Ovciu, jesteś odważniejsza niż Gusiak i ciotka Mattilu, no ale przy Twoim metabolizmie wchodzenie na wagę nie jest żadnym stresem :) Musicie znowu razem pobiegać na Kole, Hopka i Ty. A Pola będzie spokojnie siedziała i Was obserwowała ;)
Nooo, już chciałam napisać, że boję się tej kontroli, ale...jednak nie! :)
A i chciałam napisać, że przedwczoraj Hopka wystąpiła w roli lekarstwa. Pojechałyśmy z Zosią na jej zajęcia gimnastyczne i nagle, po paru minutach ćwiczeń (a wcześniej Zosik czuł się świetnie i podwieczorek zjadł godzinę wcześniej) nagle dziecko przyszło z płaczem, że boli ją brzuch. Masowałyśmy, odpoczywałyśmy, a ból brzucha był coraz większy. Zapakowałam więc Zosię do samochodu i zastanawiając się czy to wyrostek robaczkowy i czy już mam jechać do szpitala zawiozłam ją do domu. Stąd zadzwoniłam do TZa, który jak zwykle w takich chwilach jest daleko, a on przekonał mnie, żeby jeszcze pół godziny poczekać. Zosik zapłakany został ułożony na kanapie pod kocykiem a na kocyku przy brzuszku Zosi położyła się Hopcia. Do tego herbatka miętowa. I bajka. Żeby odwrócić myśli. Zajęłam się czymś innym i czekamy. I faktycznie, po 30 minutach ból zmniejszył się a po dalszych 30 ustał zupełnie. Nie ma to jak okład z psa!