Jump to content
Dogomania

mari23

Members
  • Posts

    20426
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    60

Everything posted by mari23

  1. Kasiu, jak Niunia się sprawuje ? Mam nadzieję, że nie sprawia więcej problemów, że był to jednorazowy incydent spowodowany jakimś przypadkowym impulsem. I jaki jest stan pogryzionej Różyczki?
  2. U Gajusi coraz lepiej Nie tylko cieszy się na mój widok ale też wychodzi ze swojego kojca na większy wybieg, gdzie wychodzą pieski prosto z domu. Inkę i inne psiaki ignoruje, spojrzy, powącha i rozgląda się wokół. Po chwili wraca "do siebie", tam się chyba czuje bezpiecznie. Zdrowotnie też ok, kaszle sporadycznie, nie rzęzi, choć kiedy jest bardzo blisko mnie, słyszę jej oddech taki lekko chrapliwy. Bieduś też dobrze, wyniki trzustkowe mu się poprawiły po karmie LOW FAT, za to parametry nerkowe trochę podwyższone. No i wózeczek zamówiony, Bieduś jeszcze nie wie, ale ja już nie mogę się doczekać I dwie ważne sprawy: Pilnie ( na prośbę właścicieli) szukam domów dla rasowych (jedno i drugie z rodowodem, zapewne pseudo) 1. suczka westie 1,5 roczna 2. niebieskooki owczarek australijski blue merle 6-letni
  3. mnie też trafił do serca... smutno patrzy, choć paniki nie widać. Jak Gaja i Niunia - głaskanie i kontakt z człowiekiem ok, a o spacerze na smyczy mowy nie ma... i nie o sam spacer chodzi, a o choćby najzwyklejsze szczepienie u weta... one wszystkie potrzebują czasu i spokoju, stałego, cierpliwego "oswajania". ....a ja powinnam mieć zakaz zaglądania na ten wątek....
  4. Oj, to prawda, taka wetka to skarb i rzadkość. I też mam nadzieję, że oprócz leków ta odmiana życia pomoże Gajusi. Dzisiaj przy karmieniu Gaja podeszła do mnie bardzo blisko i obwąchała moją twarz ( ręce już dobrze zna). Już cieszy się, jak do niej idę, macha tym swoim zakrzywionym ogonkiem i przebiera przednimi łapkami. Podchodzi do mnie sama, choć jeszcze ostrożnie. Przy "pogaduchach" zawsze delikatnie poprawiam, przesuwam obrożę, na razie nie próbuję niczego więcej, nie chciałabym, żeby się cofnęła, mamy dużo czasu A we wtorek wielki dzień dla Biedusia - przymierzać będziemy wózeczek, który nie tyle do pomocy w chodzeniu, co w utrzymaniu równowagi jest potrzebny. Nie wiem, jak to będzie funkcjonowało, bo Biedunio ma ataksję i przy zbyt szybkim chodzeniu będzie upadał do przodu, na pysiolek. Teraz też tak upada, ale bardziej na bok się przewraca, może kółka po bokach podtrzymają go trochę.
  5. Na zdjęciach widać, że ma te łapki jakoś krzywo postawione, wyglądają na chore, choć może po prostu akurat tylko tak stanęła. A "problem z chodzeniem" zapewne wynikał ze strachu, kuliła się przecież, prawie czołgała kiedy próbowałyśmy ją z Asią "wyprowadzić na siku" podczas postoju u mnie. Siku było, owszem, ale po ogonku podkulonym, pod siebie, i nie tylko siku ze strachu ona bardzo się bała i na pewno w schronisku nie stawiała kroków tak, jak teraz. Niunia zapewne najlepiej, żeby była jedynaczką albo z drugim, dużym psem. Tylko, czy taki, a właściwie jakikolwiek dom się znajdzie dla może nie staruszki, ale jednak starszej suni...
  6. Moja poszła pocztą dopiero we wtorek. Do karmy Hypoallergenic dołożyłam Hepatic - jeśli nie Angeli, to może innej biedzie się przyda. U mnie trzustkowa i Renal teraz w użyciu.
  7. Tak, to prawda Moje serce już bardzo "dziurawe", pamięć pełna wspomnień.... Tu, na dogo wszystkie tak mamy...
  8. Kurier dostarczył ciężką, na wpół rozwaloną paczkę ale jedzonko całe, Gaja ma zapas. dziękuję! Gaja dostała antybiotyk i po kilku dniach jest lekka poprawa, mniej kaszle i rzęzi, choć na całkowite wyzdrowienie zapewne nie ma co liczyć. Oby tylko jeszcze trochę się poprawiło i "nic" w płucach nie rosło, to będzie naprawdę dobrze - to moja myśl, wetka jest oszczędna w ocenach. U Gajusi zaproponowała dłuższą antybiotykoterapię, potem rozważymy ewentualnie dalsze kroki. To starsza już sunia, z bardzo ciężkim, prawie 10-letnim etapem życia w schronisku. Moja wetka ma ogromne doświadczenie, mam do niej zaufanie - co do diagnostyki i leczenia zawsze jest ostrożna i proponuje to, co najbardziej konieczne, nie naciąga ani na niepotrzebne koszty, ani na zabiegi czy badania, które nic lub niewiele dadzą. A za bezdomne liczy tylko koszty leków i badań laboratoryjnych, za wizytę czy pobranie krwi - nie.
  9. ich tam naprawdę sporo zostało To nie takie proste.... ja też ciągle o tych biedakach z "dożywociem" myślę
  10. Dziękuję ! Niestety nie mam najlepszych wieści Gaja ma liczne zmiany w płucach i bardzo mocne rozszerzenie krtani/tchawicy, co powoduje ucisk na serce. Samo serce jest ok, kardiolog nie jest konieczny. Jeżeli chodzi o płuca - może to być "tylko" pozapalne, ale też może to być onkologiczne.
  11. Przytulam to bardzo długo i bardzo mocno boli, a pustka pozostanie już zawsze...
  12. Nieustająca inwigilacja i w dzień, i w nocy - zero prywatności Czas to w jego ( i nie tylko jego) przypadku najlepszy "lekarz". Ja tam na jednym ze zdjęć dopatrzyłam się nawet uśmiechu Maurysia...a ja cały czas się uśmiecham do tego wątku, do Was, kochane autorki Maurysiowej odmiany losu
  13. Pięknych chwil i dobra na każdy dzień Kiedy mój "wewnętrzny akumulator" słabnie, przychodzę tutaj, by go naładować i uśmiech wraca...
  14. Ja też jestem na emeryturze ale tu wszyscy wiedza, że PITy robię gratis, więc przynoszą Ostatnio coraz więcej osób przynosi też karteczki z KRS dla chorych dzieci. W ubiegłych latach więcej mogłam wpisać na ZEA, bo mawiali: " weź sobie na zwierzaki". Teraz najczęściej przynoszą nr KRS i są to często ich znajomi lub dzieci znajomych. Ale jesli tylko jest okazja - wpisuję ZEA
  15. Bardzo, bardzo dziękuję za pomoc, za bazarek. który pomoże Niuni na starcie Oby kolejne koszty to był już tylko pobyt.
  16. Patrząc na zdjęcia próbowałam policzyć..... wyszło mi....mnóstwo łez... Raz jeszcze dziękuję za ten bazarek to duża pomoc na start dla Niuni.
  17. Ja jak zwykle "trochę" Pit-ów rozliczam i jeśli nikt nie przynosi karteczki z KRS, to wpisuję oczywiście ZEA
  18. Oczywiście masz rację, głaskanie to powinna być radość dla obu stron, nie przymus - zawsze tak to traktuję i nigdy nie zmuszam tych, które nie lubią. Są pieski, od których "opędzić się nie można", a są takie, którym na tym nie zależy, albo wręcz nie lubią - trzeba to uszanować jak najbardziej. Ja mam tylko dwie ręce z chorymi stawami, a ich jest dużo, więc o nadmiarze mowy być nie może (dla niektórych zwłaszcza ;)). Ale w przypadku takich przerażonych, skrzywdzonych istot, jak Bezik czy Gaja ten krótki, ale codzienny, systematyczny dotyk (nie jest to głaskanie w pełnym znaczeniu tego słowa) jest konieczny, żeby w razie potrzeby można było zapiąć smycz i zabrać psa do weterynarza. Gaja w maju (mam nadzieję, że się uda) powinna już bez Sedalinu, bez paniki i przymusu odwiedzić kardiologa i temu właśnie służy to moje "głaskanie". Jeśli Gaja robi lekki unik - nie zmuszam jej do dotyku, to ma jej się tylko dobrze kojarzyć. Nigdy nie chciałabym zabierać jej do weta w sposób, w jaki była zabierana ze schroniska, to była straszna trauma i dla ludzi, i dla biednej Gaji
  19. Gaja suchej nie chce, ma jeszcze tą, z którą tu przyjechała i na pewno na długo jej wystarczy. Ale mokrą - Dolinę Noteci (te duże saszetki) bardzo lubi. I co najważniejsze - może nie bardzo lubi, ale "toleruje" - daje się dotykać i lekko głaskać (bok głowy, szyja, prawie do łopatki, na odległość wyciągniętej ręki, ale nie odskakuje, a ja stopniowo skracam dystans. Po takiej dłuższej chwili Gaja robi lekki krok w tył...i patrzy na mnie i na miskę oczywiście "nagroda" trafia do miseczki Wg książeczki była odrobaczana, ale chyba trzeba coś skuteczniejszego zastosować. W poniedziałek jestem umówiona u wetki na wizytę w sprawach Gaji, żeby na spokojnie był czas przeanalizować i omówić wszystko.
  20. Są wreszcie wyniki, a rtg wetka musi jeszcze skonsultować, niezbyt dobrej jakości są zdjęcia, Gaja się broniła energicznie Krwi trochę mało, bo w pewnym momencie po prostu przestała lecieć, jakby zakrzepła w igle... wetka nie chciała jej drugi raz kłuć. Być może to efekt Sedalinu - bardzo słabo krew kapała już od wkłucia.
×
×
  • Create New...