-
Posts
44210 -
Joined
-
Last visited
-
Days Won
13
Content Type
Profiles
Forums
Events
Everything posted by Nutusia
-
Przecudo! I widzę, że smycz nie taka straszna jak ją malowali ;)
-
Widocznie w poprzednim życiu porządnie nagrzeszyłam (może byłam jakimś padalcem, który skrzywdził psa) i teraz muszę... odpokutować! ;) Pokrywka na klamce wystarczyła??!? Kochana, nasza poprzednia boksia w 10 minut opracowała metodę otwierania drzwi z... gałki!!! Takiej przekręcanej, na mocnej sprężynie! Przez długi czas mieliśmy dom bez klamek :) Wyjmowaliśmy je i zatrzaskiwaliśmy drzwi przed wyjściem z domu. Drzwiczki w kuchni i w regale w pokoju miały gałki, które związywaliśmy sznurkiem. Ale co to za problem? Nutusia... odgryzała gałkę, sznurek spadał i szafka stawała otworem! Wyciągała całą jej zawartość, przynosiła do pokoju na dywan, rozszarpywała w drobiazgi, po czym zawijała dywan tak, żebyśmy po powrocie do domu nie zauważyli od razu co zmalowała. I tak mieszała nam np. mąkę z solą, budyniem i kawą (w ziarenkach). A ja siedziałam potem jako ten Kopciuszek i wyciągałam ziarenka, płukałam, suszyłam, bo w 87 roku kawa była przecież nie do zdobycia... Regularnie rozszarpywała nam narożnik, więc upychałam posiekaną gąbkę z powrotem, łatałam szyjąc na okrętkę i spaliśmy na takich "górach i dolinach". Raz ogołociła drzwi wejściowe z wyciszenia tak skutecznie, że nie mogliśmy wejść do domu! Bardzo skutecznie odbierała także telefon - podnosiła słuchawkę i kładła obok aparatu. Demolanctwo trwało prawie 3 lata. Do momentu narodzin naszego Tomcia... Tak więc, jak to mówią... był czas przywyknąć ;) M.in. dlatego nie zdecydowaliśmy się na kolejnego boksera po śmierci Nutki. I czas jakiś żyliśmy jak ludzie. Aż do czasu, gdy po śmierci ONkowej tymczasowiczki Tosi, gdy zaczęłam się rozglądać za kandydatką, Sławek powiedział: "mówiłaś, że następna będzie boksia". No to jest i... mamy co chcieliśmy! Że też pozostałe 3 boksie, które mieliśmy na tymczasie były i są grzecznymi panienkami, którym demolka jest całkiem obca! No, ale one są jedynaczkami. Myślę, że już w tej chwili, kiedy Lili ma 6 lat, gdyby była sama, myślę, nie siałaby aż takiego spustoszenia. Może kiedyś zaczniemy żyć jak ludzie - będziemy mieli pluszowe, czyste kanapy, biały dywan i żadnych kłaków na talerzu. Może... ;)
-
Dolciu, nie szwankuj!!!!! Skóra Mimisi wygląda ładnie. Może miała tam jakieś strupki czy coś w tym rodzaju, które odpadły wraz z sierścią i teraz nowa rośnie. Ale sprawdzić nie zawadzi :)
-
Z wczoraj fotorelacji nie będzie, bo zanim bym wyjęła aparat i zrobiła zdjęcia, chyba bym padła trupem od... smrodu! Cały salon i pół kuchni pływało w kałużach i kupach, z czego większość była niewielkimi plackami oznaczającymi biegunkę :( Pootwierałam wszystkie okna i drzwi, sprzątnęłam pole minowe i zmyłam podłogę wodą z chlorem, po czym wyszłam z domu na godzinę, bo wtedy to dopiero był... smród! ;) Kreska na głodówce, nad ranem jeszcze puściła pawia pod drzwiami do sypialni (łaskawie na gołe deski, a nie na łóżko czy chodnik). Zostały dziś na zewnątrz. Ciekawe czy choć kawałek płotka od posianej trawy przetrwa te 10 godzin...
-
Słuszna racja, jak mawiał mój kolega :) Domki z dziećmi są OK, pod warunkiem, że rodzice są OK. Wtedy nawet dog niemiecki nie musi być straszny. Mój Tomek się urodził, gdy w domu była już bokserka. Nie jeden raz pacnął przez nią na podłogę, ale jakoś się nie... potłukł ;) W przypadku Rudzika, Marysia ma pogląd na temat jego zachowania w stosunku do jej małej Siostrzyczki i wiadomo z jakimi dziećmi Rudek zawarłby sztamę, a z jakimi niekoniecznie.
-
Wiele piesków lubi wszelkiego rodzaju "budki". Moje w domu preferują kanapy, ale na dworze budę uwielbiają i pchają się do niej wszystkie na raz, z wyjątkiem Lesia ;)
-
Koty w potrzebie, które stanęły na mojej drodze...
Nutusia replied to Ferox's topic in Kotki już w nowych domach
Nadrabiam swoje gapiostwo i niedoinformowanie! Kciuki trzymam mocnoooooo! Może warto założyć wątek również na miau?... -
Tabaka SPARALIŻOWANA!!! POMÓŻCIE jej stanąć na łapy!
Nutusia replied to Ayam1980's topic in Już w nowym domu
Jaka zadowolona długaśnica! Po sterylce trzeba bardzo uważać na wagę, bo przy tej długości nadwaga to zabójstwo dla kręgosłupa! Jeśli mogę zgłosić zastrzeżenia, to przy następnej sesji proszę nastroszyć i bardziej wyeksponować grzyweczkę :) -
Tymczasy wcale nie tymczasowe czyli gromadka psiaków szuka domków
Nutusia replied to mari23's topic in Psy do adopcji
O matko, a skąd to zapalenie krwotoczne? Nasza Tosia miała to po nieodpowiedzialnym podaniu końskiej dawki leku najpierw na nużycę, a potem na kręgosłup. Maluchy słodkie, ale już mamy jako jadłodajni nie potrzebują, bo tylko jej brzusio poturbują... -
O kurczątko, faktycznie pies potrafi pić z bólu! Że też na to nie wpadłam :( Biedna Luncia... Dobrze, że lek zadziałał i oby działał jak najdłużej, bo też różnie z tym bywa. Wiguś trzyma linię - lepsze w sumie to niż otyłość dla dziadeczka. Byle to nie było chorobowe, oczywiście. Starość jest do chrzanu pod każdym względem :( Trzymajcie się zdrowo i dzielnie - WSZYSCY!
-
Dobrze, że jest wyjście awaryjne. I to całkiem fajowe ;) Oczywiście dla Aresa, bo dla zdobywających środki na jego utrzymanie, tak nie do końca...
-
Pojarmarkowa Lerka zamieszkała razem z Bliss i z nami.
Nutusia replied to konfirm31's topic in Już w nowym domu
To zupełnie tak jak nam w Twoim owczym przypadku :) -
Rudzik – miodzio pies! Rudek to ok. 1,5 roczny psiak o miodowym umaszczeniu i oczach oraz przesłodkim jak miód charakterze. Ufny, łagodny, towarzyski, wesoły, skory do zabawy i bardzo przyjacielski w stosunku do ludzi, innych psów oraz kotów. Kilkumiesięczna bezdomność bardzo go zahartowała, nauczyła samodzielności i radzenia sobie w różnych sytuacjach. W domu tymczasowym Rudzik poznał psie maniery – ładnie chodzi na smyczy, grzecznie zostaje sam w domu, nie sprawia problemów w podróży samochodem. Piesek jest zdrowy, zaszczepiony, zaczipowany i wykastrowany, posiada książeczkę zdrowia. Rudek jest nieduży (waży ok. 12 kg, sięga do pół łydki). Taki z niego nieco przerośnięty jamnik albo niewyrośnięty basset – egzemplarz jedyny w swoim rodzaju! Pluszowy miś o miękkiej i jedwabistej króciutkiej sierści, z niebanalnymi, żyjącymi własnym życiem uszkami. Nie ma nic lepszego niż lojalność i miłość, którą bezwarunkowo otrzymujemy od swojego psa. Przekonaj się o tym, adoptując Rudzielca, a dajemy 100% gwarancję, że psiej lojalności i miłości ci nie zabraknie! Warunkiem adopcji jest zgoda na wizytę przedadopcyjną oraz podpisanie umowy adopcyjnej. Kontakt:
-
Słusznie i naukowo - nie rzuca się słów na wiatr, a jeśli już, wypada jednak choć powiedzieć, że sprawa nieaktualna i podziękować za wysiłek!
-
Nasz onkochart Oscar też nigdy niczego nie zniszczył. Ogród również oszczędzali z Lesiem bardzo - wydeptany do imentu był tylko pas przy samym płocie, za którym rezydował największy Oskarowy wróg - Max. Z tymczasowiczek nieznośna była Dumka (kiedyś 2 pary klapek straciłam jednego poranka!), ale wszelkie granice przekroczyła Alutka ze swoim słynnym numerem w postaci odkręcenia gazu! Lili - wiadomo, jak to bokser - wiedzieliśmy na co się porywamy i m.in. dlatego u nas została, bo byłaby zwrócona z adopcji szybciej niż by się znalazła w nowym domu... Po poprzedniej boksi, Nutce, wiedzieliśmy z grubsza co nas czeka. Ale i tak Lili nie udało się przebić Nutusi i jej niewiarygodnego domolanctwa ;)
-
Jeśli mają za sobą przeszłość schroniskową, powinny wiedzieć jak przydatna może się okazać buda. Nasze wszystkie wiedzą i uwielbiają siedzieć w budzie (szczególnie Kreska, choć ona nigdy schroniskowa nie była - dzięki Amidze ;)). Tylko Lesio budą gardzi. Jak był młodszy, uwielbiał moknąć i siedzieć zadkiem w kałuży. Teraz docenia suchość i jak pada, chowa się na ganku :) Wycwanił się do tego stopnia, że gdy podjeżdżamy pod bramę, wcale się z tego ganku nie rusza i czeka z powitaniami aż podejdziemy pod drzwi ;)
-
Jak to mówią... "był czas przywyknąć" ;) Już nie pierwszy raz gościmy na tym wątku i bywały naprawdę o wiele cięższe przypadki... Moje psy są przyzwyczajone do bycia razem, do spania jedno na drugim, do wspólnych zabaw (które czasami się kończą demolką). Nie ma nas w domu ok. 10 godzin - jakoś nie wyobrażam sobie zamykania ich osobno na tak długi czas. Jak zaklatkować taki "zestaw"? ;) Na co dzień tak żyją - trudno by ich było teraz tego pozbawić... Poza tym, gdy jest ciepło, zostają w ogrodzie, gdzie mają zadaszony taras z kanapami i fotelami, z drugiej strony domu wielką budę, do której uwielbiają włazić i w tym ogrodzie też sieją spustoszenie. I żeby była jasność - ja się nie skarżę! ;) Jak mawia moja Przyjaciółka, która nie bardzo rozumie po co mi to wszystko - "chciałaś, to masz". Najprawdziwsza prawda, choć momentami rzeczywiście człowiekiem trzęsie :)
-
Zwątpię w kobiecość Pani Doktor, jeśli się Krzysiowi "oprze" ;) :)