Lala nadal nie lubi wyjścia z domu. Wczoraj po 12 w południe "wyjechała" na smyczy - trochę siknęła i koniec - powrót do domu. Około 15 sama chciała wyjść. Na szczęście był to moment ciszy i udało jej się zrobić kupę. Wieczorem, trochę na siłę, wyciągnęłam ją z domu na smyczy. Ale przez cały czas słychać było z oddali wystrzały. Raz zrobiła siusiu, rwała na smyczy do przodu jak diabli, ogon ciągnął się prawie po ziemi. Reszcie udało się w chwilach przerwy przynajmniej zrobić kupę i wracaliśmy do domu. Dziś już drugi raz, mimo namów, nie zdecydowała się na wyjście z domu. A chwilowo jest zupełnie cichutko. Może to się utrzyma?
Wczorajszy dzień był w miarę spokojny tylko do południa. Później, kiedy towarzystwo trochę odespało - zaczęła się powtórka z rozrywki. Niby to wszystko daleko, ale momentami to były kanonady.
A dziś - życzę wszystkim spokojnego dnia, niech wreszcie życie wróci do normalności.