Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 01/22/20 in all areas

  1. Rubinek ma dom!!! W poniedziałek wieczorem zadzwoniła pani z Warszawy, z dzielnicy Jo37 - dzisiaj przed chwilką Jo37 wróciła z wizyty i Rubinek może się pakować:). Dom w bloku, kotek na razie jedynak, młodzi właściciele. Jo37 - pięknie dziękuje za ekspresową wizytę
    4 points
  2. Tak, rozmawiałam przed chwilką z panią Magdą i mam bardzo dobre informacje:) Amber potrzebowała niewiele czasu na aklimatyzację, tylko pierwszego dna była niepewna, nie miała apetytu. Teraz zachowuje się już w pełni swobodnie, chodzi po całym domu, a najchętniej wyleguje się na kanapie:). Jest łagodna, spokojna, nie sprawia żadnych problemów, apetyt dopisuje, spacerki też udane, chociaż Amber jak na razie szybko ciągnie w stronę domu. W sobotę mam obiecane zdjęcia. Pani ma też zarejestrować czip w najbliższych dniach, bo adresatkę Amber już ma:)
    2 points
  3. Dzwoniłam do Producenta, chwilę wcześniej dzwoniła też do niego Molly. Pan weźmie od Pikusi 550zł, da wzmocnione kółka i darmową wysyłkę :)
    2 points
  4. Witam serdecznie na wątku Nuny , która pojechała do hoteliku 17 stycznia ze schroniska w M. Okazało się , że jest wielkości kota, ma ok. 4 lat. Jest zalękniona, nie umiała chodzić na smyczy. Na szczęście jest łagodna do ludzi i zwierzaków. Anecik obawiała się czy mała nie jest w ciąży , ale ku mojej radości nie jest. W sobotę ma sterylkę , a jesteśmy póki co jesteśmy bez kasy. Bazarki ostatnio idą mi słabo. Mam jeszcze dług po Frytce ok. 540 zł Malutka ma króciuteńki ogonek ,ale wywija nim na wszystkie strony. A to moja podopieczna Mam nadzieję , że będziecie nas odwiedzać .
    1 point
  5. No i przyszłam się chyba tu wypłakać... Prawie 12 lat temu wiedzę na temat owczarków niemieckich, wszelkich chorób, itp.itd. czerpałam również z tego forum.... Tylko przez temat " za tęczowym mostem " nie potrafiłam "przejść ".... Przeczytam kilka historii i wyłam jak bóbr.... Ale wiecie jak to jest jak się ma szczeniaka, tego wymarzonego od dzieciństwa psa ....Ten temat szybko odsuwałam od siebie, był dla mnie tak odległy że prawie nierealny.... Dziś dopiero mija 2 tydzień od kiedy mojego Jokera już nie ma, a ja czuję jakby minęły wieki.... Ból który pozostał jest nie do wytrzymania.... Nie potrafię go uśmierzyć żadną używką.... Czasem przez dosłownie sekundę przemyka myśl, że muszę jeszcze zrobić michę, że muszę się pospieszyć i wrócić do domu bo mój Joker na mnie czeka.... Na swoje 25-te urodziny kupiłam szczeniaka... Mój pierwszy i wymarzonego ON-ek.... Chyba też na tym forum była właścicielka ON-ka która kupiła psa tak jak ja z pseudohodowli "Wiczy Diament " w Rybniku. Pamiętam, że ON-ek wabił się Cekin.... Oczywiście o pseudohodowlach , o tym, że rodowód to nie tylko papierek by biegać z psem na wystawy dowiedziałam się z forum już po zakupie szczeniaka.... Przez pierwsze pół roku walczyłam z infekcją uszu.... Rocznego psa musiałam poddać kastracji bo miał zapalenie prostaty.... Diagnoza od trzech weterynarzy brzmiała tak samo, jeżeli chcę by miał potomstwo to do końca życia leki. W tamtym momencie już wiedziałam co to jest rodowód i że nie zamierzam Jokera dopuszczać na krycie.... Martwił mnie fakt, że jest to zabieg niby nie skomplikowany, ale w narkozie i jeszcze ten cholerny papier do podpisu, że wyrażam pełną zgodę i że gdyby pies się nie wzbudził to klinika nie ponosi żadnej odpowiedzialności.... Panika straszna! A wracając do tematu to znając siebie nie potrafiłabym oddać, sprzedać żadnego szczeniaka z obawy, że trafi (łagodnie mówiąc) w nieodpowiednie ręce.... Na szczęście na tym przez długi czas skończyły się choroby.... Do weterynarza chodziliśmy po szczepienia i coroczny " przegląd techniczny" jak ja to nazywałam czyli podstawowe badania krwi, moczu, kału.... W 7- mym roku życia mojego Jokera wykryto migotanie przedsionków....Druga narkoza, Digoxin dwa razy dziennie do końca życia, pół roku później następna narkoza by zbadać serce... Joker natomiast czuje się świetnie i żadnych objawów choroby nie widać. To w lipcu 2017 roku pierwszy raz zauważam, że zad Jokera na ostrych zakrętach zbyt często ląduje na ziemi..... Jadąc do weterynarza modlę się by Pani doktor nie powiedziała mi, że to dysplazja.... Ten mój " mały koń " Joker był noszony przeze mnie do 7- mego miesiąca życia z obawy przed tą chorobą.... Ważył 27 kg, gdy w końcu pozwoliłam mu schodzić i wychodzić po 5 schodkach.... Po raz 5-ty Joker zostaje poddany narkozie..... Diagnoza brzmi następująco: stawy biodrowe Joker ma w bardzo dobrym stanie, zero śladów jakiejkolwiek dysplazji lecz w odcinku lendzwiowym kręgosłupa widać zmiany zwyrodnieniowe.... W tym momencie zaczyna się moja walka o Jokera, z jego chorobą..... Próbujemy zastrzyków w kręgosłup (60% psów leczonych tym lekiem daje pozytywnie rezultaty) dodatkowo pole magnetyczne.... Niestety u Jokera coraz bardziej widać problemy z chodzeniem. Lewa tylnia łapka coraz bardziej "ucieka".... Pani Doktor pożycza mi laser bym mogła naświetlać Jokera w domu dwa razy dziennie....Zaczynamy kolejną serię zastrzykow.... Niestety to nie przynosi efektów.... Mój Joker traci siły w tylnych łapkach bardzo szybko... W kwietniu dzwigam jego zad za pomocą szalika.... Widzę jak mój Joker nie rozumie dlaczego nie potrafi wstać, leżąc na legowisku patrzy na swoje tylnie łapki, aż w którymś momencie bierze do pyska łapkę i zaczyna gryźć (na szczęście delikatnie) jakby obgryzal kość..... Przy czym patrzy mi się prosto w oczy w obawie, że zaraz skarce go podniesionym głosem.... Po pierwszym naszym wyjeździe w trasę w maju kupuję wózek inwalidzki dla psa.... Pani Doktor bardzo dużo pomogła... Oprócz leczenia skontaktowala mnie z ludźmi którzy też mają niepełnosprawnego jamnika..... Tak dostałam namiar na Pana który konstruuje sam wózki inwalidzkie....W tamtych miesiącach wydawało mi się, że już wylalam wszyskie łzy, nie potrafiłam sobie wyobrazić mojego Jokera w wózku inwalidzkim.... Niby wiedziałam, że zawsze może być gorzej, że będzie gorzej,a czułam się tak jakby to był koniec.... Teraz wiem, że tamto uczucie bezradności jest niczym w porównaniu do bólu, rozpaczy i uświadomieniu sobie że już mojego Jokera nie poglaszcze, nie przytule, nie zobaczę nigdy więcej.... W końcu po długich poszukiwaniach informacji na temat wózków inwalidzkich decyduję się na zakup od Pana który sam je robi, a do konstrukcji pierwszego wózka zmusił go los.... Chyba w latach 90- tych a może 80- tych miał suczke dla której zrobił pierwszy wózek.... Szczegółowe instrukcje co do owojenia psa z wózkiem aby nie spowodować trwałego urazu psychicznego u psiaka. Przestrzeganie właściciela by nie liczyl na cud że teraz oto "wsadzi się psa do wózka i on nagle ozdrowieje i popędzi. Im cięższy pies tym gorzej się na wózku porusza i gorzej sie adoptuje...." W przypadku Jokera wszystkie te uwagi na szczęście okazały się nie trafione! Joker dał się grzecznie zapiac do wózka ( to ja nalegalam by przy odbiorze wózka Pan Jerzy pokazał i wytłumaczył mi wszystko.) Tam na miejscu Joker zrobił niewiele kroków ( miękkie podłoże, trawa). Kolejną próbę z wózkiem zrobiłam jeszcze tego samego wieczora i to był sukces. Ledwo co skończyłam mocować pasy z wózka mój ON-ek zobaczył kota! Jak to on wyrwał do przodu kilka metrów po trawie.... Kot wskoczył na dach a mój Joker podskok w górę! Nie oderwal się od ziemi ale na dwóch kółkach stanął! Joker nie chodził w wózku.... On w nim biegał! Odzyskał radość życia i wreszcie mógł chodzić gdzie go nos zaprowadzi.... W tym okresie ja zaczęłam walczyć z ludźmi.... Nikt nie gapi się na człowieka na wózku a w przypadku psa na wózku nie było osoby która się nieobejrzy
    1 point
  6. Co robimy?co robimy?co robimy?!!!??? Ale że mam robić z Tobą nowy kojec?! Dobra! Mów co mam robić! :) [ Orion z zachwytem asystował w budowaniu nowego kojca dla bezdomniaka :) ] /mam jeszcze filmik, muszę wgrać/
    1 point
  7. Jak co roku proszę o 1 % podatku i o pomoc w rozsyłaniu ulotki, pomagamy tylko z wpływów z 1 %.
    1 point
  8. Ja bym proponowała, abyś na początek przeczytał tę zamówioną książkę i wiele innych. Wejdź na belgi.pl - tam też uzyskasz informacje, są rozmowy posiadaczy belgów na facebooku. Karmienie psa resztkami ze stołu, to jakaś pomyłka. Pies nie powinien spożywać wielu pokarmów, które my jemy. Szczenię wymaga dużo pracy, a szczenię tej rasy wyjątkowo dużo, jeśli nie masz doświadczenia, to raczej bez pomocy nie podołasz. .
    1 point
  9. Grzesiu może ja bym Cie w wakacje odwiedziła? Ale nie obrażę się jak znajdziesz już dom.
    1 point
  10. 1 point
  11. Witaj księciuniu w kolejny dzień, jeszcze czarny ale niedługo i to się zmieni. Tylko Ty stale niezmienny, wciąż w tym samym miejscu...
    1 point
  12. Dziewczynki na niedzielnym wypadzie do Kijkduin,najwspanialszej morskiej plaży w Holandii :) Coś w tym morzu jest,że czasami wprowadza w zamyślenie...?:)
    1 point
  13. Tak samo, jak pomagamy innym :( Wątek, DT lub hotelik, deklaracje.... Nie ma innego wyjścia :( Bez diagnozy i ew. operacji ten psiak nie ma szans :(
    1 point
  14. Wrzucam na prośbe Anecik Blekusia pieknego czarnulka zimową porą ;)
    1 point
  15. Czaruś coraz silniejszy, ma apetyt, chodzi, załatwia potrzeby, trochę gubiąc kleksy, bo kału nie trzyma ( w budzie jednak czysto!), łapy bez obrzęków, wstaje bez pomocy - niby wszystko super, coraz lepiej... ale Czarek w oczach chudnie :( dzisiaj miał pobrana krew - biochemia bez zmian - jeden wątrobowy podniesiony tylko i to niewiele, za to mało białka i znaczna anemia - po dwóch tygodniach na Royalu Cardiac i Dolinie Noteci nie poprawiają się te wyniki, wilczy apetyt nie zaowocował przytyciem, wręcz przeciwnie - Czarek w tydzień schudł 2,5 kg - być może jest to "zasługa" braku obrzęków, ale to i tak dużo, bo i wzrokowo widać, że chudnie. W czwartek mamy USG jamy brzusznej, gdyby było dużo płynu - wetka ściągnie, ale nie chce tego zbyt często robić, bo to też nie jest dla niego dobre. Pan odwiedza Czarka, choć ostatnio sam źle się czuje, przynosi mu coś do jedzenia, Czarek pochłania z wilczym apetytem.... a coraz chudszy :( pan pomyśli, że go głodzę ;)) oto dlaczego tu nie zajrzałam w weekend - sunia potrącona z wypadku - pół soboty spędziłam w średzkim pogotowiu weterynaryjnym, badania, usg, kroplówka itp. :( na szczęście stan się poprawił, znalazł się właściciel, któremu na piśmie kazałam się zobowiązać do dalszego leczenia Soni oraz nie wypuszczania jej bez smyczy :) no i jestem załamana ;) Miluś porzucił mój pokój i moje towarzystwo, wybrał kuchnię i Kajtka - oto symbioza ślepego z głuchym :) Kajtek przestał się Milusia bać, bo bywało dotąd tak, że leżący głuchy Kajtuś nie słyszał, że z tyłu człapie ślepy, nie widzący leżącego kumpla Miluś....no i obaj się stresowali, trochę czasu trzeba było i jest nie tylko zgoda - to symbioza :)
    1 point
  16. Uwaga!!! Po dwóch dniach intensywnych rozmów, stu pytaniach, konsultacjach itd. zapadła decyzja, że wózeczek zamówimy w Politechnice Białostockiej. Usługa jest nieodpłatna, trzeba będzie tylko zapłacić za materiały (około 250zł), dokupić odpowiednie szelki (około 100zł chyba), czyli koszt powinien się zamknąć w kwocie 400zł. Dzięki temu zostanie sporo pieniążków bazarkowych , a pies - jak wiadomo - jest bez grosza, nie ma na jakieś badania, czy choćby na jedzenie. Są trzy minusy tej decyzji, ale mnóstwo plusów. Minusy takie, że nie będzie paragonu, że wózeczek nie wygląda tak ładnie, jak admirałowy, po trzecie termin dwa razy dłuższy (max 5 tygodni), ale Molly powiedziała, że wytrzyma :) A teraz plusy: 1. Wózeczek robiony pod konkretnego psa, nie tylko same wymiary. Zobaczą Pikusię na żywo. 2. W razie jakiegokolwiek niedopasowania Politechnika poprawi, co tam trzeba będzie. Robią do skutku, mogą zmienić kółka itd. (Admirał przyjmuje tylko konkretne reklamacje, wtedy zwraca się towar, a oni pieniądze, koszty wysyłki po stronie kupującego). 3. Białystok jest pod bokiem, Molly w każdej chwili może podjechać na poprawki, czy na reperację, jeśliby coś trzasnęło. 4. Wózki Admirała są skręcane, a z Politechniki lutowane, czyli trwalsze. Pięknie dziękuję Joli z Politechniki Białostockiej za cierpliwość do mnie
    1 point
  17. 1 point
  18. BAZARRO: https://www.dogomania.com/forum/topic/351240-zapraszam_błyskawiczny-bazarek-dziecięco-ubraniowy-na-potrzeby-bezdomniaków-ze-szczebrzeszyna_do-2601_g2000/
    1 point
  19. I zrobiło się smutno :( na prośbę Mortes zamykam wątek, ponieważ zaszło nieporozumienie, które może doprowadzić do niepotrzebnych waśni, myślę że najlepiej będzie jak oszczędzę wszystkim szczegółów , niewiele to zmieni, raczej może sprawić kilku osobom przykrość a tego bym nie chciała, w żaden sposób nie chcę nikogo urazić! dziękuję z całego serca wszystkim ,którzy tu byli z nami i chcieli pomóc Gosi i Felkowi i przepraszam najmocniej wszystkich za zaistniałą sytuację, jest mi przykro że tak się stało! chyba pierwszy raz jestem w takiej niekomfortowej sytuacji... nawet nie bardzo wiem co więcej napisać.... chciałam tylko pomóc psu... ratować sytuację... Przepraszam najmocniej.
    1 point
  20. życie jest przewrotne. Teraz ma a za chwilę....
    1 point
×
×
  • Create New...