Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 05/22/26 in all areas

  1. Warunki rzeczywiście niezbyt "eleganckie", ale Bartuś tam żyje od lat, zna swojego opiekuna, ufa mu, budę ma tam naprawdę ładną i troskliwą opiekę Dory1020. U kikou warunki i opieka o niebo lepsze - tak, najlepsze! Ale... Akurat kilka dni temu rozmawiałam z wetką o psie, który tu u nas ma dom u całkiem majętnych ludzi, a łazi bezpańsko, pani z kiosku przy cmentarzu go od lat dokarmia (w domu pewnie jakieś resztki tylko dostaje). Ostatnio zobaczyłam u niego dużą wygryzioną ranę i uszy ze świerzbem, zagotowało mnie.... uznałam, że czas wreszcie odebrać im tego psa, bo on u nich tylko w budzie śpi, nie dbają o niego, nawet szczepień nie ma. Z wyglądu bardzo podobny do Bartusia. I poszłam z tym do wetki, gotowa na natychmiastowe odebranie psa. Wetka zna psa i tych ludzi, to prawie jej sąsiedzi - powiedziała, że zabranie go teraz na starość to nie będzie dla niego polepszenie, on nie odnajdzie się w zamknięciu, będzie cierpiał, bo całe życie łaził....długo wymieniałyśmy "za" i "przeciw", ustaliłyśmy, że go odrobaczymy... i tylko tyle dla jego dobra. Już wtedy pomyślałam, że sytuacja podobna jak u Bartusia, tylko tu pies "pański", a nie bezpański. Dlaczego o tym piszę? Bo Bartuś już raz miał być zabrany i przyjechać do mnie na BDT. I wtedy kila osób, którym dobro tego psa leży na sercu ustaliło, że dla tego psa to nie będzie szczęśliwa zmiana, pomijając wielkie ryzyko ucieczki z nowego miejsca, musiałby długo być zamknięty w kojcu takim, z którego uciec się nie da. To nieufny pies, nawet do Dory, która go przecież od lat karmi nie podejdzie, tylko do swojego "pana". A pan chyba nie chce raczej psa się pozbyć, bo w dniu, kiedy Aśka7 miała po niego przyjechać pies w tajemniczy sposób "uciekł", choć zawsze spał tam przecież....myślę, że on celowo go wypuścił. A i Dora pewnie będzie się o niego zamartwiać, jak go jej "zabraknie", bo jestem pewna, że ona go kocha... Bartuś nie jest tam zagrożony, chodzi po terenie osiedla, gdzie wszyscy go lubią (z wyjątkiem jednego wrednego małżeństwa ), ma w pewnym sensie "dom", gdzie żyje od wielu lat. Wtedy ustaliłyśmy z Dorą, że zabierzemy Bartusia jeśli by się nagle okazało, że potrzebuje leczenia lub w innej nagłej sytuacji. Nie wiem, jak teraz wygląda sytuacja, być może stało się coś, co spowodowało nagłą potrzebę zabrania Bartusia, jeśli tak - sama dołożę deklarację dla niego. Ale jeśli nie - nie róbmy więźnia z wolnego ptaka... tak mi tylko serce podpowiada, choć patrząc na zdjęcia widzę smutnego, starego psa, którego chciałoby się natychmiast zabrać do domu... Ja nie twierdzę, że "NIE".... ale nie pochopnie.... u kikou piesków nie ma dużo, myślę, że miejsce dla kilku nawet by się znalazło, bo ona ma wielkie serce i dom do tego wspaniale przystosowany....ale czy Bartusiowi na pewno będzie tam lepiej, niż teraz?
    5 points
  2. Mówi się, że "starych drzew się nie przesadza", i takim starym drzewem jest Bartuś. Tam, gdzie teraz jest to cały jego świat, innego nie zna, czuje się tutaj pewnie, zna każdy kąt, jest wolny, chodzi sobie gdzie chce, wraca kiedy chce. Póki co jest zaopiekowany, ma porządną budę, Dora zmienia mu kocyki, ma karmę, wodę i, co chyba najważniejsze dla niego, swobodę. Bo to pies włóczykij, i tego już się raczej nie zmieni. Facet już nie krzyczy, żeby psa zabierać, więc niech zostanie tam, gdzie jest, niech dalej cieszy się wolnością i swobodą. A jeżeli Dora zauważy, że coś złego dzieje się z jego zdrowiem, to wtedy będziemy reagować. Wiem, że jest głuchy i może wpaść pod samochód, ale głuchy jest już od dawna i jakoś funkcjonuje, może wyczuwa przejeżdżające samochody jakimś innym zmysłem. Zresztą wypadki zdarzają się zwierzętom niezależnie od wieku.
    3 points
  3. Dokładnie tak:) Widać, że jest wyluzowana i że jej dobrze. Na pewno zrobienie porządku z ząbkami bardzo poprawilo jej samopoczucie. No i ma czlowieka i inne psy obok siebie.
    3 points
  4. No znam trochę inną wersję tego powiedzenia, ale niech Ci będzie Samiś jest super mądry i ma techniczne zdolności, co udowodnił już w pierwszych dniach pobytu w hotelu otwierając klamką drzwi z oranżerii do ogrodu
    3 points
  5. Według mnie to nie jest właściciel tylko człowiek który go tam przechowuje i gdyby nie pomoc Dory to by ani do weta nie poszedł zaszczepić a karmił pewnie od czasu do czasu. Nie wiadomo czy go czasem nie uderzy jak nie ma humoru a Bartuś jest od niego zależny. Czasami tak jak teraz go zamyka , zasłaniając mu wejście i Bartuś nieszczęśliwy tylko przy budzie może siedzieć. Bartuś jest psem niczyim. Jest coraz starszy, będzie potrzebował bezpieczeństwa i stałej troskliwej opieki , nawet jeśli nigdy nie będzie psiakiem domowym to przyzwyczai się do nowego miejsca bo będzie na wolności - tak jak Maurycy jest u katakka , który ma swój pokój ale też swobodę poruszania się po całym terenie ogrodu, ma psiego przyjaciela a to piesek wycofany nie tak jak Bartuś przyzwyczajony trochę do człowieka. A spokój , trawa nowe zapachy ,nowy teren do zwiedzania wynagrodzą mu w pewnym sensie utratę tego co miał. Psiaki naprawdę przyzwyczajają się do lepszego.
    3 points
  6. Żeby nie było tak smutno pokażę Aksamitkę, teraz Lunkę, którą adoptowała córka Poker. Kocia jest podobno chodzącą milością
    2 points
  7. Mam nadzieję, że nie będzie tu awantury, bo chociaż mamy inne zdania to nie na zasadzie "ja mam rację, a ty jesteś głupia". Z rozi się nie zgadzam, bo płacenie patologii będzie tylko powodowało eskalację roszczeń. Za miesiąc będzie chciał 200, 250, itd. Co do funkcjonowania Bartusia w tym miejscu, to chcę przypomnieć, że on tak żyje od 12 lat. Domniemanie, że jest bity albo głodzony to trochę generowanie sobie niepotrzebnej makabry, bo tego najzwyczajniej nie wiemy. I nie widzę większego sensu uszczęśliwiania go na siłę. Tylko nam się wydaje, że będzie mu lepiej, a to będzie dla niego niewyobrażalny stres. Maurycy nie wygląda na "wdzięcznego" za to "uratowanie". Na wszystkich zdjęciach łypie przykurczony na boki, ucieka na widok człowieka, nie bawi się z innymi psami, nie da się go w normalny sposób obsłużyć weterynaryjnie. On musiał zaakceptować nową sytuację, bo nie ma innego wyjścia. Nie wydaje mi się, żeby z Bartusiem było inaczej. Może być gorzej, bo potrafi dziabnąć i lubi uciekać. Jeśli jednak ma jechać do Kasi to trzeba od razu ustalić czy Kasia go bierze dla siebie i ogarnia go również finansowo, czy to DT i kto ewentualnie płaci za karmę i weta, no i kto w razie problemów pojedzie Kasi pomóc. Jeśli Bartuś zostaje, to na miejscu Dory bywałabym u Bartusia najwyżej raz na miesiąc, z napoczętym workiem karmy, żeby karmienie go było wygodne, a facet nie sprzedał karmy. Dla wszystkich cała ta sytuacja jest niekomfortowa, Dora się martwi i stresuje, a facet się wkurza, że go jakaś "baba" nachodzi i poucza. Generalnie zgadzam się z Marysią, tzn. jestem za zostawieniem Bartusia na miejscu, bo tego akurat drzewa nie powinno się przesadzać.
    2 points
  8. Mogę się tylko podpisać pod tym co napisała Onaa. Bartuś rzeczywiście ma historię podobną do Maurycego. U niego też były głosy żeby go nie przenosić. Teraz widzimy, że przeprowadzka wyszła mu na dobre. Potrzeba czasu i mądrych decyzji. Maurycy był na swój sposób bezpieczny bo w schronisku. Bartuś tego bezpieczeństwa nie ma. W dodatku jest coraz starszy i ma problemy ze słuchem. A jak potrąci go samochód? Będzie larum... I jeszcze jedna, ważna sprawa. Maurycy przez wiele lat był w schronisku ale dopiero Kasia zauważyła, że ma guza. Po operacji wiemy, że to było nowotworowe ale na szczęście już wycięte i są dobre rokowania na przyszłość. A jak coś podobnego przytrafi się Bartusiowi? Może niekoniecznie taka choroba ale inna? Mimo najszczerszych chęci Dory myślę, że ona niekoniecznie zauważy to w odpowiednim momencie. Choćby dlatego, ze pies może jej się przez kilka dni nie pokazać. Na tego faceta to już zupełnie nie ma co liczyć... I tak jak napisała Onaa Psiaki naprawdę przyzwyczajają się do lepszego. Tylko muszą dostać szansę. Byłam "zamieszana" w wiele przenosin starych psów do lepszych warunków. Jeszcze nie trafiłam na przypadek, żeby się pies nie odnalazł. Fakt, czasem trzeba sporo czasu ale naprawdę warto :).
    2 points
  9. Viki nie ma pojęcia, co ją czeka za kilka dni (kastracja) i żyje sobie na luzie:) Kanapa jej się już po prostu należy:) Poznała też inne dogomaniackie psiaki - naszego Pluszaka i Złotkę Poker. Oba psiaki przyjechały do hotelu i jak widać bardzo dobrze się tam czują:) Viki na zdjęciach wydaje się wyższa. Dopiero przy Pluszaku widać jaka jest mała:)
    2 points
  10. Bardzo sie cieszę wytrwajcie wytrwajcie wszystko pokonajcie najgorsze Gucienkowie
    2 points
  11. Dzisiaj nasz spryciul nad spryciule zdjął sobie abażur zahaczywszy go o płotek Wrócił z ogrodu cały zadowolony. Na szczęście przy oczku nic sobie nie zrobił, bo musiał się "odkołnierzyć" tuż przed wejściem do domu
    2 points
  12. To poprosimy o wspólną przesyłkę: @mdk8, @sunnynight i ja Podam kod nadania jak dasz znać czy da radę średnią czy będzie duża, tak czy inaczej płaćcie za przesyłkę po 3 zł na konto guccio razem z fantami, będzie parę groszy więcej dla kotków.
    1 point
  13. Co ten hazard robi z człowiekiem... Poproszę chociaż 21 za cw i drugie 41 (męskie) za 17. Ale dzielnie ze sobą walczyłam do końca
    1 point
  14. Jaki on jest duży? Patrzę na te zdjęcia i za każdym razem myślę, żeby może jeszcze choć jednemu pomóc.... ale któremu ??????
    1 point
  15. Nie aż takie - 2 dni po przejściu na zastrzyki od nowa,płynu w płucach nie było
    1 point
  16. Obawiam się , że wizyty u Bartusia bez względu na częstotliwość,zawsze są stresem dla DORA, bo nie wie co zastanie. Jak idzie, to ma stres, jak nie pójdzie też będzie stres. Sama musi zdecydować co dla niej i psa jest najlepsze.
    1 point
  17. Viki od tego właśnie jest, żeby żyć na luzie i leżeć na kanapie Będzie dobrze z kastracją na pewno, szybko się wygoi i psina nawet nie będzie jej pamiętać.
    1 point
  18. Dziękuję Nadziejko, dziękuję wspomagającym w walce o Myszkę Pieniążki na koncie
    1 point
  19. Boże,jeśli jesteś powiedz mi co mam robić. Już jestem zmienna jak ten człowiek. Raz mi się wydaje,że dobrze by było,innym razem,że nie trzeba go stąd zabierać. Ja kocham tego psiaka. Zrobię dla niego wszystko. Tylko co to jest wszystko....? Ma pojechać? Ma zostać? Każdy mi mówi,ze to trudny przypadek,ale ja o tym wiem. Jednego dnia myślę,że pojedzie,drugiegio dnia boję się. Bartuś ma skłonność do ucieczki. I boję się,że któregoś dnia by sobie wydrapał dziurę w ogrodzeniu.A ja musiałabym jechać na drugi koniec Polski,żeby go szukać .To bardzo mądry psiak. Przez tyle lat pomagania miałam trudne przypadki,ale jeszcze nigdy czegoś takiego. Ostanim razem jak byłam Bartuś siedział sobie na trawce,i jak chciałam wejsć to szczekał na mnie,kochany psiak. Dzisiaj pójdę znowu. Ale bardzo się boję. Boję się krzyków tego człowieka. Ale raczej zniosę dla Bartusia wszystko. BYle tylko on był szczęśliwy. Ale co jest szczęściem Bartusia? Wyjazd? Zostanie tutaj? Sami widzicie,ze każdy ma odmienne zdanie.
    1 point
  20. Generalnie zgadzam się z mari, ale zastanawiam się czy nie przyszedł moment by go " udomowić". Jest głuchy. Nie byłoby dobrze, gdyby rozjechał go samochód. Niby jest właściciel , ale ma zmienne humory co nie daje stabilności i bezpieczeństwa Bartusiowi. Cała sytuacja odbija się na DORA chociaż wiadomo, że pies jest najważniejszy.
    1 point
  21. Ostatnio takie dziwne zachowanie Dogo zwiastowało awarię
    1 point
×
×
  • Create New...