ziemi" (i określenie "raj" odnośnie tego miejsca uważam za mocno nieodpowiednie) i wszystkiego, co najlepsze - nie znajdę idealnych warunków dla tych ponad dziewięćdziesięciu psów, które są w tym momencie w geriatrium. ________________________________ ________________________________ ________________________________ Jeśli chodzi o decyzje dyrekcji schroniska... :angryy: :angryy: :angryy: Edited March 8, 2012 by Pianka Quote
Cantadorra Posted February 28, 2012 Posted February 28, 2012 Dziękuję Apsa za wyjaśnienia. Uważam, że sprawa nadaje się do nagłośnienia. Nawet w gazetach, a nie na FB, gdzie full info jest wyssanych z palca. Informacje przedstawione rzekomo przez Fundację B. (nie wiem, czy dokładnie przez Fund. czy ktoś to skonfabulował) o stanowisku PIW były zwyczajnie nieprawdziwe. Skonfrontowałam to z PIW-em oraz z przepisami prawnymi, których PIW musi przestrzegać. Czy powrót Campari do schronu ma być udowodnieniem, kto ma władzę? Czy czego? Bo nie rozumiem. Quote
Recommended Posts
Join the conversation
You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.