Oj, wokół nas to lepiej, żeby nikt jej nie chciał... Po akcjach z Krecikiem, Nitką, Lupusem wiem, że choć domów wokół dużo, bo Ludzi jak na lekarstwo :( A jeśli już są, to zapsieni po kokardki...
Ja też już wreszcie jutro kończę 4-tygodniową rehabilitację. Jestem tak naelektryzowana, że włosy mi stoją na baczność i strzelam, czego się nie dotknę :)
Wywiadówki... jeszcze pamiętam, ale wcale za nimi nie tęsknię ;) Szczęśliwego powrotu na domowy mymłon :)
Mam koleżankę, która jest mistrzynią ciętej riposty na poczekaniu. Jak ja jej zazdroszczę!!!! ;)
A Tomek wzbudzający zainteresowanie płci zwanej piękną, no, no!!! :)
Ona jest szczęśliwa, jeśli może wychodzić co chwilę, to fakt. Zanim do nas trafiła też mieszkała w domu z ogrodem... Ale to okropnie zawęża możliwości :( A tylko na dwór nie dałabym jej w żadnym wypadku!!!
O, do Kraksy jej na szczęście troszkę brakuje!!!! Poza tym Kra to jest kosmitka - bez dwóch zdań ;)
Ale fakt - "zajeździć" Alutkę to rzecz absolutnie niemożliwa! Czasami mam wrażenie, że ona się kładzie i śpi tylko i wyłącznie z nudów... Bo wszystkie inne śpią, a my czuwamy, żeby nie mogła niczego zmalować :)
Takie rozmasowywanie twardych jak kamień mięśni nie jest przyjemne - wiem coś o tym, od 4 tygodni "walczę" z rehabilitantami. No, ale mi rozumek podpowiada, że co tam łzy i jęki - muszą na siłę rozbić te przykurcze, żeby mogło być lepiej...
Obstawiam, że przy dużej liczbie psiopozytywnie nastawionych Ciotek i Wujków, a do tego pyszności wszelakich zwiezionych za daleko nie polecą i wcale nie będziemy ich mieć z głowy! ;) :)