Jump to content
Dogomania

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation on 07/31/16 in all areas

  1. Rozmawiałam z Panią Jolantą, Figunia nie spuszcza z niej wzroku. Chodzi za nią krok w krok. W nocy przyszła na chwilę do nich do łóżka, ale wróciła do siebie do kosza. Chętnie biega po ogrodzie, przynosi rzucaną piłeczkę. Są zaskoczeni i zdziwieni, że jest bardzo posłuszna. Ich poprzedni piesek owinął ich sobie wokół łapeczki i robił co chciał :) Ostrzegłam, że jeśli nie będą wymagać od Figuni posłuszeństwa, to i ona szybko to zauważy i wykorzysta. W głosie Pani, jak opowiadała co robi Figunia, czuć było wzruszenie :) Figunia będzie bardzo szczęśliwym psem :)
    2 points
  2. Mały, rudy piesek 23.07. przywędrował na moje podwórko...Przestraszony i głodny przez dłuższą chwilę bał się podejść do ręki z jedzeniem... Była sobota, nie mogłam zgłosić malucha do pobliskiego przytuliska, w wekendy przecież nikt nie pracuje. W swojej naiwności postanowiłam więc dać mu bardzo awaryjne schronienie u siebie na ogrodzie do czasu odnalezienia właściciela, lub do poniedziałku, kiedy zamierzałam przekazać go pod opiekę pobliskiego schronu. Niestety życie lubi płatać figle. Mimo nagłośnienia sprawy malucha w internecie, licznych plakatów na słupach i sklepach oraz przeprowadzeniu 'wywiadu' z sąsiadami bliższymi i dalszymi, okazało się, że NIKT absolutnie NIKT psa nie kojarzy...nie mówiąc o tym, by ktoś go szukał:( Pobliskie przytulisko odmówiło przyjęcia psa!! dosłownie cytując, powiedziano mi, że mają zdecydowanie za dużo psów na stanie, w dodatku same samce i jeśli przyjmą malucha to tylko na moje ryzyko, gdyż szansa, że zostanie zagryziony w boksie jest bardzo duża. Eh...myślałam, że może jednak jakimś cudem uda nam sie zostawić go u nas i stopniowo dogadywać z Fazim. Niestety .... Fazi z trudem go akceptował. Dodatkowo maluch był na tyle sprytny, że bez kłopotu odnajdywał niedociągnięcia w naszym baaardzo starym płocie... raz uciekł :( i wcale nie pobiegł, by szukać swojego domu:( przebiegł przez ulice na podwórko sąsiadów...zabrałam go z powrotem:( Maluch był u weterynarza- okazalo się, że waży 5,3 kg i ma max. 5 lat. Jest w pełni zdrowy i bardzo zadbany! Ale nie ma chipu. Pani weterynarz była zdziwiona, że tak zadbany piesek w dodatku z dobrą (droższą) obrożą przeciwpchelną i nikt go nie szuka:( Zaszczepiliśmy przeciw wściekliźnie, zabraliśmy tabletkę na odrobaczenie... Przez te 7 dni dowiedziałam się że Rudasek lubi bardzo biegać- z pewnością kiedyś żył wolno na podwórku. Jest bardzo łagodny, pozytywny do ludzi i dzieci. Dobrze dogaduje się z innymi psami i ma charakter poddańczy bardziej niż dominujący. Boi się smyczy, przejeżdżających samochodów, rowerów i kosiarki. Jest wybredny jeśli chodzi o jedzenie- je bardzo mało, najbardziej lubi parówki i na pewno nie zje z miski, tylko jak już to z ręki. Pozostawiony sam bardzo szczeka- a jego szczek przypomina coś zardzewiałego. Uwielbia gdy się go głaska!! Chyba mieszkał u starszych ludzi, bo najbardziej ze wszystkich ucieszył go widok moich ok. 80 letnich sąsiadów. Powoli uczyłam malucha chodzić na smyczy- z początku po dwa kroczki i przerwa, potem tylko w jednym kierunku (powrót na rękach), ostatnia próba udana, to był spacer w parku w koło:) |To mu się spodobało- tyle zapachów i nie trzeba wracać:) Szedł pięknie przy nodze- zapomniała o smyczy:) Potem mieliśmy jeszcze 2 spacery dla siebie, długie, ok. 40 minutowe i tez w kółko:) Dziś rudasek pojechał do hoteliku do Szafirki... Dziekuje Haniu, że zechciałaś go przyjąć, wiem, że będzie u Ciebie bezpieczny. Wątek zakładam z nadzieją, że chociaż część wydatków rudika uda mi się pokryć z dogamaniackich bazarków. Czeka mnie opłacenie kastracji i co miesięcznego pobytu (czyli po 300zł) Będe wdzięczna za każdą pomoc, Za zaglądanie i kibicowanie.
    1 point
  3. W grudniu 2014 roku papież Franciszek spotkał się z chłopcem, który bardzo cierpiał po stracie swojego psa. - Pewnego dnia zobaczymy nasze zwierzęta podczas ponownego przyjścia Chrystusa. Niebo jest otwarte dla wszystkich stworzeń bożych - powiedział mu Franciszek.
    1 point
  4. Nawet bardzo "pelnowymiarowy".Niedlugo Ewa bedzie go odchudzac:)
    1 point
  5. :) :) :) :) Jak większość kociego towarzystwa :) Zwierzaczek zawsze wyczuje ogromne serducho :) Asieńka jutro ruszymy w końcu z obiecanym wcześniej bazarkiem. Niestety na razie nieduży bo ja wciąż na kartonach.
    1 point
  6. Ostatnio w nocy spac nie mogłam bo Qwenda lezała koło mnie i chrapała :P
    1 point
  7. Marticzko, ten kot go trzyma w szachu. Omamił go, albo co...
    1 point
  8. Ale fajny zabawa. Nie wiedzialam ze Henius more byc taki energiczny. To pewnie dlatego ze panna przyszła z wizyta. :))))
    1 point
  9. Z pół godziny to pisałam :/ A jak się Ciebie bać, jak Ty krojąc chleb sama sobie robisz krzywdę :P
    1 point
  10. Foteczki śliczne, bardzo dziękujemy. Bardzo się cieszę, że Lakuś tak fajnie i szybko się do Was przywiązał:) Psiaczki szybko się uczą i bardzo dobrze, że przyzwyczajacie go do częstej jazdy samochodem. A psiaczek jest naprawdę mądry. Dobrze się złożyło, że do tej "dużej podróży" jest czas, żeby te relacje jeszcze się zacieśniły. Pozdrowienia dla całej rodzinki, również dla rodziców:)
    1 point
  11. Postaram się opisać jak najkrócej, ale jak najbardziej dokładnie nasz pobyt nad polskim morzem. Więc tak: planowałam wyjechać koło 4-5 rano (bo tak się budzi Nathan na karmienie) w niedzielę. Budzika nie nastawiałam, bo po co :D I oczywiście tego dnia, Nathan musiał wstać na karmienie dopiero o 5:30 :D Więc zanim go nakarmiłam i zapakowaliśmy się do auta, to była już godzina 6 rano :/ Czekało nas do przejechania 991km, czyli jakieś 10h jazdy według nawigacji ;) Drogę przez Niemcy (750km) przejechaliśmy bezproblemowo w 5h. W sumie, to dopiero około 5km od granicy polsko-niemieckiej zaczął się mały korek. Ale auta jechały, więc było ok. Na granicy okazało się, że przez Światowe Dni Młodzieży, są kontrole na granicy i przez to właśnie spotkał nas ten korek. Nas na bok nie wzięli, ale ogólnie, to praktycznie co 2-3 auto było kontrolowane. Niektóre tylko z dokumentów, a inne przez psy. Po przekroczeniu granicy zaczęła się nasza "przygoda" z dojechaniem na miejsce. Kilkadziesiąt km od granicy spotkał nas kolejny korek, ale auta stały! Nie było wiadomo dlaczego, bo sznurek aut miał kilkaset metrów, w radio nic nie mówili, żadnej karetki/radiowozu nie było widać ani słychać. Z przeciwka też żadne auta nie nadjeżdżały. Po kilku minutach takiego stania stwierdziliśmy, że trzeba jechać inną drogą. Wjechaliśmy w drogę, która prowadziła do najbliższej wioski. Mieliśmy nadzieję, że nawigacja szybko znajdzie nową drogę. Ale zanim ona ją znalazła i wyznaczyła nową trasę, to zrobiliśmy już kilka km, jechaliśmy przez wioski, o których chyba Bóg zapomniał i drogami, które nie nadawały się nawet do jazdy jeep'em, a co dopiero autem rodzinnym :D Ale w końcu udało, nawigacja wyznaczyła nową trasę i kontynuowaliśmy. Po nadrobieniu około 20km wróciliśmy na drogę , na której był owy korek. Z tą różnicą, że po tej drugiej stronie już stała policja i kierowała na objazd. W sumie już aż do celu podróży, żadnego korku nie było. Jednak drogi w północnej Polsce to jakaś masakra. Drogi dziurawe, że aż dziwne, że mamy całe felgi. Choć oczywiście przez te ciągłe wibracje, spaliła nam się jedna żarówka :D Jak gdzieś była już fajna droga, to wyjechał taki "niedzielny kierowca" i jechał 60km/h, na drodze gdzie można było jechać 90km/h. A wyprzedzić się nie dało, bo takie natężenie ruchu, że szok. W efekcie, te 240km przez Polskę jechaliśmy również 5h, co wcześniejsze 750km przez Niemcy :/ Na miejsce dojechaliśmy o 17, po równych 10h jazdy. I choć ostatnie 2-3h Nathan już trochę marudził, to jednak nie było tragedii. Droga do samego Poddąbia prowadzi przez las i też tak wąsko, że żeby minąć się z autem z naprzeciwka, to trzeba się było praktycznie zatrzymać i zjechać "w las". Zaraz po przyjeździe, odebraniu kluczy i rozpakowaniu, poszliśmy coś zjeść, bo cały dzień byliśmy o suchym prowiancie. Weszliśmy praktycznie, do pierwszej napotkanej smażalni. Ryba nie była zła, ale jak na mój gust to była mrożona :( Wzięliśmy tam też sobie wędzonego dorsza na następny dzień, na śniadania. Ten dorsz był dobry, ale jedzenie tam obiadów sobie odpuściliśmy. W poniedziałek znaleźliśmy fają smażalnie "Karczma Rybaka" i tam już jedliśmy codziennie. Tylko każdego dnia braliśmy inną rybę. Jeszcze w niedzielę wybraliśmy się na plażę. Plaża praktycznie pusta. Żadnych tabliczek o zakazie psów, więc Tora miała raj :) Pogodę mieliśmy cały pobyt. Temperatury były ciągle w okolicy 26'C i słońce. Dopiero w nocy z środy na czwartek padał deszcz. I w piątek między 10, a 13. Potem znowu słoneczko :) Samo Poddąbie ma 4 sklepy spożywcze. To jest wersja oficjalna. Prawda jednak jest taka, że 1 sklep jest sklepem spożywczym, a pozostałe 3, to nic innego jak sklepy monopolowe :D Ogólnie to nasze dni były bardzo podobne, bo po śniadaniu szliśmy na plażę. Ja wracałam po około godzinie z Nathanem do domku, a Theodor i Bogdan wracali koło południa i szliśmy coś zjeść. Potem chłopaki wracały na plażę, a ja z Nathanem szłam do nich koło godz. 16-17. Do domu wracaliśmy przed 19, przebierałam najmłodszego, karmiłam, brałam do wózka i on zasypiał, a my szliśmy na rybkę :) We wtorek jak wracałam ze sklepu z zakupami na śniadanie, zaczepiła mnie pani (50-60lat). Zwróciła uwagę na Torę i na to jak chodzi. Pogadałyśmy sobie troszkę. Pani również miała kiedyś ONka, teraz ma kundelka. Ale jej córka ma ONka i oczywiście również problemy z łapami. Pani prawie płakała, bo bardzo chciałaby zabierać swojego pieska na urlopy jak my Torę, ale piesek ma jakieś straszne przeżycia związane z autem (przybłęda) i nie może go ze sobą zabierać, nad czym strasznie ubolewała :( Tego samego dnia popołudniu na plaży, podeszła do mnie kobieta. Przedstawiła się z imienia i nazwiska. Powiedziała, że jest ze Stowarzyszenia Pomocy Zwierzętom (czy coś o podobnej nazwie), że akurat jest tu z dziećmi z koloni i nie ma przy sobie wizytówek, ale chciałaby zrobić mojej Torze zdjęcia i umieścić na ich stronie internetowej, żeby pokazać, że z psem też można jechać na wakacje, a nie wyrzucać na ulicę. Oczywiście wyraziłam zgodę, bo czemu miałoby być inaczej. Troszkę jeszcze pogadałyśmy i już. Pani podziękowała i wróciła do dzieci. W środę pojechaliśmy na krótką wycieczkę do Ustki. Poszliśmy na molo, popłynęliśmy pięknym statkiem, zjedliśmy gorące duże pączki i wróciliśmy do Poddąbia. I to był jeden jedyny raz kiedy wyjechaliśmy gdzieś autem. Mieliśmy jeszcze iść w Ustce do restauracji po Kuchennych Rewolucjach, ale w sumie sobie potem odpuściliśmy. A to dlatego, że wiedzieliśmy już, że w Poddąbiu na 100% zjemy smaczną rybę, a tam będzie to zagadką :D Tego samego dnia popołudniu, jak wracałam z plaży z Nathanem i Torą, spotkałam tatusia z synkiem chorym na Downa :( Chłopczyk (Kamilek) był przeuroczy i tak zachwycony Torą, a ona nim, że stanowili przepiękny widok. Chwilę się ze sobą pobawili i my poszliśmy do domu, a oni na plażę. Następnego dnia również ich spotkaliśmy na plaży, ale już wtedy była też z nimi mamusia. Kamilek jednak był zajęty zabawą z tatusiem i Tory nawet nie zauważał. Za to ponownie spotkaliśmy się wieczorem na dmuchanej zjeżdżalni. I wtedy Kamilek bawił się z Theodorem, a jak już zeszli, to trochę z Torą. W piątek jak poszliśmy na plażę, to Tora została psim psem terapeutom :) A to dlatego, że oprócz Kamilka, było jeszcze dwoje dzieci z Downem. Podejrzewam, że rodzice się znali z internetu i zrobili sobie jakieś takie wspólne wakacje, żeby wymienić się informacjami, doświadczeniami...W każdym bądź razie, mama dziewczynki (Zosi) jak zobaczyła, że Kamilek bawi się z Torą, to przyszła ze swoją Zosia i drugą mamą z chorym dzieckiem. I to właśnie mama Zosi nazwała Torę psim terapeutom. Dzieci i Tora się wybawiły, zrobili im mnóstwo zdjęć...W tym czasie jak Tora "leczyła" dzieci, ja rozmawiałam z inną kobietą, która do mnie podeszła. Jej syn był zdrowy, ale podejrzewam, że dziecko które miała w brzuchu (ciąża zaawansowana) mogło być chore, bo ona również była z tymi rodzicami chorych dzieci. Okazało się, że pani też mieszka w Niemczech, w Monachium. Była pod wrażeniem tego jaka Tora jest cierpliwa i ułożona :) W ogóle, to każdego dnia zbierałam pochwały za jej wygląd, za to że jest grzeczna....Nic, tylko obrosnę w piórka :D Ogólnie, to muszę Wam powiedzieć, że miejsce jest idealne, żeby jechać nad morze z psem. Owszem, wczasowiczów z psami było dość sporo. Jednak na plażę z psem codziennie przychodziłam tylko ja. Raz spotkaliśmy na plaży maltańczyka, który nawet łapek nie zamoczył :P Nikt się psa nie czepiał, a wręcz przychodzili i obserwowali jak Tora aportuje zabawkę z wody. Dla nich to była dodatkowa atrakcja urlopowa :D Nastała jednak sobota i trzeba było wracać :( Oddaliśmy klucze i o 9 rano wyruszyliśmy w drogę powrotną. Tym razem również zaliczyliśmy korek w Polsce. I do granicy jechaliśmy 6h. Od granicy kolejne 6h, bo Nathan był bardzo marudny i musieliśmy robić częściej przystanki :/ Muszę Was zmartwić, bo choć wzięłam swojego Nikona, to nie wyciągnęłam go z torby nawet na sekundę :P P.S. Dobrze, że mam nowy telefon, to zrobiłam nim trochę zdjęć :P
    1 point
  12. Fasolka odwieziona, została w nowym domu, Nutusiu dziękuję za wsparcie :) Oczywiście chciała wyjść z nami ale po zamknięciu drzwi nie było słychać, żeby piszczała. Pani na razie nie dzwoniła więc nic złego się nie dzieje, ja zadzwonię jeszcze raz dzisiaj wieczorem, żeby się dowiedzieć jak sytuacja. Na spacer Pani ma wyjść dopiero rano, żeby dać jej czas na ochłonięcie i ułożenie się z nową sytuacją. Zostawiłam suni bezpieczne, dobrze dopasowane szelki, łacuszkową smycz i kocyk z domowym zapachem. Pierwsze dni będą najtrudniejsze, mam ogromną nadzieję, że Pani da sobie radę a Siolka szybko zrozumie, że to jej nowy dom, gdzie będzie bezpieczna i kochana.
    1 point
  13. Ja też mam nadzieję Elu, że Zuleczka zaufa i przekona się, że dotyk ludzkiej ręki to nic złego, a wręcz przeciwnie. Pierwsze wieści: Zulka pozwala się głaskać, boi się, ale nie pokazuje zębów, ani nie warczy (jestem w szoku!!!) Pani Weronika założyła jej inną obrożę i smycz (nie łańcuszkową) Z pieskami ok. chociaż jeszcze nie ma ochoty z żadnym się bawić.
    1 point
  14. Finka odeszła w kwietniu, a Cortina jeszcze nie wróciła do siebie, więc to może się ciągnąć dość długo niestety :/ Ale jest o tyle lepiej, że już zawołana z posłania wychodzi do przedpokoju, żeby iść na spacer.. Wcześniej leżała jak martwa. A jak żyła Finka to była pierwsza do spacerów :p Ogólnie ona też młoda już nie jest (9 lat), ale dla jamnika to wiek średni i przykro patrzeć, że tak przyklapła. Co do nowego psa, Finka też młoda nie była jak jej sprezentowałam Cortinę i wszystko było w porządku. Nawet się mówi, że szczeniaki potrafią sprawiać, że senior przeżyje drugą młodość ;) Ale na nowego psa gotowa musisz być przede wszystkim ty. Też musisz dać sobie czas na żałobę. Łatwo jest dokupić nowego psa do swojego pierwszego bo wtedy to czyste szczęście, ale co innego (moim zdaniem) gdy kupujemy nowego psa za tego, który umarł... Wtedy emocje się nieco inne i trzeba do tego dojrzeć.
    1 point
  15. I z wypadu nad morze dupa ...pogoda nam plany pokrzyzowala, leje jak z cerbra ;( bawimy sie i tulimy na ukochanej kanapie ;)
    1 point
  16. Przepraszam, ale nie moge cytować. Czytam i czytam o Wampirku i nie moge uwierzyć, jaki kochany z niego artysta. Trzymam Joasiu kciuki, zeby po kastracji ustąpił problem z siusiniem poza kuweta. Moze to pomoże, oby! Dziewczyny bardzo ciekawe życzy piszą, duzo mozna sie tu dowiedzieć.
    1 point
  17. Staram się wybierać tylko takie. Wiem że wszystkie takie są. Wiem bo dzwonię i jestem na bieżąco. Tylko nieraz ze zdjęciami problem.
    1 point
  18. Wyciągnęłam wniosek, że interes podupada, więc trzeba zarejestrować się jako naganiacz i trochę podciągnąć piar :)
    1 point
  19. Zwis damski ozdobny. PS Sukces wychowawczy był krótkotrwały. Wczoraj W OGÓLE nie dała się wsadzić do samochodu. Została sama na podwórku. Może to ją czegoś nauczy.
    1 point
  20. Wiele osób, które zetknęły się z Wesołą Łapką, zmieniły swoje życie, wiążąc je z psami. Niektórzy nasi trenerzy do niedawna pracowali jak sprzedawcy samochodów, nauczyciele języków obcych itd. Dziś pomagają innym właścicielom czworonogów, szkoląc i udzielając porad. Jak tego dokonali? - ukończyli nasze kursy: zawodowy treser psów oraz behawiorysta-praktyk, zoopsycholog. Te kursy są dostępne dla wszystkich, a ich główną zaletą jest to, że naukę możesz rozpocząć online i dokończyć na zjazdach praktycznych. My dbamy o cały przebieg kursu, w tym także o Twoje zakwaterowanie i wyżywienie na zjazdach praktycznych. Behawiorysta-praktyk. Całość materiału - to zawsze korzystny wybór 6445,83 zł Na 1 rok Więcej informacji na temat kursu Zawodowy treser psów oraz Behawiorysta-praktyk, zoopsycholog uzyskasz klikając w te linki: Treser psów Behawiorysta-praktyk, zoopsycholog Istnieje możliwość zrobienia dwóch kursów jednocześnie, a pracownicy lub współpracownicy organizacji pro-zwierzęcych mogą liczyć na spore zniżki. Chcemy aby Wesoła Łapka miała swój udział w kształceniu ludzi, którzy pomagają zwierzętom oraz powiedzieć "dziękujemy", ponieważ w naszych domach także mieszkają przygarnięte psy. Kurs behawiorysta Kurs Behawiorysta-praktyk, zoopsycholog jest przeznaczony dla wszystkich poszukujących odpowiedzi na pytania: dlaczego mój pies czy kot zachowuje się właśnie tak? Jakie procesy odbywają się "poza" prezentowanym zachowaniem? Jak mogę rozwiązać problemy z niechcianym zachowaniem psa czy kota? Czy mogę pomóc psom / kotom, które wykazują zaburzenia zachowania. W odróżnieniu od wielu kursów, nasz kurs kładzie nacisk na część praktyczną. Każdy uczestnik może sam doświadczyć czym jest praca ze zwierzętami problemowymi oraz ich właścicielami. W ramach kursu Behawiorysta-praktyk, wszyscy uczestnicy biorą także czynny udział w kursie Super-Pies!, gdzie pracujemy z przypadkami trudnymi. W ciągu takiego zjazdu każdy kursant przez 6 dni ma do czynienia z prawdziwym trudnym przypadkiem. Takich zjadów trzeba zaliczyć dwa. Ale bez obaw. Nie będziecie z tymi przypadkami sam na sam. Wszystkie działania kursantów są nadzorowane przez doświadczonych trenerów i behawiorystów, którzy mają za sobą lata praktyki. Jednym słowem, nie jesteście sami, a my nie oczekujemy od was wymyślonych historii, tylko praktycznych działań opartych o zdobytą na kursie wiedzę oraz oferujemy pomocną dłoń. ze strony wesołej Łapki:)
    1 point
  21. Dziękuje z całego serca. Podobnie jak Ty nadal wierze, że ktoś go szuka....piesek mógł wymknąć się, a jako, że nigdy nie spacerował (tak sądze po tym że nie znał smyczy) mógł biec przed siebie (bo on absolutnie nie znosi wracać!) i mimo że jest mały mógł pokonać kilka dobrych kilometrów... Skoro dwóch weterynarzy potwierdziło, że piesek jest w bardzo dobrej kondycji, bardzo zadbany i jeszzce ta droga obróżka przeciwpchelna...to daje nadzieje. Może jego właściciel rozwiesił ogłoszenia w okolicach swojego domu, może nie ma internetu.... Obiecano mi ogłoszenie w lokalnej gazecie za darmo we wtorek, ale miały to załatwić osoby związane z miejscowym przytuliskiem...Mam nadzieje, że dotrzymają słowa!
    1 point
  22. Nie jest łatwo być DT. Emocje bardzo męczą. Coraz trudniej spełniać nam tę rolę. Dasz radę, doktor Czas pomoże i chęć pomagania innym biedom.
    1 point
  23. Dziękuje Pokerku ogromnie, za chęc wsparcia i że JESTEŚ:) tak mi smutno bardzo ...nie wiem jak Ty możesz kochana być DT, bo ja po 7 dniach...kompletnie się rozpadłam na kawałeczki, że go tu nie ma:( i wiem, że u Szafirki ma dużo lepiej, że nie jest w schronisku....a jednak żal, że brak wszystkiego w tym życiu zas....nym, by mógł tu jednak być:(
    1 point
  24. Witajcie, byłam dzis u szafirki :) Przepraszam, że nie wygłaskałam i nie obfociłam wszystkich naszych dogomaniackich piesków, ale wpadłam tylko z krótką wizytą, po to, by dowieść rudaska, na którego wątek serdecznie zapraszam Za to widziałam i wygłaskałam Karolcie:) jest naprawde śliczna i smukłą ma talie jak u osy:) Haniu, wspaniale tam u Was, bardzo dziękuje za kawę w miłym towarzystwie! Martwie się bardzo o Rudaska...czekam na wieści o nim:( A w sprawie Karolci Ci Państwo nadal nie zadzwonili:( :( czekam i czekam i juz sama nie wiem czy się doczekam:( Ogólnie smutny dziś dzień dla mnie, bo rozstanie z rudaskiem bardzo mnie przybiło:( mimo że nie miał u nas najlepszych warunków a i czasu dla niego było za mało, ale jednak 7 dni to długo:( nie mogę przeboleć że nie podołałam, że nie mógł u mnie zostać:( :(
    1 point
  25. Zapraszam na fb - bazarek dla Wampa. Jeszcze kilka dni działamy, może coś komuś wpadnie w oko:) - https://www.facebook.com/events/874705049342724/
    1 point
  26. No... to chyba z tą ostatnią wpłatą z 27.07, która też niebawem powinna spłynąć... MAMY TO!! :)
    1 point
  27. chociaż Stivi nie żyje, to wkleję post z FB...może zanim ktoś odda tej osobie zwierzaka pomyśli 2 razy :( " To post Alicji Ermel. Zamiescila ten tekst na wydarzeniu, ktore nazywa sie : Sladami psow z Bialogardu i Radys, a organizatorem jest persona nazywajaca siebie " W poszukiwaniu prawdy". Post zostal natychmiast usuniety z wydarzenia, bo dla "poszukujacych prawdy" prawda jest niewygodna. PRZECZYTAJCIE. Warto. O tym, jak to ukrywa sie psy, robi wszystko, zeby nie wyszly ze schroniska, mimo tego, ze pisze sie o tymze schronisku same najgorsze rzeczy, malo tego, w tym schronisku sie pracuje. Oto tekst Alicji. : "ponieważ mój wpis na wydarzeniu https://www.facebook.com/events/1388384644510952/?active_tab=posts został usunięty, to publikuję go bez linku (można udostępniać) Zapewne wszyscy się zastanawiają kto kryje się pod nazwą W poszukiwaniu prawdy - twórca tego wydarzenia. Większość oskarża p. Halinę Nerkowską – całkowicie niesłusznie. Tą osobą jest Magdalena Żentała https://www.facebook.com/hodowla.skunksa?fref=ts Prawda, że to nazwisko nic nikomu nie mówi? Osoby działające na dogomanii znają ją doskonale pod nickiem Hałabajówka. http://www.dogomania.com/…/126609-w-ha%C5%82abaj%C3%B3wce…/… Jeśli ktoś poczyta ten watek – zwłaszcza ostatnie strony, to dowie się dlaczego Hałabajówka zakończyła 2 lata temu działalność na dogo. Hałabajówka to fundacja, którą założyła w 2012 roku http://fundacjadlazwierzat.eu/fundacja/o-nas/ Fundacja ma również swój profil na fb https://www.facebook.com/halabajowka/?fref=ts Magda oprócz zbierania psów zajmuje się też hodowlą przeróżnych zwierząt. Ma nawet stronę na fb – Lenka hodowla https://www.facebook.com/Lenka-Hodowla-1503072879995341/… Ostatnio wpadła na pomysł, że będzie hodowcą psów rasowych – skupuje więc szczenięta różnych ras – bo jak działać to na dużą skalę. Założyła też hotel dla psów - większość zdjęć szczeniąt „niby” przebywających w tym hotelu są jej własnością https://www.facebook.com/hotelbursztynek/?fref=ts Warto by się było zainteresować działalnością tej „fundacji”, o której mało kto słyszał, a która ma ponad 20 tys. lajków. Ma u siebie prawie (o ile nie więcej) 100 psów i kilkadziesiąt kotów, nie licząc innych zwierząt. Sprawdzić warunki, w jakich mieszkają psy np. w chlewie. Oczywiście Magda nigdy nikogo obcego nie wpuszcza na teren swojej posesji, nawet powiatowego, bo to jej prywatny teren. Może ktoś kiedyś założy wydarzenie „Cała prawda o Hałabajówce”? A teraz do rzeczy – dlaczego Magda zajmuje się takimi sprawami jak schronisko w Białogardzie i Radysach? Magda od początku swojej działalności była związana ze schroniskiem w Białogardzie. Wyciągała stamtąd psy w potrzebie albo takie, które się jej podobały. Z cudem jednak graniczyło nakłonienie jej do wydania zabieranych psów do adopcji. Ot – mania zbieractwa (dowody jak trudno było wyciągnąć od niej powierzonego psa są na dogo). To Magda była na wszystkich niemal zdjęciach psów z Białogardu, gdy działała jeszcze strona adoptuj-psa. Nigdy nie kryła się z tym, że chce przejąć schronisko w Białogardzie. Być może to wtedy w jej chorym umyśle zrodził się pomysł głodzenia psów, żeby wywołać aferę, wykopać J. Harłacza i przejąć schronisko - zatrudniła się nawet w schronisku. Nie wiem. Faktem jest, że pojawiające się zdjęcia wychudzonych psów skłoniły ludzi do pisania wniosków do PIW i WIW o kontrolę. J. Harłacz był niezwykle zdziwiony taką sytuacją, bo w tym czasie był gościem w schronisku zajęty polityką i wyborami. W efekcie Magda w marcu 2015 wyleciała ze schroniska. Wtedy też zapewne poprzysięgła zemstę aż po grób tym osobom, które zniweczyły jej plany. Ktoś, kto śledził losy schroniska w Białogardzie wie, że na jesieni 2015 roku wybuchła kolejna afera związana z głodzeniem psów. Niemieckie fundacje ruszyły na pomoc – zabrały prawie 100 psów, zaopatrzyły schronisko w karmę. Powstało też wydarzenie https://www.facebook.com/events/920281248050841/ Wydarzenie założyła pod nickiem Animals https://www.facebook.com/Animals-524557157722324/ Na wydarzeniu zbierane były dowody na wszystkie nieprawidłowości związane z działalnością Jerzego Harłacza – główną rolę w tym odgrywała p. D. Kadela i p. J. Racka. Panie pisały do gmin, zbierały dowody. Magdzie było to bardzo nie na rękę, ponieważ nie brała bezpośrednio w tym udziału (trzeba zjechać na sam dół wydarzenia, żeby to wszystko zobaczyć) Madga założyła więc profil Lucyna Gruszycka https://www.facebook.com/profile.php… i zaczęła nagonkę zarówno na p. Kadelę jak i na dziewczyny z grupy adoptuj-psa, dokładnie w takim samym stylu jak tutaj – żadnych dowodów, same pomówienia o sprzedaży psów do Niemiec. Wydarzenie umarło śmiercią naturalną, bo Magda już nie miała argumentów, hejterki przestały pisać. Jeden profil nie wystarczył, więc założyła kolejny – jako Grażyna Miączynska https://www.facebook.com/profile.php… – jako starsza pani nękająca p. Kadelę. Walka z Harłaczem to jedno, ale nienawiść do dziewczyn, które robiły zdjęcia psom w Białogardzie i je ogłaszały, tak jak to robią teraz w Radysach – to drugie. Ponieważ na wydarzeniu o Białogardzie już nikt nie pisał, namówiła Martynę Jurkiewicz https://www.facebook.com/Tina3426?fref=ts do założenia wydarzenia na temat poszukiwań Kadeta – MAM SCREENY tego wydarzenia. Oczywiście jako Lucyna Gruszycka wiodła tam pierwsze skrzypce lub podpowiadała Martynie i jej koleżance Dominice (współorganizatorce wydarzenia) co mają pisać. A że gimnazjalistki są podatne na sugestie, zapatrzone w Magdę jak w obrazek i podpuszczone przez nią, to dziewczynki nie przebierały w słowach, rzucając niczym nie poparte oskarżenia. Wydarzenie zostało usunięte, gdy osoby oskarżane złożyły skargę do szkół gimnazjalistek na szkalowanie ich dobrego imienia w internecie. Magda była niepocieszona tym faktem (usunięcie wydarzenia), więc pod kolejnym profilem – jako Wolontariusze Białogard https://www.facebook.com/Wolontariusze-Białogard-741058849…/ założyła kolejne wydarzenie o Kadecie https://www.facebook.com/events/1392740514076509/ na którym pisze już jako Lucyna Gruszycka. Niestety wydarzenie nie wzbudza już takich emocji jak poprzednie, więc postanowiła działać inaczej. Namówiła więc kolejną osobę – Iwonę Chudzińską https://www.facebook.com/profile.php… do założenia wydarzenia bardzo podobnego w treści to obecnego. Niestety wydarzenie szybko usunięto – chyba po tym jak ktoś napisał o konsekwencjach prawnych szkalowania w necie osób, podając ich dane personalne. Niestety, nie zdążyłam zrobić screenów tego wydarzenia. P. Chudzińska, jako osoba publicznie znana – łatwa do ustalenia w oskarżeniu na policji, chyba wystraszyła się konsekwencji prawnych - Pani Iwona jest urzędnikiem w UM Białogard http://pl.go2pl.de/Miasto+Bia%C5%82ogard+-+Urz%C4%85d+Miast… Bardzo dziwnym wydaje się fakt, że p. Iwona (mieszkanka Białogardu, urzędniczka) jest bardzo mocno zainteresowana psami z Radys https://www.facebook.com/Schronisko.dla.zwierzat.SZCZEC…/…/… A ponieważ grupa adoptuj-psa się rozwiązała i część osób zaczęła działać jako Niezależna Grupa Wolontaryjna w Radysach, to Magda zaczęła tworzyć takie wydarzenia jak to – pod kolejnym nickiem – W poszukiwaniu prawdy https://www.facebook.com/W-poszukiwaniu-prawdy-12064439860…/ Swoje działania nie ogranicza tylko i wyłącznie do zakładania takich wydarzeń ale również do pisania pseudo-donosów do p. Dworakowskich, aby nie współpracowali z takimi osobami. Chce doprowadzić to tego samego co w Białogardzie – do wycofania się grupy, a zwłaszcza JEDNEJ osoby, do której Magda żywi absolutną nienawiść. Stąd kolejne fałszywe profile, kolejne osoby, które działają pod jej dyktando. Psy w Białogardzie zostały w tej chwili bez żadnej zewnętrznej kontroli. Schronisko ma swoją stronę na fb https://www.facebook.com/Schronisko-Animals-w-Białogardzi…/… Są również strony „niby” wolontaryjne https://www.facebook.com/Schronisko-Animals-w-Białogardzi…/… https://www.facebook.com/groups/1597757560449086/?ref=ts&fref=ts https://www.facebook.com/psiakosc101/?ref=ts&fref=ts https://www.facebook.com/events/1824435891116577/ Jest to ewenement na skalę światową – schronisko ma aż 5 różnych stron a psy nie mają ani jednego ogłoszenia, bo zamiast pomagać psom walczy się z osobami, które coś dla tych psów kiedyś robiły i w efekcie psy znajdowały domy (ponad 300 adopcji rocznie). W tej chwili psów w schronisku przybywa, znowu są zagryzienia i zapewne wkrótce wybuchnie kolejna afera – obym nie była złym prorokiem. Ostatnim pomysłem Magdy jest budowa „ośrodka adopcyjnego dla najbardziej potrzebujących psów”. Może dlatego grodzi kolejne hektary. Zapewne będzie przyjmowała do siebie psy, którym grozi wywózka do schroniska o „złej” sławie albo wyciąganych z takich schronisk – oczywiście za odpowiednią opłatą, jak to robiła kiedyś na dogo pod szyldem fundacji"
    1 point
  28. Alez cuda alez cuda stokroc pozdrawiam Lakunia i Panciow raduje z wiesci zycia cudnego
    1 point
  29. Pan B ma wielkie serducho :) :) :)
    1 point
  30. Znowu piszecie tak wspaniale i mądrze, dziękuję za te wszystkie słowa otuchy i za wsparcie!!! Na pewno ból i tęsknota jeszcze długo będą w moim sercu, ale przecież nie mogę ciągle o tym mówić i pisać, zamęczać wszystkich. Postanowiłam więc cierpieć sobie w milczeniu i już po raz milionowy nie roztrząsać wszystkiego. Teraz może o bohaterze tego wątku: Misiulek jest kochany, wpatrzony we mnie, jak w przysłowiowy obrazek. Boi się burzy, wdrapuje mi się wtedy na kolana i siedzi drżąc jak osika. Czyli jednak słyszy, ale chyba bardzo słabo. Ostatnio na klatce schodowej zepsuła się jarzeniówka przed moimi drzwiami i było ciemno, jak w .... Wychodzę z Misiem i natknęliśmy się na sąsiada z naprzeciwka. Misio ujadał, jak szalony, pewnie się przestraszył. Ludzie nie rozumieją, że pies się może bać, tylko od razu komentują, że jest agresywny, nerwowy itp. W domu jest bardzo grzeczny, kanapa już jest jego ( w sensie cała, bo na początku kładł się z brzegu). Kajunia od czasu do czasu zaczepia Misia, tarmosi w zabawie za uszy, co Misio znosi z godnością. Rano, jak zobaczy, że się obudziłam szaleje z radości, przytula się wchodzi pod kołdrę. Obłędny jest!!!
    1 point
  31. Witam Bardzo się cieszymy że Wam się podoba :) Czujemy że Lakuś coraz bardziej się przywiązuje :) Dzisiaj Lakuś sam wskoczył do auta :) Jest coraz lepiej :) Zaczyna się słuchać i sam wie jak trafić do domu :) Zawsze idzie przodem (na smyczy oczywiście) i wie gdzie iść :) Jeszcze raz dziękujemy za zaufanie i Lakusia :) .
    1 point
  32. Popieram!!! Panie Arku dziękujemy ze tę przyjemność dola oczu i serca!!!
    1 point
  33. Z bazarkiem i tak musimy poczekać na ustabilizowanie się Dogo - żeby cioteczki przyzwyczaiły się do nowej formy forum... Ogarnę zdjęcia i postaram się wrzucić tu kilka zdjęć - sunie są cudowne, obie prześliczne, myślę, że to kwestia czasu, kiedy Greys znajdzie dom, natomiast Fifi... różnie to może być... Choć też jest przepiękna. Obie sunie niezwykle delikatne, przestraszone.. nie chcę wiedzieć co by z nimi było, gdyby zostały dłużej w schronisku... Póki co mamy 20zł... Plus jednorazową wpłatę od Darczyńcy w wysokości 50zł. W dniu dzisiejszym wydałyśmy 19zł na adresatki dla dziewczyn i wyprawkę. Także budżet jest malutki... A 300zł hotel to jednak sporo pieniążków... :( Mam nadzieje, ze dzięki Wam damy radę :( Sunie na szczęście są wysterylizowane, więc przynajmniej ten koszt nam odpada. Już wysyłam numer konta, dziękuję!
    -1 points
×
×
  • Create New...